34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

037.
My head is killing me, my mouth tastes like regret… and I have a feeling last night is about to get a lot worse when I remember it.
trigger warning
przekleństwa i to co dzieje się w vegas… grzechy
Las Vegas sierpień 2024
- Ja pierdole... - głowa mu pękała na pół. Najgorszy kac w życiu, przez moment nie mógł nawet otworzyć oczu, bo bolały go gałki oczne, a może powieki, a może i to, i to?
W ustach miał Saharę, wargi tak spierzchnięte, że kiedy przesunął po nich językiem to aż zabolało.
Ale najgorsze było to co miał w głowie. Kompletna sieczka. Jakieś dziwne obrazy, ale większość to jakieś czarne plamy, pijackie i ćpuńskie mroczki, było dużo alkoholu... zdecydowanie za dużo. Był biały proszek. I był jeszcze jego kuzyn Diego. Sięgnął ręką w bok i jego dłoń wylądowała na jakimś nagim ramieniu... Ale to na pewno nie był Diego. Madox przesunął wytatuowanymi palcami po gładkiej skórze i w końcu otworzył jedno oko. W białej pościeli leżała koło niego jakaś brunetka. Dobrze, że nie obudziła się kiedy jak oparzony zabrał rękę z jej ramienia.
- Co kurwa... - mruknął do siebie, a zaraz ciemne tęczówki omiotły pokój. To nie był jego pokój, na pewno nie ten, który mieli wynajęty z Diego. I w ogóle gdzie Diego?
Madox powoli wygrzebał się z pościeli, żeby jej nie obudzić, bo trzeba było... szybko się ewakuować. Tylko zaraz się okazało, że on nie miał na sobie nawet bokserek. Przez moment się zawahał, czy nie sprawdzić, czy ona miała, chociażby majtki. Ale niech to pozostanie tajemnicą. Rozejrzał się po pokoju i te jego białe bokserki wisiały na... żyrandolu. Jak się tam znalazły?
Stanął ostrożnie na łóżku próbując do nich sięgnąć, ale trochę mu brakowało. Znowu się rozejrzał, a obok wielkiego łoża leżała jakaś kula. Nie miał pojęcia skąd się tutaj wzięła, ale może ta dziewczyna była... kulawa? I tak nie chciał tego sprawdzać. Sięgnął po nią i zaraz zdejmował nią z żyrandola swoje gacie, świecąc przy tym gołym tyłkiem, i nie tylko zresztą. Zaraz wciągnął na siebie bokserki, zeskoczył z łóżka i już złapał swoje spodnie, które znalazł po drodze do drzwi, ale wtedy ciszę przerwał wrzask.
Ooo-aaa-ooo!
To nie był ludzki odgłos i zaraz się okazało, że to nie był wcale człowiek. Tylko małpa... Która rzuciła się Madoxowi na głowę. Mała, ale chyba wściekła, kapucynka.
- Ja jebie! - teraz to już krzyknął i zrzucił z siebie małpę, która z głośnym kikiki! wbiegła pod łóżko. A Madox chwycił tą kulę, żeby w razie czego ją odgonić. Jeśli to darcie nie obudziło brunetki, to jest szansa... że nie żyła. Ale Noriega tego nie sprawdził, bo już leżał na ziemi zaglądając pod łóżko, małpa tam była, rzuciła w niego czymś...
- Kurwa to jest... - zaczął, bo wyglądało to jak bobek, ale jak dostał tym w czoło i został na nim ślad, który zebrał palcem, i jak Madox już myślał, że się porzyga, to jednak uderzył go zapach czekolady - ty mała... masz szczęście, że to czekolada! - zawołał i wsadził tam rękę z kulą, żeby wypłoszyć małpę. Ale skąd tu się wzięła małpa?

Pero, ¿de dónde salió el mono? 🙊🙈🙉
27 y/o
For good luck!
170 cm
wywróży Ci życie
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

pogromca małp

To był idealny moment snu. Właśnie wygrywała w kasynie solidną ilość pieniędzy. W żyłach płynęła jej chwała oraz bogactwo. Gdyby się nad tym zastanowić pierwszy raz poczułaby luksus. Luna miała mieszkanie, prowadziła własny biznes wróżbiarsko-zielarski. Nie musiała oszczędzać, a jednak często poszukiwała odpowiednich okazji. Tak ten sen wydawał się dla niej spełnieniem marzeń. Mogłaby żyć swoim standardowym życiem, nie martwiąc się o pieniądze.
Tak obdarcie jej z tego pięknego snu wołało o mocną pomstę do nieba. Cała podskoczyła, czując bardzo mocne bicie własnego serca. Jakby chciało w tym momencie wyskoczyć jej z klatki piersiowej. Od razu nerwowo, szybko chwyciła za pościel, a przed sobą miała walkę... człowieka z małpą? Nie dowierzała własnym oczom, jedynie piekielny ból głowy, chęć zwymiotowania i pragnienie przekonywało ją, że to nie jest sen.
Od razu przesunęła się do siadu, bo kurwa, była cała naga. Cokolwiek działo się poprzedniej nocy musiała się dobrze bawić. Nawet nie pamiętała, co konkretnie brała. Za to zdążyła lekko mrugnąć oczyma, a gościu już sprawdzał, co było pod łóżkiem. Wszystko działo się dla niej jak w przyśpieszonym filmie, a jej horoskop zdecydowanie tego nie przewidział.
Co wrzeszczysz? — spytała nagle głośno, patrząc wprost na Madoxa, wyganiającego laską małpę spod łóżka. Spodziewałaby obudzić się w łóżku z Elvisem, albo może kurwa ze Shrekiem, ale wydzierany wielkolud mocujący się z małpą nie był w zasięgu jej umysłu — Saturn Ciebie powitał, czy o co Ci chodzi? — pretensja, skarga, ale zaraz jej głośny śmiech rozniósł się po całym pomieszczeniu. Niewątpliwie gówno było jedną z rzeczy, które za każdym razem bawiły ją tak samo. Szeroki uśmiech pojawił się na twarzy, a salwy śmiechu nie mogła powstrzymać, że aż uderzyła się głową w ścianę.
