27 y/o
For good luck!
170 cm
wywróży Ci życie
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Leo Rosenhall

Nie pamiętała, kiedy Las Vegas stało się dla niej domem. Uwielbiała fakt, że miasto nigdy nie spało. Wystarczyło wyjść poza ramy własnego domu, a adrenalina sama dopływała do żył, pobudzając serce do pracy. Cały czas przeglądała dla siebie horoskopy. Wszelkie gwiazdy na niebie twierdziły, że to jest właśnie jej noc. Marzec miał przynieść jej miłosne uniesienia oraz sprawić, że zacznie bardziej planować własne finanse. Raki były intuicyjne, empatyczne, a przede wszystkim wrażliwe. We wrażliwy sposób właśnie w jednym z bardziej luksusowych kasyn poszukiwała swojej nowej ofiary.
Zaplanowanie dobrze finansów trzeba było rozpocząć od podpuszczenia jakiegoś idioty, żeby wydał na niej krocie. Obserwowała wszystko z tyłów, analizując każdego w głowie. Ten za stary, ten za brzydki, a ten... miał w sobie coś, co praktycznie od razu ją urzekło. Oczy niemalże od razu jej zabłysnęły. Przystojny, praktycznie w jej wieku, a patrząc po zegarku i ubraniach bardzo bogaty. Tyle jej wystarczyło, by ruszyć w jego stronę. Poprawiła sobie stanik, by piersi lepiej się ułożyły, sprawdziła makijaż, a włosy poprawiła. Idealnie. Wszystkie gwiazdy na niebie faktycznie wskazywały na miłosne uniesienie. Z pewnym siebie, wręcz zadziornym uśmiechem usiadła obok niego, wpatrując się w niego jak zaczarowana. Potrafiła udawać głupiutką, zwłaszcza kiedy jej obiekt był... całkiem dobrym eklerkiem, którego mogłaby zjeść praktycznie od razu.
Cześć — zaczęła, wkładając sobie niesforny kosmyk włosów za ucho. Sama wcześniej go tak ułożyła. Każdy szczegół miał wyglądać idealnie — wywróżyć Ci przyszłość? — szybko chwyciła go za dłoń, obracając tak, by wewnętrzną częścią mogła jeździć opuszkami palców. Wiedziała, czego oczekiwali od niej mężczyźni. Ani na moment nie spuściła wzroku, cały czas wpatrując się intensywnie w Leo.
Bo moja czakra mówi mi, że potrzebujesz kompanki na ten wieczór — nie widziała żadnej innej kobiety, nawet innego mężczyzny. Za to Luna była pewna siebie i chciała oczarować go własnym urokiem.
29 y/o
For good luck!
181 cm
właściciel pensjonatu The Rose Garden Inn
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

LAS VEGAS, BITCHES.
Na wyjazd namówił go dawny kumpel - tak naprawdę to nie musiał go długo namawiać, bo Leo po prostu potrzebował przerwy. Dlatego siedział teraz przy barze w jednym z tych ociekających złotem kasyn, obracając w palcach szklankę z whisky, na którą i tak miał za słabą głowę, by dopić ją do końca. W głowie wciąż słyszał słowa wujka Petera. "Młody, baw się, wydaj trochę grosza, poczuj, że żyjesz!". No to czuł. Głównie tępy ból w lewym kolanie. Już miał się zbierać do swojego pokoju hotelowego, skoro kumpel i tak zniknął na horyzoncie z jakąś słodką blondyneczką, gdy do niego również przyczepiła się jakaś latawica. Cześć, wywróżyć ci przyszłość? Już miał odpowiedzieć “Nie, dziękuję” i czym prędzej ruszyć do swojego pokoju, gdy nieznajoma chwyciła go za dłoń i utkwiła w nim swoje intensywne spojrzenie. Bez krępacji zmierzył ją od stóp do głów - ładna, seksowna, głupiutka. Znał takich zbyt dużo. Moja czakra mówi mi, że potrzebujesz kompanki na ten wieczór. No dobra, może nie aż taka głupiutka, bo wyglądało na to, że czytała mu w myślach. Tylko czym, do cholery, była czakra? Nieważne. Jeszcze raz zlustrował ją spojrzeniem - wyglądała na cholernie pewną siebie. Albo pewną swego, cokolwiek chodziło jej po głowie. Kurde, faktycznie przyciągała wzrok, bo zaraz podszedł do nich jakiś podstarzały typ rodem z hawajskiej wyspy.
- Mi możesz powróżyć, maleńka - odezwał się typek, zanim Leo zdążył zareagować.
No i cóż - Rosenhall poczuł nagły zew rywalizacji, którego nie czuł od… dawna, okej? Zazwyczaj unikał kłopotów, ale nie będzie jakiś Niemiec hawajski typ pluł mu w twarz. Nie było mowy, żeby poddał się bez walki, co to, to nie. Poza tym nieznajoma trzymała JEGO rękę, a nie tego bajerancika, ha tfu. - Przykro mi, kolego, sesja wróżbiarska jest już zarezerwowana - rzucił, niby od niechcenia. - Poza tym, czakry mojej koleżanki wyraźnie wskazały na mnie, a z kosmosem się nie dyskutuje - dodał i wzruszył ramionami. Czym, do cholery, były te czakry?!?! Halo?! Miał nadzieję, że nie było widać, że nie wiedział. Ostatecznie przybysz w hawajskiej koszuli mruknął pod nosem coś niezrozumiałego i wycofał się w stronę automatów, zostawiając ich samych. No i pięknie, nie będzie mu tu nikt germanił bałamucił nowej koleżanki. W sensie, oprócz niego samego. Napił się jeszcze jednego maleńkiego łyczka whisky, po czym posłał dziewczynie ciekawskie spojrzenie. - No dobra, to najpierw mi powiedz, co to jest ta cała czakra? - uniósł do góry jedną brew. Czyżby właśnie połknął haczyk? Ojej...

