ODPOWIEDZ
28 y/o
For good luck!
182 cm
International Affairs Specialist at Northland Power
Awatar użytkownika
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I got a lump stuck in my throat,
might be these cigarettes I smoke


Dziesięć dni.

Minęło dziesięć długich dni, odkąd zobaczył ją ostatnim razem. Odkąd złożył na jej ustach pocałunek, kosztując najsłodszego owocu, jaki miał możliwość zaznać. Dziesięć cholernie długich dni, odkąd zajrzał w jej brązowe oczy, wyliczył piegi na mostku jej drobnego nosa, chwycił ją za talię... odkąd poczuł ten nieznajomy ścisk w klatce piersiowej, poczucie pożądania, ale również potrzebę bycia przy kimś. b l i s k o. To było zdecydowanie za blisko. Za szybko. Czy była to intryga? Może po prostu nudziła go przewidywalność? Poczucie, że miał wszystko pod kontrolą, na tyle, na ile pozwalał komuś naginać scenariusz wypisany przez niego samego w głowie? A może to był fakt, że czytając rozpisany scenariusz ich znajomości, widział puste kartki?

i m p r o w i z a c j a

Coś, do czego nigdy wcześniej nie przywykł. Wszystko to, co odczuwał przy niej, było czymś nowym. Czymś niemal krępującym. Więc tak... dziesięć dni. Tyle zajęło mu, żeby do niej napisać. Musiał jakoś przetrawić fakt, że tak naprawdę tamtego wieczoru go zostawiła. Na górze budynku. Samego, z butelką wina i ledwie tkniętym jedzeniem. Uciekła. Ulotniła się z jego życia tak szybko, jak się w nim pojawiła. A on wtedy, stojąc tam jak jakiś idiota, poczuł nie tyle gniew... co rozczarowanie? Zawstydzenie? Kolejne uczucia, których tak bardzo starał się nie doświadczać. Pozostawiła po sobie pustkę, a on, stojąc tam samotnie, czuł tylko podmuch wiatru uderzający go w twarz, nikły zapach jej perfum unoszący się jeszcze w powietrzu, który zdążył przeniknąć na jego ubranie, kiedy była tak blisko niego, i ten delikatny smak jej nikotynowo-słodkiego pocałunku, który zostawiła na jego wargach.

Resztę dni spędził na rozmyślaniu, próbując przeanalizować, czym to właściwie było. Myślami wracał do zwyczajnego zaintrygowania... ale ciągle wracał do niej. Przechadzając się tego wieczoru po mieście, opierając się na drewnianej lasce, z kilkudniowym zarostem na twarzy, zerknął ku górze, a jego oczom ukazał się przepiękny księżyc.... I wtedy już wiedział. Musiał do niej napisać. Musiał zobaczyć, czy odpisze. W niepewności wysłał SMS-a, wahając się przez moment, jednak gdy kliknął ''wyślij'', szybko schował telefon do kieszeni płaszcza, wyciągnął paczkę papierosów, odpalił jednego, zaciągnął się dymem i wtedy poczuł wibrację. Prawie trzęsącą się dłonią szybko wyciągnął telefon, a rozświetlony ekran wywołał delikatny uśmiech na jego twarzy. Już wtedy nie miał najmniejszych wątpliwości, że musiał ją zobaczyć, dotknąć, porozmawiać z nią. Musiał dowiedzieć się, czy była to tylko chwilowa intryga, czy może te obce mu uczucia faktycznie wywoływała w nim ona, z jakiegoś nieznajomego powodu.
W przeciągu godziny był już u siebie w mieszkaniu. Wziął prysznic, ogolił się, wrzucił na siebie koszulę, zostawiając dwa guziki odpięte, zarzucił spodnie. Chciał wyglądać schludnie, ale nie tak, żeby było widać, że się starał. No bo nie mógł przecież tego po sobie pokazać, prawda? Usłyszał dźwięk domofonu, który za chwilę odebrał, a następnie jakieś kilka minut później jego mieszkanie wypełniło się delikatnym pukaniem w drzwi. Niemalże od razu je otworzył, a chwilę później jego smutny wzrok zatrzymał się na ślicznej Elenie. - Non ero sicuro che ti saresti presentato davvero, combinaguai. È un piacere rivederti. - uśmiechnął się delikatnie, lecz na jego sercu pojawił się niewidzialny supełek... a z każdym biciem serca... zaciskał się coraz bardziej. Miał cholerną nadzieję, że tym razem mu nie ucieknie.

