Wzruszył lekko ramionami, gdy zapytała o wolontariat.
-
Nie tylko tam. Lubię być zajęty, a zanim mogłem pracować, musiałem się czymś zająć? Schroniska, hospicja, gdziekolwiek coś znalazłem, żeby mnie szlag nie trafił przez za dużo czasu. - w hospicjum rzeczywiście spędził sporo czasu, po prostu lubiąc interakcje z pacjentami. Niektórych rodzina nie miała czasu odwiedzać, inni po prostu chcieli rozmawiać, śmiać się i generalnie żyć, bez bliskich traktujących ich jak potłuczoną porcelanę. Czasami grał z nimi w karty, innym razem pomagał się nakarmić albo służył ramieniem, żeby przejść z punktu A do punktu B. Przez jakiś czas myślał nawet, żeby pójść na pielęgniarskie studia, ale szybko stwierdził, że nie miał do tego mózgu, porzucając pomysł całkowicie. Roześmiał się, gdy wyraźnie wywołał błąd w jej systemie, brakiem rzeczy, których zajmował się w wolnym czasie, po raz kolejny wzruszył ramionami. -
Nie wiem, naprawdę. Zawsze się starałem zajmować czas? Jedzenie.. lubię włoskie, rzadko zamawiam, lubię gotować. Picie... Woda z elektrolitami? Czarna herbata? - zmarszczył lekko brwi, próbując zagarnąć wszystkie informacje, żeby odpowiedzieć na jej pytania, nawet jeśli uciekł mu wątek i nie bardzo wiedział o co pytała. O to, co lubi z tych rzeczy..? -
Seks... Uh. Lubię cię mieć. A cała reszta to miły dodatek? - dobra, nie miał pojęcia. Uśmiechnął się niewinnie, rozkładając ramiona, bladego pojęcia nie wiedział, czy się pogrąża, czy może Cynthia uzna, że niech mu będzie.
Po prostu nie potrzebował pomocy i chciał jej dać możliwość wychillowania, to chyba nie była najgorsza rzecz na świecie, co? Rozmowa z nim, kiedy pracował w zupełności mu wystarczała. Chciał o niej wiedzieć więcej, zwykle wolała słuchać niż mówić i już to zauważył, więc.. Tak się mogła odwdzięczyć.
Okay, chyba trafił w strunę, która niezbyt się z nią zgadzała tym pytaniem, ale zamiast się wycofywać, po prostu wykonał jej polecenie, podając wino. Zamrugał szybko, słysząc o nowotworze, jego praca z nożem zwolniła znacznie, a po chwili zupełnie się zatrzymała, gdy odłożył wszystko, opierając się dłońmi o blat. Słuchał jej uważnie, przyglądając się jej twarzy, zerknął tylko raz w stronę klatki, gdzie mógł spodziewać się pewnie jakiejś małej blizny, w zależności od tego jak dawno temu przeszła przez chemię.. Nie zauważył? Było ciemno, był pijany, może po prostu minęło wystarczająco czasu, że bez kontekstu, nie byłby w stanie stwierdzić nawet pod ostrym światłem.
Oh, wow. Otarł dłonie o ścierkę, przesunął się znów do niej, opierając ręce o jej uda, ot, żeby wiedziała, że był obok, słuchał i nie, wcale się nie obawiał tego pakunku. Gdy skończyła mówić i wypiła zawartość kieliszka, pogłaskał ją palcami jednej dłoni po udzie, drugą dłoń podniósł do policzka, by na niego spojrzała. -
Jesteś bardzo silną kobietą, wiesz? Przykro mi, że straciłaś bratową. - miał zbyt mało informacji, żeby powiedzieć coś w temacie "zawodzenia" i też nie uważał, żeby chciała od niego tego typu wsparcia. Brzmiało, jakby uciekła do prosektorium, żeby trzymać się z daleka od litości, kondolencji i oceniania, co też mógł zrozumieć. Posłał jej lekki, łagodny uśmiech, przesuwając kciukiem po jej szczęce, musnął ustami skórę na policzku. -
Też noszę pamiątkę po zawiedzeniu bliskiej osoby, rozumiem. - tylko tyle mógł jej zaoferować, żeby nie brzmieć, jakby nagle uważał ją za połamaną porcelanę. Nie uważał. Przeciwnie, pomogła mu odrobinę lepiej zrozumieć to, jak musiała się zwykle czuć i dlaczego czasami pochłaniała ją niepewność.
