ODPOWIEDZ
26 y/o
Welkom in Canada
175 cm
barman Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kochał lato.
Uwielbiał to jak późno robiło się ciemno, że łatwo dało się znaleźć dobrą imprezę i ludzie generalnie byli jakoś tak bardziej otwarci. Łatwo było się otoczyć nieznajomymi i bawić do rana, jakby znali się pół życia, nawet jeśli mieli nawet nie pamiętali swoich imion. Kobiety nosiły krótsze ubrania, mężczyźni chętniej zrzucali koszulki w miejscach publicznych i mógł nacieszyć oko nawet bez zagadywania. Brzmiał jak creep? Może. I co z tego?
Był szaleńcem. Tornadem, diabłem tasmańskim, męską prostytutką, której nawet nie trzeba było płacić, a nawet jeśli, to jego ulubioną walutą był dobry czas. Czas, którego nie spędzał sam. Czas w którym mógł się zapomnieć, wyłączyć mózg, zmęczyć ciało i tańczyć, BOŻE jak on lubił tańczyć!.
Najebał się. Tak. Był tego całkiem świadomy w swojej boskiej nieświadomości.
Imprezy przy plaży były jego ulubionymi. Pomijając romantyczne zapędy do których miał skłonności i fakt, że mógł westchnąć głęboko do zachodzącego słońca, zaciągając się fajeczką, pomijając też to, że w gruncie rzeczy pijane osoby i zbiorniki wodne to był bardzo zły pomysł; otwarta przestrzeń pozwalała Bennettowi drzeć japę, palić i generalnie być nieznośną pchłą do oporu. Powiedzmy. Prędzej czy później nie chciał już wrzeszczeć, gardło drapało dodatkowo od dymu i jedyne ujście jakie miał dla swoich nieopanowanych emocji, to plątanie się w te i z powrotem w rytmie muzyki, śpiewając pod nosem.
- Heeeey, sorry, kto by pomyślał, że piasek taki nierówny. - wpadł na jakiegoś typa. Wysokiego. Przystojnego. Bardzo w jego typie typa. Uśmiech, przez 95% czasu widoczny na jego twarzy tak czy siak, stał się jeszcze szerszy; wyszczerzył się do nieznajomego od ucha do ucha. - Szukasz kogoś? Bo ja chyba znalazłem. Znam kilka głupich tekstów na podryw, chcesz posłuchać? - był głośny, paplał co mu przyszło do głowy i nawet nie przyszło mu do głowy, że ten ładny pan mógł w ogóle nie chcieć nawet jego nawalonego, średnio przyjemnego towarzystwa, a co dopiero końskich zalotów. Nie pamiętał już ile w siebie wlał, ile wypalił i jakie dodatkowe substancje postanowił wciągnąć tej konkretnej nocy, ale przecież gay radar nigdy nie zawodził, nie...? Nie?

Alexander Hall
LemonSpice
none
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uwielbiał ten stan - piasek między palcami, szum wody mieszający się z muzyką i ten specyficzny, letni zapach, który obiecywał wszystko i nic jednocześnie. Wieczór zaczął się idealnie - kilka setów siatkówki plażowej, gdzie mógł bezkarnie popisywać się klatą i serwisem, a potem płynne przejście w tryb chillerki i trzymanie zimnego browarka w ręce. Siedział sobie na jakimś spróchniałym pniu, gapiąc się w gwiazdy i co jakiś czas obczajając kątem oka skąpo ubrane dziewczyny, które kręciły się wokół ogniska. Żyć, nie umierać, nie? A wtedy nagle poczuł na ramieniu ciężar czyjegoś ciała i pół browara mu się wylało. Zaklął pod nosem - na szczęście w porę ROZŁOŻYŁ NOGI, żeby browar spierdolił na piasek, a nie na jego spodnie. Odruchowo napiął mięśnie, gotowy na jakąś pijaną awanturę, ale kiedy spojrzał w górę, zobaczył rozbawioną twarz chłopaka, który wyglądał, jakby właśnie odkrył nowy kontynent. Alex uniósł brew, lustrując nieznajomego wzrokiem. Typ był totalnie najebany i to na kilku poziomach jednocześnie. - Piasek ma to do siebie, że nie współpracuje z promilami - zauważył i parsknął śmiechem. Nawet nie był już wkurwiony o tego browca, wiecie? Sobota wieczór, chillera, utopia, zero negatywnych emocji, tego. Szukasz kogoś? Bo ja chyba znalazłem. Znam kilka głupich tekstów na podryw, chcesz posłuchać? To też go nie wkurwiło - normalnie pewnie by się chociaż zirytował, ale noc była zbyt piękna, a on zbyt wyluzowany, żeby psuć sobie humor homofobicznymi zagrywkami. Poza tym jeszcze nigdy żaden facet nie podbił do niego z taką pewnością siebie, okej? - Głupie teksty na podryw? Dobra, zamieniam się w słuch - zaśmiał się, po czym wyjął z kieszeni paczkę papierosów. Choć Alex był hetero do szpiku kości, to wizja dobrej zabawy kosztem rozgadanego tornada, diabła tasmańskiego, męskiej prostytutki była zbyt kusząca. Wyciągnął jednego fajka, włożył go między wargi i osłonił dłonią płomień zapalniczki przed wiatrem. Zaciągnął się głęboko, wypuszczając chmurę dymu prosto w rozgwieżdżone niebo, i rozsiadł się wygodniej na tym swoim spróchniałym pniu. - No dalej, czaruj mnie - parsknął, zaskoczony swoją reakcją. Teoretycznie nie był porządnie najebany, więc nie wiedział, czemu tak długo angażował się w tę rozmowę. Strzepnął popiół na piasek i uniósł brwi, dając chłopakowi wolną rękę. Najwyżej po prostu da mu w ryj, jeśli przegnie pałę. No i tyle. Co mogło się stać?