picollina ִֶָ𓂃 ࣪˖🦢 ִֶָ་࿐
27 y/o
DEATH IN BLOOM
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
i'm not good at love, i'm so much better at taking my clothes off
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

make me feel like last time
make it taste like love
music ༻☾༺ outfit
Spoiler
cucciolo
czyli jednak tęskniłaś za mną?
ti mostrerà la luna e molto altro ancora
będę czekać
Wiadomość...
Nigdy w życiu nie przeczytała czegoś równie absurdalnego.
Oczywiście, że o nim nie myślała - a przynajmniej nie więcej, niż powinna. Pierwszy dzień był prawdopodobnie najgorszy. Pierwszy dzień skończył się jej sercem kołaczącym w klatce piersiowej i tym uczuciem paniki, rozlewającej się po jej trzewiach. Wchodząc do swojego mieszkania tamtego wieczoru, była za nie niemal w d z i ę c z n a. Mieszkanie w Parkdale, którego nie znosiła - to w złej dzielnicy, zbyt ciasne, o zbyt obdrapanych ścianach - tego wieczoru stało się dla niej czymś komfortowym, znajomym. Jej własną kryjówką, w której mogła wrócić do tego, co w Toronto wypracowała do perfekcji, do schematów, rytuałów, codziennej egzystencji.
Następne dni były prostsze. Santorini była w końcu mistrzynią w odsuwaniu od siebie rzeczy i myśli niewygodnych. Odkąd pozostawiła swoją rodzinę na podłodze ich posiadłości w Mediolanie, opanowała to do absolutnej perfekcji. Drugiego dnia niemal zapomniała o tym, co znajomego widziała w jego spojrzeniu. Trzeciego znikł zapach jego perfum, unoszących się za nią z dachu tamtego budynku.
Czwartego była już przekonana, że ten urok, który rzucił na nią mężczyzna, mogła zrzucić na karb pożądania. Mężczyźni nie mieli nad nią żadnej kontroli innej niż ta - mieli wyłącznie swój urok, któremu czasem ulegała. Pochłonięta swoimi obowiązkami, starała się dusić w sobie powracające wspomnienia, jednak te wychylały w jej kierunku swoje macki na najróżniejsze sposoby.
Jeden z tancerzy w jej balecie miał burzę ciemnych włosów na swojej głowie - burzę, która przypominała mu j e g o włosy, gdy przemknął w polu jej widzenia. Telefon koleżanki, z którą była na kawie, otworzył przypadkiem media społecznościowe na piosence, która brzmiała prawie tak samo jak t a m t a.
Siódmego dnia Caspian wzbudzał w niej już wyłącznie z ł o ś ć.
Strategicznie odcinając się od tego wszystkiego, co dostrzegła i p o c z u ł a tamtej nocy, jednocześnie tkwiła w braku zrozumienia. Własnoręcznie usunęła elementy układanki i siedziała teraz nad nimi jak dziecko, nie rozumiejąc, dlaczego wciąż błąkał się w jej myślach. Tym gorsza była świadomość, że nie dzwonił. Myśl, że mogłaby nieustannie go wspominać a on przeszedłby nad tym do porządku dziennego była dla niej upokarzająca - a to upokorzenie maskowało pewne ukłucie, gdzieś głęboko, do którego nie chciała się przyznać.
