ODPOWIEDZ
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

068.
Come up. Just for a minute…
I promise I’ll behave.



Galen musiał przyznać, że dobrze, że miała dziwną słabość do kłamców.
On też miał... do złodziejek kawy.
Do dziewczyn, które odwoziły pijanych prezesów wielkich firm do domu, nocnym autobusem. I może to było kierowane procentami, które krążyły mu we krwi, a może zupełnie nie? Bo przecież oni przez te dwa przypadkowe spotkania dowiedzieli się o sobie tyle, co ludzie czasem nie odkryją przez całe życie. Ściągali wszystkie maski, odpowiadali na swoje pytania bez żadnych filtrów. Prosto z serca, od razu na język, bez wielkiego zastanowienia, ważenia wszystkich słów. Po prostu szczerze.
A Galen rzadko był szczery, dużo rzeczy chował za maską dupkowatego prezesa. Dużo rzeczy dusił gdzieś w sobie. A z nią się nimi dzielił. I kiedy ona podzieliła się z nim tym marzeniem o tym, żeby jej brat wyszedł z więzienia, to on poczuł, że chce to wiedzieć, dlaczego on tam jest. Nie dlatego, żeby ją ocenić, a po prostu, żeby mieć pogląd na całą sytuację, żeby wiedzieć o niej więcej. Poznać ją.
Tylko, że zaraz zrywali się z miejsca, w ostatniej chwili, żeby wysiąść na odpowiednim przystanku. Galen nawet nie wiedział, że on tak wygląda, więc w pierwszej chwili rozejrzał się dookoła. A w drugiej już czekał, żeby jednak uchyliła mu rąbka tajemnicy, za co siedział jej brat.
Doczekał się, chociaż najpierw przewrócił oczami, kiedy Maya powiedziała, że nie musi się martwić, bo nie za zabójstwo.
Narkotyki...
To akurat była taka kwestia, która w pewnym momencie też przewijała się przez życie Galen Wyatta i kto wie, czy gdyby nie jego pieniądze, to też nie skończyłby teraz zupełnie inaczej? Na pewno by skończył. Bo nie znalazłaby go pokojówka i nie odratowali by go w ostatniej chwili.
Pokiwał głową, może nawet kontynuowałby temat, ale co mógł jej powiedzieć, że mu przykro? Albo zapytać, czy mógłby jej jakoś pomóc? Obcy facet, jakoś tego nie widział. Chociaż z drugiej strony on przecież pomagał obcym, nie miał z tym problemu. Bo gdzieś tam pod fasadą dupka Galena, to przecież Wyatt miał dobre serduszko.
Za to widział już zaraz jej spojrzenie, kiedy zadzierała głowę do góry patrząc na ostatnie piętro budynku.
- Trzydzieści... pewnie są wyższe, ale i tak na samej górze jest fajny widok - stwierdził i podszedł bliżej, tak, że stanął z nią ramię w ramię. Trafiłby sam. Może nawet powinien się pożegnać, do tego następnego przypadkowego spotkania, ale chyba nie chciał...
Zerknął jeszcze raz na budynek, a potem niebieskie tęczówki przeniósł na jej twarz.
- Wejdziesz na drinka? - źle to brzmiało... A on już nie powinien pić drinków - to znaczy... chciałbym ci coś pokazać - chyba jeszcze gorzej? Chociaż z drugiej strony to wcale nie powiedział co, a opcji było dużo, od konsoli, o których kiedyś gadali, po małe kotki w piwnicy... to znaczy w penthousie.
Teraz Galen przestąpił z nogi na nogę zastanawiając się jak to ubrać w słowa, żeby nie brzmiało źle. Nie jak zaproszenie wycelowane w kolejną panienkę, której chciałby pokazać... sypialnię?
- Chciałbym żebyś weszła... - chyba to brzmiało po prostu najlepiej, jakoś tak szczerze. No bo naprawdę chciał. Nie chciał jeszcze kończyć tego spotkania, a potem liczyć, że znowu na siebie gdzieś przez przypadek wpadną. Mogli trochę pomóc losowi, skoro już tutaj byli, pod jego apartamentem.

Maya Parker
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
For good luck!
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

five


Wiele było wyjątkowego w ich spotkaniach. Zaczynając od tego, że wcale ich nie planowali i to los je na nich zrzucał, a kończąc na tym, że w ich trakcie otwierali się na siebie swobodnie i tak bardzo niepodobnie do person, które na codzień przybierali. Maya nie lubiła dzielić się swoim życiem. Mało kto wiedział, co siedziało w jej lokatej głowie, a jednak przy nim mówiła tak wiele. Opowiadała mu o swojej rodzinie, o problemach i marzeniach, chociaż tego największego problemu jeszcze mu nie powiedziała. I nie miała zamiaru.
