Bo Galen umiał prawic komplementy, miał do tego naturalny dar...
Nie, prawda jest taka, że się tego nauczył, od dzieciaka używając słów, które w odpowiedni sposób
dotykały, chociaż te, które powiedział Majce były... po prostu szczere.
Cała rozmowa z nią, zbaczająca na te różne tory, jego dzieciństwo i to jej, była szczera.
Dawno z nikim mu się tak dobrze nie rozmawiało. A może nawet... nigdy jeszcze przed nikim się tak nie otworzył? Bo przecież nawet Charity Marshall z rodowym pierścionkiem Wyattów na palcu nie wiedziała wszystkiego. Ale ona też nigdy nie próbowała się dowiedzieć. I tu przecież nie chodziło o ciągnięcie się za język, a o ten klimat, który oni między sobą tworzyli.
Zawiesił intensywnie niebieskie tęczówki na jej twarzy, kiedy zaczęła od tego
o ironio. Słuchał jej. On by dał sobie rękę uciąć za to, żeby nie iść na kolejne zajęcia, żeby mógł posiedzieć z siostrą przed telewizorem i zjeść po kilka batonów, aż rozbolałyby ich brzuchy. Rzeczywiście żyli w tak odmiennych światach, że to było niesłychane. A przecież... obok siebie.
-
Nauczyłaś się grać? - zapytał nagle, z czystej ciekawości. Bo on... chociaż tego nienawidził, to przecież był mistrzem juniorów w szermierce, taniec towarzyski i języki też opanował do perfekcji i gra na fortepianie. Bo kiedy Galen coś robił to się do tego przykładał, ze wszystkim tak było.
Dlatego teraz on też układał jeszcze chwilę w pijanej głowie te wszystkie słowa, które mu powiedziała. Pieniądze... szczęścia nie dawały, wiedział to na własnym przykładzie, swoim i siostry, a jednak... To one doprowadziły go tu gdzie był.
Na jej kolejne słowa wzruszył lekko ramionami.
-
Właściwie... lubię to - stwierdził, bo może Galen potrzebował tej
odrobiny szaleństwa, nuty spontaniczności, dawki cha-o-su, jednak to planowanie też było nieodzowną częścią jego życia. Bo... przecież był prezesem Northex Industries i ta firma, chociaż przekazał mu ją ojciec, była jego dumą. On nawet jak stracili dziecko z Cherry, to poświęcał się, żeby wyprowadzić Northex na prostą po tej
wpadce z kontenerami -
i zazwyczaj się nie wykrzacza - znowu wzruszył ramionami, ale tu wracamy do tego punktu, że Galen Wyatt jak coś robił, to robił to dobrze (no może oprócz jedzenia płatków oralnie) -
ale wiesz jak jestem na wakacjach, to budzę się rano i robię to na co mam ochotę, w weekendy też... Ale często mam ochotę na siłkę. Lubię rano pobiegać, dać sobie wycisk, wyłączyć głowę - znowu się jej zwierzał. Otwierał przed nią, z taką łatwością, że to było niesamowite. Niesamowite też były... jej oczy. Wpatrzone w niego intensywnie.
-
A ty co lubisz robić rano? - zwykłe pytanie? A może trochę nie na miejscu. Ale czy u nich istniało coś takiego
nie na miejscu? Kiedy Galen właśnie z Majką czuł się jakby... wreszcie był na miejscu?
Jakby ktoś się nim
zainteresował, nie jako prezesem Northex Industries, nie jako
tym bogatym dupkiem, a po prostu człowiekiem.
Na jej kolejne słowa wywrócił oczami, ale zaraz się uśmiechnął.
-
Nigdy nie przyniosłem tutaj worka ziemniaków... Więc to by było w sumie nietypowe - skoro oni już tak stawiali na oryginalność. I to nie tak, że Galen nie uznawał Majki za laskę, po-do-ba-ła mu się. Co zresztą mogła zobaczyć w tych niebieskich oczach, tak w nią wpatrzonych, które teraz przesunęły się po jej sylwetce i zatrzymały na tej bluzie.
-
Madonna? - powtórzył po niej. Oczywiście, że Galen w to uwierzył, nawet przechylił na bok głowę, i sięgnął palcami do jej bluzy. Mogła ją nosić Madonna.
A Galen myślał, że on może tego mleka nalać sobie pełną buzię... Tylko zaraz okazało się, że nie, kiedy poszło mu nosem. Jeszcze kiedy Majka się śmiała, to on dusił się tymi płatkami, ale w końcu odkasłał i nabrał powietrze w płuca, a zaraz już mówił to, że
nie umie jeść płatków oralnie, a kiedy Maya się z nim zgodziła, to utkwił w niej błyszczące, niebieskie tęczówki, chociaż trochę zezował nimi, kiedy sięgała do jego brody.