Dziesiątego dnia znała już rozwiązanie.
Jej serce podskoczyło niemal do samego gardła gdy dostrzegła powiadomienie na telefonie. I znów, to wrażenie ekscytacji, te pieprzone motyle w brzuchu, których nie powinna czuć. To musiało się skończyć, jego urok musiał wreszcie prysnąć.
Musiała się z nim p r z e s p a ć.
Potrzebowała tej trzeźwości myślenia, która przychodziła wyłącznie gdy osoba z tajemniczej stawała się kompletnie obdarta ze wszelkich sekretów. Potrzebowała tej perspektywy, w której wcześniej idealne oblicze nagle nabierało wad - teraz, gdy zdobyło się do niego dostęp.
Caspian był taki sam, jak wszyscy inni, a jednak podeszła do tego inaczej. Zapraszana zwykle zakładała na nogi szpilki, ubierała sukienki z gatunku tych, które były równie piękne, co drogie. Spędzała czas na tworzeniu eleganckiego upięcia lub ujarzmianiu włosów, co najmniej godzinę malowała się w łazience.
Nie zrobiła żadnej z tych rzeczy. Wzięła prysznic, wciągnęła na siebie jeansy i białą bluzkę, jakby to wcale nie była randka. Czekała na jego wiadomość dziesięć dni, nie mogła przecież wyjść na zdesperowaną - a na taką wyszłaby, gdyby się wystroiła, prawda? Z jakiegoś powodu to miało w jej głowie sens, bardzo nie chciała, by zobaczył, że się postarała.
Choć zawsze starała się dla innych.
Mrugnęła i nagle stała w korytarzu drogiego kompleksu mieszkalnego - czy nie poznała go pod teatrem, z którego go wyrzucono? Mrugnęła drugi raz, a drzwi uchyliły się, a coś w jej wnętrzu znów podskoczyło, w ten nieznośny sposób, którego nie chciała odczuwać.
- Non ero sicuro che mi avresti davvero mandato un messaggio - odparła beztrosko, odbijając się od ściany, o którą stała oparta. Płaszcz narzucony na jej ramiona był najbardziej elegancką częścią jego ubioru.
Podeszła do drzwi, w których stał, walcząc z tym bezsensownym pragnieniem wspięcia się na palce i złożenia na jego ustach pocałunku. Zamiast tego zatrzymała się w tej niebezpiecznej odległości, w której w jej płucach znów znalazł się jego zapach, w której czuła jego oddech na swojej skórze - i zamiast wspinać się do niego, jedynie zadarła podbródek w górę, mierząc go spojrzeniem.
- Masz dość drogie mieszkanie jak na kogoś, kogo wyrzuca się z teatrów - zauważyła, jakby te słowa należało wypowiedzieć w tej odległości, a zarazem jakby to mieszkanie jakkolwiek ją teraz interesowało.

