34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i w sumie nic takiego
Madox nie lubił alternatyw, bo zawsze musiało być po jego, on z góry zakładał, że tak będzie...

Nie było.


Często przecież cały jego plan potrafił się wyjebać w jednej sekundzie, ale co z tego, on wtedy wymyślał nowy, na bieżąco. Dopasowywał się. Do niej też się trochę starał dopasować. Szukać z Pilar tego złotego środka pomiędzy jego wiecznie gorącą głową, a jej chłodną. Pomiędzy jego jakoś to będzie, a jej potrzebny nam jakiś plan.
Madox nie planował, on w to wchodził i czerpał ze wszystkiego na bieżąco. I tego też nauczyła go praca, bo kiedy żyjesz na granicy pomiędzy tym co dobre, a tym co złe. Kiedy siedzisz przy jednym stole z gangusami, a zaraz potem z policją, to po prostu musisz korzystać z tego, co oni ci dają. Jedni i drudzy. I on zawsze to robił, wykorzystywał chwile, czerpał z nich. Całe Emptiness na tym stało, na fundamencie z odpowiednio wyciśniętych momentów. Całe jego życie właściwie.

Dopóki nie pojawiła się w nim Pilar.


I jej musimy to przegadać, musimy mieć jakiś plan. Zastanowić się co z tym zrobić. Więc Noriega też postanowił się zastanowić, do tego stopnia, że jej pozostawił decyzję o ślubie. Dużo decyzji jej pozostawiał. Liczył się z jej zdaniem. A kiedyś przecież czegoś takiego nie umiał. Bo on decydował o sobie, o klubie. Stewart w pewnym sensie wywróciła jego życie do góry nogami, ale on wcale się tym nie przejmował. Pozwalał jej na to. Na kolejne zmiany.
Bo przecież on się nigdy ich nie bał.

Zmian.


I jakby mu powiedziała, że oni naprawdę przeprowadzają się tutaj, żeby zamieszkać w tej budce ratownika, a od jutra zaczynają kurs, żeby się przebranżowić, to pewnie by jej odpowiedział, że zajebiście.
- A może Madox ratownik lubiłby poleżeć do dwunastej w łóżku? Bo ty byś musiała zrywać się rano, żeby wiesz... robić taką przebieżkę jak Pamela Anderson w słonecznym patrolu - zerknął na jej piersi, a nawet zaczepił o nie palcem, ale zaraz znowu się roześmiał, znowu do niej wyrwał - myślisz, że dalibyśmy radę tak codziennie imprezować? - kiedyś przecież Madox dawał. Niekończące się imprezy w Emptiness, odsypianie ich do dwunastej, a potem od nowa. A teraz co? Teraz otwierał tylko te imprezy i zwijał się gdzieś w połowie, żeby jednak złapać te kilka godzin z Pilar.

Już nie mieszkał w klubie.


Na jej kolejne słowa spuścił spojrzenie na jej smukłe palce zaciśnięte na złotych medalikach, przechylił na bok głowę.
- Na biurku szefa... Wiesz, że... - podniósł na nią spojrzenie, wbijając ciemne tęczówki w jej piękne, czekoladowe oczy. Uśmiechnął się zadziornie. Bo wszyscy przecież zakładali, że gabinet Madoxa, ten na górze, to jest jakieś pierdolone królestwo rozpusty. Sodoma i Gomora całego Emptiness. A to nieprawda - ja właściwie nigdy nie zapraszam lasek na górę. To jest mój gabinet, jest tam moje biurko, mój pies, mój sejf, mój fotel... - może jeszcze dłużej by jej wymieniał te wszystkie jego rzeczy, które tam się znajdują, ale widział to jej ciemne spojrzenie - nigdy nie posuwałem tam żadnej laski - dodał w końcu. Ale taka była prawda, jego gabinet to trochę taka jego świętość. Chociaż w Emptiness wszyscy gadali, że Madox zaprasza tylko te panny na piętro. A tak naprawdę to on na zapleczu je obracał, albo w lożach - ale na dół cię zaprosiłem - to też musiał dodać i zaraz szarpnął się do niej, żeby musnąć wargami zaczepnie jej pełne, gorące usta. Na dole też właściwie zabawiali się jego klienci, a policja to nawet nie wiedziała o tym miejscu. Pilar mogła się czuć wyróżniona, bo nie tylko Madox nie miał przed nią tajemnic, ale jego klub też.
Jego mieszkanie też wcale nie, dlatego kiedy zapytała o te klucze, to zaraz skinął głową.
- Dostaniesz, nawet... dopiszemy cię na tej karteczce na skrzynce pocztowej - mrugnął do niej jednym okiem, zaczepnie, a na jej kolejne słowa znowu się uśmiechnął - a jaki? Zresztą jaki chcesz, papryczkę czili na przykład - pochylił się do jej nagiego ramienia, żeby szczypnąć na nim skórę zębami. Pasowałaby do niej taka ognista papryczka. Przesunął nosem po jej szyi do ucha, a kiedy mówiła o korzyściach, które czerpali z tego, że jednak Rosa i Riczi mieszkali z nimi, to pokiwał głową - i ma kto wychodzić z psem, a Rosa kiedyś nawet odkurzała - w zasadzie nie mieli takich najgorszych tych lokatorów (może zmienią zdanie jak wrócą i zobaczą, że spalili im pół kuchni, ale na razie nie wiedzieli).

Z szybkich obliczeń Madox wychodziło, że byli tu... oj grubo ponad godzinę.

Zdecydowanie.


Ale na jej pytanie strzelił tylko oczami w sufit, chociaż zaraz już omiatał nimi to całe pobojowisko.
- Piętnaście - rzucił i znowu pokazał jej język, ale prawda jest taka, że zdawał sobie sprawę, że to nie trwało piętnaście minut, ale chyba nie, że aż tyle. Może coś jednak jest w stwierdzeniu, że szczęśliwi czasu nie liczą? A oni dzisiaj to naprawdę byli kurewsko szczęśliwi.
Westchnął ciężko, kiedy z niego wstawała i jeszcze przesunął palcami po jej biodrze, udzie i łydce zaczepiając ją.
- Dobra, wschód słońca na molo brzmi zajebiście - rzucił w końcu i zaraz zerwał się z ziemi. Zaraz się przeciągnął i pokręcił głową rozciągając mięśnie. Rzeczywiście czuł się jak po jakimś intensywnym treningu. Wyczerpany, w ten najlepszy możliwy sposób. Wciąż na endorfinowym haju. Znalazł swoje bokserki gdzieś na lampie, jakim cudem one wiecznie lądowały w jakiś dziwnych miejscach, to nie miał pojęcia, po prostu chyba impulsywnie je z siebie ściągał i pierdolnął gdziekolwiek. Obejrzał się na Pilar wciągając je na tyłek. Zaraz zebrał też z podłogi spodnie i koszulę, akurat te dzisiaj wylądowały gdzieś pod ich nogami, gorzej z butami. Jednego znalazł pod biurkiem, a drugi... Może zrzucił go już po drodze na górę? I pasek... Pasek rozpiął już na molo.
Dopiero na to pytanie o majtki uniósł spojrzenie na Pilar. Sięgnął do kieszeni na tyłku i wyjął jej koronkową bieliznę.
- A jakby zostały na molo, to znowu jakiś szczyl by je sobie zakładał na głowę - zakręcił nimi na palcu - chociaż może ja przymierzę? - zapytał, a kiedy do niego po nie podeszła, to podniósł je w górę, żeby musiała do niego sięgnąć, skorzystał z okazji łapiąc ją za pośladek i skradając z jej ust pocałunek, zaczepny, krótki.
Oddał jej majtki, a zaraz wyszedł z budki, żeby rozejrzeć się za swoim butem - dobra chyba jest na dole - stwierdził i jeszcze wrócił się do Pilar, żeby jeszcze raz stanąć obok niej i omieść spojrzeniem to pobojowisko. Na podłodze przed nimi leżały rozsypane jakieś naklejki, koła ratunkowe i napis Gudalupe, może jakieś logo lokalnych ratowników? Madox oczywiście się schylił i... zakosił dwie takie naklejki - na lodówkę... Jedna, a druga wiesz gdzie - jeszcze ją szczypnął w pośladek zanim wyszli.

