34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Kiedyś... - zastanowił się nad tym, bo prawda jest taka, że rzeczywiście dawno nic nie odwalił na takiej imprezie, bo po prostu dawno na nich nawet nie bywał, na tych imprezach dla bogaczy, przecież kiedy był z Cherry to ich unikał, a teraz... Teraz też mu się chyba nie chciało, wciąż ciągnęła się za nim ta sprawa z kontenerami, chyba nie potrzebne mu były kolejne dodatkowe skandale.
- Kiedyś zrobili mi zdjęcie z koksem i bardzo szybko rozniosło się po sieci, ale mój dział PR szybko zareagował i wszystkie portale rzucały sprostowanie, że to chusteczka, ale zdjęcie zniknęło - pewnie jakby go bardziej prześwietliła, to by jeszcze znalazła jakieś wzmianki na ten temat - no i raz z mojego Porsche wysiadała modelka bez majtek, też jej zrobili zdjęcie, ale to już nie była moja wina, że wiesz... - rozstawił nogi jak jakiś bocian, ale chciał jej pokazać, że ona po prostu nie umiała zgrabnie wysiąść. Porsche było niskie, to też trzeba było zrobić z gracją - i czasem na takich imprezach dostawałem z liścia, albo szampanem... Zależy, niektóre laski litowały się nad Armanim - przesunął palcami po swoim garniturze - większość moich przypałów jednak kręciła się wokół kobiet - stwierdził i wzruszył ramionami. Prawda jest taka, że kiedyś cały świat Galena praktycznie się wokół nich kręcił. Blondynki, brunetki, czasem ruda dla odmiany.
Ale to było kiedyś, bo później Galen miał narzeczoną, to z nią się prowadzał, a od rozstania... jego znajomości były jeszcze bardziej chwilowe niż wcześniej.
Zaraz streścił jej swój nudny dzień, a kiedy zapytała czy tylko tyle, to on też uniósł brew. Bo czego się spodziewała?
Tylko zaraz mu powiedziała czego, a im więcej mówiła, tym Galen bardziej się uśmiechał. Skrzyżował ręce na piersi.
- Kiedyś miałem na to fazę i byłem w Tybecie, żeby się szkolić u mnichów, ale mam.. takie jedno uzależnienie, które mnie tam bardzo... blokowało - oczywiście, że mówił o swoim uzależnieniu od seksu, które jednak w tybetańskim klasztorze ciężko było zaspokoić - a co do kawy, to właściwie... Sprowadzam sobie taką gejszę z Nowego Jorku, jak chcesz to ci kiedyś zrobię. A modeli... - przesunął ręką po karku - kiedyś miałem, ale długo z tym schodzi, a ja nie lubię jak mi się obcy ludzie kręcą po mieszkaniu, teraz mam taki pstryczek w szafie, że jak go nacisnę to te wszystkie garniaki i koszule jeżdżą dookoła i mogę je wybierać - naprawdę coś takiego miał. Bo Galen tych garniturów mógł mieć ze sto, albo więcej - a na koncert Celine Dion na pewno mnie stać, ale nie przepadam za my heart will go on - znowu się uśmiechnął. Chociaż na jej kolejne słowa już trochę spoważniał. Zastanowił się, przesunął dłonią po tych swoich miękkich włosach, jego spojrzenie też padło na jej oczy, ciemne, intensywne. Aż nabrał w płuca powietrze.
- Jak robisz takie rzeczy codziennie, to one już nie sprawiają radości - stwierdził i wzruszył ramionami - albo jak robisz je sam, to też jest inaczej. Na przykład kupiłem auto z moją narzeczoną, cieszyłem się jak dziecko, a to tylko Lamborghini... A później kupiłem sobie sam Ferrari i już nie było tak fajnie - nie wiedział czemu jej to mówi. Bo może po prostu, tak właśnie było? Tylko Galen nie umiał się do tego przyznać? Nawet przed samym sobą się nie przyznawał. A tu nagle... z Majką był tak kompletnie szczery. Bardziej szczery niż nawet ze swoją terapeutką. Dziwne.
Zaraz jednak proponował jej już tego drinka, którego przecież miał zrobić, a do tego jedzenie. Poszli do kuchni, gdzie Galen miał ten ogromny, podświetlany barek na dwieście butelek chyba.
- A czego chcesz się napić? - zapytał i zawiesił się na drzwiczkach barku przeglądając jakieś butelki, przeniósł na nią intensywnie niebieskie tęczówki. Ale nie dlatego, że siedziała na blacie, te blaty nie zliczyłyby nigdy tego, ile nagich pośladków na nich siedziało. Uśmiechnął się delikatnie, kiedy zeszła.
- Nie, spokojnie, kupuje mojej gosposi ściereczki z organicznej bawełny i bambusa, produkowane zgodnie z metodą zero waste i ecofriendly, podobno są do dupy i ona przynosi z domu stare podkoszulki synów, ale nie każę jej tego szorować szczoteczką - parsknął, i w ogóle Galen użył słowa dupa, niesamowite. Sam się oparł zaraz łokciami o blat - a Lucita właściwie dawno nie musiała tych blatów szorować, a kiedyś co tydzień, bo modelki lubią być... - już miał jej mówić, że lubią być posuwane na blatach, ale chyba nawet pijany Galen nie mówił takich rzeczy, chociaż... trzeba przyznać, że wyluzował trochę przy Majce. Sięgnął po jakiś ładny kieliszek ze złotą obwolutą - szczere złoto, trzeba go myć ręcznie i to jeszcze specjalnym płynem - pokazał go jej, a zaraz postawił na blacie, poklepał w niego ręką - dawaj, robimy tu dzisiaj... Trochę bałaganu - uśmiechnął się wzruszając ramionami, a kiedy usiadła, to wyjął kilka butelek z barku stawiając je na blacie, jakiś szampan, wino, coś mocniejszego, jakieś dziwne egzotyczne alkohole i wódka - ale ja nie wiem co trzeba mieszać, no i nawet nie mam tego... - potrząsnął rękami, chodziło mu o shaker - a może... ci coś ugotuje? - zapytał nagle, niby mieli coś zamówić, ale... Galen dawno nic nie gotował, a lodówkę miał pełną. Wiadomo, że nie marnował jedzenia, bo kiedy zbliżała się data ważności, to Lucita wszystko zabierała, ale... dzisiaj mogli coś wykorzystać - na co masz ochotę? - zapytał i już odepchnął się od lady, żeby podejść do wielkiej, dwudrzwiowej lodówki, wypełnionej po brzegi, ale wszystko było tam tak poukładane, że wyglądało jak żywcem wyjęte z jakiejś reklamy z lodówkami.

Maya Parker
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
Welkom in Canada
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Jakie uzależnienie? - oczywiście, że nie byłaby sobą, gdyby nie spytała. Jakie uzależnienie mógł mieć w sobie Galen Wyatt, żeby nie móc wysiedzieć za długo w Tybecie? Nie lubił się modlić? Medytować? A może był po prostu niecierpliwy? Kawa od Gejszy wcale jej nie zdziwiła. Dla kogoś z takim zapleczem finansowym, zapewne było to żałośnie proste, by mieć wszystko, czego serce zapragnie, a ona z każdym słowem się w tym upewniła jeszcze bardziej, bo kurwa, wysuwana szafa na guziczek? - musisz mi potem pokazać - oznajmiła podekscytowana, kręcąc głową. Nawet nie wiedziała, co w tym było tak ekscytujące. Chyba sam fakt, że ludzie wydawali pieniądze na takie rzeczy. A może po prostu cały Galen ją interesował i nawet jego kolekcja garniaków? Złote mankiety które można było zawędzić i sprzedać? Opcji było naprawdę wiele, ale wtedy on zaczął nawijać, że Celine Dion to nie jego bajka. - I dobrze. Kto by tam lubił ckliwe pioseneczki o miłości? - wzruszyła ramionami, posyłając mu zaczepny uśmiech. Na pewno nie ktoś, kto niedawno rozstał się, zrywając zaręczyny, a już na pewno nie dziewczyna, która jedyną miłość, jaką znała, była do jej brata. Życie by za niego oddała. Ale My heart will go on w życiu nikomu nie zaśpiewa.
Wysłuchała go uważnie, gdy podsumował całe to bogactwo i sprowadził je do faktu, że mając pieniądza całe życie, człowiek przestał się już z nich cieszyć. Może faktycznie coś w tym było, jednak Parker za nic nie potrafiła tego zrozumieć. Głównie dlatego, że sama nigdy kasy nie miała. Dla niej chociaż dziesięć procent tego, co miał Wyatt dosłownie uratowałoby życie i sprawiło, że większość problemów odeszłaby w niepamięć. A to, że nie miał tego wszystkiego z kim dzielić…
- Słuchaj no - zaśmiała się. - jak nie masz z kim się jarać swoim nowym Ferrari, to ja ci chętnie potowarzyszę - oznajmiła zadowolona. - jako naczelna podróżniczka autobusów, chętnie przejechałabym się w takiej zajebistej furce. Mogę ci nawet pokrzyczeć do ucha z ekscytacji - rzuciła i kilkakrotnie podskoczyła w miejscu, prezentując mu co nieco z tej radości, której chyba jemu w ostatnim czasie brakowało. Chciała nawet szarpnąć go za ręce i zmusić, żeby i on chwile z nią poskakał, ale już uciekł jej do kuchni. Tam również Majka wykazała się wielką gracją, próbując usiąść na jego złotym blacie swoimi uwalonymi spodniami. Całe szczęście szybko zeskoczyła. Tylko zaraz okazało się, że wcale nie byłaby pierwsza.
- Tu posuwasz te swoje obłędnie piękne modelki? - również przejechała ręką po wypolerowanej, błyszczącej wręcz powierzchni. - a co, łóżko już jest przereklamowane? Też ci się znudziło? - spytała bezczelnie i kompletnie bezpośrednio, a potem zgodnie z jego prośbą, ponownie wskoczyła na blat. Rozsiadła się wygodnie, rozchylając nieco nogi, żeby umieścić między nimi własne dłonie i nachylić się do przodu, cały czas trzymając spojrzenie na błękitnych oczach Galena. A potem zaśmiała się głośno, gdy powiedział to dawaj, robimy tu dzisiaj trochę bałaganu.
- Chyba nie wiesz, o co prosisz, Wyatt - pokręciła spokojnie głową. - ja jestem chodzącym chaosem, jak mi pozwolisz się tu panoszyć, to nie poznasz tego miejsca - ostrzegła go uczciwie, żeby potem nie było! Parker już w swojej lokatej głowie miała milion pomysłów, jak tu świetnie spędzić czas w jego fikuśnym apartamencie w samych chmurach. I może kilka z nich on sam już praktykował, ale z pewnością nie w tak doborowym towarzystwie. Ale pierwsze drinki! Chociaż patrząc na to, jak on się właściwie zabierał za te drinki, to mogło skończyć się tragedią. Zacisnęła palce na blacie z zamiarem zeskoczenia i zlitowania się nad nim, ale potem pomyślała, że przecież sam powiedział, że dzisiaj miało być mniej sterylnie.
- Dawaj tą butelkę - machnęła na niego ręką, wydawiając otwartą dłoń w jego kierunku. - dzisiaj pijemy z gwinta — nie była przekonana, czy wielcy prezesi kiedykolwiek tak właśnie konsumowali alkohol, ale jeśli nie… to dzisiaj był jego szczęśliwy dzień. Złapała kilka łyków czegokolwiek co jej tam dał, a następnie przekazała mu szkło, przy okazji zastanawiając się nad jego pytaniem o jedzenie. A kiedy sięgnął do niej po butelkę, złapała go drugą ręką i przyciągnęła do siebie. Niefortunnie sprawiając, że wylądował między jej nogami. Aż musiała go lekko podtrzymać, bo przecież Pan Wyatt wciąż był pijaniutki.
- A ty w ogóle umiesz gotować? - zaczepiła go. - chociaż chyba w takim stanie to może lepiej nie ryzykować pożarem, co? - mogli jednak coś zamówić albo po prostu pojeść sobie gotowców lub zwykłych kanapek. Może fikuśnych kanapek? Ze złota? - zaskocz mnie, Galen - dalej mówiła o jedzeniu? A może już sama nie wiedziała, co dokładnie miała na myśli.

