Przekręcił oczami na jego uwagę o komarach i poetyckości, a potem uśmiechnął się pod nosem i wzruszył ramionami.
一
Zawsze taki byłem… i nienawidzę komarów 一 powiedział, zanim zatrzasnął drzwi od jego auta i udał się do swojego. W międzyczasie musiał jeszcze odrzucić kilka połączeń od matki, która o tej porze dzwoniła głównie wtedy, kiedy łyknęła za dużo swoich pigułek, a on nie chciał, żeby cokolwiek zepsuło mu humor. Po tym, jak już odnaleźli się na placu i Tristan wspomniał o książce, Bowie westchnął, a potem cicho parsknął.
一
Może napiszę… wspomnę też, jakim jesteś dupkiem 一 mruknął już po pocałunku, bo nie chciał go przerywać. Całe ciało Tristana było cholernym dziełem sztuki i mógłby długo mówić o tym, co najbardziej mu się w nim podoba, jednak obecnie zdecydowanym topem, poza pieprzykami i sutkami ozdobionymi kolczykami, były jego usta i pośladki. Za każdym razem, kiedy widział jego dupę, zastanawiał się jak to w ogóle jest możliwe, że jest taka idealna.
Poprawił zarówno jemu, jak i sobie materiał na twarzy, a potem mocniej naciągnął kaptur na głowę, dłoń opierając na jego klatce piersiowej. Wyczuł szaleńcze uderzenia serca, ale nie zastanawiał się jaka była tego przyczyna. Uniósł spojrzenie na jego twarz, spoglądając w niebieskie oczy, ale w odróżnieniu od Tristana nie myślał o miłości. Rozumowanie Bowiego było dużo prostsze i skoro
wiedział, że nie mogli czuć do siebie nic więcej, poza pożądaniem i skoro przywykł do tej myśli i nie dopuszczał żadnej innej, to wydawało mu się, że wszystko, co obaj czują, to właśnie jedynie pożądanie. Był ślepy i głuchy na sygnały, zarówno te płynące od Blackwella, jak i na swoje własne.
Odchylił nieznacznie głowę, kiedy ten zapytał od kiedy się ściga. Musiał się chwilę zastanowić, bo nawet nie pamiętał dokładnej daty, chociaż fakt, że Tristan nie wiedział popchnął go do konkretniejszych wniosków.
一
Hmm… od roku? Wcześniej wygłupiałem się ze znajomymi na autostradach 一 mruknął, nie przejmując się, że te
wygłupy były zwyczajnie stawaniem jedną nogą w grobie, bo ryzykował zarówno własne życie, jak i życie innych 一
Potem kumpel został organizatorem zakładów i zaproponował mi udział 一 dokończył, wzruszając lekko ramionami. Zaraz uśmiechnął się jeszcze, kiedy o czymś pomyślał.
一
Ojciec po odwyku zabronił mi pakowania się w cokolwiek, co łamie prawo… Ale ja nadal lubię ryzyko, może nawet jeszcze bardziej. Z resztą jesteś tego częścią, miśku 一 mruknął bez cienia wyrzutów sumienia. Taka była prawda. Bowie czuł ogromną satysfakcję z łamania zasad, które narzucał mu ojciec, nawet jeżeli narazie robił to po kryjomu. Nielegalne wyścigi i pieprzenie się z Blackwellem doprowadziłyby jego starego do furii i świadomość tego dawała mu ogromnego kopa, a zastrzyk takiej adrenaliny był lepszy od każdego dostępnego narkotyku i tym samym bardziej uzależniający.
Dziwny błysk w oczach aktora powstrzymał go od rozwinięcia tej myśli, inaczej mógłby kontynuować i wyznać mu nawet jak daleko sięgało to skrzywienie. Że świadomość jak ogromna byłaby wściekłość jego ojca, gdyby się dowiedział, że syn jego największego wroga posuwa jego jedynego syna w dupę, podniecała go tak bardzo, że chciał tylko więcej i więcej. Dlatego tak bardzo lubił, kiedy Tristan go dusił, kiedy brał go jak szmatę, poniżał i wyzywał. Co by pomyślał jego stary? Im gorzej by pomyślał, tym lepiej. Bowie już nawet nie pamiętał czy lubi się
kochać, jak normalny człowiek.