Recibirás tus llaves y todo lo que quieras ✧˚ ༘ ⋆。♡˚🏠︎
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słoneczny patrol brzmiał dobrze.
Nawet można powiedzieć, że Pilar widziałaby się w tej roli. Nieco innej niż policyjne wdzianka, nieco mniej niebezpiecznej, ale przecież wciąż ratującej życie. Wciąż miałaby realny wpływ na to, żeby pomóc komuś w potrzebie. A może nawet nie tylko tonącym? Biorąc pod uwagę, ile oni rozmów przeprowadzili na jednej imprezie na plaży, jak pomogli Anointemu, dzieciakom, może mogłaby nawet praktykować jakieś porady psychologiczne? Miłosne? Mówiło się przecież, że najlepszymi terapeutami byli ci, co chuja wiedzieli. A może nikt tak nie mówił. I to też jest okej.
Tak samo jak o k e j była informacja, którą Madox zaraz się z nią podzielił. Czy zdziwiło ją, że nigdy nie obracał żadnej panienki w swoim biurze? Tak. Chociaż widziała przecież dobrze, że był człowiekiem z zasadami. Miał jakieś swoje odchyły, których się trzymał i sam przecież powtarzał, że nie mieszał pracy z przyjemnością. Nigdy nie wyrywał swoich pracowników, to i była w stanie uwierzyć w to, że nie obracał lasek na swoim wypolerowanym biureczku czy szerokim, skórzanym fotelu.
Skoro tak stawiasz sprawę, to może jednak wpadnę — skwitowała zadowolona, uśmiechając się do niego zaczepnie. Przesuwając dłonią po łańcuszkach, w końcu musnęła jego nagą skórę, przejechała wzdłuż dzielnego, ryczącego lwa opuszkami, który teraz plątał się z ledwo już świecącą farbą, wciąż piękną, bo w kształcie jej dłoni. Było nawet widać na nich linie papilarne Pilar. Dokładne ścieżki, którymi błądziła, gdy się malowali. — A breloczek z chilli brzmi zajebiście — dodała już przy zakładaniu sukienki, którą powoli i niechętnie naciągała na siebie. Wciąż ze sobą walczyła. Z jednej strony za nic nie chciała stąd wychodzić. Chciała wziąć go jeszcze raz, może tym razem na ścianie albo półce z deskami do surfowania przy drzwiach, przekonać go do tego, że trzy to wcale nie była tak duża liczba, a w tym samym czasie była tak wymęczona i spełniona, że chyba nie byłaby w stanie pracować odpowiednio biodrami. Dlatego kiedy tylko okazało się, że to Noriega miał jej majtki, od razu do niego ruszyła, by je od niego odebrać. Zamachnęła się ręką, ale wtedy on wykorzystał ten moment i skradł z jej ust pocałunek, łapiąc ją za tyłek. Nie miała zamiaru zostawać dłużna, dlatego na szybko naciągnęła materiał i bezczelnie zarzuciła mu je na głowę.
Tak? — zaśmiała się, przypominając sobie dzieciaka spod przebieralni, który bawił się jej majtkami w dokładnie taki sposób. Przyjrzała mu się na moment, na to jak blond loczki wystawały ze wszystkich stron spod koronki. Wyglądało to na tyle komicznie, że nie była w stanie powstrzymać głośnego śmiechu, gdy je z niego ściągała. — Jednak lepiej wyglądają na mnie — przyznała i w końcu założyła je na tyłek. Odszukała swoje adaśki gdzieś pod biurkiem i szybko zarzuciła na stopy. A torebka? Torebka odnalazła się na ganku, zawieszona na jednej z drabinek. Nie miała pojęcia jak to się tam znalazło. Wyleciało przez okno? Może razem z butem Madoxa, bo ten również okazał się leżeć gdzieś w piachu.
Vamos — zarządziła, ruszając przodem w stronę prawdziwego molo. Nie tego, na którym skończyli oglądając fajerwerki, ale długiego, solidnego pomostu na wielkich filarach. Droga na sam koniec ciągnęła się w nieskończoność, aż Madox zdążył ją dogonić i objąć ramieniem, a nim rozłożyli się na chłodnych deskach, niebo akurat zaczęło robić się lekko pomarańczowe. Piękne to były chwile. Trochę pogadali, Madox przykleił jej na lewą pierś jedną z naklejek, którą znalazł w chatce, a wschód sam w sobie wyglądał o b ł ę d n i e. Każdy wschód jaki przyszło im oglądać w Meksyku był piękny. Ten na klifach również. I nawet nie musieli na nie wstawać — oni po prostu nic tu nie spali. Bo czym były te dwie godziny przed imprezą w perspektywie całych trzech dni? Jebane szaleństwo.
A potem ruszyli do domu Esme. Na piechotę, bo okazało się, że znaleźć taksówkę o tej porze w Guadalupe graniczyło z cudem. Jedni wracali z imprez, inni już zbierali się do pracy w polu i na targu… A w tym wszystkim oni. Szczęśliwi do granic możliwości, spacerujący wśród budzącego się do życia miasteczka, przy pięknym wchodzie słońca, wtuleni i sprzeczający się o to, kto robi pranie po powrocie. Czy mogło być coś piękniejszego?
Pewnie mogło.
Ale nie w tej bajce.
Bo kiedy tylko doszli pod dom, który przecież znali już na pamięć, Pilar od razu zauważyła nie tylko rozchyloną furtkę — bo akurat o tym mogli zapomnieć — ale również otwarte drzwi. A te Noriega zamykał na sto procent. Sama brała od niego klucze.
Madox… — przystanęła na moment, zatrzymując go za koszulę i spokojnie wskazała odpowiednie miejsce. Uśmiechy w sekundę poznikały z ich twarzy, a serce Pilar zabiło mniej. Za długo było im chyba za dobrze. A może był to zwykły przypadek? Może. Jedno było jednak pewne — i tak musieli to sprawdzić.
Chciała iść przodem, ale oczywiście jej nie pozwolił. Złapał ją tylko za rękę i pociągnął, próbując chować za sobą, chociaż Pilar i tak z chwilą wejścia do domu, wyrwała mu się i przeszła przez próg.
Dom wydawał się pusty, bo dookoła było cicho, ale to co zastali w środku, jasno wskazywało na to, że otwarty zamek wcale nie był przypadkiem. Mieszkanie było doszczętnie s p l ą d r o w a n e. Każda szafka leżała rozwalona na podłodze, ciuchy walały się wszędzie, wazony były porozbijane, a szuflady wysunięte. Ktoś tu ewidentnie czegoś czukał.
Ja pierdole — tylko tyle była w stanie z siebie wyszeptać. Automatycznie sięgnęła do torebki, łapiąc ten pożal się Boże paralizator od Lopeza i ruszyła w stronę kuchni. Tam było dokładnie to samo — jedzenie walało się po podłodze, krzesła jeden na drugim. Nie było również telefonu, który Esme zostawiła dla Madoxa. Za ten czas gdy Noriega poszedł sprawdzić sypialnie, ona przeleciała łazienkę.
Pusto — powiedziała stanowczo, chociaż w jej głosie było słychać, że jest zdenerwowana. Podniosła ciemne spojrzenie do oczu ukochanego. — Telefon z blatu zniknął — dodała, nagle myśląc, że to po części mogło być istotne. — Co się tu kurwa stało? — I jak już pomyślała o telefonie, tak sięgnęła w końcu po swój własny. Bateria wskazywała jakieś marne dziesięć procent, a na wyświetlaczu dwadzieścia nieodebranych połączeń zmieniło się w czterdzieści sześć. Czterdzieści siedem jebanych nieodebranych połączeń. I kilka smsów. Głównie od Eliota z pytaniem gdzie byli i czemu nie odbierali. I na końcu ten jeden, który zaraz pokazała Noriedze:
Gonzales uciekł podczas transportu.
Serce podeszło jej do gardła, a dłoń mimowolnie zacisnęła się na koszuli Madoxa.
I wtedy w ogrodzie coś trzasnęło.
Kurwa.

𝚖𝚒𝚎𝚛𝚍𝚊 \(”˚☐˚)/ 𝚖𝚒𝚎𝚛𝚍𝚊
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, rozpierdol i duża dawka chaosu
Skoro tak mu powiedziała, że może wpadnie do jego biura przetestować to biurko, które on robił na specjalne zamówienie, na które wywalił kupę siana, to mogła być pewna, że Madox będzie teraz do tego dążył, że łatwo jej tego nie odpuści. Tak samo jak tego breloczka z papryczką czili, nawet jeśli wybrałaby coś innego, słodkie sombrero? Marakasy? Czy cokolwiek, co wpadło by jej w oko, to przecież mogła mieć też papryczkę, taką od niego, która będzie jej przypominała o tej ognistej, meksykańskiej przygodzie.

Której on też wcale nie chciał kończyć.


Ale zaraz stał przed nią, z jej majtkami, które naciągnęła mu na głowę, aż przechylił ją na bok, a potem parsknął śmiechem, zaraz jej pytał, czy mu w nich do twarzy i czy teraz mu się myśli rozjaśnią. Nie rozjaśniły się. Bo znowu się na nią nakręcał, aż się szarpnął i ugryzł ją gdzieś w szyję, dobrze, że jednak ściągnęła z niego tą koronkę...
Dobrze, że założyła je na siebie, bo on przecież wciąż sięgał do krwistoczerwonych falban jej sukienki podwijając ją.