Alexis Bennett
isiek
wszystko git jest
26 y/o
Welkom in Canada
175 cm
barman Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobra, nie spodziewał się, że ładny pan będzie też śmieszkiem. Nawet lepiej! Roześmiał się, nawet jeśli żarcik o piasku nie współpracującym z promilami nie był aż tak zabawny. Wszystko było zabawne w odpowiednim stanie umysłu, tak? Totalnie tak. A to, że w ogóle chciało mu się odpowiedzieć, zamiast wysłać go w cholerę jak znaczna część pozostałych uczestników imprezy? No lepiej być nie było.
- Holy shit. SERIO? DOBRA, dobra, czekaj, daj się skupić. - nigdy wcześniej nie trafił na chętną ofiarę beznadziejnych tekstów na podryw! Książkę mógłby napisać z całym swoim arsenałem sucharów i generalnie beznadziejnych, końskich podrywów; przesunął się przed chłopaka, dosłownie w podskokach i nie, nie zatrzymał się ani na moment, zamiast tego poskakując w kółko w jedną stronę, potem w drugą, cały czas w rytm muzyki. Kokaina? Może. Jego ciało płonęło energią, nie mógł ustać w miejscu, a już zdecydowanie nie potrafiłby się skupić. Nawet na trzeźwo miewał z tym problem, okay? A potem dostrzegł paczkę fajek i nawet nie zapytał, częstując się gorliwie; tak gorliwie, że wylądował na piasku przed nim, na kolanach. - Ok, miałeś rację z tym piaskiem. - śmiał się. Oczywiście, że się śmiał. Piasek był miękki, jego kolana przeżyją, nie takie rzeczy się robiło, a były gorsze rzeczy na świecie, niż lądowanie na kolanach przed przystojnymi mężczyznami. Zdecydowanie. Ukradł też zapalarę i skupił się jeszcze na moment, przysiadając na własnych stopach na moment, by sobie odpalić. Zapalniczkę oddał od razu, wiedząc, że na imprezach to zwykle był przedmiot wartości złota i miał tendencję do znikania. Zaciągnął się głęboko, odchylając głowę, rozłożył nawet lekko ramiona, przymykając oczy, wypuszczając dym z płuc. Powoli. Nawet go to trochę uspokoiło, mimo że mięśnie nadal chciały skakać. Przykucnął na chwilę, by zaraz płasko usiąść przed nim na dupie, stukając wolną dłonią w kolano, podświadomie wciąż w rytmie.
Dobra, głupie podrywy! Wpatrzył się na moment w przystojnego nieznajomego, nie tracąc uśmiechu ani na moment.
- O! Dobra. - klepnął się w kolano mocniej, puszczając wodze kreatywności i wrodzonej głupoty. - Hej skarbie, mogę być Twój, widzisz te gwiazdy? Przy Tobie to chuj. - podrzucił brwiami, przez moment przywołując na twarz ekspresję amanta, ale zaraz parsknął śmiechem, bo nawet jak na niego to było niskie. Kolejne "okay okay!", bo tama już zniknęła, głupie teksty miały ich pochłonąć jak tsunami. - Twój głos powinien zostać zakazany konwencją genewską jako broń masowego uwodzenia. - znacznie lepiej, tak, i właściwie mógłby się całkiem z tym zgodzić. Chłopak przed nim miał ładną twarz, był dobrze zbudowany, wysoki, brzmiał dobrze.. - Hej, jesteś moim palcem u nogi? Bo chciałbym przepierdolić Cię o każdy mebel w moim domu. - znacznie bardziej agresywnie, nawet jeśli jego uhahana morda wcale nie pasowała do podobnych tekstów i pewnie tak na serio nie miałby odwagi powiedzieć czegoś podobnego, gdyby mężczyzna sam się nie prosił. Zarechotał po raz kolejny, śmiejąc się z własnych żartów, z własnych idiotyzmów. - Hej, czy jesteś może paraliżującą depresją? Bo wyglądasz jakbym miał z Tobą spędzić cały dzień w łóżku. - dobra, to ostatnie było trochę za bardzo realne, więc postanowił sobie odpuścić, żeby przypadkiem nie skręcić w kierunku negatywnego zjazdu. Nie potrzebował negatywnych zjazdów w miejscu publicznym i przed hotówą.
