35 y/o
For good luck!
168 cm
lekarz psychiatra | prywatna praktyka + konsultacje w CAMH
Awatar użytkownika
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

004
Twenty-four hours late…
but at least he brought the dogs back.


Rosa już nie mogła się doczekać, kiedy zobaczy swoje pieseczki, odliczała dni aż będzie mogła wreszcie wyściskać swoje dzieciaczki, dlatego kiedy Ricardo się spóźniał...
I spóźniał...
I spóźniał...
O całe dwadzieścia cztery godziny, a ona wysłała mu dwieście smsów i dzwoniła do niego ze czterdzieści razy, to była wściekła jak osa. W pewnym momencie się popłakała, a potem pocięła nożyczkami ulubioną koszule Ricardo, okazało się, że to jednak Madoxa, więc schowała ją za pralkę i udawała, że nic takiego nie miało miejsca.
Później przyszła z pracy Pilar, a Ricza wciąż nie było, ale na szczęście Stewart to była ODPOWIEDZIALNA, i Madox też był trochę bardziej niż Ricardo, bo odpisał jej na smsa, że są razem i nie wiadomo kiedy wrócą. Dziewczyny postanowiły to wykorzystać, zamówiły pizzę z ANANASEM i inne zjedliwe też, a Roska za wszystko zapłaciła karta Ricza, żeby widział, że za tego ananasa też. Taka była złośliwa. Obejrzały sobie jakiś serial i poplotkowały o chłopakach, oczywiście Rosa to się większość skarżyła, a Pilar pewnie chwaliła. No ale co zrobisz, no nic. Nie doczekały się chłopów, więc poszły spać, a Rosita całą noc czytała książkę o technikach manipulacji w psychiatrii w dwudziestym pierwszym wieku, głównie rozdział o tym, jak wywoływać u kogoś wyrzuty sumienia i takie tam. Do pracy jej to było potrzebne.
W końcu na drugi dzień, jak Rosa znowu wróciła z pracy wcześniej, bo jakoś się źle poczuła, to pojawił się też w końcu...
Ten dekiel.
Najpierw oczywiście przywitała pieski, wyściskała Churroska i Burritoska, wygłaskała za wszystkie czasy, a potem dzieciaczki się rozbiegły po salonie, aż obudziły Sombrę, który spał grzecznie w swoim posłaniu. Zdziwił się pewnie co to za szczury, ale Rosa mu zaraz pokazała, że ma stać przy nodze, bo ona już sobie tutaj ustawiła tego psa. Zresztą on był po prostu dobrze ułożony, nie to co jej mąż!
- No i co masz mi do powiedzenia Dick? Gdzie ty byłeś - zapytała krzyżując ręce na piersi, tak jak jej Peach mówiła, żeby się do niego zwracała, gdy ją zdenerwuje. A bardzo ją wkurzył - i dlaczego nawet nie odebrałeś telefonu, żeby mi dać znać co się dzieje?! - krzyknęła i tupie nóżką w futerkowym klapeczku - i ty się dziwisz, że ja chce ci namierzanie wgrać - aż prychnęła i kręci głową, bo przecież to wcale nie jest dziwne, że chciała, skoro on nawet ją nie powiadomił gdzie jest. Jeszcze pal licho Rich, ale jej pieseczki. Schyliła się i bierze je oba na ręce - moje maleństwa... Mamusia zaraz wam da chrupeczki - poszła do kuchni i położyła oba pieski na kuchennej ladzie i wyjmuje jakieś chrupki psie, żeby im nasypać na blat. Trochę pospadało i Sombra je pozbierał, a Churros oczywiście łyka jak najwięcej przed Burritosem, pewnie będzie miał znowu gazy.

Dick ( 。 •̀ ᴖ •́ 。)
36 y/o
Welkom in Canada
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

KURWA.
Obudził się gdzieś pod miastem z Churrosem który go po nosie lizał. Jeszcze jak miał zamknięte oczy, to sobie tak myślał, że to chyba Rosi go tak po nosie liże i uśmiecha się, bo ta to jednak ma fetysze, nigdy za nią nie można nadążyć. Ale nie mówi nic, bo go gardło napierdala, otwiera jedno oko i widzi dwa patrzące to na Maroko to na Kaukaz i okazuje sie, że to wcale nie są oczy jego słodkiej Rosi, tylko właśnie szczura Churrosa.
- Coo - wychrypiał i taki posłkadany powoli podnosi się z podłogi, która była jednym wielkim dywanem. Churros zadowolony jest ogromnie i lata, jakby dzięki niemu jego daddy wrócił do życia i zaczał nawet trochę szczekać, na co Ricz reaguje zmarszczonym z bólu czołem - Czej Madafaka, gdzie masz braciszka - i jak Ricz już wstał to patrzy i się okazuje że jest w jakimś pokoju hotelowym z czerwonymi ścianami, czerwoną wykładziną i łóżkiem z zasłonami w czerwone róże. Może mu coś na oczy siadło, że wszystko jest takie czerwone? Na łóżku leży goła dupa William N. Patel-Noriega poznał po tatuażu, ale Madox A. Noriega to nie widzi wcale. Dotarł jakoś do lustra w przedpokoju - tzn dwa kroki zrobił i opiera się o ściane, kurwa oczy to ma czerwone jak dżem truskawkowy. Zlokalizował łazienkę, bo w sumie był to mały pokój i jak do niej wszedł to prawie zawału dostał bo był tam Madox na kiblu ale chyba zasnął bo opierał się o umywalkę. Kurwa to tu się odjebało, to niewiadomo. Ricz odkręca wode i przemywa sobie ryja, wypił też z pół umywalki tej wody i jak trochę go to otrzeźwiło to nabrał w kubek wody i wylał na Madoxa, żeby się obudził. Potem poszedł też jebnąć w dupe Williama, żeby ten też się obudził.