Vamos.


Dobrze, że go pospieszyła, bo on się jeszcze ociągał. Żal mu było stamtąd wyjść. Jeszcze się odwracał, kiedy zapinał spodnie, kiedy przewlekał przez szlufki pasek, żeby zapiąć ozdobną klamrę. A kiedy zakładał buta, to opierał się o te belki, do których ona się wczoraj łasiła, kusząc go. Też by ją może jeszcze poprowokował, ale ruszyli w kierunku molo, a wschód słońca, który rozżarzył niebo kolorami był naprawdę zjawiskowy. Kolejny piękny wschód słońca, który oglądali w Meksyku.
Naprawdę spędzili tu niesamowite chwile, i przy tych widokach, bez nich... a nawet u Pablo. Cały Meksyk był... intensywny, doświadczył ich na tak wielu płaszczyznach, że Madox trochę żałował, że to już koniec... że za kilka godzin muszą wsiąść w samolot i wrócić do zimnego, szarego Toronto. Znowu.

Oni powinni mieszkać w jakiejś słonecznej Kolumbii, Hiszpanii, albo Meksyku.


I po drodze to właśnie Madox nawijał Pilar, że ten ich dom z ogródkiem to powinni sobie kupić tutaj, może ten w którym się jej oświadczył? Albo może powinni zabrać klucze do domu Esme i wtedy mogliby tu w każdej chwili przylecieć.
Mogłoby być pięknie, długie noce na dzikiej plaży, malownicze wschody słońca, i dom.

Rodzinny dom jego matki.


Tylko zaraz okazało się, że nie mogło być tak pięknie. Madox nawet nie zauważył otwartej furtki.
- I gotowałabyś mi buñuelos, jakbyśmy tu przyjeżdżali na wakacje... - urwał dopiero kiedy złapała go za koszulę. Ciemne tęczówki zaraz spoczęły na uchylonych drzwiach. Od razu zacisnął mocniej palce na jej ręce szarpiąc ją do tyłu, za siebie, odruchowo - zaczekaj - rzucił, ale czy naprawdę liczył na to, że ona tu na niego zaczeka?
Nie.
Na co liczył?

Nie wiedział, ale i tak się nie zawahał, nie zastanowił nawet, tylko ruszył naprzód. Wszedł do środka i od razu omiótł pomieszczenie spojrzeniem, nie zrobiło na nim jakiegoś wielkiego wrażenia. Pewnie widział już takie rzeczy, ale... Esme przecież była przekonana, że nikt nie wiedział o tym miejscu. A jednak ktoś wiedział.
Puścił rękę Pilar robiąc kilka kroków w głąb pomieszczenia, deptając leżące na podłodze ciuchy, bibeloty i inne rzeczy, które przecież kilka godzin wcześniej nadawały temu wnętrzu jakiegoś takiego przytulnego charakteru. Teraz panował tu pierdolony chaos, jakby przez dom przeszło tornado, jakby coś kurwa wywróciło go do góry nogami.
Ktoś właściwie.
- Uważaj - tylko tyle jej powiedział zanim poszedł sprawdzić sypialnię, też była pusta, ale wszystko leżało wywrócone do góry nogami, materac pocięty w strzępy, pościel w czerwone róże też. Nawet te ładne sukienki Esma komuś przeszkadzały.
Kiedy spotkali się z powrotem w salonie, to Madox zaraz ruszył do Pilar, stanął przed nią, z ciemnymi tęczówkami utkwionymi w jej oczach. W domu może i było pusto, ale na pewno nie bezpiecznie, bo skoro ktoś tutaj wtargnął, to równie dobrze mógł wciąż obserwować chatę i Madox nawet już miał jej to powiedzieć, już sięgał do jej ręki, żeby ją szarpnąć do drzwi, żeby powiedzieć to spierdalamy, tylko wtedy Pilar zapytała o ten telefon, a właściwie to stwierdziła, że go nie ma. Tylko...
- Właściwie... - zaczął Madox i przeszedł do kuchni, otworzył szafkę pod zlewem. Schował ten telefon w międzyczasie, bo może Madox nie myślał na przód, nie zakładał z góry jakiś czarnych scenariuszy, to jednak czasem miał jakieś swoje przeczucie - szukali czegoś, co doprowadzi ich do Esme, tylko... nikt nie miał wiedzieć o tym miejscu - rzucił i już się schylał, żeby wyjąć telefon, który schował gdzieś za rurami. A jednak kiedy Pilar wyciągnęła w jego kierunku swój, to się wyprostował i zerknął na wyświetlacz - kurwa - wyrwało mu się od razu - myślisz, że Pablo wiedział o tym miejscu? - wyszedł zza lady, żeby stanąć obok niej. Właściwie nie wiedzieli jeszcze przecież co tak naprawdę zaszło między Gonzalesem, a Lopezem. Może wiedział?
Madox już otworzył usta i chciał to powiedzieć Pilar, ale wtedy coś trzasnęła w ogrodzie. Głośno. Kontrastowo do tego spokoju, który panował w całej okolicy. Noriega od razu chciał się tam wyrwać, bo przecież on zawsze to robił. Nie zastanawiał się, tylko działał.

Tylko szedł na przód.


Ale tym razem się zastanowił. Tym razem stanął przy Pilar żeby złapać ją za przedramię, przytrzymać w miejscu, bo przecież ona też mogła się tam wyrwać pierwsza. Oparł palec na ustach, żeby ją uciszyć, bo może nie narobili tyle szumu, żeby zwrócić na siebie uwagę?
Najwidoczniej nie, bo kiedy Madox pociągnął Pilar do okna, to po ogrodzie kręciło się jakiś dwóch facetów. Był też trzeci, który stał pod tym krwistoczerwonym różanym krzewem, palił cygaro, bo biała stróżka dymu tańczyła nad jego głową, ale nie było widać kto to... Chociaż ta koszulka i złoty zegarek na nadgarstku wyglądały znajomo.
Noriega zaraz szarpnął Pilar na dół, pod okno, kiedy jeden z facetów odwrócił się w ich kierunku. Grubas. Ten sam, którego spotkali w domu Esme.
- Kurwa... czyli jednak oni wiedzieli o tej chacie - wyszeptał i jeszcze raz zajrzał w ciemne, piękne oczy Pilar - jest ich trzech i na pewno mają broń... ale trzeba dorwać tego pod różą, a ja mam tylko to - to nawet nie był paralizator, tylko nóż, który wyniósł z magazynów Pablo, ale... dobrze leżał w dłoni, od razu było widać, że to wojskowy nóż. A Madox... chyba wolał już noże niż spluwy.
Mogli też spierdolić...
Nie mogli. Bo co jeśli pod różą stał Pablo? Musieli go załatwić raz a dobrze, bo jeśli uciekł, to bardziej niż pewne jest to, że najpierw zajebie ich, a potem znajdzie również Esme, Lopeza i Aurę. Pablo Gonzales nie był jakąś pierdoloną płotką, facet od ponad dekady handlował bronią i był nieuchwytny.
Madox już otworzył usta, już miał jej przedstawić jakiś plan, ale wtedy ta poluzowana deska na ganku, pod którą Esme chowała dokumenty i pieniądze zaskrzypiała pod naporem czyiś kroków.
- Kurwa szefie, tu jest jakaś skrytka... - usłyszeli głos Grubego tuż za drzwiami.
Kurwa. To była ich szansa. Oboje to wiedzieli, a na pewno wiedział to Madox. Bo kiedy szef podszedł, żeby zobaczyć skrytkę, to Noriega nawet nie zaczekał, tylko wyrwał się do przodu, szarpnął drzwi i wyskoczył przez nie na zewnątrz, miał do pokonania trzy schodki, wiedział gdzie znajduje się skrytka. Dobrze wymierzył. Dobrze też chwycił ich szefa za koszulę i już po chwili obaj polecieli na tą soczyście zieloną trawę u dołu schodów. Oni mieli broń, ale Madox miał nóż... Element zaskoczenia... i Pilar.