Luna Rivera-Rosenhall
isiek
wszystko do uzgodnienia
27 y/o
For good luck!
170 cm
wywróży Ci życie
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Leo Rosenhall

Zadziorny uśmiech ani przez moment nie schodził z jej twarzy. Spoglądała badawczym wzrokiem na niego, próbując wyczytać, co dokładnie miał w głowie. Spodobała mu się? Musiała. W tym białym obcisłym komplecie, gdzie jej dobrze zbudowane, figlarne ciało dobrze działało na wyobraźnie. Ruszyła delikatnie ramieniem, żeby jedna z rączek sukienki opadła jej na dół. Na twarzy wymalował się jej przeuroczy uśmiech. Kątem oka zlustrowała podchodzącego do nich fajfusa. Nie, zdecydowanie nie chciała mieć z nim wspólnego.
Właśnie, z kosmosem nie można dyskutować — powiedziała spokojnym tonem, zaciskając dłoń na dłoni Rosenhalla. Zaraz wpatrzyła się w niego maślanymi oczami. Był przystojny, bogaty, a takie noce były zdecydowanie przyjemniejsze od spotkania się ze starszymi biznesmenami w kryzysie wieku średniego i poszukujących odrobiny rozrywki. Sama chciała się bawić, chciała mieć intensywną noc, a on... mógł ją jej zapewnić — Dziękuję, mój bohaterze — dodała, przegryzając dolną wargę. Puściła jego dłoń, a sama rozsiadła się jeszcze wygodniej na krześle. Dżentelmen punkt dla niego. Przysunęła się bliżej, by móc poczuć woń jego perfum. Tak, zdecydowanie były drogie, ale też pociągające. Mogłaby zbadać każdy skrawek jego ciała. Wiedział, w jaki sposób podziałać na umysł kobiety.
To punkty energetyczne w ciele — stwierdziła, kładąc mu dłoń w okolicy serca. Delikatnie zaczęła nią błądzić po całym jego torsie, jakby chciała go zaczarować. Byłoby to zgodne z prawdą, bo tego wieczoru miał mieć w głowie tylko nią — przepływa przez nie energia życiowa, popychająca Cię do działań... — wymruczała, pochylając się do niego, by móc zacząć szeptać mu do ucha — mnie popchnęła do Ciebie, bo... — odsunęła się, a w jej oczach pojawił się prawdziwy błysk. Tak naprawdę popchnęły ją pieniądze, chęć krótkiej przelotnej zabawy, choć miał w sobie coś, co mogłoby sprawić, że chciałaby go na dłużej niż jedną noc.
Gwiazdy mi przepowiedziały miłosne uniesienie z wagą — a to była prawda. To musiało być miłosne uniesienie z nim. Mógł stać się jej ofiarą, ale podskórnie czuła iskry w ciele — jesteś nią? — wagą. Musiał być. Potrafiła odczytywać aurę danych znaków zodiaków, a on zdecydowanie lubił być chwalony.
29 y/o
For good luck!
181 cm
właściciel pensjonatu The Rose Garden Inn
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Delikatnie poprawił niesforne ramiączko jej sukienki, muskając przy tym palcami jej skórę, żeby po prostu przestała się przed nim jawnie rozbierać. Zrobił to tak naturalnie, jakby znali się od godziny, a nie od kilku minut. Dziś nie szukał przygody na jedną noc i miał nadzieję, że tym gestem jasno dał jej to do zrozumienia. Owszem, była atrakcyjna, ale nie chciał jej wykorzystywać, i owszem, zawiesił wzrok na jej ciele odrobinę dłużej niż powinien, ale he’s just a man :ohnoi:Dziękuję, mój bohaterze. Uniósł jedną brew do góry. - Już bez przesady - zaśmiał się, gdy nazwała go bohaterem. Nie wyniósł jej przecież z płonącego budynku ani nie zatrzymał pędzącego samochodu jak Edward Cullen, no ludzie. Gdy przysunęła się bliżej niego, na moment uniósł brew jeszcze wyżej. Nie owijała w bawełnę, wręcz przeciwnie była bardzo bezpośrednia. Czy ona właśnie chciała go uwieść? Och nie, tutejsze prostytutki były cholernie drogie, psia mać, a on w tym roku chciał wymienić rury kanalizacyjne na parterze pensjonatu… No nic, rury i tak musiały poczekać, bo teraz był w Vegas, a nie w Toronto. Wysłuchał tajemniczej nieznajomej w ciszy, bohatersko nie przerywając jej ani razu. Punkty energetyczne? Energia życiowa? Miłosne uniesienie z wagą? Z każdym kolejnym słowem nabierał coraz większego dystansu. Nie wierzył w te bzdury, dobra? Wierzył natomiast w dotyk - dziewczyna ewidentnie chciała się zabawić. Gdy położyła mu w dłoń w okolicy serca, nie spiął się ani nie uciekł wzrokiem. Jego tętno odrobinę przyspieszyło, bo w końcu dobierała się do niego atrakcyjna kobieta - zamiast jednak się odsunąć, przykrył jej dłoń swoją, pozwalając, by ich palce na chwilę splotły się tuż nad jego mostkiem. A kiedy nachyliła się do jego ucha… O kuuuurde, panieee. Poczuł na szyi jej ciepły oddech i zapach perfum, który na moment kompletnie wyłączył mu racjonalne myślenie. Halo, halo, ziemia do Rosenhalla… Nie? Najwyraźniej nie. Gdy się odsunęła, Leo nie pozwolił jej uciec za daleko. Wciąż trzymając ją za rękę, spojrzał jej głęboko w oczy z rozbrajającym uśmiechem. - Każdemu sprzedajesz tę bajeczkę, skarbie? - rzucił nagle nieco zuchwale, posyłając jej wyzywające spojrzenie, a nawet położył dłoń na jej kolanie. Jednak prawdziwe pytanie brzmiało - CZY LEO ROSENHALL BYŁ WAGĄ? - Nie wiem, może jestem, ty mi powiedz - odparł i mrugnął do niej jednym okiem. Może był, może nie był. Na pewno nie był jakimś uduchowionym wariatem. - Napijesz się czegoś? - zagadnął. Może dziewczę należało do tych, które krążyły jak sępy po barze i szukały darmowych drinków? Who knows.

