ODPOWIEDZ
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

020.
banquet / ˈbæŋ kwɪt /
noun
a ceremonious public dinner, especially one honoring a person, benefiting a charity, etc.
"they banqueted the visiting prime minister in grand style"
Pięćdziesiąt cztery lata istnienia redakcji brzmiało poważnie. Brzmiało ważnie. Brzmiało też jak coś, na czym lepiej się pojawić, nawet jeśli każda część Kiry wolałaby zostać w domu i kończyć tekst o nowych układach hybrydowych.
Pojawiła się na miejscu kilka minut po oficjalnym rozpoczęciu. Nie dlatego, że się spóźniła, po prostu dobrze wiedziała, kiedy wejść, żeby uniknąć pierwszej fali powitań, uścisków dłoni i rozmów, które niczego nie wnoszą, a tylko zabierają energię. Sala była wysoka i wypełniona lekko przytłumionym światłem, które odbijało się w szkle i metalicznych detalach dekoracji. Na suficie wisiały rzędy lamp, a stoły ustawiono w przemyślanych odstępach, dzięki czemu ludzie mogli się przemieszczać i tworzyć spontaniczne kręgi rozmów.
Ruszyła powoli przed siebie, rozglądając się za znajomymi twarzami. Miała na sobie granatowy, dobrze skrojony garnitur. Elegancki, ale też bez przesady. Marynarka podkreślała linię ramion, a dopasowane spodnie opadały równo bez zbędnych zagnieceń. Minęła pierwsze grupy ludzi. Uśmiechy i krótkie skinienia głową. Wszystko odbywało się jak w dobrze przećwiczonym schemacie. Słyszała fragmenty rozmów o wynikach, o planach i o tym, kto gdzie był ostatnio i z kim powinien się spotkać. Zatrzymała się dopiero przy jednym z bocznych stolików. Był ustawiony nieco dalej od głównego nurtu, co od razu działało na jej korzyść. Sięgnęła po kieliszek szampana, zapierając się łokciem o blat. Z tej perspektywy sala wyglądała inaczej. Bardziej jak układ zależności niż wydarzenie. Widziała, kto dominuje rozmowy, a kto tylko przytakuje.
Wsłuchała się w przemowę redaktora z działu kultury, który właśnie wyszedł na scenę. Większość ludzi miała to gdzieś i kontynuowała swoje rozmowy, tylko od czasu do czasu zerkając w stronę sceny. Kira przeniosła wzrok na jedną z większych grup. Dział polityczny, jak zwykle cieszył się dużym zainteresowaniem. Pewnie zaraz wszyscy się tam pokłócą.
Panno Finch — wzdrygnęła się i zerknęła przez ramię. Za jej plecami stał redaktor naczelny.
Dobry wieczór — odparła, utrzymując neutralny ton.
Whitmore spojrzał na nią uważnie, od stóp do głów. Oczywiście oceniająco, jakżeby inaczej!
Miło, że się pani zjawiła — powiedział w końcu z lekkim uśmiechem.
Są momenty, kiedy obecność ma znaczenie — skwitowała krótko i pokusiła się na odwzajemnienie uśmiechu.
Słuszne podejście.
Na chwilę oboje skierowali wzrok na salę. Przemówienie dobiegało końca, rozległy się pojedyncze brawa, które szybko rozproszyły się w szumie rozmów. Kira obróciła kieliszek w dłoni i zacisnęła usta w wąską linię. Do tej pory nie zdarzało jej się zbyt często rozmawiać z redaktorem naczelnym sam na sam. Nic dziwnego, że czuła się trochę nieswojo.
I wtedy, ponad ramieniem Whitmore'a, dostrzegła Daisy. Wspięła się na palcach, jakby chciała zwrócić na siebie jej uwagę samym spojrzeniem. Trwała tak do momentu aż menadżerka faktycznie na nią nie spojrzała, a gdy już tak się stało, oczami próbowała dać jej do zrozumienia, że potrzebuję szybkiego wybawienia.

Daisy Whitmore
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek
004


Daisy Whitmore n i e n a w i d z i ł a bankietów.
Imprez wszelkiej maści, na które trzeba było się odstrzelić jak szczur na otwarcie kanału, uśmiechać do ludzi, których wcale się nie lubiło i w dodatku rozmawiać z nimi dłużej niż przelotne witaj na korytarzu. Była osobą, która zdecydowanie lepiej czuła się w kameralnych grupach. Maks dwie-trzy osoby, przy których można było faktycznie podyskutować, a nie słuchać kolejnego monologu o tym, jak to najnowsze decyzje ministra środowiska wpłynęły niekorzystnie na gospodarkę naszego kraju i jak to koniecznie trzeba o tym napisać z samego rana.
Nużyły ją te rozmowy.
Dlatego gdzie tylko się nie znalazła, próbowała jak najszybciej się ulotnić. Ubrana w długą, czarną, elegancką sukienkę, przechadzała się wzdłuż stolików, uśmiechając szczerze sztucznie do wszystkich, z którymi tylko łapała kontakt wzrokowy. Do momentu, w którym jej błękitne oczy nie skrzyżowały się z szarymi należącymi do Kiry Finch. Mimowolny uśmiech wymalował się na jej twarzy, a w brzuchu ukuła ją lekka ekscytacja. Wszystko jednak ulotniło się w jednej sekundzie, kiedy zobaczyła, z kim stała Finch.