Miała za to zamiar zachłysnąć się obrzydliwie wielkim budynkiem, który w osłonie nocy i zaraz pod gwiazdami, wyglądał naprawdę imponująco. Parker nie bywała w takich miejscach, nie były one przystosowane do jej marnej zawartości portfela i poziomu materialnego. Może dlatego tak bardzo zachwyciła się zwykłym budyniem? Czymś co on oglądał na co dzień, co nie robiło na nim żadnego wrażenia, dla niej było troche jak dla niego Wunderbary. Spuściła na niego wzrok dopiero, kiedy ponownie się odezwał. Zawiesiła na nim ciemne tęczówki.
- Taki z samej góry? Na pewno jest zajebisty - nic nie mogła poradzić na uśmiech, który pojawił się na jej twarzy, szeroki. Mogła sobie tylko wyobrażać. - pewnie widać z niego całe miasto, co? - dopytała. Nawet nie musiała za dużo kalkulować, by wiedzieć, że tak. Skoro miał trzydzieści pięter na pewno wszystko z niego było widać. Fajnie w sumie pewnie było mieszkać w takim miejscu. Dała tym myślom kilka sekund, nim była gotowa zebrać się do taktycznego odwrotu na pięcie. Tylko wtedy Galen zapytał, czy wejdzie na drinka, a ona otworzyła szeroko oczy.
- A drinka? - prychnęła głośno, patrząc na niego z niedowierzaniem. - jak ty ledwo stoisz. O patrz - i nawet dźgnęła go palcem prosto w klatkę piersiową. Może i się nie wywrócił, ale z pewnością cały się zachwiał, aż go finalnie musiała przytrzymać za materiał nieskazitelnego płaszczyka. Wyatt zdecydowanie miał już dość alkoholu jak na jeden wieczór. Wiedziała to, a jednak coś nie pozwalało jej tak po prostu mu odmówić. Jakaś część niej chciała iść z nim na górę. Spędzić jeszcze trochę czasu, pomóc szczęściu, które mogło ich w końcu opuścić.
Zajrzała głębiej w jego oczy, gdy usta wypowiedziały kolejne słowa. Chciał, żeby weszła. I jak ona mogła z tym dyskutować? Jak mogła odwrócić się na pięcie i odejść, kiedy miała okazję sprawdzić ten niesamowity widok, który nawet od dołu zapierał jej dech w piersi? Załapała więcej powietrza w płuca i przysunęła się do niego bliżej, ignorując przyśpieszone bicie serca.
- Dobra, Wyatt - powiedziała spokojnie, pozwalając, by powietrze z jej ust osadziło się na jego twarzy. - bierz mnie na górę - a potem odsunęła się i wywaliła ręce do góry, jakby oczekiwała, że weźmie ją na ręce i autentycznie zaniesie. Gorzej, że on chyba w to uwierzył. Chociaż co ona się dziwiła, jak on wszystko łykał jak pelikan?
- Nie no żartuje! Sama wyjdę - wykonała jeszcze jeden krok w tył, żeby nie miał jej jak złapać, a zamiast tego ona zgarnęła jego nadgarstek i znowu przerzuciła sobie przez ramię. Może i nabrał trochę powietrza, ale wciąż bujało nim jak flagą na wietrze i zdecydowanie potrzebował wsparcia. - dawaj, tutaj? - spytała jeszcze dla pewności, podchodząc do drzwi, przez które zaraz weszli. - prowadź złoty księciu.

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dla kogoś, kto do tego nie przywykł apartamentowiec, w którym mieszkał Galen robił wrażenie. Każda z jego panienek, które tutaj zapraszał też patrzyła na budynek błyszczącymi, wielkimi oczami. Nawet Peach, która przecież też pławiła się w luksusach była pod wrażeniem. Najpiękniejszy apartamentowiec w całym mieście. Sam hol wyglądał imponująco, przeszklona ściana, ogromne drzwi i złoto mieszające się z czernią, bardzo eleganckie połączenie, które zapraszało do środka.
A Mayę zaprosił Galen.
Skinął głową na jej pytanie, a niebieskie tęczówki podniosły się do góry, jeden kącik jego ust jakoś odruchowo drgnął w uśmiechu.
- Kiedy stoisz na górze... to masz u stóp całe miasto - bo przecież to najbardziej w tym widoku lubił Galen Wyatt. Całe Toronto u jego stóp. Kiedy stanął tam po raz pierwszy, od razu poczuł, że to będzie jego miejsce. I chociaż znał na pamięć ten widok, o każdej porze dnia i nocy, z różnych perspektyw, to jednak on zawsze robił na nim wrażenie, zawsze jakoś tak dobrze się kojarzył.
Zaproszenie na drinka zresztą też, chociaż kiedy Majka go popchnęła to się zachwiał, a potem stanął jakoś krzywo, żeby jednak złapać równowagę.