Co tam się później działo to kwestia do dopowiedzenia, ale w końcu wracają autem Madoxa do Toronto. Ricz z dwoma pieskami (cudem dwoma), William z Rolexem na ręku a Madox to z wyrzutami serca chyba, bo jest milczący jak nigdy. Ricz poszedł sam na górę z psami i mówi, że potem zejdzie po kufry swoje na psy (żeby Rosi nie widziała, że ich w transporterze trzymał), alewział jeszcze walize, bo jednak chłopaki mogą same chodzić, nie są jakimiś kalekami (całe szczęście). Wziął jeszcze WIELKI WDECH przed wejściem na chate ułożył sobie w głowie co powie. Że go na granicy trzymali, ale tak serio to przecież jej mówił, że będzie 11 a nie 10, więc o co problem???? Nie wiedział bowiem, że Madox to taka sześcdziesiona, żeby odrazu sprzedać Pilar gdzie są. Nic nie bierze z niego przykładu ten Madox, na pewno nie wytrzyma 10 lat w związku.
Otwiera drzwi i uśmiecha się szeroko do Rosi.
- No cześć kochanie już jestem, Madox mnie odebrał - odwrócił sie, kiedy pieski pobiegły do swojej mamci i nagle uderza w niego piorun jej spojrzenia. O cholera, coś było nie tak znów. Ale bierze się w sobie, ściąga buty i słucha już że nie zadzwonił, że nie powiedział i że jest Dick. Czemu ona nagle do niego mówi tak, to nie wiedział, ale ciekawe co ona by na to powiedziała, jakby on do niej mówił tak na przykład??? Znaczy nie dick, tylko vagina czy coś. Nie no w życiu by tak nie powiedział do swojej Rozi, jednak ma do niej większy szacunek niż Mount Everest. - Daj buziaczka - chce się z nią przywitać, a ta tylko psy zabiera i już idzie do kuchni. Oddycha więc ciężko i zostawia walizkę i sciąga bluzę przez głowę i idzie za nią.
- A nie wiem, coś mi tu zasięg nie łapie w Toronto. Martwiłaś się o mnie baby? Weź co się odjebało na tym lotnisku - i tak patrzy za nią jak się krząta w kuchni czyli w najbardziej nienaturalnym środowisku Rosi, chociaż dla niego i tak hot było jak tak się krzątała - Niby zrobiłem im paszporciki, ale się okazało, że ten mój jest teraz coś zjebany, bo podobno mi został miesiąc tylko na spędzanie czasu w Kanadzie i potem muszę jakąs inną wizę sobie wyrabiać. WIęc Churros i Burritos miały już wiesz wejście, a mnie przetrzymali. No ale koniec końców ugadałem, ale cholera nie chcieli wziąć łapówki, abab powiedziała że mnie posadzi jak nie schowam kasy - opowiada jej i w końcu idzie tam do niej za blat i ją całuje - A co ty zła jesteś na mnie kwiatuszku??

Rosario M. Vargas-Martinez
35 y/o
For good luck!
168 cm
lekarz psychiatra | prywatna praktyka + konsultacje w CAMH
Awatar użytkownika
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Miał cię odebrać wczoraj - mruknęła zła Rosa, bo ona jednak myślała, że 10, a nie 11, no po prostu się go spodziewała jakieś dwadzieścia cztery godziny wcześniej. Jeszcze nic jej nie dał znać, jakby jej chociaż napisał, że jest, nie wiem, gdzieś tam... Może z pieseczkami na jakimś spa, żeby były piękne, kiedy spotkają się wreszcie z mami, to by mu wybaczyła, ale tak... to wcale nie miała zamiaru.
I kiedy on do niej o tego buziaczka, to ona się odsuwa i zasłania Burritoskiem, który robi taką minę, że wygląda jakby był jakiś uchynięty, upadł Riczowi ze dwa razy na głowę. Ale nie upadł, bo te jej psy tak już mają. Są brzydalki, ale kochane. Rosa je zaraz stawia na blacie i głaska po łebkach i daje im psie chrupki, dała też garść dobermanowi Madoxa.
- No to nie mogłeś zadzwonić od chłopaków? - tak powiedziała i trochę zdradza, że ona jednak wie, że był z nimi, że z chłopakami, a nie wcale na lotnisku. Ale patrzy na Ricza spod przymrużonych powiek, czy on ją będzie kłamał, czy jej prawdę powie?
A on oczywiście kłamie, aż Rosa nabrała mocno powietrze w płuca i ściąga dzieciaczki z szafki, puściła je, żeby poszły się pobawić ze swoim nowym kolegą. Ale ten doberman to chyba za bardzo nie wie o co tutaj chodzi, bo Churros to się wywala na plecy, a Burritosek na niego wskakuje i tak się bawią słodziaki. Normalnie Rosa by im pewnie zdjęcia robiła do albumu rodzinnego, ale słucha Ricardo.
- Tak paszport jest zjebany... - mruknęła pod nosem, bo ona myślała, że to chyba Ricz jest, a nie paszport, ale mu tego nawet nie powiedziała, tylko nalewa sobie wody do ładnej szklanki - chory jesteś, żeby na lotnisku łapówkę proponować? Mogli cię wsadzić przecież - aż pokręciła głową, bo jej to też wiecznie proponowali, ale ona wiedziała, żeby nie brać i już to kiedyś Ricardo mówiła. Już miała mu też gadać, że ona przecież wie, że on nie był na tym lotnisku, bo się Madox sprzedał, ale Ricz włazi za blat i ją całuje, a Rosa to trochę się rozpływa w jego ramionach, bo go sto lat nie widziała przecież. I zaraz mu rękę zarzuca na szyję, paznokciami przesunęła po jego karku, no i oddała mu ten pocałunek, ale potem opiera mu drugą rączkę na klacie i odsuwa się od niego.