Żachnął się, przez moment chciał zaprzeczyć i się bronić, ale zaraz zdał sobie sprawę z tego, że miała rację. Kręcił się wokół tematu, kiedy zapytała go jak wyglądał i był w sumie całkiem wredny i bezczelny, jak tak sobie przypominał. Trochę jakby chciał ją od siebie odstraszyć, właściwie powiedział jej dosłownie, żeby się nim nie interesowała. -
Okay, okay. Bo się bałem, że jak się do ciebie za bardzo przyzwyczaję, to będzie cholernie bolało, jak ci się znudzę. - opowiedział szczerze, nawet jeśli była to tylko część prawdy. Bał się wielu rzeczy, co jej powiedział ostatnim razem. Miał głupie kompleksy, niektóre całkiem irracjonalne, z czego zdawał sobie sprawę, ale na które nic nie mógł poradzić.
Wspomnienie kobiety ze swojej przeszłości nigdy nie było przyjemne, ale.. Rozproszył się, gdy zaczęła mówić o tym, jak chciała, żeby było mu dobrze i że generalnie nie musiał się słuchać... chyba nie myślała, że w jego głowie była następną taką potworą? Okay, gotowanie na bok, znów. Musiał znaleźć się bliżej, przyciągnąć ją do siebie, krótko pocałować, starając się przekazać w tym pocałunku emocje, których nie potrafił ubrać w słowa. Ciepłe i miękkie, słodkie, prawie niewinne, mimo że silne dłonie przytrzymywały ją przy jego ciele mocno, jakby nie znosił sprzeciwu. -
Nie przypominasz jej w niczym. Spędzanie z tobą czasu jest łatwe jak oddychanie. Chcę cię słuchać. - wymienił, zaraz przysuwając twarz do jej ucha, dodał nisko;
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
A potem.. Tak płynnie, jak się przy niej znalazł, tak samo się odsunął, wracając do pracy.
-
Powinienem zapytać Charliego, na pewno coś wymyśli. To mój najlepszy przyjaciel, przyszywany brat, mam być świadkiem na jego ślubie w tym roku. - dał jej odrobinę kontekstu, rozbawiony tak czy siak faktem, że ośli upór nie wydawał jej się wadą. Zaletą na pewno nie było. Marshall może by wymyślił jakieś wady, pewnie coś w stylu "debil ma zwykle rację" i coś o ciągłym naprawianiu rzeczy, czy rad, brzydkich prawd o które nikt nie prosił.. Tak, na pewno coś w tym stylu. -
Hmmm... Tak, chyba tak. Jak wyciągniesz telefon z mojej prawej kieszeni z przodu, to możesz wejść w.. chyba mail to był albo wiadomość, nie pamiętam, ale jedno z nich to było potwierdzenie. - poruszył biodrem z prawej strony, próbując sobie tym samym przypomnieć jaki w ogóle miał pin, żeby włamać się do jego telefonu.. Nie pamiętał, zwykle używając swojego krzywego ryja, a pin pamiętał w kciuku, nie we własnej głowie. Zdarza się. Musiał zapamiętać, żeby dodać jej twarz do ID, ułatwiłoby to życie jakby gotował, a chciał jej coś pokazać.
Oddał pocałunek chętnie, znacznie woląc jej usta od truskawki. Z pomrukiem zadowolenia przyjął to, że przytrzymała go przy sobie na odrobinę dłużej.
-
..wiesz co, chyba następnym razem przyjdę z gotowym. - zażartował, bo jednak odrywanie się od niej stanowiło ból na jego egzystencji w tamtym momencie.. Żartował, bo gotowanie dla Cynthii Ward znajdowało się na górze listy rzeczy, które naprawdę lubił. Po prostu dotykanie jej, całowanie i robienie innych rzeczy, znajdowało się wyżej. Wolę miał silną też, okay? Skupił się na chwilę, wyzerował na zadaniu, odpalając ciepło pod patelnią na makaron, rybę wsadzając do piekarnika, żeby robiła swoje, nastawiając tylko timer, żeby pikało co 20 min. Właściwie nie używał sztućców, by mieszać w patelni nad którą pracował, zamiast tego podrzucał nimi na patelni szybkimi, mocnymi ruchami ramienia. Lewego, prawe nie lubiło raptownych ruchów mimo że było jego dominującą ręką. Szybko podsmażył czosnek i ostrą papryczkę, dołożył do tego makaron i wodę z makaronu, pozwalając się składnikom zaprzyjaźnić przez kilka minut przygotował głębokie talerzyki i sztućce, żeby było gotowe. Prosty makaron wylądował na swoim miejscu, trufla, trochę ziółek i zaraz stał przed nią z dwiema małymi porcjami - w końcu nie chcieli się objeść jak świnki i nie móc potem ruszać, nie? -
Stół, czy jesteś okay z siedzeniem na blacie? - wyszczerzył się w uśmiechu, bo jemu to było wszystko jedno. Jakby tak pomyślał, to właściwie rzadko siadał na dupie, kiedy jadł, generalnie wolał być na nogach w większości przypadków.
Cynthia A. Ward