Masz gówno na czole — a jak niemiłosiernie się skrzywiła, kiedy wziął je do ust. Małpa pod łóżkiem, ona na łóżku, obok jakiś wielkolud próbujący ją przegonić. To zdecydowanie nie było normalne, nawet jak na Las Vegas — ej, a czemu tu jest skorpion? — spytała, pukając go w ramię i pokazując plastikowy pojemnik. Pamiętała. Miała uważać na skorpiony. Dobre w łóżku, ale atakują w najmniej spodziewanych momentach.
Jeny, mogłam posłuchać tarota — bo sytuacja była beznadziejna. Głowa ją naparzała, ubrań brak, co mogło stać się złego? — japipole, trzy kielichy, diabeł, wieża i dziesiątki mieczy — z przeznaczeniem nie warto było walczyć. Ta scena była tego idealnym przykładem.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, trochę gołej dupy i jakieś pojebane sytuacje
Małpa krzyczała... No i nie chodzi tutaj o tą brunetkę w śnieżnobiałej pościeli, która chyba się obudziła, tylko o prawdziwą małpę. Wcisnęła się w sam róg łóżka i Madox nie mógł jej dostać nawet tą kulą, a do tego łapała w małpie rączki jakieś kolejne śmieci spod łóżka. Noriega skapitulował, wylezie, to ją złapią, tylko właściwie po co?
Może to był pokój tej małpy, a oni byli tutaj nieproszonymi gośćmi?
- No proszę obudziła się śpiąca księżniczka... - mruknął jeszcze zanim wstał z ziemi. Z jednej strony, dobrze, że nie była martwa. Z drugiej... szkoda, że nie zdążył się zmyć. Ale przynajmniej może dowie się, co się tutaj odpierdalało, bo na razie nie wiedział nic.
Zmarszczył brwi i otworzył usta, kiedy brunetka się odezwała.
- Ta małpa ma na imię Saturn? - gadała od rzeczy, czy co? Dziwne imię jak dla małpy, bo on by ją nazwał Kiki, albo George, ale ludzie mają różne pomysły.
Na jej kolejne słowa strzelił oczami w sufit, chociaż widział jak się uderzyła, więc zaraz jakiś uśmiech zamajaczył na jego twarzy, dobrze jej tak.
- To czekolada... Ale nie wiem skąd się wzięła pod łóżkiem... - zaraz się okazało skąd, bo jak się cofnął, to wlazł w kolejne czekoladki, które były porozsypywane po podłodze. A między nimi brokat i pióra... chyba z boa bo różowe. Bo jeśli były by z jakiegoś ptaka, to możliwe, że oni po prostu otwierali tu jakieś zoo.
Chyba rzeczywiście tak, bo zaraz okazało się, że na szafce nocnej obok łóżka siedział sobie... skorpion. Co prawda w plastikowym pudełku, ale jednak, Madox i tak się odsunął i spojrzał na brunetkę.
- To na pewno są twoje zwierzęta, bo ja takich kurwa nie mam... Przyjechałem tu z kumplem, gdzie on w ogóle jest? - rozejrzał się po pokoju, istne pobojowisko. Dopiero kiedy zaczęła bredzić o tarocie, to przeniósł na nią ciemne tęczówki.
- Co ty pierdolisz? Jakie trzy kielichy? I jakie miecze? - bo diabeł to akurat stał przed nią. Zastanowił się i w głowie zaczęły mu majaczyć jakieś dziwne obrazy. Było dużo tych kielichów, jeden za drugim, najpierw zamówili z Diego szoty, potem jeszcze drinki, doprawili to koksem... Potem przypomniał mu się jakiś pokaz. Kobieta połykała miecz. Po prostu miecz, i miała na ramionach węża. Aż Madox wskoczył na łóżko obok niej, bo jeśli tu gdzieś jest też wąż, to go chyba popierdoli.
- A tak właściwie... to kim jesteś? I co tu robisz? - to było dość ważne pytanie. Może była tą połykaczką mieczy, bo Madox za cholerę nie mógł sobie przypomnieć jej twarzy. Tylko jak łykała tego miecza. Usiadł na łóżku krzyżując nogi. Liczył, że pod łóżkiem nie ma węża, ale... nie spodziewał się też małpy i skorpiona - i gdzie jest Diego? - kolejne ważne pytanie. Nawet może najważniejsze, bo mieli dzisiaj wracać, a jak zgubił kuzyna, to jak on teraz wróci? To Diego miał bilety i w ogóle, Diego był ogarnięty, a Madox tylko kręcił imprezę. Ale chyba tym razem to nakręcił za bardzo...

¿Y dónde está Diego? °🥂⋆.ೃ🪩*•
27 y/o
For good luck!
170 cm
wywróży Ci życie
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Małpiarz

Strzeliła oczyma tak mocno, że aż głowa rozbolała ją jeszcze bardziej. Nie była w stanie zrozumieć, co tu robiła. Śpiąca księżniczka? Ta. Daleko było Lunie do księżniczki. Prędzej pasowała do tajnych agentek, czy innych wojowniczek. Całe życie musiała walczyć, a to stwierdzenie, aż ją delikatnie ukuło.
Krzyczał pierdolony małpiarz — mruknęła pod nosem, podirytowana jego zachowaniem. Nie miała zielonego, co miał w głowie. Ledwo się obudziła, a każdy dźwięk tylko mocniej wybrzmiewał. Powieki były niewyobrażalnie ciężkie, świat wydawał się dalej wirować. Za to ten wariat... stawał się jeszcze większym oszołomem. Ona miała się z nim przespać? Nic na sobie nie czuła, a o ile nie wróżyła w jego genitaliów, to słabo to widziała.