- Matko święta znowu mi niedobrze... - ale chyba nie od tych buziaków, tylko jej to tak ostatnio cały czas jest. Myślała, że to ze stresu, że sama została na tej obcej ziemi. Ale tak naprawdę to nie wiadomo. Odsunęła się od Ricza i napiła się wody, tej, którą sobie nalała - właściwie to... - miała mu mówić, że jest zła. Bo pół minuty temu to przecież była wściekła, ale nagle jej przeszło - dobrze, że już jesteś - powiedziała mu i się nawet uśmiechnęła. Ona to ostatnio ma takie wahania nastrojów, jakby jakaś chora psychicznie była, czy coś...
Schyliła się, bo Churrosek już jej skakał na nogę i wzięła go na ręce i przytula do siebie - i dobrze, że moje dzieciątka już są - miała też wziąć Burritosa, ale patrzą a on co... A on wciąga czyjąś skarpetę - Jezu nie! Ricz ratuj go, zobacz co on robi! - krzyknęła Rosa. I miejmy nadzieję, że jej nie zeżarł, bo jak tak, to przecież będą z nim musieli jechać DO WETERYNARZA.

Ricardo Martinez
36 y/o
Welkom in Canada
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Wczoraj? Niee... - Riczi przeciąga to nie i kręci głową. Powiedzialby pewnie, ze Madox poszedl se na boku kogos ruchać i chcial mieć alibi, ale na szczęście szybko skumał, że jakby to była prawda, to przecież by go krył! Co tu zrobić, wydać Madoxa fałszem czy dalej gaslightować swoja żonę. No zgadnijmy co wybierze Ricz. - Ale w sensie od tych na lotnisku czy od których? Ech Rosie, coś ci się pojebało mocno. Ale nieważne, tak na prawdę najważniejsze jest, że w końcu jesteśmy razem mi amor - i chce znów całusa skraść, ale to chyba jest wciaż jak ona się na niego boczy. Nvmd.
Zaraz Rosi się krząta przy kuchni, no to Ricz tak się patrzy najpierw na jej tyłek a potem znów na to jak ona to żarcie w miskach z porcelany miśniejskiej i aż mu niedobrze, bo on specjalnie kupił te czarki na deser Mille-feuille który w nich serwował, wiec zeby się nie denerować bardziej to znów się skupia na pośladkach.
- A nie wiedziałem co mam niby zrobić. Jakbym nie przyjechał przez granice to byś pytała czemu im nie zaproponowałem - już wchodzi na ten ton, który pewnie zwiastuje kolejną kłótnie, rozkłada ręce i patrzy na nią z pytaniem w oczach "a co ty byś zrobiła mi amor?!". Tego się nie dowiemy.
Dobrze, że Ricz wie jak trzeba z Rosą postępować, w końcu dziesięć lat to jednak szmat czasu, żeby się poznać, natomiast jedna rzecz była niezmienna, i to dość szybko odkrył, że jak nie chce już się kłócić z Rosie to trzeba ją na siłę pocałować, bo jak tylko ich usta się stykają, to ona z najeżonego zwierzątka zamienia się w łagodną kotkę. Może toxic, ktoś by powiedział, ale działało. Na Rosie mało sztuczek działało, ale akurat ta tak. Dobrze, że miał tak cudotwórcze usta.
Stęsknił się przecież za Rosą okropnie, bo teraz przecież miesiąc był w innym kraju, a przed wyjazdem to przez to całe zamieszanie z tym, że musiał z Rudą zerwać, to też tego czasu dla siebie nie mieli tak dużo. Chciał jej powiedzieć wszystko co sobie przemyślał przez ten czas, ale rozpływa się w pocałunku czułej tęsknoty, a kiedy ona na chwilę się odsuwa, to mówi mu ... że jej niedobrze? Zasmuciło to Ricza,, dobrze że ją już przytula.
- O bebe, to pewnie od tego gówna, które tu jadłaś jak mnie nie było. Hot dogi to nie jest najlepszy pomysł na obiad - przesuwa palcem pod jej koszulką, tak trochę pocieszająco i mówi: - Ale teraz już się tobą zajmę
No później Rosi chyba musiala zaczerpnąć powietrza, bierze Churrosa i nagle afera! Ricz patrzy na Burritosa i się wkurwia.
- No nie, wypluwaj to - i idzie za nim, bo ten gałgan oczywiście znów chciał spierdolić a już serio mało co mu z mordki wystawało. - CHolera, stój Burrito - i rzuca się, żeby go złapać na szczęście złapał pomimo tego, że wciąż miał te czerwone oczy wiec pewnie był mega zmęczony. Wsadza paluchy w buźkę Brrito i każe mu oddać i zdecydowanym ruchem, ale dość wolno jednak, wyciąga długą damską rajstopową skarpetkę.
- Kurwa Rosi, czyje to - pokazuje jej i patrzy na Burrito, który niewyraźnie wygląda, chyba zemdleje. - Burrito, wszystko dobrze chlopie??

Rosario M. Vargas-Martinez
35 y/o
For good luck!
168 cm
lekarz psychiatra | prywatna praktyka + konsultacje w CAMH
Awatar użytkownika
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rosa to już się chyba przyzwyczaiła, że Ricardo to z niej wiecznie chce robić jakąś chorą psychicznie i niestabilną, więc jak on jej wmawia wciąż, że go zatrzymali na lotnisku, to tylko taką minę zrobiła, że te pełne, czerwone usta ściągnęła w wąską linię, a oczy mruży i westchnęła ciężko.
Ona przecież wie swoje, bo po pierwsze to Madoxowi by może nie uwierzyła, bo on by krył Ricardo, wiadomo, jak to bracia, ale Pilar już wierzyła, bo to też była już prawie jakby jej siostra, a jak ona się ożeni z Madoxem, to już w ogóle RODZINA.