- To ja ci zrobię drinka - zaproponował, ale Galen przecież wcale nie umiał robić drinków, ale to nic nie szkodzi, mógł jej polać wino. A nawet... może by spróbował coś przygotować, w końcu przyglądał jej się, kiedy ona mieszała te wszystkie składniki. Był tam sok... alkohol... i coś jeszcze...
Zmrużył jedno oko zastanawiając się nad tym, ale zaraz już kontynuował zaproszenie, niebieskie tęczówki zawieszając na jej pięknych, ciemnych oczach, bo chciał, żeby weszła. A kiedy powiedziała to bierz mnie na górę, to jego brew drgnęła delikatnie. Trzeźwy Galen Wyatt może od razu wyłapałby, że to żart, a pijany?
Zerknął na swoje ręce, dość brudne swoją drogą, a potem na nią, a potem w kierunku holu... Ale na szczęście powiedziała, że żartuje. Wypuścił powietrze z płuc ze świstem.
- To dobrze... bo nie wiem czy dałbym radę. Ogólnie, dałbym, moja narzeczona miała zdecydowanie większy... - nie dokończył, bo jednak nie mówi się takich rzeczy o kobietach, nawet pijany Galen to wiedział, więc Majka albo musiała się domyślić, albo puścić to mimo uszu - ale dzisiaj to jest... ciężko - pokręcił aż głową i znowu się zatoczył, więc kiedy mu zaoferowała pomoc, to z niej skorzystał, tylko co?
Nie uwiesił się na niej pijacko, a jego dłoń oplotła ją w talii, no bo jednak nie wchodzili do nocnego autobusu, a do najdroższego apartamentowca w mieście. Przyciągnął ją do siebie blisko, biodro do biodra, żeby utrzymać równowagę, ale też przejść z nią elegancko, przez te złoto-szklane drzwi. Do ogromnego holu z marmurami na ścianach i podłogach.
- Dobry wieczór Panie Wyatt, jak wieczór? - zapytał ich portier w eleganckim mundurku, który od razu przywołał im windę. Galen wywrócił oczami.
- Ciężko... ale to Maya, jechaliśmy nocnym autobusem i teraz jej pokażę widok z samej góry - rzucił wesoło Galen, jak dziecko. Aż porter się uśmiechnął i pokręcił głową.
- W takim razie miłego oglądania widoków panienko Mayu - skłonił się im nisko zdejmując czapkę, a potem już weszli do windy, Galen nawet nie musiał naciskać guzika, bo zrobiła to za niego portier na zewnątrz. Puścił za to Majkę i oparł się o lustrzaną ścianę plecami.
- To jest mój kolega, ma na imię Earl i ma... - policzył coś w głowie - ośmioro wnuków - wyjaśnił jej, kiedy winda sunęła powoli między piętrami. Prawda jest taka, że to nie był żaden kolega Galena... ale Wyatt uważał, że jak ktoś jest dla niego miły, rozmawia z nim o swoim życiu, to już może być jego kolegą, bo czemu nie? Więc może idąc tym tokiem rozumowania to Maya już była jego koleżanką?

Maya Parker
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
For good luck!
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wierzyła, że był w stanie zrobić jej drinka, a jednak uśmiech błysnął na jej twarzy, gdy to powiedział. Jako barmanka, która zawsze osobiście miksowała dla wszystkich trunki, często spotykała się z ludzmi, którzy bardzo chcieli jej pokazać, że również mieli niemałe umiejętności. Często wychodziło to z różnym skutkiem. Głownie tym negatywnym, bo rzeczy były apijalne, a jednak Galena Wyatt wyglądał na kogoś, kto potrafił mieszać alkohole, a przynajmniej się na nich znał. A nawet jeśli nie znał, Parker nie widziała przeciwwskazań, by go nauczyć.
Spojrzała na niego podejrzliwie, gdy powiedział, że spokojnie dałby radę ją unieść, bo jego narzeczona miała o wiele większy… no właśnie co? Brzuch? Kolana? Pięty? Piersi? Bagaż emocjonalny? Nie miała zielonego pojęcia i chyba w tamtym momencie nawet nie chciała wiedzieć co. Dała mu się po prostu przyciągnąć (o wiele bliżej, niż z początku planowała) i razem ruszyli w stronę drzwi. Z początku nawet nie mogła skupić się za bardzo na pięknych sklepieniach i zdobieniach na ścianach i całym tym złocie dookoła, bo jego bliskość i przyjemny zapach perfum skutecznie jej to uniemożliwiał. Dopiero kiedy portier się do nich odezwał, Maya spuściła na niego spojrzenie. Od razu na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Lubiła życzliwych ludzi. Co z tego, że właśnie za to mu płacili? Ona i tak to doceniała, szczególnie kiedy nazwał ją panienką. Aż na moment puściła Wyatta i dygnęła również przed nim.
