-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Gabriela R. Blais
-
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćtakwątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracji-postaćautor
Bogu Kurwa Dzięki Za Madox'a.
Sama już nie ogarniała czy to było dobre serce jej kuzyna czy to, że waląc strawioną wódą na kilometr i rozmazanym makijażem wzbudzała litość, ale liczył się fakt, że zaległa w mieszkaniu niczym pluskwy. Czy tam karaluchy, czy też inne dziadostwo, którego tak łatwo nie dało się wykurzyć. Kanapa stała się swoistym azylem, gdy zmęczona padła na mebel odciskając niczym pierdolony Picasso resztę makijażu na poduszce. Ktoś nawet łaskawie przykrył ją kocem, tym samym podnosząc jej status majątkowy, bo prócz ubrań na sobie i paczki papierosów nie miała nic przy sobie. Nawet godności, bo tą straciła już dawno.
Ktoś nawet chyba rano sprawdzał jej funkcje życiowe, ale pomarudziła pod nosem i zawinęła się w kocowe burrito licząc, że ten ktoś odejdzie i da jej zdechnąć od wyziewów z jej ust, które prawdopodobnie podnosiły promile w jej krwi. To była ciężka walka, a jeszcze gorsza była pobudka.
Najpierw wysunęła swoją rudą czuprynę spod koca, która była totalnie rozjebana, jak po bliższym spotkaniu z działającym wiatrakiem. A dopiero po chwili ukazała światu obraz nędzy i rozpaczy, gdy ledwo otworzyła przekrwione oczy. Przyłożyła dłoń do opuchniętej twarzy i z obrzydzeniem odkleiła kępek sztucznej rzęsy od skóry.
- O nie… - jęknęła cicho, chowając na sekundę twarz w dłoniach. - Nie mów mi, że moje halucynacje zaczęły mieć ciągłość fabularną… - wybełkotała i spojrzała jeszcze raz na intruza, mrużąc oczy czekając aż jej system załaduje w pełni cały widok. - Czekaj… - zmarszczyła brwi. - Ty to ty? Czy ja po prostu przesadziłam z czymś, czego nie powinnam była mieszać? - koc opadł jej na kolana, gdy z trudem usiadła na kanapie i niemrawo próbowała połączyć pewne wydarzenia z ostatnich nocy.
- Że co mam zrobić? - spojrzała na jego rękę czując, że ta sytuacja zaczyna ją przerastać. - Stary. Ja ledwo ogarniam, że mam ręce. - mimo to wyciągnęła dłoń i uszczypnęła go licząc, że to poświęcenie rozwieje wszelkie wątpliwości. - Jak boli, to znaczy, że żyjesz. Jak nie boli… to ja mam większy problem niż myślałam. - oparła głowę o zagłówek i przez chwilę czekała aż świat przestanie wirować. - To był zły pomysł. Albo bardzo dobry. Jeszcze nie wiem. Wszystko mnie boli. - narzekała wciąż i zmusiła się, żeby znowu otworzyć oczy. - Kurwa ty dalej tu jesteś. Super. Właśnie w takim stanie chciałam cię zobaczyć. Brakuje żebym jeszcze narzygała ci na buty. - prychnęła pod nosem i przyłożyła palce do skroni. - Dobra. Szybki test rzeczywistości. Ja, kac życia. Ty od czapy pytający mnie, żebym cię uszczypnęła, gdy masz jakiegoś ufoludka na czole. Ktoś ci pukał penisem w czoło, że masz tam siniaka? Nie no to brzmi całkiem wiarygodnie. Chyba żyje. Powiedz mi tylko jedną rzecz… Zniknęłam na sześć lat, czy ja po prostu wyszłam na jedną imprezę i coś mi się trochę przedłużyło? - to też brzmiało całkiem wiarygodnie. - Błagam, tylko mów powoli. Daj mi klina. Nie wiem podłącz mnie do kroplówki. Wrzuć mnie pod prysznic... - błagała, żeby zrobił cokolwiek zanim wyzionie ducha.
William N. Patel-Noriega
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Gabriela R. Blais
-
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćtakwątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracji-postaćautor
Czemu tu jesteś?
To pytanie wbiło ją w tą pieprzoną kanapę i na chwilę odebrało głos. Nie była w stanie mu odpowiedzieć na to. Nie teraz. Nie tu. Pokręciła głową już znacznie mniej energicznie i przetarła zmęczona dłonią twarz.
A po chuj tutaj przylazłaś, Gaba?