mujer gangster 💥𝕭𝖆𝖓𝖌 𝕭𝖆𝖓𝖌💥
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, broń, brzydkie rzeczy
A miało być kurwa pięknie.
Przez bite dwa dni pomagali innym. Skakali wokół całej sytuacji z Esme, produkowali się i narażali życie, pomimo tego, że przecież przyjechali tutaj przede wszystkim na w a k a c j e. I kiedy w końcu Pilar zaczęła wierzyć, że od wieczora to już ten moment; moment, w którym czas spędzony wspólnie będzie tylko ich... oczywiście musiało się coś wyjebać. Wszechświat nie byłby sobą, gdyby pozwolił im po prostu być, czuć, żyć po swojemu.
I czego ktoś tu kurwa szukał?
Nie minęło kilka sekund, a w jej głowie już kłębiły się setki myśli kto, jak i dlaczego. A w tym ta najgorsza, która oscylowała wokół scenariusza, w którym Esme i Lopezowi wcale nie udało się opuścić Meksyku… nie chciała tam wędrować myślami, ale przecież taka opcja też była. Aż chłodny prąd przebiegł po jej plecach i za nic nie przypominał tych przyjemnych dreszczy, które serwował jej Madox jeszcze w domku na plaży. Z drugiej strony, skoro ktoś tak bardzo przetrzepał to miejsce, raczej chciał się dowiedzieć więcej. Szukał ich. Kobiety, która zdradziła swojego męża, uprowadziła mu córkę i do tego wszystkiego wzięła ze sobą tego jednego skurwiela, któremu każdy ufał, który miał się nią zająć. Stewart miała nadzieje, że faktycznie zajął i teraz byli już w słonecznej Hiszpanii. Że chociaż oni mieli wypragniony spokój.
Uważnie obserwowała Noriegę, kiedy zaczął grzebać w szafce pod zlewem, wygrzebując telefon. Kiedy go schował? Przecież jeszcze jak wychodzili z domu, jak ubierała na siebie sukienkę, leżał na ladzie. Ale to dobrze. Kurewsko dobrze. Aż uśmiechnęła się pod nosem i chciała go pochwalić, tylko zanim to zrobiła, spojrzała na telefon, na te milion nieodebranych połączeń zapewne od lokalnej policji i smsy od Eliota.
Pierdolony Pablo.
Wbiła spojrzenie w Madoxa, gdy spytał, czy myślała, że Gonzales wiedział o tym miejscu. Pokręciła głową.
Nie wiedział — opowiedziała mu praktycznie od razu, starając się wydawać z siebie najbardziej stłumione dźwięki, jakie tylko się dało. — Gdyby wiedział, jego ludzie byliby tu zaraz po akcji w hacjendzie — tego była akurat przekonana. A co za tym szło… — Wtedy zastalibyśmy tutaj dwa trupy jeszcze jak wróciliśmy wtedy z domu… — ciężko przeszło jej to przez gardło, ale taka była prawda. Esme i Lopez byli do odstrzelenia po zdradzie, jakiej się dopuścili. To nawet nie podlegało żadnej wątpliwości i chwała kurwa Bogu, że Pablo i jego ludzie dowiedzieli się o istnieniu tej chatki dopiero teraz. Ciekawe kto puścił parę. Albo…
Kurwa, a jak oni nas śledzili z Acapulco? — musiała to powiedzieć. No kurwa musiała wziąć pod uwagę również ten scenariusz. W końcu jak tu przyjechali dom był w idealnym stanie, a teraz wracaja i co? Jak do tego doszli? Już chciała do bardziej rozkminiać, rozłożyć na czynniki pierwsze, jako zaplanować dalsze działania, ale przecież on się nie zastanawiał. Już pokazywał jej nóż.
Nie — warknęła, zaciskając palce na jego koszuli. — Madox, nie. Nie masz pojęcia, ilu ich tam tak naprawdę jest — tylko jaki ona miała lepszy plan? Cóż, pewnie najbardziej rozważnie byłoby po prostu uciec i zadzwonić do małżeństwa Montoya, żeby się tym zajęli. Do Eliota. Po prostu na policje. Cokolwiek, tylko nie wbiegać tam z jebanym nożem i nie wiadomo czy działającym w ogóle paralizatorem i próbować coś ugrać. Tylko co z tego, jak on już postanowił? Stewart nawet nie zdążyła się ponownie odezwać, a Noriega już wyrwał się do przodu.
Kurwa.
Poziom nienawiści i jednoczesnej miłości do tego człowieka, jaki Pilar miała w sobie, był po prostu niezrozumiały. Miała ochotę go rozszarpać i całować w tym samym czasie. Oba przypadki do utraty tchu. Finalnie wybrała jednak trzecią opcję, jaką było pomóc mu. To nawet nie podlegało dyskusji. Dlatego gdy tylko Noriega poleciał do przodu przez drzwiczki w kuchni i wylądował z szefem na podłodze, ona zacisnęła palce mocniej na paralizatorze i wybiegła zaraz po nim, kiedy wszyscy zaaferowani byli tym, co działo się na trawie tuż obok skrytki, która pewnie już była pusta. A przynajmniej powinna.
W pierwszej kolejności dopadła do grubasa, który swoją dłoń już zaciskał na pasku z bronią. Serce waliło jej mocno w piersi i chociaż kilkanaście minut temu całe jej ciało było przemęczone do granic możliwości, tak teraz w żyłach na nowo szalała adrenalina. Przystawiła urządzenie do pulchnej szyi, a charakterystyczny klikający dźwięk wybrzmiał dookoła. Facet momentalnie puścił wolno ręce, a całym jego ciałem wstrząsnęły spazmy tak mocne, że nawet największy siłacz nie byłby w stanie nad tym zapanować. Chciała przytrzymać to najdłużej jak się dało, by mężczyzna chociaż stracił przytomność, ale drugi facet był o wiele bardziej przytomny i zwinny niż gruby i już mierzył do Pilar z broni.
Puszczaj go, suko!! — warknął, wystawiając pistolet na sztywno wyciągniętej ręce. — Albo rozpierdole ci łeb — nie kojarzyła teog faceta z pierwszej wizyty u Esme. I miało to w sumie sens, facet pewnie był bezpośrednio od Pablo. Nie to co gruby, którego łatwo było podejść. Ich spojrzenia przecięły się na kilka sekund i Stewart nie miała pojęcia, czego mogła się po nim spodziewać. Strzeli? Wyglądał, jakby strzelił.
Rzuć broń, albo skręce mu kark — i tak musiała spróbować. Facet jęczał z bólu, ledwo stojąc na własnych nogach, aż Stewart musiała go sobie przytrzymać. I kurwa chwała Bogu, że to zrobiła, bo facet, z którym próbowała negocjować wcale nie miał zamiaru się bawić. Nawet nie dał jej dokończyć zdania do końca i po prostu strzelił. Strzelił przed siebie. W miejsce, w którym jeszcze chwile temu była głowa Pilar, ale w momencie strzału trzęsące się ramię jego grubego, które przyjęło na siebie kulkę.
Kurwa.
Serce waliło jej jak oszalałe, sama Stewart nie była pewna, gdzie poleciała kula i facet chyba też nie, bo przez moment stał w bezruchu i to był jej moment. Bo gdy gruby osuwał się z bólach na ziemie, wykrwawiając się, ona sięgnęła do jego paska i wyciągnęła broń. Odskoczyła spod ciała grubego i wycelowała prosto w faceta, który oddał strzał. On również w nią mierzył. To tutaj w siłach mieliśmy jeden do jednego. A co tam u Madoxa?


🦅🥷🏻𝕸𝖆𝖋𝖎𝖆𓆰♕𓆪⚔️
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, strzelanie, mordobicie i oddech śmierci znów na karku
Wszystko zgodnie z planem.


Taki sms widniał na wyświetlaczu telefonu, który spod zlewu wyciągnął Madox. Czyli Esme i Lopezowi się udało. Ich plan wypalił, szkoda tylko, że ten Madoxa i Pilar wiecznie się walił. Nie było jeszcze chyba tak, żeby oni coś sobie założyli z góry i poszło według tego, los na ich drodze bez przerwy stawiał nowe komplikacje (dzięki zgroza i kasik).
Jedyny plus był taki, że oni się nigdy nie poddawali.

Nie łamali się.


Z nowej rzeczywistości wyciskając wszystko do cna. I z tego włamania też musieli to wycisnąć, bo skoro Pablo uciekł. Skoro był tutaj, to musieli go załatwić, musieli to dokończyć zanim wyjadą. Bo przecież w Toronto i tak nie będą bezpieczni. Niepotrzebny im był na głowie jeszcze Gonzales.
Słuchał słów Pilar, miała rację, Pablo nie mógł wiedzieć, bo już dawno zrobiłby nalot, to musiało wyjść teraz, w tej chwili. Może i Madoxa i Gonzalesa różniło wiele, ale... łączyła ich na pewno ta gorąca krew. To, że działali, bez chwili zawahania, teraz. Już.
Na jej pytanie o Acapulco pokręcił głową.
- Odjebali by nas kiedy zajmowaliśmy się sobą, ewentualnie złapali i próbowali coś wycisnąć - nikt by nie czekał aż oni sobie stąd wyjdą na plażę, żeby przeszukać dom, bo to już nie był ten kaliber gangsterki. To był kurwa najgorszy sort.
Zdecydowanie gorszy niż to co wiedzieli w hacjendzie Pablo pierwszego dnia. Ochrona Esme miała swoje braki. Ci od jej męża byli gorsi. Przecież mogli to uświadczyć wtedy na urodzinach Aury, tam nikt się nie wahał. Chociaż... mieli jedną słabość. Pablo. Jego życie ponad wszystko.
I jeśli chcieli cokolwiek ugrać, to musieli to wykorzystać.
- Trzech... zakładamy, że trzech - bo Madox przecież zawsze zakładał te najlepsze scenariusze, bo przecież... musiało być dobrze.
Nie było.
Ile kurwa razy nie było.