-
Inne zdecydowanie lepiej - mruknął w odpowiedzi na jej słowa,
czy wszystkie oralne rzeczy tak chujowo mu idą, a niebieskie oczy podniósł na te jej, ciemne.
Zaraz jednak zeszli na temat
ucieczki, a Galen się uśmiechnął na słowa Majki.
-
Fajnie... że uznałaś to za dobrą zabawę - stwierdził, bo Wyatt wciąż jeszcze mierzył się z tym, że jego narzeczona uznawała ich życie za kiepski film. Za każdym razem, co by się nie działo. Chyba nie usłyszał od niej nigdy, że dobrze się z nim bawiła.
A Maya tak.
Znowu jakoś tak automatycznie, odruchowo, przesunął się do niej, a jego dłoń wylądowała między jej udami na stole. Zwrócił na to uwagę?
Tym razem może odrobinę, ale i tak bardziej skupiając się na jej odpowiedzi na jego pytanie. Lubił jej słuchać.
Chociaż tym razem na jej słowa strzelił oczami w sufit.
-
Ale mogę ci coś powiedzieć po japońsku... - rzucił jeszcze, żeby się trochę obronić, ale Majka już stwierdziła, że go nauczy.
Jeść oralnie płatki. A do tego posadziła go na krześle, wystarczyło to delikatne popchnięcie, żeby Galen na nie opadł, a głowę zadarł do góry, żeby na nią spojrzeć. Czuł na ręce ciepło jej ciała, czuł jej bliskość, a kiedy wplotła palce w jego miękkie włosy, to się nawet uśmiechnął. Tymi niebieski tęczówkami wpatrując się w jej duże, piękne oczy.
-
Bo ja zawsze chcę... więcej - i on też to powiedział cicho, jakoś tajemniczo odrobinę. Kiedy tak sunęła paznokciami po jego skórze, kiedy szarpnęła za włosy, to Galen nabrał w płuca więcej powietrza. Jej dotyk, przyjemnie mrowił skórę, a warga mu zadrżała, kiedy wylądował na niej jej palec. Ale się posłuchał, otworzył usta, a kiedy na języku wylądowało kilka płatków, to jeszcze się do niej przysunął. Niebieskie spojrzenie, z jej ciemnych, pięknych oczu zjechało na jej pełne wargi, kiedy otwierała je równo z nim. Nalała mu do ust mleko, a Galen się uśmiechnął i trochę białej cieszy ściekło mu w kąciku ust, ale nie wylało się. Zamknął usta, przegryzł płatki i aż zmrużył powieki mrucząc pod nosem.
-
Mmmm… pycha - stwierdził...
I kiedy Majka ściągała tą kropelkę mleka z jego ust, kiedy wsadziła palcem pomiędzy gorące, pełne wargi, to był już jego koniec. Bo Wyatt najpierw przesunął ręką wyżej pomiędzy jej uda, zapierając się mocniej na stole, a zaraz już wstał. Zaraz pochylał się nad nią nie przejmując wcale plamą na koszuli. I najpierw jego ciepłe wargi zawisły kilka milimetrów od jej pełnych ust.
-
Wybacz mi... to - mruknął, a niebieskie tęczówki znowu przesunęły się po jej twarzy na oczy. Sięgnął do jej policzka, żeby przesunąć po gładkie skórze smukłymi palcami, musnąć jej żuchwę, za którą ją przytrzymał, kiedy łączył ich usta w pocałunku. Najpierw krótkim, zmysłowym, takim, w którym jego wargi badały fakturę jej miękkich, gorących ust. I kiedy się od niej odsunął nabierając mocno powietrze w płuca, to zaraz zrobił to znowu. Zachłanniej, mieszając na językach słodki smak płatków i mleka. Ich smaki. Palce przesunął na jej kark, wplatając je w ciemne kosmyki.
A ręka przesunęła się spomiędzy jej ud, na biodro, wyżej, pod materiał bluzy, którą nosiła Madonna.
I znowu się od niej oderwał, znowu na nią spojrzał, niebieskie tęczówki zawieszając na jej pięknych oczach. Klatka piersiowa unosiła mu się w przyspieszonym już oddechu. Smukłe, chłodne palce muskały gorącą skórę na jej biodrze, ułożył je na jej plecach.
-
Nie pozwól mi... - bo mogła go jeszcze od siebie odepchnąć. Jeszcze zawetować to, co dla Galena było już... chyba jedyną opcją. Bo on już się zakręcił na obłędnym smaku jej ust, na cieple, które od niej biło. Na jej zapachu, który drażnił zmysły. Na gładkiej skórze, której fakturę czuł pod opuszkami.
Nie pozwól mi...