Nie — teraz to zaczynał gadać od rzeczy, aż prychnęła pod nosem. Zwykły ignorant nie potrafił zrozumieć prawdziwej siły planet, aż się zrobiło jej go odrobinę... żal. Obraz nędzy i rozpaczy zwykłego śmiertelnika tej planety właśnie się przed nią jawił — Saturn planeta, przynosi nam pecha — oschły ton wybrzmiewał z jej głosu. Na tego kaca zdecydowanie za dużo wypiła, następnym razem protokół woda i elektrolity powinien wybrzmieć z jej telefonu — myślałam, że kręcisz romans z tą małpą — skwitowała, patrząc na niego z grymasem na twarzy — jesteś pewien? — dla niej wyglądało to jak bobki — wyglądasz na takiego, co lubi wdepnąć w gówno — mruknęła, kiedy wdepnął w kolejne gówienka. Chociaż ten brokat i pióra wydawały się jej znajome.
Nie — odparła praktycznie w tej samej sekundzie — w życiu nie miałam żadnego zwierzęcia — prędzej złożyłaby je w ofierze niezidentyfikowanemu bóstwu w ramach zabawy, niż brała je pod opieką. Lubiła pieski, kotki, ale taka odpowiedzialność? Rivera się do tego totalnie nie nadawała — nawet nie jesteśmy u mnie w domu, co ty typie głupi pierdolisz za farmazony — nie znała tego pomieszczenia. Na pewno nie było to jej mieszkaniem. Ono zmieściłoby się w całym tym wielgachnym pokoju.
TAROTA — totalny buc ignorant — one są kluczem do odkrywania przyszłości — a ta jej była zdecydowanie przepowiedziana z prawdziwej magii, bo wszystko się zgadzało — z jakiego drzewa przyleciałeś z tą małpą — bo czego on nie rozumiał? Przecież wypowiedziała nazwy kart tarota, a ten odklejeniec myślał, że one tak na serio? Typowy, męski, ograniczony umysł.
Możesz się odsunąć?! — krzyknęła, odpychając go rękoma od siebie — JESTEM NAGA — gdyby chociaż bieliznę miała na sobie. Sprawa wyglądałaby inaczej. Może nawet by go zepchnęła, ale wtedy zadał jej imię — Rose, też chciałabym wiedzieć — żadnemu nieznajomemu nie zdradzała własnego imienia. Lepiej by poszukiwali Lucy, Beatrice, Rose, czy nią — a ty to kto? — to pytanie wydawało się ważniejsze, zwłaszcza że on zadawał kolejne — A kto to Diego? — co to za imię, prawie jak do psa. Nie to żeby Luna mogłaby to w ogóle oceniać — pamiętasz coś w ogóle? — dopytała, unosząc do góry jedną ze swoich brwi. Skoro już siedzieli obok, małpa była... no właśnie, wskoczyła na ramę łóżka po ich przeciwnej stronie.
Czemu ona tak na nas patrzy? — spytała, chowając się za ramieniem Madoxa, a kiedy bliżej się jej przyjrzała, zobaczyła co trzymała w dłoniach — i skąd ma banana w gumce?
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, odklejenie, banan w gumce
- A co my mamy po pięć lat i będziemy się wyzywać? - uniósł jedną brew, kiedy go nazwała tym małpiarzem - zołza? Jędza? Wariatka? - przez chwilę jeszcze myślał nad innymi przezwiskami, ale w końcu machnął wytatuowana ręką. Nawet chyba nie miał na to ochoty, za bardzo bolała go głowa.
- A jakim cudem Saturn przynosi nam pecha skoro jest oddalony od nas o jakieś miliardy lat świetlnych? - uniósł jedną brew. Skąd on wziął taką odklejoną laskę? Nie miał pojęcia, ale była nawet ładna. Może po prostu w ogóle ze sobą nie rozmawiali?
Pokręcił głową na jej kolejne słowa, bo to przecież jej małpa, chyba... Chociaż na to wdepniecie w gówno musiał się z nią zgodzić. Bo on miał do tego tendencję, zawsze ściągał na siebie jakieś kłopoty, a potem się dziwił.
Dzisiaj też się dziwił o co tutaj właściwie chodzi i co tu się odjebało.
- No to czyja jest ta małpa? I ten skorpion? - spuścił spojrzenie na... gada? Na tego stworka w pudełku. Położył się na łóżku, żeby mu się lepiej przyjrzeć - a jakby wylazł i cię uchlał w dupę? - zapytał i jej pokazał to pudełko, a zaraz je odłożył. A ona mu wtedy zaczęła nawijać, wywrócił oczami i wbił w nią ciemne tęczówki - a gdzie jesteśmy typiaro głupia? Bo to też nie jest mój pokój - nie to, że chciał ją wyzywać, po prostu odbijał piłeczkę i nawet go to bawiło. Takie przezwiska jak za dzieciaka.
Przeciągnął się na tym wielkim łóżku, a zaraz przekręcił na bok, żeby na nią spojrzeć.
- Tarot? Pojebało cię? - wypalił zanim zdążył się zastanowić, ale Madox nie wierzył zupełnie w takie coś. Jakieś czary-mary. Kiedy zapytała czy może się odsunąć, to parsknął a zaraz szarpnął lekko za kołdrę, pod którą siedziała - musisz wiedzieć, że obudziłem się tam obok ciebie... też nago - kiedy go popchnęła to przekręcił się na plecy, nabrał mocniej powietrze w płuca, aż mięśnie na brzuchu mu się spięły - więc chyba wczoraj nie byłaś taka wstydliwa - właściwie to nie pamiętał. I nawet kiedy spróbował się na tym skupić mrużąc oczy, to nic mu się nie przypomniało. Nic a nic.
- Rose? - powtórzył po niej jej imię, podparł się na łokciu zerkając na nią, on to miał jakiegoś farta do tego imienia, no i trzeba wspomnieć, że w sumie była nawet trochę podobna do Rosy... tej z Kolumbii, która miała zostać...
- Ja pierdolę - zerwał się i usiadł na łóżku - mam nadzieję tylko, że nie wzięliśmy jakiegoś ślubu w Vegas (heh) - no bo przecież mogliby to zrobić po pijaku. Madox był pojebany, zrobiłby to. Spojrzał na swoje wytatuowane palce, ale nie miał żadnej obrączki, czekał aż ona pokaże mu swoje - ja jestem... Pablo - Pablo i jego kuzyn Diego, którzy przyjechali tu na wieczór kawalerski Diego. Świetnie się składało - Diego to mój kuzyn, przylecieliśmy tu na jego kawalerski - zmrużył oczy przyglądając jej się - jesteś prostytutką? - musiał o to zapytać. Bo może była? Ale wtedy mogła już po prostu sobie iść. No chyba, że jeszcze jej nie zapłacił?
