—
Nie musisz - stwierdził krótko, patrząc, jak zawija niesforny kosmyk za ucho, odsłaniając w ten sposób nieco szyję. Nie musiała mu niczego udowadniać, bo i tak domyślał się prawdy. Powoli, acz skutecznie jej bariery ulegały załamaniu i było tylko kwestią czasu, aż Ethan osiągnie to, co zamierzał - spróbować smaku jej ust i rozpalić tlący się w niej płomień. Kierował się już nie tylko odgórną wolą rodziców, ale i własnymi pragnieniami. A ona bez wątpienia stała się jego pragnieniem.
—
Jakie konsekwencje przewidujesz w tym przypadku? - podchwycił, nieznacznie mrużąc przy tym oczy. Próbowała go ostrzec i zniechęcić jednocześnie, ale powiedział już, że nie bał się podjąć ryzyka. Nie mógł więc się teraz wycofać. I nie chciał, w wyobraźni widząc ich razem, niemal czując na sobie jej dotyk i gorący, przyspieszony oddech. Nie potrafił już wymazać jej z własnych myśli. -
Jeśli zajdzie taka potrzeba, nie omieszkam - skinął głową. Stanąć w jej obronie? Nie widział w tym żadnego problemu. Rzadko postępował zgodnie z utartymi schematami, zwykle prowadziła go odwaga i otwartość na wyzwania, co czasem pewnie traktowano jako przejaw arogancji i krnąbrności. Jeśli tylko potrzebowałaby wsparcia, otrzyma go od niego, choćby musiał się komuś sprzeciwić. Po to dla niej był, czy nie tak brzmiało jego zadanie?
Na jej następne słowa tylko uśmiechnął się kącikiem ust. Oczywiście, że nie miała go bezpośrednio na oku, bo przecież osobiście go unikała. Wyznaczyła mu granice, które miały być nie do przeskoczenia. Z tym, że tego wieczoru zaczęły się zacierać, dzięki czemu wreszcie mógł się do niej zbliżyć. Aczkolwiek wciąż przeszkadzał mu w tym nieszczęsny stolik. -
Takiego ciśnienia moglibyśmy się z łatwością pozbyć - odparł z wyzwaniem w oczach. Tak, jak białej sukienki, którą miała na sobie. Niezmiernie ciekawiło go, co skrywało się pod tym wiskozowym materiałem. Lepszego sposobu na jej problem nie znał, choć niewykluczone, że pomógłby wyłącznie na chwilę. Co nie przeszkadzało w tym, by próbować dalej.
—
Tylko co takiego? - przekrzywił nieco głowę, czekając na jej odpowiedź. Czy chodziło jej o rosnące pożądanie, przed którym nie sposób już będzie uciec? Jeśli tak, to doskonale to rozumiał. W tym momencie powstrzymywał go tylko stolik i miejsce publiczne, żeby dać się ponieść rozpalającym się w nim emocjom. Teraz jego umysł i dłonie wolały zająć się Cherry.
Chciałbyś. Gdy się speszyła, kąciki jego ust rozszerzyły się w zuchwałym uśmiechu. Straciła całą argumentację. A on? Oczywiście, że chciał. Jej karminowe usta wydawały się wyjątkowo ponętne, by się im oprzeć. Ale chciał o wiele więcej. Chciał wargami zasmakować ją całą.
—
To przyszłość firmy, a Twoja? - ściągnął nieco brwi. Nie kupował tego. Można było wciągnąć się w pracoholizm, ale poza pracą istniało również życie prywatne. Interesowało go przede wszystkim, co za dziesięć lat chciała zastać wieczorem po powrocie do mieszkania? To nie mogło pozostać takie płytkie.
—
Niczego Ci nie obiecałem - zauważył cicho. Ale kiedy obserwował ruch jej warg podczas kosztowania arbuza, mogłaby na nim wymóc wiele i uległby jej, jeśli w zamian pozwoliłaby mu
tylko wypieścić swoje wargi. Cholera, kogo on oszukiwał… doskonale zdawał sobie sprawę, że to byłby zaledwie początek tego, co chciał z nią zrobić.
