-
boję się
b o j ę s i ę
że ty też mnie zostawisz i zostanę sam
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Słowa młodszego go rozczuliły. 一 Ja ciebie też. Najbardziej na świecie 一 odpowiedział prędko. Nie było człowieka, którego kochałby mocniej; Ossie naprawdę był dla niego najważniejszy, dlatego 一 gdyby tylko miał taką moc 一 dałby mu gwiazdkę z nieba. 一 Wiesz, że ja też 一 zauważył, nie chcąc pozostawać mu dłużnym.
Korciło go, by sięgnąć dłonią do kącika ust przyjaciela, w którym zgromadził się sos, ale powstrzymały go od tego kolejne słowa. 一 Wielbłądy? To jest w ogóle bezpieczne? 一 zapytał szybko. Elio nie był wybitnym uczniem; raczej prześlizgiwał się z klasy do klasy, przez co jego wiedza ogólna kulała. Wielbłądy widział jedynie na zdjęciach (ewentualnie z raz w zoo), dlatego powątpiewał, że można na nich jeździć.
Stracił zainteresowanie gorącym serialem, gdy tylko usłyszał o prezencie. Nie mógł skoncentrować się na niczym innym niż na rozważaniu, co podarował mu przyjaciel. Dlaczego Ossie się tak nad nim znęcał? Czy przez to, że zgubił plecak, nie powinien dostać taryfy ulgowej? Czemu miał czekać do pójścia spać?
一 Skoro już wiem, że coś tam na mnie czeka, nie wiem czy będę ci umiał obiecać 一 zauważył, drocząc się z przyjacielem. 一 Może pójdę tam już teraz? Powstrzymasz mnie? 一 prowokował, nieświadomie przygryzając dolną wargę. To, co się z nim działo było trudne do opisania i nazwania; wszystko wskazywało na to, że na skutek zmarznięcia Elio doznał trwałego urazu mózgu, przez który zachowywał się nieprzewidywalnie.
Ossie znał go zbyt dobrze, bo gdy Holdsworth poderwał się ze swojego miejsca, ten zatrzymał go na kanapie. 一 Niech ci będzie, Maluchu 一 powiedział pieszczotliwie. To, co zrobił okazało się być silniejsze od niego; zanim się zastanowił, złożył pocałunek w kąciku ust studenta. Tylko w pierwszej chwili wywołało to w nim dyskomfort; w drugiej jego ciało zalało przyjemne ciepło i potrzeba w i ę c e j.
Weź się w garść, do cholery.
Przecież to twój przyjaciel!
一 Ossie, idźmy zobaczyć teraz 一 poprosił, przytulając go mocniej. Przecież on naprawdę nie wytrzyma i nie skupi się na serialu!
Ossie Sterling
-
Dosyć myśli, które muszą być samotne - kończą rozdrapane, zawinięte z tobą w pościel.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Czuł, że coś się działo i to było intensywniejsze, niż wszystko dotychczas i trochę się tego bał. Czuł coraz większy niepokój, jakby miało stać się coś złego. Bardzo złego. A może to po prostu napięcie w związku z czymś nowym, co pojawiło się między nim, a Othello? Może to wcale nie musiało być złe? Nie chciał ryzykować, więc odgonił te myśli. Byli przyjaciółmi od ośmiu lat i było dobrze, więc po co ryzykować, że popsuje się to przez jakąś głupotę? To pewnie emocje związane z ich wycieczką i urodzinami Elio… albo przez ten głupi serial. To wszystko.
一 Tak, o ile zachowuje się odpowiednie środki ostrożności. Wiesz, że na słoniach też można się przejechać? 一 dorzucił ciekawostkę i uśmiechnął się szeroko, rozbawiony jak od razu pomyślał o bezpieczeństwie. To było urocze. 一 Bez ryzyka nie ma zabawy. Jeżeli podobał ci się rejs nad wodospad, to i to ci się spodoba 一 zapewnił, dalej szeroko się uśmiechają, bo jakoś nie mógł się powstrzymać.
Szczególnie, że jego kolejne słowa, po tym, jak powiedział o prezencie, znowu go rozbawiły, chociaż jednocześnie zaniepokoiły. Z jakiegoś powodu czuł straszny stres, kiedy ktoś rozpakowywał przy nim podarowany prezent. Jeżeli się spodoba, no to dobrze, ale co, jeżeli jednak nie? Bał się widoku rozczarowania na czyjejś twarzy i nie miał pojęcia jak na coś takiego zareagować.