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy Galen mówiąc o tym swoim uzależnieniu spodziewał się, że Majka o nie zapyta? Pewnie nie, bo w takich kręgach jak on się obracał nie zadaje się takich pytań, no i nie mówi się też, że jest się od czegoś uzależnionym, chociaż akurat to...
- Od seksu - powiedział jej, w zasadzie to normalnie, bo różne ludzie mieli uzależnienia, i może to lepsze niż prochy? A może gorsze? Albo na równi.
Aczkolwiek wychodzi na to, że Galen Wyatt nie sprowadzał sobie tutaj modelek dla sportu. Chociaż może to właśnie robił? I to nie tak, że z tym nałogiem też nie próbował kiedyś walczyć. Próbował, ale mu nie wyszło.
Wiele rzeczy w życiu Galena Wyatta po prostu... nie wypaliło.
A patrząc na niego z boku, przecież tak wielu ludzi myślało, że jego życie jest idealne. Bo jakie mogłoby być, w tym wieżowcu pośród chmur?
Skinął głową na to, że musi jej pokazać tą swoją szafę, Maja pewnie nie byłaby pierwszą panną, która chciała ją zobaczyć, bo Galen Wyatt przyjmował tu prawdziwe fashionistki. Kiedy stwierdziła, że też nie lubi ckliwych piosenek o miłości, on też uśmiechnął się znowu. Właściwie większość kobiet, które znał je lubiła, ale w zasadzie... Maya była niezwykła pod wieloma względami, więc te piosenki też jeszcze tworzyły kolejny plus na jej liście zalet. Liście niezwykłości. A przynajmniej czegoś, co dla Galena takie było.
- To następnym razem zabieram cię na przejażdżkę Ferrari, albo Lambo, albo Porsche - to nie tak, że Galen jej się tym wszystkim chwalił, on po prostu nie mógł się nadziwić jakie te ich światy były różne, bo przecież jak on sobie tu sprowadzał jakąś aktorkę, czy modelkę, to na nich nawet najnowsze Ferrari nie zawsze robiło wrażenie. A Maya ekscytowała się wszystkim i to było... jakiś takie pociągające. To fascynowało samego Galena.
Zaraz prowadził ją do kuchni, żeby pokazać jej więcej, te blaty również, błyszczące, wypolerowane, nie nosiły na sobie nawet pół odciska palca, bo pewnie Lucita czyściła je kilka godzin temu, tymi specjalnymi ściereczkami.
Na słowa Majki wywrócił niebieskimi ślepiami, nie on to powiedział... Ale chciał.
- A widziałaś tamto łóżko? Jest ogromne, myślę, że na spokojnie weszłaby tam cała drużyna czirliderek - nie kłamał, bo jego łoże było pewnie wielkości sypialni - ale faktycznie, trochę nuda - bo Galen może na pierwszy rzut oka był... sztywny? Ale prawda jest taka, że on lubił próbować nowych rzeczy, i szybko się nudził, bardzo szybko.
Opierał się o blat patrząc na nią z dołu. W tej perspektywie też wyglądała mu całkiem ładnie.
Może nie wiedział o co ją prosi?
A może doskonale zdawał sobie z tego sprawę? Bo może Galen tak naprawdę chciał... Potrzebował, żeby wprowadzić do swojego ułożonego życia odrobinę chaosu?
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak to miejsce czasem wyglądało... po jakiejś imprezie, czy coś - bo na codzień wyglądało jak żywcem wyjęte z jakiegoś katalogu, ale przecież Galen też czasem potrafił zaszaleć. Kiedyś...
Ale może dzisiaj też?
Już układał na ladzie te drinki, fikuśne butelki, nie za bardzo wiedząc jak je mieszać. W ogóle nie miał o tym pojęcia, więc kiedy powiedziała mu, żeby dał jej butelkę, to on od razu to zrobił. Wręczył jej pierwszą lepszą flaszkę, właściwie Galen nawet nie wiedział czy można to pić o tak z gwinta, samo, po prostu, ale Majka się tym nie przejęła wcale, przechyliła ją, a Galen tylko się uśmiechnął. Zawiesił na niej to błękitne spojrzenie, a kiedy oddała mu butelkę, to sam też pociągnął łyka. Whisky, ale nie najlepsze, a prosto z gwinta w ogóle smakowało...
- Mocne - mruknął tylko ocierając usta rękawem nieskazitelnej koszuli, bo gdzieś sobie po drodze zdjął marynarkę. Na wieszaku przy drzwiach, czy jednak na oparciu jakiegoś krzesła? Nieważne.
Chciał jej oddać butelkę, ale wtedy pociągnęła go do siebie, a Galen się zachwiał, zatoczył i musiał wesprzeć rękę na jej udzie, kiedy wylądował między jej nogami. Nie zabrał dłoni od razu, tylko podniósł na nią niebieskie tęczówki, na jej ciemne, piękne oczy.
- Umiem... - odpowiedział od razu, ale w zasadzie... - ramen, ale ile to się gotuje - jęknął odchylając do tyłu głowę, bo chyba rzeczywiście nie miał teraz chęci, żeby robić jej swoje popisowe danie. Znowu się zachwiał zaciskając palce na materiale jej spodni, żeby się przytrzymać. Wyatt był słabym kucharzem, nie takim najgorszym jak niektórzy, którzy umieją tylko kanapki i ryż, ale jego popisowe danie to było ramen i jajko w koszulce. Chociaż jakby się trochę postarał, to może jeszcze coś by ugotował? Jakąś zupę? Albo sałatkę z płatkiem złota?
Zmrużył powieki zawieszając spojrzenie na jej twarzy, kiedy powiedziała to, że może lepiej nie ryzykować pożarem. Coś w tym było, bo pijany Galen już kiedyś podpalił tą piękną kuchnię. Już miał się od niej odsunąć wymieniając jej, co mogli zjeść, bo przecież była pełna lodówka. Na pewno znaleźli by tam też coś gotowego, co zrobiła mu Lucita, najpewniej z kuchni meksykańskiej.
Ale wtedy padły te słowa zaskocz mnie, a Galen... uwielbiał zaskakiwać.
Powinien teraz wyjąć z tej lodówki jakiegoś homara?
A może powinien...
Smukłe palce przesunęły się po jej udzie na pośladek, na którym je zacisnął i przyciągnął ją do siebie, tak, że oparła się na jego biodrach. Pochylił głowę w jej kierunku. Zawiesił usta nad jej pełnymi, ciepłymi wargami. Tuż. Tuż.
A zaraz się odsunął.
- Nie no... to nie jest zaskakujące - mruknął i chociaż jego dłonie przesunęły się po jej pośladkach na biodra, chociaż przez chwilę wisiał tak niebezpiecznie blisko niej, że z powodzeniem mogła się zaciągać tym mocnym zapachem jego perfum, patrzeć w niebieskie oczy, to zaraz zabrał ręce. Podszedł do białego, dużego stołu, gdzie stał kosz z owocami i dzbanek z wodą, a do tego te piękne kryształowe szklanki.
I co teraz zrobił Galen Wyatt?
Coś, czego Galen przecież nigdy nie robił, bo takie rzeczy to robią chyba tylko jakieś gangusy, zamachnął się i zrzucił te piękne rzeczy ze stołu, szkło rozsypało się po podłodze, owoce potoczyły po posadzce, a Galen oparł się o blat i poklepał go ręką.
- Tutaj... Na stole nie posuwam żadnych modelek, bo tutaj jem płatki - rzucił kompletnie szczerze, bo tak było - tylko uważaj na szkła - dodał jeszcze i wyciągnął do nie rękę. Możliwe, że zapraszał ją do stołu na płatki... Chociaż w jego niebieskich, jeszcze wciąż pijanych oczach było widać, że chyba nie.

