ODPOWIEDZ
22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

003.
Nico był naprawdę zadowolony ze swojego powrotu do Toronto. Już po tym miesiącu był w stanie stwierdzić, że podjął jedną z najlepszych możliwych decyzji. Praca w mniejszym zespole projektowym nie robiła dużej różnicy, bo i tak zajmował się głównie projektami, za które był odpowiedzialny wcześniej, natomiast ogromnym plusem było posiadanie rodziny na wyciągnięcie ręki. Mógł podjechać do rodziców, kiedy żywnie mu się podobało i upewnić się na własne oczy, że z mamą było wszystko w porządku. Mógł pójść zawrócić głowę Leo i nieco go przy tym powkurzać, a także problemem nie było umówienie się na siłownię z Markiem, przy okazji wjeżdżając mu na ambicję, że tym razem nie da rady się nie spóźnić. Łatwiejsze także było doglądanie młodszej siostry i upewnienie się, że nikt po raz kolejny nie krzywdził jej serduszka. Rzeczywistość była przyjemna i naprawdę ją doceniał. A w tych wszystkich rozmyślaniach o powrocie przewijała się jedna sytuacja, jedna osoba, która zaprzątała mu głowę. Nadal wspominał to ich jedno spotkanie, widział w myślach oczy, skierowane wprost na niego i na samo wspomnienie tego wieczoru jego serce robiło wielkiego fikołka. Sytuacja była bardziej skomplikowana, niż mogłoby się to wydawać; bo oprócz tego przypadkowego wpadnięcia na siebie, nie mieli ze sobą kontaktu. Przez ten miesiąc przynajmniej kilka razy wchodził w stare konwersacje z Davenport i ściskało go serce na widok ostatnich wiadomości. Wracał ból, który temu wszystkiemu towarzyszył, wiedział, że niezbyt rozsądne były powroty, zwłaszcza że rozstali się w jednej wielkiej niewiadomej.
Powrót do Toronto był również powrotem starych znajomości. Oprócz Lilian, spotkał się z kilkoma osobami, a dzisiaj postanowił przejechać się do Oakville na cotygodniowe odwiedziny i przy okazji wybrał się na wiosenny festyn. Dojechał tam dopiero na wieczór, dołączając do starych przyjaciół, wypijając z nimi piwo i rozmawiając na pomniejsze tematy. Atrakcją wieczoru miały być fajerwerki — i tu akurat cieszył się, że Cheetos został w Toronto, choć czytał, że miał to być ten rodzaj cichy fajerwerek, przyjaznych dla zwierząt. Jeśli tak będzie, to naprawdę doceniał inicjatywę miasta o dołożenie do atrakcji i zapewnienie komfortu innym. Szedł gdzieś kilka kroków za trójką znajomych, rozglądając się po parku, który znał bardzo dobrze. Całe miasto znał jak własną kieszeń i jednocześnie większość miejsc przywoływały u niego same dobre wspomnienia. Z tym lekko nostalgicznym nastrojem, odłączył się od grupy, zbaczając z kursu i idąc na oddalone o kilka minut wzniesienie. Ktoś właśnie schodził stamtąd na dół, jakaś para siedziała pod drzewem, a jedna postać zajmowała ławkę, którą swego czasu nazywał ze swoją dziewczyną ich ławką. Westchnął przyglądając się panoramie miasta i mimowolnie spojrzał na siedzącą osobę, której profil dostrzegł przy lekkim obróceniu głowy. Lilian.
Poczuł mocniejsze bicie serca w klatce, nie do końca wiedząc, czy było to uwarunkowane niezrozumiałym stresem, czy faktem, że właśnie siedziała akurat w tym miejscu. Czy tak jak on, pamiętała o tych wszystkich ich wspólnych miejscach, czy przypadkiem tam się znalazła, robiąc sobie przystanek?
Musiał podjąć męską decyzję; podchodzić czy nie? Co mógł stracić? Jedynie będzie żałować, że nie odważył się wykonać ku niej kroku, aby podtrzymać tę znajomość. Dlatego podszedł, siadając obok niej na ławce i patrząc dalej na park, na który teraz spoglądali nieco z góry.