- A dzięki wielkie, panie… - machnęła głową, przyglądając się plakietce, którą miał na piersi. - Earlu - dodała i nawet wyciągnęła do niego rękę, żeby przybić mu piąteczkę. Facet za bardzo nie wiedział, jak powinien się zachować, więc swój wzrok w pierwszej kolejności skierował na Galena, a gdy ten nie zareagował, Earl uśmiechnął się jeszcze bardziej serdecznie i z lekkim stresem ale i ekscytacją przystawił dłoń do tej jej, zbijając piątkę. - no i super. Tobie też miłego wieczoru! - pożyczyła mu, machając mu jeszcze na odchodne, gdy Wyatt już ciągnął ich do windy. To miejsce było tak ekskluzywne i premium, że przez moment naprawdę zaczęła się zastanawiać, czy odpowiednio się zachowała. Może nie powinna? Ale z drugiej strony przecież Earl wydawał się super ziomeczkiem.
- Ty nie zbijasz z nim piąteczek, skoro to twój kolega? - spytała prosto z mostu, kiedy tylko znaleźli się w windzie, a on się od niej odsunął. Sama opadła na scianę na przeciwko niego i wbiła ciemne spojrzenie w jasne, wciąż pijane oczy, chowając dłonie gdzieś za plecami, a głowę opierając o chłodną teksturę widny. - osiem wnucząt to kurewsko dużo - skwitowała, chyba bardziej nawet do siebie niż do niego. - znasz je wszystkie? - no bo skoro Earl był jego kolegą, to może Galen bawił się z jego wnuczętami? Przynajmniej do takich wniosków doszła na podstawie jego słów. A potem spędziła kilka sekund na tym, by rozejrzeć się po windzie. Wszystko tu ociekało hajsem. Nawet pieprzone przyciski wydawały się mieć zdobienia ze złota, a ten odświeżacz powietrza? Normalnie głaskał nozdrza. Swoją wędrówkę skończyła na lustrze za jego plecami i własnym odbiciu, które kompletnie tu nie pasowało, do tego całego luksusu. Szczególnie te poszarpane przez wiatr włosy, które po chwili lekko pogładziła z ciężkim westchnieniem.
- Co twoja narzeczona miała większy? - odezwała się po chwili. Musiała o to zapytać. Szczególnie teraz kiedy kierowali się na samą górę apartamentowca, a on nie miał gdzie uciec przed odpowiedzią.

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Galen popatrzył na Mayę, kiedy tak ładnie dygnęła przed Earlem, który też się uśmiechnął, bo przecież modelki Galena Wyatta zawsze patrzyły na niego raczej z góry, albo w ogóle traktowały, jakby nie istniał, bo kim on był?
Jak się zaraz okazało, to kolegą Galena.
Niebieskie tęczówki przesunęły się po twarzy staruszka, kiedy brunetka wystawiła do niego rękę, żeby przybić z nim piątkę, skinął delikatnie głową dając Earlowi znak, żeby to zrobił, sam Wyatt się uśmiechnął. W pewien sposób go to nawet rozczulało, że Maya sobie przybijała piątkę z dozorcą, jakby też był jej kumplem. Jeszcze mu pożyczyła miłego wieczoru, miło z jej strony. Naprawdę.
- Trzymaj się Earl! Pozdrów Margaret - pożegnał go też Galen zanim jeszcze wsiedli do windy. Margaret to była żona Earla, która piekła najlepsze ciastka w Toronto, bo raz portier przyniósł Galenowi całe pudełko. Były prawie tak dobre jak Wunderbary. Aż Wyatt na moment się rozmarzył, ale zaraz niebieskie oczy znowu wpatrzone były w Majkę.
- Nie zbijam, bo... ja w ogóle nie zbijam piątek - powiedział, znowu kompletnie szczerze - wiesz, ja tylko podchodzę i ściskam wszystkim dłoń, uścisk ręki prezesa - wyjaśnił jej i nawet jej pokazał tą prezesowską rączkę, która teraz była jakaś brudna, ale wciąż widać było jak delikatna jest skóra Galena Wyatta, na której pewnie stosował jakieś kremy z łzy rusałki i wyciągu z kwiatu paproci, czy coś.
Na jej kolejne stwierdzenie pokiwał głową, chociaż Galen w ogóle nie używał takich słów, ale się uśmiechnął. Jego goście też zazwyczaj ich nie używali, Maya łamała wiele stereotypów, a to coraz bardziej mu się podobało.
- Nie, znam tylko dzieciaki od jego córki Demi, bo ona mieszka w Toronto i czasem tu przychodzą, do dziadka, jest... - zamyślił się na moment mrużąc oczy - Ben i Anna - pokiwał głową. Kiedyś się z nim wszyscy przywitali, ale Galen pędził na spotkanie, za to na drugi dzień przyniósł dla dzieciaków jakieś słodycze i poprosił Earla, żeby im je przekazał. Trochę wtedy pogadali. Galen w ogóle lubił rozmawiać z Earlem o jego rodzinie, albo z Lucitą jego gosposią, może dlatego, że sam jej nie miał?