Maya Parker
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
Welkom in Canada
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogła udawać, że jego słowa o przejażdżce Ferrari nie robiły na niej wrażenia, ale przecież robiły. I to wcale niemałe. Ponieważ Maya Parker nigdy, ale to nigdy w całym swoim życiu nie jechała sportowym samochodem. Oczywiście jeździła szybko, nie raz z własnym bratem, jednak były to samochody o wiele starsze, które maksymalną prędkość dwustu na godzinę otrzymywały całe się trzęsąc i trzeszcząc, jakby lada moment miały się rozlecieć na kawałki.
— Nigdy żadnym nie jechałam — przyznała w końcu, wzruszając ramionami. — więc nawet nie wiem, które by było najbardziej zajebiste — wbiła ciemne spojrzenie w jego czarujące, błękitne oczy. Może będą mogli wylosować? A może Galen zawiąże jej oczy, obrkęci dookoła własnej osi kilkakrotnie, a potem każe jej iść przed siebie i pierwsze, którego Majka dotknie będzie tym, którym się przejadą? Parker nie miałaby nic przeciwko. Jak już zdążył zauważyć, lubiła zdawać się na los.
Lubiła również chaos. To w nim odnajdywała się najlepiej. Czyste przestrzenie były dla niej zbyt szare, nudne i przytłaczające. Czuła się w nich jakoś bardziej na świeczniku, a w bałaganie… łatwiej było się wtopić w tłum. A przecież to właśnie Maya robiła przez większość życia. Chciała być niezauważalna, bo wtedy ściągała na siebie mniej kłopotów.
A jednak tutaj, w mieszkaniu Galena, czuła się zauważona. Widziała dokładnie, jak jego niebieskie jak spokojny ocean oczy przyglądają się jej z uwagą, jak słucha każde słowo, które wylatywało z jej ust, jak poświęca jej uwagę, na którą mało kto w ogóle marnowałby czas. Może to przez to, że był pijany, może na trzeźwo wcale nie widziałby w niej nic interesującego, ale przecież na ten moment było tu i teraz. A teraz krzywił się po wypiciu whisky z gwinta, na co ona tylko zaśmiała się głośno. A potem skończył między jej nogami, zarzekając się, że umiał gotować ramen.
— Ramen? — prychnęła, kręcąc przy tym głową z niedowierzaniem. — kto gotuje ramen w środku nocy? — spojrzała na niego troche jak na wariata, chociaż po jego minie było widać, że on również nie miał na to ochoty. — kanapka z szynką i serem — spojrzała na niego uważnie. — to dopiero wchodzi jak złoto — chociaż pewnie w słowniku Galena Wyatta złoto zdecydowanie nie stało obok sera i suchego chleba. A jednak, Parker była przekonana, że gdyby spróbował, byłby absolutnie zakochany. A jeszcze jakby się okazało, że miał w domu toster… kurwa. To dopiero byłoby zajebiście. Nawet miała w planie go o to zapytać, ale wtedy jego pijane ciało znowu na moment odcięło, powodując, że stabilny pion, który trzymał zachwiał się niebezpiecznie. Nim jednak Maya zdążyła go przytrzymać, on sam to zrobił, zaciskając palce na jej udzie. Chociaż nie było w tym żadnego podtekstu, wzrok Parker momentalnie zjechał w dół i przyjrzał się temu zjawisku. Miejscu, które nagle zaczęło przyjemnie mrowić pod materiałem jeansów. Dopiero wtedy uderzyła ją bliska odległość, w jakiej się od niej znajdował. Wcześniej nawet nie zwróciła na to uwagi, po prostu była świadoma jego obecności.
A on jakby czytał jej w myślach. Jakby wyłapał ten jeden, pojedynczy błysk w oku, który świadczył o tym, że jego dłoń na udzie faktycznie się jej podobała; że nie była jedynie podparciem. Wstrzymała oddech, kiedy rozpoczął swoją wędrówkę po jej nodze. Nie spodziewała się tego po nim, a jednak gdy jego smukłe palce mocno zacisnęły się na pośladach, mimowolny dreszcz przeszedł wzdłuż jej pleców. Reagowała na niego bardziej niż chciałaby to pokazać i bardziej niż sama to wszystko rozumiała, ale… podobało jej się to. Ta dwuznaczna zabawa, którą rozpoczęli. Dlatego gdy tylko zetknęła się z jego biodrami, przełożyła dłonie za plecy i odchyliła się delikatnie do tyłu, czekając i sprawdzając, jak daleko byłby się w stanie posunąć.
Okazało się, że praktycznie wcale, bo zaraz się od niej odsunął, oznajmiając, że jego bliskość wcale nie była zaskakująca. I może faktycznie, dla kogoś kto przed chwilą przyznał się, że był uzależniony od seksu, tego typu akty raczej mało miały w sobie z niespodzianki. Maya przyjęła to z uśmiechem, wciąż wodząc za nim spojrzeniem.
— Faktycznie trochę przereklamowane — skwitowała rozbawiona. W końcu to tu obracał wszystkie swoje modeleczki, sam jej to wcześniej przyznał. A Parker nie była jak wszystkie. Właściwie w jego świecie była jednym, wielkim nikim. Jakaś przypadkowo spotkaną dziewczyną, która odprowadziła go pijanego do domu, a teraz panoszyła się po jego kuchni. — powinieneś się trochę bardziej post… — postarać. To chciała powiedzieć. Nie zrobiła tego, bo w tym samym czasie, gdy jej usta wypowiadały zdanie, Galen nagle stanął przy wielkim, białym stole i jednym gestem ręki… zrzucił z niego wazon z kwiatami i karafkę z wodą. Majka aż się wyprostowała, obserwując, jak szkło trzaska się na milion drobnych kawałeczków, podczas gdy woda z dzbanka zalewa nieskazitelnie błyszcząca i wypolerowaną podłogę. A zaraz potem doszły do tego jeszcze szklanki. — dobra, to było kurewsko zaskakujące — skwitowała po chwili, wciąż patrząc na niego z niedowierzaniem, chociaż na jej ustach malował się ogromny uśmiech. Niesamowity to był widok: ułożony, wysoko postawiony prezes, który rozpierdala szklanki we własnym mieszkaniu i robiąc bałagan. — jeszcze koszule rozepnij, to już dopiero będziesz prawdziwym łobuzem — zaśmiała się, w tym samym czasie podnosząc nogi na blat i pociągając je pod własną brodę. Przez chwilę po prostu na niego patrzyła, a już po chwili jej wzrok spoczął na szklankach, które przygotował na drinki, nim zaczęli pić z gwinta. Nie widziała, czy mogła, czy może ta zasada obowiązywała tylko w jego przypadku ale… delikatnie strąciła jedną zwinnym ruchem stopy, a zaraz potem drogą. Szkło roztrzaskało się o kuchenne kafelki, a Parker poczuła, jak serce wali jej o wiele mocniej niż wcześniej. Mało rzeczy w rozbijała intencjonalnie, praktycznie nic, bo przecież nigdy też nie miałą kasy, żeby to odkupić, ale musiała przyznać, że uczucie jakie temu towarzyszyło było… wyjątkowo przyjemne.
— Oferujesz mi płatki, Galen? — uniosła brew ku górze, ani na moment nie ściągając z niego spojrzenia. — zajebiśćie. Całe wieki nie jadłam — dodała z uśmiechem. A przecież te jego z pewnością były na dodatek z jakiejś górnej półki, pewnie smakowały jak bobki jednorożców, prosto z kolorowej tęczy po drugiej stronie świata. Rozejrzała się dookoła, gotowa zejść, ale faktycznie, wszędzie było szkło. Po jednej i po drugiej stronie blatu. Dlatego co zrobiła Majka? Oczywiście, że stanęła na blacie. Nawet się nie zachwiała, wcale nie przejęta wysokością, jakiej nagle nabrała. Ostrożnie stawiając kroki przeszła na drugą stronę wyspy, o wiele bliżej stołu, przy którym stał Wyatt. W pierwszej chwili miała ochotę po prostu na niego skończyć, jednak miałą świadomość własnych ograniczeń. Nawet ona nie była aż tak szalona. Chociaż biorąc pod uwagę kolejny durny pomysł, jaki przeszedł do jej głowy, to może jednak była.
— Złapiesz mnie? — spytała z uśmiechem szaleńca, a nim on zdążył cokolwiek odpowiedzieć, również ją zaczepić, Parker odwróciła się do niego tyłem, stojąc przy krawędzi blatu, rozłożyła ręce na boki i… w pierwszej kolejności zachwiała się lekko, a potem faktycznie przechyliła się do tyłu, podczas gdy jej serce waliło jak szalone. Wierzyła w to, że jednak ją złapie. Bo jeśli nie, to mogła sobie o ten piękny biały stół, zawodowo rozwalić głowę tym swoim nowym sposobem schodzenia z blatów.

