-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kiedy Ricardo mówi o tym profesorze od antropologii, to Rosa aż westchnęła przeciągle, bo przecież on to był taki dziesięć na dziesięć, Enrique Igesiasa, kiedy zaczynał karierę, tylko bez tego pieprza, i ona zawsze u niego na zajęciach siedziała z przodu w bluzeczce z głębokim dekoltem, ale Ricardo pokazała zdjęcie rektora, co wyglądał jak jakiś ufoludek.
- No wiesz co Rich… nie wszyscy naukowcy tak wyglądają - bo niektórzy to wyglądali naprawdę przyzwoicie i Rosa teraz sobie w głowie robi jakiś ranking najbardziej seksi naukowców, jakich ona zna.
- Co? - zapytała, jak Ricz mówi, że co tylko chce i żeby nastawić nawigację, bo ona już była przy top trzy największych hotów na uniwersytecie i wahała się czy jej profesor od antropologii to jest dwa czy trzy. Bo jeden to był taki doktor od psychiatrii klinicznej.
- A to daj, już wpisuję - wzięła od niego ten telefon, którego tak szukał i najpierw weszła w esemeski, ale tam już nic nie ma od wujka Ferdynanda - a co ty już z wujkiem Ferdynandem nie piszesz bejbi? - tak się zapytała trochę podejrzliwie, no i już miała wpisywać jakąś fancy galerię, ale Ricardo jej daje jakąś ulotkę. Patrzy się na nią Rosa i patrzy i ogląda ze wszystkich stron, ale zaraz się uśmiecha do Ricza najsłodziej na świecie.
- Naprawdę możemy jechać na taki rejs? Przecież to by było najlepsze na świecie, chodzilibyśmy na te kolacje do restauracji, opalali się na jachcie i robili sobie zdjęcia w każdym porcie, żebym je mogła wrzucać na Instagram! - aż się rozmarzyła i łapie za policzki i ściska - o jezu to muszę sobie na to kupić kostium, bo wiesz co Ricz… Ja trochę odłożyłam pieniążków, bo napisałam taką pracę, no i coś tam... i tak nie zrozumiesz baby - no tak, nie tłumaczyła mu już, ale ważne jest, że dorobiła trochę do ich domowego budżetu - więc akurat byśmy mogli dołożyć na ten rejs! - i aż go złapała za rękę i szarpnęła, że Ricz prawie wjechał w kosz na śmieci, no ale odbił. I jak on zaraz mówi, że syna nazwą Ronaldo, to Rosa się zastanowiła i opada plecami na oparcie fotela - w sumie lubię Ronaldo, to najlepszy piłkarz - wiadomo, że Rosa to się w ogóle piłką nie interesuje, ale lubi Ronaldo, bo był przystojny.
I ona już taka rozmarzona, że może na takim rejsie by spotkała Ronaldo? Ale to by była wtedy wycieczka życia.
Ricz już parkuje pod galerią i jakoś podejrzliwie na nią łypie, ale ona już wysiada i jeszcze zagląda do środka - chodź Ricz, będę przymierzać kostiumy - na pewno go tym zachęciła. Ogólnie jedno z ulubionych zajęć Roski to jest przymierzanie ubrań i pokazywanie się w nich Ricardo, jak jakaś modelka. Ale on to nie zawsze lubi, chociaż akurat kostiumy i bieliznę, to całkiem tak.
I ciągnie go do pierwszego sklepu, z jakimiś strojami do pływania, a potem mu pokazuje na manekinie coś.
- Jak myślisz, dobrze będę w nim wyglądać? - oczywiście, że to jest jakiś strój kąpielowy jak dla syreny, albo księżniczki, ale Rosi się podoba, więc zaraz prosi sklepową, żeby jej dała w jej rozmiarze i ciągnie Ricza do przymierzalni - idę się przebrać - aż zapiszczała i leci z tym strojem do przymierzalni, ale po drodze to jednak zgarnęła jeszcze chyba z osiem innych. Bo przecież jeden to trochę mało na taki rejs! Nie to, że Rosa z Puerto Rico przywiozła całą walizę kostiumów kąpielowych, w których ona tutaj w Kanadzie nie chodzi, bo nie ma gdzie.
Ricardo Martinez
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
I jak tylko to powiedział, no to ofkors mu się przypomniało, że on tak miał Rudą zapisaną. Wywrócił oczami i wzdycha sobie, bo już wie że się wjebał okrutnie z tym, ale zamierzał iść w to, że się coś Rozi wydaje, jakby jednak się przyjebała. Wiadomo, że się przyjebie, ale może jak ma taki dobry humorek dziś, to jednak nie?? Nigdy z nią nie wiadomo. Wystawił rękę po tego cukierka w każdym razie.
Na szczęście chwilę później okazało się, że Rozi jest super on board z jego pomysłem na rejs, więc się też ucieszył, bo w końcu będą mieli coś z tego życia, a nie tylko praca ciągle!
- No jedyne co to musimy dla Buritosa i Chuurosa ogarnąć opiekę, ale myślę, że Pilar i Madox nie bedą mieli problemu z tym - no tak, bo piesków nie wezmą przecież na jacht, Rosa pewnie miała inne o tym zdanie, ale Ricz był bardzo stanowczy w tym postanowieniu, bo jemu to tam pasowało jak nie było dzieciaczków, bo było spokojniej, nikt mu kup do butów nie robił i mogli sobie z Rosi robić romantyczne wieczorki bez widowni. A w takiej kajucie na statku to gdzie ich zamknie, no w kiblu ich nie zamknie przeciez bo beda ujadać.
Już później na zakupach Riczowi spadł ten cukier i emocje więc wyglądał jak trup teraz on, ale jak Rosa znów chciała kupować te stroje to ciągle powtarzał, że przecież ona ma mnóstwo strojów i po co one jej są właściwie? Przecież ma całą walize takich samych. Ciężka to była przeprawa, bo nie mógł powiedzieć, że źle w jakimś wygląda skoro wyglądała super hot, więc koniec końców poszli na kompromis i kupiła ich cztery, chociaż Ricz potem mówił, że mogła se kupić sznurek i by było tak samo dużo materiału a taniej.
A później poszli coś zjeść do restauracji, na goferki i wrócili do domu świętować. On z piwkiem tak świętował, że usnął po kwadransie, a Rosa już szukała sobie rzeczy na ich wyjazd.
Rosario M. Vargas-Martinez chyba koniec juz!