Kurwa.
Redaktor naczelny Toronto Sun i człowiek, którego gościła w swoim domu co niedziele na rodzinnym obiedzie.
Nie chciała z nim rozmawiać. Właściwie to od początku imprezy sukcesywnie go unikała, chowając się za stolikami, kiedy akurat przechodził obok i zagadując ludzi, których nie znała, żeby tylko on tam nie podszedł. I co jej z tego było, jak teraz sama Kira Finch swoim spojrzeniem dosłownie b ł a g a ł a ją o ratunek.
Nie miała serca jej zostawiać. Nie po tym, jak Kira pomogła jej z samochodem i to jak wiele czasu dla niej poświęciła. Jak ostatnio sobie flirtowały. Dlatego nie myśląc już więcej nad planem B, po prostu wypięła pierś do przodu i energicznym krokiem ruszyła w stronę stolika przy którym stał jej teść wraz z dziennikarką, na ostatniej prostej praktycznie biegnąc.
Finch, tutaj jesteś!! — rzuciła podniesionym głosem, wysilając się specjalnie na to, by brzmieć o wiele bardziej surowo niż to konieczne. — Gavin szuka się już od dobrych dziesięciu minut! Podobno miałaś mu wysłać zdjęcia do prezentacji… — nawijała jak najęta udając tak skupioną na swojej pracy, że nawet nie widziała własnego szefa. Oczywiście, że widziała. Ale spojrzała na niego dopiero, gdy głośno odchrząknął.
Daisy — powiedział spokojnie, oczywiście zachowując odpowiedni profesjonalizm do tego stopnia, że gdyby ktoś nie znał ich historii, nawet nie pomyślałby, że łączącą ich jakiekolwiek więzy rodzinne.
Redaktorze — skinęła głową. Widziała, że już chciał coś dodać, porozmawiać z nią, ale upewniła się, żeby wejść mu w słowo. — Znajdę cię potem, dobrze? Musze teraz dostarczyć Finch do jej przełożonego, bo ma swoją prezentację za niecałe dwadzieścia minut — mówiąc to, swoją dłoń przesunęła już na przedramię Kiry, a nim ojciec Rowena zdążył cokolwiek odpowiedzieć, szarpnęła ją w kompletnie przeciwną stronę sali, niknąc w tłumie. Timing okazał się idealny, bo akurat na scenie pojawił się zespół jazzowy, który zaczął wygrywać swój pierwszy, popisowy kawałek.
Co ty nie wiesz, że przed redaktorem naczelnym się ucieka, zanim zacznie gadać? — zaśmiała się, dopiero teraz pozwalając sobie na to, żeby przejechać spojrzeniem po sylwetce Kiry. Wyglądała bardzo ładnie. Ślicznie nawet. — Fajny garnitur — ale przecież jej tego nie powie.

kira finch
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z całych sił starała się przywołać do siebie Daisy wzrokiem. I w końcu zadziałało, bo menadżerka zmaterializowała się tuż obok, wymyślając na poczekaniu gadkę o prezentacji. Sprytnie. Kira będzie musiała postawić jej lampkę wina. To znaczy, zgarnąć ją dla nie z tacy, na których kelnerzy rozdawali alkohol. Ale czy naprawdę nie mogła wymyślić czegoś mniej... upokarzającego? Teraz wyjdzie w oczach redaktora naczelnego na kogoś, kto zapomina o swoich obowiązkach i na kim nie można polegać. No i na zapominalską, skoro nie dostarczyła przełożonemu zdjęć do prezentacji. Whitmore'owi nie pozostało nic, jak wypierdolić Finch na zbity pysk.
Ach, prezentacja! — przycisnęła sobie rękę do piersi, idąc w to w ciemno. Tylko to jej pozostało. — Szukałam go wcześniej, ale musieliśmy się minąć. Miło było pana widzieć — rzuciła jeszcze na odchodne, pozwalając Daisy odciągnąć się od stolika.
Przecisnęły się przez tłum i stanęły za filarem, z dala od zasięgu wzroku redaktora naczelnego. Kira jeszcze na moment wychyliła się i upewniła, czy ten czasami nie postanowił pójść ich śladem. Na szczęście okazał się ogromnym wielbicielem jazzu, bo od razu skupił całą swoją uwagę na scenie, a gdy kapela zaczęła grać, zaczął podrygiwać nóżką.
A co ty myślałaś? — spojrzała na menadżerkę, jak na wariatkę. — Że ja wdałam się z nim w pogawędkę z przyjemności? Wziął mnie z zaskoczenia — oznajmiła, krzywiąc się przy tym ostentacyjnie. — Nawet nie miałam pojęcia, że wie o moim istnieniu. Z tego, co się orientuję, chyba kiedyś korzystał z usług prawniczych mojego ojca? — zastanowiła się na głos, ale w sumie nie miało to żadnego, większego znaczenia. — Dzięki za pomoc. Jestem twoją dłużniczką — puściła do Daisy oko, przestępując z nogi na nogę. Z tego wszystkiego zapomniała o swoim szampanie, który został na stolik. No nic, ogarnie jakiś inny alkohol. Na trzeźwo nie zdzierży tego cyrku.