Pokręcił głową na jej pytanie, nie pamiętał nic, chociaż...
- Poszliśmy z Diego do tego klubu w hotelu, i wypiliśmy... w chuj, a do tego jeszcze prochy i... - złapał się za głowę znowu opadając na plecy, coś mu zaczynało majaczyć. Jakieś karty do tarota, i to że mówił, że jest skorpionem. Jej to mówił?
- Mówiłem ci coś o skorpionach? - zapytał, znowu się lekko podnosząc i wtedy ta małpa wskoczyła na łóżko, więc ciemne tęczówki Madoxa przesunęły się na zwierzę - może jest głodna? - zaczął, ale wtedy dostrzegł to, co trzymałą w łapkach. Uniósł jedną brew, a potem obejrzał się przez ramię na brunetkę - pokazywałaś jej jak się zakłada? - bo Noriega akurat mógł mieć w tym temacie jakieś braki, wiecznie o takich rzeczach zapominał, ale zazwyczaj trafiał na porządne dziewczyny, które pamiętały za niego. Ta...
Aż się rozejrzał, czy nie leżą tu gdzieś jakieś zużyte gumki. A zaraz się podnosił, żeby klęknąć i pochylić się w kierunku małpy.
- Cześć mały koleżko... Dawaj, to ci to obiorę - zaproponował i wyciągnął do niej rękę, a małpa się rozdarła kikikikiki! i pierdolnęła mu tym zabezpieczonym bananem w łeb - o ty mała! - Madox się zerwał z łóżka i znowu pogonił tą małpę, prosto do łazienki. A tam w wannie leżało pełno dolarów i pistolet, który nimi strzelał. Oczywiście, że Madox go podniósł i zaraz wrócił do sypialni, żeby wystrzelić trochę tych dolarów w sufit - a to skąd? - zapytał brunetki, ale w głowie mu coś zamajaczyło. Tańczyli na stole? i Strzelali dolarami?

Eres prostituta? 👯‍♀️
27 y/o
For good luck!
170 cm
wywróży Ci życie
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

sługa tarota 🪄⊹₊⟡⋆

Strzeliła oczyma na jego komentarz. Tak naprawdę nie zdawali sobie sprawy, w jakiej sytuacji znaleźli się w stu procentach. Były ważniejsze kwestie do omówienia, niż wyzywanie się wzajemnie. Chociaż zarówno zołza, wariatka i jędza zdecydowanie do niej pasowały. Może dlatego przez kilka sekund na jej ustach pojawił się zawadiacki uśmiech.
Jego orbitowanie jest wolne, to karma — stwierdziła, jakby to była największa oczywistość na świecie. Dla niej w zasadzie tak było. Wierzyła w moc przeznaczenia, karmy i wszystkiego, co ich otaczało. Nad nimi musiała wisieć boska istota, a Luna musiała mocno nagrzeszyć w poprzednim życiu. Inaczej nie miałaby tak zjebanego życia.
A skąd mam wiedzieć? Mam totalnie pustą głowę — kapusta głowa pusta, hehe. Dopiero co się obudziła, a cały świat pojebało. Sama nie wiedziała, co tak właściwie działo się przed jej oczyma. Wydziarany typ, małpa, skorpion, to było zdecydowanie za dużo jak dla niej — zrób zdjęcie telefonem i sprawdź, co to jest. Dowiemy się, czy jest jadowity — stwierdziła spokojnym tonem i zaczęła rozglądać się za swoimi ubraniami. Gdzieś w oddali widziała czerwoną sukienkę, którą miała zeszłej nocy— skąd mam wiedzieć? Praktycznie nic nie pamiętam — wycedziła przez usta, wywracając teatralnie oczyma. Powoli nie była w stanie go słuchać. Jednak dziecinne przekomarzanki wychodziły im całkiem naturalnie. Chociaż na razie się powstrzymała od zwyzywania go.
Sam go układałeś pewnie — przy niej każdy go układał. Skoro skończyli razem w łóżku, było to praktycznie bardziej niż pewne. — to nie ma związku. Pewnie wróżyłam Ci z genitaliów — bo choć był przystojny, choć pewnie opuszkami palców sprawdzała mu tatuaże, to dźwięk jego niewyparzonej gęby nie dawał jej spokoju. Wolałaby wyrzucić z siebie obrazy poprzedniej nocy i wytłumaczyć sobie jego nagość logicznie. W końcu bardzo logicznym było wróżenie z genitaliów. Posądzanie Rivery o wstydliwość byłoby mocnym nadużyciem.
Na jej nowe, wymyślone imię jedynie kiwnęła głową. Mógł nazywać ją, jak chciał. Rose, Margaret, Daisy, bo najczęściej wybierała imiona związane z kwiatami i ziołami. To był jeden z jej znaków rozpoznawczych. Aż przeszły ją dreszcze na wzmiankę o ślubie. Popatrzyła ze skwaszoną miną na własną dłoń, ale na niej nic się nie znajdowało. Czyli.. była bezpieczna? Pablo, srablo. Słabe imię. Typowe dla Latynosa. Podobnie jak Diego. W Meksyku znała sporo chłopaków o tych dumnie brzmiących imionach.
Nie, kurwa, co ty sobie myślisz — i aż szarpnęła za poduszkę, żeby walnąć go prosto w głowę. Nie wiedziała, co Ci faceci mieli do prostytutek. Podobno były drogie w LAs Vegas, ale nigdy nie sprzedałaby ciała. Oddawała je z przyjemnością. Albo interesem.
