ODPOWIEDZ
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

040.
Zmiana skończyła się znienacka. Teddy ze zdziwieniem spojrzała na zawieszony na ścianie zegar i z nieukrywaną ulgą odrzuciła hełm na ławkę. Fajrant. Remiza powoli przechodziła w swój tryb nocny i kiedy pierwsza zmiana odkładała sprzęt i rozluźniała ramiona, w tym samym czasie ta druga sprawdzała butle i wymieniała się uwagami. Darling zamknęła swoją szafkę biodrem i przeciągnęła się, aż coś jej strzeliło w plecach.
Jeśli jutro nie wstanę, powiedzcie wszystkim, że zginęłam bohatersko — powiedziała z naciskiem na ostatnie słowo. To bardzo ważne. Nikt nie chciał przecież umrzeć jak ostatni frajer.
Jett, który właśnie walczył z rękawem kurtki, prychnął pod nosem.
Po akcji to już się nie liczy — podkreślił i Teddy nie mogła się z nim nie zgodzić. Co innego umrzeć w płomieniach, a co innego z wycieńczenia po długiej zmianie. Nie miało to już takiego wydźwięku.
Nic znasz się. Chcę specjalne odznaczenie i pomnik — wymierzyła w niego swoimi szelkami.
Co najwyżej order z ziemniaka i dyplom z drukarki — Donovan szybko zgasił jej wygórowane wymagania.
Jeśli zaraz dodasz jeszcze coś głupiego, to przysięgam...
Siedzący obok Blaze Young tylko zerknął na nich krótko.
Jeśli zaraz nie przestaniecie, to zraz oboje pożałujecie, że nie zostaliście w tamtym magazynie.
O, groźby — ucieszył się Jett. — Lubię taką wersję Blaze'a.
To była obietnica — odparł spokojnie Young.
Zapadła chwila ciszy, po której Jett sięgnął do swojej torby i wyciągnął z niej kilka piw. Na ten widok Teddy zmrużyła oczy.
A to jest ten moment, w którym powinniśmy wszyscy pójść do domu? — zerknęła po kolegach, którzy zrzucali z siebie mundury.
Statystycznie rzecz biorąc, już przegrałaś tę dyskusję — kumpel wzruszył ramionami i zaczął rozdawać niskoprocentowy alkohol.
Jedno — powiedział stanowczo Blaze.
Oczywiście, że jedno — przytaknął Donovan z łobuzerskim uśmiechem. — Teddy? — wyciągnął do Darling butelkę. — No przestań. Dzieci ci w domu płaczą, czy co? — zachęcił ją z szerokim uśmiechem, a że jej asertywność mieściła się z łyżeczce do herbaty, zacisnęła palce na szkle. — Riley?
Tym razem Teddy spojrzała na Davis. To była nowość. Do tej pory Donovan unikał spędzania czasu z drugą strażaczką jak (chciałoby się powiedzieć ognia, ale codziennie lgnął do płomieni) tylko się dało.
Reszta wyszła na korytarz i usiadła przy stole, który na pewno pamiętał Krzesła skrzypnęły protestująco, kiedy na nie opadli, a ktoś przypadkiem kopnął nogą stół.
Kto mnie kopnął? — zapytała od razu Teddy.
To nie ja — odpowiedział zbyt szynko Darnell. Był jednym z bliźniaków-strażaków, a jego brat wciąż przebywał w szpitalu po tym, jak doznał oparzeń podczas gaszenia pożaru w szpitalu.
To byłeś ty.
Nie masz dowodów — uśmiechnął się niewinnie. — To za co pijemy? — dopytał, kiedy Donovan i Davis już do nich dołączyli. Wszystko wskazywało na to, że Jett w końcu zaczął przekonywać się do strażaczki. Najwyższa pora, bo minęło kilka miesięcy, odkąd Riley dołączyła do zespołu.


riley davis
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
CHRISTMASSY
178 cm
strażaczka Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
just don't hang your hopes on me, I want to feel something
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Davis nie była tego dnia w pełni sobą. Bardziej nieobecna niż zwykle, trochę tak jakby działała na autopilocie, myślami gdzieś daleko poza remizą, czy nawet akcją, z której niedawno wrócili. Pewnie nie zdałaby sobie sprawy z tego, że czas już wracać do domu, gdyby nie to, że po zdaniu sprzętu, wpadła pod magazynem na część ekipy, która miała właśnie przejmować zmianę. Swe kroki skierowała więc wkrótce do szatni, by zabrać swoje rzeczy i przebrać się przed wyjściem, jednak niezbyt pospiesznie.
Stojąc przy swojej szafce, słyszała jak pomieszczenie powoli się wypełnia. Rozmowy toczyły się gdzieś obok niej; słowa wlatywały jednym uchem, a wypadały drugim i praktycznie nic z tej wymiany zdań nie rejestrowała.