— Minusem takich festynów jest strasznie wydeptana trawa. Później potrzebuje chwili, aby się zregenerować. — Na powitanie rozpoczął randomowo temat, który kiedyś był bliski jego sercu. W końcu gdy Leo wyjechał robić karierę do Europy, ktoś musiał przejąć jego osiedlowy biznes koszenia sąsiadkom trawników. — Ale dobrze wiedzieć, że miasto nadal kontynuuje tradycję. — Bo kwietniowy festyn był od kiedy pamiętał. Jeszcze jako dzieciak latał tutaj, nawet wtedy, gdy nie mógł, spędzając tym sen z oczu rodziców, ale nie mógł opuścić okazji przyjścia na tę imprezę, nawet jeśli dostał szlaban. Z perspektywy czasu nie żałował, w końcu to tutaj jego relacja z Lilian… nabrała tempa. — Wszystko dobrze? — zapytał, odwracając głowę w jej kierunku, aby spojrzeć na nią uważnie. Wręcz od razu przyszła mu myśl, że była piękna; ale uciął swoje rozmyślania w tym momencie, aby nieświadomie nie robić do niej maślanych oczu.

Lilian Davenport
gall anonim
generowanie postów za pomocą AI
23 y/o
For good luck!
160 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lilian starała się zanadto nie myśleć o powrocie Nico, choć wspomnienia minionego spotkania powracały do niej ilekroć przechodziła obok pokoju, który wynajął. Mimo tego próbowała się otrząsnąć; zepchnąć wizerunek mężczyzny na bok i skupić się wyłącznie na pracy. Akurat tej w pensjonacie nigdy nie brakowało, bo wiecznie niezadowolona babka Dolores ciągle wynajdowała wnuczce nowe zajęcia.
Nico nawiedzał ją sporadycznie wieczorami. Wtedy, gdy zmęczenie nie pozwalało jej zasnąć. Wracała myślami do jego zapalczywego spojrzenia, do dłoni, którą miękko ułożył na jej plecach, i do tego krótkiego momentu, gdy odsunął sprzed jej twarzy niesforny kosmyk włosów. Za każdym razem czuła delikatny dreszcz, poprzedzony skurczem gdzieś w podbrzuszu. Ekscytowała się tym drobiazgiem, choć nie wiązała z nim większych nadziei.
Nico po prostu wzbudzał w Lilian sentyment. Tak to sobie tłumaczyła.
Podobny sentyment odczuła wieczorem podczas festynu w Oakville, gdy wspięła się na wzgórze i przysiadła na ławce. Na wydarzeniu pojawiła się z koleżankami, ale te szybko rozpłynęły się w tłumie, wciągnięte przez grupkę nowo poznanych chłopaków. Lilian nie miała ochoty na kolejne znajomości, choć nigdy nie stroniła od ludzi. Wyjątkowo postanowiła spędzić czas w osamotnieniu.
Więc z ogromną nostalgią wspięła się po dobrze znanej dróżce, którą ostatni raz przemierzała kilka miesięcy temu. Każdy krok budził w niej znajome wrażenia, co przyjmowała z delikatną ekscytacją. Jednocześnie chłonęła widok szarzejącego nieba i poruszających się wokół zarośli; czasami przesunęła wzrok po twarzach innych spacerowiczów, jednak nikt nie zwrócił jej szczególnej uwagi.
Siedząc już na ławce, niespokojnie poruszała nogami, jakby nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. Niecierpliwie zerkała na niebo nad Oakville, czekając na pierwszy rozbłysk fajerwerek. Chyba była masochistką, bo w tym miejscu miały przywołać one jeszcze bardziej wyraźne i intensywne wspomnienia. Te, które przed laty zapoczątkowały jej młodzieńczy zapał do miłości.
Patrzyła więc uważnie, początkowo nie rozpraszając się ani widokiem pary pod drzewem ani niczym innym. Co jakiś czas zmieniła pozycję: przekręciła głowę, inaczej machnęła nogą lub zarzuciła długą kitą, bo pupa stopniowo zaczynała swędzieć ją od tak długiego przesiadywania w miejscu.
Właśnie spróbowała doglądnąć dołu, skąd wesoło migały światła festynu, gdy niespodziewanie usłyszała znajomy głos. W pierwszej chwili drgnęła gwałotwnie i natychmiast spojrzała w stronę Nico, odruchowo odchylając się na bok.
Czy była zdziwiona? Owszem. Nie miała pojęcia, jak długo zamierzał zostać w rodzinnych stronach, ale biorąc pod uwagę minione dni, była niemal pewna, że zdążył już wyjechać do Vancouver. Zamrugała, odrobinę wytrącona, po czym uśmiechnęła się uprzejmie i odsunęła się, aby zrobić dla niego miejsce na ławce.