Chyba też coś brałam — wydukała, pamiętając jedynie wlewanie sobie jednej tequili za drugą. Później coś wciągnęła, ale nigdy nie trzepnęło ją tak mocno — nie wiem, ale pewnie jesteś skorpionem. Pewnie to twoje nowe zwierzątko — stwierdziła, bo jako naczelna wróżka potrafiła od razu stwierdzić, kto jaki miał znak zodiaku. Wystarczyło spojrzeć na czyjeś zachowanie i w mgnieniu oka już wiedziała. Madox aka Pablo musiał być skorpionem — albo napalona — poprawiła go Luna, spoglądając na tego banana w kondomie. Ciekawe, czy małpa była panią, czy panem — żeby miała seks jak przez szkło? — spytała, lekko osądzającym tonem. Rivera nigdy nie bawiła się w zabezpieczenia. Z nimi nie byłoby zabawy, adrenaliny i... co jednak twardy kutas bez gumki, to twardy kutas bez gumki. Później już wpatrywała się w Madoxa. Parsknęła głośnym śmiechem, kiedy dostał bananem prosto w łepetynę. Jednak bawiło niesamowicie. Kiedy on zniknął do łazienki, Rivera szybko podbiegła. Założyła krótką, czerwoną sukienkę. Dobra, pewnie nawet bielizny nie założyła.
Może... wygraliśmy kasę? — próbowała się wysilić, ale tylko krótkie migawki wspomnień miała przed własnymi oczyma. — hola, Mexico Madoxito — tak, nagle do pokoju weszła jakaś blondynka — nareszcie się obudziliście. Szybko, szykujcie się, jedziemy na chrzest. Madox, dziękuję, że zostaniesz ojcem chrzestnym — aż podeszła do niego cała zadowolona z życia, a Luna miała wręcz wypisane na twarzy jedno wielkie: what the fuck.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, głupota i wróżenie z genitaliów?
Aż otworzył usta ze zdumienia, kiedy zaczęła bredzić o tej karmie? To czym oni nagrzeszyli wczoraj, że dzisiaj mieli tak paskudnego kaca? Albo karma nie istniała, albo była suką.
Na jej kolejne słowa parsknął śmiechem.
- Fajnie w sumie, że się przyznałaś... - oczywiście, że ją łapał za słówka, i nie chodziło mu o to, że mają dziury w pamięci, tylko o to, że ma pustą głowę, ona to powiedziała, nie on.
Kiedy powiedziała o tym jego telefonie, to nawet się za nim rozejrzał, ale to chyba musiałoby być jakieś święto, gdyby go miał. Madox wiecznie go gubił i tym razem nie było wyjątku, on nawet nie wiedział gdzie ma spodnie, a co dopiero telefon.
- Ty to sprawdź - zaraz do niej rzucił. On też prawie nic nie pamiętał, chociaż... jakieś przebłyski już miał. Coraz więcej i coraz dziwniejsze - a pamiętasz cokolwiek? - zapytał, bo może jednak jakieś szczegóły? Albo chociaż to czy ze sobą spali. Bo mogła to być ważna kwestia, chociaż może wcale nie? Madoxa tak średnio to obchodziło, zdecydowanie bardziej wolałby się dowiedzieć gdzie jest Diego.
- Co? Ja nie układam tarota... - ale jak tak nad tym myślał, to coś mu się przypominało, jakby układał, przekładał jakąś kartę z mieczami? Uniósł jedną brew na jej kolejne słowa - co kurwa? Wróżysz z genitaliów? I co z takiego chuja ci wychodzi? Biedny bogaty, świetlana przyszłość? Czy marne ruchanie? - trochę go to zainteresowało, co można wywróżyć z penisa, i w ogóle jak to się robi - i co najpierw pocierasz jak kryształową kulę, czy jak to się robi? - no musiał zapytać. Bo jeśli tak, to na sto procent ze sobą spali.
Kiedy dostał od niej poduszką, to aż wywrócił oczami, no przecież tylko pytał, musiał się upewnić, a jakby powiedziała, że tak to nawet by zapytał, czy zapłacił. Ale na szczęście nie. Bo może nawet gdzieś by to w niego ubodło, jakby się okazało, że płacił za seks?
- No to dobrze, nie? Wychodzi na to, że po prostu wpadłaś mi w oko - jak przymknął jedno, to stwierdził, że mogło tak być. Pijany mógł ja zaprosić do siebie. Tylko, że nie byli wcale u niego - to jak ty jesteś jakąś czarodziejką, to pewnie mi go wyczarowałaś, skoro to mój znak zodiaku - stwierdził i obejrzał się jeszcze na nią przez ramię - jest twój, ja go nie chcę - małpy też nie chciał. Tym bardziej napalonej na jakiegoś banana w gumie. Na jej kolejne słowa odwrócił się i ciemne tęczówki wbił w brunetkę - co ty pierdolisz? Czyli nie używasz gumek? A jak... jak się zabezpieczasz? - to też było ważne pytanie. Zwłaszcza, że oni się tutaj obudzili w jednym łóżku, kompletnie na golasa.
Madox zaraz wygrzebał się z tego wyrka i poleciał za małpą, która rzuciła w niego tym bananem. Wrócił z kasą. Może rzeczywiście ją wygrali? Byłoby w sumie fajnie, a te banknoty walały się wszędzie, tylko jak Madox się schylił i podniósł kilka to zaraz zobaczył, że one są zadrukowane tylko na jednej stronie - ta... chyba w monopoly księżniczko - aż pokręcił głową. Nawet miał coś jeszcze dodać, tylko wtedy do pokoju jakby nigdy nic wlazła jakaś blondyna i jeszcze go uściskała mówiąc, że zostanie ojcem chrzestnym.
- Co kurwa? - wyrwało mu się odruchowo. A blondi uśmiechnęła się szeroko.
- No wczoraj z Lunką odebraliście poród dziecka mojej siostry, i w ramach podziękowania zostaniecie jej rodzicami chrzestnymi, wspaniale prawda? Ona wszystko przygotowała, ksiądz będzie w szpitalu, wy jako rodzice chrzestni, a potem pojedziemy na obiad do ogrodów królewskich, więc... Luna słoneczko może ubierz się mniej wyzywająco? Tam w szafie wiszą jakieś moje kiecki. To vamos amigos! - pośpieszyła ich jeszcze, a Madoxa nawet klepnęła w tyłek. Zanim oni zdążyli coś powiedzieć, wypytać ją jeszcze, to ona już znowu zniknęła za drzwiami. A Madox popatrzył na brunetkę.