cucciolo・。☽*
28 y/o
For good luck!
182 cm
International Affairs Specialist at Northland Power
Awatar użytkownika
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Naprawdę przyszła.

Ta myśl przemknęła mu przez głowę z czymś pomiędzy satysfakcją a irytującym, trudnym do nazwania napięciem, które od dziesięciu dni nie chciało dać mu świętego spokoju.Wysłał wiadomość właściwie zbyt późno, zbyt ostrożnie, może nawet odrobinę zbyt nonszalancko... jakby sam chciał sprawdzić, czy tamta noc zostawiła ślad wyłącznie na jego skórze, czy może wślizgnęła się także pod jej mostek, gdzie uparcie trwała, nie chcąc się ulotnić.A jednak była t u t a j. W jego progu. W jeansach, białej bluzce i z tym swoim spojrzeniem, w którym od początku było coś bezczelnego. Nie zdziwiłby się, gdyby przyszła tu wyłącznie po to, by zakwestionować cały porządek świata, a razem z nim także jego - za to, że po tylu dniach ciszy... ośmielił się napisać, choć ostatnim razem to ona wymknęła mu się sprzed nosa.

Uniósł lekko brew, opierając się mocniej o laskę. - Non ero sicuro che mi avresti davvero risposto- mruknął cicho, poprawiając sens jej słów z tą ledwie zauważalną nutą rozbawienia. Kącik jego ust drgnął delikatnie, a jego spojrzenie zsunęło się niżej. Na jasną bluzkę. Na jeansy. Na tę całą pozorną zwyczajność, która w jej wykonaniu i tak nie miała w sobie nic zwyczajnego. Wyglądała tak, jakby przyszła tu mimochodem. Jakby wcale się nie starała. Jakby to wszystko nic dla niej nie znaczyło. Co tylko bardziej utwierdzało go w przekonaniu, że znaczyło aż za dużo. Odsunął się od framugi, robiąc jej miejsce bardziej z uprzejmości niż z rzeczywistej chęci odsunięcia się od niej - wciąż za mało, by mogła wejść, nie ocierając się o niego.- Podoba mi się też ten cały teatrzyk- dodał spokojnie. - Quei jeans, quella camicetta, quell'espressione sul tuo viso, che cercavano di convincermi che eri venuta qui senza nemmeno provarci. Molto convincente. Per poco non ci credevo. - Nie odsunął się całkiem. Został dokładnie w tej odległości, która była już nieprzyzwoita, ale wciąż dawała im obojgu możliwość udawania, że to jeszcze zwyczajna rozmowa. Czuł jej z a p a c h. Ten sam, który przez ostatnie dni wracał do niego w najbardziej absurdalnych momentach, jak jakaś prywatna forma kary za brak rozsądku.

Spojrzał jej prosto w oczy, z irytującą uwagą, od której człowiek szybko zaczynał się czuć albo rozebrany, albo przejrzany na wylot. - Skoro już odpowiedziałaś na zaproszenie - powiedział ciszej - to wejdź, Elena. Oboje wiemy, że nie przyjechałaś tutaj po to, żeby stać w progu i rozmawiać ze mną o dobrych manierach lub o tym jak drogie mieszkanie posiadam.- Na moment umilkł, dając ciszy rozlać się między nimi... odrobinę zbyt długo, odrobinę zbyt świadomie. Potem przekrzywił lekko głowę wpatrując się w jej drobniutką sylwetkę. -A meno che tu non voglia convincermi che hai risposto e sei venuto qui solo per cortesia. Sarebbe un gesto davvero ammirevole.. - Cofnął się wreszcie o krok, pozwalając jej wejść.- La prossima volta, tesoro, se davvero non sei il tipo di donna che non ha pensato molto a me, non guardarmi come se non ti fossi ancora perdonata di avermi risposto.- zamknął za nią drzwi z chłodną, niemal drażniącą elegancją. Odwrócił się do niej i uniósł lekko kącik ust. - Wino, whisky czy od razu przejdziemy do tej części wieczoru, w której oboje przestajemy udawać, że wcale, ale to wcale o sobie nie myśleliśmy??

Nie miał ochoty na żadne zagrania ani gierki, choć od ich pierwszego spotkania, aż za bardzo polubił poruszać pionkami po szachownicy w sposób dokładnie odwrotny do niej. Tylko że teraz nie chciał się z nią bawić. Teraz chciał po prostu zatopić twarz w jej szyi, przyciągnąć ją do siebie, ukraść o jeden pocałunek za dużo i pokazać jej, że przez tych cholernych dziesięć dni tańczyła mu w myślach z tą samą g r a c j ą, którą wtedy zobaczył na scenie. Bał się tylko, że skoro już teraz czuł do niej coś tak mocnego, niewyjaśnialnego... to po przekroczeniu tej granicy intymności może zapaść się jeszcze niżej. Chociaż… może właśnie to miało być odpowiedzią. Może na koniec dnia była tylko intrygą. Pokusą, którą musiał zwalczyć właśnie w ten sposób, a nie inny?