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oczywiście, że Galen się zdziwił, kiedy Majka wyznała, że nigdy nie jechała żadnym z tych sportowych aut, bo przecież w jego świecie to była normalka. Drogie, szybkie samochody.
- Ja najbardziej lubię Porsche, ale Ferrari jest nowe, a Lombo najwygodniejsze... - Galen kochał szybkie samochody i mógł jej o nich rozprawiać pewnie godzinami, zaraz by jej pewnie naszkicował, które jest najszybsze, które najwięcej wyciągnie, a które ma najlepsze przyspieszenie.
Ale może... to już jak będą nimi jeździć?
Bo skoro jej obiecał, to musi kiedyś zabrać ją na przejażdżkę. I może naprawdę będą losować? Albo Galen po prostu powie, żeby wybrała to, które najbardziej ją przyciąga? Czarne, klasyczne, drapieżne Porsche. Złoto-czarne, królewskie Lambo, albo czerwone, szybkie, dzikie Ferrari.
A to tylko te auta, które trzymał u siebie w apartamencie, bo przecież w willi Wyattów pod miastem była cała kolekcja samochodów jego ojca, klasyki, cały podziemny garaż. Nie ma się chyba co dziwić, że porównywali Galena do Bruce'a Wayne'a, chociaż batmobilu to akurat w kolekcji mu brakowało.
Nie brakowało mu jednak tej swojej typowej pewności siebie, kiedy wylądował między jej udami, kiedy niebieskie tęczówki przesunęły się po jej twarzy, zatrzymując na ciemnych oczach.
A zaraz opowiadał jej o tym, że był mistrzem ramen, tylko tego. Chociaż kiedy ona powiedziała mu o tych kanapkach z szynką i serem, to Galen aż skinął głową.
- To też brzmi zajebiście - Wyatt użył słowa na z, kończącego się na ajebiście? Chyba tak.
Ale przecież nawet Galen Wyatt czasem spuszczał z tonu, czasem był mniej... prezesowski, a bardziej wyluzowany. Tylko prawda jest taka, że bardzo mało osób znało go od tej strony, bo... nikt nie chciał go poznać.
Ale może Majka chciała?
I to Galen chciał zobaczyć w tych jej ciemnych, pięknych oczach, ale zobaczył coś zgoła innego. Coś, co sprawiło, że jego palce zacisnęły się na jej pośladku, a on przyciągnął ją do siebie. I chociaż niebieskie tęczówki spoczęły na jej pełnych wargach, chociaż w głowie pojawiła się taka myśl, jak smakują. Jej usta.
To uznał, że to byłoby rzeczywiście dla niego typowe. Galen Wyatt, który sprowadza sobie do mieszkania dziewczyny, tylko po to, żeby zaliczyć je na nieskazitelnym blacie. Chciałby to zrobić.
Więc może powinni wyłamać się ze schematu? Chociaż... była tak blisko, czuł na sobie ciepło jej ciała, czuł zapach jej perfum. I Galen naprawdę przez chwilę walczył ze sobą zanim się odsunął. Ze swoim uzależnieniem może?
Z tym, jaki był i jak działał według swoich utartych schematów. Z Majką znowu próbował czegoś... nowego, nie tak nowego jak baton Wunderbar, ale nietypowego, bo typowy Galen Wyatt, by to zrobił. Złączył ich usta w gorącym pocałunku, zaliczył ją na blacie, może drugi raz jednak w łóżku? Albo przy oknie? A potem... się pożegnał, z myślą, że już więcej się nie zobaczą.
A z nią chciał się znowu zobaczyć.
I chciał z nią... zaszaleć, ale nie w taki sposób, jak to robią bogate dupki. W zupełnie inny. Dlatego zaraz się odsuwał, dlatego zrzucał ze stołu wazon... Piękny, drogi wazon. I szklanki.
Obejrzał się na Majkę, kiedy powiedziała, że to było zaskakujące, jego też trochę zaskoczyło, ale było to też... fajne. Podobało mu się. W ten dziwny, ekscytujący sposób.
Na jej kolejne słowa szarpnął za swoją koszulę... Ale prawda jest taka, że Galen nie włożył w to wcale siły, a Armani też dobrze przyszywał swoje guziki i tylko wywlókł ją ze spodni, ale nawet jeden guziczek nie puścił.
- Nie wiem jak to się... - spuścił głowę i jeszcze przez chwilę chciał urwać guzik, a potem chciał rozpiąć, ale to też szło mu średnio. Był zbyt pijany, bo przecież Galen nigdy nie miał z tym problemu.
Machnął na to ręką i zaraz opierał się o blat. A kiedy Majka zrzuciła jego szklanki ze złoto obwolutą, to tylko się uśmiechnął.
- Karafka do kompletu jest u góry - i nawet jej pokazał, w której szafce, bo prawda jest taka, że dla Galena Wyatta te drogie szklanki to było... nic.
Może sam też jeszcze by coś zrzucił, ale wtedy Maya zapytała go o te płatki, a Galen skinął energicznie głową.
- A na jakie masz ochotę? Mam czekoladowe, i zbożowe i kukurydziane, i najlepsze truskawkowe - i pewnie gdyby jej pokazał, to ta jego półka z płatkami wyglądała jak taka w sklepie. Ale Galen praktycznie codziennie jadł na śniadanie płatki, różne. A Lucita nie pozwalała mu wychodzić z domu bez śniadania, bo kiedyś zawsze to robił. Pił tylko kawę, a potem coś zjadł, albo wcale nie, bo prawda jest taka, że Galena najbardziej cieszyły te... płatki, albo jak Lucita przyniosła mu coś, co sama zrobiła. Bo te fancy lunche i obiady go okropnie nudziły. To zastanawianie się czy lepiej zamówić łososia, czy sałatkę, a może carpaccio z cukinii, albo polędwiczkę w śmietanie.
Wolałby kurczaka z Wendys, ale przecież żaden z jego kontrahentów nie podzielał tego zdania.
Już miał przejść do swojej szafki z płatkami, ale wtedy Maya stanęła na blacie, a Galen podniósł na nią niebieskie spojrzenie.
- Złapiesz... - powtórzył po niej i chyba przez chwilę się nad tym zastanawiał, już miał coś powiedzieć, może, że złapie, albo, że wcale nie?
Tylko nie zdążył. Zdążył jedynie nabrać powietrze w płuca i wyrwać się do przodu, kiedy ona już leciała na ziemię.
Złapał?
Tak, chociaż nie był tego taki pewny, czy złapie i czy przy tym nie wywiną razem orła, jak w autobusie. Ale udało się, i zaraz Wyatt podrzucił ją poprawiając sobie w ramionach, wypuszczając powietrze z płuc prosto w jej dekolt.
- Jesteś... szalona - powiedział, ale się uśmiechnął. Bo właściwie to wcale mu to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Galen potrzebował w swoim ułożonym życiu odrobiny szaleństwa, zawsze do niego ciągnął. Do tego przyspieszonego bicia serca, które teraz też tak zabiło, co Majka mogła poczuć przez materiał jego drogiej koszuli. Znowu niebieskie tęczówki spoczęły na jej pełnych ustach, ale Galen odwrócił się i posadził ją na stole, a zaraz... naprawdę otworzył szafkę z płatkami. Różnymi, odwrócił się do niej a sam sięgnął po swoje ulubione, chociaż Majka też mu mogła coś zasugerować.
- A jakbym nie złapał? - zapytał i zaraz stawiał obok niej na stole płatki. Uważał po drodze na szkła.
Nie pomyślał o mleku, ani miseczkach, tylko otworzył plastikowe pudełko i sięgnął po kilka, żeby wpakować je sobie do ust, bo zaraz już stał znowu obok Majki, podpierając się ręką o stół.
Ciągnęło go do niej.
Mógł udawać, że nie, ale... tak było.
- Skąd wiedziałaś, że cię złapię? - zapytał, chociaż czy naprawdę wiedziała? Nawet Galen nie był tego taki pewny, jak się do niej wyrwał - te są moje ulubione - podsunął jej pudełko z płatkami i sam Wyatt też do nich sięgnął. Wielki prezes Northex Industries objadający się suchymi płatkami prosto z pudełka... jak dziecko.

Maya Parker
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
Welkom in Canada
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Głośny śmiech Parker wybrzmiał w pomieszczeniu, gdy prezesowskie paluszki Wyatta zacisnęły się na nieskazitelnie białej koszulki. Nie posądzała go o tak wielką spontaniczność, że aż rozwaliłby własną koszulkę tylko dlatego, że ona tak powiedziała. A jednak to zrobił. Jednak złapał materiał i szarpnął na boki. Szkoda tylko że guziki ani myślały puścić. Trzymały się mocno, jakby były wyszyte z najsilniejszych nici. Oczywiście zostawała jeszcze opcja, w której to po prostu Galen miał tak mało siły, ale Maya raczej średnio w to wierzyła. Chociaż nie widziała go bez koszuli, spokojnie gdy go przy sobie przytrzymywała w klubie, mogła czuć pod opuszkami ryzujące się bicepsy. Siła więc była, a koszula dalej zapięta, może potrzeba było do tego kobiecej ręki?
Jak to nie wiesz jak pokręciła głową, wciąż rozbawiona. — łapiesz i szarpiesz — chciała mu pokazać, jak powinno się to robić, zaciskając palce na własnej bluzie, ale nawet nie miała zamka, więc jej dłonie jedynie rozciągnęły gruby, o wiele za duży materiał. Jej bluza nie pasowała do tej scenerii jak i cała Majka. W przepięknym, złotym apartamencie Galena, dziewczyna, która miała na sobie za duże, luźne ciuchy i rozczochrane włosy wyglądała co najmniej jak dziura w pięknym obrazku. A jednak kiedy po podłodze rozbiła się masa szkła, a kolorowe kryształki rozsypały dosłownie wszędzie, pasowała już nieco bardziej. Do twarzy jej było w chaosie. A jemu w rozmowę o płatkach. W sposobie w jaki opowiadał o różnych smakach i pytał jej, na co miała ochotę. Tylko nim Majka zdążyła mu nawet odpowiedzieć, do jej głowy wpadł iście durny pomysł. Już stąpała nierozważnie po chłodnym blacie wyspy kuchennej, by po chwili odwrócić się tyłem i polecieć w tył.
Nie była pewna, czy ją złapie, chociaż w sercu miała taką nadzieje. Czy bała się upadku? Oczywiście, że tak, ale w tym samym czasie była również człowiek uzależnionym od adrenaliny. Jej umysł trochę jak małe dziecko, potrzebował wiecznej stymulacji, dlatego czasami robiła tak bardzo nierozważne rzeczy. Wstrzymała powietrze i przez ułamek sekundy straciła pewność siebie, akurat w momencie, gdy jej ciało leciało już tył, a od tego wszystkiego nie było odwrotu. A zaraz potem poczuła jego ciepłe ramiona i już poniekąd znajomy zapach perfum. W końcu nawdychała się go dzisiaj wyjątkowo dużo. Jesteś… szalona. Uniosła na niego ciemne spojrzenie i również szeroko się uśmiechnęła, widząc jego uniesione kąciki.
— To chyba najpiękniejszy komplement, jaki usłyszałam w tym miesiącu — odrzekła zadowolona, kompletnie nie przejmując się tym, że gdyby nie zdążył, miałaby rozwaloną głowę i pewnie trzeba by wzywać karetkę. Całe szczęście los chciał, by nic takiego się nie stało i już po chwili jej tyłek wylądował na wielkim, białym stole. Widziała jego spojrzenie. Widziała dokładnie, jak wygłodniały, pijany wzrok zjeżdżał co chwilę na jej usta. Czy pozwoliłaby mu się pocałować? Nie znała jeszcze odpowiedzi na to pytanie. Maya lubiła zaczepiać, lubiła testować granicę, ale z pewnością nie była jak te wszystkie modelki, które nie mogły się doczekać, żeby się z nim przespać. Nie zależało jej na seksie tak jak na dobrej zabawie. A tą Galen w ostatnim czasie dostarczał jej aż w nadmiarze. Odprowadziła go wzrokiem do szafek i obserwowała, jak wyjmuje z półki wielkie, papierowe opakowanie płatków, przy okazji wypytując ją, co by było, gdyby jej nie złapał. A to akurat było proste.
— Jak to co? — pociągnęła nogi, siadając wygodnie po turecku i jeszcze okręciła się na stole. — wtedy rozwaliłabym sobie głowę o ten kancik o tutaj i musiałbyś dzwonić po pogotowie. Proste, nie? — jej mina była zdecydowanie nie adekwatna do sytuacji, która gdyby faktycznie się ziściła, byłaby mega poważna. Ale przecież nic się nie stało, to po co martwić się na zapas. Poczekała grzecznie, aż on nasypie sobie trochę płatków do ust, a gdy przejęła od niego pudełko, zrobiła dokładnie to samo, oczywiście kilka sztuk wyleciało jej z ust i poleciało gdzieś między uda.
— Nie wiedziałam — wzruszyła ramionami, odpowiadając mu zgodnie z prawdą. Nie miała pojęcia, czy ją złapie. — ale gdybym tego nie zrobiła, to byśmy nie wiedzieli — proste. Wskazała dłonią na lodówkę. — a podaj mleko — poprosiła z pełną buzią, kontynuując temat, gdy on ostrożnie przesuwał się pomiędzy rozwalonym szkłem. — czasami trzeba podjąć ryzyko i zobaczyć co z tego wyjdzie. Nie da się wszystkiego zaplanować, bo wtedy jak tylko coś się wykrzaczy, to tylko człowiek się zawodzi. A tak? — złapała jego jasne, obłędne spojrzenie, gdy już do niej wrócił. — a tak… to można się jedynie pozytywnie zaskoczyć — dokończyła, prezentując puente i przyglądając mu się uważnie. Nawet zaczepiła go nieznacznie, stukając palcem wskazującym gdzieś w okolice jego piersi. Było dużo prawdy w tym, co powiedziała, bo czy poznając ją w kawiarni spodziewał się, że ukradną kawę, pójdą na dach porozmawiać o życiu i spróbują nowych rzeczy jak batony i że skończą tak, w jego mieszkaniu, jedząc suche płatki? Na pewno nie. A więc mogło go to pozytywnie zaskoczyć. — rozumiesz? — miała nadzieje, że tak. Że chociaż na chwile jego myśli odpłynęły w podobne rejony co te jej, bo ona akurat nim była bardzo pozytywnie zaskoczona.
— Dawaj mi to mleko — wystawiła ręką i zgarnęła karton. Umieściła go sobie między nogami i zabrała za odkręcanie korka. — najlepsze w jedzeniu płatków oralnie, jest odpowiednie nawilżenie — wciąż mówili o tych samych płatkach? Chyba tak, chociaż Majka po prostu chciała sprawdzić jego minę na te słowa i może troszeczkę pobudzić jego wyobraźnie. — ogólnie chodzi o to, że pierwsze sypiesz płatków do ust, a potem zalewasz mlekiem i masz absolutnie zajebiste połączenie. Patrz — wyjaśniła już o wiele bardziej klarownie, a następnie zgodnie z własnymi instrukcjami nasypała sobie kolorowych kulek do ust i wciąż trzymając je otwarte, nalała trochę mleka. Niewielka biała strużka spłynęła po jej brodzie, kapiąc na stół, niż zdążyła złożyć wargi. Nie ściągając z niego spojrzenia wgryzła się w obłędny smak, jaki odebrały kubki smakowe i aż mruknęła pod nosem.
— Twoja kolej — rzuciła z wciąż jeszcze pełna buzią, czekając, aż Wyatt również spróbuje. — spróbuj — zachęciła go. — a potem opowiesz mi o tym, co ciebie ostatnio pozytywnie zaskoczyło.