- Pamiętasz jakiś poród? - bo on nie pamiętał kompletnie, ale to chyba nawet... dobrze - i czemu ona mówiła do ciebie Luna? - coś mu się tu nie zgadzało. Rozejrzał się za swoimi spodniami, leżały równo złożone na fotelu, na pewno on tego nie zrobił, już prędzej by je pierdolnął na żyrandol. O co tu chodziło...?

Resulta que me has llamado la atención 👀
27 y/o
For good luck!
170 cm
wywróży Ci życie
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

「 ✦ Tata Chrzestny ✦ 」

Spojrzała jedynie na niego morderczym wzrokiem. Gdyby w oczach miała lasery, Madox właśnie by zniknął. Irytował ją nikt inny, aż żyłka na czole zaczęła jej delikatnie pulsować. Nie spodziewała się po nim niczego, nawet go nie znała, ale nienawidziła być obrażana. Zwłaszcza kiedy jej samej chodziło o coś totalnie innego. Ciekawiło ją, co taki Noriega miał w głowie i co w ogóle przeżył, skoro tak chojrakował. Na pewno nie takie piekło jak ona.
W chuju mnie obchodzi ten skorpion — skwitowała, układając usta we wąską linię i delikatnie kręcąc głową — jakbym pamiętała, to bym nie miała pustej głowy — wycedziła i strzeliła brązowymi tęczówkami. Oto jej przecież chodziło. Wszystko, co działo się poprzedniej nocy było dla niej kompletną tajemnicą, którą chciała powoli zbadać.
Jak spędziliśmy razem noc, to musiałeś — i absolutnie nie chodziło jej o seks. Skoro trafili nadzy do łóżka razem z małpą i skorpionem, to musiała mu pokazywać czarodziejskie sztuki. Może nawet skusiłaby się na jego portfel, ale... szczerze wątpiła, że miał go ze sobą. Ciekawe, czy miał koszulę, by zakryć tatuaże, w końcu będą musieli stąd wyjść — boisz się, że marne ruchanie dotyczy Ciebie? — parsknęła pod nosem, uczepiając się jednego słowa. Oczywiście, że nie był w stanie zrozumieć ideału wróżbiarstwa. Patrząc na niego, w ogóle jej to nie dziwiło. Wyglądał jak mugol, osoba niepotrafiąca zrozumieć magii otaczającego go świata — nie pociera się kuli — prychnęła, wywracając teatralnie oczyma — trzeba stworzyć odpowiedni klimat. Kadzidła, zioła, świeczki, a później dokonuje się analizy, by sprawdzić energię, harmonię oraz równowagę w życiu — szczerze nie miała zielonego pojęcia, po co się produkowała. Przecież wydziarany typ nie mógłby zrozumieć sensu istoty prawdziwego życia.
Wpaść do oka to może ziarno piasku, kobieta ma powodować w mężczyźnie prawdziwą gorączkę — prychnęła Luna, bo dla niej słowa wpadłaś mi w oko były uwłaczające. Nie po to ćwiczyła, nie po to wcierała w siebie różne ziółka, by mężczyźni nie trzęśli kolanami na jej widok — jestem wróżką, a nie czarodziejką. Przepowiadam przyszłość, a nie zaginam teraźniejszość — boże, widzisz, a nie grzmisz. Proste reguły kierujące światem musiała mu przedstawiać raz za razem, aż miała ochotę z siebie wyjść i stanąć gdzieś obok — nie zabezpieczam się — szelmowski uśmiech wymalował się na jej twarzy. Zawsze piła czystek następnego dnia. Jak wiadomo, czystek się przeczyści, więc liczyła, że to samo robił ze spermą. Żadnego kaszojada nie chciała spotkać we własnej macicy.
Westchnęła. Kasa z monopoly. Mogła jedynie pomarzyć o lenistwie, a jednak dalej musiała wróżyć ludziom słabej wiary. Za to już zdecydowanie mocno opadała jej szczęka wraz z kolejnymi słowami blondynki. Znała jej prawdziwe imię? Aż przechyliła głowę. Musiała być nieźle porobiona, ale im dłużej trwała ta historia, tym bardziej nie mogła wyjść ze zdziwienia. Poród? Odbieranie porodu z tym napakowanym typem? Już chyba dowiedziała się, dlaczego trafili do łóżka. Musiał przypomnieć sobie widok normalnej cipy, a nie takiej na maksa rozszerzonej, kiedy wychodziła z niej główka. Aż się wzdrygnęła, nigdy nie chciałaby mieć dzieci. Poczekała, aż kobieta wyjdzie. Wtedy podeszła do jej szafy, a ilość sukienek ją przeraziła.
Nie — skwitowała krótko. Dalej nic nie pamiętała, ale może to lepiej — okłamałam Cię. Nie zdradzam mojego imienia na pierwszym spotkaniu i chyba nie jestem jedyna — na nowo wzrok padł na sukienki. Mniej wyzywająco? Ona nawet nie znała tego słowa — wybierz mi sukienkę, skoro zostaniemy małżeństwem chrzestnym — skoro on był ojcem, a ona matką to chyba w ten sposób to działało, co nie? Luna nigdy nie była w kościele, średnio wiedziała, na czym polega chrzest. Ale skoro już odebrali poród, to musieli dokończyć swoje zadanie.
I jak już nie mogło być dziwniej, to małpa ponownie do nich wróciła. Tym razem miała turban na głowie, a w przednich łapach koszulę Madoxa.
W ogóle... co pamiętasz Pablo, lub Madoxito?
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i las vegas na pełnej
Mogli by się licytować, kto przeżył gorsze piekło, mogli się też na siebie obrażać za te docinki, a nawet zastanawiać co Madox miał w głowie. A pewnie niewiele miał.
Ale on taki już był, złośliwy, dogryzał, czepiał się słówek, ale nawet nie robił tego w jakiejś złej wierze, wręcz przeciwnie, na takie rzeczy też trzeba było sobie zasłużyć, na przykład lądując z nim w łóżku. Przecież obcych ludzi na ulicy nie zaczepiał.
