-
part me from my heart, my fate is sealed
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Musiałaby być jednak do tego choć odrobinę trzeźwa.
Powrót brunetki wzbudził w niej odrobinę szczęścia - być może pomogłaby jej znaleźć to, czego szukała, ale z kolei gdy tylko się do niej odezwała, Elena jednocześnie zapomniała co to w ogóle było. Nie wiedziała jak zmęczona musiała być, żeby mieć tak krótką pamięć, ale kompletnie jej się to nie podobało. Słysząc pytanie kobiety, zmarszczyła brwi i przez nieznośnie długą chwilę - która w praktyce trwała ułamek sekundy - próbowała sięgnąć pamięcią do tego, o czym rozmawiały, jednak natrafiła wyłącznie na ścianę.
- Nie potrzebuję dokumentów, nie jestem tutaj legalnie - odrzuciła elokwentnie, co w zasadzie nie było nawet prawdą, bo pracowała tutaj i posiadała wizę, którą ktoś jej załatwił, a ona tylko podpisała w miejscu. Ale ktoś kiedyś jej powiedział, że skoro jest Włoszką, to na pewno przyjechała zabrać komuś pracę i na jej miejsce byłaby jakaś inna primabalerina, której to stanowisko bardziej się należało. Chyba nazywała się Anya, ta pieprzona suka, tak, to ona tak powiedziała.
Chłodne powietrze było zbawienne, choć z jakiegoś dziwnego powodu wyjście z klubu źle jej się kojarzyło, a jej ramię piekło cholernie. Ledwo pamiętała mężczyznę, który próbował ją uprowadzić. Wydawało jej się, że to musiało się zdarzyć wcześniej, może kiedy indziej? Bywała chyba w tym klubie często, miała z nim dużo wspomnień związanych, ale wszystkie były fragmentaryczne i oderwane od siebie.
- Masz takie auto jak porywacze w filmach - zauważyła elokwentnie, prowadzona do pojazdu przez Miller, której część słów do niej docierała, część nie. Gdy wsiadła do środka, z zadowoleniem odkryła, że było tam całkiem czysto. Znów była gdzieś wieziona. - Nie powinnam siedzieć z tyłu? - zapytała roztargniona, bo zawsze gdy ją wożono, siedziała z tyłu, więc czemu teraz siedziała z przodu? Ale znów kobieta podała jej wodę, a jej kurewsko chciało się pić, dlatego zmieniła wątek. - Dlaczego ja nic nie pamiętam?
Wzięła haustem łyka wody tak gwałtownie, że oczy prawie wyszły jej z orbit i zaszkliły się, gdy zafundowała sobie samej prywatny waterboarding.
- Nie pamiętam - skłamała, oddając jej butelkę wody i nic sobie nie robiąc z tego, że kobieta prowadzi i prawdopodobnie powinna mieć obie ręce na kierownicy. Odwróciła się ku niej i pochyliła do przodu, uwieszając jej ramienia. Nie mogła jej przecież powiedzieć, że mieszka w tej obrzydliwej dziurze, Porkdale, czy jak to się nazywało. - Nie mogłabyś mnie przenocować? - jęknęła, obejmując jej ramię własnym i nie dbając o to, że kobieta trzymała kierownicę. - Nie chrapię, obiecuję.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zaylee parsknęła pod nosem na komentarz o samochodzie.
— Bzdura. Porywacze mają większe auta i przyciemniony szyby. Uwierz, że gdybym chciała cię uprowadzić, zrobiłaby to w bardziej kreatywny sposób. Albo dogadała się z tym gościem, który próbował mi wmówić, że cię zna — włączyła kierunkowskaz i dołączyła do ruchu.
O tej porze ulice Toronto, choć wciąż tętniące życiem, nie były już tak zatłoczone jak w godzinach porannych czy popołudniowych, dzięki czemu przejazd nie był katorgą, tylko przyjemnością.
— Z tyłu? Wolisz się przesiąść? — zerknęła kątem oka na brunetkę, bez pojęcia, o co mogło jej chodzić. Może miała chorobę lokomocyjną? Albo amaksofobię? Albo w po prostu awersję do jazdy obok kierowcy?
Już miała rzucić, żeby uważała z tą wodą i przypadkiem się nie zakrztusiła, ale zanim zdążyła otworzyć usta, było już za późno, więc Miller jedynie pokręciła z politowaniem głową. Jeszcze tego brakowało, żeby nieznajoma utopiła się tutaj, w jej samochodzie. Tylko przysporzyłaby jej roboty, a przecież Zaylee i tak miała wystarczająco dużo pracy.