Przychodzę tutaj co roku — powiedziała spokojnie, zgodnie z prawdą, odpowiadając na jego wzmiankę o miejskiej tradycji. — Naprawdę nic się nie zmieniło. Nawet popcorn smakuje tak samo, chociaż mogliby w końcu wymienić maszyny. Te wyglądają już na mocno zużyte — zaśmiała się i mimowolnie wskazała palcem na dół na czerwony namiot, gdzie jej dawni sąsiedzi serwowali słone przekąski.
Lubiła klimat tych kwietniowych festynów i prawdopodobnie czuła do nich sympatie z tego samego powodu, co Nico. Być może dlatego kontynuuowała tradycję i w osamotnieniu, w tym miejscu, które okrzyknęła ich własnym, pielęgnowała pamięć o dawnym związku.
Tak, tak — odpowiedziała szybko, gdy zdała sobie sprawę, że odrobinę zbyt nachalnie przyglądała się Rosenhallowi. Nerwowo skierowała spojrzenie ponownie na park, a następnie na ciemne niebo. — Czekam na fajerwerki. Nie spodziewałam się, że się spotkamy.
Na końcu języka miała, że gdyby wiedziała, ubrałaby się nieco lepiej. W jej odczuciu szmaciana sukienka w stokrotki i loafersy wypadały fatalnie w tych okolicznościach. W dodatku na kościstych kolanach miała siniaki od szorowania tych przeklętych kafli w toaletach, dlatego — jakby miało to jakiekolwiek znaczenie — zasłoniła je dłońmi, przy ponownym spojrzeniu w stronę Nicolasa.
Sam przyszedłeś? — Odruchowo rozejrzała się dookoła, ale nie złapała nikogo, kto rzeczywiście mógłby mu towarzyszyć. — Moje koleżanki złapały jakichś chłopaków i zostałam sama — dodała żartobliwie, wyjaśniając swoje położenie.
Nie była pewna, czy to za sprawą tego miejsca, dziwnego światła księżyca, czy może wyobraźni, ale Nico wydał jej się jeszcze bardziej atrakcyjny — chociaż wcześniej była przekonana, że to niemożliwe, bo od zawsze trafiał w e wszystkie preferencje Lilian. Znowu, tak jak w pensjonacie, dosyć niegrzecznie przesunęła wzrok po linii jego szczęki, zatrzymywała się na kącikach ust, a potem wróciła do oczu. Mimowolnie rozpływała się pod wpływem tego kontaktu, dlatego, aby nie stracić rezonu, jeszcze mocniej zacisnęła palce na kolanach.

Nico Rosenhall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Pola
22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Wspomnienia były czymś, czego Nico nie chciał nigdy stracić, ale z biegiem lat miał wrażenie, że niektóre zaczynały się nieco wycierać. Wracanie do niektórych miejsc działało kojąco, bo dzięki temu o niektórych rzeczach nie dało się wtedy zapomnieć. Oakville było dla niego kopalnią, aby przypominać sobie o swojej młodości; żeby wracać do starych czasów, kiedy życie smakowało najbardziej słodko, kiedy wszystko było niewinne i pełne pierwszych kroków, w których starał się odnaleźć. Czasami zdawało mu się, że brzmiał jak stary dziad, a w zasadzie nie miał dużo lat — w tym roku ledwo co dwadzieścia trzy, a jednak wystarczająco, żeby czasami się zapomnieć i zacząć mówić za moich czasów było tak…
Był przekonany, że zrządzenia losu nie były przypadkowe. Nie powinien dziwić się, że widzi ją po raz kolejny, już ostatnio uświadomił sobie, że świat nie był mały, skoro w wielkim Toronto, już podczas pierwszego wieczoru, wpadł akurat na nią. Sądził, że ich drogi bezpowrotnie się rozłączyły, a jednak przy kolejnej okazji wpadali na siebie, a on po raz kolejny nie mógł powstrzymać się, aby nie zamienić z nią kilku słów. Nawet jeśli w jego sercu dalej gdzieś żarzyła się żałość z powodu ich zakończenia znajomości, to dalej nie mógł się oprzeć pokusie spojrzenia w jej oczy i usłyszenia jej głosu. Może dopiero gdy usłyszy, że ułożyła sobie życie i ruszyła na przód, to sam zostanie zwolniony z niewidzialnego więzienia? Może to był jego klucz do kilku nieudanych związków, przez które przebrnął po drodze?