Na komplement zareagowała uśmiechem i również nie omieszkała zlustrować Whitmore wzrokiem. Ten dekolt, chcąc nie chcąc, rzucał się w oczy. Nawet bardzo.
Niezła kiecka — skomentowała szczerze. — I fajny wisiorek — dodała, sięgając dłonią do łańcuszka, żeby lepiej przyjrzeć się zawieszce. — Co to właściwie jest? — zapytała, nie do końca widząc, jak zinterpretować kształt i symbolikę. Może miał dla menadżerki jakieś szczególne znaczenie? Kira raczej nie nosiła biżuterii, poza kolczykami i pierścionkiem, który dawno temu dostała w prezencie od babki. Matka jej ojca miała kiedyś dziwną fazę na rozdawanie błyskotek swoim wnuczkom. Powtarzała wtedy, że to już jej końcówka. To było z dziesięć lat temu i dalej trzymała się lepiej niż niejedna trzydziestka.
Musisz być tutaj cały czas obecna? — opuściła rękę i spojrzała uważnie na Daisy. — Chciałam zaproponować, żebyśmy zgarnęły jakąś okropnie drogą butelkę szampana i gdzieś się ulotniły, ale chyba na razie trzeba sprawiać pozory? Przynajmniej dopóki wszyscy są trzeźwi — przeniosła wzrok na zgromadzone towarzystwo. Tak, bez wątpienia na razie każdy uczestnik wydarzenia było obrzydliwie trzeźwy. Finch dawała im jakiejś dwie, góra trzy godziny, zanim zaczną tańczyć na stołach. Podobnie było rok temu. I dwa lata temu. Strach pomyśleć, co działo się w pięćdziesiątą rocznicę istnienia redakcji.

Daisy 🌼
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wcale nie myślała, że Kira rozmawiała z redaktorem naczelnym Toronto Sun dla przyjemności. Doskonale zdawała sobie sprawę — chyba bardziej niż wszyscy tutaj zgromadzeni — jak uciążliwy potrafił być Richard Whitmore. Po latach spędzonych na niekończących się rozmowach o dzieciach i kupnie domu, który był poruszany przy każdym niedzielnym obiedzie, Daisy nauczyła się już odpowiednio wykręcać. Nie można tego było jednak wymagać od faktycznych pracowników gazety, szczególnie tych pokroju Finch, bo przecież jakby na to nie patrzeć Richard był ich szefem. Należał mu się szacunek, biorąc pod uwagę, że mógł kogoś wywalić jednym gestem ręki.
Współpracował z twoim ojcem nad nie jedną sprawą — wtrąciła swoje cztery grosze do wypowiedzi Kiry, odnajdując jej szare spojrzenie. — To dzięki niemu podobno nie zamknęli redakcji pięć lat temu, kiedy wybuchnął ten wielki skandal polityczny — teraz już nikt nie mówił o tym na głos, bo temat został oficjalnie zakazany w redakcji, ale była taka jedna sprawa, w której bardzo szanowany się polityk pozwał Toronto Sun za szerzenie dezinformacji w sprawie jego prania brudnych pieniędzy. Ojciec Kiry pomógł wtedy udowodnić, że wszystko, co było spisane i opublikowane w gazecie było na podstawie odpowiednich dowodów i podparte głębokim researchem, tym samym pomagając Richardowi wygrać sprawę w sądzie. Nawet chciała dopytać Kiry coś więcej o sprawę, czy coś z tego pamiętała, ale wtedy blondynka pochwaliła jej ubiór, co delikatnie wybiło Whitmore z rytmu.
Dzięki — uśmiechnęła się delikatnie. — To moja kiecka eventowa. Zakładam ją na każdą możliwą okazje, kiedy trzeba się odstrzelić — wyjaśniła z rozbawieniem. Daisy nie należała do dam, które za każdym razem przed wielkim wyjściem biegały po sklepach i ubierały się u najdroższych projektantów. Uważała, że krótka czarna była zadecydowanie wystarczająca. Szczególnie, że swojego faceta już miała w domu, nie musiała się specjalnie dla kogoś stroić. Spuściła spojrzenie na dłoń Kiry, która musnęła jej fajny wisiorek.
To celebrytka — pośpieszyła z wyjaśnieniem. — Dostałam ją od mamy na zakończenie studiów i jakoś tak… noszę ją od zawsze — wzruszyła ramionami. Czasami dodawała do tego winny wisiorek na specjalne okazję, ale tej nie ściągała praktycznie nigdy. Lubiła ją. Na samym środku znajdowała się zielona, czterolistna koniczyna. Na szczęście, oczywiście. — Jest już trochę zniszczona, ale nie mam serca jej odstawić. Przeszłam już wszystkie sklepy w Toronto, żeby znaleźć taką samą i ją po prostu podmienić, ale nigdzie nie mają nawet podobnej — musiała się pożalić, skoro już były w temacie. Przy okazji nachyliła się lewo i kiedy kelner przechodził obok nich z tacką, Daisy zgarnęła dwa kieliszki do rąk, dziękując mu pięknie skinieniem głowy. Jedno szkło podała Kirze.