一 Ej, nie. Zaczekaj 一 powiedział pospiesznie, widząc jak Elio się podnosi. Może faktycznie mógł z tą informacją o prezencie poczekać aż skończą oglądać serial i zaczną się zbierać. Poderwał się z miejsca trochę niezdarnie i wciągnął go z powrotem na kanapę, po czym cicho się zaśmiał, przytrzymując go za rękę. 一 Wytrzymaj jeszcze, prezent nie ucieknie 一 mruknął, przekręcając się na bok i znosząc spojrzenie na jego twarz. Nie był pewien czy wygrał tę walkę, bo nie miał jakoś super przekonujących argumentów. Wtedy stało się coś, czego absolutnie się nie spodziewał. Poczuł jego ciepłe wargi na swoich, nawet jeżeli tylko w ich kąciku, zanim w ogóle zdążył się zorientować co on zamierza. Poczuł go bliżej, kiedy się przytulił i dzięki temu, Elio nie mógł zobaczyć jak Ossie poważnieje i otwiera szerzej oczy z zaskoczenia. Chodziło głównie o to, jak się z tym poczuł. Przyjacielskie całusy nie wywołują fali ekscytacji, zbliżonej do impulsu, który było czuć podczas podniecenia się. Nie wywołują uczucia motylków w brzuchu i nie sprawiają, że uderza fala gorąca, a podbrzusze zaczyna palić.
一 Dobrze 一 wydusił z siebie, opierając dłonie na jego przedramionach i delikatnie się odsuwając. 一 Leć, odniosę talerze i do ciebie przyjdę 一 powiedział, siląc się na uśmiech. Faktycznie zaniósł po nich naczynia do zlewu, ale nie mógł się zmusić do niczego innego. Otarł usta z sosu, dalej czując na nich najbardziej ten pocałunek. W końcu zmusił się, żeby pójść do Othello, ale nie przekroczył progu jego pokoju, stanął w nim, opierając się ramieniem o framugę.
一 I jak? 一 zapytał, unosząc lekko kącik ust. 一 Wiesz co. Umm… Poczułem się zmęczony, to był dzień pełen wrażeń. Położę się wcześniej, a serial dokończymy jutro albo… ok? 一 powiedział, unosząc przy tym dłoń i kciukiem wskazując za siebie, w stronę swojej sypialni.
othello holdsworth
-
boję się
b o j ę s i ę
że ty też mnie zostawisz i zostanę sam
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Poczuł to całym sobą i napiął się lekko.
Czy on oszalał?
Co, jeśli...
Porzucił trudne pytania dopiero w momencie, w którym dostał zgodę na wcześniejsze odpakowanie prezentu; z podekscytowaniem biegł do swojego pokoju, a kiedy odnalazł podarek i zaczął go rozpakowywać, nie krył swojego wzruszenia. Każda z rzeczy była bliska jego sercu i Holdsworth obiecał sobie, że dołoży wszelkich starań, aby zawsze mieć je przy sobie.
Słysząc głos Ossiego, odwrócił głowę w jego stronę. Niemal natychmiast dostrzegł zmianę w nastawieniu przyjaciela; znał go na wylot, dlatego szybko wyłapał, że coś było nie tak. Problemem pozostawała jednak kwestia, co się wydarzyło. Elio nie należał do osób, które potrafiły komunikować się otwarcie; przez większość swojego życia po prostu unikał poważnych rozmów, dlatego teraz zdobył się jedynie na niepewne kiwnięcie głową. 一 J-jasne. Odpocznij, zasłużyłeś, bo zorganizowałeś mi najlepsze urodziny na świecie 一 odparł, posyłając Sterlingowi ciepły uśmiech. 一 Dziękuję za prezent. Jest świetny 一 dodał jeszcze, chcąc aby Ossie wiedział, że dzisiejszego dnia spisał się na medal.
Odprowadził przyjaciela wzrokiem, a kiedy usłyszał, że młodszy zamyka drzwi swojego pokoju, podrapał się nerwowo po głowie. Co się, do cholery, stało? Dlaczego atmosfera uległa pogorszeniu? To na pewno przez ten pocałunek. Dlaczego był takim idiotą? Położywszy się, Elio długo myślał o dzisiejszym dniu; i choć nie zakodował momentu, w którym zasnął, dobrze wiedział, kiedy nawiedziły go koszmary.
