-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Zamruczał, zadowolony, gdy Tiago pochylił głowę, udostępniając mu swój kark - nie byłby sobą, gdyby nie skorzystał z tego zaproszenia, więc przesunął dłonie na jego ręce, masując teraz ramiona i przedramiona (uznał, że w tamtym miejscu też należy mu się masaż) i pochylając się tym samym bardziej do mężczyzny, a jego usta znów zetknęły się ze skórą na karku de la Serny; ten fakt również został przed niego nagrodzony pomrukiem zadowolonego kota.
Zaśmiał się, słysząc, że jego przyjaciel nie wie, czy może być za mocno. Zahaczył zębami o jego skórę, nie gryząc jej, ale nieco mocniej zaznaczając swoją obecność, a jego palce - masujące akurat przedramiona Santiago - zacisnęły się mocniej.
- Uwierz mi, nie zawsze bywam delikatny, cariño - zachichotał, muskając czule bok jego szyi i miejsce tuż za uchem. Zaraz jednak wyprostował się nieco bardziej i wrócił z masowaniem na jego plecy, teraz skupiając się na ich dolnej części, tuż nad biodrami. - Chyba mój pomysł działa, a w każdym razie czuję, że masz mniej spięte mięśnie. Niezmiernie mnie to cieszy. - oświadczył zadowolony i przesunął dłonią w górę i w dół po jego kręgosłupie, głaszcząc go.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Wierzę - odpowiedział, bo z łatwością był w stanie wyobrazić sobie Palermo ostrego i brutalnego. Nie był pewien, czy w tym momencie byłby gotowy na ostrzejszą zabawę, ale w przyszłości zapewne tak - kiedy bardziej oswoi się z seksem z mężczyzną. I może też - kiedy będzie nieco silniejszy, niż w tym momencie, bo liczył na to, że jednak kiedyś może jeszcze choć trochę sił mu wróci. Miewał lepsze i gorsze dni i miał nadzieję, że tych lepszych jeszcze trochę nadejdzie. Może też ta wspominana przez Alvaro cudowna terapia mu choć trochę pomoże...? Coraz częściej łapał się na tym, że zaczyna mieć nadzieję i to mu się zupełnie nie podobało, był tym przerażony; ale jednocześnie coraz bardziej na nią liczył.
- Mnie też - odpowiedział pomrukiem i odetchnął, coraz bardziej rozluźniony.
Po jakimś czasie odwrócił się na plecy i położył dłonie na biodrach Alvaro, patrząc na niego z uśmiechem, który jednak w końcu trochę przygasł.
- Wysłałeś moją dokumentacje na tę terapię...? - zapytał cicho, z obawą, co usłyszy. Z jednej strony miał nadzieję, że tak. Z drugiej - miał nadzieję, że może Palermo zapomniał. Albo - że odpowiedzieli, że on się nie kwalifikuje. Właściwie każda odpowiedź byłaby jednocześnie dobra i zła.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Odsunął się minimalnie na chwilę, żeby ułatwić mu odwracanie się i popatrzył z uśmiechem na jego twarz, gdy dłonie Santiago wylądowały na jego biodrach. Ucieszył się, że to Santiago zaczął temat terapii, bo jemu również krążył po głowie, ale wciąż szukał odpowiedniego momentu.
- Tak, wysłałem, w sumie niedługo po tamtej rozmowie, w której się na to zgodziłeś - położył uspokajająco dłoń na jego piersi, drugą gładząc go po policzku. - Chciałem ci powiedzieć wcześniej, ale najpierw czekaliśmy na gości, potem jak już przyszli to też nie było okazji, a w końcu... no, nie mogłem znaleźć odpowiedniej chwili. - odchrząknął krótko, nieco poważniejąc, ale wciąż z uśmiechem, tyle że teraz delikatnym, nieco niepewnym. - Odpisali dzisiaj rano, że zakwalifikowali cię, ale chcą cię jeszcze sami zbadać, w swojej klinice. I żebyś dał znać kiedy będziesz w stanie do nich przyjechać. - pogładził go czule po policzku i linii szczęki.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Boję się tego - powiedział w końcu cicho, nadal wtulając policzek w jego dłoń i nie patrząc na Palermo - Boję się, że mnie nie zakwalifikują. Albo że mnie właśnie zakwalifikują. Że zrobię sobie nadzieję i nic z tego nie będzie. Boję się tej nadziei.