Na razie trzeba się jeszcze pokręcić — wyjaśniła spokojnie, chociaż kiedy Finch zaproponowała, że mogłyby się gdzieś ulotnić, Whitmore poczuła przyjemny, delikatny uścisk z żołądku. Znowu ta ekscytacja? Uśmiechnęła się. — Ale potem koniecznie zgarniamy nawet dwie butelki i się ulatniamy. Słyszałam, ze na dachu budynku jest wielki ogród, może udałoby się nam znaleźć wejście? — zaproponowała, chociaż w jej głosie Finch mogła usłyszeć zawahanie. Nieśmiałość, z którą wciąż walczyła. Bo przecież Daisy nie robiła takich rzeczy; nie wciskała się w miejsca zakazane, ulatniała z imprez. Dopiero przy Kirze w jej głowie takie pomysły zaczynały kiełkować. Przerażające.
Chociaż prawdziwie przerażajace było to, co Daisy zobaczyła po chwili, tuż nad ramieniem Kiry. A raczej kogo.
O kurde — wyrzuciła, zamierając i zaraz przytrzymała Kirę, gdy ta chciała się odwrócić. — Nie patrz, ale idzie w naszą stronę… Roberta — a one nie miały żadnej drogi ucieczki, stojąc tuż przy ścianie przy jednym z wysokich stolików. Kurwa.
Daisy!! — rzuciła piskliwym, podniesionym tonem, a zaraz spojrzała na Finch. — I Kira — to zaś wypowiedziała już o wiele bardziej z pogardą i dystansem. Czyżby ktoś tu wciąż był obrażony o to, że Kira nie chciała jej zaciągnąć do łóżka? Daisy pamiętała tą historię aż za bardzo, szczególnie w momencie, gdy wielkie piersi Roberty, kompletnie wyeksponowane, wbiły się między ich ciała. — O czym sobie rozmawiacie? — spojrzała na nie podejrzliwie. Trochę tak, jakby chciała wypadać, czy niegrzeczna lesbijka Kira Finch, nie urabiała przypadkiem kolejnej hetero kobiety.

troublemaker :kira:
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Paul Finch uratował redakcję z opresji, jeszcze zanim Kira zaczęła pracować w Toronto Sun. Kto by pomyślał, że jego metody do czegoś się przysłużą? Ojciec niewątpliwie był skandalistą. Niejednokrotnie na salach sądowych reprezentował oskarżonych o pedofilię i zabójstwa. Były to zwykle jakieś grube szychy, które stać na skorzystanie z usług Finchów. Nieczęsto też były to osoby nie bez winy, dlatego Finchowie budzili tak duże kontrowersje.
Brawo on — podsumowała krótko i nie do końca szczerze, czym jasno dawała do zrozumienia, że jej relację z ojcem były dość skomplikowane. Zresztą Kira nigdy tego nie ukrywała. Pierwszy artykuł, jaki kiedykolwiek napisała w dziale motoryzacyjnym, został zdjęty właśnie przez ojca, bo uważał, że szkodzi wizerunkowi jego dobrego znajomego. Ale czasami, jak w przypadku redakcji, okazywał się przydatny. Poza tym ani on, ani matka nigdy nie byli zachwyceni wybraną przez Kirę ścieżką kariery. Kira z kolei nigdy się tym jakoś szczególnie nie przejmowała. Na początku faktycznie próbowała im zaimponować, ale dała sobie spokój, kiedy zauważyła, że to nie działa.
Celebrytka? — powtórzyła po niej, unosząc wysoko brwi. — Śmieszna nazwa. Ciekawe, czemu taka? Bo noszą je same sławy? Albo żony sławnych hokeistów? — rzuciła zaczepnie i przejęła od Daisy kieliszek z szampanem. — A sprawdzałaś w interencie? Na pewno można gdzieś dostać identyczną — stwierdziła i z doświadczenia wiedziała, że w sieci łatwiej jest dostać coś niż w stacjonarnym sklepie. Nie do końca wiedziała, jak to działało z biżuterią, bo znawczynią nie była, ale tak zamawiała części do Ferrari. I to w przyzwoitej cenie!
Podobała jej się wersja niegrzecznej Whitmore. Coraz częściej zauważała, że odkrywała się z tej swojej skorupy i wychodziła z odważnymi propozycjami. A jak na nią, to wkradanie się na dach, było na pewno czymś wielkim, czego nie robiła na co dzień.
Zostaw to mnie — skinęła głową i rozejrzała się po sali. — Nawet jeśli drzwi będą zamknięte, to mam gdzieś wsuwkę. Nie pytaj, po co i skąd umiem takie rzeczy — mrugnęła do niej porozumiewawczo, dając do zrozumienia, że może kiedyś jej opowie. Ale tylko może!
Na razie i tak musiały zostać w środku, ku niezadowoleniu Finch. Ale faktycznie, nie wypadało tak urywać się na początku imprezy. Niech widzą ich zaangażowanie, potem już każdemu będzie autentycznie wszystko jedno. Pewnie nawet nikt nie zauważy ich nieobecności.
O kurde.
Zamrugała szybko, nie do końca rozumiejąc, co Daisy miała na myśli. Dopiero po chwili zauważyła, że ta wodzi wzrokiem ponad jej ramieniem. Nie patrz zadziałało jak impuls. Spojrzała za siebie i natychmiast tego pożałowała. Pieprzona Roberta Moretti. Na ich nieszczęście, ona tez je dostrzegła i już ruszyła w ich stronę szybkim krokiem. Finch automatycznie zerknęła na jej biust. Nie dało się inaczej, jak świeciła tak tymi balonami.