Luna Rivera-Rosenhall
isiek
wszystko do uzgodnienia
27 y/o
For good luck!
170 cm
wywróży Ci życie
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Leo Rosenhall

Zdawała sobie sprawę, że na niego działała. Doskonale wiedziała, w jaki sposób powinna łechtać męskiego ego, a Leo wydawał się być łatwą ofiarą. Wystarczyło jedno krótkie muśnięcie dłonią, a ich dłonie na nowo splotły się razem. Całkiem szczerze zadowoliła się jego dłonią na kolanie. To było dobre na sam początek wieczoru.
Tylko jeśli ktoś wpadnie mi w oko — przyznała całkiem szczerze, unosząc kącik ust do góry. Nie było w jej słowach żadnej bajki, tylko czyste przeznaczenie. W gwiazdach ktoś musiał zapisać ich spotkanie, miłosne uniesienie wraz z planami finansowymi brzmiało zaskakująco dobrze. Mogłaby go posmakować bez wiedzy, że jest dziany — poza tym powinieneś mieć w sobie więcej wolności, a sam zobaczysz, że te bajeczki to prawda — dodała już zdecydowanie bardziej uroczym tonem. Wierzyła w to, co mówiła. Dzięki temu mogłaby zgarnąć grube dolary, jego zegarek, a na pewno mieć przecudowny wieczór. Oczami wyobraźni widziała samą siebie, kąpiącą się w jego pieniądzach i aż zagryzła dolną wargę na samą myśl.
Powiedz mi swoją datę urodzenia a Ci powiem — powiedziała spokojnym tonem, wbijając w niego intensywne spojrzenie — dla mnie typowa waga. Pewnie z tak przystojną twarzą musisz być bardzo zadowoloną wagą — pochlebstwo matką każdego udanego przedsięwzięcia. Zdawała sobie z tego doskonale sprawę, dlatego postanowiła go nimi karmić jedno, po drugim — co chwile ktoś Cię chwali i docenia... — sama mogłaby wymyślić przepiękną opowieść o jego zielonych oczach. Faktycznie się jej podobały, było w nich coś intensywnego, a to dobrze zbudowane ciało ukryte pod ubraniami wołało o pomstę do nieba.
Chyba tak — kiwnęła głową, a sama zaraz zwróciła się w stronę barmana — przepraszam, poproszę margaritę. — słodki drink dla słodkiej kobiety. Niech w ten sposób o niej myśli — sama zapłacę za siebie — zaraz wyciągnęła portfel, a z niego kartę — Libra nie wierzy w magię gwiazd — powróciła na moment do Leo. Dopiero po wypiciu pierwszego, większego łyku wróciła wzrokiem do Rosenhalla — to co przywiało Ciebie do Las Vegas? — zagadnęła, przechylając głowę. Pewnie potrzeba zabawy, odetchnięcia od codzienności, ucieczka. Luna słyszała je wszystkie, ale potrzebowała wiedzieć, który z nich przykleić do Rosenhalla.
29 y/o
For good luck!
