Jeżeli tego chcesz, to tak. Luna ewidentnie była seksowną wróżką spełniającą życzenia. Hmmm... zastanawiał się, czy to on miał problemy ze wzrokiem, bo był kompletnie zaślepiony pożądaniem czy może wypił już o wiele za dużo alkoholu? Luna była jedynym wyraźnym punktem w całym pomieszczeniu - jej kuszące usta, biały komplecik... Jezu, pragnął jej dotyku, nie tylko na swoim kolanie, ale na całym ciele, najlepiej bez zbędnych ubrań. Lampka w jego głowie, która jeszcze niedawno świeciła ostrzegawczo, teraz całkowicie zgasła i ogarnęła go tylko i wyłącznie męska fascynacja. Był kupiony, urobiony i gotowy na wszystko jak jedna z tych desperate housewives.
Raki są bardzo intuicyjne oraz empatyczne, dlatego doskonale wiedziałam, kogo szukam i znalazłam. Tak? Naprawdę? Gdyby nie wypił tyle alkoholu, pewnie jakoś podważyłby ten astrologiczny bełkot, ale teraz jedynie uśmiechnął się czarująco w odpowiedzi, bo Luna powiedziała wszystko to, co było potrzeba. Szukała go i znalazła, po co drążyć temat? Zwłaszcza, gdy splatała ich palce i nachylała się bliżej w jego stronę. Wróżbiarstwo i ziołolecznictwo brzmiało egzotycznie, nigdy nie poznał żadnej wróżki ani zielarki, ale zawsze musiał być ten pierwszy raz. Seksu z taką akrobatką też jeszcze nie uprawiał, a chętnie by spróbował. -
Brzmi interesująco, opowiesz mi o tym więcej? - mruknął, mimo że zupełnie go to nie interesowało, był prostym chłopem. Poza tym, hej! Wiedziała, jak uleczyć jego duszę! Brzmiało, jakby mogła uleczyć też jego nogę, ale wolał o to nie pytać. -
Zrób ze mną, co tylko chcesz - uległ jej słowom albo inaczej mówiąc - po prostu jadł z jej ręki. Najchętniej przestałby owijać w bawełnę i po prostu udał się z nią do swojego pokoju hotelowego, jednak najpierw też musiał trochę poczarować słowami. Tak samo jak ona.
Wiesz, Leo... -
Tak? - wymruczał do jej ucha, gdy tylko wypowiedziała jego imię.
Lubię twoje silne dłonie, one naprawdę na mnie działają. Zaśmiał się cicho, ale śmiech szybko został stłumiony przez pomruk zadowolenia, gdy położyła dłoń na jego kolanie, a zaraz go objęła. -
To mamy ze sobą coś wspólnego, ślicznotko - odpowiedział. Boże, pod wpływem jej dotyku zniknął cały jego wcześniejszy opór. W głowie szumiało mu od alkoholu i zapachu jej perfum, a wszelkie logiczne argumenty, aby jej nie ulegać, zniknęły. Chciał ją rozebrać i cieszyć się widokiem jej nagiego ciała pod swoim.
Mam dla Ciebie zwariować, a może... wolałbyś, żebym krzyczała twoje imię? Krew w jego żyłach zaczęła wrzeć na samą myśl o Lunie tracącej dla niego głowę i wykrzykującej jego imię w ciemnościach pokoju hotelowego. -
Zdecydowanie to drugie - wychrypiał jej prosto do ucha, mocno zaciskając dłoń na jej talii. Gdy poczuł jej usta tuż przy swoim uchu... Matko, co ta kobieta z nim robiła? Po plecach przeszedł mu dreszcz. Był dorosłym facetem, a wystarczyła jedna tajemnicza nieznajoma, żeby odebrało mu rozum. -
Choć myślę, że jedno nie wyklucza drugiego - dodał po chwili z lekkim uśmiechem. Zaraz jednak temat zszedł na życie w Vegas - według Leo ludzie przyjeżdżali tu tylko po to, aby przepuścić kasę podczas jednego weekendu, ewentualnie się
zabawić. Tak jak on teraz, co właśnie sobie uzmysłowił. Poza tym myśl, że ktoś tu po prostu
mieszkał, płacił rachunki i kupował bułki na śniadanie, była nieco abstrakcyjna. Nawet dla jego pijanego mózgu. -
Powiedziałbym, że mi przykro, ale wtedy bym cię nie spotkał - mruknął pod nosem. Chwilę później dowiedział się, że od jej mieszkania dzieliło ich dziesięć minut - zdecydowanie zbyt długo. Dla porównania, jego hotel znajdował się po drugiej stronie ulicy. Decyzja właśnie została podjęta. -
Zdrobnienie - odparł na jej pytanie o imię. Nie dodał jednak nic więcej, uśmiechnął się jedynie jak łobuz. Nie chciał zdradzać jej zbyt wielu szczegółów tak... od razu. I za darmo. -
A jak myślisz, cancer? - spytał, odrobinę dziwnie się czując, nazywając ją
rakiem, ale skoro ktoś tak nazwał znak zodiaku to nie miał zbyt wielkiego pola do popisu. I tak był z siebie dumny, że zapamiętał tę nazwę i nic nie pomylił. Chwilę później się przedstawiła.