Ciebie też miło widzieć — wysiliła się na... jakiś tam uśmiech. Szczery to on na pewno nie był. Właściwie Kira wyglądała tak, jakby podstawiono jej pod nos coś naprawdę cuchnącego i kazano robić dobrą minę do złej gry. No to robiła. — A tak sobie rozmawiamy o tym występie kapeli jazzowej. Fajnie grają, prawda? — starała się brzmieć jak najbardziej neutralnie, chociaż najchętniej nie mówiłaby nic.
No całkiem fajnie — zgodziła się Roberta, dalej patrząc na nią podejrzliwie. — Czyli obie lubicie jazz? — zapytała wścibsko, mrużąc przy tym oczy. — Macie jeszcze więcej wspólnych zainteresowań?
Właściwie to chyba nie? — Finch spojrzała niepewnie na Whitmore. Trudno stwierdzić, dopiero się poznawały. Na pewno obie lubiły psy i pizzę. I ładne kolory samochodów.
Mhm — Roberta przystanęła z nogi na nogę, mocząc usta w kieliszku z alkoholem. — Czyli nic was nie łączy? — drążyła dalej i Kira była o tyle, naprawdę O TYLE, żeby nie rzucić czymś zgryźliwym. Moretti powinna dziękować, że Finch była jeszcze trzeźwa.

celebrytka 📿
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Daisy nie miała pojęcia, skąd wzięła się nazwa celebrytka.
Sama pierwszy raz usłyszała tą nazwę, kiedy jej własna matka ją wymieniła. Ona również nie wiedziała, skąd to się wzięło, ale podobno tak już zostało. Chociaż rozumowanie które po chwili zaprezentowała Kira, faktycznie zdawało się mieć dużo sensu. Biżuteria gwiazd.
Podobno zaczęła je nosić sama Marilyn Monroe — zacytowała własną rodzicielkę, która powtarzała to na okrągło, kiedy ktokolwiek ją pytał, co to właściwie miała na sobie i czemu nigdy nie nosiła naszyjników z normalną zawieszką. — Więc może faktycznie to jakaś błyskotka dla gwiazd — machnęła ręką. Jeśli tak faktycznie było, Whitmore tym bardziej powinna się zainteresować, żeby podmienić w końcu tą na własnej szyi, aby jakoś się prezentowała. Zakodowała w głowie sugestię Finch, a zaraz potem patrzyła na nią ze szczerym zaskoczeniem w oczach.
Jak mam nie pytać, jak teraz jedyne o czym będę mogła myśleć, to jakim cudem ty umiesz otwierać zamki wsuwką — wyznała zupełnie szczerze. Daisy była święcie przekonana, że takie rzeczy dało się robić tylko na filmach. Często przecież tworzyło się stereotypy w kinematografii, które za nic nie mała zastosowania w życiu. Jak chociażby to, że barmani pili wraz z klientami alkohol przy barze, albo że stażyści w redakcjach mieli time of their life, kiedy w rzeczywistości wiązało się to z ogromem ciężkiej pracy. — Teraz to z pewnością musze to zobaczyć — oznajmiła, stawiając sobie za punkt honoru, żeby dzisiaj doświadczyć Kiry Finch w akcji ze wsuwką w roli głównej.
Szkoda tylko, że zanim sytuacja zdążyła się jakkolwiek rozwinąć, tuż obok nich pojawiła się Roberta Moretti. Ta sama Roberta, która była podmiotem plotek Whitmore i Finch zaledwie kilka dni temu. Wypędziły wilka z lasu? Wyglądało na to, że tak, bo nawet rozmowa nie zdążyła się odpowiednio rozkręcić, a Moretti już patrzyła na nie podejrzliwie, jakby faktycznie doszukiwała się między nimi romansu. Dla Daisy było to tak absurdalne i nie na miejscu, że z początku nawet nie miała zamiaru tego komentować, jednak z drugiej strony, cisza w tym przypadku chyba również nie była najlepszym wyjściem?
Coś tam nas łączy — wtrąciła się, przyglądając się Kirze. Zaraz potem jej spojrzenie jednak przeniosło się na ciemne oczy Roberty. — Obie kochamy święty spokój na przykład — uśmiechnęła się ciepło. Przegięła? Bardzo? Chociaż z tego co pamiętała, Roberta nie należała do wybitnie mądrych osobistości, a już na pewno nie takich, które bezproblemowo łapały aluzję. W tym przypadku było chyba podobnie, bo nawet się nie skrzywiła na te słowa.
W sensie, że SPA i te sprawy? — machnęła włosami do tyłu i spojrzała pierwsze po Daisy, a następnie po Kirze. — Mój mąż ostatnio zabrał mnie na weekendowy wypad na termy — oczywiście musiała się pochwalić. Moretti nie byłaby sobą, gdyby w każdej z możliwych tematów rozmów nie dodała swoich czerech groszy z własnego życia. Zaraz jednak chyba przypomniała sobie, że znalazłą się między tą dwójką nie bez przypadku. Zmrużyła oczy, upijając jeszcze kilka łyków szampana. — A ty jeździcie gdzieś razem? — zapytała, na co Whitmore tylko spojrzała z rozbawieniem na Kirę. Ona tak serio?