Było dużo gorzej niż zazwyczaj; katastroficzna sceneria przekraczała wszelkie granice, dlatego motał się nerwowo po łóżku i krzyczał. Trudno było mu się obudzić, ale kiedy wreszcie wyrwał się z łapsk koszmaru, był cały mokry od potu. Dyszał głośno, doskonale wiedząc, że lekarstwem na sytuację było jedno: musiał iść do pokoju przyjaciela i wtulić się w jego ciało, aby uspokoić własne.
Nie zastanawiał się nad tym, co robił długo; zapominając o rzekomym zmęczeniu przyjaciela, jak gdyby nigdy nic wpakował się do jego łóżka i czule się do niego przytulił. 一 Śniło mi się, że umarłeś 一 wyszeptał, zaciskając mocno powieki, by powstrzymać łzy. 一 Boże, Ossie 一 jęknął, nie potrafiąc zapanować nad drżeniem ciała. Był rozbity; przerażenie przekraczało dotychczasowe granice, przez co nie umiał się uspokoić. Nie poradziłby sobie bez niego; gdyby faktycznie cokolwiek stało się jego przyjacielowi, Elio odebrałby sobie życie chwilę później.
Kiedy zaś wreszcie zapadł w półsen, zaczął zachowywać się jeszcze bardziej irracjonalnie niż dotychczas. Może jednak miał gorączkę i o sobie dawała znać rozwijająca się choroba wynikająca ze zmarźnięcia?
Coś musiało być na rzeczy, bo nie wiedział kiedy jego usta odnalazły te należące do Oswalda; działał szybciej niż myślał i przekraczał granicę, tym razem całując go tak, jak gdyby Sterling od zawsze był miłością jego życia. Wszystkiemu brakowało jednak gwałtowności, bo Elio obchodził się z przyjacielem tak, jakby mógł się rozpaść w każdej chwili. 一 Kocham Cię 一 szepnął, bynajmniej nie kłamiąc, po czym jeszcze raz zahaczył jego usta swoimi.
Ossie Sterling
-
Dosyć myśli, które muszą być samotne - kończą rozdrapane, zawinięte z tobą w pościel.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
一 Dobranoc 一 powiedział, przyglądając mu się jeszcze przez chwilę łagodnie, zanim nie poszedł do swojego pokoju. Kiedy zamknął za sobą drzwi, poczuł, że może odetchnąć i faktycznie to zrobił. Wziął głęboki wdech, opierając się plecami o drzwi, po czym wypuścił powietrze powoli z płuc przez lekko rozchylone wargi. Patrzył na swoje rośliny, których widok, i sama obecność, działała na niego kojąco.
Mimo wszystko wcale nie potrafił tak do końca się rozluźnić. Usiadł na łóżku, a potem przesunął się na środek i zgarnął do siebie narzutę, a potem kołdrę, przez chwilę po prostu siedząc tam, przykryty, z podciągniętymi do klatki piersiowej kolanami. Zastanawiał się nad tym wszystkim, analizował i tworzył w swojej głowie wszystkie możliwe scenariusze i ścieżki wydarzeń. Nie mógł zasnąć przez dobre trzy kolejne godziny i zmieniał tylko pozycję, kończąc na boku, zagrzebany w pościeli, z ciężkimi powiekami. Zanim nie zapadł w sen, doszedł do wniosku, że jeżeli rano nie obudzi się cudownie uwolniony od tych wszystkich myśli i uczuć, to uczciwie porozmawia z Othello. To było coś innego, niż pakt milczenia związany z przeszłością. Tutaj chyba będą musieli wymyślić coś, co ułatwi im funkcjonowanie. Może jakaś terapia? Co za głupi pomysł.
Kilka godzin później ze snu wyrwał go krzyk. Usiadł gwałtownie na łóżku, z mocno bijącym sercem i rozejrzał się panicznie po pokoju, w pierwszej chwili nie wiedząc co się właściwie dzieje i czy to już jawa, czy jeszcze sen. Wtedy do pokoju wszedł nagle Othello i Oswald przez chwilę myślał, że dostanie zawału. Na szczęście już po chwili mógł uczepić się mocno chłopaka i uspokoić się w jego ramionach, czego chyba potrzebowali akurat obaj.
一 Już dobrze. Jestem bezpieczny i ty też jesteś bezpieczny 一 mówił, kiedy dotarło już do niego co się stało. Głos lekko mu drżał, ale dał radę nad tym zapanować. Przełknął ślinę i nakrył ich kołdrą, która się zsunęła, a potem zamknął szczelny uścisk na plecach Othello, zarzucił na jego biodro nogę i oparł policzek na jego ramieniu, zamykając zaraz oczy. Zapomniał o tych wszystkich rozważaniach z wieczoru, przynajmniej w tym konkretnym momencie. Myślał tylko o tym, że czuje się już bezpiecznie i miał nadzieję, że Elio także. 一 Wszystko jest dobrze 一 powtórzył ciszej, gładząc go dłonią po plecach, zanim nie zapadł w płytką drzemkę.