- Pokaż mi paszporty zobaczymy z jaką datą jest pieczątka - mówi tak poważnie, żeby Ricza zagiąć. I zagięłaby! Bo przecież była ze wczoraj, ale zanim on te paszporty wyjął, to zaczął gadać o tych łapówkach.
- Jezu Ricardo, przecież by was deportowali! Nie wiem do jakiegoś obozu uchodźców i jak myślisz, jak te nasze pieseczki by tam przetrwały?! - Rich to jeszcze jakoś by przetrwał, bo był zaprawiony w bojach, po dziesięciu latach spędzonych z Rositą. Ale te pchełki?
Tylko, że te ich pchełki to trochę były jak jakieś wściekłe piranie i pewnie jakby się zawzięły to by i tego dobermana rozszarpały.
No mniejsza z tym, bo już Ricardo wszedł do niej za ladą i ją całuje. A to jest prawda i fakt nigdy niezmienny, że jak tylko on te jej czerwone usteczka zamyka w pocałunku to ona zaraz mięknie, bo zaraz ma kolana jak z waty, aż się musiała podeprzeć na jego silnym ramieniu. I już patrzy na niego oczami błyszczącymi jak dwie wielkie kule dyskotekowe.
Nawet było romantycznie, tylko zaraz Roska mówi, że jej niedobrze. Bo tak ją wiecznie ostatnio muli, a przecież nie jadła żadnych hot dogów.
- Dobrze, bo ostatnio to mam taki stres i w pracy i wszędzie, po prostu to jest niewiarygodne Ricardo i ja z tym sama - tak mu wypomniała, że on miesiąc grzał dupę w Puerto Rico, a ją znowu zostawił, zaraz po ślubie. Mamusia, jedna z drugą, by się przeżegnały, gdyby o tym słyszały, ale Ricza nie mogła bo nie żyła, a ta Rosity to pewnie jej codziennie przez telefon mówiła, że ona jest warta jakiegoś księcia kanadyjskiego, jak Galen Wyatt na przykład, a nie takiego Portorykańczyka, co paszporty dla pieseczków wyrabia miesiąc.
Tylko, że potem Burritos zaczyna zjadać jakąś rajstopkę, a Rosa krzyczy, no i całe szczęście Ricardo, który jak chciał to czasem miał jakieś superbohaterskie zrywy, go uratował. Wyciąga z tej płaskiej, brzydkiej mordki skarpetę, a Burrito patrzy na nich tymi wyłupiastymi oczami, ale on zawsze takie ma.
- Dobrze, że go uratowałeś Rich - powiedziała Rosa i już patrzy na niego wielkimi oczami, tylko, że nagle wypaliła - Jezu Ricardo musimy jechać na pogotowie - i najpierw Richi patrzy na Buritoska, że chyba z nim, ale zaraz się okazało, że to Rosario się gorzej poczuła...
I zauważyła na swojej ładnej, jasnej spódniczce krew.
Ricardo to się pewnie wystraszył, ona zresztą też, i dotarli do szpitala szybciej niż pogotowie. Pieski oczywiście zabrali i Ricz z nimi pod pachami po szpitalu chodził, jak Rosę wysyłali na badania, jedne, drugie i trzecie, aż w końcu posadzili ją w jakiejś sali i się jej pytają, czy Ricardo ma zostać, czy wyjść.
- Oczywiście, że zostać - no bo oni się mogli kłócić i dochodzić, ale jednak... No byli małżeństwem i kochali się... zazwyczaj. A jeśli ona była chora to jednak ktoś się musiał zająć pieseczkami.
W ogóle Rosa miała w głowie jakieś czarne scenariusze.
Najczarniejsze.
Ale zaraz doktor Espinoza, która przeglądała jej badania zaczęła mówić.
- Dziecku nic nie jest... - i Rosa się na nią patrzy wielkimi oczami, a potem patrzy na Ricardo, bo jakiemu dziecku? Co ona mówi ta doktorka? - ale to ciąża wysokiego ryzyka, bo... - nie skończyła nawet, bo Rosa zaraz wypaliła.
- Jaka ciąża? - a doktorka patrzy na nią i zapytała czy nie wiedziała, a Rosario, że nie, bo miała okres. Ale doktorka jej zaraz wyjaśniła, że mogła mieć, bo ma jakiś torbiel stąd to krwawienie, no i przez to ciąża jest zagrożona. W ogóle dużo rzeczy im jeszcze tam nagadała, ale Rosa to już nie za bardzo słuchała i chyba doktor Espinoza to po niej widziała, bo zaraz powiedziała, że zostawi ich samych. A Rosario od razu te ciemne, wielkie oczy wbija w Ricardo.
- Jezu Rich słyszałeś to?! - i zaraz schowała twarz w dłoniach i się poryczała, bo przecież ona chciała dziecko, ale nie tak. Ale... to może była jej szansa? Sama nie wiedziała, ale za to wiedziała już, czemu ostatnio jej tak było niedobrze i czemu miała te humory takie jak... baba w ciąży dosłownie.

Ricardo Martinez
36 y/o
Welkom in Canada
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Skaranie boskie na prawdę z tymi rozwalonymi po calym domu skarpetkami, oczywiście nie dowiedział się czyje to, ale swoje wiedział, bo podejrzewał właśnie Rosite. Co prawda dla niej samej musiał to być wielki wstyd, bo prawie jej brudna skarpetka zabiła jej dzieciątko. Straszne to były momenty, Ricz tak jak nazywał je Madafaka i Pierd, tak kiedy widział jak biedny Burritos ledwo dychał w jego ramionach, to się tak wzruszył, że przytula tego Burrito i przymyka oczęta - Nie, chyba wszystko będzie z nim okej - mówi, bo ma zamknięte oczy i dopiero po chwili się ocknął, kiedy Rosi łapie go za ramię. Prawie wypuścił Burrito z ramion parząc na Rosi.