Czasami windą z rana — wyjaśniła Daisy, pozwalając sobie na kolejną nutkę sarkazmu. Było to na tyle nowe i chyba niespodziewane, że aż Roberta popatrzyła na nią jeszcze bardziej podejrzliwie. Czyżby w głowie stwierdziła, że Kira już miała zły wpływ na managerka projektu? Pierwsze sygnały zboczenia na homodrogę.
Aha, rozumiem. A Kira… — znowu się odezwała, postukując długimi paznokciami o kieliszek. — Wiedziałaś, że MĄŻ Daisy jest hokeistą?!

you're my celebrytka .☘︎ ݁˖༘⋆
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czyli miała rację z tą biżuterią gwiazd, chociaż strzelała w ciemno. Jak widać, była całkiem niezła w grę w skojarzenia i łączenie faktów. Miała też wiele innych, bardziej lub mnie przydatnych umiejętności, jak to otwieranie zamków wsuwką, ale nie mogła zdradzić Daisy od razu wszystkich tajemnic świata. A już na pewno nie zamierzała tego robić na firmowy bankiecie. Dlatego przyłożyła palec do ust, dając jej do zrozumienia, że to nie jest odpowiednie miejsce do dyskusji na ten temat. Zwłaszcza, kiedy w pobliżu pojawiła się Roberta Moretti.
Chciałoby się powiedzieć, że nikt jej się tutaj nie spodziewał, ale to byłoby kłamstwo. Właściwie Finch zdziwiłaby się szczerze, gdyby jej jednak tutaj nie spotkała. Naczelna plotkarka z działu miałaby ominąć takie wydarzenie? Tutaj miała pełne pole do popisu. Pewnie z ukrycia nagrywała, kto z kim i gdzie, żeby później rozsiewać kolejne pogłoski i siać zamęt w redakcji.
Ale za to nie spodziewała się takich ciętych ripost ze strony Whitmore. Była przekonana, że powita Robertę z uśmiechem, żeby nie dawać żadnych powodów do gadania albo ewentualnie taktycznie ją spławi. W końcu, jako menadżerka projektu, więc miała ku temu predyspozycje i sposobności. Kira pokiwała głową, absolutnie zgadzając się z Daisy pod każdym względem. Kto nie cenił sobie świętego spokoju?
No i może jeszcze francuskie filmy i zgaga — rzuciła z poważną miną, chociaż w rzeczywistości ironizowała. Ale to pytanie o to, czy jeździły gdzieś razem z Whitmore, totalnie zbiło ją z pantałyku.
Zmrużyła oczy i spojrzała podejrzliwie na Moretti. Czy wiedziała o czymś, o czym nie powinna widzieć? Może widziała je pod salonem samochodowym, kiedy Daisy kupowała auto? Albo była w redakcji, gdy padły systemy i zobaczył, jak razem oddalają się w stronę parku?
Czasem windą, a czasem metrem, jak miasto stoi w korku — pokiwała głową, a że Roberta faktycznie nie była najostrzejszą kredką w piórniku, łykała wszystko jak pelikan. Albo jak gęś kluski, co kto woli. — Ale przyznam szczerze, że przydałby mi się taki wypad do SPA. Czy redakcja nie oferuje jakichś bonów za dobre wyniki w pracy? — zerknęła na menadżerkę, chociaż w rzeczywistości Kira wcale nie potrzebowała jakichś upustów. Stać ją było na wyjazd na termy. Szczerze mówiąc, jeśli tylko by chciała, to mogłaby sobie wykupić taki obiekt na wyłączność. Wystarczyło tylko uśmiechnąć się do tatusia.
Uniosła wysoko brwi na pytanie o męża Daisy. Czy ona naprawdę sądziła, że Finch była na tyle nieogarnięta, żeby kręcić się koło zamężnej kobity, która w dodatku była szefową jej szefa? No litości.
A kto nie wie, czym zajmuje się Rowan Whitmore? — zapytała w taki sposób, jakby to była oczywista oczywistość. — Nawet czasem oglądam jego mecze. Ale za to Włosi mogą nie wiedzieć, że w Kanadzie hokej jest najpopularniejszym sportem — uśmiechnęła się, bo każdy rodowity Kanadyjczyk od małego miał wpajany tę dyscyplinę. Ale co tacy makaroniarze mogli o tym wiedzieć?
Roberta spojrzała znad swojego kieliszka najpierw na Kirę, a potem na Daisy. Wyglądała tak, jakby coś procesowała i w ogóle nie wyłapywała sarkazmu. No tak, to było akurat do przewidzenia.
Ciekawe— mruknęła w końcu, ale chyba nie planowała tak szybko zrezygnować. Co wydało jej się takie ciekawe, też trudno stwierdzić. — Ja to mówię swojemu mężowi o wszystkim. Nawet wspomniałam mu, że mam w pracy jedną koleżankę, która jest lesbijką — w tym miejscu wymownie popatrzyła na Finch. — I on jest strasznie zazdrosny, bo myśli, że może mnie podrywać. Wyobrażasz to sobie? A twój mąż, Daisy? Nie obawia się, że możesz być podrywana?
Kira ściągnęła usta w wąską linię, żeby nie parsknąć śmiechem, ale to było silniejsze od niej.
