Pięćdziesiąt cztery lata istnienia redakcji brzmiało poważnie. Brzmiało ważnie. Brzmiało też jak coś, na czym lepiej się pojawić, nawet jeśli każda część Kiry wolałaby zostać w domu i kończyć tekst o nowych układach hybrydowych.banquet / ˈbæŋ kwɪt /
noun
a ceremonious public dinner, especially one honoring a person, benefiting a charity, etc.
"they banqueted the visiting prime minister in grand style"
Pojawiła się na miejscu kilka minut po oficjalnym rozpoczęciu. Nie dlatego, że się spóźniła, po prostu dobrze wiedziała, kiedy wejść, żeby uniknąć pierwszej fali powitań, uścisków dłoni i rozmów, które niczego nie wnoszą, a tylko zabierają energię. Sala była wysoka i wypełniona lekko przytłumionym światłem, które odbijało się w szkle i metalicznych detalach dekoracji. Na suficie wisiały rzędy lamp, a stoły ustawiono w przemyślanych odstępach, dzięki czemu ludzie mogli się przemieszczać i tworzyć spontaniczne kręgi rozmów.
Ruszyła powoli przed siebie, rozglądając się za znajomymi twarzami. Miała na sobie granatowy, dobrze skrojony garnitur. Elegancki, ale też bez przesady. Marynarka podkreślała linię ramion, a dopasowane spodnie opadały równo bez zbędnych zagnieceń. Minęła pierwsze grupy ludzi. Uśmiechy i krótkie skinienia głową. Wszystko odbywało się jak w dobrze przećwiczonym schemacie. Słyszała fragmenty rozmów o wynikach, o planach i o tym, kto gdzie był ostatnio i z kim powinien się spotkać. Zatrzymała się dopiero przy jednym z bocznych stolików. Był ustawiony nieco dalej od głównego nurtu, co od razu działało na jej korzyść. Sięgnęła po kieliszek szampana, zapierając się łokciem o blat. Z tej perspektywy sala wyglądała inaczej. Bardziej jak układ zależności niż wydarzenie. Widziała, kto dominuje rozmowy, a kto tylko przytakuje.
Wsłuchała się w przemowę redaktora z działu kultury, który właśnie wyszedł na scenę. Większość ludzi miała to gdzieś i kontynuowała swoje rozmowy, tylko od czasu do czasu zerkając w stronę sceny. Kira przeniosła wzrok na jedną z większych grup. Dział polityczny, jak zwykle cieszył się dużym zainteresowaniem. Pewnie zaraz wszyscy się tam pokłócą.
— Panno Finch — wzdrygnęła się i zerknęła przez ramię. Za jej plecami stał redaktor naczelny.
— Dobry wieczór — odparła, utrzymując neutralny ton.
Whitmore spojrzał na nią uważnie, od stóp do głów. Oczywiście oceniająco, jakżeby inaczej!
— Miło, że się pani zjawiła — powiedział w końcu z lekkim uśmiechem.
— Są momenty, kiedy obecność ma znaczenie — skwitowała krótko i pokusiła się na odwzajemnienie uśmiechu.
— Słuszne podejście.
Na chwilę oboje skierowali wzrok na salę. Przemówienie dobiegało końca, rozległy się pojedyncze brawa, które szybko rozproszyły się w szumie rozmów. Kira obróciła kieliszek w dłoni i zacisnęła usta w wąską linię. Do tej pory nie zdarzało jej się zbyt często rozmawiać z redaktorem naczelnym sam na sam. Nic dziwnego, że czuła się trochę nieswojo.
I wtedy, ponad ramieniem Whitmore'a, dostrzegła Daisy. Wspięła się na palcach, jakby chciała zwrócić na siebie jej uwagę samym spojrzeniem. Trwała tak do momentu aż menadżerka faktycznie na nią nie spojrzała, a gdy już tak się stało, oczami próbowała dać jej do zrozumienia, że potrzebuję szybkiego wybawienia.
Daisy Whitmore