Riley? — dotarło do niej w pewnym momencie jak ktoś odzywa się za jej plecami, gdy była prawie gotowa do opuszczenia jednostki. Odwróciła się w stronę źródła głosu. Zaskoczona i nie do końca pewna jak ma zareagować, pierwsze co zobaczyła to Donovan, wyciągający w jej stronę butelkę piwa, a za nim kilka, równie zdziwionych spojrzeń. Gałązka oliwna? Pomimo tego, że docinki między nimi bywały ostatnio coraz rzadsze (i całe szczęście, bo te denerwowały przede wszystkim biednego Young’a), to nie spodziewała się po mężczyźnie niczego miłego, a tym bardziej zaproszenia na posiadówkę przy alkoholu.
Tobie raczej też dzieci w domu nie płaczą? — dodał jeszcze, unosząc brew.
Nie prychnęła, nie wyśmiała go. Nie uniosła się dumą.
Chyba tego po prostu potrzebowała.
Dzięki — powiedziała, przyjmując trunek i posłała mu lekki uśmiech, dopowiadając — Dzieci nie, ale pieski mogły się stęsknić.
W sumie to i tak dziwne, że tak długo bez ciebie wytrzymują.
Mój… — zawahała się przez chwilę — …znajomy wyprowadza je i karmi, gdy mnie nie ma — wyjaśniła, wzruszając ramionami i chwyciła za swój breloczek do kluczy, by otworzyć piwo.
Hmm, znajomy.
Znajomy.
Słuchaj, Riley — Jett ściszył nieco głos, oglądając się uprzednio przez ramię, by upewnić się, że reszta opuściła już szatnię — Chciałem tylko powiedzieć, że- — Riley od razu potrząsnęła głową, marszcząc przy tym nos i stuknęła szkłem o jego butelkę.
Nie ma o czym mówić. Serio — zapewniła go. Nie miała ochoty słuchać żadnych wyjaśnień. Nie miała ochoty na łzawe pojednania. Doceniała jednak ten gest i to, że zdobył się na to, by przeprosić za swoje szczeniackie zachowanie, ale właściwie już w momencie, gdy podał jej piwo, cały ich „spór”, o ile w ogóle można to tak nazwać, uważała za zakończony. Nic więcej nie było potrzebne.
No dobra, to chodź. Jeszcze pomyślą, że się tu całujemy na zgodę — przewróciła oczami, wiedząc do czego bił i już bez słowa ruszyła, by dołączyć w końcu do reszty.
Zajęła wolne miejsce obok Darnella, naprzeciw Teddy i Donovana, z którym ta była praktycznie nierozłączna.
Jak to za co? Wygląda na to, że w końcu zapanował pokój — odezwał się Blaze, spoglądając po twarzach dwójki, która przysiadła się do nich jako ostatnia. Riley uniosła lekko ramiona, z miną, która zdawała się mówić „nic mi o tym nie wiadomo”, ale zaraz na jej twarz wpełzł uśmiech, gdy puszczała oczko do Darling.
Okej, za pokój — przyznała wreszcie, wznosząc toast butelką piwa — I za niepłaczące w domu dzieci.


teddy darling
mów jak chcesz
angielskie wyjścia
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Napięta atmosfera pomiędzy Donovanem a Davis trwała zdecydowanie zbyt długo i zaczęła wszystkim odbijać się czkawką. Na początku zachowanie Jetta było w pewnym stopniu zrozumiałe – był w żałobie i potrzebował czasu, żeby w swoim własnym tempie przeżyć śmierć RJ-a. Jednak z biegiem czasu jego emocje zaczęły wpływać na innych, a Riley, choć cierpliwa i wyrozumiała, nie zasługiwała na to, by ponosić konsekwencje czyjegoś żalu.
Teddy nigdy nie uważała, że w jakikolwiek sposób może zajmować miejsce zmarłego kolegi. Wiedziała, że jej obecność nie umniejsza pamięci RJ-a, a jej zaangażowanie w pracę było dla jednostki realnym wsparciem. Dzięki Davis oraz dwóm nowym strażakom udało się w końcu ułożyć grafik w taki sposób, że ani Darling, ani jej koledzy nie musieli dziś pracować na dodatkowych zmianach.