Kurwa, żeby ona to wiedziała. Nie była żadnym pieprzonym detektywem, ani psychologiem, żeby ot tak wywlekać wszelkie fakty i emocje na światło dzienne. Już nawet historia o korku od szampana nie poprawiała jej humoru, ale zamierzała później do tego wrócić. Ledwo dźwignęła się do góry, gdy pomógł jej ruszyć własne zwłoki i poczłapała ciężkim krokiem skacowanego człeka za nim do łazienki.
- Serio, Billy? - zaszczyciła go głośnym prychnięciem oraz się skrzywiła, gdy w jej mniemaniu lodowata woda uderzyła ją prosto w twarz. Odgarnęła mokre włosy do tyłu i spojrzała na niego zła spode łba już bardziej przytomnie. Tak jakby przed chwilą sama go nie prosiła o tak drastyczne metody. - Serio? Terapia szokowa? Co dalej, egzorcyzmy i różaniec? Mogłeś mi chociaż dać się rozebrać. - zmrużyła oczy, gdy odstawiała przed nim striptiz dla ubogich, próbując się pozbyć już mokrych ubrań, które w końcu zrzuciła z siebie z głośnym plaskiem na dno brodzika, pozostając w samej bieliźnie. Nie miała nawet koszulki na zmianę.
- A ty co? Odwalasz wielki dramat pod tytułem, „Gabi mnie zostawiła”? - pokręciła głową z rozbawieniem, ale oboje wiedzieli, że te kiepskie żarty to była kolejna ucieczka przed poważną rozmową. - Proszę cię, jeszcze mi powiedz, że pisałeś o mnie smutne piosenki i płakałeś w poduszkę - zawahała się dosłownie na ułamek sekundy po tych słowach i szybko dodała - Bo jeśli tak, to… Absolutnie nie chcę wiedzieć.
Zsunęła się po ścianie prysznica, krzywiąc się od zimna, ale dalej z tym przyklejonym uśmiechem na ustach. Niby jak miała mu powiedzieć, że to był dla niej gówniany czas? Że cholernie bała się monotonności i tego, że kiedyś w końcu złamie jej serce? Kochała go. Była w nim zakochana i przerażało ją to. - Nie planowałam tego... - wypowiedziała w końcu niemal szeptem. - To miał być tylko tydzień. Szybki reset i powrót do ustawień fabrycznych. Chciałam żebyś ze mną wyjechał, ale... - parsknęła śmiechem, ale to właśnie łzy, które pojawiły się w jej oczach były prawdziwe. - Wiem, że spieprzyłam.
William N. Patel-Noriega
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Gabriela R. Blais
-
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćtakwątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracji-postaćautor
- Bardzo, kurwa śmieszne. Dwa dni. - prychnęła niczym kot i oparła zmęczona głowę o ścianę. - Trzy dni.. Jednak trzy dni. - dodała po chwili namysłu, ale nie przejmowała się tym, że znowu to skwituje słowem „obrzydliwe”. Widział ją już nie raz w gorszym stanie, a ona jego. Po prostu kurwa musiał się do czegoś dopieprzyć i całkiem to rozumiała, po tym emocjonalnym rollercoasterze, który mu zafundowała.
- Dupek - skwitowała jego zachowanie w tym jednym pięknym słowie i wypluła wodę, która nagromadziła się w jej ustach przez jego zabawę słuchawką. - Pisałeś do mnie? - odparła zaskoczona i wpatrywała się w niego długo spod rzęs analizując dogłębnie jego słowa. Pisał do niej... Szukał ją... Cóż, jego obawy były słuszne biorąc pod uwagę tryb życia jaki prowadziła. - Sama dziwię się, że nie skończyłam w rowie, okej? - w końcu zaczęła mówić już bez cienia wesołości w głosie, za którym normalnie schowałaby się żeby wszystko przeinaczyć w żart. - Pamiętam jak przez mgłę pierwszy rok. Zgubiłam telefon, a nawet gdybym jakimś cudem go odblokowała, to nie zrozumiałabym sensu twoich wypocin. Później byłam na odwyku. Okazało się, że rozwód rodziców i śmierć... - przełknęła ślinę i przeczesała dłonią mokre, skołtunione włosy czując jak gula narasta jej w gardle. Z nikim o tym nie rozmawiała. Nikomu nie mówiła o swoim psie i jak mocno na nią to wpłynęło, ale on wiedział, że ona i Simba byli jak Flip i Flap. - Zgubiłam się Billy. Po prostu kurwa się rozsypałam, a to co było między nami mnie przerażało. Nie chciałam zrywać. Uciekłam od Ciebie właśnie dlatego, że czułam zbyt wiele do Ciebie. - powiedziała na jednym wdechu i spojrzała niepewnie na jego dłoń. W końcu ją chwyciła i z jego pomocą wyszła spod prysznica. Zaczęła ściągać mokrą bieliznę, którą również wrzuciła do umywalki. I tak już ją widział tyle razy nago, że to była tylko formalność - nie miała czego się wstydzić.