Oj, Roberta — zaczęła najspokojniej, jak tylko potrafiła. — Zdajesz sobie sprawę z tego, że zwykle statystycznie na dwieście kobiet przypadają cztery lesbijki? Ale może nie wspominaj o tym szanownemu małżonkowi, bo będzie wtedy cztery razy bardziej zazdrosny. I powiem ci coś w sekrecie — nachyliła się teatralnie w jej kierunku. — Nie jesteś w moim typie — powiedziała, ale niespecjalnie postarała się o przyciszenie tonu, więc Whitmore również mogła ją usłyszeć.

żonka hokeisty 🏒
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

A mogło być tak pięknie.
Mogły wypić jeszcze dwa kieliszki szampana kompletnie w ukryciu, pośmiać się z ludzi i po prostu ulotnić się niezauważone, najlepiej na wcześniej wspominany dach, żeby Daisy mogła zobaczyć Kirę w akcji ze wsuwką w dłoni. Plan idealny. Tylko zaraz okazało się, że chcieć a móc nie szły do końca w parze, a lokata włoszka postawiła sobie chyba za punkt honoru, żeby ten wieczór im zawodowo zepsuć. Dlatego zamiast zerować już trzeci kieliszek, Daisy przerzucała swój pierwszy w dłoniach, wsłuchując się dyskusję pomiędzy Kirą a Robertą, momentami ledwo utrzymując odpowiednio statyczną minę, przy okazji błagając w myślach, by ta druga ulotniła się z pola widzenia w trybie ekspresowym.
Jeszcze nie mamy SPA w pakiecie benefitów — oznajmiła, kiwając głową z zaangażowaniem, chociaż tak naprawdę próbując powstrzymać śmiech przez co ton jej głosu wyszedł zdecydowanie zbyt wysoki, daleki od normalnego. Nawet odchrząknięcie nie pomogło. — Ale porozmawiam o tym z działem HRu — dodała, jak na dobrą managerke projektu przystało. W końcu to do jej obowiązków należało, aby pracownicy odpowiednio dobrze czuli się w placówce, czyż nie? Roberta ewidentnie się z nią zgadzała, bo od razu zaczęła energicznie kiwać głową, mrucząc coś pod nosem, że to świetny pomysł. Oczywiście potem zajęła się już na nowo atakowaniem Kiry. Chociaż Whitmore musiała przyznać, ze blondynka radziła sobie świetnie. Nawet wcisnęła Robercie kit, że ogląda czasami jej męża! A przynajmniej Daisy była przekonana, że to żart pod publikę.
Kanada kocha hokej — pokiwała głową, próbując dołączyć się do dyskusji i jakoś wspomóc Finch w męczącej rozmowie. Tylko co z tego, jak Morreti już nawijała o własnym mężu, a gdy z jej ust padło sformułowanie, że wspomniała mu, że ma w pracy jedną koleżankę, która jest lesbijką, Whitmore nie wytrzymała i autentycznie zaczęła krztusić się szampanem, który utknął gdzieś w gardle. Zaniosła się kaszlem, zwracając na siebie uwagę wielu osób dookoła. Wyciągnęła rękę w powietrze na znak, że wszystko było w jak najlepszym porządku i nawet odsunęła się o krok, kiedy Roberta chciała podejść poklepać ją po pleckach. Zamiast tego Daisy uniosła na nią spojrzenie, nie mogąc uwierzyć, że Morreti naprawdę zadała jej właśnie pytanie tego kalibru.
Co mój mąż? — pokręciła głową, odstawiająć kieliszek na stół obok. — Wiesz, tak się składa, że do flitu potrzeba dwóch osób, aby był skuteczny — zauważyła, słusznie zresztą. Bo przecież nawet jeśli Kira podrywałaby Robertę bez wzajemności, to tylko na gadce by się skończyło, czyż nie? Lesbijka czy nie, uczucia i pożądanie działały na takich samych zasadach. Nie ważne czy z przodu było homo, hetero czy inne bi. Chciała nawet dodać jeszcze jedno zdanie i wypomnieć Robercie ten czas, kiedy zaciągała facetów z IT do łazienki, tylko po to, żeby o niej plotkowali, tylko wtedy odezwała się Kira. I może nawet dobrze? Jeszcze Whitmore powiedziałaby o dwa słowa za dużo, a takto Finch załatwiła to iście wybornie.
Z klasą.
Nie dość, że zagięła Morreti, prezentując niepodważalna statystyki, to jeszcze podsumowała to wszystko soczystym i tak nie jesteś w moim typie, na co Daisy w duchu wyglądała trochę o tak. Pięknie się na to patrzyło. Na zadziorność Finch, którą przecież ostatnio w niej podkreślała i mówiła, jak bardzo ją lubiła. Niezapomniała była również mina Roberty, która nabrała w płuca kolosalną ilość powietrza, a kiedy jej policzki zrobiły się całe czerwone z zakłopotania, tylko fuknęła pod nosem, tupnęła nogą i odeszła pod pretekstem tego, że ktoś ją wołał (spoiler: nikt tego nie robił). Daisy spojrzała na Kirę z rozbawieniem.
Masz gadane, Finch — przyznała, nawet się z tym nie kryjąc. W międzyczasie machnęła ręką na jednego z kelnerów i ze srebrnej tacki zgarnęła dla nich po kolejnym kieliszku. — Ale nie wiem, może jednak powinnam od ciebie uciekać, jak aż taki z ciebie terminator hetero ludzi — zaśmiała się głośno, wciąż nie mogąc uwierzyć, że Roberta naprawdę chodziła po ludziach i rozpowiadała tak kosmiczne głupoty.