Ocknął się chwilę później, czując ruch, podniósł nieznacznie powieki, a potem poczuł pocałunek. W pierwszej chwili z jakiegoś powodu poczuł silne przyciąganie, jak wygłodzone zwierzę, które nagle wyczuwa apetyczną woń posiłku. Pospiesznie odnalazł się w tym, sięgając do warg Elio, jakby za nimi wręcz tęsknił. Wymruczał coś, jakby aprobatę, na wyznanie miłości, ale zaraz wrócił do pocałunku i jeszcze przez chwilę smakował wilgotnych ust przyjaciela, przyciskał go do siebie coraz mocniej, zagarnął jego ciało, dociskając do niego własne udo, aż nie rozbudził się na tyle, żeby nagle nie odsunąć głowy i otworzyć szerzej oczu, kiedy dotarło do niego co właśnie się działo.
一 Elio? 一 rzucił, nawet nie będąc pewnym jak to się mogło w ogóle stać i czy Othello zdawał sobie z tego sprawę, czy może dalej spał. Cofnął dłonie i zsunął z niego nogę, po czym przetarł twarz i pociągnął krótko nosem. 一 Przepraszam, to… chyba coś mi się śniło 一 wyjaśnił szeptem pierwsze, co przyszło mu do głowy. Nie miał pojęcia co innego zrobić i czy nawet Othello go słyszał. Lepsze jednak takie wytłumaczenie, niż żadne.
Jego słowa nie zmieniły jednak rodzaju jego spojrzenia, które ewidentnie było pożądliwe, ani przyspieszonego podnieceniem bicia serca, ani gęsiej skórki na całym ciele, ani ucisku podekscytowania w podbrzuszu, ani kuszących myśli, nakłaniających go, żeby to powtórzyć.
othello holdsworth
-
boję się
b o j ę s i ę
że ty też mnie zostawisz i zostanę sam
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Rokrocznie grudzień był najgorszym miesiącem, bo w okolicach jego urodzin doszło do przerażającej tragedii, ale tym razem sytuacja wymsknęła się spod kontroli, przez co było t r a g i c z n i e. Nigdy wcześniej nie śniło mu się, że w błędy przeszłości wplątany był również Ossie; dotychczas wyobraźnia trzymała przyjaciela z dala od katastroficznych scenariuszy, lecz dzisiaj 一 w dniu u r o d z i n 一 odebrała mu resztkę nadziei, że kiedykolwiek będzie lepiej (że kiedyś uda mu się zapomnieć i ruszyć naprzód). 一 Nie wybaczyłbym sobie, gdyby zrobili krzywdę tobie 一 dodał. Roztrzęsiony umysł zapomniał o swoistej zmowie milczenia i powiedział więcej niż należało (niż było to b e z p i e c z n e).
Wtulał się w niego mocno, próbując zapanować nad gonitwą myśli; Elio rozważał mnogie scenariusze, aż nagle dotarło do niego, że być może analiza zadziała podobnie do manifestacji i ściągnie niebezpieczeństwo.
Uciekał w cielesność; odwracał swoją uwagę od katastroficznych myśli koncentrowaniem się na pocałunkach, które okazały się lekarstwem na niepokój, a odkrywszy, że pieszczoty zadowalają ich obu, nie myślał, aby poprzestać.
Nagle drżał z zupełnie innego powodu; nagle intensywniej doświadczał i pragnął, aby już z a w s z e czuć jego wargi na swoich. Mocniej zacisnął powieki, bojąc się, że kiedy je uniesie, czar pryśnie. 一 Ossie 一 jęknął, łaknąc w i ę c e j.
W i ę c e j.
Nie chciał niczego innego niż w i ę c e j tego.
Nie wiedział, kiedy dłonie wsunęły się pod luźną koszulkę przyjaciela i zaczęły poznawać ciało na nowo; kiedy dotyk nabrał nowego 一 intymnego 一 wymiaru, który do tej pory był wręcz z a k a z a n y. 一 Nie mogą mi cię odebrać. Nie mogą. Nie umiem bez ciebie żyć 一 powtarzał między pocałunkami, brzmiąc jak zdarta płyta, która zawiesiła się na jednej, niemożliwej do przełączenia melodii.