Kiedy nastąpiła jego kolej, wziął do ust krewetkę i niespiesznie zsunął ją sobie z widelca, choć jedzenie było ostatnim, o czym w tej chwili myślał, nie spuszczając wzroku z Cherry, dzieląc z nią tę niemal intymną chwilę. Gdy skończył, zwilżył językiem wargi. -
Dziękuję - powiedział z nieznacznym uśmiechem, po czym odchylił się ponownie na oparcie krzesła w momencie nadejścia kelnera.
—
Trafiłaś w mój gust - przyznał, jedząc swoją kaczkę w słodkim, wiśniowym sosie, choć bynajmniej nie mówił o swoim posiłku. -
A jak Twój bakłażan? - Często o nim wspominała tuż przed złożeniem zamówienia. Aczkolwiek biorąc pod uwagę dwuznaczność przeplataną przez cały ten wieczór, chyba najbardziej usatysfakcjonowałoby ją zaserwowanie jej całkiem innego… bakłażana.
Skończyli jeść praktycznie w tym samym momencie. Zdążył jedynie sięgnąć po kieliszek z winem, gdy Cherry wyznała, że wychodzi na zewnątrz. Elektryzujący impuls sprawił, że wypił całą zawartość szkła i wyszedł za nią. Miał szansę, którą musiał wykorzystać.
Starał się zachować opanowanie i zagłuszyć serce dudniące mu w uszach, kiedy z wyczuciem otworzył drzwi palarni. Od razu odnalazł ją wzrokiem. Stała oparta o ścianę, w białej sukience przed kolano i z zamyślonym spojrzeniem sprawiając wrażenie zupełnie niewinnej, filigranowej kobiety. Ale to ona wzbudzała w nim intensywne emocje, które doprowadziły go właśnie do tego miejsca. Tu, gdzie mogli zostać chwilę tête à tête.
—
Podobno palenie jest niezdrowe - zagadnął z nieznacznym uśmiechem. -
Ale rozumiem, potrzebujesz zająć czymś usta. - Skupił na niej swoje zielone spojrzenie, niespiesznie zmniejszając między nimi dystans. Krok po kroku zbliżając się do niej tak, jak zrobił to w biurze. -
Nie mną. Bo nie jesteś zainteresowana ani tym, jak bardzo mi się podobasz… - kontynuował, przystając przy niej na wyciągnięcie ręki. Momentalnie wyczuł zmysłowy zapach jej perfum, który zdominował pozostałą między nimi przestrzeń -
….ani jak moje dłonie chcą błądzić po Twoim ciele… - cały czas nie spuszczając z niej wzroku, dłonią przesunął po jej talii, zaciskając palce na jej biodrze, by zdecydowanym ruchem przyciągnąć ją do siebie, a następnie wolną dłonią poprawił niesforny kosmyk włosów za jej ucho, delikatnie muskając przy tym jej policzek -
…ani tym, że chcę zbadać Twoją skórę milimetr po milimetrze… - zbliżył się ustami do jej szyi, by podrażnić ją gorącym oddechem, w trakcie drogi do góry niby niechcący muskając ją wargami -
…tak jak miękkość Twoich warg… - szepnął jej do ucha i nosem przesunął wzdłuż linii jej szczęki -
…i sprawić, że zapłoniesz - mruknął, sam czując coraz większą ekscytację tym, że była tak blisko, a jej tortury zdawały się być również i jego. Ujął jej brodę, by uzyskać do jej ust lepszy dostęp. -
A więc powiedz mi, jak bardzo na Ciebie nie działam - ich usta dzieliły milimetry, gdy wyszeptał słowa, drażniąc jej wargi i czekając z coraz większą niecierpliwością na jej reakcję. Bijące od niej gorąco, odurzający zapach perfum i zbudowane między nimi napięcie z każdą sekundą stawały się coraz bardziej nie do zniesienia.
Cherry Marshall