- Jeśli to jest Pablo i stąd spierdoli, to... nie wrócimy do Toronto - no przecież nie chcieli wracać... A może już chcieli? Zdecydowanie tak.
Przecież mieli brać ślub, mieli jej kupić breloczek do kluczy i przetestować biurko w jego gabinecie.
Tylko, że Madox nie dał się im nawet zastanowić, bo kiedy deski zaskrzypiały pod naporem Grubego, kiedy ten zawołał szefa, to trzeba było się ruszyć i to wykorzystać. Nie było innej opcji, wziąć to co dawał los i wycisnąć do jebanego cna. Noriega tylko jeszcze spojrzał w te ciemne, przenikliwe oczy Pilar, tylko jeszcze posłał jej ten ostatni uśmiech, taki, który miał mówić, że będzie dobrze...
A potem to już wszystko potoczyło się szybko. Kopnął w drzwi, tak, że odskoczyły szybko i kiedy szef pochylał się nad dziurą w podłodze, to Madox już łapał go za koszulę, szarpnął go mocno, polecieli w dół, po schodach, trzy stopnie w dół, na trawę, soczyście zieloną, idealnie przyciętą. I dopiero kiedy zaczęli się szarpać, to Noriega dostrzegł, że...

to wcale nie był Pablo.


Jakiś facet, chyba widział go u Pablo... Wtedy kiedy byli u Esme po raz pierwszy, kojarzyła mu się ta twarz, równo przystrzyżone czarne włosy, ulizane do tyłu na żel, złoty zegarek i jasna polówka. Był podobny do Gonzalesa, ale to nie był on. Tylko, że to nie był moment, żeby się nad tym zastanawiać. Na górze schodów zapiszczał paralizator, a Madox wykorzystał sytuację i wymierzył gościowi cios, a potem kolejny, nawet udało mu się go drasnąć nożem. A w momencie, w którym huk wystrzału przeciął ciszę, to Noriega odruchowo chciał patrzeć w górę, szukać spojrzeniem Pilar. Przecież zawsze to robił. Ale nie tym razem. Tym razem się skupił i on też odpowiednio chwycił faceta przed sobą, za łeb. Wsuwając przedramię pod brodę i przykładając ostrze wojskowego noża do jego szyi. Jednym pociągnięciem noża mógł podciąć mu gardło. I wiedział jak to zrobić, w którym dokładnie miejscu ciąć. Dopiero kiedy facet się szarpnął, a Madox wbił mocniej ostrze w jego szyję, tak, że spłynęła po niej stróżka krwi, to podniósł ciemne tęczówki na ganek, gdzie Pilar celowała do trzeciego faceta, a on do niej.
- Rzuć broń bo poderżnę mu gardło! - krzyknął, ale mężczyzna chyba nie miał zamiaru, tylko... teraz nie za bardzo wiedział w kogo ma celować.
Szef za to znowu się szarpnął.
- Spokój kurwa, nie żartuję - warknął Madox i tylko szarpnął go za włosy poprawiając ułożenie noża.
Mógł mu podciąć gardło, wiedział jak.
Powinien to zrobić.
Nie mógł, nie kiedy Pilar stała tam na przeciwko faceta z bronią.
- Rzuć to kurwa! - znowu ryknął Madox dociskając mocniej nóż, skóra pękała pod jego naporem bez żadnego wysiłku. I gość ze spluwą chyba rzeczywiście chciał odłożyć broń, najwidoczniej szef też był ważny, schylił się, położył ją na deskach. Nawet ręce im pokazał, tylko...
Kiedy Pilar chciał zebrać pistolet, to wtedy z cienia na jebanym ganku, z tego bujanego fotela, na którym dzień wcześniej Madox sam palił blanta podniosła się kolejna postać. Fotel zabujał się, deski jęknęły i zanim Stewart zdążyła się odwrócić, to już ten czwarty facet szarpał ją do siebie. Mocno, pewnie, bez zawahania. Wbijając lufę pistoletu jej w bok.
- Rosa... A może Pilar? Do twarzy ci w czerwieni... - Pablo celował jej gdzieś w biodro z bardzo bliska, miał ją przed sobą, a ona jego.
Czy też zdążyła wymierzyć?

El rojo te sienta bien, cariño ִֶָ𓂃 ࣪˖ ִִֶֶָ🥀་༘࿐
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, broń, brzydkie rzeczy
Powiedzieć, że było niebezpiecznie, to jak nie powiedzieć nic.
Było kurwa bardzo niebezpiecznie. Poziom zagrożenia życia. Szczególnie w przypadku, kiedy ich dwójka jedyne co miała przy sobie, to ledwo działający paralizator i stary nóż wojskowy.
A jednak — kiedy przyszło im podjąć interwencje, te marne gadżety okazały się całkiem przydatne i przy ich umiejętnościach n a w e t wystarczające. Pilar zwinnie poradziła sobie z grubym, obezwładniając go w kilka sekund, podczas gdy Madox sprawnie ustawił ostrze tuż przy szyi szefa. Problem zaczął się dopiero w momencie, gdy trzeci ochroniarz postanowił zabawić się w rosyjską ruletkę i strzelić na oślep, powalając swojego kumpla.
Chociaż twarz Stewart nie wyrażała żadnych emocji, była zadowolona z przebiegu sytuacji. Strzał był dla nich świetny, bo oznaczał jedno — został wysłany sygnał. Domek Esme i Lopeza wcale nie mieścił się na obrzeżach jak hacjenda Pablo, gdzie każdy był przyzwyczajony do wystrzałów. Tutaj była spokojna, rodzinna okolica, niepozorna, o czym oni doskonale mogli się już przekonać. I właśnie dlatego Pilar była wręcz przekonana, że któryś z sąsiadów już zadzwonił na numer alarmowy poinformować policję o potencjalnym używaniu broni. Może i Meksyk był przyzwyczajony do mafii i gangusów, ale przecież każdy rodzic martwił się o swoje dzieci, a ludzie o własne życie. Nawet przez moment zastanawiała się, czy nie podkręcić atmosfery i nie wypuścić w eter jeszcze dodatkowych strzałów, tak dla pewności, ale nie było na to czasu, bo już celowała w faceta z bronią.
I chociaż była skupiona na celu, gotowa oddać strzał, ówcześnie odpowiednio przeładowując broń, tak ciągle kątem oka zerkała na Madoxa. Jakby chciała upewnić się, że było z nim okej. Całe szczęście radził sobie świetnie.
A zaraz potem jeszcze zaczął jej pomagać i dyskutować z facetem w czerni. Była gotowa wykorzystać odpowiedni moment i odstrzelić typa, tylko zaraz okazało się, że jednak dało mu się przemówić do rozumu. Widziała, że się wahał. Że rozważał, jakie jeszcze miał opcje na stole, ale przecież skoro zależało mu na zdrowiu szefa, musiał odpuścić. A kiedy sam doszedł do podobnych wniosków, w końcu odstawił broń na trawę.
Pilar podeszła dwa korki, gotowa zgarnąć ją do ręki, ale wtedy ktoś szarpnął ją od tyłu. Całe szczęście jej refleks jak zawsze okazał się niezawodny i jeszcze zdążyła z całej siły kopnąć w pistolet w stronę płotu, a ten zniknął pod krzewami róż. A tego co dalej się z nim stało już nie było jej dane zobaczyć, bo jej ciemne spojrzenie spoczęło na mężczyźnie, którego miała nadzieję już nigdy więcej nie zobaczyć. Pablo Pierdolonego-Gonzalesa.
Wzdrygnęła się, gdy użył jej prawdziwego imienia. Kurwa. Ile o nich wiedział? Czy wiedział, że Madox nie był Matteo? Że Pilar pracowała w policji? Pilar zaś na pewno wiedziała jedno: jego broń wycelowana była prosto w jej biodro, podczas gdy lufa, którą trzymała Stewart przystawiona była do jego brzucha. Stali kurewsko blisko siebie. Za blisko. Aż się skrzywiła czując jego zdecydowanie zbyt mocne perfumy.
Do twarzy ci w czerwieni…
A tobie do twarzy byłoby w pomarańczowym — odpyskowała praktycznie od razu. — Najlepiej za kratkami, gdzie twoje miejsce — nie miała zamiaru się z nim cackać. Wiedziała, że mieli przewagę. Że gdzieś tam za jej plecami wciąż kręcił się ten trzeci typ. Że gruby chociaż zdychał z bólu, wijąc się po trawie, wciąż był przytomny, kontaktował. Ale przecież do takich ludzi nie można było podchodzić na miękko. A więc docisnęła pistolet mocniej do jego brzucha. On zaś zlustrował dokładnie jej zagranie i swój docisnął do biodra.
Zadziorna — wysyczał przez zęby, a następnie uśmiechnął się bezczelnie i nachylił w jej kierunku. — Lubię takie — mruknął zadowolony, napierając na nią mocniej i tym samym zmuszając, by wykonała dwa kroki w tył. — Powiedz, Pilar… co byś zrobiła, gdybym strzelił? — znowu się odezwał, a jego nieświeży oddech od razu wdarł się do jej nosa. Poczuła jak broń przesuwa się po czerwonym materiale, podwijając sukienkę. — Gdybym upierdolił ci biodro na zgięciu z udem, o tu w tym miejscu… pewnie już nigdy nie mogłabyś tak dziko tańczyć, jak lubisz. A praca w policji? Ajj, estimado, na misje raczej średnio… w końcu nie mogłabyś biegać — jego ton był spokojny, opanowany, psychopatyczny wręcz. Jakby czerpał radość z każdej, pojebanej rzeczy, jaką mówił i szczerze? Ani trochę jej to nie dziwiło. Chociaż pomimo tego, że jej twarz nie wyrażała żadnych emocji, w środku cała wrzała. Zdawała sobie sprawę, że on naprawdę mógł to zrobić. Strzeliłby. Tylko że ona również.
Gdybyś strzelił… — odezwała się w końcu, tym razem to ona napierając na niego bronią, poprawiając palec, który leżał na spuście. — Jeszcze nim upadłabym na ziemie w katuszach, zdążyłabym ci władować trzy kulki w sam środek głowy i to bez mrugnięcia okiem — troche koloryzowała, chociaż jedną z pewnością by się jej udało. Już raz była prawdziwie postrzelona, wiedziała z czym to się jadło, z jak wielkim bólem i wiedziała też, gdzie leżały jej możliwości przez kilka kolejnych sekund, kiedy ciało leciało na skoku adrenaliny. Wiedział to chyba też Pablo, bo chociaż wciąż się do niej szczerzył, jego oczy mówiły już coś kompletnie innego.
Kręci mnie twoja nieustępliwość — warknął zadowolony, wodząc bezczelnie po jej twarzy i kończąc swoją wędrówkę na jej ustach. — Może jeszcze się zabawimy — zaraz jednak podniósł ją z powrotem na oczy. — Ale to później… a teraz gadać, kurwa, gdzie jest ta dziwka Esme? — podniósł głos tak, żeby i Madox wiedział, że to pytanie było skierowane przede wszystkim do niego. W ogóle praktycznie wszystko teraz było w rękach Noriegi, bo jak widać na załączonym obrazku ani Stewart ani Gonzales nie mieli zamiaru odpuścić.