- A tak zupełnie serio, to ładny z ciebie człowiek. - wzruszył ramionami, w końcu przestając się szczerzyć jak szaleniec, nawet jeśli nadal się uśmiechał. Siedział przed nim, bezbronny, absolutnie napruty i nawet jeśli miała mu się stać jakaś krzywda, to było mu wszystko jedno. Siostra go załata. Jakoś będzie. Chyba.

Alexander Hall
LemonSpice
none
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wow. Typ był jak żywa reklama ADHD wymieszanego z połową tablicy Mendelejewa, ale trzeba mu było przyznać jedno - miał rozmach. A gdy wylądował przed Alexem na kolanach w piasku, żeby wyjątkowo gorliwie poczęstować się szlugiem? Alex musiał zacisnąć zęby na swojej fajce, żeby nie parsknąć śmiechem. Ok, miałeś rację z tym piaskiem. Oczywiście, że miał rację, ktoś w ogóle śmiał w to wątpić? Zaciągnął się dymem i chwilę później nawet przytrzymał nieznajomemu zapalarę tuż przy gębie, żeby pomóc mu kulturalnie odpalić szluga. Płomień na ułamek sekundy rozświetlił twarz chłopaka, a Alex dostrzegł jego rozbiegane oczy i szeroki uśmiech, który nie schodził mu z ust ani na chwilę. Śmieszny to był człowieczek. O, dobra! A więc przechodzimy do sedna, Alex czekał na teksty na głupie podrywy z lekkim politowaniem, ale chwilowo nie miał nic innego do roboty, bo blondynka, którą sobie upatrzył, właśnie zniknęła między drzewami z jakimś innym kolesiem. Niech to. Dobra, teksty na podryw. Hej skarbie, mogę być Twój, widzisz te gwiazdy? Przy Tobie to chuj. Alex uniósł brew, ale w kąciku jego ust czaił się ledwo dostrzegalny uśmiech. Wypił duszkiem resztę swojego browara - procenty powoli zaczynały działać, a on jak raz miał ochotę, żeby zmiotło go z planszy (zwłaszcza, gdy słyszał takie suchary). Twój głos powinien zostać zakazany konwencją genewską jako broń masowego uwodzenia. No tym razem Alex musiał się uśmiechnąć, bo tekst nie był wcale taki zły, okej? Hej, jesteś moim palcem u nogi? Bo chciałbym przepierdolić Cię o każdy mebel w moim domu. Ten tekst z kolei totalnie go rozjebał, parsknął cichym śmiechem i pokręcił głową z niedowierzaniem. - Kurwa, palec u nogi? To było mocne, stary. Zapiszę to sobie na czarną godzinę, jak będę chciał, żeby jakaś laska wylała mi drinka na twarz - parsknął, strzepując popiół na piasek. Hej, czy jesteś może paraliżującą depresją? Bo wyglądasz jakbym miał z Tobą spędzić cały dzień w łóżku. Tego tekstu Alex już nie skomentował - blondynka, którą wcześniej obserwował, akurat wróciła spomiędzy drzew bez koszulki, w samym bikini. Uuuu, hot. Szkoda, że inny typ trzymał ją teraz za pośladek. Wyglądało jednak na to, że dziewczyna miała rudą koleżankę... A tak zupełnie serio, to ładny z ciebie człowiek. - A co ty, gej? - mruknął pod nosem i sięgnął po kolejnego browca, a nawet rzucił drugiego żywej reklamie ADHD na kolana. Alex, choć trzymał fason, czuł już, że te kilka browarów i słońce, które go przypiekało za dnia, zaczynały robić swoje. Zamiast zinterpretować te teksty jako próbę uwiedzenia jego własnej osoby, uznał, że miał przed sobą po prostu skrajnie zdeterminowanego amatora kobiecych wdzięków, który... no cóż, szukał u niego rady. - Dobra, dobra, widzę, że masz gadane, choć teksty masz tak beznadziejne, że aż żal ich nie wykorzystać. Na którą polujesz, co? Przyznaj się - powiedział, puszczając nowemu koledze oczko. Zaciągnął się ostatni raz, zgasił papierosa w piasku i wskazał głową w stronę ogniska, gdzie grupa dziewczyn w skąpych bikini właśnie próbowała ogarnąć jakąś grę towarzyską. - Mogę zostać twoim... no, tym, wiesz... wingmanem - zaoferował się akurat w momencie, gdy lekko zaczynało mu się kręcić w głowie. Alex poprawił się na tym swoim spróchniałym pniu, bo nagle wydał mu się on dziwnie niestabilny, po czym przymrużył jedno oko, żeby obraz kolegi przestał mu się dwoić. W głowie szumiało mu już konkretnie. Z oddali dobiegał refren jakiegoś wakacyjnego hitu, który Alex zaczął nieświadomie mruczeć pod nosem, myląc połowę słów i rytm. "I'm sexy and I know it"? Chyba.