Wszystko wskazywało na to, że wreszcie udało im się dojść do pewnego konsensusu. Teddy nie potrafiła ukryć lekkiego uśmiechu, obserwując, jak Donovan i Davis siadają razem przy stole, wreszcie bez otwartej wrogości w oczach. Zależało jej na utrzymaniu dobrych relacji z Riley, a ich niekończący się topór wojenny sprawiał, że zawsze czuła się gdzieś pośrodku, rozdarta między lojalnością, rozsądkiem a babską solidarnością. Z jednej strony pozostawała wierna Jettowi i jego odczuciom, bp wiedziała, że żałoba może przysłaniać racjonalne spojrzenie na rzeczywistość. Z drugiej strony nie potrafiła stać biernie, gdy widziała, że przesadza i zaczyna odbijać swoje frustracje na innych. Dlatego każdy mały znak zgody między Donovanem a Davis był dla niej powodem do małego świętowania.
Ochoczo uniosła swoją butelkę i przystawiła ją do tych, które zastygły w powietrzu.
I za drugą zmianę — dorzuciła jeszcze Teddy. — Niech mają spokojny dyżur — wzniosła toast i upiła kilka łyków piwa.
Chyba zaraz mają wyjazd, to będziemy mogli przenieść się na dach — zaproponował Darnell i to był naprawdę doskonały pomysł. Całe wieki nie pili na dachu remizy, a stamtąd był świetny widok na okolicę.
Teddy zaparła się łokciami o stół i nachyliła w kierunku siedzącej naprzeciwko Riley.
Jett też ma psa. Labradora. Wabi się Kapitan Sniff — oznajmiła, zerkając wymownie na Donovana. — Powinniście przypieczętować waszą zgodę wspólnym spacerem z czworonogami. Mogę wam nawet towarzyszyć, żebyście się nie pozagryzali — dodała żartobliwym tonem, choć w jej głosie kryła się nuta nadziei.
Tej dwójce wciąż było daleko do swobodnego spędzania czasu sam na sam, jednak Teddy wiedziała, że od czegoś trzeba zacząć. Spacer z psami mógł być banalny, a jednak stanowił krok w stronę jakiejś normalności. Darling faktycznie mogła pełnić rolę ich łącznika. Nie była osobą rozstrzygającą spory, ale jej obecność wystarczyłaby do wprowadzenia spokojną energię do rozmowy.
Darling nie mówi poważnie — wtrąciła natychmiast Jett, posyłając Riley przepraszające spojrzenia, jakby dawał jej do zrozumienia, że Teddy właśnie się wygłupiła.
Och, jestem totalnie poważna — zastrzegła od razu, mrugając porozumiewawczo do Davis. — Chodźmy na ten dach. Może świeże powietrze pozwoli wam spojrzeć na to wszystko racjonalnie i w końcu przyznacie mi rację — wymierzyła szyjką od butelki najpierw w Davis, a potem w Donovana.

riley davis
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
CHRISTMASSY
178 cm
strażaczka Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
just don't hang your hopes on me, I want to feel something
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Riley, choć momentami już zmęczona przesadnie wrogim nastawieniem Donovana, wykazywała się sporą - jak na nią - wyrozumiałością. Czasem, gdy Jett trafiał na gorszy dzień lub zbyt mocno naciskał jej na odcisk, nie pozostawała mu dłużna i wypominała mu to, że zachowuje się jak szczeniak - wtedy oboje byli nie do zniesienia dla pozostałych na zmianie. Pomijając głupie odzywki, starała się jednak skupiać na współpracy; traktowała go jak resztę załogi i nigdy nie zaczepiała go pierwsza.
W innych okolicznościach być może inaczej reagowałaby na docinki strażaka, mniej empatycznie. Za każdym razem, gdy zaczynała się tym nadmiernie frustrować, a w jej głowie pojawiała się myśl „dlaczego, kurwa, ja?!”, to przypominała sobie, że jeszcze nie tak dawno ona sama, bardzo podobnie, obwiniała cały świat o własną tragedię. Swoją złość również wymierzała w osoby, które absolutnie niczemu nie były winne. Ktokolwiek się nawinął, temu się dostawało. Potrafiła też zupełnie się w sobie zamykać, szczególnie zaraz po wypadku. Znajomi, pozostając zupełnie bezradni, sami nie wiedzieli która wersja Davis była gorsza.
Nie chciała przed samą sobą wyjść na hipokrytkę, pozostawała więc wobec Donovana cierpliwa. Wiedziała jak gorzko smakuje żałoba, a na przeżycie jej nie ma ani dobrych ani złych sposobów - każdy znajduje swój. Najwidoczniej uczynienie z Riley Davis chłopca do bicia, było sposobem Jetta, co pewnie zrozumiała zbyt późno.
Za spokojny dyżur — powtórzyła zgodnie, nim przystawiła butelkę do ust, by wziąć kilka łyków. Opierając się wygodnie na krześle, skrzywiła się lekko na pomysł Darnella, bo przecież dopiero co usiadła, a ten już chciał przenosić „imprezę” gdzie indziej. Pozostali jednak od razu ochoczo przystali na tę propozycję, więc wiedziała, że akurat tej bitwy nie wygra. Niech będzie dach.