picollina ִֶָ𓂃 ࣪˖🦢 ִֶָ་࿐
27 y/o
DEATH IN BLOOM
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
i'm not good at love, i'm so much better at taking my clothes off
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdy on dostrzegał wszystkie niuanse schowane za jej zachowaniem, Santorini zaciekle przymykała oczy na to samo znajdujące się po drugiej stronie.
Nawet ta pora, zaproszenie na ostatnią chwilę, wieczorem, ze zbyt małą ilością czasu na poprawne przygotowanie, nie posiadała w jej oczach głębi, na którą zasługiwała. Nie doszukiwała się w niej niczego specjalnego. Ba! Niejednokrotnie musiała szykować się właśnie w ten sposób, doprowadzając do porządku na ostatnią chwilę, ponieważ mężczyźni nie myśleli. Działali pod wpływem impulsu i ten właśnie impuls, ta myśl, wspomnienie o niej sprawiało, że przechodzili natychmiast do czynu.
Patrząc przez klapki na jej oczach, była przekonana, że Caspian również mógł być jednym z tych mężczyzn. Że i on byłby tak bezmyślny i daleki od rozległej kalkulacji, nawet jeśli obliczenia chowały się w sercu jego uważnego spojrzenia.
- Mi dispiace - westchnęła, jakby jego uwaga o teatralnym braku starania się nie tknęła jej do głębi. Noga wysunęła się o pół kroku naprzód, w próg, choć jeszcze nie przeniosła na nią swojego ciężaru. - Se volevi che mi impegnassi di più, avresti dovuto essere più specifico nei tuoi messaggi.
Wiedziała co robił - tkwił w przejściu, niby zapraszając ją do środka, ale jednocześnie nie cofając się by stworzyć dla niej strefę komfortu. Tkwił w niej, bezczelnie, oparty o framugę, wspierający się na swojej lasce a jednocześnie mający nad nią przewagę. Przewagę w świadomości tego, jak była ubrana i dlaczego, w nazwaniu tego teatrzyku, który przecież nie powinien być nazwany.
Nie lubiła, gdy karty leżały po innej stronie. Widziała w tym wyzwanie.
Wsunęła się w przejście, powoli, bezlitośnie - zamiast wklejać w przeciwległą framugę, pozwoliła, by jej ciało otarło się o stojącego w wejściu mężczyznę. Wyczuła w nozdrzach jego zapach, na swoim ciele - jego gorąco, gdy odsunięte poły płaszcza nie zaoferowały żadnej bariery.
- Jeśli mam wejść - westchnęła, jej twarz nabrała niewinnego wyrazu, jakby pozostawała ślepa na wszystko to, co robił, wszystko co dostrzegał - co było w połowie prawdą. Nachyliła się do przodu, napierając na jego klatkę piersiową schowaną pod szarą koszulą tak, jak na prawdziwe intencje schowane w brązowych spodniach. - Dlaczego wciąż stoisz w przejściu?
Przestrzeń dzieląca ich usta na jeden moment stała się marginalna, jej pytanie zawisło w tej bezsensownej odległości nim prześlizgnęła się na drugą stronę, umykając przed jego ciepłem tak, jak umknęła przed jego wzrokiem.
Nie podobały jej się te słowa, obnażające wszystko, co znajdowało się pod teatrzykiem. Nie podobał jej się ten chłód, z którym zamknął za nią drzwi, nonszalancja, jakby nie robiło mu to różnicy, czy weszła do środka, czy nie. W jego słowach wybrzmiała na tą, która pragnęła go b a r d z i e j, bo czyż nie zjawiła się w progu jego drzwi gdy tylko napisał, po dziesięciu dniach?
Nie lubiła wyglądać na zdesperowaną, nawet jeśli coś w jej wnętrzu wykrzywiało jej trzewia gdy odsuwała się od mężczyzny, wkraczając do jego mieszkania. Chwyciła za płaszcz, zsunęła go ze swoich ramion i niedbale odrzuciła na najbliższy mebel, nie zamierzając odwracać z powrotem w kierunku drzwi, przy których z pewnością tkwił wieszak.
- Oh, ho pensato a te, tesoro - odrzuciła beztrosko, jej wzrok zafiksowany na wnętrzu mieszkania, do którego wkraczała. Pięknego mieszkania, które jednocześnie wzbudzało w niej zachwyt jak i pewnego rodzaju tęsknotę za wszystkim tym, czego już nie m i a ł a. - Stavo pensando a quanto tempo ti sei trattenuto sulla terrazza dopo che me ne sono andato.
Jej wzrok prześlizgnął się po salonie i zatrzymał na oknach. Widok zza nich zaparł jej dech w piersiach, sprawił, że na ułamek sekundy się zatrzymała, a zaraz po nim ruszyła w ich stronę. Piękno rozpościerającego się po drugiej stronie widoku nie było w stanie zmazać obecności mężczyzny, jego wzroku, który czuła na swoich plecach - ale z pewnością skorzystała z tego, że tak to wyglądało.
- Wino - odparła krótko, zatrzymując się przy jednym z okien, absurdalnie wielkich i pięknych okien. Jakaś młodzieńcza część jej, ta przyzwyczajona do wolności bezkarności, pragnęła przylgnąć do szyby, oprzeć o nią swoje dłonie i nos, spoglądając na miasto poniżej. Zdusiła ją, splatając ręce za swoimi plecami, usuwając pokusę. - Czy to robisz w swoim wolnym czasie? - spytała, odwracając wreszcie wzrok w jego stronę, kąciki jej ust bezwiednie uniosły się w górę. - Guardate la luna dal vostro castello gigante?