Swoją drogą widziała, że pod ścianą rozłożony był cały bufet z jedzeniem — gestem głowy wskazała odpowiedni kierunek. — Może masz ochotę dołączyć do mnie w ładowaniu sobie do ust kilku mini deserków na raz? — zaproponowała z uśmiechem na ustach. To już Kira o niej wiedziała, że Daisy pomimo szczupłej figury, tak naprawdę pochłaniała jedzenie w kolosalnych ilościach. Trzeba tylko uważać na Robertę.

lesbijka, fu :cenzurowicz:
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Westchnęła ciężko z udawanym rozczarowaniem, że w pakiecie benefitów wciąż brakowało karnetów do SPA, jakby od co najmniej roku ubiegała się o takie świadczenia. Roberta chyba to podłapała, bo również smutno pokiwała głową. Zaraz jednak się rozpogodziła, bo Daisy sama zaproponowała, że porozmawia o tym z ludźmi z działu personalnego, na co Kira posłała menadżerce pełne rozbawienia spojrzenie.
Właściwie zdarzało jej się oglądać mecze hokeja, ale nie robiła tego nałogowo. Nie były to wyścigi F1 ani klasyczny rajdy Dakar, ale czasami rzuciła okiem. Może ostatnio coraz częściej, ale przecież tego nikomu nie powie, bo wyszłaby na jakąś maniaczkę. Jeszcze Whitmore pomyślałaby, że zafiksowała się na jej punkcie, a to przecież nawet nie była prawda! A przynajmniej Finch tak sobie wmawiała.
Już miała poklepać Daisy po plecach, gdy ta zaczęła pokasływać, ale zrezygnowała, bo jednak obyło się w utopieniu w kieliszku szampana. To, co powiedziała Moretti, faktycznie mogło być trochę niespodziewane. I niecodzienne. Ale Kira nie dała się wziąć pod włos. Właściwie nie miała pojęcia, co koleżanka z działu wideo próbowała osiągnąć, ale chyba ona sama nie miała pojęcia, do czego zmierzała. Próbowała bezskutecznie wbić szpilę i wyciągnąć jakieś niuanse, żeby móc potem rozsiewać te plotki dalej. Pokiwała z aprobatą głową, bo nie mogła nie zgodzić się z Whitmore - do tanga trzeba była dwojga. Poza tym, czy Robertę do reszty pojebało? Naprawdę miała Finch za taką, która próbuje rozwalić związek menadżerki na oczach całej redakcji? Gdyby naprawdę chciała to zrobić, działałaby znacznie dyskretniej.
Ale nie denerwuj się tak, bo żyła ci pęknie — zwróciła się jeszcze do Moretti, kiedy ta odwróciła się na pięcie i oddaliła w nieznanym kierunku, zaciskając z frustracji palce w pięść. Kira odprowadziła ją wzrokiem, a potem zamoczyła usta w szampanie i przeniosła spojrzenie na Daisy.
Była dziennikarką, więc to oczywiste, że musiała mieć gadane. Ale musiała też lepiej przewidywać pewne sytuacje, bo jak tak dalej pójdzie, to Roberta na stałe przypnie jej łatkę lesbijki, która próbuje przeciągnąć wszystkie heteroseksualne kobiety na swoją stronę. Finch nie miałaby nic przeciwko światu, w którym byliby sami homoseksualiści, ale nie żyła w utopii.
Chyba nie chcesz powiedzieć, że zaczynasz się mnie bać? — uniosła figlarnie jedną brew. — W sumie nie wiem, czego powinnaś obawiać się bardziej - tego, że unicestwię wszystkich heteryków, czy może tego, że sprowadzę cię na złą drogę? — puściła do niej oko. Nie mówiła poważnie. Na szczęście Whitmore zdążyła już poznać się na jej żartach.
Oczywiście, że chciała napchać się mini deserkami! To jak zapytanie dzika, czy sra w lesie. Dopiła swojego szampana, a korzystając z okazji, że obok przechodził kelner z pustą tacą, odstawiła na niej kieliszek.
Znowu chcesz się o coś zakładać? — zapytała wyzywającym tonem, kiedy ruszyły w stronę wspomnianego bufetu. — Prawdziwa z ciebie hazardzistka, Whitmore — pokręciła głową z udawanym niedowierzaniem. — Tylko pamiętaj, że jesteśmy na firmowej imprezie. Głupio byłoby się tak porzygać przy wszystkich — zaznaczyła, bo chyba ostatnie, czego Kira potrzebowała, to ośmieszenie na oczach przełożonych.
Zmrużyła oczy i przyjrzała się przekąskom. Te na słono wyglądały apetycznie, ale te słodkie jeszcze lepiej. Sięgnęła po czekoladową kuleczką obsypaną orzechami. W środku był chyba jakiś mus, jednak trzeba było najpierw spróbować, żeby przekonać się o jego smaku.
Jesteś na coś uczulona? — zapytała z myślą posypce z orzechów. Jeszcze tego by brakowało, żeby Daisy przekręciła się od fistaszków.

heteryczka 🙄
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „Guild Inn Estate”