Alexis Bennett
isiek
wszystko git jest
26 y/o
Welkom in Canada
175 cm
barman Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

A najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że nie miał żadnej diagnozy! Był święcie przekonany, że po prostu tak miał. Nikt w jego rodzinie nie był konwencjonalnie normalny i chociaż to on i młodsza siostra prowadzili, jeśli chodziło o stopień szaleństwa, o tyle nadmiar energii nie był niczym alarmującym. Nie bez powodu uwielbiał kauczukowe piłeczki i miał ich niezdrową ilość. Często kilka przy sobie, kilka w plecaku, w losowych miejscach w pokoju. Były dla niego jak fidget spinnery, przypominały mu... siebie. Odbijał się od ściany do ściany, od człowieka do człowieka, nie dało się go tak po prostu złapać i generalnie miał gdzieś, czy zaraz skończy się jego żywot, bo wpadnie w coś, z czego nie dało się wybić. Historia życia. A kiedy mieszał niewiadome choroby z substancjami mniej i bardziej legalnymi? HA. Tak, to było dokładnie to, co miał przed sobą biedny, przystojny chłopak.
- Kilka razy zadziałało. Zależy jak to powiesz! Bo wiesz, niektórzy są całkiem kinky, tylko udają, że takie świętoszki, co się tylko na misjonarza bzykają. - wyszczerzył się nawet bardziej, znów na moment rozkładając ramiona. Zamiast powrotu do normalnego siedzenia, podniósł tyłek z własnych stóp, klęcząc wysoko z tymi rozłożonymi rękami, został na moment samolotem. Bo miał taką wewnętrzną potrzebę i nie miał zamiaru tego nawet kwestionować. Był porobiony. Mózg jeśli jakiś miał, pewnie przypominał szwajcarski dziurawiec, a tej konkretnej nocy poszedł dawno spać.
- Dla ciebie mogę być nawet kicią. - parsknął, siadając na dupie, by otworzyć sobie podarowane piwo. Darmowe było definitywnie jego ulubioną marką wszystkiego co się dało. I miał papierosa! Co mogło znaczyć tylko jedno! Zaciągnął się głęboko, wstrzymał oddech, odrzucił głowę w tył, wypijając duszkiem kilka porządnych łyków ze swojej puszki, przynajmniej do momentu w którym bąbelki stały się nieprzyjemnie palące, a płuca błagały o odrobinę tlenu. Żachnął się, rozkaszlał trochę, ale wciąż ze śmiechem, zaraz potem wrzasnął krótkie, acz całkiem melodyjne "WOOH!". Dzięki bogu byli na plaży.
Obydwoje byli porobieni? Chyba tak. Lexie stwierdził, że facet musi być ekstremalnie hetero i do tego narobiony, więc miał szczęście, że wyraźnie swoją gorliwością zdobył sobie jego sympatię. Albo faktem, że nawet jakby chciał, to nie wyglądał groźnie, okay? Raczej bezbronnie, zwłaszcza w tamtym stanie. Do pana, udawał przed momentem samolot. Zerknął w stronę dziewczyn przez ramię, ale raz, było za daleko, dwa, zbyt ciemno, a trzy... Nah, wolał towarzystwo tamtego gościa. Nawet jeśli nie miał na co liczyć, wciąż nie pogardził by poszerzeniem swojego grona znajomych o kolejną osobę na którą przyjemnie się patrzyło. No co? Dwa w jednym. Przyjemnie się patrzy i do tego żadnej dramy z tego nie będzie. Wink, wink. To koniec, Lexie się zakochał, kurtyna. Głupie motylki w brzuchu, dodatkowy błysk w oku, fala ekscytacji uderzająca do głowy.
- Lepiej mi powiedz co by na ciebie zadziałało. - zagadnął ciekawie i nawet przesunął kawałek bliżej do nieznajomego. Wciąż na piasku, nie ufając swoim nogom za bardzo, a i nie chciał ładować się ciemnowłosemu w przestrzeń osobistą. Podświadomie wiedział, że gdyby chłopak chciał, mógłby go znokautować bez problemu, okay? Ten bicek... gryzłoby się dobrze, tak, ale wątpił, że był tylko na pokaz. A potem zaczął... nucić? I'm sexy and I know it. Panie. Takiej okazji Lexie nie mógł przegapić. Pozbierał się z piachu i, pewnie na trzeźwo zrobiłby lepszą robotę, ALE KOCHAŁ TAŃCZYĆ. Śpiewać też. Pet wypalony do filtra odleciał gdzieś niedbale w bok, pół piwa nadal miał w dłoni, ale to mu wcale nie przeszkadzało, by odskoczyć dwa kroki od niego i włączyć tryb maszyny. Czy był w tym dobry? Pewnie nie w tamtym momencie? Czy potrafił ruszać tymi biodrami i bawić się fantastycznie? O TAK!