Czasami przypominał sobie o tych wszystkich festynach, które odbywały się Oakville. Wbrew pozorom, to miasto wręcz tętniło życiem. Wracał tu raz lub dwa razy do roku i starał się łapać jak najwięcej chwil z rodziną, odwiedzić starych przyjaciół, ale nigdy nie w okresie, gdy odbywały się te imprezy, które przyniosły najwięcej wspomnień. Jedynie przechodził obok tych wszystkich miejsc, wspominając i w głębi ducha licząc, aby jej nie spotkać. W tamtym momencie, nie był gotowy na spotkanie Lili. Czy teraz był? Ciężko stwierdzić, ale na pewno bardziej przyswajał tę ewentualność. Nie podejrzewał jednak, że ta chwila nadejdzie tak szybko.
— Co roku? Chyba jesteś fanką tej miejscowości, co? — zażartował. Obydwoje gdzieś w głębi serca kochali to miasto, nawet jeśli teraz można było ich uznać za uciekinierów. Zbyt wiele wartości ze sobą niosło, aby opuścić je ot tak na zawsze. — Niektóre rzeczy się nie zmieniają — stwierdził, patrząc na nią przeciągłym spojrzeniem. Ona sama wydawała się być taka jak zawsze — pogodna, uśmiechnięta, dla wszystkich miła. Czy nadal kryło się coś pod tym uprzejmym uśmiechem? Skrywane zmartwienia i niewypowiedziane marzenia? Z drugim spotkaniem odkrywał swoje kolejne potrzeby; chciałby móc poznać ją na nowo, tę dorosłą wersję Lilian i zobaczyć, czy dorosłość bardzo ją zmieniła. Jednak czy nie wymagał zbyt dużo od świata?
Nie odczuł nachalności jej wzroku, bo sam łapał się na tym, że przyglądał się jej dłużej niż powinien. Bardziej zarysowanym kościom policzkowym, pełnym ustom, długim włosom, które wyglądały na tak miękkie jak zawsze. Wręcz miał wrażenie, że na swoich palcach czuł ich delikatną strukturę, jakby miział ją po nich wczoraj, a nie kilka lat wstecz. W jego oczach zawsze wyglądała pięknie; bez znaczenia, czy była wystrojona, czy jak budziła się rano, nieco nieprzytomna z potarganymi włosami, po jednej z nielegalnych nocowanek. — Ja… również się tego nie spodziewałem — wybąkał po chwili, wyrwany ze swoich myśli. — Szukałem dobrego miejsca na fajerwerki, a tutaj… to miejsce zawsze było dobre. — Do obserwowania niewielkiej panoramy miasta, a także kolorowych rozbłysków na niebie. Dobrze było im tutaj siedzieć i rozmawiać na błahe tematy, ale także milczeć i w ciszy celebrować obecność drugiej osoby. To miejsce niosło ze sobą pewną atmosferę, która sprawiła, że po raz pierwszy zdecydował się połączyć ich usta w pocałunku i na zawsze zapamiętać ich słodki smak. I nie wiedział, czy to kwestia rozpoczynającej się wiosny i ładnej pogody, czy po prostu wspomnienia sprawiły, że aż zrobiło mu się cieplej.
— Ze znajomymi, gdzieś tam są na dole. Judy i Taylor spiknęli się podczas mojej nieobecności, więc teraz chodząc nierozłączni, a Randall próbuje dzisiaj kogoś wyrwać — rzucił, machając ręką w przestrzeń na dole. Akurat był ze znajomymi, których obydwoje znali z liceum, więc z pewnością słyszała o ich nowinach. To on tutaj był zacofany względem tego, co się działo. Pokiwał głową na jej słowa i w język piekło go pytanie odnośnie jej obecnej… sytuacji. Spojrzał w głąb parku na dole, obserwując ganiające się dzieciaki, słodkich nastolatków, trzymających się za rękę. Czuł jej spojrzenie na swojej twarzy, więc śmiało odwrócił się w jej kierunku, nawiązując z nią kontakt wzrokowy. Między nimi było pewne osobliwe napięcie, spowodowane nie zadanymi pytaniami i upływem czasu, który… najwidoczniej niewiele u nich zmienił. — A ty? — zapytał, choć szybko stwierdził, że jego pytanie nie dawało żadnego kontekstu. — Nie chciałaś z nimi iść łapać chłopaków? — dodał, choć czuł się niekomfortowo, dlatego nim zdążyła odpowiedzieć, zaczął gadać dalej. — Ten festyn to zawsze dobra okazja, żeby kogoś poznać. Nagle zbiera się tu całe miasto i z szafy wychodzą osoby, o których nie miało się pojęcia. Albo wracają ci, którzy wyjechali do Toronto albo gdzieś… jak my. Albo Judy i Taylor. Albo Randall. Gadałaś ostatnio z Randallem? Chociaż może lepiej nie, to dupek, a gdyby cię skrzywdził to… — obiłbym mu mordę. — To nie byłoby miłe. — Choć prawdą byłoby, że chęć obicia mu mordy wystąpiłaby już w momencie, gdyby tylko zaczął się do niej przystawiać. Choć każdy myślał, że Lilian była dla niego zamkniętym tematem. Cóż, swego czasu i sam Nico tak myślał.