Strasznie się wystraszył, co chwila w drodze do lekarza jej pytał czy ona umiera. Co prawda nie mogła umierać, skoro jeszcze żyła (Paolo Coehelo), ale i tak Riczi depnął bardzo. Tak właściwie to jechali albo tą samą furą co rano go Madox odstawiał, albo jechali innym samochodem który stał w garażu Madoxa, jeżeli tak no to pewnie bardzo był to szybki samochód, możliwe że z dwa razy jakiś fotoradar go złapał.
Przez cały ten czas miał w głowie, że może Rosa usiadł na jakimś szkle, albo może nożu? Bo skąd tyle krwi? Już widział jak z jej ust czerwonych odpływała krew, ale trzymał się w sobie, żeby nie rozryczeć się z bezsilności, zamiast tego łaził do doktorów i wykłócał się, żeby jej nie ignorowali. Co prawda ewnie hiporbelizował całą tą sytuację, dopiero się uciszył, kiedy pielęgniara powiedziała, że on sie naćpał i co brał i że ma jej dać numer swojego ubezpieczenia. Oczy wielkie zrobił na typiarę i usiadł i siedzi i zgrzyta zebami.
No tak, a Wiliam mówił, że trzeba się zatrudnić gdzieś. No to musi koniecznie, bo inaczej zawsze go będą trak traktować jak w Stanach, nawet w tej postępowej Kanadzie. Stroszy te brwi i znów wstaje na równe nogi, kiedy z gabinetu wyszedł lekarz i poprosił go do środka, podobno Rosa prosiła. Pomyślał, że to całkiem urocze, bo jak siedział sam na korytarzu to trochę się bał, że pokłócił się z nią przed jej śmircią i teraz będzie go nawiedzać jak on będzie sobie próbował życie po niej poukładać.
- Rozi, skarbie - łapie ją za rękę i lekarz pyta, czy ma zostać, no to został, wzdycha i całuje ją po tych rękach, i tylko patrzy na te jej blade poliki. Źle jest, to widać. Nic tylko jutro bedzie jechał po trumne. A może Rozi wolałaby być skremowana? Nawet nigdy o tym z nią nie rozmawiał. Tak mu smutno się zrobiło że dłonią przesłania usta, bo mu normalnie drżą. Ale wtedy pani doktorka mówi o ciąży, jeszcze raz o ciazy, Rosi sie pyta o ciąże i Ricz był no bardzo skonfundowany. Szczególnie jak usłyszał, że Rosi ma jakiś torbiel i że jest zagrożona.
Nic się nie odezwał aż pani Espinoza nie wyszła, wtedy dopiero dotarło do niego, że Rosi jest w ciąży.
- O rany Rozi jesteś w ciąży? - już czuje takie podjaranie, że cała buźka mu się uśmiecha, a jednak Rosi wcale nie uśmiecha się z nim, tylko w ryk. No dla niego to zaskakująco była swietna wiadomość, naawet nie sądził, że tak zareaguje pozytywnie. - Rozi, nie płacz kochanie, przecież to jest dobra wiadomość, zawsze chciałaś być w ciąży - mówi i ją obejmuje, bo biedna Rosa najwyraźniej już sama nie wie czego by chciała. Dobrze, że chciała, żeby Ricz był z nią. Odchyla się, żeby spojrzeć na nią i jej grzywkę mokrą od łez i ją odsuwa jej z twarzy. - Rosi, dobrze, że wróciłem, przecież chwila moment i by nie miał kto cię zawieźć... teraz już cie nie zostawie nawet na chwilę, będziesz mnie miała dość a cię nie zostawię - Ricz mówi w emocjach, na prawdę najwyraźniej na niego podziałała ta wiadomość o dziecku.
Pani Espinoza zaraz wraca i im przekazuje wszystkie informacje apropo tej ciąży i powiedziała, że trzeba zrobić jeszcze kilka badań, Ricz ciągle się pyta czy już widać płeć, ale podobno nie. Nie poddawał się i po kilku minutach znów spytał, no to pani Espinoza powiedziała, że zrobią USG i sam może ocenić. Rosi wiec tak leży z tym swoim płaskim brzuchem, Ricz pyta panią doktor jakich ryb nie wolno podawać ciężarnym, a co podawać, dowiedział się na przykład że surowych ryb to nie. Kiedy w końcu skończył się ten ich dzień w szpitalu to Ricz wiezie na wózku Rosi do auta i pyta jej ciągle, czy ona jest pewna, że już się dobrze czuje.

Rosario M. Vargas-Martinez
35 y/o
For good luck!
168 cm
lekarz psychiatra | prywatna praktyka + konsultacje w CAMH
Awatar użytkownika
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Co prawda Burritosek to mimo, że był taki mały osesek, to jadł dziwne rzeczy i chyba miał brzuszek ze stali, bo normalnie je potem wydalił i nic mu nie było.
Ale za to zaraz okazało się, że Rosie coś było, ona oczywiście założyła, że to jakiś rak, albo coś takiego, coś co na pewno ją zabije, i to dość szybko, żeby Ricardo mógł sobie jeszcze znaleźć jakąś babę, póki był młody...
Ale wiadome jest to, że jakby ona umarła pierwsza to by go nawiedzała i mu nie pozwoliła, jeszcze by go straszyła, że to przez niego wszystko, bo zanim go poznała to była młoda i piękna, te dziesięć lat temu, a teraz to tylko piękna.
W samochodzie jeszcze nawet poprawiła makijaż, bo nawet jakby miała umrzeć, to przynajmniej w pełnym makeupie! No i szpilkach. Oczywiście miała szpilki, więc jak po tym szpitalu chodziła z jednych badań na drugie to tak powolutku drobiła w tych szpileczkach, bo jej słabo trochę było, a żadna pielęgniarka jej nie zaproponowała wózka. Tylko na nią patrzyły jakoś krzywo, że ona taka odwalona. Ale jak miała przyjść do szpitala?