Jeszcze przez moment patrzył w jej ciemne oczy.
- Właściwie to Earl nie jest moim kolegą... - przyznał się jej w końcu - ale mógłby być, zawsze pyta co u mnie... Koledzy chyba tak robią? - właściwie Galena wyjątkowo mało osób o to pytało. Mało osób on w ogóle w jakimkolwiek stopniu obchodził, no chyba, że chodziło o jego pieniądze, albo skandale, wtedy kolejka ustawiła by się chyba przez wszystkie piętra tego budynku. Ale do tego, żeby zapytać jak on się czuje, jak się ma... Lucita i Earl byliby gdzieś na przodzie.
Zawiesił niebieskie tęczówki na Maji, kiedy rozglądała się po windzie, rzeczywiście nie wyglądała jak te wszystkie modelki, które tu przyprowadzał, które stały sztywno, jakby miały kij od miotły... pod sukienką. Ona była luźna, była inna... Piękna.
Chociaż kiedy zapytała o to co jego narzeczona miała większe, to wywrócił tymi niebieskimi ślepiami, a kąciki jego ust skoczyły do góry. Co właściwie chciał powiedzieć?
- Tupet... - rzucił w końcu - była bardzo... - zaczął i zastanowił się wodząc spojrzeniem gdzieś po suficie - widziała tylko czubek własnego nosa - wzruszył ramionami. Nie zawsze tak było. Bo mieli z Cherry kilka dobrych chwil i ona też potrafiła się dla niego poświęcić. Ale chyba więcej mieli tych złych, Galen się skrzywił.
Na szczęście winda zatrzymała się już na samej górze, a oni mogli ruszyć tym długim korytarzem, gdzie na ścianach wisiały jakieś fikuśne obrazy, a pod nimi stały piękne, zadbane rośliny. Wszystko tu było piękne, jak z jakiegoś katalogu, a potem Galen wyciągnął kartę do swojego apartamentu i otworzył przed nią drzwi. Jego mieszkanie miało dwa piętra, było ogromne. Przed nimi rozciągał się ten dywan za trzydzieści tysięcy w salonie, a na środku kanapa za drugie tyle. Sufity były wysokie, żyrandole złote. Meble jasne, wszystko wyglądało jak żywcem wyjęte z katalogu. Nie za bardzo domowo, przytulnie... Ale Galenowi chyba nawet to odpowiadało, że było tutaj po prostu ładnie. Czysto. Wszystko miało swoje miejsce. Zero chaosu...
Chociaż kiedy Maya weszła przez próg, to jakoś tak, że zahaczyła butem o stojak na parasole i prawie się potknęła, ale Galen nawet mimo tej pijaniutkiej wciąż głowy zareagował i złapał ją za rękę.
Dzień dobry... Chaos przyszedł.

Maya Parker
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
For good luck!
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Jak to nie zbijasz piątek? - popatrzyła na niego zaskoczona. - ale że tak nigdy-nigdy?- ciężko było jej w to uwierzyć, bo przecież przybijanie piątek było dla Majki czymś tak częstym jak chociażby oddychanie. Ono po prostu było i piąteczki też po prostu się przybijało. Otworzyła szerzej oczy, kiedy do niej podszedł i uścisnął dłoń, pokazując ten swój prezesowski chwyt. No nie był zły, ale… - strasznie sztywne - przewróćiła oczami. - z ziomkami też się tak witasz? - jeszcze jak była w stanie zrozumieć takie stosunki z chociażby portierem wielkiego, ekskluzywnego budynku, tak nie wyobrażała sobie, jak Galen idzie na miasto czy jakiś inny piknik i wita się ze wszystkimi uściskiem dłoni. Dziwny zwyczaj. Chociaż zaraz też okazało się, że Earl tak naprawdę nie był jego kolegą, a jedynie pracownikiem, który tylko pytał co u niego. Przez moment po prostu stała oparta o chłodną ściankę windy i na niego patrzyła. Jej myśli odbiegły gdzieś do świata przekmin i tego, że na swój sposób musiało być to przykre, że bierzesz portiera za kumpla, bo spytał co u ciebie, gdzie to pewnie jego obowiązek.
- No koledzy tak robią, jasne, pytają co u ciebie, ale też nie dostają za to w chuj kasy, rozumiesz? - uraczyła go prawdą, o którą przecież sam prosił, bo zadał jej to pytanie. - ale Earl akurat wydaje się super ziomkiem, więc może serio chciałby być twoim kumplem - podeszła nieco bliżej, malując na twarzy lekki uśmiech. - jak chcesz to sprawdzić to się z nim umów na piwo - proste? proste. A przynajmniej takie było dla Parker. Skoro kogoś się lubiło i miało się wrażenie, że dobrze się z nim dogadywało, nie było sensu gdybać, tylko po prostu działać i pogłębiać znajomość. Szczególnie że portierowi Galena serio dobrze z oczu patrzy. Totalnie by ich widziała jako kumpli.
