Turns out… that part of us never really left.
Dziecięce głowy nie myślały jeszcze wcale o tym, że już połowa za nimi, bo przecież najważniejsze było to, że jeszcze drugie tyle przed. Że można jeszcze posiedzieć na murku otaczającym lodziarnię i rozkoszować się dwoma gałkami o smaku mango.
- Mówiłem, żebyśmy wzięli po trzy... - rzucił Madox, który upaprał już w lodach całą kolorową koszulkę i całą buzię. Okrągłe, gładkie policzki dziesięciolatka. Ticiano nie wyglądał wcale lepiej, cały był w czekoladzie, siedział z rozkraczonymi nogami, bo lody spływały mu po rękach na beton.
- Zobacz jak one się szybko topią, jakbyśmy wzięli po trzy, to byśmy nie zdążyli ich zjeść - Tio zawsze był jego głosem rozsądku, mniej narwany niż Madox. Trochę bardziej rzeczowy - a tak jeszcze mamy hajs na oranżadę - powiedział kiwając głową. Madox się ucieszył, bo była to w sumie mądra decyzja, lody i oranżada. A trzech by nie zjedli, bo miła pani z lodziarni wcale im nie żałowała. Zresztą jak miała to zrobić, kiedy oni stali nad nią z nosami dociśniętymi do szyby prosząc się o super wielkie gałki. Takie dostali, jak każdy, ale i tak powiedziała im, że te są wyjątkowe, specjalnie dla nich. I teraz tak jakby rzeczywiście były, się nimi zapychali.
- Ej dobra, dawaj zamianę - w końcu Madox podsunął się do Tio, kiedy zjadł już pół swojej porcji, trochę większą, ale Ticiano też zjadł więcej. Porównali jeszcze lody przystawiając jeden do drugiego - jeszcze dwa machy - Madox liznął dwa razy swojego loda o smaku mango, ale Ticiano też oblizał czekoladowego - ej tak to nie ma - i już te lody lizali jak na zawody, ale w końcu się wymienili.
- A czemu nie wzięliśmy po jednej takiej i jednej takiej? - zapytał Ticiano, a Madox aż strzelił oczami.
- Bo by się smaki wymieszały estúpido - Tio pokiwał głową, bo brzmiało to sensownie. Chociaż przecież na językach już pomieszali oba te smaki. Upaćkani też byli oboma. Skończyli i chcieli się umyć w źródełku, gdzie dno mieniło się wysypane złotymi monetami. Bo podobno wrzucenie ich tam przynosiło szczęście, ale wtedy na ich drodze stanęła jakaś brunetka, która taplała się w wodzie. Ticiano się zatrzymał, bo pewnie był gotowy zaczekać, aż ona pierwsza umyje sobie ręce. A Madox?
Już stał obok i zaglądał jej przez ramię do wody.
- Łowisz kasę? - zapytał, jakby nigdy nic. Ciemne tęczówki zawieszając na jej buzi otoczonej ciemnymi, niesfornymi kosmykami powywijanymi we wszystkie strony.
una chica con una tormenta de cabello oscuro ☀︎⋆.ೃ࿔*:・