Dopiero później jakiś silny, wysportowany pielęgniarz się nią zajął i woził ją na wózku, a ona się tylko ładnie uśmiechała, bo już jej trochę lepiej było. Dostała jakieś środki przeciwbólowe i zaraz się wyluzowała też. Nawet raz to chciała wracać do domu, jak jej kazali znowu czekać przed jakimś usg. Ale Richi się tak za nią dzielnie wykłócał, że aż westchnęła, bo jednak jej mąż jak chciał, to był taki męski i dzielny. Gorący Latynos z Puerto Rico. A nie jak ci kanadyjscy chłodni faceci. Chociaż jak siedziała na poczekalni do usg to dwóch ją przepuściło. No to podziękowała i poszła.
A potem już w tej sali wylądowała i zaraz woła do siebie Richa. Bo teraz jej pewnie oznajmią, że umiera.
Jak ją Ricardo złapał za rękę to ona go tak ściska mocno, aż jej knykcie pobielały, ale wcale nie ma tak dużo siły, więc, no tylko go trzyma i słuchają...
A tu doktor Espinoza wyskakuje z tą ciążą i Rosa w szoku, patrzy w szoku na Ricza i na doktorkę, i na pieski, które Ricardo trzyma pod pachą, i na doktorkę znowu.
- Niemożliwe... - jeszcze powtórzyła, ale doktorka jej tłumaczy, że możliwe i że to dobrze. Ale Rosa już nie wie czy to dobrze. Bardzo chciała dziecka, bo to już najwyższa pora, ale jak teraz ma je mieć to jest... przerażona.
Więc jak doktorka wyszła, to ona zaraz w płacz, a Ricardo się śmieje, a przecież on nie chciał dziecka z nią mieć. A teraz co nagle się pozamieniali?
On chce, a ona nie?
Nosem pociągnęła głośno i podnosi te oczęta brązowe na swojego małżonka. Rozmazała się już cała i w jednej chwili to nie wygląda jak gwiazda, tylko jak jakaś smutna pani.
- Ale nie teraz! - zapłakała znowu - przecież ja mam pracę, a ty jesteś tutaj nielegalnie, a nasze pieseczki dopiero tutaj przyjechały, a Madox i Pilar nawet nie mają ślubu, a zamieszkali razem, Wiliam chyba zakochał się w sąsiadce, a ten facet z trzeciego piętra złamał nogę... Wszystko jest nie tak Ricz! - i znowu schowała twarz w dłoniach, no bo jak ona w takiej sytuacji mogła mieć dziecko? Jak ją Rich objął silnym ramieniem, to się wtuliła w niego, aż mu odcisnęła rozmazany makijaż na koszulce.
Nie wiedziała sama, czy słowa Ricardo ją pocieszały, czy jednak nie do końca, bo przecież ona często miała go dość i wtedy mu kazała wyjść, albo sama szła na jakieś jogi, pilatesy, albo rower. A w ciąży to jak będzie miała iść?
Trochę się ogarnęła i jak przyszła doktorka, to ona też wypytywała o wszystko, czy może chodzić na jogę i na pilates, no to na takie dla kobiet w ciąży teoretycznie tak, ale powinna się oszczędzać bo ciąża jest zagrożona. O płeć też pytała równo z Riczem, ale nic się nie dowiedzieli, bo to jeszcze za wcześnie. W końcu przepisali jej jakieś witaminy, dali całą listę co może i co nie, i wypisali do domu. Tylko i tak kazali jej znaleźć lekarza prowadzącego.
Więc jak Rich ją wiózł na tym wózku, to Rosa już sprawdzała w telefonie ginekologów z Toronto.
- Ej zobacz, ten jest ładny - pokazała mu jakiegoś lekarza na zdjęciu i zaraz wsiadają do samochodu - a jakie ma dobre opinie, że jest delikatny - już zaczęła tam czytać, ale zaraz odłożyła telefon i odwraca się do Richa - bejbi a ty byś wolał syna, czy córkę? - bo Rosie się już humor odwrócił o sto osiemdziesiąt stopni - bo ja wolę chłopca, a jak to będzie córka? Boże święty z dziewczynami to zawsze jest problem - aż pokręciła głową. Zaraz znowu wzięła telefon i wrzuciła w jakiś generator ich fotki, swoją taką piękną, a Richa brzydką, bo taką miała akurat - zobacz, tak będzie wyglądać nasze dziecko - i mu pokazuje, nawet słodko to wyszło.

baby daddy ✩°。🧸𓏲⋆.🧺𖦹 ₊˚
36 y/o
Welkom in Canada
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

RIcz nie może za bardzo skumać dlaczego to nie jest dobry moment, bo jeszcze miesiąc temu to był najlepszy moment bo Rosa miała pracę, on miał hajs z zeszłej pracy i jedyne czego im do szczęścia brakowało do pieseczków na miejscu. Co rawda miesiąc temu Madox i Pilar nawet nie byli zaręczeni, mimo że i tak mieszkali razem. Czyli wychodzi na to, że to wina serca Williama i faceta z trzeciego piętra. Trzyma tę swoją drama queen w objęciach i mówi do jej głowy:
- Ale dlaczego ty się przejmujesz tym wszystkim Rozi, przecież to ich wszystkich nie dotyczy, tylko nas. Ja się mega cieszę, już się nie mogę doczekać jak ci brzuch urośnie i bedziemy oboje siedzieć i trzymać miski na brzuchu - marzy sobie o tym, jak będą mundial oglądali z miskami popcornu i chipsów, albo lepiej - nachosów i on bedzie pić piwko a ona piwko zero. No przecież to bedzie idealne! Odrazu dzieciora nauczą co jest w życiu ważne, czyli piłka nożna.