181 cm
właściciel pensjonatu The Rose Garden Inn
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Był łatwą ofiarą? Może odrobinkę. Byłby jeszcze łatwiejszą, gdyby wypił więcej alkoholu, a tak to na razie mącił mu w głowie tylko zapach jej perfum. Dopił szklaneczkę whisky jednym haustem i z głuchym stukotem odstawił szkło na blat. Tylko jeśli ktoś wpadnie mi w oko. Ulalala, trafiła mu się flirciara. - A więc wpadłem ci w oko, mówisz? - zapytał, przyglądając jej się badawczo z grzecznym uśmiechem. Cholera, dziewczyna zdecydowanie była niesamowita i wyglądała jak marzenie każdego faceta, ale wydawała się zbyt… idealna. Poza tym powinieneś mieć w sobie więcej wolności, a sam zobaczysz, że te bajeczki to prawda. Uniósł do góry jedną brew. Naprawdę zarzucała mu brak wolności, podczas gdy jeszcze kilka lat temu pędził po torach trzysta na godzinę, ryzykując życie? Ten tekst upewnił go w przekonaniu, że chyba nie miała pojęcia, z kim miała do czynienia, co było jednocześnie… plusem i minusem. - Więcej wolności, tak? - powtórzył z pewnego rodzaju nostalgią, a z jego ust wypsnęło się nawet ciche westchnięcie. Odrobinkę zabolało. Wiele by dał, by wrócić na tor i znów poczuć ten konkretny rodzaj adrenaliny, ale - niestety - dawno już wypadł z obiegu, a kombinezon leżał gdzieś w kącie. Teraz mógł się zadowolić jedynie gokartami z Davidem w piątkowy wieczór. Szybko jednak przywołał się do porządku - no bo halo, nie po to tu przyjechał, żeby wywnętrzać się nad swoim życiem przed nieznajomą przy barze. Rozluźnił ramiona, a na jego twarz wrócił zawadiacki uśmiech. No, od razu lepiej. - Wypiłem zbyt mało alkoholu, żeby uwierzyć w te bajeczki - odparł w końcu, rozglądając się za barmanem. Akurat obsługiwał jakichś typków na drugim końcu baru, więc musieli poczekać na swoją kolej. Powiedz mi swoją datę urodzenia, a ci powiem. - Dwudziesty października. Coś ci tu mówi? - odpowiedział, przesuwając dłoń z jej kolana na udo. Nie protestowała, więc uznał to za zielone światło do dalszej eksploracji. - A ty kiedy masz urodziny? - spytał po chwili, mimo że sam nie wiedział, po co w ogóle zadał takie pytanie, bo ewentualna data urodzenia i tak nie powiedziałaby mu o niej żadnych szczegółów. - Kochana, zaraz sobie pomyślę, że chcesz coś ze mnie wyciągnąć, tyle komplementów mi prawisz - zauważył, rzucając jej wyzywające spojrzenie. Jako waga chyba powinien dążyć do harmonii, ale na razie czuł tylko podejrzliwość i narastający chaos, hmmm… Zwłaszcza, że tajemnicza nieznajoma zaledwie chwilę później już zdążyła go zaskoczyć, bo gdy tylko barman pojawił się na horyzoncie, ona po prostu zamówiła margaritę, po czym wyjęła portfel… a z niego kartę. A więc zdecydowała zapłacić za siebie! Może jednak nie była prostytutką i nie chciała oskubać go z hajsu, wow. - O… W porządku - odparł jedynie, dalej zaskoczony. Było to dość niecodzienne zachowanie jak na takie miejsce, okej? Nie dziwmy się chłopakowi. - Dla mnie jeszcze raz whisky, podwójna - odezwał się do barmana. Gdy tylko otrzymał swoje zamówienie, pociągnął solidny łyk. Ten wieczór naprawdę zaczynał mu się podobać. To co przywiało cię do Vegas? Długo nie musiał zastanawiać się nad odpowiedzią. - Kumpel, ale wygląda na to, że już mnie nie potrzebuje - zaśmiał się. Spełnił swoje zadanie jako wingman, jego misja została zakończona, sayonara. - A ciebie co tutaj przywiało, ślicznotko? Szukasz kolejnej wagi do kolekcji? - rzucił z uśmiechem. Nie czekając na odpowiedź, nachylił się ku niej. - Bo wiesz… - szepnął jej prosto do ucha, tak blisko, że czubkiem nosa musnął jej kolczyk. - Mam wrażenie, że te twoje gwiazdy strasznie dziś kombinują - dokończył, zaciskając palce na materiale jej białej spódniczki. Po tych słowach odsunął się, po czym uniósł szklankę whisky w niemym toaście, nie spuszczając z niej wzroku nawet na sekundę.

tajemnicza nieznajoma
isiek
wszystko do uzgodnienia
27 y/o
For good luck!
170 cm
wywróży Ci życie
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

♎︎ 𓍯𓂃

Tak — zdecydowanie wpadł jej w oko. Przystojna twarz? Check. Boskie ciało? Check. Sporo kasy? Check. Każde jej wymagania zostało odhaczone, a to wystarczyło, by chciała go poznać. Przynajmniej w trakcie trwania tej nocy, chciała móc zbadać każdy centymetr jego ciała, doprowadzić go do wrzenia, a co najważniejsze zabrać po wszystkim nawet złamany cent — mhm, zdecydowanie więcej — kiwnęła głową, spoglądając na niego badawczo. Nie umknęło jej jego ciche westchnięcie, właśnie dlatego stanęła na moment na głowi, by delikatnie zacząć ugniatać ramiona Leo. Chciała mu ulżyć, aby jej dotyk został już z nim na całą noc, dopóki nie pozna nawet najmniejszego kawałka jego ciała — masz bardzo spięte mięśni — odparła miękko, z powrotem siadając na jego miejscu. Ujęła jego dłoń, by z powrotem wróciła na miejsce. Na jej udo. Mogła widzieć w nim ofiarę, ale był bardzo seksowną ofiarą.
To wypij więcej — odparła miękkim tonem, wpatrując się w jego tęczówki. Miał się w niej rozkochać, wystarczyłaby tylko jedna noc, by po skosztowaniu jej warg do reszty oszalał — a więc waga — miała rację, wyglądał na wagę. Czuć było od niego charakterystyczną aurę, wymagającą harmonii — 23 czerwca, cancer — wodny znak zodiaku. Odznaczający się empatią, emocjonalnością, a przede wszystkim intuicją. Jej wręcz płonęła na widok Leo. Był jej przeznaczony. Może jako plan finansowy, a może jako miłosne uniesienie. Żadnej z opcji nie wykluczała w tym momencie. Obie wydawały się jej maksymalnie kuszące.