Zaśmiała się głośno, kiedy powiedział co jego narzeczona miała większe. Spodziewała się wielu rzeczy, ale o tupecie akurat wcześniej nie pomyślała. Szczególnie że myślała, że było to coś faktycznie związanego z wagą.
- No tak, to wiele wyjaśnia - oznajmiła rozbawiona, chociaż na dobrą sprawę nic to nie wyjaśniało, ale przecież nie będzie z pijanym dyskutować. - chociaż mieszkając w takim miejscu i pławiąc się w luksusie chyba ciężko o niskie ego? - spytała szczerze, rozglądając się po korytarzu, kiedy tylko wyszli z windy. Starała się nie oceniać jego ani ludzi jako pokroju, jednak tego typu wnioski w pierwszej kolejności, naturalnie wręcz cisnęły się na język. Nadmiar pieniędzy na pewno jakoś wpływał na ludzi. Ich brak również. Obserwowała uważnie, kiedy Wyatt wygrzebywał kartę do apartamentu i zaraz otwierał nią drzwi.
- Nie masz normalnego klucza? - prychnęła, kręcąc głową z niedowierzaniem. - to normalnie jak w jakimś hotelu, gdzie… - nie dokończyła, bo już na samym wejściu, kiedy zaczęła się rozglądać, to potknęła się o wieszak na płaszcze i poleciała prosto na twarz. Całe szczęście złoty książe złapał ją w porę i przyciągnął do siebie. Wstrzymała na moment oddech, gdy skończyła w jego ramionach, a ciemne oczy mimowolnie podniosły się na jego twarz.
- Niebezpieczne to twoje mieszkanie - zauważyła, wciąż stojąc w bezruchu. Dopiero po chwili wykonała dwa kroki w tył i zrzuciła z siebie buty, pozwalając sobie wejść głębiej, jak ten typowy wścibski gość, który wiecznie się rozgląda. Tylko tutaj naprawdę było na co popatrzeć. Apartament zapierał dech w piersiach. Chociaż Majka za nic nie zwróciła uwagi na ten dywan za kilkadziesiąt tysięcy, dywan jak dywan, za to zaraz podbiegła go ogromnej kanapy, największej jaką kiedykolwiek widziała i… wskoczyła na nią. Normalnie wybiła się z jednej nogi i poleciałą prosto na plecy, od razu zatapiająć się w mięciutkim materiale.
- Jezu jakie to wygodne - mruknęła zadowolona, prężąc się pomiędzy poduszkami, jakby chciała się w nie wtopić. Nie trwało to jednak długo, bo kiedy tylko otworzyła oczy, jej uwagę skupiły wielkie okna, a dokładniej widok za nimi. Na całe miasto. - o kurwa - wypsnęło jej się, jednak inaczej nie dało się tego określić. Zsunęła się z kanapy i od razu podeszła do widoku Toronto u jej stóp, który spowodował, że oczy się jej zaświeciły.

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Galen nie wiedział jak to jest, że on nie zbijał piątek, ale po prostu tego nie robił. A kiedy zapytała o to, czy on z ziomkami też nie zbija piątek, to przez moment się zastanowił. Ale nie, nie robił tego. Oni się witali uściśnięciem ręki, może dlatego, że kumple Galena to byli w większości tacy sztywniacy jak on?
A może Galen po prostu nie miał prawdziwych kumpli? Niby był Peter, Ryan, William, może mógłby z nimi zbijać piątki? Powinien kiedyś spróbować, on też na chwilę odbiegł gdzieś myślami, ale zaraz wrócił do Majki, kiedy zaczęła mu tłumaczyć, że koledzy nie biorą pieniędzy za pytanie jak u ciebie. Galen uniósł jedną brew, bo w zasadzie to nawet kiedy widział się ze sowimi kumplami, to oni nie pytali co u niego, to te rozmowy jakoś tak same się toczyły, jedynie Lotte pytała co u niego, a on się na nią wypiął.
- Na piwo? - zdziwił się, bo na piwo też nie chodził, wyjątkowo rzadko, z Ryanem czasem, z Peterem, albo Willem to raczej na jakieś kolorowe drinki, on nawet nie lubił piwa. Chociaż świetnie się bawił, kiedy poszli raz Ryanem na piwo, hot dogi i walki rycerzy. Może mógłby tam iść z Earlem?
Może nawet zapytałby o to Mayę, ale już rozmawiali o jego narzeczonej i jej wielkim... tupecie.
Tak jak Galen i jego ego nie mieścili się razem przy stole, tak pewnie Cherry i jej tupet musieli jeździć oddzielnymi windami.
Na jej pytanie wzruszył ramionami.