Jeszcze jak pani Espinoza była to Ricz musiał się dowiedziec, czy można uprawiać seks w ciąży, bo on tu pości dla Rosi cały ten wyjazd, miał już nawet gotowy cały plan co zrobi i gdzie ją weźmie, ale trochę mu się może pozmieniają teraz plany... Pani doktor jednak na szczęście potwierdziła, że można a nawet trzeba, no to Ricz się trochę uspokoił. Rosa pewnie go później zjebała za to pytanie, bo sama lepiej wie, w końcu jest psychiatra.
Ricz wiezie Rose przez korytarz z wielkim bananem na twarzy i mówi wszystkim, że jego żona jest w ciąży i niektórzy się uśmiechają i jest to scena normalnie jak z musicalu, brakowało tylko układu grupowego, oraz piosenki w której cały szpital gratuluje im dziecka. Pieski leżały na kolanach Rosi i jeden to zasypiał a drugi patrzył na ludzi i nie widział żadnych którzy by odpowiadali Riczowi.
- Eee, no a po co ci ładny ginekolog? To chyba nie ma znaczenia jaką ma twarz - zastanawia się na głos i zaraz na niego ta jego Rosi patrzy to nie może się powstrzymać i całusa jej skradł a kiedy ona go pyta o to czy chłopiec czy dziewczynka to wzrusza ramionami i wtedy co ona mówi chłopiec to on mówi: - Dziewczynkę... - ale ona mówi, że własnie będą problemy, na co on wydyma dolną wargę, bo się nie zgadza. - Gdzie tam problemy, przecież to będzie nasz mały słodki aniołeczek. Ale chłopak też git, może zostanie gwiazdą piłki?- już się rozmarzył Ricz i myśli o tym, jak będzie na gale Złotej piłki jeździł jako ojciec najlepszego gracza ever. Christiano będzie z nim piątki zbijać, a Messi tańczyć jak puszczą banger. Nie, no zapowiada się nieźle. Nagle mu Roska podtyka pod nos telefon i tak zzezował.
- Bebe, ale on tak nie będzie wyglądać przeciez jak się urodzi - wzdycha sobie i już podjeżdżają do fury, która RIcz zaparkował tuż pod wejściem na miejscu dla karetek wiec oczywiście już dostał jakiś mandat i facet z ochrony mówi, że on już lawete wzywał. Ricz sie z nim kłóci i mówi, że ma żone w ciąży, ale Rozi jak wstaje z wózka to wygląda jak modelka, więc facet im nie uwierzył. Zamiast tego mówi im żeby już się stąd zabierali, bo nie ręczy za siebie. Ricz wiec pomaga wejść Rozi do samochodu, jak dżentelmen, bo nigdy czegoś takiego nie robił nawet na ich pierwszej randce, a jak siedzi już w środku to patrzy na nią:
- Już się lepiej czujesz kochanie? Może masz jakąś zachcianke? Możemy pojechać coś zjeść, uczcimy ten dzień

Rosario M. Vargas-Martinez
35 y/o
For good luck!
168 cm
lekarz psychiatra | prywatna praktyka + konsultacje w CAMH
Awatar użytkownika
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Roska aż buzię otworzyła ze zdumienia, jak jej Ricz powiedział o tych miskach na brzuchu, i znowu w płacz i mu się smarka w koszulkę. Bo Matko Najświętsza Panienko, jak ona z takim brzuchem, żeby miskę tam stawiać? Jak ona zawsze to ma brzuszek płaski jak deska, a jak raz Rich ją złapał tak, że było jakąś fałdkę znać, to przecież ona później przez miesiąc chodziła dwa razy dziennie na zajęcia. Jezus Maria jak ona dojdzie do siebie po ciąży?
I tak ryczy jeszcze chwilę w koszulkę Ricardo, która wyglądała już jak całun turyński, bo cała jej twarz tam odbita była. Ale przyszła doktor Espinoza i jeszcze z nią pogadali. A jak poszła to Rosa oczywiście wali z pięści Richa w ramię, że pytał o ten seks. Chociaż z drugiej strony to dobrze, że zapytał, i Rosa też już trochę bardziej zadowolona jest. Głaska sobie pieseczki, jak ją Ricardo wiezie po szpitalu i wszystkim się chwali, że ona jest w ciąży. No wiadomo, że go znowu zdzieliła w ramię i mówi.
- O Boże Rich, nie musisz się tak wszystkim chwalić - ale tak naprawdę to ona już cała jest w skowronkach, że on to tak przeżywa i tak się tym wszystkim dookoła chwali.
I ona nawet tak rękę trzyma na tym płaskim brzuchu, że zaraz mamą będzie, ale tak naprawdę to nie widać jeszcze nic, no może trochę tak wygląda, jakby się objadła czegoś i ją wzdęło.
- A ty byś wolał, żeby ci jakaś czarownica palec wsadzała w tyłek i badała prostatę, czy Sabrina Carpenter na przykład? - tak go zapytała, wzięła pod włos, jak jej powiedział, że po co jej ładny ginekolog. Ale wiadomo przecież, że Rosa by mu nie pozwoliła iść na takie badanie do Sabriny Carpenter, tylko ona go zawsze zapisywała do doktorki, która wygląda trochę jak jego matka. To też było jakieś dziwne, ale przynajmniej Roska wiedziała, że mu się to nie spodoba, czy coś.
Jak on jej usteczka musnął swoimi, to Rosa się uśmiecha i zaraz go pyta o to czy woli dziewczynkę, czy chłopca. Zdania mają różne, więc Rosa znowu się krzywi.