Amor de gangster, amor de bandido, amor de pistola ' ̿̿ ̿̿ ̿’̿’\ ̵͇̿̿\
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, strzelanina, krew i wpierdol
Pablo... Pierdolony... Gonzales.


Jebany. Madox liczył, że go tutaj dorwą, ale zdecydowanie wolałby, żeby on teraz był pod nożem trzymany przez niego za włosy. Ale nie był, stał z Pilar i celował w jej biodro. Noriega od razu się spiął. Jakoś mocniej chwycił faceta, którym się zasłaniał. Słuchał wymiany zdań między Stewart i Gonzalesem, i pewnie nawet w normalnych warunkach uśmiechnąłby się na to, jak mu odpyskowała. Pilar była zadziorna, i nie tylko Pablo lubił takie kobiety...
Może więcej ich jednak łączyło niż dzieliło?
Chociaż Gonzales w tym momencie bardziej skupił się na Stewart, a Madox musiał to wykorzystać. To, że oni się tam zastanawiali kto będzie szybszy. Pablo zdawał sobie sprawę, że gdyby strzelił, to Pilar rozwaliłaby mu łeb.

Zrobiłaby to.


Gruby leżał na ziemi, krwawiło mu ramię, krew niknęła w trawie, do tego był porażony prądem. Gdyby miał broń może mógłby próbować strzelić, ale jego pistolet ściskała Pilar. Nie był zagrożeniem. Był jeszcze ten szef, którego trzymał Madox i trzeci facet na schodach i jeszcze Pablo... Trzech, a ich dwójka. Ewidentnie trzeba było jeszcze kogoś z tego układu wyeliminować... Wyrównać siły.
Padło na szefa, Madox nawet nie pozwolił im dokończyć, gdzieś w momencie, w którym Gonzales nazywał jego matkę dziwką, to szarpnął gościa, którego trzymał, wyprowadził trzy celne ciosy, jeden... podciął go, mocno kopiąc, dwa, uderzył w łeb, też mocno. Zero hamulców, to już nie było żadne dawanie sobie po mordach, bo trzeba było faceta ogłuszyć i trzy... Nóż. Wbity prosto w udo, w tętnicę. I kiedy gość w tym amoku chciał go wyciągnąć to Madox tylko warknął.
- Wyjmij go a się wykrwawisz, w kilka minut... - nie kłamał, bo wiedział w które miejsce ten nóż wbić, gdzie celować. Nie zawahał się, tylko to zrobił. I chyba szef to zrozumiał.
Ruszył się facet, który stał obok Pilar i Gonzalesa, ale Pablo nie, Pablo wciąż celował w Stewart, chociaż jego ciemne oczy na moment padły na Noriegę.
- Stój! - krzyknął, i zatrzymał się i Madox, i ten gość, który stał obok nich - nie ruszaj się bo ją rozpierdolę... Madox - czyli jednak Pablo już wiedział z kim miał do czynienia. I dobrze, bo Noriega zamierzał to wykorzystać.
Musiał kurwa to wykorzystać. I liczył, że Pilar też to zrobi, chociaż nawet na nią nie spojrzał, ciemne tęczówki zawiesił na Gonzalesie.
- No i co myślisz, że mnie obchodzi jakaś... szmata z policji - obchodziła go kurwa nad życie, ale Pablo nie musiał o tym wiedzieć. Albo mógł się chociaż zawahać, zastanowić - no solo es impotente, sino que además es un idiota - nie dość, że impotent, to jeszcze idiota, Madox prychnął, a Pablo mocniej wbił pistolet w biodro Pilar. Widać było po jego twarzy, że go to wkurwiało... i to delikatnie mówiąc. Ale o to przecież chodziło Noriedze, rozproszyć Gonzalesa. Zrobił krok do przodu - twoje dziwki z klubu miały rację... Poczekaj jak to powiedziała Pilar, kiedy ją posuwałem, że Pablo to un anciano con un palo blando - stary dziad z miękką pałą, oczywiście, że nic z tego co Madox pierdolił nie miało miejsca, ale Pablo przecież nie wiedział... a do tego był coraz bardziej wkurwiony.
- Zamknij się Noriega! Bo rozpierdolę jej łeb - broń z biodra Stewart podniósł na jej głowę, sunąc lufą pistoletu po jej ciele, po brzuchu i piersiach, i chociaż Madox się spiął. Chociaż, kurwa... ledwo się powstrzymywał, żeby nie wyrwać się do przodu, to zrobił tylko kolejny krok w ich kierunku. Wywrócił ciemnymi oczami. Parsknął śmiechem. Nie było mu do śmiechu, jak mu kurwa nie było do śmiechu, kiedy Gonzales mierzył w głowę... no przecież, jego ukochanej kobiety. Dobrze, że tym razem Madox trzymał nerwy na wodzy, dobrze, że umiał po prostu... grać. Wejść w jakąkolwiek pierdoloną rolę, w jednej chwili.
- No i co ci to da Gonzales... - to jego nazwisko syknął - Pablo Gonzales, wielki kurwa przemytnik broni, rozpierdolił łeb randomowej policjantce, a za kratki wsadził go... Noriega - Madox się uśmiechnął - stary Noriega posuwał jego żonę, a syn wpakował go za kratki, jak ci to brzmi? - zapytał bezczelnie. Wiedział jak mu to brzmi. I do tego dążył, żeby go sprowokować. Pablo nie był może głupi, ale był narwany, a Madox zdawał sobie z tego sprawę, wiedział też, co go rusza, bo przecież testował to już poprzedniego dnia.
Miał coś jeszcze dodać?
Może.