- Pewnie tak, ale... - nabrał powietrze w płuca zastanawiając się nad tym przez chwilę - moja narzeczona na przykład nigdy nie wypiłaby z tobą kawy na dachu, w ogóle... - znowu się zastanowił, bo Cherry w ogóle pewnie nie wypiłaby kawy z Majką, po prostu miała w sobie coś takiego, że wiecznie uważała się za lepszą od innych. I Galen też się czasem uważał, za lepszego od Jeffa na przykład. Ale od Majki nie, albo od Earla, który miał ośmioro wnuków - ona nie wiedziała z czego robi się hot dogi i nigdy ich nie jadła - wyjaśnił jej Galen, ten, który nigdy nie jadł Wunderbarów, ale może mogła sobie wyobrazić w ten sposób jego narzeczoną, która była w pewnym sensie do niego podobna, tylko chyba jeszcze bardziej niż on czasem zamknięta w swojej bańce?
Uniósł brew na to pytanie o klucz.
- A jak bym wchodził na basen i siłownię? - też by musiał mieć klucze? Zastanowił się nad tym przez chwilę. I gdzie on by je nosił, na jakiejś smyczy na szyi?
Już nawet miał jej o to pytać, ale kiedy przekroczyła próg jego mieszkania, to zaraz poleciała jak długa, ale nie z zachwytu, jak niektóre panienki Galena, tylko potykając się o wieszak. Na szczęście Wyatt zareagował, tylko może nie powinien jej tak do siebie przyciągać?
Ale z drugiej strony, niebieskie tęczówki znowu zawisły na jej dużych, ciemnych oczach.
- A projektantka mówiła, że będzie bezpieczne - uśmiechnął się delikatnie, a już zaraz ją puścił, zaprosił do środka. Przez chwilę miał wejść z butach. Bo przecież to robił, chodził po kaszmirowym dywanie za trzydzieści tysięcy w tych swoich bucikach za kilka patyków, ale kiedy ona zdjęła swoje buty, to on też to zrobił. Odwiesił też swój płaszcz, na wieszak przy drzwiach.
Dopiero po chwili podszedł do Majki, która już leżała na jego kanapie, nawet miał coś powiedzieć, otworzył usta, bo on w zasadzie nigdy nie zastanawiał się nad tym, czy ta kanapa jest wygodna...
Ale wtedy brunetka wstała i podeszła do tych okien, które ciągnęły się przez całą ścianę. Jak trzeba było je myć, to Galen zamawiał ekipę, która to robiła. A w międzyczasie codziennie pucowała je od środka Lucita. Wyglądały obłędnie. A widok był... niesamowity. Zapierał w piersi dech. Toronto u stóp. Wyatt podszedł do brunetki i stanął obok. Pozwolił jej chwilę nacieszyć się tym widokiem, ale zaraz przysunął się do niej jeszcze bliżej, wskazał jej podobne apartamentowce na przeciwko. Z podobnymi niesamowitymi oknami.
- Tam, na dwudziestym... ósmym chyba, mieszka taka laska, co codziennie przed szóstą ćwiczy nago jogę, ja zazwyczaj jem wtedy śniadanie - rzucił jej trochę randomową ciekawostką, ale chyba dla kogoś, kto ma ten widok codziennie, takie rzeczy już po prostu zwracają uwagę - a na trzydziestce jest tam co weekend impreza, przez bite trzy dni, światło nie gaśnie nawet na chwilę - przesunął niebieskimi tęczówkami gdzieś po tym widoku i jeszcze się przysunął, żeby jej pokazać jakiś biurowiec majaczący w oddali, policzek prawie opierając o ten jej, kiedy stanął za nią i wyciągnął rękę - a tam jest mój biurowiec... to znaczy on nie jest mój, bo Northex ma tam tylko kilka pięter, ale w tamtym budynku First Canadian Place, ma siedemdziesiąt dwa piętra - odsunął się i sięgnął ręką do okna - a mój gabinet jest na rogu, mam dwie takie ściany i tam... czujesz się jakbyś mieszkała w chmurach - powiedział i oparł się o szkło - przyjdziesz kiedyś to zobaczyć? - niebieskie tęczówki znowu przesunęły się po jej twarzy, na ciemne, duże oczy.
Dlaczego jej to mówił? Może dlatego, że widok robił na niej wrażenie? A może po prostu Galen w jakiś dziwnie naturalny sposób dzielił się z nią myślami?

Maya Parker
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
For good luck!