To mam przestać? — spytała całkiem wprost, zawieszając wzrok na jego ustach. Ciekawiło ją, czy odmówiłby sobie komplementów. Mogłaby nimi rzucać jak z rękawa. Godzinę opowiadać o jego oczach, poszukiwać w tym czegoś więcej. Może faktycznie powinna w ten sposób to zrobić? Czekała na odpowiedź z przegryzioną dolną wargą. Nie była głupia. Bogaczy trzeba było umieć oszukać. Dlatego zapłaciła sama za siebie, później... już ze zwykłego dżentelmeńskiego gestu to zrobi.
To teraz trzeba o Ciebie zadbać, Libra — odparła ze zawadiackim uśmiechem. Mogła zająć mu cały wieczór, może nawet poranek — kolejnej? — prychnęła krótko pod nosem, unosząc jeden z kącików ust — słabo siebie cenisz — dla niej nie był kolejną wagą, a kolejnym celem. Wystarczająco przystojnym i przyciągającym, żeby nie zmuszała się do patrzenia na niego i by móc wyobrazić sobie, co będą robili we dwoje — mieszkam. Przywiało mnie tu życie — zwyczajny wieczór wróżbitki, w którym próbuje złapać za rogi miłosne uniesienie i plany finansowe. Co mogłoby pójść nie tak?
Nie tylko moje gwiazdy chyba kombinują — stwierdziła, opuszczając wzrok na jego dłoń na jej spódniczce. Idealna, chociaż bardziej byłaby na jej nagiej skórze — za miły wieczór — wzniosła toast i upiła małego łyka margarity. Idealna, słodka, taka jak ona. Chociaż Rivera posiadała w sobie dużo więcej gorzkiej nuty.
To dowiem się, jakie imię ma mój towarzysz? — upiła kolejnego łyka drinka, czekając na odpowiedź. Krok po kroku i wszystkiego się dowie.
29 y/o
For good luck!
181 cm
właściciel pensjonatu The Rose Garden Inn
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kurczę, Leo chyba naprawdę był łatwym celem. Wystarczyło kilka komplementów i kolejna wypita szklaneczka whisky, żeby spojrzał na dziewczynę bardziej przychylnym okiem. No i choć w głowie dalej paliła mu się lampka ostrzegawcza, to serce powoli zaczynało bić w rytmie, który narzucała szatynka. Zaczął naprawdę doceniać jej walory - i nie chodziło tylko o to, jak biały komplet opinał jej ciało, choć musiał przyznać, że widok był obłędny. Bardziej interesowało go to, że ta niesamowita dziewczyna, wśród setek innych facetów w garniturach od Armaniego i grubymi portfelami, wybrała właśnie jego. No... sam też nie należał do biedaków, ale miliarderem również nie był, dobra? To wszystko pewnie przez tę jego przystojną mordę, że tak nieskromnie sobie postanowił stwierdzić. Zresztą, sama powiedziała, że wpadł jej w oko - no i musiał przyznać, że teraz to już z wzajemnością. Pociągała go. Mhm, zdecydowanie więcej. - Mhm... - wymruczał w odpowiedzi, a jego wyobraźnia powoli zaczynała działać. Oczywiście, nie był święty, w przeszłości zdarzało mu się ulegać impulsom i... sytuacjom. Kilka razy wylądował w pokoju hotelowym z kobietą, której imienia rano nie pamiętał, ba, uwielbiał tę pierwotną chemię i brak zobowiązań, ale za każdym razem, gdy już dochodził do siebie, dochodził również do jednego i tego samego wniosku - to po prostu nie było dla niego. A dziś znów wchodził do tej samej rzeki, bo nie potrafił się oprzeć tej dziewczynie. Nie wiedział, czy to jej bzdurne opowieści o gwiazdach, czy może to... intensywne spojrzenie... albo dotyk, gdy zaczęła delikatnie masować jego ramiona. - Ohmhmm... - wyrwało się z jego ust, zanim przerodziło się w pomruk pełen zadowolenia. Zaraz jednak brązowowłosa wróciła na swoje miejsce, a Leo walczył z pokusą, żeby przyciągnął ją do siebie z powrotem. Jezu, teraz naprawdę pragnął, aby dotykała go więcej i więcej, żeby wymazała mu z głowy wszelkie troski i żeby mógł wdychać w płuca zapach jej perfum, a potem błądzić dłońmi po jej nagim ciele. To wypij więcej. - A wypijesz ze mną? - wymruczał, zaciskając palce na jej udzie. Cholera, atmosfera zmieniła się bardzo szybko. Uległ. Po prostu uległ. Na dodatek... "To trzeba o ciebie zadbać, libra"? Sama pakowała się w jego ramiona, a on nie zamierzał jej dłużej odpychać. Ujął jej palce i zaczął gładzić wierzch jej dłoni kciukiem. 