Kapitan Sniff — uniosła brwi, zerkając na Jetta — Niebanalne — skomentowała zaraz, z delikatnym uśmieszkiem, przenosząc znów wzrok na Darling.
Nie wyraziła swojego sprzeciwu od razu, bo nie chciała urazić Teddy, Jetta ani tym bardziej Kapitana Sniffa, ale jakoś ciężko było jej wyobrazić sobie ich na wspólnym spacerze. Piwko po zmianie to jedno, ale spotkanie poza remizą? To wyższy poziom wtajemniczenia, na który z Donovanem jeszcze nie wkroczyli. Theodora miała na ten temat najwyraźniej inne zdanie, bo mimo oporu strażaka, pozostawała nieustępliwa.
Nie przeciągaj struny — Riley odezwała się do niej ciszej, gdy ruszyli już po schodach na piętro, a Jett nagle wyrwał się przodem, jakby próbował uniknąć niezręczności albo dalszego namawiania. — Nie od razu Rzym zbudowano. Nic na siłę — wzruszyła ramionami przekonana o swej racji. Podejrzewała, że takie naciski mogą mieć skutek odwrotny do oczekiwanego. Uważała też, że tego dnia i tak zrobili z Donovanem duży postęp, nie potrzebowała niczego więcej. W zupełności wystarczyło jej to, że mogli napić się razem piwa po ciężkiej pracy i zamienić ze sobą kilka zdań, nie rzucając się przy tym sobie do gardeł.
Zwolniła kroku, pozostając nieco z tyłu, by znów zwrócić się do strażaczki tak, by nikt tego nie słyszał.
Czemu ci na tym zależy, Tedds? — spytała, lekko rozbawionym tonem. Choć wiedziała, że to ich całe pojednanie Darling obserwowała z ulgą i radością, to kompletnie nie rozumiała skąd brała się w niej ta presja, by spędzali ze sobą czas poza pracą. — Ja wiem, że to twój najlepszy kumpel, ale… — zrobiła krótką pauzę, ściskając usta i spojrzała w kierunku chłopaków, którzy kolejno wdrapywali się po wąskiej, metalowej drabince do wyjścia na dach. — Cierpliwości. Między nami jest chyba okej, ale nie oczekuj, że będziemy nagle razem spacerować i pleść bransoletki przyjaźni. — powiedziała, nadal z uśmiechem, by nie zabrzmiało to złośliwie - Teddy miała przecież dobre intencje.


teddy darling
mów jak chcesz
angielskie wyjścia
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba faktycznie niepotrzebnie naciskała. To głupie, ale chyba przez to, że zarówno Jett, jak i Riiley byli dla niej ważnie, choć w zupełnie inny sposób, obawiała się, że jeśli nie zaczną trzymać sztamy, ona zawsze będzie gdzieś pomiędzy nimi. Donovan był jej najlepszym kumplem. Przyjacielem, na którym polegała. Z kolei Davis była jedyną kobietą w jednostce, a przecież baby powinny trzymać się razem. Solidarność jajników i te sprawy.
Dlatego, kiedy poprosiła ją o nieprzeciąganie struny, uniosła ręce w obronnym geście. Nic na siłę. No tak. Nie mogła nikogo uszczęśliwić na siłę. Nawet samej siebie. Wspólne wypicie piwa i tak było ogromnym progresem, a przecież mogło nic z tego nie wyjść, a Jett i Rilley mogli dalej łypać na siebie spode łba. Właściwie, to akurat była działka Donovana, bo to on ewidentnie miał problem, który - przynajmniej na ten moment - odstawił w niepamięć.
Odeszli od stołu i ruszyli w stronę schodów prowadzących na dach remizy. Darling, usłyszawszy słowa Davis, zwolniła kroku i przystanęła na moment. Zrobiło jej się jakoś głupio, że wychodziła ze skóry, aby ta dwójka wykrzesała jeszcze więcej sympatii, której nikt, poza nią samą, najzwyczajniej w świcie nie potrzebował. Zacisnęła usta w wąską linię i wzruszyła ramionami, niby obojętnie, ale w rzeczywistości biła się z myślami. Bo Riley miała rację. Teraz Teddy aż za dobrze widziała, jak bardzo się zapędziła. Jak uparcie próbowała coś przyspieszyć i popchnąć do przodu. Jakby wystarczyło tylko trochę bardziej się postarać, tylko trochę mocniej nacisnąć, a wszystko samo wskoczy na swoje miejsce. Ale to tak nie działało. Oparła dłoń o chłodną poręcz i przez chwilę patrzyła gdzieś przed siebie, nie skupiając się na niczym konkretnym. Nie musiała tego robić. Nikt jej o to nie prosił. A mimo to robiła.