Ale nawet nie musiał, bo Pablo się złamał, szarpnął pistoletem w kierunku Madoxa i od razu strzelił. Celował w głowę, to było pewne, w jebaną głowę, znowu.
Tylko, że właśnie tego spodziewał się Noriega i od razu padł na ziemię. Ciszę w ogrodzie znowu przeciął huk wystrzału, kula przeleciała mu gdzieś nad łbem, niknąc w żywopłocie.
To właśnie była szansa, którą powinna wykorzystać Pilar…
Tylko obok niej stał jeszcze ten trzeci facet i on też w końcu się ruszył. Madox też nie czekał, też się wyrwał w kierunku Pablo. Wszystko toczyło się szybko. Pierdolony chaos, który wywołał Noriega, swoim gadaniem. Jak zwykle. Ale przecież... on najlepiej odnajdywał się w cha-o-sie.

La chica más combativa que conozco ❤️‍🔥🗡️🔥💥
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, postrzały, bardzo brzydki content
S p o k ó j.
Miała go wymalowany na twarzy.
Pierdolony, niewzruszony spokój, kiedy to kurewsko niebezpieczny bandyta celował jej prosto w brzuch. Przez cienki materiał sukienki czuła, jak chłodna lufa wbija się jej w skórę, jak drażni tkanki, podczas gdy chłodne spojrzenie Gonzalesa nawet na moment nie schodziło z jej twarzy. Próbował czytać ją jak otwartą księgę, ale przecież Pilar też nie była pierwszą, lepszą amatorką. Doskonale wiedziała, jak odpowiednio rozegrać pewność siebie, jak zachować zimną krew. Bo przecież w środku wszystko w niej wrzało. Serce waliło jak oszalałe, a adrenalina w żyłach przelewała się szalenie szybko. Teraz nie martwiła się już tylko o siebie, a przede wszystkim od niego.
Wiedziała, jak narwany był.
Wiedziała, że zaraz będzie chciał wszystkich zagadać.
Tylko czy w sytuacji, w której właśnie się znajdowali, to jeszcze było możliwe? Kiedy oni wciąż mieli przewagę liczebną? A najbardziej w tym wszystkim wkuriwiało ją to, że nie mogła się odwrócić, żeby zobaczyć, co dzieje się za jej plecami. Jako jedyna stała do wszystkiego tyłem. Jedynie twarz Pablo miała przed sobą. No i broń wciśniętą w jego śledzionę.
Z bliska widziała, jak jego spojrzenie podniosło się gdzieś nad jej ramię i nawet nie musiała patrzeć, żeby wiedzieć, że to Madox. Wstrzymała powietrze, gdy tak odgrażał się, że rozpierdoli jej łeb. I to nawet nie dlatego, że faktycznie się tego bała, ale żeby Noriega nie był na tyle narwany, żeby dać się na to nabrać.
Nie był.
Nauczony już doświadczeniem rozegrał to i d e a l n i e. Pokazał, że Pilar była mu kompletnie obojętna. Szmata z policji, którą tylko sobie posuwał dla zabawy — taką narrację właśnie powinni obrać nie tylko tu, przy Pablo ale również w Toronto, gdyby cokolwiek się wykrzaczyło. Wiedzieli o tym. I on i ona. Nie wiedział o tym jednak Pablo, na którego twarzy faktycznie coś się zmieniło. Krzyżowało mu to plany, skoro była Noriedze obojętna, a kiedy ten jeszcze zaczął nawijać o impotencji i meksykańskiej Pilar, widziała z bliska, jak bardzo Gonzalesem to rusza. Widziała gniew, który się w nim rodził, furię nawet.
Zacisnęła mocniej palce na spuście, trwając w pełnym skupieniu. Naprawdę była gotowa zareagować i zdesperowana do tego stopnia, że nawet by się raz nie zawahała.
Pablo patrzył na Madoxa z prawdziwym mordem w oczach.
Chciał go zapierdolić.
Widziała to. Widziała to aż za dobrze. A kiedy Madox rzucił ostatnie zdanie, które było gwoździem do trumny, o tym jak jego ojciec posuwał mu żonę, a syn wsadzi go za kratki, czuła, jak broń, która przykładał jej do skroni odsuwa się i kieruje prosto w głąb ogrodu.
A potem wybrzmiał strzał.
Wszystko działo się w zastraszającym tempie. To była chwila. Ułamek sekundy, w którym Pilar zareagowała wręcz automatycznie. Bo zaraz po tym, jak Pablo strzelił, ona również się odwinęła i nawet raz się nie zawahała. Nawet nie próbowała dobrze wycelować. Po prostu strzeliła. Bo może i Madox wszedł idealnie w rolę, ale jakąś część niej przez moment pomyślała, że Pablo naprawdę mógł go trafić. Zabić go. Dlatego ona była gotowa zabić Gonzalesa.
Strzał za strzał.
Trafiła na pewno, tylko nim zdążyła ocenić szkody i otulić wzrokiem Noriegę, który finalnie uchronił się przed kulą, ktoś szarpnął ją od tyłu. Mocno. Za włosy. Upadła na ziemię i od razu dostała trzy mocne kopnięcia prosto w żebra. Okropny ból przebiegł po całym jej ciele, a przed oczami pojawiły się mroczki. Chciała zasłonić twarz, ale w tym czasie otrzymała jeszcze mocny kopniak prosto w potylice. Musiał to być ten trzeci. Całe szczęście nie miał już przy sobie broni. Nikt już nie miał. Wszystko leżało porozrzucane na trawie.
Nawet ta Pablo poleciała gdzieś w krzaki po tym, jak Madox się na niego rzucił. Gonzalez może i przez chwile leciał na adrenalinie, jeszcze chwile szarpał się z Noriegą, ale zaraz poczuł mokrą ciecz na plecach. Jego oddech stał się płytki, ledwo mógł łapać powietrze. A to wszystko przez to, że kula Pilar trafiła go prosto w plecy i przebiła płuca, powodując, że w ekspresowym tempie zaczął się wykrwawiać, próbując łapać ostatni oddech.

mi chico es increíble ( -_•)ᡕᠵデᡁ᠊╾━💥
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, strzelanina, krew i who let the dogs out?
Madox rzeczywiście wychodził z założenia, że wszystkich można zagadać. Że jego gadka szmatka może... grać na zwłokę, odwrócić uwagę, a czasem sprowokować. Po prostu gadaniem. Każdy miał jakiś słaby punkt i w pewnym momencie się łamał, a te Pablo, Noriega już poznał. Wiedział gdzie uderzyć, tak jak doskonale wiedział gdzie kopnąć, żeby kogoś podciąć, tak teraz wiedział, że Gonzales ma jakieś kompleksy, że rusza go jego kochanka, meksykańska Pilar i ruszała go jego matka, bo gdyby tak nie było to przecież by tutaj nie przyszedł, nie ryzykowałby.

A jednak stał w ogródku Esme.


I celował do Pilar. Kobiety... Zawsze były słabością i chyba Pablo też na to liczył, że ta odziana w czerwony, zwiewny materiał ślicznotka to jest właśnie to, co złamie też Madoxa. Złamałoby go, zawsze. Wszędzie. Serce obijało się o żebra i wyrywało do niej, cały się do niej rwał, jakby miał szansę, żeby wejść między tą wycelowaną w jej głowę lufę, a jej skroń, to by to zrobił. Za każdym jebanym razem. Raz, drugi, trzeci, sto razy. Oddałby za nią życie. Ale wiedział, że nie ma szans, więc musiał kombinować. Grać na zwłokę, odwracać uwagę.

Prowokować.