23 czerwca, cancer. Nic mu to nie mówiło. - To już... niedługo. I co mi o sobie powiesz, cancer? - zagadnął, odwzajemniając jej spojrzenie. Nie umknęło jego uwadze to przelotne zerknięcie na jego usta - sam również zerknął na te jej, pełne, kuszące i dużo obiecujące. To mam przestać? - Nie, mów dalej... - odparł, przysuwając się do niej jeszcze bliżej, ale okazało się to zupełnie niewystarczające dla jego aktualnych potrzeb, a że Leo był człowiekiem czynu... Puścił jej dłoń tylko po to, by objąć ją w talii i przyciągnąć do siebie wraz z krzesłem. Jej bliskość była... obezwładniająca, zwłaszcza gdy czuł ciepło bijące od jej ciała przez cienki materiał białego kompletu. Nachylił się głęboko, chowając twarz w zagłębieniu jej szyi i ramienia. Jego usta znalazły się tuż przy jej uchu, a ciepły oddech musnął jej skórę. Zaczął powoli, niemal leniwie gładzić jej talię, kciukiem zataczając małe kółka na jej boku. Skoro ona chciała zadbać o niego, to on zamierzał zadbać o nią. Chciał też sprawdzić, czy jego towarzyszka również mogłaby stracić dla niego głowę, tak samo jak on powoli tracił dla niej. Boże, on po prostu również chciał ją uwieść. Jezu, jak tu się zrobiło gorąco... Zamówił kolejną szklaneczkę whisky - trzecią? Czwartą? Nie pamiętał. Mieszkam. Przywiało mnie tu życie. O, to była bardzo interesująca informacja. - I jak ci się tu żyje, śliczna? Daleko mieszkasz? - zagadnął, a jego dłoń na jej talii przesunęła się nieco wyżej, jakby podświadomie sprawdzał, czy dziewczyna nie zamierzała się wymknąć. Skoro tu mieszkała, to cała ta gra nabierała rumieńców. No bo umówmy się, "Daleko mieszkasz?"? To pytanie miało drugie dno, oboje byli tego świadomi. Poza tym, gdyby miał wybierać między swoim pokojem hotelowym a miejscem, które było tylko jej i pachniało tylko nią, nie wahałby się ani sekundy nad wyborem. Za miły wieczór. - Za miły wieczór - Odsunął się od niej o kilka milimetrów, aby również wypić łyk swojej whisky w ramach toastu. Nie spuścił z niej wzroku ani na moment. To dowiem się, jakie imię ma mój towarzysz? - Leo - odparł, odstawiając szklankę z głuchym stukotem na blat. Zamiast jednak wrócić do poprzedniej pozycji, wsunął dłoń pod podbródek dziewczyny, zmuszając ją, aby uniosła wzrok, po czym powoli przesunął kciukiem po jej dolnej wardze. Był tak blisko niej, że ich nosy niemal się stykały. - Teraz twoja kolej, ślicznotko. Jak mam do ciebie wołać, kiedy już kompletnie stracę przez ciebie głowę? - wyszeptał, zerkając przelotnie na jej usta. Raz, drugi, trzeci... Kurwa, ile whisky już wypił?

. ౿ 𝒸𝒶𝓁𝓁 𝓂𝑒 𝒷𝓎 𝓎𝑜𝓊𝓇 𝓃𝒶𝓂𝑒 . ♋︎
isiek
wszystko do uzgodnienia
27 y/o
For good luck!
170 cm
wywróży Ci życie
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Leo Rosenhall

Nacisnęła jeszcze mocniej na jego ramię, słysząc delikatny pomruk zadowolenia. Chciała mieć go dzisiaj w garści. Był przystojny, jego perfumy sprawiały, że chciała zawładnąć nad jego głową, a przez umysł przeszła jej jedna krótka niebezpieczna myśl. Może chodziło jedynie o miłosne uniesienie? Nie o żaden plan finansowy? Przymknęła na moment oczy, pochylając się nad jego karkiem, by poczuł na szyi jej gorący oddech. Przejęła dłońmi wolno po całych jego dłoniach, zanim z powrotem wróciła na miejsce. Zadziałało?
Jeżeli tego chcesz, to tak — mruknęła, czując jego zaciskającą się dłoń na udzie. Doskonale wiedziała, dokąd zaczynali zmierzać. Jej twarzy nie opuszczał zawadiacki uśmiech, wręcz nie chciał jej z niej zniknąć. Coraz bardziej stawiała na swoim, a chciała po prostu jego. Mogła wypić jeszcze z cztery drinki, a i tak spłynęłoby to po niej jak po kaczce. Za długo żyła w Vegas, by alkohol brał ją tak szybko, choć zaczęła zauważać plusy posiadania obok siebie Rosenhalla.
Raki są bardzo intuicyjne oraz empatyczne, dlatego doskonale wiedziałam, kogo szukam i znalazłam — na ułamek sekundy spojrzała na jego dłoń, szybkim ruchem chwyciła go za nią, splatając ich dłonie razem. Każdym działaniem musiała przypieczętować to, co się stanie tej nocy — Zajmuję się wróżbiarstwem i ziołolecznictwem — doskonale wiedziała, jak dla większości ludzi irracjonalnie to brzmiało, ale... znała się też na afrodyzjakach, a dziś będzie nimi karmiła Leo jednym, za drugim, byle nie chciał wypuszczać jej z ramion — wiem, jak uleczyć twoją duszę i penisa, dodała już we własnych myślach. Pochyliła się jeszcze bardziej, by głębiej zajrzeć w jego zielone oczy. Hipnotyzował ją? Czy to margarita, którą właśnie kończyła pić?