Dobra, już dobra — przycisnęła sobie dłoń do piersi, dając jej do zrozumienia, że żałuje tych zapędów. — Ale bransoletki przyjaźni, to nie jest taki głupi pomysł. Możecie zrobić też jedną dla mnie — zażartowała, bo przecież to była najlepsza reakcja obronna. Zaraz jednak westchnęła prawie bezgłośnie i spojrzała Davis prosto w oczy. — Przepraszam. Chyba za bardzo mi zależy, żeby wszystko było... No wiesz, fajnie? — zerknęła niepewnie na brunetkę, nie do końca wiedząc, jakich innych słów użyć. Miała wrażenie, że wszystko, co powie, zabrzmi i tak zbyt żałośnie.
Teddy, jako golden retriever w ludzkiej skórze, pragnęła dla wszystkich miłości i pokoju na świecie. A przynajmniej pokoju w jednostce. Czasami gadała, co jej ślina na język przyniesie, a dopiero później uświadamiała sobie, jak durne to było.
Już nie będę się wtrącać — zreflektowała się z nieśmiałym uśmiechem. — Pacnij mnie w łeb, jeśli znów zacznę odpierdalać — dodała i przystawiła swoją butelkę do tej, którą Riley trzymała w ręce.
Długo jeszcze tam zamierzacie romansować?! — zawołał Darnell, stojąc na szczycie schodów. Przytrzymywał im drzwi, bo te lubiły zatrzaskiwać się w najmniej spodziewanym momencie.
Teddy wywróciła oczami. Będąc w związku ostatnie, o czym myślała, to jakieś romanse. Ale czego spodziewać się po chłopakach? Że nagle odpuszczą sobie docinki? Niedoczekanie!

riley davis
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
CHRISTMASSY
178 cm
strażaczka Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
just don't hang your hopes on me, I want to feel something
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Działania Darling oraz to czym były podyktowane, w jakimś stopniu wydawało się jej zrozumiałe. W sytuacjach, gdy zdarzały się mocniejsze spięcia między Donovanem i Davis, Teddy naturalnie przyjmowała rolę mediatora, starała się łagodzić konflikty, by biedny Blaze nie musiał sam stawiać ich do pionu. Riley nie chciała, by kumpela była tak rozdarta i kiedykolwiek poczuła, że musi między nimi wybierać. Po części dlatego że dobrze wiedziała kto wygrałby ten „pojedynek”. Właściwie to w zestawieniu z którymkolwiek z nich, byłaby na straconej pozycji.
Może rzadko to okazywała, ale naprawdę doceniała wsparcie Teddy oraz to, że dane im było odnowić kontakt. Teraz, gdy los zdecydował znów je ze sobą połączyć, mimo że wyłącznie na stopie zawodowej, to nie chciała tego spieprzyć i jej stracić. Zamierzała się postarać. Nawet jeśli miało to oznaczać, że jednak będą musieli z Donovanem spacerować i pleść te cholerne bransoletki! Była gotowa do poświęceń.
Strażaczka wyglądała na zmieszaną uwagami i pytaniem Riley, choć ostatnie co próbowała w tamtym momencie osiągnąć to wprawienie jej w zakłopotanie. Wolną dłonią delikatnie chwyciła Darling za przedramię.
Hej… nie przepraszaj, nic złego przecież nie zrobiłaś — zapewniła ją z lekkim uśmiechem, zaraz cofając rękę. Chociaż starała się ostudzić jej zapędy względem całej tej operacji „Riley i Jett - besties”, to wcale nie uważała, że to co robiła było głupie. Przeciwnie wręcz. Wydawało jej się to całkiem urocze jak bardzo Teddy pragnęła, by było fajnie i by wszyscy żyli ze sobą w zgodzie. Trochę utopijne marzenie, ale nadal - należało to docenić, bo liczą się chęci.
Skinęła już tylko głową, nadal z przyklejonym do twarzy uśmiechem i znowu pociągnęła kilka łyków z butelki.
Z pewnością wstyd byłoby jej to przyznać, ale samo spojrzenie Theodory, potrafiło czasem namącić Riley w głowie. Całe szczęście, że Darnell wyrwał ją swoim komentarzem z zamyślenia, bo kto wie jak długo jeszcze by się na nią gapiła. Zaśmiała się, trochę nerwowo, zmierzając już w jego stronę.
A co, zazdrosny jesteś? Chyba tylko z Tobą mogę poromansować, Tedds jest nietykalnaniestety, dodała jeszcze w myślach, gdy już przypomniała koledze jak niedorzeczne było to co powiedział. Znów kompletnie się wyłączyła i nie usłyszała już nawet co takiego rzucił jej w odpowiedzi.