Okryła się znalezionym ręcznikiem, modląc się, żeby inny domownik nie wycierał nim swoich genitaliów czy też dupy - to dopiero byłoby obrzydliwe. Zaczęła kopać w szafkach i znalazła jakąś dodatkową szczoteczkę - odkupi ją - i umyła zęby. Wykorzystując też wacik do demakijażu pozbyła się resztki tapety z twarzy i dopiero wtedy odwróciła się w kierunku mężczyzny. - Bagaż? - uniosła lekko brodę do góry, ale mimowolnie kącik jej ust uciekał do góry w geście rozbawienia. - No jasne, stoi sobie w przedpokoju, obok mojej godności i zdrowego rozsądku. - zrobiła krótką pauzę, po czym wzruszyła ramionami. - Spoiler, żadnego z tych trzech nie przywiozłam...
Nie miała nic.
- Powinnam mieć jeszcze kilka fajek. O ile masz ognia to możemy zapalić. - przynajmniej jej najebany mózg kazał jej wyciągnąć małe opakowanie z kieszeni zanim padła na kanapę. To była odpowiedzialność. Tak samo jak używanie prezerwatywy podczas stosunku.
William N. Patel-Noriega
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Gabriela R. Blais
-
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćtakwątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracji-postaćautor
To właśnie pomyślała, gdy zerknęła na swoje odbicie w lustrze. Nie chciała żeby było mu przykro. Uciekła z dala od Toronto, bo chciała przeskoczyć ten głupi etap, gdy każdy pyta: co tam? lepiej ci już? Czasem znikanie jest łatwiejsze niż tłumaczenie się z rzeczy, których i tak nikt nie chce słuchać. Wolała być zapamiętana jako ta szalona ruda, która wywraca innym życia, niż smutna złamaska, która zaczęła zamulać gorzkimi żalami na imprezie. Było minęło, ale ten moment szczerości była mu winna. Oboje byli zbyt trzeźwi na tą rozmowę, więc lepiej było pozostawić pewne niedomówienia na kiedyś, albo i nigdy.
- W Toronto? - powtórzyła za nim głupio, dopiero ogarniając w swojej głowie fakt, że wróciła do tego miasta. - Zobaczymy. Na razie żyję, to już jakiś plan, nie? Kiedy ten koleś wyrzucał mnie na parking, to mu chyba mówiłam, żeby nie sprzedawał moich organów, bo niewiele na tym zarobi. - zmrużyła oczy analizując urywki wspomnień ze swojego wielkiego powrotu do miasta. To było najgorsze w imprezowaniu. Urwany film i pierdolone wyrzuty sumienia, bo nie do końca było się pewnym co tym razem się odjebało. A w jej wydaniu to mogło być dosłownie wszystko. Przynajmniej tym razem obudziła się w znanym sobie mieszkaniu.
- Pilar? - przekręciła głowę na bok niczym zainteresowany czymś szczeniaczek, ale machnęła dłonią, bo kolejna dupa Madoxa nie powinna jej dziwić. Chociaż najwidoczniej było to coś ważniejszego skoro William znał jej imię. Mogłaby przysiąc, że powinna coś pamiętać o niej, ale może była w innej czasoprzestrzeni, gdy jej szanowny kuzyn wyjątkowo spowiadał się ze swojego życia. Zbyt wiele informacji jak na jeden poranek.
Kiedy wrócili salonu, obserwowała jego poczynania kątem oka nie mogąc powstrzymać uśmiechu. - Dalej ten sam... - zamruczała pod noskiem bardziej do siebie niż do niego - Beyonce zgarnia kolejne statuetki, świat się wali, a ty się zesrasz o kubek w zlewie. - chciała jeszcze dodać, żeby zadzwonił po służby, bo na bank był na to jakiś paragraf, ale darowała sobie już to. Jeszcze faktycznie jacyś komandosi wlecą im na chatę i okaże się, że pod kanapą leżą stosy takich brudnych garów.