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Galen się z tym nie zgadzał... że nie pasowała do jego apartamentu...
Pasowało, wprowadzała tu nieład, chaos do jego ułożonego, pięknego obrazka... Do złotej klatki, w której tkwił. Odrobina szaleństwa, którego Galen Wyatt tak łaknął, którego potrzebował, a które po prostu go omijało. Bo od dziecka, od urodzenia żył w świecie zasad, reguł, marmurowych podłóg bez skazy, tych nieskazitelnych blatów i białych koszul z mocno poprzyszywanymi guzikami.
A tu pojawia się ona, góruje nad nim na blacie zostawiając na nim odciski... Stóp. Nie dłoni, nie pośladków, tylko stóp, kiedy rzuciła się do tyłu.

Myślał, że jej nie złapie...


Był pijany, a ona go zaskoczyła, a jednak, okazało się, że Galen umie zadziałać impulsywnie, skoczyć do przodu jak ten lew, i do tego nie spudłować. Miał w sobie jeszcze trochę tej iskry, która gasła w nim z dnia na dzień przy Cherry. Nie wypaliła się do końca. I kiedy tak trzymał w ramionach Majkę, kiedy jego niebieskie oczy złapały jej ciemne, przenikliwe spojrzenie, to zaraz się uśmiechnął, zaraz jej mówił jaka jest szalona.
- A jaki był najpiękniejszy w zeszłym? - zapytał, jeszcze zanim ją posadził na stole, jeszcze z tym trochę wciąż pijanym spojrzeniem utkwionym w jej pięknych, ciemnych oczach - że jesteś piękna? Czy coś mniej oklepanego? - usadził ją na stole, ale jeszcze się nie odsunął - poczekaj mam... Wprowadzasz do mojego ułożonego życia odrobinę chaosu. Ładny? - zapytał i tym razem niebieskie tęczówki przesunęły się z jej pełnych warg, na oczy. Jemu się całkiem podobał, a przede wszystkim, to właśnie był jakiś taki szczery. Bo robiła to.
Bo przecież każda minuta z Majką była na swój sposób zaskakująca, zwariowana. Szalona.
Szalona też była kolekcja płatków Galena Wyatta, szafka od góry do dołu zastawiona płatkami śniadaniowymi, jak w sklepie. A on wybrał swoje ulubione i zaraz je przed nią stawiał na blacie. Zaraz o ten blat się oparł.
- I straszne, jestem taki kiepski z udzielania pierwszej pomocy - powiedział i pokręcił głową, ale to była prawda, bo może i Galen brał udział w jakiś kursach i by to nawet ogarnął, ale prawda jest taka, że on nie lubił widoku krwi, może nie mdlał od niego, ale było mu jakoś słabo...
Dlatego teraz tak ładnie uważał na te szkła. A może powinien je zebrać? Nawet spojrzał na podłogę. Ale zaraz i tak podnosił spojrzenie na Mayę.

Nie wiedziała...


Zaryzykowała. A Galen przecież też lubił ryzyko. Może nie rzucał się ze stołu, ale wyprowadzał Northex na światowe rynki... Dużo ryzykował. Kiedy zapraszał do siebie Japończyków, albo prowadził konferencje z Europą w środku nocy. Kiedy poprosiła o mleko, to znowu ostrożnie podszedł do lodówki, żeby po nie sięgnąć. Słuchał jej słów, chociaż niebieskie oczy wodziły po podłodze, kiedy stawiał ostrożnie kroki między szkłami.
- Lubię ryzyko - stwierdził i znowu stanął bardzo blisko niej - ale prawda jest taka, że... Kurwa - naprawdę to powiedział? Chyba tak, aż odchylił do tyłu głowę - od dziecka całe moje życie jest zaplanowane. No wiesz... Od niemowlaka trzy języki obce, potem kilka lat i gra na instrumencie, taniec towarzyski. Wybrane przedszkole, szkoła, a potem... Potem prezesura. Dziwne, że żony mi nie wybrali - wzruszył ramionami. Ale tak było.
Chociaż żonę może też mu wybrali, tylko, że Galen przecież na studiach się buntował. Bardzo. I prawie wywalili go z Harvardu za romans z profesorką. Stracili nad nim kontrolę, a Wyatt zaczął trochę ryzykować.
- I teraz też wiesz... Praca, apartament, siłownia, dużo rzeczy mam zaplanowane. Nawet dzisiaj planowałem, że przyprowadzę tutaj jakąś laskę... - przesunął długimi palcami po tych miękkich włosach, po potylicy - ale w zasadzie to... jestem pozytywnie zaskoczony - bo akurat, że wróci tutaj z Mayą, tego nie spodziewałby się nigdy. Do tego autobusem nocnym, a nie ze swoim szoferem w limuzynie.

Zawiesił niebieskie tęczówki na jej oczach.
Rozumiał.
I chyba jeszcze coś zrozumiał...


Potrzebował w swoim ułożonym, idealnie zaplanowanym życiu, odrobiny chaosu, pozytywnego zaskoczenia.
Podał jej w końcu mleko przesuwając je w jej kierunku po blacie, a sam usiadł na krześle przy stole opierając łokieć tuż koło jej uda. Spojrzenie zawiesił między jej nogami, na tym kartonie, kiedy siłowała się z zakrętką. Uniósł jedną brew, kiedy dotarły do niego jej słowa, a zaraz podniósł spojrzenie na jej twarz. Wypuścił mocno powietrze z płuc przez nos i mogła to poczuć na udzie, chociaż przez jeans może wcale nie? Może zagrało tylko na jej palcach, które opierała na kartonie. Zdecydowanie pobudziła jego wyobraźnie, zresztą... ta Wyatta zawsze działała na najwyższych obrotach. Jeśli chodzi o kobiety, to on przecież zawsze troszeczkę... rozbierał je wzrokiem. Zawsze te niebieskie tęczówki zatrzymywały się na pełnych, miękkich wargach sugestywnie. Zawsze on sam zastanawiał się jakby to było...

I teraz też się zastanowił.