I poszło mu krewsko dobrze, bo zaraz lufa celowała w głowę Noriegi. Tylko on zdążył paść na ziemię, jakby Pablo był trochę mądrzejszy, celował niżej, to pewnie by zarobił. Ale miał farta. A Pilar wykorzystała okazję, a na to przecież liczył Madox. Okazało się, że ta kobieta, piękność w czerwieni była jego siłą. Noriega wiedział, że ona to zrobi, że strzeli, bo musiała. Nie mogli na siebie nawet spojrzeć, w te swoje ciemne oczy, ale i tak się doskonale rozumieli. Jakby czytali sobie w myślach.
Chociaż te Noriegi zaraz zafiksowały się na Stewart, zaraz wybił się na nodze do góry i doskoczył do Gonzalesa, który może... na oślep próbowałby jeszcze strzelać? Madox jednak chwycił go za nadgarstek i chwilę się szarpali, aż w końcu broń Gonzalesa poleciała po schodach w dół, gdzieś w krzaki. Czarne oczy Madoxa jednak cały czas szukały Pilar i kiedy ten ostatni gość szarpnął ją na ziemię, a potem jeszcze kopnął. To Madox już nawet nie kłopotał się Gonzalesem, zresztą on i tak zaczął... pluć krwią, a potem osunął się na ziemię. Dużo krwi.
Jej zapach zawirował w powietrzy, Noriega miał ją już na rękach, krew Pablo, wyrwał się do przodu i zaraz rzucił na gościa, który znowu zamachnął się na Stewart. Powalił go na ziemię od razu. A zaraz na nim siedział i właściwie ciosy wyprowadzał trochę na oślep, ale i tak trafił. Raz, drugi, trzeci, pierdolony dziesiąty. Facet oberwał tak, że na pewno miał złamany nos, popodbijane oczy, rozwalony łuk brwiowy, kość jarzmowa też wyłaziła przez skórę. Wyglądał kurwa źle. Zma-sa-kro-wa-ny.
I może Madox wcale by nie przestał, może by go kurwa zatłukł?
Tylko wtedy drzwi frontowe w domku Esme zostały wyważone. Wypierdolone z hukiem, a potem to.
- Stać policja! Na ziemię! Na ziemię! - tylko tutaj wszyscy leżeli na ziemi, bo zaraz Madox też klęczał przy Pilar, sunął palcami po jej policzkach.
Ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, obejrzeć ją, to już jakiś policjant z meksykańskiego SWAT'u odciągał go na bok.
Jak na zawołanie pojawiło się też małżeństwo Montoya, a zaraz sanitariusze.
- Ranna policjantka, tutaj - Madox oczywiście się wyrwał w kierunku Pilar, ale nie, jakiś agent specjalny trzymał go przy ziemi na kolanach. Szarpnął się - puszczaj - syknął i funkcjonariuszka Montoya skinęła głową, żeby to zrobili. Za to jej mąż medykom wskazywał Pablo - najpierw Gonzales... - Madox znowu się szarpnął, tylko tym razem do Montoyi. Znowu się spięli, jak te dwa wściekłe psy, Noriega zaciskał palce na policyjnej kamizelce, a Montoya na kolorowej, porwanej i brudnej koszuli - jebie mnie Gonzales, najpierw Stewart, to policjantka - może jeszcze by się szarpali? Może by się pobili, ale sytuację znów ratowała komisarz Montoya, to była jakaś niesamowita kobieta. I rzeczywiście pierwszy oddział pogotowia wylądował przy Pilar. Bo przecież była jedną z nich, policjantka na służbie.
Pierdolonej służbie, której nie powinna odbywać w Meksyku.
Mogli kurwa zamieszkać w tej chatce na plaży... A oni tu wrócili.
Madox znowu się szarpnął, ale znowu przytrzymał go Montoya.
- Ty z nami Noriega, już nie spierdolisz ku... - nie dokończył, bo żona spojrzała na niego krzywo, ale zaraz jakiś dwóch funkcjonariuszy złapało Madoxa, a po chwili... zakuli go po prostu w kajdanki. Był winny?
Nie. Ale był nieobliczalny.
I teraz też znowu się szarpnął w kierunku Stewart, którą zasłaniali mu sanitariusze.

- Co z nią?


Madox zatrzymał się w miejscu, nigdzie się stąd nie ruszy, dopóki mu nie powiedzą. Dopóki jej nie zobaczy.

Daría mi vida por ti... cien veces ִֶָ𓂃 ࣪˖ ִִֶֶָ🥀་༘࿐
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i postrzały
Była gotowa za niego zabić.
Powiedziała mu to już nie raz, głównie w przypływie emocji, kiedy serce waliło mocno w piersi, a uczucia, jakie dzielili przygniatały ją z każdej, możliwej strony. Nie jeden mógłby powiedzieć, że tak tylko gadała, że każdy tak mówił. Ale Pilar nie była jak każdy.
I jak powiedziała, tak zrobiła.
Bo kiedy tylko Pablo wymierzył w Madoxa z broni i oddał strzał, Stewart nie zastanawiała się nawet przez ułamek sekundy. Od razu odwinęła się z własnym pistoletem i również strzeliła.
Chciała go zabić.
W jej czynach nie było absolutnie nic z rozważnej Stewart, jak chociażby w hacjendzie podczas urodzin Aury, kiedy to i n t e n c j o n a l n i e mierzyła w dłonie ochroniarzy, by tylko wybić im z rąk broń. Nie. Tutaj, gdyby tylko miała kilka dodatkowych sekund, przestrzeliłaby Gonzalesowi głowę na wylot. Z zimną krwią, jak ta ostatnia suka, o której sam wspomniał. Bo może i miała swoje zasady, może zawsze starała się robić to, co wypadało, z jak najmniejszą ilością szkód, ale tutaj? Tutaj już nie było innej opcji. Szczególnie, że przez moment naprawdę myślała, że Pablo trafił w Madoxa. Że postrzelił miłość jej życia. Odebrał jej go, a tego zaś ona za nic by nie przeżyła.
Całe szczęście zaraz okazało się, że wszystko było z nim dobrze, bo w ostatnim momencie wykonał unik i padł na ziemię. Słyszała jego głos, chciała znaleźć się blisko, ale zamiast tego skończyła na ziemi, przyjmując na drobne ciało kilka kurewsko mocnych, morderczych wręcz kopnięć. Momentalnie zwinęła się z bólu, sycząc głośno, a zaraz potem kaszlnęła, czując znajomy, metaliczny smak w ustach. Cios w potylicę natomiast kompletnie odebrał jej świadomość.
Odcięło ją.
Piszczało jej w uszach, a przed oczami miała jebaną ciemność. Za nic nie była w stanie uchylić powiek, a ból, rozlewał się już nie tylko po żebrach, ale po całym ciele. A w tym wszystkim głowa… głowa bolała ją najbardziej. Zwinęła się w kłębek, czując, że kopnięcia ustały. I nawet po chwili, gdy już odzyskała po części świadomość, nie do końca wiedziała, co się działo. Słyszała policje, słyszała też krzyki. A w tym jego. Ten jeden, znajomy głos, który momentalnie ukoił jej przestraszone serce. Bo to chyba było dla niej najgorsze w całej tej sytuacji — nie miała pojęcia, co z Madoxem. Ktoś szarpnął ją mocno: raz, drugi, trzeci, a zaraz potem czuła, jak przekładają ją na nosze. Jakiś medyk rzucił coś o wstrząsie mózgu, a ktoś inny, że trzeba zabrać Noriegę na przesłuchanie. Wyciągnęła rękę do góry, jakby chciała tym samym zatrzymać ten chaotyczny bieg wydarzeń, ale wszyscy ją zignorowali.
N-ie — mruknęła, wciąż jeszcze oszołomiona, ale już coraz bardziej świadoma tego, co się działo. Uchyliła ciężkie powieki i chociaż obraz był zamazany, była w stanie ocenić, że znajdowała się aktualnie w środku karetki. — Gdzie jest Madox? — spytała na raty, czując, jak całe gardło miała zaciśnięte. Świat wciąż jej wirował. Czuła się trochę, jakby zeszła właśnie z karuzeli, na której utknęła przez dobre kilkanaście minut, cały czas się kręcąc. Dwóch medyków, którzy przy niej siedzieli, kompletnie zignorowali jej pytanie, dlatego sama sięgnęła do wenflonu, który miałą wbity w rękę i zaczęła za niego szarpać.
Ale zaraz, co pani robi!? — krzyknął jeden z nich, próbując ją powstrzymać, ale zamiast tego tak niefortunnie zaczęli się szarpać, że wywalili igłę w powietrze, a krew pociekła energicznie ze zgięcia w łokciu. — Kurwa, niech ją ktoś ogarnie. Potrzebujemy pomocy! — warknęła kobieta, wychylając się zza drzwi karetki, która wciąż nie odjechała jeszcze sprzed domu. Pilar chociaż wciąż rzucała się na leżance, podniosła spojrzenie na Panią Montoyę, która stanęła wyłoniła się zza drzwiczek.
Nigdzie kurwa nie jadę bez Madoxa — rzuciła już o wiele bardziej przytomnie, chociaż teraz już nie fizycznie ale mentalnie zaczęła popadać w panikę. Nie miała pojęcia, czy był cały. Nic nie wiedziała, co stało się po tym, jak została powalona na ziemie. A ta niewiedza autentycznie doprowadzała ją do szału. — Gdzie jest kurwa Madox?! — krzyknęła jeszcze głośniej, znowu się szarpiąc. Rękę już miała całą zakrwawioną, nie mówiąc nawet o podłodze, na która kapała czerwona ciecz i nogawkę medyka.
Nie miała zamiaru odpuszczać. I Montoya chyba doskonale zdawała sobie z tego sprawę, bo zaraz machnęła na kogoś ręką i rzuciła jakieś puśćcie go. Stewart nie miała pojęcia, co działo się za ścianami ambulansu, ale była autentycznie gotowa rozjebać go całego, jeśli zaraz ktoś jej nie zaprowadzi do Noriegi.

mi hombre valiente ⸜(。˃ ᵕ ˂ )⸝♡
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”