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Bo jestem jakaś gorsza, czy jak? - zapytała praktycznie od razu, kiedy powiedział, że jego narzeczona nigdy nie wypiłaby z nią kawy. Nie do końca rozumiała konceptu bogatych ludzi, tego dlaczego właściwie żyli w przekonaniu, że są lepsi od innych i wszystko im się należy, więc może nawet nie było sensu próbować zrozumieć, dlaczego narzeczona Galena nie wypiłaby z nią kawy na dachu. Bo był obskurny? Bo trzeba było złamać prawo, żeby się na niego dostać? Bo kawa nie była wystarczająco długo palona przez tybetańskich mnichów? Powodów chyba faktycznie było wiele, chociaż kiedy Wyatt powiedział, że ona nawet nie wiedziała z czeog się robi hot-dogi, ani nigdy żadnego nie jadła, Parker prychnęła głośno. - skoro tak się sprawy mają, to nawet dobrze, że by nie chciała, bo ja z nią również - oznajmiła, zarzucając lokaty kosmyk do tyłu. Zaraz potem spojrzenie utkwiła w jasnych oczach Galena. - ty rozumiem jadłeś? - spytała zupełnie poważnie, dopiero teraz uświadamiając sobie, że skoro osobnik, który przed nią stał nigdy przed nią nie jadł Wunderbarów, to może nawet i tak oczywistej rzeczy jak hot-dogi również? Miała nadzieje, że nie, bo jeśli to okaże się prawdą, to zaciągnie go na stację w trybie natychmiastowym. A prawda była taka, że średnio jej się to teraz widziało, bo już leżała na szalenie wygodnej kanapie, a potem jeszcze zachwycała się przepięknym widokiem.
Toronto nocą samo w sobie było śliczne. Ze swoją ilością świateł i wieżowców naprawdę mogło zapierać dech w piersiach, jednak dopiero stojąc w apartamencie Galena na Bóg wie którym piętrze uświadomiła sobie, że dopiero kiedy można było spoglądać na nie z góry, wyglądało naprawdę obłędnie. Jeszcze lepiej. Chwilę stała w bezruchu podziwiając panoramę. Nawet nie zakodowała momentu, w którym podszedł do niej bliżej. Wysłuchała go uważnie, próbując podążać za palcem, którym wskazywał kierunek, podsumowując to głośnym prychnęłam.
- Czyli wychodzi na to, że nawet nie potrzebujesz telewizji - podsumowałą historię o kobiecie w oknie, która codziennie rano ćwiczyła jogę. Kto by płacił za serwisy streamingowe, kiedy miał takie atrakcje kompletnie za darmo? A potem jeszcze ci imprezowicze. - pewnie tam bym była, gdybym była obrzydliwie bogata jak ci ludzie - rzuciła bardziej do siebie niż do niego. Maya wiodła intensywny tryb życia, chociaż w tym wszystkim nigdy nie odmówiła sobie dobrej imprezy. Lubiła je, chodziła na nie, chociaż w takich apartamentowcach przyszło jej urzędować po raz pierwszy.
Kiedy pokazywał jej swoje biurowce, naturalnie patrzyła i skupiała się na jego słowach, chociaż przy okazji nie potrafiła być obojętna na nagłą bliskość, którą im zaserwował, przystawiając policzek do tego Parker. Jego przyjemny zapach perfum, pomieszany z dymem i alkoholem mieszał się w jej nosie i drażnił zmysły. Złapała więcej powietrza w płuca i z pełną premedytacją przysunęła się do niego jeszcze bliżej. Tylko co z tego, jak on zaraz się odsunął, tym samym przywołując ją do porządku. Wyprostowała się i na nowo spoglądała za okno, próbując wyobrazić sobie to jego biuro w chmurach. Dopiero gdy spytał, czy przyjdzie go kiedyś zobaczyć, podniosła na niego ciemne spojrzenie.
- A co z naszym postanowieniem, żeby zostawić wszystko przypadkowi? - spytała zaczepnie, chociaż czuła w środku, że ona również chciałaby go jeszcze zobaczyć. A przecież wiedziała, że los nie zawsze był łaskawy. Sam fakt, że dzisiaj udało im się zobaczyć był jakimś niemałym cudem, a co dopiero to. - raczej ciężko będzie przez przypadek spotkać się w twoim biurowcu - zauważyła, chociaż z drugiej strony dla Majki nie było rzeczy niemożliwych. Już nie takie rzeczy robiła w swoim życiu. Moga się tam zakręcić, coś wymyślić. I może nawet to zrobi, kiedyś, bo teraz była zbyt skupiona na widokach i tych wszystkich oknach, które jej pokazał wcześniej.
- A o tobie co by powiedzieli? - odezwała się po chwili milczenia, przenosząc na niego intensywne spojrzenie. - no wiesz, gdyby to ktoś z tych okien zaglądał codziennie w twoje. Kim dla nich byłoby twoje okno? - spytała, wykonując w jego kierunku kolejny krok, przyglądając mu się uważnie. Kurwa, ciekawił ją. Intrygował. Nie umiała określić, co to dokładnie było. Na pewno nie pieniądze, bo przecież podczas pierwszego spotkania wcale nie wiedziała, że był taki dziany. Miał coś w sobie ten Galen Wyatt, a ona chyba była na tyle bezczelna i głupia, że naprawdę chciała go lepiej poznać.

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
ODPOWIEDZ

Wróć do „#7”