Nie zwlekając dłużej, dołączyli we trójkę do ekipy na zewnątrz. Wszyscy popijali piwo, zajęci rozmowami. Przeszło jej przez myśl, że tak mogłaby kończyć się każda zmiana. Pogoda co prawda nie rozpieszczała tego dnia, ale to i tak nie zepsuło całego efektu.
Riley, stojąc niebezpiecznie blisko krawędzi dachu, przez chwilę podziwiała widok w ciszy. Spojrzała za siebie przez ramię, gdy dotarł do niej nagle głos Jetta, a zaraz potem jego śmiech.
Ej, Davis! Nie skacz jeszcze, chodź tu do nas.
No co tam? Kolejny toast, czy co? — zgodnie z prośbą, podeszła bliżej. Znów rozejrzała się po okolicy, a na jej twarzy pojawił się lekki, szczery uśmiech. — Trzeba przyznać, że zajebiście tu macie. Latem pewnie jest jeszcze przyjemniej — wyraziła swoje uznanie dla miejscówki. Kto wie, może zdoła zabawić w tej jednostce wystarczająco długo, by móc samej się o tym przekonać?


teddy darling
mów jak chcesz
angielskie wyjścia
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Riley szybko sprowadziła ją na ziemię. Właściwie szybciej niż Teddy zdążyła nacieszyć się swoim świetnym pomysłem. Przecież wszystko miała już zaplanowane! W alternatywnej rzeczywistości widziała, jak na jej oczach Davis i Donovan stają się najlepszymi przyjaciółmi. No dobra, z tymi najlepszymi to jednak ją poniosło. Wolała jednak, żeby Jett pozostał jej kumplem od serca, Riley kumpelą, z którą może gadać na chłopaków z jednostki, kiedy będą działać im na nerwy. Bo nie trzeba chyba wspominać, że mieli móżdżki wielkości włoskiego orzecha? No właśnie. Jeszcze nie raz coś odpierdolą, a Darling musiała mieć z kim na to ponarzekać. Z Donovanem nie mogła, sam był facetem i jednak łączył go z kolegami nadmiar testosteronu.
Zapewnienia i uśmiech strażaczki był tym, czego potrzebowała. Skinęła głową, trochę w zrozumieniu, że pod tym względem, że Riley faktycznie miała rację, a trochę w podzięce, właśnie za to zrozumienie.
Cały czas zapominam, że Darling jest nietykalna — Darnell westchnął ciężko, jakby do tej pory pozwalała mu się dotykać w nieskończoność, co oczywiście absolutnie nie było prawdą. — Ale ja do romansów zawsze jestem chętny! — wyszczerzył się do Davis, licząc na to, że mógłby mieć jakieś szansę.
Wspięła się po schodach, przechodząc przez drzwi przytrzymywane przez Johnsona. Wieść o tym, że Teddy była obłędnie zakochana, rozeszła się po remizie w błyskawicznym tempie. Nie musiała nic mówić, wystarczyło na nią spojrzeć. Odkąd zeszła się z April, unosiła się kilkanaście centymetrów nad chodnikiem. A nawet kilkadziesiąt. Właściwie spokojnie można było to liczyć w metrach. Zresztą niektórzy z kolegów mieli okazję wcześniej słyszeć o Finch, a jakiś czas temu nawet wspólnie pili wódkę w barze przy remizie.
Stanęła na dachu i wzięła głęboki haust powietrza. Uwielbiała wiosenne wieczory, kiedy robiło się coraz cieplej. Wprawdzie nie było jeszcze aż tak ciepło, ale spokojnie można było paradować w samej bluzie. Naciągnęła kaptur na głowę i przycupnęła na klimatyzatorze. Kątem oka widziała, jak na twarzy Riley maluje się zachwyt wywołany widokiem na miasto. Może budynek nie był wysoki, ale swobodnie można było podziwiać okolicę.
Nie namawiaj ich do kolejnych toastów, bo oni mogą tak długo — zaśmiała się, upijając łyk piwa i wskazała butelką na powierzchnię dachu. — Latem jest o tyle fajnie, że rozkładamy sobie tutaj krzesełka turystyczne — przytaknęła na teorię Davis.
A czasem nawet i grilla — wtrącił wesoło Darnell, co nie spotkało się z przychylnym spojrzeniem Blaze'a, który zawsze był dowódcą zmiany.
Nie zachwalam tego — zastrzegł natychmiast, dając wszystkim do zrozumienia, że to fatalny pomysł. No bo jak to wygląda? Chcieli robić sobie barbecue na dachu? Co ludzie powiedzą? Wszyscy jednak wiedzieli, że Young był służbistą i nie ma sensu przejmować się jego gadaniem. Bo to było tylko gadanie, a jak przychodziło co do czego, to i tak ulegał ich namowom i pomysłom.