Wiesz Leo... — już miała kontynuować, a on przysunął ją bliżej siebie. Zdecydowanie robiło się coraz bardziej gorąco, zwłaszcza kiedy położyła mu dłoń na prawym kolanie i powoli zaczęła nią go głaskać, przesuwając dłonią po wewnętrznej stronie uda. — lubię twoje silne dłonie, one naprawdę na mnie działają — mruknęła mu wprost do ucha, a drugą ręką objęła. Chyba właśnie mamy b-i-n-g-o moi drodzy — mam dla Ciebie zwariować, a może... — zaczęła, nabierając głębokiego oddechu wprost do płuc. Naprawdę chciała zaciągnąć go już do publicznej toalety, pieniądze powoli przestawały grać rolę — wolałbyś, żebym krzyczała twoje imię? — dopytała, ostrożnie pochylając głowę, by móc musnąć delikatnie ustami płatek ucha Leo. Już teraz mógłby ją wziąć na blacie baru. Naprawdę.
Cudownie — wymruczała, przegryzając na moment dolną wargę — Vegas jest intensywne... chociaż do mieszkania tu zmusiło mnie życie, wiesz? — konkretniej wpierw rodzice, którzy postanowili przejechać nielegalną granicę z Meksykiem, a Luna później zdecydowała się uciec. Tak, życie naprawdę ją do tego zmusiło — hmm... dziesięć minut, ale nie wiem, czy damy radę tam dojść — dla niej atmosfera robiła się stanowczo zbyt gęsta. Westchnęła, kiedy się od niej odsunął, by zawtórować jej toast. Mógłby tu pozostać wraz z nią. Raz jeszcze mocno zaciągnęła się powietrzem. Tyle że Luna nigdy nie lubiła czekać.
— Leo... to zdrobnienie? Czy po prostu Leo? — zagadnęła ze zawadiackim uśmiechem — jesteś odważny jak lew, Leo? Czy bardziej harmonijny, jak libra? — dopytała wolno, oblizując wargi — Luna — czemu go nie okłamała? Nigdy w trakcie przygód na jedną noc nie zdradzała własnego imienia — czuj się wyjątkowo, rzadko kiedy zdradzam moje prawdziwe imię — w Las Vegas każdy mógł zostać każdym. Cindy, Rose, Daisy, Violet wiele imion przybierała, ale dziś intuicja podpowiadała jej coś totalnie przedziwnego — ale zaczarowałeś mnie... — przyznała, cały czas patrząc na jego usta. Ta chwila coraz bardziej przypominała prawdziwą torturę, której nie była w stanie pojąć — więc wypijmy, żeby... szybciej stąd zniknąć?
29 y/o
For good luck!
181 cm
właściciel pensjonatu The Rose Garden Inn
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jeżeli tego chcesz, to tak. Luna ewidentnie była seksowną wróżką spełniającą życzenia. Hmmm... zastanawiał się, czy to on miał problemy ze wzrokiem, bo był kompletnie zaślepiony pożądaniem czy może wypił już o wiele za dużo alkoholu? Luna była jedynym wyraźnym punktem w całym pomieszczeniu - jej kuszące usta, biały komplecik... Jezu, pragnął jej dotyku, nie tylko na swoim kolanie, ale na całym ciele, najlepiej bez zbędnych ubrań. Lampka w jego głowie, która jeszcze niedawno świeciła ostrzegawczo, teraz całkowicie zgasła i ogarnęła go tylko i wyłącznie męska fascynacja. Był kupiony, urobiony i gotowy na wszystko jak jedna z tych desperate housewives. Raki są bardzo intuicyjne oraz empatyczne, dlatego doskonale wiedziałam, kogo szukam i znalazłam. Tak? Naprawdę? Gdyby nie wypił tyle alkoholu, pewnie jakoś podważyłby ten astrologiczny bełkot, ale teraz jedynie uśmiechnął się czarująco w odpowiedzi, bo Luna powiedziała wszystko to, co było potrzeba. Szukała go i znalazła, po co drążyć temat? Zwłaszcza, gdy splatała ich palce i nachylała się bliżej w jego stronę. Wróżbiarstwo i ziołolecznictwo brzmiało egzotycznie, nigdy nie poznał żadnej wróżki ani zielarki, ale zawsze musiał być ten pierwszy raz. Seksu z taką akrobatką też jeszcze nie uprawiał, a chętnie by spróbował. - Brzmi interesująco, opowiesz mi o tym więcej? - mruknął, mimo że zupełnie go to nie interesowało, był prostym chłopem. Poza tym, hej! Wiedziała, jak uleczyć jego duszę! Brzmiało, jakby mogła uleczyć też jego nogę, ale wolał o to nie pytać. - Zrób ze mną, co tylko chcesz - uległ jej słowom albo inaczej mówiąc - po prostu jadł z jej ręki. Najchętniej przestałby owijać w bawełnę i po prostu udał się z nią do swojego pokoju hotelowego, jednak najpierw też musiał trochę poczarować słowami. Tak samo jak ona. Wiesz, Leo... - Tak? - wymruczał do jej ucha, gdy tylko wypowiedziała jego imię. Lubię twoje silne dłonie, one naprawdę na mnie działają. Zaśmiał się cicho, ale śmiech szybko został stłumiony przez pomruk zadowolenia, gdy położyła dłoń na jego kolanie, a zaraz go objęła. - To mamy ze sobą coś wspólnego, ślicznotko - odpowiedział. Boże, pod wpływem jej dotyku zniknął cały jego wcześniejszy opór. W głowie szumiało mu od alkoholu i zapachu jej perfum, a wszelkie logiczne argumenty, aby