Spojrzał wreszcie na swojego partnera, przygryzając wargę i uśmiechnął się, ale ten uśmiech nie docierał do jego oczu. Nie był to jednak uśmiech z rodzaju tych, którymi Santiago próbował udawać, że absolutnie nic go nie obchodzi - to był uśmiech z rodzaju tych mówiących "jestem idiotą, prawda? To, co mówię jest głupie".
- Kiedy mam tam pojechać? I gdzie to jest w ogóle? Wiesz, ile czasu miałbym tam spędzić?
Wyrzucił te pytania z siebie po kolei, ale nie jak z karabinu, tylko po kolei, dość spokojnie, choć jego głos lekko drżał.
- Chciałbym przedtem porozmawiać z Salazarem, bo... Bo potrzebuję z nim omówić to, co mi powiedział. I nie chciałbym tego zostawiać na po moim powrocie.
Poczuł się, jakby właśnie planował, jakie sprawy musi jeszcze poukładać przed wyjazdem, jakby miał z niego nie wrócić. Trochę się tak poczuł, choć nie wiedział, dlaczego, bo przecież nie spodziewał, się, że miałby umrzeć w trakcie tej terapii. Wierzył, że najwyżej się do niej nie zakwalifikuje, ale że stamtąd kiedyś wróci i spędzi jeszcze trochę czasu z Alvaro.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Wiem, mi amor - odpowiedział niemal szeptem, gładząc delikatnie kciukiem kącik jego ust i z rozczuleniem patrząc na to, jak wtulał policzek w jego dłoń. - Ja też się boję, ale jednocześnie cieszę się, że chcą cię zbadać i... myślę, że warto spróbować, bo jeśli byś nie spróbował, to miałbyś potem do siebie pretensje.
Po chwili wahania położył się obok niego, oferując mu swoje ramię, żeby Santiago mógł położyć się w ten sposób, który najbardziej lubił. Gdy już przytulił się do jego boku Alvaro objął go i mocno do siebie przytulił, całując w czoło.
- Terapie nie mają tam konkretnych terminów dla wszystkich, więc pytali kiedy chcesz przyjechać i od kiedy przygotowywać dla ciebie miejsce. Zakładam, że jak odpiszesz, że w przyszłym tygodniu, to odpiszą, że zapraszają i że będą czekać. - uśmiechnął się do niego łagodnie, muskając nosem jego czoło. - W Neapolu. Nie powiem, że nie cieszy mnie to okropnie, że to akurat Włochy - zaśmiał się cicho. - Z tego co rozumiem, to samo podanie leku nie jest długie, czytałem na ich stronie, że trwa to około godziny. Pierwsze efekty widać po dwóch tygodniach, więc zalecają, żeby zostać u nich przynajmniej trzy tygodnie do miesiąca. - przeczesał jego włosy palcami, patrząc na niego z błyskiem w oczach i coraz szerszym uśmiechem na ustach.
Gdy usłyszał, że jego ukochany chciałby jeszcze przed wyjazdem porozmawiać z Salazarem pokiwał jedynie głową; spodziewał się tego i zdziwiłby się wręcz, gdyby Santiago nie chciał najpierw pogadać z bratem, zanim wyruszy do kliniki.
- Jasne, jeśli będziesz chciał, to możemy go nawiedzić w hotelu jutro albo pojutrze. Znaczy: ja cię zawiozę, a ty go nawiedzisz. - objął go za ramiona i przygarnął mocniej do swojej piersi. - Dacie sobie po pysku, potem buzi na zgodę i w weekend możemy lecieć do Włoch.
Santiago de la Serna