Ta kwestia też trochę go irytowała, mimo że nie chciał o tym za bardzo myśleć. Jasne, mógłby zrozumieć, że przywykła do ludzi, którzy pojawiali się na moment i zaraz zmywali się bez słowa ostrzeżenia.. Tyle że ciągła niepewność, mimo kolejnych przykładów jego słowności nie przekonywały go wcale do tego, by zostać na dłużej? Już pomijając rozbieżność ich rodzajów spędzania czasu, bo to akurat mogło naprawdę ugryźć w dupę prędzej czy później. Nie miał tendencji do myślenia nadmiernie, ale mimo wszystko, jej niepewność dawała jemu niepewności, których nijak nie mógł strząsnąć.
-
Pomyślę. - zamiast rzucać się w bieg czy padać do pompek, zaplótł palce za plecami, spinając mięśnie, by wyprężyć klatkę, stając przy tych na palcach stóp na moment. Zaraz potem zrobił to samo, tyle że ramiona wyciągając do przodu, a potem w górę, nad głowę; skrzywił się lekko na ciche, głuche stuknięcie w mięśniu prawego ramienia, gdy mięśnie przesunęły się po bliznowatym stwardnieniu.
Bleh.
-
Nie, że muszę.. Ale lepiej się czuję, nie siedząc na dupie? Nie wyobrażam sobie na przykład spędzania wolnego dnia w domu, chyba że byłbym, nie wiem, chory albo absolutnie wykończony po treningu. Ewentualnie gdybym miał kaca, ale to się rzadko zdarza. - odpowiedział, zamyślając się na moment. Właściwie tylko zdrowie mogło go zatrzymać w czterech ścianach.. W innym wypadku wołała go przygoda; albo w ogrodzie matki, albo zajmując sobie czas wolontariatem, czasami po prostu
idąc, gdzie go nogi poniosły. A kiedy już siedział w mieszkaniu, zwykle grał w coś z kuzynami przy pomocy magii Internetu; przynajmniej nie czuł, że był sam i to mu wystarczało.
Pokiwał głową, słuchając uważnie czym, oprócz tego co już sam zauważył, zajmowała się w wolnej chwili. Samochód i nowa fobia miało sens, musiał stulić dziób, żeby w odruchu nie rzucić czymś głupim, porównując wypadku do upadku z konia.. Nawet jeśli sam to wyznawał. Po swoim własnym, jeździł dzień w dzień, non stop, póki nie poczuł się znów komfortowo za kółkiem. Po zranieniu przez kogoś, komu ufał, nie rzucił się w kolejny związek, ale.. No, rzucanie się w losowe kobiece ramiona wychodziło mu całkiem nieźle, więc może coś w tym było. Szkicowanie też miało sens; w rodzinie miał kilku lekarzy i każde stwierdzało, że łatwiej było coś zapamiętać, jeśli znaleźli sposób, by naszkicować proces na papierze. Rośliny może rzeczywiście trochę go zaskoczyły, nie wydawała mu się osobą, która znajdowałaby przyjemność w brudzeniu sobie rąk. Z drugiej strony, w mieszkaniu pewnie i tak mogła jedynie babrać się w doniczkach, więc może i to widział.. Yep, wszystko się zgadzało. Mógł jak najbardziej szanować pilnowanie swojego spokoju we własnej bańce w mieszkaniu, po prostu czuł, jakby nic z tych rzeczy nie była dla niego. Miała rację, gdy mu mówiła, że nie łączyło ich wiele.
-
Oh, daj spokój. 80% populacji w trakcie życia doświadcza od jednego go trzech traumatycznych wydarzeń. 30% od czterech w górę. Zamykanie się na cztery spusty, stwierdzając, że życie nie jest dla ciebie "bo przynosisz pecha" brzmi trochę.. śmiesznie? Wiesz, jak lekka przesada. - po raz kolejny, koncept "pecha" wywołał w nim mocne wywrócenie oczami i złapanie głębszego oddechu. Nie mógłby się zdecydować, czy bardziej nie lubił mistycyzmu (z horoskopami i innymi bublami) czy wiary w to, że jakiś palant w niebiosach ustalił z góry ścieżkę, którym miało się toczyć ich życie; niektórym dawał sielanki, innych stawiał pod górkę. Kupa gówna. Tak, czasami było ciężko. Tak, traumy ssały. Może to kwestia wychowania, ale on od swoich starych wiecznie słyszał w odpowiedzi na swoje marudzenie "połóż się do trumny i czekaj na śmierć w takim razie" i.. Tak, przyznawał im rację. Oddawanie "szczęściu" czy "losowi" panowania nad swoim życiem, bez próby złapania nad nim kontroli, przyglądnięcia się własnym błędom, by odkryć, co można było zmienić? Nie, to nie było dla niego. Może to dlatego tak naprawdę poszła w pracę z martwymi osobami? To też by miało jakiś sens, gdyby swoją specjalizację wybrała, bo też była trochę martwa w środku i nie chciała niczego z tą kwestią zrobić? Może. Pokręcił lekko głową. -
Wiara w pecha też ci nie pomaga z zaburzeniem lękowym. - podsycała tylko niepewności, myśli, nad którymi ciężko było zapanować i używała ich jako swojego rodzaju kulę, wymówki dla zastoju. Tego akurat szanować nie mógł, nawet jeśli zdawał sobie sprawę z tego, że pewnie powinien stulić dziób. Nie pytała o opinię. Z drugiej strony on też nie prosił o użalanie się nad własnym losem, tak?
Cynthia A. Ward