Alexander Hall
LemonSpice
none
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Normalnie tacy ludzie działali Alexowi na nerwy. Byli jak brzęcząca mucha, która lata ci nad uchem w środku nocy. Tak się składało, że Alex należał do osób, które doceniały święty spokój - być może dlatego, że jego własne dzieciństwo było jedną, wielką, niekończącą się burzą. Teraz zastanawiał się czy to była wina tylko i wyłącznie procentów i ewentualnie innych używek, czy może wręcz przeciwnie, typ był taki na co dzień? Hall nie wiedział, czy dałby radę ogarnąć takie spotkanie na trzeźwo. Kilka razy zadziałało. Zależy jak to powiesz! Bo wiesz, niektórzy są całkiem kinky, tylko udają, że takie świętoszki, co się tylko na misjonarza bzykają. - Wooooh, świętoszki są najlepsze! Nie ma nic lepszego niż patrzeć, jak takiej puszczają wszystkie hamulce, bo w końcu spotkała kogoś, kto nie pyta o pozwolenie, tylko po prostu bierze to, na co ma ochotę - rozmarzył się Alex, wspominając przy tym zapewne wieeeele dziewczyn. Pewnie dalej by sobie marzył o swoich podbojach, gdyby tajemniczy nieznajomy nie rozłożył rąk i nie zaczął udawać, że jest samolotem. Przez chwilę Alex myślał, że typ po prostu się wyjebie na głupi ryj na piasek, ale on sobie po prostu tak klęczał i wyglądało na to, że jednak łapał pion. - Gdzie lecisz, kapitanie? - parsknął Alex pod nosem. W sumie typ był nawet pocieszny, Alex był pewien, że potrafiłby poprawić jego humor nawet w najgorszy dzień. A chwilę później Hall zakrztusił się piwem, bo chłopak powiedział sześć dziwnych słów. Dla ciebie mogę być nawet kicią. Uniósł do góry brwi. W głowie mu szumiało, w oczach mu się dwoiło, ale chyba zrozumiał tekst na podryw, nie? No i niespecjalnie był zainteresowany, z wiadomego powodu. Co innego, gdyby nieznajomy był babą... - Uważaj, kiciu, bo jak na razie to jesteś samolotem, który właśnie zalicza lądowanie awaryjne w złym ogródku - skwitował Alex, mając nadzieję, że aluzja nie była zbyt szalona i nieznajomy z łatwością ją zrozumie, mimo ilości zażytych substancji. Poza tym… - Ale masz jaja, to ci muszę przyznać. Mało kto ma odwagę tak do mnie startować - dodał i pokiwał głową z uznaniem, biorąc kolejny łyk browarka. Jeszcze się nie wkurwił, jeszcze nie była pora na rękoczyny. Chillera, utopia, uuuu, impreza. Lepiej mi powiedz co by na ciebie zadziałało. Nie musiał się długo zastanawiać. - Kręci mnie brak hamulców i niewyparzony język - stwierdził, a przed oczami znowu przemknął mu korowód twarzy dziewczyn, których imion już nie pamiętał. Trzy miesiące. Tyle zazwyczaj trwało, zanim dzika energia zamieniała się w oczekiwania, a niewyparzony język zaczynał pytać "Gdzie my właściwie zmierzamy, Alex?". Trzy miesiące - dokładnie tyle trwała jego najdłuższa relacja. Jednak rozmyślania znów przerwał mu ten śmieszny typek, bo zerwał się z piasku jak oparzony i zaczął wywijać. Tańczyć, w sensie. Normalnie Alex pewnie stałby z boku, rzucając cyniczne uwagi, ale teraz? Teraz poczuł pijacką solidarność! Podniósł się z pnia, chociaż szybko okazało się, że nogi miał jak z galarety. Ojojoj. - Wiggle, wiggle, wiggle, ta? - wychrypiał Alex, ruszając ramionami w rytm muzyki i parskając śmiechem, gdy o mało nie stracił równowagi przy bardziej zamaszystym obrocie. Razem wyglądali pewnie komicznie, ale Alexowi pod rozgwieżdżonym niebem na plaży było absolutnie wszystko jedno. Zataczali się wokół siebie na tym piachu, śmiejąc się jak dzieciaki, a Alexowi pojawiła się w głowie myśl, że Samolot-Kicia był prawdopodobnie najbardziej pozytywnym wariatem, jakiego spotkał w ostatnim czasie.

Alexis Bennett
isiek
wszystko git jest
26 y/o
Welkom in Canada
175 cm
barman Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobra, jak chłopak zaczął gadać o świętoszkach i tym jak brał to, na co miał ochotę...? God, that's hot. Poczuł gorąc na twarzy, złapał głębszy oddech całkiem podświadomie, wpatrując się w nieznajomego dużymi, błyszczącymi ekscytacją oczami. Rzadko zdarzało mu się marzyć o tym, by zamienić się z kimś ciałami, zazwyczaj uważał, że był naprawdę wystarczający w większości przypadków, ale w tym konkretnym.. Coś boleśnie ukłuło, zagłuszając na moment poruszenie idiotycznych motylków w brzuchu i radosne salta jego żołądka. Nie był świętoszkiem, ani trochę i zdecydowanie nie należał do płci, którą ten facet uważał za piękną. Huh. Trochę zabolało. Przyglądał się przystojnemu nieznajomemu próbując zagłuszyć hałas we własnej głowie, karcąc się w duchu za butność i bycie za bardzo do przodu. Chciał wyciągnąć ręce w jego stronę, dotknąć jego ramion, wsunąć dłoń we włosy. Zatrzymał spojrzenie na jego ustach na moment, całkiem rozproszony i musiał sobie przypomnieć, że nie, hetero chłopcy, nie ważne jak bardzo piękni, byli poza jego zasięgiem. Błyskotka za zbrojonym szkłem. Która mogła mu przyjebać, jakby chciała, co potwierdził z resztą sam, ostrzegając przed zbyt agresywnym rumakowaniem. Ok, skończyła się zabawa z pick up lines, zrozumiane. Zasalutował mu, skoro chwilę wcześniej nazwał go kapitanem.