Patrzył na te płatki w jej ustach, na to jak zalała je mlekiem, a biała stróżka ściekła jej po brodzie. Znowu to słowo miał w głowie. Putain… Bo po francusku się nie liczy? Mierda...
Kurwa.
Galen przecież nigdy nie był odporny na kobiecie wdzięki. W ogóle.
Ale tym razem próbował. Próbował nie skończyć tak jak zawsze, długie nogi zawieszone na jego szyi. Oplatające się na niej, kiedy...
Sięgnął po płatki, żeby nasypać sobie ich trochę do ust, ale w pierwszej chwili je po prostu pochrupał i zjadł.
- Czekaj... - skup się Galen. Nie na niej. Na płatkach.
Na płatkach.
Druga próba, najpierw płatki, potem mleko, które też mu pociekło po brodzie, bo oczywiście z nim przegiął...
No i to był błąd, bo Galen zamiast oralnie te płatki przełknąć, to zaraz... Mleko mu poszło nosem, a te wszystkie płatki wysypały mu się z buzi na nieskazitelną koszulę, kiedy się nimi zachłysnął.
- O kurwa... - i znowu to powiedział i aż musiał uderzyć się ręką w splot słoneczny, bo by się chyba udusił. Odkaszlał, ale aż niebieskie oczy mu zaświeciły - chyba nie umiem oralnie jeść płatków - stwierdził opadając plecami na oparcie krzesła i chciał zetrzeć z nieskazitelnej koszuli plamę po rozmiękniętych płatkach, ale tylko ją rozmazał. Nie wyglądało to dobrze, więc Galen zaraz wstał i poszedł po ścierkę, ale kiedy przesunął po koszuli mokrą ściereczką to zaowocowało tylko tym, że przykleiła mu się do torsu, a tęczowa plama i tak była. Co oni dodają do tych płatków?
Podniósł spojrzenie na Majkę, bo chyba zastanawiał się, co jego zaskoczyło.
- Wiesz co? - zapytał i walną szmatkę do zlewu - że jeszcze stąd nie uciekłaś - uśmiechnął się do niej delikatnie. Ale fakty były takie, że Cherry już dawno uznałaby, że to wszystko to jakiś kiepski film, a Galen chyba oszalał.
Bo przecież on nie chodził w brudnych koszulach. A teraz w takiej stał przed Majką, znowu blisko. Coraz bliżej...
- A ciebie, co ostatnio zaskoczyło? - zapytał, a jedna jego dłoń wylądowała między jej udami. Niebieskie tęczówki przesunęły się po jej twarzy w dół... ale zatrzymały na tej plamie na jego koszuli - nie no, jak ja wyglądam... - w ogóle nie jak nieskazitelny Galen Wyatt. Marzenie połowy kobiet z Toronto. Bardziej jak... siedem nieszczęść. Potargany, z koszulą wywleczoną ze spodni i tą ohydną plamą na samym środku.

Wprowadzasz do mojego ułożonego życia odrobinę chaosu.
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
Welkom in Canada
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chociaż za gorsz nie umiała ich przyjmować, komplementy, którymi raczył ją Galen Wyatt były wyjątkowo trafne. I w dodatku wcale nie oklepane. Nie mówił jej, że miała ładne włosy czy oczy, a właśnie chwalił to, że była szalona, że wprowadzała do jego poukładanego, idealnego życia odrobinę chaosu. Chaosu, którego ona przecież potrzebował, legnął do niego. Widziała to w sposobie, w jaki cieszył się po chociażby rozbiciu szkła. Ktoś kto chciał żyć w swojej ułożonej bańce od razu zabrałby się za sprzątanie. On tego nie zrobił. Galen celebrował chwilę, cieszył się z tego, z tej podniesionej adrenaliny, którą ona jeszcze bardziej uwolniła przez swój rzut w tył chwile temu, po którym skończyła w jego ramionach, a potem na stole, tłumacząc mu jak to w życiu trzeba było czasami podjąć ryzyko. Uśmiechnęła się, gdy powiedział, że również je lubił, a kiedy przysunął się bliżej oczy Majki na moment zjedały na jego sylwetkę. Jakby chciała sprawdzić, jaki jeszcze istniał między nimi margines bezpieczeńtwa.
Był niewielki.
Wystarczający jednak, żeby Parker mogła wrócić do jego twarzy akurat w momencie, gdy zaczął opowiadać o swoim dzieciństwie. Tym złotym dzieciństwie, o którym już kilka razy jej wspomniał i w którym tak naprawdę brakowało wielu kolorów.
— O ironio — rzuciła pod nosem, przy okazji kręcąc głową z niedowierzaniem. Nie wyśmiała go za to, co powiedział, ona po prostu nie mogła wyjść z podziwu w jak różnych światach żyli. — kiedyś dałabym sobie rękę uciąć za coś takiego. Wiesz, żeby jako dzieciak móc pójść na jakieś zajęcia — załapała jego przenikliwe, błękitne spojrzenie, nawet nie myśląc o tym, ze znowu się sobie zwierzali. — u mnie w domu było zupełnie odwrotnie. Nigdy nie było kasy na nic, czasami nawet na książki, dlatego razem z bratem zgarnialiśmy masę uwag w szkole i przez to, że nie mieliśmy się z czego uczyć, to… tego nie robiliśmy. A zajęcia? Zapomnij. Kurwa Galen, nawet sobie nie zdajesz sprawy, jak bardzo chciałam, żeby matka zapisała mnie chociaż na gitarę. Wszystko bym za to oddała — bo Maya już za dzieciaka kochała muzykę, tyko co z tego, jak nigdy nie mogła jej w pełni rozwijać? Na instrumentach uczyła się grać od ulicznych grajków do których zagadywała dopóki nie uzbierała na swoją własną gitarę. A to też nie był proste, bo każdy odłożony hajs był jej przez kilka dobrych lat po prostu zabierany. Na dom i życie, czytaj: na dragi na nowego fagasa matki.
To wszystko co mu mówiła, nie było jednak po to, żeby się pożalić. Miała nadzieje, że o tym wiedział. Że to co się między nimi działo, było na swój sposób niesamowitą wymianą poglądów. Starciem dwóch kompletnie przeciwległych biegunów, które jednak teraz na równi zaglądały sobie w oczy, w towarzystwie lekko przyśpieszonego bicia serca.
— To musi być straszne mieć tak wszystko zaplanowane — wróciła jednak na moment do niego, przyglądając mu się uważnie. — nie stresuje cię to? No wiesz, nie doprowadza cię do szału potem to, że coś się wykrzaczy ze tego zajebistego planu? Nie chciałeś nigdy wyłamać się z tego durnego schematu i po prostu obudzić się rano i robić to, na co tylko miałeś ochotę, zamiast kolejny dzień zapierdaać na sikę? — dużo pytań mu zadawała, ale to wynikało ze szczerego zainteresowania. Nie ekscytowały ją jego pieniądze. Ją bardziej fascynował sam Wyatt, który przez cały ten czas był dla niej zagadką. Niewiadomą, którą ona desperacko chciała poznać. Wszystko co siedziało w tej prezesowskiej główce. Chociaż kiedy powiedział, że nawet planował sobie sprowadzić jakąś laskę, Maya zaśmiała się głośno.
— A przepraszam ja to co?! Worek ziemniaków? — nachyliła się do przodu i sprzedała mu delikatne uderzenie w ramię. Dobra, może trochę mocniej niż delikatnie. — ja wiem, że nie mam na sobie jakieś zajebiście drogiej, obcisłej sukienki i mocnego makijażu, ale przynajmniej wnoszę do tego duetu trochę spontaniczności, okej? Chociaż tą bluzę z lumpa, to podobno nosiła kiedyś sama Madonna — oczywiście musiała na sam koniec swojej wypowiedzi wrzucić zaczepnym kłamstwem. Galen podczas ich ostatniego spotkania tak pięknie łykał wszystko, co mu mówiła, że wręcz nie mogła się powstrzymać. Chociaż prawda była taka, że Madonna miała w jednym teledysku podobną i zawsze Majka wszystkim nawijała, że to pewnie ta jej. Nikt jej nigdy nie wierzył i pewnie Galen też nie powinien.
Nie powinni również jeść płatków bezpośrednio z pudełka i zalewać je mlekiem, co zaraz Maya robiła, ale z drugiej strony, kto im zabroni? Nie było żadnej oficjalnej ustawy, która pozwalałaby je jeść tylko z miski. Chuj, że mogli się zadławić, to był akurat najmniejszy problem, bo ona już pokazywała mu jak to powinno się je odpowiednio zalać w ustach. Spojrzała na niego spod byka, kiedy tylko nasypał trochę krążków i przegryzł je na sucho. Już była gotowa go zrugać, ale kazał jej czekać. Więc czekała. A potem zaśmiała się głośno, na widok tego jak mleko wychodzi mi nosem, kiedy zaczął się tym wszystkim krztusić. W sekundę rozbolał ją brzuch, a samo ciało Parker prawie wywinęło fikołka na stole. Ściany Galena chyba też nie były gotowe na taką dawkę śmiechu, więcej się tu pewnie jęczało z rozkoszy niż śmiało.
— No chyba nie umiesz — zgodziła się z nim w pełni, nachylając do przodu i ścierając strużkę mleka, która pociekła mu po brodzie. — wszystkie oralne rzeczy tak chujowo ci idą? — musiała zapytać. No przecież nie byłaby sobą, gdyby go w ten sposób nie zaczepiła i trochę się z niego nie ponabijała. W końcu jak zachować powagę kimś, kto tak bardzo przejmował się plamą na koszulce. Odprowadziła go wzrokiem, kiedy poszedł po ścierkę, przy okazji wyśmiewając to, że zaskoczony był tym, że jeszcze nie uciekła.
— A gdzie miałabym uciekać? — pokręciła głową, zgarniając jeszcze kilka płatków do ust. — i po co? Nie dość, że dajesz mi tu jedzenie, drinki, to jeszcze świetną zabawę. Żartujesz? Mogłabym tu zamieszkać — zaśmiała się, chociaż taka była prawda. Wszystko tutaj było lepsze niż to, co czekało ją w smutnym, samotnym mieszkaniu, do ktorego ostatnio coraz częsciej wpadali kumpe jej brata. Nie myślała o tym jednak długo, bo kiedy ręka Galena wylądowała między jej nogami, a niebieskie tęczówki znowu zawiesiły się na jej twarzy, Parker znowu dawała mu całą swoją uwagę.
— Co mnie ostatnio zaskoczyło? — powtórzyła po nim, przechylając lekko głowę pierwsze na bok, jakby chciała mu się przyjrzeć o wiele uważniej, bardziej z bliska, podczas gdy podbrzusze przyjemnie mrowiło, jednak zaraz odrzuciła ją do tyłu, próbując przywołać się do porządku. — to że nie potrafisz jeść oralnie płatów — oznajmiła w końcu, chociaż tak naprawdę wiele rzeczy w Galena Wyttcie ją zaskakiwało. Z minuty na minutę coraz bardziej. — normalnie nie mogę tego przeboleć, dlatego siadaj — pchnęła go lekko na krzesło. — ja cię nauczę — dodała i bez ostrzeżenia przysunęła się do samej krawędzi stołu. Dłoń, którą Galen miał między jej nogami, wylądowała gdzieś pod udem, a sama Majka spuściła nogi w dół, będąc blisko do tego stopnia, że nie miał już żadnej drogi ucieczki. Korzystając z faktu, że siedząc w takiej pozycji była od niego minimalnie wyższa, pierwsze pozwoliła sobie przelecieć spojrzeniem dokładnie po jego twarzy, dopiero po chwili uniosła dłoń i wplotą ją w miękkie jak jasna cholerą włosy prezesa.
— Proporcje pojebałeś. Dlatego nie wyszło — powiedziała wyjątkowo cicho, ale w sumie po co krzyczeć, jak dzieliło ich kilkanaście centymetrów? Nim przesunęła dłoń na jego twarz, przejechała kilkakrotnie paznokciami po jego potylicy i szarpnęła delikatnie za blond kosmyki, by ten odchylił głowę w jej kierunku. Następnie przesunęła się taktycznie wzdłuż żuchwy, osadzając stabilnie palce pod szczęką, podczas gdy kciuk przejechał po brodzie, a potem niewinnie musnął jego dolną wargę. — otwórz — poprosiła, napierając na nią lekko opuszkiem i kompletnie ignorując przyjemny dreszcz, który przeszedł wzdłuż jej ciała. — pierwsze płatki — niechętnie odwróciła od niego spojrzenie, by wolną dłonią zgarnąć pudełko, a potem ostrożnie nasypać mu do ust kilka sztuk. Nie za dużo, dosownie kilka osobników. — a potem trochę mleka — tym razem złapała karton i przystawiła go do gorących ust Galena. Nawet nie zauważyła, że sama w skupieniu otwiera usta przy tej czynności, ale finalnie wlała mu niewielką ilość. — no i teraz — teraz powinno się udać. Ostawiła mleko i spojrzała na niego uważnie, czekając na werdykt. Zakrztusić się nie zakrztusił. Jedynie trochę mleka pociekło mu przy kąciku, ale Parker zwinnie zgarnęła to na palec i wsadziła pomiędzy własne wargi. — i jak?