Już nabrał powietrze w płuca, żeby coś powiedzieć na jej kolejne słowa, ale ugryzł się w język, bo może on też w zasadzie w chuju miał to, czy ona jednak miały pustą głowę, czy nie.
- Skąd ta pewność? - uniósł brew, bo jakby się uparł to by go nie zmusiła do tego, żeby ułożył Tarota, inna sprawa, że po pijaku sam mógł chcieć to zrobić. Na jej kolejne słowa to on wywrócił oczami, a potem zawiesił je na jej twarzy.
- Jak masz co do tego jakieś wątpliwości, to na pewno się nie ruchaliśmy - Madox mógł mieć... Nie no, właściwie Madox nie miał kompleksów, a już zwłaszcza jeśli chodzi o seks. Może jeśli chodzi o gotowanie... wtedy by się zastanowił. W tym akurat był kurewsko zły. Ale w ruchaniu...
Słuchał jej kiedy mu mówiła o tym pocieraniu kuli, bo to akurat mogło się tyczyć wróżbiarstwa, ale też tego drugiego tematu, który przed chwilą poruszali. Musiał zagryźć policzek od środka, żeby nie parsknąć, kiedy opowiadała o tych kadzidłach.
- To dawaj zapal, a ja ci pokażę... a ty go dogłębnie... przeanalizujesz... - nie no kurwa, nie mógł się powstrzymać. Skąd on wytrzasnął taką nawiedzoną laskę? Z jakiegoś cyrku?
Na jej kolejne słowa sięgnął do czoła, przyłożył do niego rękę.
- Nie no zimne... Chociaż trochę mnie mdli, ale nie wiem czy to twoja wina... Może to kac? - uniósł obie brwi. Może była ładna, może nawet mu się podobała jej niewyparzona buzia, ale co z tego, skoro była przy tym jeszcze jakaś nawiedzona? Na trzeźwo by z nią nigdy nie poszedł do łóżka. Już miał coś powiedzieć na te jej kolejne słowa o tym czarowaniu, że pierdoli pewnie, ale to co powiedziała później, sprawiło, że zrobił wielkie oczy wbijając w nią spojrzenie.
- Jak to się nie zabezpieczasz? - i teraz to już w jakiejś panice rozejrzał się po pokoju za zużytymi gumkami, ale skoro małpa je miała... A zresztą nie wiadomo nawet czy ze sobą spali. Bo jeśli mu pierdoliła całą noc o Tarocie to pewnie nie... Chociaż z drugiej strony Madox jak był zrobiony, to nagle miał jakieś takie głębsze duchowe przekminy - ruchasz się z kim popadnie bez gumki? - zajrzał nawet pod łóżko, ale jedyna prezerwatywa, która mu się rzuciła w oczy była na tym bananie... A może ten banan?
Może nawet by mu się coś przypomniało... bo już gdzieś tam w odmętach świadomości widział tego banana, ale wtedy przyszła ta blondynka, a to co ona powiedziała, to już było dla Madoxa za dużo.
- Poród? - jeszcze gorzej go zemdliło, aż musiał sobie usiąść na fotelu. Jak on mógł odbierać poród, kiedy jego brzydziła kupa. Co prawda flaki i krew go nie obrzydzały, ale i tak. Jakoś nie mógł w to uwierzyć.
- Umiesz odbierać porody? - zapytał, bo może w swojej wróżkarskiej karierze miała też taką umiejętność, odbierania magicznych porodów. On nie miał. Odchylił się na moment na fotelu do tyłu starając sobie przypomnieć ten poród, ale skoro to widział, to wcale się nie dziwił, że jego mózg to wyparł, to musiało być straszne.
- Słabo mi - mruknął, ale zaraz się podniósł z fotela i pytał jej o imię. Też skłamał, ale widać wczoraj byli kompletnie szczerzy, bo blondynka znała ich imiona. Straszne. Ciekawe co jeszcze jej nagadał.
- Co kurwa? Nie chcę zostać żadnym chrzestnym... - rzucił podchodząc do szafy, ale z drugiej strony, to skoro przyjęli ten poród. To byłaby kiedyś dobra historia. Popatrzył do tej szafy.
- Nie znam się na sukienkach... ta? - oczywiście wyjął jakąś czerwoną, ale okazało się, że jest cała z siateczki i tylko tam gdzie sutki ma jakieś naklejki - co to kurwa jest? - zapytał, ale zaraz ją wyrzucił i wyjął jakąś zwykłą, białą - do kościoła to to - zasugerował i już jej ją wciskał w ręce, bo małpa przyniosła jego koszulkę - hej stworku... - zaczął pochylając się do niej - daj mi to - i już złapał ją w palce, ale małpa zaczęła krzyczeć kikikiki! i znowu uciekła pod łóżko wciągając tam jego koszulę - ja pierdole... Jest tu coś męskiego? - przysunął się do niej tak, że jej plecy zderzyły się z jego nagą klatką piersiową, kiedy zerkał do szafy ponad jej ramieniem, ale zaraz się odsunął. Zaraz skrzyżował ręce na piersi uwydatniając swoje tatuaże na umięśnionych ramionach.
- Madox, nie zdrabniaj tego, proszę - naprawdę tego nie lubił. Tylko matka nazywała go Madito i Ticiano za dzieciaka, nikt więcej. A już na pewno nie jakaś przypadkowa laska z Vegas.
- Masz jakiś tatuaż? - zapytał prześlizgując się spojrzeniem po jej sylwetce - bo coś mi się kojarzy - podrapał się nawet po skroni, a później sięgnął do szafy, bo na kilku wieszakach rzeczywiście wisiały męskie koszule, tylko ciekawe czy któraś mu wejdzie. Wyjął jedną zdecydowanie za wąską, w ramionach przede wszystkim - błagam, żeby tu coś było... - bardziej powiedział to do siebie niż do niej.

Tienes algún dolor de cabeza? 🤔
27 y/o
For good luck!