一
O mnie się nie martw, to inni muszą na siebie uważać, żeby się nie popłakać jak małe dziewczynki, kiedy wygram 一 odparł rozbawionym tonem i pocałował chłopaka przez cienki materiał kominiarki. Zamruczał cicho, czując na swoim pośladków jego zaciskające się palce. Zmrużył lekko oczy i kiwnął głową.
一
Potem ja ci się oddam, będziemy uprawiać seks i pić szampana do rana i zaśniemy dopiero jak wzejdzie słońce 一 powiedział ciszej, nieznacznie ocierając się o niego, jakby bardzo się już niecierpliwił. Chwilę później usłyszał swoją ksywkę i odwrócił głowę, kierując wzrok na kumpla, który był jedyną osobą tutaj, która wiedziała kim jest naprawdę. Lars, typek średniego wzrostu z brązowymi włosami sięgającymi ramion, ubrany w dresy, noszący okulary w czarnych oprawkach, przyglądał się przez chwilę Tristanowi, prędzej podejrzewając, że może to być Jayden. Ostatecznie miał to jednak gdzieś, więc przeniósł wzrok na Bowiego.
一 Trzy minuty. Nie przegap startu, bo będzie mnie to dużo kosztować 一 mruknął, poprawiając drogi zegarek, który wcisnął na tłusty przegub swojej dłoni. Też miał bogatych starych, jak prawie każdy tutaj. Vance uniósł brew i przekręcił się przodem do Larsa, bokiem dalej opierając się o Tristana.
一
Wyluzuj, ogarnę to. Lepiej nie przytul za mocno mojej działki 一 odparł łagodnym tonem, jakby to naprawdę było dla niego łatwe i w dodatku przyjemne. Był bardzo pewny siebie w tym temacie i absolutnie przekonany, że po chwili wygra, odbierze swoją część kasy i będzie mógł świętować zwycięstwo z Tristanem. Nawet myślał, żeby namówić go na zahaczenie o klub, w którym najczęściej kręciło się powyścigowe afterparty.
Chwilę później, po tym, jak klepnął Blackwella w tyłek mówiąc, że zaraz wróci, wpakował się do swojego auta i podjechał na linię startu. Zerknął w bok, na kilka aut, które również odpowiednio się ustawiły. Uśmiechnął się pod nosem, zmienił bieg i na sygnał ruszył gwałtownie, doskonale wiedząc jak jechać, bo znał już tę trasę. Bardzo szybko okazało się, że wśród jego rywali znajdował się jeden, który dawał mu radę i całe szczęście, bo dzięki temu dreszczyk emocji był jeszcze większy. Silnik warczał, kiedy dociskał gaz i gwałtownie skręcał, prawie w ogóle nie przejmując się hamowaniem. Operował kierownicą, jakby był z nią jednością, właściwie z całą maszyną. Muzyka dudniła wewnątrz pojazdu, a on był skoncentrowany tylko na jedynym 一 na zwycięstwie. Uparty, niczym szaleniec.
Na ostatnim odcinku musiał postarać się, aby utrzymać prowadzenie, ale kierowca niebieskiego Porsche wcale nie dawał za wygraną. Dla Bowiego liczyła się już tylko szybkość, więc docisnął gaz i z triumfalnym uśmiechem przekroczył metę jako pierwszy. Rozwinął tak niebezpieczną prędkość, że w odróżnieniu od Porsche, nie był w stanie wyhamować na czas, a wysoki pustostan okazał się za blisko, co już było winą organizatorów, którzy nie zwrócili na to uwagi. Jedyny manewr, który zdołał wykonać, to gwałtowne hamowanie połączone ze skręceniem kierownicy, żeby zamiast wbić się w budynek przodem, uderzyć w niego bokiem od strony pasażera. Rozległ się głośny huk, kiedy karoseria się wgniotła i poszły szyby. Bowie uderzył bokiem głowy w okno, od czego pękła szyba, a po odrzucie nosem w kierownice, chociaż wtedy był już nieprzytomny. Zapanował chaos i ludzie zaczęli w popłochu się zwijać, żeby uratować własny tyłek, bo jeżeli mieli trupa na miejscu, to mogło się to dla każdego skończyć bardzo niekorzystnie.
tristan blackwell