A potem, jak gdyby nigdy nic, zupełnie niespodziewanie zapadł w głębszy sen; nawet jeśli słyszał, co powiedział do niego Ossie, to celowo zepchnął to w odmęty umysłu i gdy obudził się nad ranem nie pamiętał, czy była to jawa czy tylko sen.
I przecież, że bał się spytać, bo umarłby, gdyby coś poszło nie tak i ich relacja uległa pogorszeniu. 一 Przepraszam, że znów ci przeszkadzałem 一 wyszeptał, dostrzegając, że przebudzać zaczął się również Ossie. 一 Dzień dobry 一 dodał, wtulając się w niego i przymykając powieki.
Ossie Sterling
-
Dosyć myśli, które muszą być samotne - kończą rozdrapane, zawinięte z tobą w pościel.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie mogą?
Kto nie może?
Otworzył szerzej oczy i chociaż znowu go objął i oddawał pocałunki, to nie potrafił już się na nich tak do końca skupić. Przesunął dłońmi po jego plecach w uspokajającym geście, czując zmartwienie, które zaraz zmieszało się z kolejną falą podniecenia, kiedy poczuł pod koszulką ciepłe dłonie przyjaciela. Sapnął cicho, chociaż ze wszystkich sił próbował powstrzymać się przed takimi reakcjami, powtarzając sobie, że to przecież nie jest naprawdę. Jednocześnie poczuł wyrzuty sumienia, myśląc, że właśnie wykorzystuje sytuację.
一 Nie zabiorą. Jesteśmy bezpieczni 一 powiedział, bo był święcie przekonany, że nic im już przecież nie groziło, niezależnie od tego, co działo się w przeszłości i co się komu śniło. Sam również miał koszmary związane z pogrzebami i klątwą śmierci, w którą kiedyś wierzył oraz z wychowawcą z domu dziecka, który regularnie go kiedyś gwałcił. Nie rozmawiali o tych sprawach, chociaż Ossie wiedział, że Othello wiedział. Był to jednak temat tabu, podobnie jak to, co przytrafiło się Elio, chociaż w tym przypadku Ossie nie miał pojęcia co to było. Pierwszy raz Elio cokolwiek powiedział o tym na głos. I nie było to nawet świadome.
Chłopak odetchnął głęboko, kiedy Holdsworth nagle zasnął i przytulił go do siebie, sam próbując zrobić to samo, chociaż bardzo długo nie potrafił. Głównie myślał o tym, co zostało powiedziane, o pocałunkach, dotyku i reakcjach własnego chciała oraz o koszmarach i traumie, którą zgotowali Elio inni ludzie, kimkolwiek byli. Musiał się opanować i skupić, spróbować jakoś mu pomóc, chociaż jedyne co mógł teraz zrobić, to po prostu być.
一 Też nie umiałbym bez ciebie żyć 一 szepnął w pewnym momencie i przymknął oczy, co jednak wcale nie sprawiło, że był w stanie szybciej zasnąć. Czuł łzy pod powiekami, bo chociaż nie wiedział czy chciałby powtórzyć te pocałunki, co wewnętrznie go zabijało, to jednego był stuprocentowo pewien 一 nie chciał żyć bez Elio.
Nie miał pojęcia o której w końcu udało mu się zasnąć, ale nie spał zbyt długo, kiedy wybudził go ruch drugiego ciała. Był wyczerpany i zdrętwiała mu ręka, ale problemy z nocy w świetle dnia nie wydawały się aż tak przytłaczające, więc odepchnął je na bok, jak całą resztę ciężkich wspomnień, i zamruczał cicho, unosząc kącik ust, kiedy tylko usłyszał głos Othello. Stęknął cicho, kiedy poruszył się i przekręcił bardziej na bok, żeby ułożyć inaczej rękę. Nie odsuwał się jednak, a nawet bardziej do niego przylgnął.
一 Chcesz ze mną zamieszkać? Wtedy nie będziesz musiał za to przepraszać… Oh, czekaj 一 mruknął, wstrzymał na moment powietrze, a potem zaśmiał się, tylko nieznacznie unosząc dalej ciężkie powieki, żeby na niego spojrzeć. 一 Dzień dobry. Dzisiaj ty robisz śniadanie 一 dodał po chwili, nie mając zamiaru wracać do tego, co było w nocy. Zostawił to za drzwiami, których nie otwierali, zarówno kolejne koszmary, jego słowa oraz pocałunki.
othello holdsworth