Luna. To imię pasowało do niej idealnie - było krótkie i tajemnicze. Mógłby mruczeć jej imię prosto do jej ucha przez całą noc, skoro nie nazywała się Beatrycze albo inna Genowefcia. -
Śliczne imię... Luna - powtórzył, ustami niemal dotykając płatka jej ucha. -
Skoro jestem taki wyjątkowy, to zadbam o to, żebyś zapamiętała tę noc - dodał, znów przesuwając swoją dłonią po jej ciele. Ten biały komplecik był śliczny, ale zupełnie zbędny. Jego dłoń na jej talii zacisnęła się mocniej, gdy zaproponowała, żeby wypili i stąd zniknęli. To była muzyka dla jego uszu. Nie potrzebował więcej zachęt. Resztki whisky w jego szklance zniknęły w sekundę, a on odstawił szkło na blat. Która to już była szklaneczka...? -
W takim razie idziemy, zanim zacznę rozbierać cię wzrokiem na oczach barmana, co pewnie też by ci się spodobało, ale ja wolę mieć cię na wyłączność - oznajmił, po czym wstał, nie puszczając jej talii, i wyciągnął dłoń w jej stronę, aby pomóc jej zejść z wysokiego krzesła. Splótł ich palce ze sobą i poczuł znajomy dreszczyk emocji, gdy zaczął prowadzić ją w kierunku wyjścia. Opuszczenie kasyna i przejście przez tłum pijanych ludzi zajęło im kilka minut, ale dla niego liczył się tylko delikatny, kuszący uśmiech na jej twarzy. Gdy wyszli z dusznego budynku, szybko przeszli na drugą stronę ulicy, kierując się w stronę wejścia do hotelu. Poprowadził ją pewnym krokiem w stronę wind, mijając luksusowe lobby. Gdy tylko znaleźli się w windzie, a metalowe drzwi windy zamknęły się za nimi, Leo wybrał piętro siódme i... chwycił Lunę w talii obiema dłońmi i przycisnął ją do lustrzanej ściany kabiny. Nachylił się i bez ostrzeżenia po prostu ją pocałował, głęboko i zachłannie. Smakowała margaritą, ale zupełnie go to teraz nie obchodziło. Jego dłonie zaczęły niecierpliwie krążyć po jej ciele, przesunął nimi od talii w górę, a potem wplótł palce w jej włosy, by móc jeszcze mocniej pogłębić pocałunek. Winda ruszyła w górę, a on chciał jej tutaj, teraz, zaraz... Jednak nagle drzwi windy rozsunęły się, oznajmiając dojechanie na siódme piętro. Tak szybko? Nieee... Oderwał się od jej ust na moment, tylko po to, aby opuścili windę - szedł tyłem i przyciągał ją mocno do siebie, składając na jej ustach krótkie pocałunki. Zatrzymał się przy drzwiach prowadzących do jego pokoju, ale zamiast wejść do środka, przycisnął ją do drzwi i całował dalej. Może jednak powinni wejść do środka? Hmm... Mózg nie myślał. -
Karta... mam ją w kieszeni - wymamrotał w jej usta, nie przerywając pocałunku. Sam zacisnął dłonie na jej biodrach. Miał nadzieję, że zrozumiała sugestię.
∧,,,∧
( ̳• · • ̳)
/ づ♡ Luna