Lepiej powiedz, Davis, jak ogólne wrażenia po pierwszych miesiącach pracy w sto trzydziestej drugiej — zagaił Jett, wymierzając w Riley szyjką od butelki. Wszystkie oczy skierowały się na strażaczkę, równie te Teddy, która była bardzo ciekawa odpowiedzi. Jakoś wcześniej nie złożyło się, żeby móc ją o to podpytać.

riley davis
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
CHRISTMASSY
178 cm
strażaczka Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
just don't hang your hopes on me, I want to feel something
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie musiała nawet znać dokładnych szczegółów z życia Darling, by wiedzieć jaka była szczęśliwa. Wszystko widać było gołym okiem i Riley dostrzegła to chyba jeszcze zanim jakiekolwiek wieści rozeszły się po jednostce. Na początku nie sądziła, że to cokolwiek poważnego - a może raczej miała nadzieję, że to nic poważnego. Nadzieja ta jednak umarła bardzo szybko, gdy dowiedziała się, że Teddy wyjechała na urlop z wybranką swego serca i że przedstawiła ją chłopakom.
Wszystkim, tylko nie j e j.
Nie zabolało to szczególnie mocno, ale na pewno sprawiło, że przez jakiś czas zaprzątało to jej myśli. Zastanawiała się czemu tak się stało. Czyżby Teddy obawiała się, że w obecności Davis ktoś palnąłby coś głupiego, co mogłoby wywołać zazdrość czy inne niepotrzebne spięcia? Albo że to Riley zrobiłaby coś niestosownego? A może wcale nie chodziło o jej dziewczynę. Może zwyczajnie nie chciała kolejnej kłótni między strażaczką a Donovanem, w dodatku przy wódce, bo przecież mogłoby to być tragiczne w skutkach.
Może Darling wcale o tym nie myślała i nie było to celowe zagranie, a czysty przypadek, że Riley tego dnia akurat nie było z nimi na zmianie? Nieważne.
Theodora była zakochana. Po uszy. Nieodwołalnie.
A Davis wiedziała, że tak jest lepiej. Była w stanie spojrzeć kumpeli w oczy i przyznać, że cieszy się jej szczęściem - i byłoby to szczere. Ich relacja była skomplikowana - niegdyś rywalizacja i wzajemne przyciąganie. Teraz? Raczej czysto koleżeńskie stosunki, próba poznania się na nowo i granice. Cholerne granice.
Brunetce pozostawało jedynie myślenie „co by było, gdyby”, ale starała nie zadręczać się tym często. Ich pocałunek - choć wspaniały - niczego nie zmienił. Może to Riley nie wykorzystała okazji. A może już z założenia miał on być jedynie zamknięciem starego rozdziału przed tym co je jeszcze czekało, niżeli zaproszeniem do czegokolwiek więcej.
Bez przesady, w końcu to nie butelki bez dna. Niech wznoszą toasty, póki mogą — zaśmiała się krótko i ponownie rozejrzała się po dachu na wspomnienie turystycznych krzesełek i grilla. Chciała już wyrazić aprobatę dla tego cudownego pomysłu, ale Young niemalże natychmiast wszedł jej w słowo, nie kryjąc tego jak bardzo mu się ta wizja nie podobała.
Dobra, dobra! Niby nie zachwalasz, ale zobaczysz, jeszcze przyjdziesz po kiełbasę i przyznasz nam rację! — odpowiedział mu Darnell, tak jakby już nie pierwszy raz namawiał dowódcę do grzechu.
Riley pokręciła tylko głową, rozbawiona, a zaraz potem jej spojrzenie odnalazło Donovana. Czuła na sobie wzrok wszystkich zebranych, ale na szczęście bycie w centrum uwagi w tamtym momencie zupełnie jej nie onieśmieliło.
Wrażenia… raczej pozytywne — odpowiedziała dość ogólnikowo i nagle na jej twarz wpełzł tajemniczy uśmiech. — Szczególnie ty, Jett. Dostarczyłeś mi niezapomnianych wrażeń — dodała, nie zgryźliwie, ale tak lekko zaczepnie, jak to miała w zwyczaju i zaraz pociągnęła spory łyk piwa, jakby próbowała odwlec w czasie jakąś konkretną, poważną odpowiedź, na którą czekali. — Jest mi tu dobrze. Tak właściwie to sama jestem zaskoczona tym jak szybko przyzwyczaiłam się do tego miejsca. I do ludzi… — zrobiła krótką pauzę, przenosząc wzrok płynnie po twarzach towarzyszy. — W poprzedniej jednostce, choć pracowałam dość długo, to nie byłam z nikim mocno zżyta. Nie jestem kimś kto dobrze znosi zmiany, ale muszę przyznać, że akurat tę przeżyłam prawie bezboleśnie. — wzruszyła ramionami. — Może dlatego, że mam tutaj Teddy.