cucciolo・。☽*
28 y/o
For good luck!
182 cm
International Affairs Specialist at Northland Power
Awatar użytkownika
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tego właśnie mu brakowało.
Tej bezwstydnej bezpośredniości. Tych włoskich słów wypływających z jej słodkich ust, które powinny działać na niego jak trucizna, a jednak zamiast go wyniszczać, przeszywały serce i duszę czymś niepokojąco bliskim ekstazie. Może właśnie tak powinno to działać. Może powinno go to niszczyć od środka, odbierać rozsądek, wbijać się pod skórę jak powolna kara za każdą jedną sekundę, w której pozwalał sobie na zbyt wiele. A jednak z każdą cholerną chwilą coraz bardziej miał wrażenie, że coś, co powinno go zabijać, zamiast tego tylko mocniej go nakręcało. Jakby uczył się oddychać czymś, co w normalnych warunkach odebrałoby mu tlen. Każde słowo docierające do jego uszu przechodziło przez niego powoli, głęboko, zostawiając ślad tam, gdzie nie powinno już być miejsca na cokolwiek. Jego organizm chłonął ją łapczywie, z a c h ł a n n i e, jakby próbował zatrzymać w sobie choć fragment jej obecności na dłużej. Jakby desperacko chciał zaskarbić sobie cokolwiek, co zostawiłaby w nim po sobie, nawet jeśli miałaby to być tylko kolejna dawka niepokoju.

Znowu to samo.

To cholerne uczucie, którego nie umiał nazwać. Bo jak, do cholery, wyjaśnić coś, co jednocześnie przypominało truciznę i uzależnienie? Coś, co powinno go odpychać, a zamiast tego tylko ciągnęło go jeszcze bliżej. Ogarnij się, Caspian. Przełknął ślinę, czując jej powolny ruch w gardle - jego jabłko Adama poruszyło się wyraźnie, zdradzając napięcie, którego wolałby po sobie nie pokazywać. Choć cholernie niechętnie, przesunął się delikatnie na bok, pozwalając jej przejść. Mógłby przysiąc, że dłoń kurczowo zaciśnięta na lasce aż rwała się, by wysunąć się w jej kierunku, złapać ją, przyciągnąć do siebie, zatrzymać przy swoim ciele choćby na chwilę. Ale nie mógł tego zrobić… prawda? Gdyby tylko wiedziała, jak na niego działała. Gdyby miała możliwość choć przez moment znaleźć się w jego głowie, wiedziałaby wszystko. Każdą chaotyczną myśl. Każdy impuls, który próbował w sobie zdusić. Każdą tę pieprzoną sekundę, w której balansował gdzieś pomiędzy opanowaniem a pragnieniem, by stracić je bez reszty.

Przyglądał się, jak zrzucila z siebie płaszcz i rzuciła go gdzieś na bok, a kącik jego ust drgnął lekko, gdy zauważył, z jaką swobodą podchodzi do ogromnych okien. Też uwielbiał to miejsce. Może właśnie dlatego, że nocą całe miasto wyglądało stamtąd tak pięknie, jakby z tej wysokości wszystko dało się jeszcze jakoś uporządkować. Stanął przy wyspie kuchennej, słuchając tego, co miała do powiedzenia, i z każdą kolejną sekundą coraz mocniej czuł, jak grunt usuwa mu się spod nóg. Z każdym dłuższym spojrzeniem rzucanym w jej sylwetkę. Z każdym ruchem, który wykonywała z tą swoją naturalną, doprowadzającą go do szału gracją. Ma che diavolo era?