jej nie ulegać, zniknęły. Chciał ją rozebrać i cieszyć się widokiem jej nagiego ciała pod swoim. Mam dla Ciebie zwariować, a może... wolałbyś, żebym krzyczała twoje imię? Krew w jego żyłach zaczęła wrzeć na samą myśl o Lunie tracącej dla niego głowę i wykrzykującej jego imię w ciemnościach pokoju hotelowego. - Zdecydowanie to drugie - wychrypiał jej prosto do ucha, mocno zaciskając dłoń na jej talii. Gdy poczuł jej usta tuż przy swoim uchu... Matko, co ta kobieta z nim robiła? Po plecach przeszedł mu dreszcz. Był dorosłym facetem, a wystarczyła jedna tajemnicza nieznajoma, żeby odebrało mu rozum. - Choć myślę, że jedno nie wyklucza drugiego - dodał po chwili z lekkim uśmiechem. Zaraz jednak temat zszedł na życie w Vegas - według Leo ludzie przyjeżdżali tu tylko po to, aby przepuścić kasę podczas jednego weekendu, ewentualnie się zabawić. Tak jak on teraz, co właśnie sobie uzmysłowił. Poza tym myśl, że ktoś tu po prostu mieszkał, płacił rachunki i kupował bułki na śniadanie, była nieco abstrakcyjna. Nawet dla jego pijanego mózgu. - Powiedziałbym, że mi przykro, ale wtedy bym cię nie spotkał - mruknął pod nosem. Chwilę później dowiedział się, że od jej mieszkania dzieliło ich dziesięć minut - zdecydowanie zbyt długo. Dla porównania, jego hotel znajdował się po drugiej stronie ulicy. Decyzja właśnie została podjęta. - Zdrobnienie - odparł na jej pytanie o imię. Nie dodał jednak nic więcej, uśmiechnął się jedynie jak łobuz. Nie chciał zdradzać jej zbyt wielu szczegółów tak... od razu. I za darmo. - A jak myślisz, cancer? - spytał, odrobinę dziwnie się czując, nazywając ją rakiem, ale skoro ktoś tak nazwał znak zodiaku to nie miał zbyt wielkiego pola do popisu. I tak był z siebie dumny, że zapamiętał tę nazwę i nic nie pomylił. Chwilę później się przedstawiła. Luna. To imię pasowało do niej idealnie - było krótkie i tajemnicze. Mógłby mruczeć jej imię prosto do jej ucha przez całą noc, skoro nie nazywała się Beatrycze albo inna Genowefcia. - Śliczne imię... Luna - powtórzył, ustami niemal dotykając płatka jej ucha. - Skoro jestem taki wyjątkowy, to zadbam o to, żebyś zapamiętała tę noc - dodał, znów przesuwając swoją dłonią po jej ciele. Ten biały komplecik był śliczny, ale zupełnie zbędny. Jego dłoń na jej talii zacisnęła się mocniej, gdy zaproponowała, żeby wypili i stąd zniknęli. To była muzyka dla jego uszu. Nie potrzebował więcej zachęt. Resztki whisky w jego szklance zniknęły w sekundę, a on odstawił szkło na blat. Która to już była szklaneczka...? - W takim razie idziemy, zanim zacznę rozbierać cię wzrokiem na oczach barmana, co pewnie też by ci się spodobało, ale ja wolę mieć cię na wyłączność - oznajmił, po czym wstał, nie puszczając jej talii, i wyciągnął dłoń w jej stronę, aby pomóc jej zejść z wysokiego krzesła. Splótł ich palce ze sobą i poczuł znajomy dreszczyk emocji, gdy zaczął prowadzić ją w kierunku wyjścia. Opuszczenie kasyna i przejście przez tłum pijanych ludzi zajęło im kilka minut, ale dla niego liczył się tylko delikatny, kuszący uśmiech na jej twarzy. Gdy wyszli z dusznego budynku, szybko przeszli na drugą stronę ulicy, kierując się w stronę wejścia do hotelu. Poprowadził ją pewnym krokiem w stronę wind, mijając luksusowe lobby. Gdy tylko znaleźli się w windzie, a metalowe drzwi windy zamknęły się za nimi, Leo wybrał piętro siódme i... chwycił Lunę w talii obiema dłońmi i przycisnął ją do lustrzanej ściany kabiny. Nachylił się i bez ostrzeżenia po prostu ją pocałował, głęboko i zachłannie. Smakowała margaritą, ale zupełnie go to teraz nie obchodziło. Jego dłonie zaczęły niecierpliwie krążyć po jej ciele, przesunął nimi od talii w górę, a potem wplótł palce w jej włosy, by móc jeszcze mocniej pogłębić pocałunek. Winda ruszyła w górę, a on chciał jej tutaj, teraz, zaraz... Jednak nagle drzwi windy rozsunęły się, oznajmiając dojechanie na siódme piętro. Tak szybko? Nieee... Oderwał się od jej ust na moment, tylko po to, aby opuścili windę - szedł tyłem i przyciągał ją mocno do siebie, składając na jej ustach krótkie pocałunki. Zatrzymał się przy drzwiach prowadzących do jego pokoju, ale zamiast wejść do środka, przycisnął ją do drzwi i całował dalej. Może jednak powinni wejść do środka? Hmm... Mózg nie myślał. - Karta... mam ją w kieszeni - wymamrotał w jej usta, nie przerywając pocałunku. Sam zacisnął dłonie na jej biodrach. Miał nadzieję, że zrozumiała sugestię.

∧,,,∧
( ̳• · • ̳)
/ づ♡ Luna
isiek
wszystko do uzgodnienia
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”