Mówiła szczerze i mogli jej wypowiedź spokojnie uznać za jeden wielki komplement, bo nigdy takie uzewnętrznianie się nie przychodziło jej łatwo. Nie mogąc znieść ciszy jaka na moment między nimi zapadła, Davis wypaliła zaraz — No na co czekacie? Teraz wasza kolej, żeby mnie wychwalać pod niebiosa i powiedzieć jak fantastycznie się u was sprawdzam!


teddy darling
mów jak chcesz
angielskie wyjścia
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie planowała niczego w sposób wyrachowany, choć z boku mogło to wyglądać inaczej. Dzień, w którym przedstawiła swoją dziewczynę reszcie ekipy, nie był w żaden sposób wyjątkowy. Nie był starannie wybrany ani przemyślany pod kątem obecności wszystkich. Po prostu trafił się moment, w którym grafiki się zgrały, a ona sama poczuła, że to dobry czas, żeby przestać odkładać to na później. Chciała mieć to za sobą. Nie dlatego, że się wstydziła, wręcz przeciwnie. Była cholernie dumna! Po raz pierwszy od dawna coś w jej życiu było stabilne i szczere.
Nie unikała Davis. Tak się po prostu niefortunnie złożyło, że Davis miała wtedy drugą zmianę, a spotkanie wyszło spontanicznie. Początkowo nawet nie planowała zapraszać April na posiadówkę z chłopakami, ale ostatecznie stwierdziła, że to w sumie całkiem dobry moment, mimo że ukochana znała już część ekipy. Darling w tym wszystkim nawet nie przeszło przez myśl, że Riley mogła to odebrać źle. Miały za sobą pewną historię, której nie można było wyrzucić, chociaż obie próbowały nadać tej znajomości nowe ramy.
Tamten pocałunek nie wydarzył się przypadkiem. Teddy bardzo tego chciała. Jednocześnie nie stał się też początkiem niczego trwałego. Był momentem między tym, co było, a tym, co jeszcze mogło się wydarzyć. Ostatecznie nigdy nie nabrało realnych kształtów. To nie oznaczało jednak, że nie zależało jej na znajomości z Davis.
Mimo że Young tak nieprzychylnie patrzył na grillowanie na dachu, to wszyscy i tak wiedzieli, że w tym roku zrobią to znów. I to niejednokrotnie! Blaze ewidentnie miał tendencję do wyolbrzymiania i szukania problemu tam, gdzie go nie było. Do tej pory nikt się na to nie skarżył. Nawet kapitan Whitman udawał, że tego nie widzi. Albo faktycznie nie widział, bo ze względu na wiek, miał już małe problemy ze wzrokiem.
Teraz to ty przesadzasz — oczywiście Jett nie byłby sobą, gdyby nie podważył słów Riley. Nawet ostrzegawczo wymierzył w nią szyjką od butelki. W rzeczywistości tylko się zgrywał. — Zanudziłabyś się na śmierć bez moich docinek — dodał pewny swego, ale koledzy szybko podsumowali go salwami śmiechu.
Chłopaki byli wystarczająco usatysfakcjonowani wypowiedzią Riley. Teddy również, o czym świadczył rzucony znad butelki uśmiech. Zanim jednak cokolwiek zdążyła odpowiedzieć, głos zabrał Johnson.
Na początku myślałem, że będziesz wywyższającą się paniusią, ale to przez te nogi, okej? — wymownie zerknął na dolne kończyny Davis. No cóż, Darling zawsze uważała, że miała nogi jak modelka. — Ale potem okazało się, że nie boisz się ciężkiej roboty i zawsze można na ciebie liczyć — Darnell pokiwał głową, chcąc umocnić swoje słowa, a koledzy zawtórowali tym samym.
Ja powiem na razie tylko tyle, że fajnie nie być już jedyną laską na pokładzie — wtrąciła Teddy. Czy to na razie oznaczało, że innym razem powie coś więcej? Być może. Niektóre rzeczy lepiej zachować dla siebie. Albo przynajmniej nie mówić o nich w gronie samych typów.
Nie lubiłaś być nasza rodzynką, Teds? — Blaze wydął usta w podkówkę.
Lubiłam, ale nie zrozumcie mnie źle. To po prostu trochę zmienia dynamikę — wyjaśniła pokrótce. — Riley na pewno wie, o co mi chodzi — popatrzyła porozumiewawczo na drugą strażaczkę. Darling podejrzewała, że jej poprzednia jednostka również cierpiała na deficyt kobiet i w remizie aż buzowało od nadmiaru testosteronu.

riley davis
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Fire Station 132”