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bo Galen umiał prawic komplementy, miał do tego naturalny dar...
Nie, prawda jest taka, że się tego nauczył, od dzieciaka używając słów, które w odpowiedni sposób dotykały, chociaż te, które powiedział Majce były... po prostu szczere.
Cała rozmowa z nią, zbaczająca na te różne tory, jego dzieciństwo i to jej, była szczera.
Dawno z nikim mu się tak dobrze nie rozmawiało. A może nawet... nigdy jeszcze przed nikim się tak nie otworzył? Bo przecież nawet Charity Marshall z rodowym pierścionkiem Wyattów na palcu nie wiedziała wszystkiego. Ale ona też nigdy nie próbowała się dowiedzieć. I tu przecież nie chodziło o ciągnięcie się za język, a o ten klimat, który oni między sobą tworzyli.
Zawiesił intensywnie niebieskie tęczówki na jej twarzy, kiedy zaczęła od tego o ironio. Słuchał jej. On by dał sobie rękę uciąć za to, żeby nie iść na kolejne zajęcia, żeby mógł posiedzieć z siostrą przed telewizorem i zjeść po kilka batonów, aż rozbolałyby ich brzuchy. Rzeczywiście żyli w tak odmiennych światach, że to było niesłychane. A przecież... obok siebie.
- Nauczyłaś się grać? - zapytał nagle, z czystej ciekawości. Bo on... chociaż tego nienawidził, to przecież był mistrzem juniorów w szermierce, taniec towarzyski i języki też opanował do perfekcji i gra na fortepianie. Bo kiedy Galen coś robił to się do tego przykładał, ze wszystkim tak było.
Dlatego teraz on też układał jeszcze chwilę w pijanej głowie te wszystkie słowa, które mu powiedziała. Pieniądze... szczęścia nie dawały, wiedział to na własnym przykładzie, swoim i siostry, a jednak... To one doprowadziły go tu gdzie był.
Na jej kolejne słowa wzruszył lekko ramionami.
- Właściwie... lubię to - stwierdził, bo może Galen potrzebował tej odrobiny szaleństwa, nuty spontaniczności, dawki cha-o-su, jednak to planowanie też było nieodzowną częścią jego życia. Bo... przecież był prezesem Northex Industries i ta firma, chociaż przekazał mu ją ojciec, była jego dumą. On nawet jak stracili dziecko z Cherry, to poświęcał się, żeby wyprowadzić Northex na prostą po tej wpadce z kontenerami - i zazwyczaj się nie wykrzacza - znowu wzruszył ramionami, ale tu wracamy do tego punktu, że Galen Wyatt jak coś robił, to robił to dobrze (no może oprócz jedzenia płatków oralnie) - ale wiesz jak jestem na wakacjach, to budzę się rano i robię to na co mam ochotę, w weekendy też... Ale często mam ochotę na siłkę. Lubię rano pobiegać, dać sobie wycisk, wyłączyć głowę - znowu się jej zwierzał. Otwierał przed nią, z taką łatwością, że to było niesamowite. Niesamowite też były... jej oczy. Wpatrzone w niego intensywnie.
- A ty co lubisz robić rano? - zwykłe pytanie? A może trochę nie na miejscu. Ale czy u nich istniało coś takiego nie na miejscu? Kiedy Galen właśnie z Majką czuł się jakby... wreszcie był na miejscu?
Jakby ktoś się nim zainteresował, nie jako prezesem Northex Industries, nie jako tym bogatym dupkiem, a po prostu człowiekiem.
Na jej kolejne słowa wywrócił oczami, ale zaraz się uśmiechnął.
- Nigdy nie przyniosłem tutaj worka ziemniaków... Więc to by było w sumie nietypowe - skoro oni już tak stawiali na oryginalność. I to nie tak, że Galen nie uznawał Majki za laskę, po-do-ba-ła mu się. Co zresztą mogła zobaczyć w tych niebieskich oczach, tak w nią wpatrzonych, które teraz przesunęły się po jej sylwetce i zatrzymały na tej bluzie.
- Madonna? - powtórzył po niej. Oczywiście, że Galen w to uwierzył, nawet przechylił na bok głowę, i sięgnął palcami do jej bluzy. Mogła ją nosić Madonna.
A Galen myślał, że on może tego mleka nalać sobie pełną buzię... Tylko zaraz okazało się, że nie, kiedy poszło mu nosem. Jeszcze kiedy Majka się śmiała, to on dusił się tymi płatkami, ale w końcu odkasłał i nabrał powietrze w płuca, a zaraz już mówił to, że nie umie jeść płatków oralnie, a kiedy Maya się z nim zgodziła, to utkwił w niej błyszczące, niebieskie tęczówki, chociaż trochę zezował nimi, kiedy sięgała do jego brody.
- Inne zdecydowanie lepiej - mruknął w odpowiedzi na jej słowa, czy wszystkie oralne rzeczy tak chujowo mu idą, a niebieskie oczy podniósł na te jej, ciemne.
Zaraz jednak zeszli na temat ucieczki, a Galen się uśmiechnął na słowa Majki.
- Fajnie... że uznałaś to za dobrą zabawę - stwierdził, bo Wyatt wciąż jeszcze mierzył się z tym, że jego narzeczona uznawała ich życie za kiepski film. Za każdym razem, co by się nie działo. Chyba nie usłyszał od niej nigdy, że dobrze się z nim bawiła.
A Maya tak.
Znowu jakoś tak automatycznie, odruchowo, przesunął się do niej, a jego dłoń wylądowała między jej udami na stole. Zwrócił na to uwagę?
Tym razem może odrobinę, ale i tak bardziej skupiając się na jej odpowiedzi na jego pytanie. Lubił jej słuchać.
Chociaż tym razem na jej słowa strzelił oczami w sufit.
- Ale mogę ci coś powiedzieć po japońsku... - rzucił jeszcze, żeby się trochę obronić, ale Majka już stwierdziła, że go nauczy. Jeść oralnie płatki. A do tego posadziła go na krześle, wystarczyło to delikatne popchnięcie, żeby Galen na nie opadł, a głowę zadarł do góry, żeby na nią spojrzeć. Czuł na ręce ciepło jej ciała, czuł jej bliskość, a kiedy wplotła palce w jego miękkie włosy, to się nawet uśmiechnął. Tymi niebieski tęczówkami wpatrując się w jej duże, piękne oczy.
- Bo ja zawsze chcę... więcej - i on też to powiedział cicho, jakoś tajemniczo odrobinę. Kiedy tak sunęła paznokciami po jego skórze, kiedy szarpnęła za włosy, to Galen nabrał w płuca więcej powietrza. Jej dotyk, przyjemnie mrowił skórę, a warga mu zadrżała, kiedy wylądował na niej jej palec. Ale się posłuchał, otworzył usta, a kiedy na języku wylądowało kilka płatków, to jeszcze się do niej przysunął. Niebieskie spojrzenie, z jej ciemnych, pięknych oczu zjechało na jej pełne wargi, kiedy otwierała je równo z nim. Nalała mu do ust mleko, a Galen się uśmiechnął i trochę białej cieszy ściekło mu w kąciku ust, ale nie wylało się. Zamknął usta, przegryzł płatki i aż zmrużył powieki mrucząc pod nosem.
- Mmmm… pycha - stwierdził...
I kiedy Majka ściągała tą kropelkę mleka z jego ust, kiedy wsadziła palcem pomiędzy gorące, pełne wargi, to był już jego koniec. Bo Wyatt najpierw przesunął ręką wyżej pomiędzy jej uda, zapierając się mocniej na stole, a zaraz już wstał. Zaraz pochylał się nad nią nie przejmując wcale plamą na koszuli. I najpierw jego ciepłe wargi zawisły kilka milimetrów od jej pełnych ust.
- Wybacz mi... to - mruknął, a niebieskie tęczówki znowu przesunęły się po jej twarzy na oczy. Sięgnął do jej policzka, żeby przesunąć po gładkie skórze smukłymi palcami, musnąć jej żuchwę, za którą ją przytrzymał, kiedy łączył ich usta w pocałunku. Najpierw krótkim, zmysłowym, takim, w którym jego wargi badały fakturę jej miękkich, gorących ust. I kiedy się od niej odsunął nabierając mocno powietrze w płuca, to zaraz zrobił to znowu. Zachłanniej, mieszając na językach słodki smak płatków i mleka. Ich smaki. Palce przesunął na jej kark, wplatając je w ciemne kosmyki.
A ręka przesunęła się spomiędzy jej ud, na biodro, wyżej, pod materiał bluzy, którą nosiła Madonna.
I znowu się od niej oderwał, znowu na nią spojrzał, niebieskie tęczówki zawieszając na jej pięknych oczach. Klatka piersiowa unosiła mu się w przyspieszonym już oddechu. Smukłe, chłodne palce muskały gorącą skórę na jej biodrze, ułożył je na jej plecach.
- Nie pozwól mi... - bo mogła go jeszcze od siebie odepchnąć. Jeszcze zawetować to, co dla Galena było już... chyba jedyną opcją. Bo on już się zakręcił na obłędnym smaku jej ust, na cieple, które od niej biło. Na jej zapachu, który drażnił zmysły. Na gładkiej skórze, której fakturę czuł pod opuszkami.