- Wrzuć na luz. Nie dotykam ludzi bez pozwolenia. Consent. - mógł nie być najlepszym facetem na świecie, ale nie pamiętał, żeby kiedykolwiek zdarzyło mu się naprawdę przegiąć pałę i przekroczyć czyjeś bariery. Nie. Po prostu nie. Był po drugiej stronie tej balustrady i uważał, że jednak miał w sobie odrobinę godności, by nie traktować ludzi AŻ TAK obrzydliwie.
Mimo że wyraźnie przegiął z tekstem o kici, facet postanowił odpowiedzieć, co mogło zadziałać na niego. Znów odebrał mu oddech na moment. Dogadaliby się... Po raz kolejny, gdyby tylko był płci pięknej. Gryzło go to. Zwykle wzruszyłby ramionami i w podskokach znalazł sobie inną zabawkę, inną atrakcję wieczoru, ale z tego czy innego powodu został na miejscu. Może to, jak mówił? Może jego głos? Nie ważne, że nie był zainteresowany, Lexie mógł się zadowolić po prostu spędzaniem z nim czasu i to zdecydowanie było nowe. Tańczył z nim. Bennett roześmiał się szczerze, odpychając od siebie świadomość, że mógł być tylko tym, zabawnym kolegą dla tego fascynującego pana.. Na tamtą chwilę? Mogło mu to wystarczyć. Długoterminowo..? Nie lubił myśleć do przodu i zdecydowanie nie miał zamiaru zaczynać w środku imprezy. Noc dopiero się zaczęła. Przynajmniej kiedy tak pląsali wokół siebie, jedno drugiego mogłoby złapać, nie? Albo mogli obydwoje wywalić się na głupie ryje. Piasek był całkiem miękki, nic im nie groziło.
- Ey! Hey.. - musiał złapać oddech, kiedy sexy and I know it się skończyło. Oparł dłoń na ramieniu swojego pięknego towarzysza, używając go na moment jako oparcia do złapania pionu. Może nie najbardziej bystry pomysł, obydwoje wydawali się trochę powiewać na wietrze. - Jestem Lexie, mówiłem ci? Alexis. - skoro mieli być kolegami, to mogli się wymienić podstawowymi informacjami, prawda? I tak, miał go nie dotykać. Ups. Miał na myśli bardziej wymowny dotyk! Dłoń na ramieniu nieznajomego wcale nie była agresywna, tylko asekurowała właściciela, dopóki nie złapał oddechu i się nie wyprostował.

Alexander Hall
LemonSpice
none
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Maślany wzrok? Głębokie westchnięcia? Nah, Alex był totalnie nieświadomy zauroczenia nowego kolegi, bo tak naprawdę był zbyt zajęty otwieraniem kolejnej puszki piwa, która - jak na złość - postanowiła prysnąć pianą prosto na jego palce. Przywarł do krawędzi puszki ustami, siorbiąc uciekający płyn, żeby nie zmarnować ani kropli. To było idealne podsumowanie sytuacji - w jego głowie nie było miejsca na analizowanie sytuacji albo szukanie romantycznego napięcia, bo dla niego liczyło się tylko to, żeby alkohol nie wylądował na jego koszulce. Kiedy w końcu opanował sytuację, otarł usta wierzchem dłoni i uśmiechnął się do chłopaka. Wrzuć na luz. Nie dotykam ludzi bez pozwolenia. Consent. - A ja czasem dotykam bez pozwolenia - odparł Alex, znów mrugając do kolegi porozumiewawczo. W jego pijanym mózgu to nie była żadna erotyczna aluzja, jakby co. No ale nie miał wpływu na to, jak to wszystko zostanie odebrane przez drugą osobę. - Co to ten cały consent? - spytał po chwili, lekko się chwiejąc i marszcząc brwi. Brzmiało jak jakiś egzotyczny drink. Poza tym dla Alexa sprawa była prosta jak budowa cepa. W jego świecie nie było miejsca i czasu na wypełnianie kwestionariuszy przed wejściem do łóżka. Przecież miał oczy, heloł - widział, kiedy jakaś dziewczyna patrzyła na niego tym wzrokiem albo ocierała się o niego podczas tańca, albo kiedy jego ręka na jej biodrze spotykała się z aprobatą, a nie z liściem w twarz. A teraz tańczył z nowym kumplem i było mu z tym tak dobrze, jakby znali się od przedszkola, a nie od dziesięciu minut spędzonych na durnej rozmowie. Gdy piosenka się skończyła, Lex wykonał dziwny, nieskoordynowany obrót, prawie taranując nieznajomego, który akurat w tym momencie postanowił pozbyć się aury tajemnicy i po prostu się przedstawić. Jestem Lexie, mówiłem ci? Alexis. Alex zachichotał pod nosem, zerkając przelotnie na dłoń nowego kolegi, która wylądowała na jego ramieniu. - Lexieee.... Alexis... Tyyy... - powtórzył, po czym wyciągnął swoją ciężką łapę i z impetem położył ją na ramieniu