- Trzymaj, królu porządku. Jeszcze mi tu zaraz zaczniesz dezynfekować powietrze. - wsunęła pomiędzy wargi fajkę i skierowała sfatygowane pudełko po przejściach podróży w jego stronę. Nachyliła się w jego kierunku, żeby poratował ją ogniem i posłała mu te niecierpliwe spojrzenie. - No dawaj. - mamrotała dalej z papierosem pomiędzy wargami czekając aż w końcu wyciągnie zapalniczkę. - Opowiadaj. Tylko błagam, niech to faktycznie będzie śmieszne, bo naprawdę skończę w rowie. Ma to związek z tym? - wskazała palcem na jego czoło, na którym dalej widniał potężny siniak, który w dalszym ciągu kojarzył jej się z ufoludkiem. Tak, ta historia mogła być dobra. Oby.
William N. Patel-Noriega
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Gabriela R. Blais
-
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćtakwątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracji-postaćautor
- A może to performance apokaliptycznych meneli? - spojrzała jeszcze raz w stronę brudnych naczyń w zlewie i cicho westchnęła. Zapomniała już jak męczące były zapędy Billego w stosunku do porządku. Normalnie nie przeszkadzałoby jej to, ale na kacu ostatnią myślą jej egzystencji było zmuszać się do ogarniania czyjegoś syfu. Szczególnie, że coś jej przebłyskiwało przez neurony, że Ricz coś truł jej nad uchem, że kuchnia należy do niego. Kim była, żeby wpierdzielać się w czyjeś kompetencje? I tak wiedziała, że Bill nie wytrzyma i wepcha gąbkę w ten stos.
Miał jej uwagę.
Zaciągnęła się dymem, który wypuściła powoli ze swoich płuc, odchylając delikatnie głowę na bok i słuchała jego historii z uśmiechem na ustach. Uwielbiała to, że tak pokurwione historie były dla nich jak normalny wypad z rana po bułki. W pewnym momencie już nawet się nie zaciągała, pozwalając papierosowi się tlić w smukłych palcach. Skupiła swoje spojrzenie na mężczyźnie, a jej mimika idealnie oddawała to jak bardzo żałowała, że jej tam nie było.
- Romantycznie. - skwitowała w końcu i przyssała się do jego telefonu, żeby zobaczyć na własne oczy jak te dwa gamonie mówiły sobie sakramentalne TAK. Prawie udusiła się śliną, gdy wybuchnęła śmiechem i wytarła łzę z policzka cudem nie przypalając sobie włosów papierosem. Złoto. - Co? Już rozwód? Nawet nie zdążyliśmy się umówić na rodzinny zjazd. Tylko pomyśl jakbyś z tą swoją prawniczą powagą siedział obok mojego wujka i tłumaczył mu, że wasza miłość do grobowej deski oznaczała zjazd po Trumpie. - ta wizja była zbyt piękna. - Ja wiem, że za mną tęskniłeś, ale żeby szukać substytutu w mojej rodzinie? Byłeś na górze czy na dole podczas waszej namiętnej nocy poślubnej? - poruszyła sugestywnie brwiami i wrzuciła niedopałek do kubka, odtwarzając w kółko ten filmik. - Szkoda, że jeszcze nie adoptowaliście po drodze dzieciaka. Jeszcze mi powiedz, że ktoś wam tam dał błogosławieństwo na otwarty związek z całym jebanym plemieniem na tej pustyni. Masz jeszcze odbyt cały? Czy już nosisz pieluchy, bo zwieracze nie wytrzymały? - dalej kręciła bekę z tej historii. - Mam ci mówić braciszku? A może od razu Daddy? Co na to twój mąż, że posuwałeś mu kuzynkę? - w dalszym ciągu żyła w mniemaniu, że Madox nie wiedział, że spotykała się w ten sposób z jego kumplem. Nie dało się ukryć, że razem grubo imprezowali, ale jak para ułomnych nastolatków kryli się z tym, że byli razem. - Zajebałeś nazwisko Madoxa czy on tobie? - zrobiła wręcz niezadowoloną minkę, gdy zmienił temat.
- A co ci przeszkadza w moim outficie? Moda plażowa idealna na wasz trip nudystów. - pomarudziła pod nosem, ale zwlokła się ze swojego miejsca i na partyzantce wbiła do pokoju Madoxa. Była lekko rozczarowana, bo spodziewała się sypialni Ruchacza Naczelnego, a nie zwykłego wystroju. Nawet żadne murzyńskie dildo nie leżało na szafce. Skandal. - Boże, nie mów mi, że Madox chodzi w tych okropnych pstrokatych koszulach? - jęknęła zaglądając do pierwszej szafy.
William N. Patel-Noriega