170 cm
wywróży Ci życie
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Madox A. Noriega

Wychodzi na to, że mój tarota się sprawdził. Więc musiałeś — skwitowała krótko, spoglądając na Madoxa poważnym spojrzeniem. Ona wierzyła we własne umiejętności, w przeznaczenie gwiazd oraz magię. Coś musiało nad nimi czuwać, skoro nie katolicki bóg to jakaś istota wyższa. Inaczej ludzie cały czas wiecznie prowadziliby wojnę — problem w tym, że zajebisty seks bym pamiętała — odparła przesłodkim głosem. Nawet ciało miałaby zdecydowanie bardziej zrelaksowane. Za to było spięte, jakby ktoś kopał ją całą noc.
Ha, ha, ha— wcale nie było zabawne to dogłębne analizowanie. Gdyby go potrzebowała, to by zaczynali właśnie drugą rundę — uważaj, bo jak przyszłość się spełni, nie będzie Ci do śmiechu — syknęła Rivera, widząc oczami wyobraźni wróżenie z genitaliów z Noriegą. Tyle że od razu się wzdrygnęła. Nie chciała widzieć jego penisa, ani jąder. Oby była od tego kompletnie wolna.
Mdli sri — strzeliła oczyma. Gadanie na poziomie szkoły podstawowej widocznie cały czas ich obowiązywało. Ona nie wpadła mu w oko, a za to miała ochotę zwymiotować. Aż treść żołądka przez moment podeszła jej do gardła, ale opanowała sytuację. Chociaż przydałaby się odrobina wody.
No nie zabezpieczam się — powiedziała, jakby była to najnormalniejsza rzecz. Może powinna uświadomić go, ile miała rodzeństwa? Problem w tym, że sama nie potrafiła się doliczyć. Państwo Rivera na pewno nie znali słowa antykoncepcja — zioła piję — wiedziała, które były dobre na coś. Zresztą robiła badania na hiv i choroby weneryczne, dość często, by mieć jakąkolwiek pewność — Tobie to przeszkadza? Wyglądasz na typa, który bierze laski bez jakiegokolwiek zabezpieczenia — przynajmniej na tak go postrzegała. Zresztą nie potrafił założyć gumki, więc jaki tam z niego pochlebca antykoncepcji. Wszystko jest od początku do końca zapisane w gwiazdach — ale co ja tam mogę wiedzieć, widocznie masz słabszą aurę, niż myślałam — manifestacja. Luna głęboko wierzyła, że całym światem kierowały niewidoczne zasady. Jeśli bardzo się w coś wierzyło to, się to działo. Dlatego powtarzała sobie w głowie jak mantrę, że nie zajdzie w ciążę, ani nie zachoruje na chorobę weneryczną.
Nie potrafię, a ty? — raczej nie wyglądał, ona też. Ciekawe, co się odpierdoliło. Może zapaliła ziółka, licząc na to, że nic złego się nie zadzieje. To brzmiało całkiem sensownie — nie pierdol, magia Las Vegas wybrała nas na chrzestnych, a z nią się nie dyskutuje — kolejny rodzaj magii. Ciekawe, czy w tą wierzył. Zabawa, przygoda, a przede wszystkim płynięcie was z nurtem a nie przeciwko niemu. Skoro mieli zostać chrzestnym małżeństwem, to nie mogli odmówić. Sami sprowadzili to dziecko na świat.
Tą, bym wybrała, jakbym była prostytutką — na pewno nie na chrzest — dużo tu klubów z rurkami, może blondyna jest tancerką — wzruszyła ramionami, bo jakoś jej ten ubiór specjalnie nie dziwił. Każdy człowiek w Vegas był na swój sposób pojebany, pewnie dlatego, że większość ludzi przyjeżdżała tu, by zapomnieć — cudownie, dziękuję — odebrała od niego biała sukienkę i powiesiła ją chwilowo na drzwiach szafy. Zaraz znów spojrzała na kikikijącą małpę. Kolejna zabawa w berka i znowu nieudana.
Dlaczego? — no dobra, głupie pytanie. Dorosły chłop może nie lubić jakichkolwiek zdrobnień — blondi zdrobniła, ja też mogę — a jej uwagi nie zwrócił, za to oni razem trafili do łóżka. Powinni zdecydowanie dłużej z nią pogadać, by dowiedzieć się czegoś więcej — widocznie przeżyliśmy wczoraj prawdziwą przygodę, która połączy nas na zawsze — parsknęła Luna, bo brzmiało to ironicznie. Okazuje się, że może być coś trwalszego niż kredyt i ślub — chrztem — podobno obowiązywał nawet po śmierci. Ale na katolicyzmie to się nie znała, rodzice nie prowadzili ich co niedziele na mszę.
Nie, nic nie mam — chyba że... właśnie sobie zrobiła. Zakrywała się kołdrą, później sukienką... Ktoś musiał ją sprawdzić. W ciszy przeglądała koszulę, aż wyjęła czarną, satynową koszulę, w której dalej byłyby widoczne tatuaże Madoxa. Zdecydowanie idealny wybór, nie to że chciałaby móc je zbadać palcem — masz — podała mu ją na wieszaku i chwilę się w niego wpatrywała w ciszy — sprawdź, czy nie zrobiłam sobie tatuażu — stwierdziła, wpatrując się w jego ciemne tęczówki, po czym zdjęła tak po prostu sukienkę. Już widzieli się nago, nawet jeśli tego nie pamiętali, nie mieli przed sobą nic do ukrycia.
Chcesz ułożyć tarota? — zaproponowała, kiedy lustrował jej ciało — mam ze sobą karty, przepowiem Ci dzisiejszą przyszłość Madox — skoro jechali do kościoła, a potem na przyjęcie, to warto było wiedzieć, czego sie spodziewać — sprawdźmy, jaki będzie ten dzień, co? — zagadnęła z uśmiechem na twarzy — sprawdzimy, czy mogę mieć rację — a różnie z tym mogło być — zróbmy zakład. Jak wygram nazwiesz mnie najbardziej zajebistą i wiarygodną wróżką w całym Las Vegas, a jak ty to.... sam wybierz własną nagrodę — brzmiało całkowicie rozsądnie, prawda? Szybkie tarota, dowiedzą się, czego się spodziewać. Skoro nie znali przeszłości, to poznają chociaż przyszłość!
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”