Zacisk serca.

Uderzenie. Zatrzymanie. Podwójne uderzenie. Znów zatrzymanie.

Poczuł znowu te cholerne uczucie. To samo, które wracało zawsze, ilekroć myślał o niej zbyt długo, ilekroć przebywał przy niej… i wtedy, gdy zostawiła go na tamtym cholernym tarasie. Nie był już nawet pewien, czy to był niepokój, niedosyt, strach przed samotnością, czy może coś znacznie gorszego - lęk, że naprawdę mógłby już nigdy nie zobaczyć jej z tak bliska. Może wtedy przesadził. Z tym tańcem. Ze staraniem się. Z obietnicą, którą złożył tamtego wieczoru. Znajdując się z nią w jednym pomieszczeniu... znów doświadczając tego uczucia, mógłby przysiąc, że przypominało mu coś, czego od dawna już nie znał. Bieg w deszczu. Ten dawny, szalony, wolny bieg, jeszcze z czasów, gdy naprawdę mógł to robić. Pęd przed siebie bez zastanowienia, z tą jasną, brutalną świadomością, że jeśli się nie zatrzymasz, wpadniesz w przepaść. A jednak dalej biegniesz. Bo może po drugiej stronie stoi coś, czego warto dotknąć choćby na sekundę, nawet jeśli ceną ma być nikły, żałosny koniec. I zamiast zwolnić, zamiast być odpowiedzialnym, on na sam jej widok tylko przyspieszał. Jak idiota. Z nadzieją, że może jakimś cudem uda mu się dosięgnąć jej koniuszkami palców, choćby na jedną ulotną chwilę, zanim znowu rozpłynie się w jego dotyku - dokładnie tak, jak tamtej nocy.

A ona teraz sobie z tego żartowała?

Stojąc przy kuchennym blacie, otwierając wino i nalewając ciemnoczerwoną ciecz do lampki, zaciskał szczękę coraz mocniej, wyraźnie niezadowolony. Jak śmiała wspominać tamtą ucieczkę, jakby była czymś zabawnym? Nawet nie próbowała postawić się na jego miejscu. Nie próbowała pomyśleć, co wtedy mógł czuć. Chwycił laskę, zaciskając na niej uścisk i przenosząc na nią ciężar ciała. W drugiej dłoni trzymał kieliszek. Podszedł do niej powoli. Stanął obok, bokiem, i przez chwilę patrzył na panoramę miasta rozświetloną nocnymi światłami. - Non ho voglia di giocare al gatto e al topo, Elena - wydusił w końcu. Przysunął kieliszek do ust i upił łyk, po czym obrócił się twarzą do niej i wsunął jej lampkę w dłoń.- Non mi diverte, se so che con la mia situazione non riuscirò mai a raggiungerti. - Uniósł dłoń i wsunął ją w jej długie włosy. Zerknął na laskę, po czym oparł ją ostrożnie o szybę, co pozwoliło mu położyć drugą dłoń na jej talii. Przesunął ją powoli niżej, na pośladek, i przyciągnął ją ostrożnie do siebie, nie na tyle blisko, by rozlała wino, ale wystarczająco, by poczuć jej ciepło. - Ammirare la luna dal castello non è più così emozionante da quando, dieci giorni fa, ho visto la principessa, che è più bella della luna e di tutte le stelle del cielo - wyszeptał. Nachylił się ku jej szyi, sunąc nosem wzdłuż jej linii, jakby chciał zapamiętać jej zapach lepiej niż własny oddech. Chwilę później złożył na niej krótki, delikatny pocałunek. Odsunął się tylko odrobinę. Tyle, by móc spojrzeć jej prosto w oczy. - Dlaczego tutaj przyszłaś, picolina?

picollina ִֶָ𓂃 ࣪˖🦢 ִֶָ་࿐
ODPOWIEDZ

Wróć do „#14”