Lexusa. Znaczy, Lexa 2. No i stali tak na tym piachu, oparci o siebie nawzajem jak dwie wieże z Władcy Pierścieni, wlepiając w siebie nawzajem wzrok, ale cisza wcale nie była niezręczna! Tylko wymowna. Tak. - Lex. Alex. Alexander - przedstawił się w końcu Alex, próbując złapać pion, bo nogi dziwnie mu się rozjeżdżały, kurde no. Nagle doznał olśnienia i zaczął gapić się na Lexiego, jakby właśnie odkrył Amerykę. - Czekaj, czekaj... Ty jesteś Lexie. A ja jestem Lex. Kurwa, nie wierzę - zawołał, a na jego gębie pojawił się szeroki uśmiech. Normalnie kup jednego Lexa, drugi Lexie gratis! Mocniej zacisnął rękę na ramieniu nowego najlepszego przyjaciela, bo dla Alexa sprawa była jasna - skoro imiona się zgadzały i oboje byli porządnie wstawieni, to od teraz byli najlepszymi ziomkami. - To przeznaczenie, stary, od teraz trzymamy się razem - ogłosił uroczyście, drugą rękę kładąc na piersi w miejscu, w którym znajdowało się serce, jakby składał jakąś przysięgę czy coś. Tak w sumie to był gotów przyrzec Bennetowi miłość, wierność i uczciwość przyjacielską, tu i teraz.

Alexis Bennett
isiek
wszystko git jest
26 y/o
Welkom in Canada
175 cm
barman Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mógł nie zauważyć piwa spływającego po jego palcach i aż spiął mięśnie szczęki, zaciskając na moment własne palce. Własna wyobraźnia mogła sobie wyobrazić, jak łapie go za nadgarstek, podnosi sobie jego dłoń do ust i przesuwa językiem po długości palców, by włożyć sobie je do ust. Piwo nie mogło się zmarnować, nawet jeśli w gruncie rzeczy było obrzydliwe. A potem jeszcze postanowił powiedzieć, że czasami dotyka ludzi bez pozwolenia i... mrugnął do niego..? Halo? Halo? Halo policja, to powinno być nielegalne tak się bawić czyimś, wydawało mu się, że jawnym, zauroczeniem. Wyciągnął do niego lekko ramiona, kiedy niepewnie się zachwiał, mimo że zdawał sobie sprawę z tego, że pewnie był cięższy, niż Bennettowi się wydawało. - Daję opcję, żeby ochłonąć i się wycofać..? - czego w tym przypadku ten hetero facet wcale mu nie dawał. Bawił się nim i normalnie Alexisowi naprawdę by się to podobało, gdyby nie fakt, że przystojny pan był podobnie napruty i wydawał się za cholerę nie łapać.
Za to przynajmniej łapał jak się bawić, ok? Tańczyło się z nim świetnie, beztrosko, trochę jak dwójka gówniarzy skacząca wokół siebie, bo tak, bo jakoś energię trzeba było spalić. Uroczo. Klatkę Bennetta przepełniło bardzo niezłożone, dziecinnie proste szczęście, które nie miało nic wspólnego z zauroczeniem i pociągiem. Lubił go. Nie znał go, ale naprawdę go lubił. Roześmiał się tylko, kiedy chłopak się na niego zatoczył, prawie taranując. To nic, to byłaby bardzo przyjemna śmierć, okay? Ciężar jego dłoni na ramieniu też był bardzo przyjemny i wywołał kolejną idiotyczną falę podrywających się do lotu motylków w brzuchu. Chyba będzie musiał się do tego po prostu przyzwyczaić. - No co ty? - uniósł własne brwi z szerokim uśmiechem, potrząsając lekko jego ramieniem. Mieli praktycznie tak samo na imię?! HUH?! - Yoooo, miałem być dziewczyną i się nazywać Alexandra! Ale wyszło jak wyszło i dali mi Alexis. Ale czad. - zachwycił się, podskakując lekko w miejscu, zanim zauważył, że kompan mu się trochę rozjeżdżał. Położył obie dłonie na jego bokach, jedną na jego biodrze, drugą bliżej żeber, żeby trochę go ustabilizować.
- Dobrze! Ale.. - rozglądnął się, ale nie dostrzegł niczego, na czym obydwoje mogliby bezpiecznie usiąść, więc klapnięcie na dupie w sumie nie wydawało się takie złe. - Mam ostatniego jointa, podzielę się, jak usiądziesz na tyłku. - bo niżej się spaść nie dało, a wolałby nie próbować zbierać z piasku dwa razy większego od siebie faceta, ok? Nie ważne jaki był hot. Klepnął go dwa razy w te żebra, starając się odepchnąć od siebie kilka głupich myśli, które próbowały mu się wkraść do świadomości. O wąskich biodrach, które mógł przy sobie przytrzymać i o.. Nienienienie. Calgon? Dłuższe życie każdej pralki to Calgon. Tak. Sięgnął po jego dłoń, pociągając ją lekko w dół, żeby ogarnął obniżenie się do parteru bez wyjebywania na twarz byłoby preferowanym sposobem.