— Nic nie pamiętasz? Pewnie za dużo wypiłaś. Ale podejrzewam, że ktoś mógł dosypać ci czego do drinka. Masz strasznie wielkie oczy — stwierdziła, brzmiąc jak pierdolony Czerwony Kapturek. Nieznajoma powinna teraz odpowiedzieć, że to dlatego, aby mogła ją lepiej widzieć.
Zaylee ściągnęła brwi, czując, jak kobieta ją obejmuję. Nagle zdała sobie sprawę, że dalej nie wiedziała, dokąd właściwie zmierzały. Trudno było jej uwierzyć, że ta nie faktycznie nie pamiętała, gdzie mieszkała. Czy to nie tak, że będąc nawet w tragicznym stanie, sponiewieranym przez chodnik, każdy miał to zakodowane z tyłu głowy? Co się stało z magicznym światełkiem "dom"?
Nacisnęła na hamulec i zatrzymała się w zatoczce, zaraz za przystankiem autobusowym. Spojrzała na brunetkę i pokręciła głową.
— Moja narzeczona nie będzie zadowolona, że sprowadzam sobie obce baby na chatę — oznajmiła, ale z rozbawieniem. Gdyby Miller opowiedziała Swanson, co właściwie się stało i jakkolwiek dziwnie to nie brzmiało, musiałby jej po prostu uwierzyć. — Nie jadę jeszcze do domu, muszę wrócić do pracy. Po prostu podaj mi swój adres — poprosiła, wciskając telefon w uchwyt przy desce rozdzielczej i znów popatrzyła wyczekująco na nieznajomą. Nie chciała tego przeciągać, naprawdę miała jeszcze dużo roboty, w tym sekcje zwłok denata z klubu.
Elena Santorini
-
part me from my heart, my fate is sealed
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wtedy też dowiedziała się, że nie powinna dużo pić, ponieważ damie to zwyczajnie nie przystoi.
- Ja nie piję - żachnęła się, machając ręką by gestykulacją wytłumaczyć kobiecie dosadniej, że nie miała racji. Coś jednak brzmiało dla niej interesującego w jej słowach - to o tym mężczyźnie, który się do niej dostawiał. Czy to powiedziała wcześniej? Czas zaginał się we wnętrzu tego auta, auta stworzonego ewidentnie do porywania i Santorini nagle też czuła się porwana, ale po chwili przypomniała sobie, że brunetka odzyskała dla niej jej płaszcz, więc porwanie przez nią nie musiało być t a k złe.
Może było jak w filmach, tych koszmarnych, które czasem leciały w telewizji i rzekomo były romansidłami.
- Myślisz, że mi coś wrzucił? - sapnęła, nagle czując szpony paniki zaciskające się na jej trzewiach. Zaklęła głośno, po włosku, odruchowo sięgając pamięcią do języka, który znała najlepiej. Jej uchwyt mocniej zacisnął się na jej ramieniu, bowiem brunetka stała się dla niej kotwicą, której nie zamierzała już nigdy wypuszczać. - O boże, muszę się tego pozbyć.
Nie wiedziała j a k, ale nie mogła mieć tego w swoim systemie. Nie chodziło już nawet o bezpieczeństwo, jej ciało przecież było jej ś w i ą t y n i ą i myśl, że znalazło się w nim coś wbrew jej woli doprowadzała ją do szaleństwa tak wielkiego, że nawet nie zwróciła uwagi na odmowę przedstawioną jej przez brunetkę.
- Dobrze, nie szkodzi - sapnęła, klepiąc kobietę po ramieniu jakby to ona wymagała w tej chwili pocieszenia. - Ale masz torebkę? Muszę zwymiotować.
Rozejrzała się wokół, w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby jej pomóc. Jej słowa były jedynie groźbą, ponieważ Santorini nigdy nie nauczyła się prawidłowego imprezowania. Co prawda w jej zespole były baletnice, które potrafiły rzygać na zawołanie, ale ta mistyczna sztuka zawsze jej umykała gdyż od najmłodszego nauczyła się, że wystarczyło nie jeść, kiedy chciało się jeść, nie trzeba było psuć sobie zębów.
- York... Mil, coś? - mruknęła pod nosem, zamykając oczy - teraz by nie zwymiotować, bo choć wcześniej nie umiała tego zrobić, gdy o tym pomyślała, teraz nagle jej się zachciało. Potarła powieki, starając się wydostać z oparów jej trzeźwości adres Bowiego - jedynej osoby, której ufała na tyle, by w tym stanie się pojawiać w jego progu.
- Jak ty się nazywasz w ogóle? - zapytała, planując jej podziękować, ale gdzieś chwilę po tym zamknięte powieki sprawiły, że zwyczajnie zasnęła w siedzeniu kobiety.