- Albo naukowcem... - odpala na to, że gwiazdą piłki nożnej by został ich syn, bo ona by wolała naukowcem. Jeździć z nim na konferencje naukowe i tam siedzieć jak dama i mówić wszystkim, że to doktor Martinez, jej syn. Chociaż jakby jej Rich powiedział, że by poznała Ronaldo i Messiego, to pewnie by wolała piłkarza.
- No ale jak już urośnie to tak, zobacz, no zobacz tylko... On z tą buzieczką, to będzie wszystkie dziewczyny w przedszkolu wyrywał, taki łamacz serc niewieścich - aż sobie przybliżyła i wzdycha ciężko, że jej syn to będzie taki Don Juan, no ale... po mamusi trochę. Bo ona przecież nie wiedziała, że to jednak Ricardo miał bardziej zadatki na takiego figofago. A ona sobie myślała, że jak w klubie zatańczyła z jakimś kolesiem, to już jest trochę wywłoką.
Jak Ricz jej pomógł wsiąść do auta, to ona oczywiście jak królowa Elżbieta wyprostowana, głowę wysoko podniosła i jeszcze brakowało, żeby machała ludziom, kiedy odjeżdżali spod szpitala. Ale nie machała, tylko się wpatruje w te swoje pieseczki, bo je trzyma na kolanach.
- Och Burritosku i Churrosku, będziecie mieli braciszka, już nie mogę się doczekać, kiedy was we trójkę zapnę na smyczki... - tak sobie gada, do pieseczków, ale Rich jej przerywa. No i pewnie normalnie to by dostał za to zjebę, że jej przerywa. Ale O DZIWO, Rosa się na niego nie wydziera, tylko uśmiecha słodko, rzęsami trzepocze - a może na gofry bejbi? Takie z bita śmietaną. Zjadłabym tonę bitej śmietany - i tak patrzy wielkimi oczami na swojego męża, a dopiero zaraz mu odpowiada - dobrze, tylko wiesz... Tam jest napisane, że mogą być mdłości, ale dostałam na to jakieś tabletki, dużo, dużo tabletek - pokiwała głową i tak patrzy na tę rozpiskę - chyba musimy mi kupić takie pudełko na tabletki jak mają stare baby - aż się złapała za głowę dramatycznie, ale... coś jej przyszło na myśl - a może pojedziemy na zakupy? Żeby to uczcić? - bo Rosa to zakupy kocha tak samo prawie jak jogę i pilates. Tylko wiedziała, że Ricardo nie lubi i nigdy go nie mogła namówić, ale chyba babie w ciąży nie odmówi, nie?

𝒫𝓁ℯ𝒶𝓈ℯ 𝒹𝒶𝒹𝒹𝓎
36 y/o
Welkom in Canada
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- No wiadomo, że Sabrinkę bym wolał - uśmiecha się pewny siebie, chwilę mu to zajęło, ale jak zobaczył zmrużone oczęta swojej lubej to zaraz się poprawia - To jest, oczywiście skarbku, że czarownicę, przejęzyczyłem się
Tak swoją drogą, to ciekawe, bo większość jego pań doktor były w typie jego mamy, że takie z nadwagą, i dużą uśmiechnętą buzią. Zawsze się troche wstydził, ale jednak gacie ściągał jak trzeba było, bo jednak u lekarza, no to wiadomo. Kiedyś gadał o tym też z Madoxem, który mu powiedział, że czemu on nie chodzi na takie badanie do chłopa w takim razie, no ale Ricz nie umiał odpowiedziec. Przecież sie nie przyzna, że go Rosa zapisuje do każdego lekarza.
- Naukowcem to nie wiem... czy to jest dobra droga. Jeszcze wyłysieje jak ten Twój profesor od antropoligii, pamiętasz? - zaśmiał się lekko, bo Rosa mu pewnie nie chciała powiedzieć że miała bardzo seksownego wykładowcę i zamiast jego zdjęcia to pokazała mu rektora, który miał okulary jak spodki od słoików. Poza tym, ale tego Ricz nie mówił, według niego, no to raczej jego syn nie będzie chciał być naukowcem. Rosa jest przecież najmądrzejszą osobą jaką zna, ale to nie znaczy, że jest ogólnie takim typem naukowczyni...
Jadą już sobie z tego szpitala, Ricz taki pewny siebie za kierownicą, że uśmiecha się do wszystkich ludzi na światłach, sięga sobie do podłokietnika i grzebie w nim, jakby był zupełnie nieskupiony na tym, co mu Rozi proponuje. Zatrzymał się myslami przecież na gofrach i tak sobie duma, że o ale by takie goferki oszamał.
- Co tylko chcesz skarbku, możesz nastawić nawigacje - wyciąga w koncu to czego tak szukał i jej podaje i odrazu też depnął, bo się za długo na światłach zatrzymali i już go ludzie wyprzedzili a ktoś tam trąbił. Ricz to nawet się nie wydarł na pana niecierpliwego, tylko ręką machnął no i jedzie. - Patrz na te ulotke, może byśmy sobie pojechali na takie małe wakacje? To się świetnie zbiega w czasie, bo może to będzie taki nas prezent na początek ciąży? Ty sobie wypoczniesz, ja też, co myślisz?
To co jej dał to była ulotka którą znalazł jeszcze przed swoim wyjazdem oferująca jakiś tam rejs dla nowożeńców po Morzu Karaibskim. Zerka jednym okiem na to co mu ustawiła Rozi i trochę marszczy brew, bo nie prowadzi go to wcale do jego ulubionego miejsca z goferkami, tylko jakby do centrum handlowego?? No ale cóż, lepiej zaufać technologii, może Rosie ma jakieś nowe modne miejsce od tej swojej przyjaciółki Peach.
- A jakby był chłopak to musimy go nazwać Ronaldo - powiedział tak z dumą, bo już widzi jak Ronaldo Martinez poznaje Christiano Ronaldo i sobie ręce ściskają.

Rosario M. Vargas-Martinez
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”