Alexander Hall
LemonSpice
none
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Halo, policja, proszę przyjechać do Toronto, io, io. Dzieją się nielegalne rzeczy, io, io. Dobrze, że Alex nie siedział w głowie swojego nowego kolegi, bo pewnie zniknąłby w tłumie przypadkowych kobiet, chcąc poczuć na sobie damskie dłonie i żeńską energię, bez obrazy. Daję opcję, żeby ochłonąć i się wycofać..? Alex zmrużył oczy, bo widział Lexika podwójnie i nie wiedział, na którego powinien patrzeć podczas odpowiadania, a fakt, że trzymali się za ramiona, nijak nie pomagał, bo za jedno ramię trzymał go Lexie nr 1, a za drugie ramię trzymał go Lexie nr 2. Ojojoj. I jeszcze gadał jakieś rzeczy o wycofywaniu. Alex nic z tego nie rozumiał. - Ale żeby się z czego wycofać? Lexie, weź ty mi tu ten, mów jaśniej, bo ja nic nie rozumiem - poskarżył się Alex. W sumie to już zapomniał, jakie pytanie zadał. Nagle do głośnika dobrały się jakieś baby i zaczęły puszczać smęty typu THE WINNER TAKES IT ALL by ABBA, więc Alex zrobił zbolałą minę. Yoooo, miałem być dziewczyną i się nazywać Alexandra! A, to ci dopiero! - Heeej, Alexa, play Eye of The Tiger - zażartował Alex, kilkukrotnie wbijając palec wskazujący w klatkę piersiową Benneta. Słodziaczek był z niego. Na pewno dla niego włączyłby Eye of The Tiger, prawda? Pewnie nie tylko Eye of The Tiger, miało się ten urok osobisty, hihi. Boże, ego wyjebało mu już w kosmos, co nie? Ale wyszło jak wyszło i dali mi Alexis. Ale czad. - Alexisss. Ale ty jesteś zzzajebisssty - rzekł Alex i przytulił do siebie nowego kumpla, normalnie prawie ze łzami w oczach, jakby odnalazł dawno zaginionego brata. Skoro mieli jedno i prawie to samo imię, to matkę może też mieli jedną? Kto wie, skoro ta Alexa (matka) i tak nie żyła. Nagle Lexie ułożył swoje dłonie na Alexie - jedną na biodrze, drugą na żebrach. Nie wątpił, że miał dobre zamiary, bo możliwe, że gdyby nie Lexie, to już dawno by się wypierdolił na głupi ryj, ale wait a second… - Co ty mi tutaj tak macasz mnie jakby? - rzucił Alex pod nosem, marszcząc brwi. Zerknął podejrzliwie na ręce chłopaka na swoim ciele, dając mu szansę na wytłumaczenie. Istniały pewne granice, okej?! Mam ostatniego jointa, podzielę się, jak usiądziesz na tyłku. O, ta propozycja brzmiała kusząco. No to siadamy! Alex z trudem zaczął powoli zmierzać w stronę ziemi - najpierw ugiął nogi w kolanach, potem skłonił się do przysiadu i nawet przytrzymał się krańca koszulki Benneta, żeby nie pierdolnąć jak długi na piasek. A to poklepanie po żebrach wcale nie pomogło, okej?! Chwilę to trwało, zanim zacna dupa Halla opadła na podłoże, ale kiedy w końcu się udało, postanowił od razu pierdolnąć się na plecy. - Oooppaaa - zawołał, kiedy już wygodnie się umiejscowił na piaseczku. - Ty to chyba przylepa jesteś - rzucił zaraz potem w stronę Benneta. Poklepał piasek obok siebie, żeby zajął miejsce obok niego. Będą leżeć, palić jointy i gapić się w gwiazdy. Amazing. - Dobra, siedzimy. Dzielmy się. Wyskakuj z gatek. Znaczy jointów - parsknął Alex, a świat wirował, wirował jak pralka, wirował jak dłuższe życie każdej pralki to Calgon, uaaa… - Heeeej, Alexa… Lexie. Widziałeś kiedyś małą niedźwiedzicę? - rzucił ni z gruszki, ni z pietruszki Alex, wyciągając przed siebie palec i celując nim prosto w niebo, w bliżej nieokreślonym kierunku. Woooow. Obecnie nieboskłon wyglądał jakby ktoś czarne dresy obsypał brokatem, takie miał Alex poetyczne, górnolotne myśli. Gwiazdy mieniły mu się w oczach, a że już i tak widział podwójnie, to dostrzegł przynajmniej trzy małe niedźwiedzice na niebie, woooooow, nie wiedział, że było ich tak dużo!

Alexis Bennett
isiek
wszystko git jest
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”