Nie pozwól mi...
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
Welkom in Canada
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie rozumiała, jak można było lubić taki styl życia. Jako osoba, która wiecznie robiła wszystko na spontanie, kompletnie nie potrafiłaby się odnaleźć w życiu poukładanym co do najmniejszej sekundy. Pobudka, siłownia, spotkanie, konkretny rodzaj płatków na śniadanie? Nie wyobrażała sobie tak funkcjonować. Mogło wynikać to z faktu, że nigdy po prostu tego nie miała. Nie miała możliwości oraz pieniędzy, żeby pozwolić sobie taki luksus. Galen był w tym wychowany. To było jedyne co znał. Od dziecka przestrzegał zasad, tańczył, jak zagrali jego rodzice i z pewnością bardzo dużo z tego przełożył na swoje obecne życie. U niej było zupełnie odwrotnie. Był tam chaos. Zastanowiła się na moment, gdy spytał, co ona lubiła robić z rana, chociaż na usta cisnęła się jedna, jedyna, prawdziwa odpowiedź na to pytanie.
— Spać — wyszczerzyła się w jego kierunku. — no co? Zbyt oczywiste? Ja po prostu lubię spać. Wiesz, czasami kończę zmianę nawet o piątej nad ranem, więc potem po prostu odsypiam. Czasami jak się obudzę, lubię wypić kawę i posiedzieć przed blokiem, trochę pogadać z sąsiadami, czasami siądę do laptopa i coś pomiksuje — wymieniała kolejne rzeczy, zastanawiając się tak naprawdę, czy ona w ogóle miała jakąkolwiek rutynę. Chyba nie. Chyba była na tyle chaotyczną osobą, że nawet tego, co zrobi rano nie planowała. Jasne, wiedziała, że trzeba umyć zęby i zaczesać włosy, ale na tym kończyła się jej umiejętność organizacji własnego czasu. — widzisz, na przykład dzisiaj… — podniosła na niego spojrzenie, wbijając wzrok w intensywne, błękitne oczy. — jakbym miała coś zaplanowane po robocie, to nie odprowadziłabym cię tutaj. Po prostu wsadziłabym cię w taksówkę. I co? I ominęłaby nas taka świetna podróż autobusem nocnym i jedzenie ptaków na stole — nie chciała na siłę wciskać mu swojego punktu widzenia na świat, ale chciała mu nieco pokazać jak ta jej perspektywa wpływała na to, gdzie właśnie się znalazła. Majka szkła tam, gdzie ciągnął ją wszechświat. Nie planowała. Zostawiała po prostu decyzje na los i chociaż często żałowała swoich decyzji, tak czasami świat potrafił zaskoczyć. Jak teraz. Bo nawet gdyby chciała, nie zaplanowałaby tego, że będzie siedzieć na stole u Galena Wyatta, wciskać mu kit, że miała bluzę od samej Maddony i wyśmiewać się z niego, że nie umiał jeść płatków oralnie. No gdzie.
A już na pewno nie spodziewała się, że będzie go tymi płatkami karmić. Siedząc tuż przed nim, pozwalając, by jej kolana stykały się z jego ramionami, a dłonie miękko bawiły się włosami. Wyczytała dwuznaczność, gdy powiedział, że on zawsze chciał więcej. Widziała w jego oczach błysk i zadziorność, która sama w sobie sprawiała, że przez jej ciało przechodził ciepły prąd. Ekscytował ją. Intrygował. Zupełnie jak ta cała bliskość, w której się znaleźli. Ale co się dziwić? Maya nigdy wcześniej nie karmiła żadnego faceta w taki sposób, uważnie obserwując jego pełne, ciepłe wargi i to jak pomiędzy nimi niknęły płatki wraz z odrobiną mleka. Cała ta sceneria była tak odklejona od prawdziwego życia, w jakim funkcjonowała na codzień, że przez moment naprawdę miała wrażenie, że to wszystko było tylko snem. Wytworem jej wyobraźni, która zatraciła się za bardzo i po prostu popłynęła. Chociaż ta samotna strużka mleka, która spłynęła po jego brodzie i którą ona tak bezczelnie umieściła pomiędzy własnymi wargami, przypomniała jej, że byli tu i teraz. Uśmiechnęła się szeroko, gdy oznajmił, że było pyszne.
— A nie mówiłam? — zagadała, chociaż kiedy jego ręką przesunęła się jeszcze bardziej wgłąb jej uda, a sam Wyatt wezwał się z miejsca, głos nieco ugrzązł jej w gardle. Patrzyła na niego uważnie i ze spokojem, chociaż serce w piersi waliło już jak oszalałe. Głowa natomiast kazała jej uciekać. Ulotnić się z tej idiotycznie napiętej sytuacji, w której ich usta dzieliły już dosłownie milimetry.
Wiedziała, co chciał zrobić.
Czuła jego palce na własnym, rozgrzanym policzku. Miała świadomość, że powinna się odsunąć. Że to przecież nie miało prawa się wydarzyć. Że ich światy i tak nigdy nie zadziałały by razem, nie miały prawa bytu. A kiedy w końcu się odważył, kiedy musnął powoli jej wargi, pozwoliła mu na to.
Całe jej ciało spięło się w ułamku sekundy. Serce w piersi wyrwało się do przodu, a przez kręgosłup przeszedł niesamowicie przyjemny dreszcz. Jego wargi były miękkie, lekko spierzchnięte i smakowały truskawką pomieszaną z alkoholem. Smakowały zbyt dobrze, by jej zdrowy rozsądek miał cokolwiek do gadania. Smakowały czymś nowym i nieznanym. Czymś, czego nigdy wcześniej nie miała szansy kosztować. I może dlatego przez te kilka kolejnych chwil pozwoliła sobie odpuścić.
Jedną dłoń zacisnęła na brudnej, wciąż wilgotnej koszuli, przyciągając do siebie jeszcze bliżej, drugą zaś wplotła w miękkie włosy, podczas gdy usta pogłębiały pocałunek. I podczas gdy ten pierwszy był testowy, sprawdzał graniczę, pomagał im się lepiej poznać, tak drugi za to już o wiele bardziej zachłanny, agresywny. Był wyrażeniem napięcia, które budowali już od jakiegoś czasu. Zadrżała, gdy wdarł się pod materiał jej bluzy. Majka nigdy nie była dobrze traktowana w związkach, w których była. Przyzwyczajona raczej do szybkich numerków nie była przyzwyczajona do tak delikatnego, wyczulonego dotyku. Może dlatego na moment tak bardzo się w tym zatraciła? Zapomniała, że przecież nie po to tu przyszła. Dlatego kiedy w końcu się od siebie oderwali, a z jego ust wybrzmiało to nie pozwól mi, gdzieś pomiędzy szaleńczo galopującym sercem i płytkim oddechem, wleciało do jej głowy trochę tlenu. Wleciały również słowa, które sam wcześniej mówił.
— Nie — zacisnęła mocniej palce na koszuli, utrzymując go od siebie w bezpiecznej odległości. Jej głos był niski, zachrypnięty, jakby wciąż nie doszedł do siebie, po tym co się przed chwilą stało. Sieknęła do tyłu po jego rękę, podczas gdy czarne już spojrzenie miała wpatrzone w jego jasne oczy. — nie będę twoją laską na jedną noc, którą i tak chciałeś sobie sprowadzić skrzywiła się lekko na własne słowa, chociaż przecież nie leżały daleko od prawdy. Sam przecież przyznał się jej jakie wiódł życie, jak wiele modeleczek sprowadzał na jednorazowe numerki. Nie chciał być jedną z nich. Sama nie wiedziała kim chciała. Miała mętlik w głowie. I chociaż jakaś część niej chciała wskoczyć z nim na głęboką wodę, dać się ponieść, druga doskonale wiedziała, że to nie miało prawa się stać. Nie mogła ściągać do swojego życia ludzi. Nie na dłuższą metę i nie takich, którzy mogliby beknąć za jej styl życia i długi brata. Dlatego spojrzała ostatni raz w jego oczy nim się wyprostowała i odchrząknęła, odwracając wzrok.
— Późno już — rzuciła w końcu, trochę z uśmiechem i obojętnością, chociaż po jej całej twarzy było widać, że podobało jej się to, co zrobił z nią Galen. — pomogę ci tu coś posprzątać — dodała z grzeczności i nim on zdążył jakkolwiek zareagować, Majka wykonała obrót na tyłu i zeskoczyła z drugiej strony stołu. Kolana miała miękkie, wiec w pierwszej chwili się zachwiała i musiała przytrzymać krzesła. Na moment przystawiła dłoń do ust, które wciąż przyjemnie mrowiły, chciały więcej. Przejechała po nich palcami, ściągając wilgoć, a potem sięgnęła po pudełko płatków i mleko, żeby przejść z nimi do szafki, przy okazji uważając na szkło, które było roztrzaskane na podłodze.

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
ODPOWIEDZ

Wróć do „#7”