Lilian Davenport
gall anonim
generowanie postów za pomocą AI
23 y/o
For good luck!
160 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lilian wciąż czuła żal do samej siebie, że to właśnie w taki sposób zakończyła ich znajomość. Miała wrażenie, że dziś, po tych wszystkich latach, postąpiłaby inaczej. Na pewno spróbowałaby najpierw szczerze porozmawiać z Nico. I może nie tyle z babką Dolores, co z matką, która od śmierci ojca wyraźnie zobojętniała na wszystko wokół.
Wiedziała, że w tamtym czasie naprawdę nie mogła zostawić rodziny. To było dla niej oczywiste, bo w ich domu żałoba po ojcu przeplatała się z długami i problemami dotyczącymi hostelu w Oakville. Jednak mogła chociaż poprosić Nico, aby na nią poczekał. Trochę; zaledwie kilka miesięcy, podczas których zrobiłaby wszystko, aby ustabilizować sytuację w domu i lepiej przygotować bliskich na swój wyjazd.
Wychowałam się tu — zauważyła ze słyszalnym sentymentem w głosie, przy czym delikatnie wzruszyła ramionami i na krótką chwilę oderwała wzrok od twarzy chłopaka. Potrzebowała spoglądnąć w przestrzeń na znajdujące się niżej budki stanowisk festynu oraz ciemne niebo. Potem znów zerknęła w jego stronę i potaknęła, gdy gdy wspomniał o rzeczach, które pozostają niezmienne.
Lilian lubiła wracać do miejsc, które dobrze znała i które niosły ze sobą dobre wspomnienia. Z jednej strony miała poczucie, że przez to przywiązanie tkwiła w bezruchu; że nie zmieniła się tak jak Nico i wcale nie dorosła tak bardzo, jak powinna. Z drugiej jednak strony nigdy nie próbowała nikogo udawać. Starała się akceptować siebie w całości wraz z tymi wszystkimi drobnymi, czasem niezręcznymi odruchami i dziwną dziecinnością, która nie zniknęła wraz z wiekiem.
To akurat prawda — Od razu przyznała mu rację. — Zresztą coraz więcej osób to zauważyło, dlatego czasem jest tu... no czasem jest tu tłoczno — dodała, przypomniawszy sobie kilka podobnych sytuacji, gdy nie mogła usiąść na tej ławce. Ani żadnej innej na wzniesieniu. — Kiedyś tak nie było — prychnęła odrobinę rozbawiona i nawet na chwilkę zakryła dłonią usta, aby nie wypaść na niegrzeczną.
W tamtym momencie również pomyślała o ich pierwszym pocałunku. O ciepłych wargach Nico, które najpierw nieśmiało, a potem z większą nachalnością zaczęły łączyć się z jej ustami. Lilian była wtedy niedoświadczona i wyjątkowo pokraczna w wykonywaniu tego typu czynności. Na samą myśl jej policzki oblał rumieniec, dlatego na chwilę znowu odwróciła twarz w stronę festynu.
Och! — pisnęła, przy czym mimowolnie klasnęła dłońmi, ponownie zrównując spojrzenie z oczami Nico. — Słyszałam o tym! Chociaż w życiu bym nie przypuściła, że tych dwoje kiedykolwiek coś do siebie poczuje — wyraziła swoją opinie i celowo zignorowała temat Randalla, który według Lilian więcej wspólnego miał z neandertalczykami, niż ze zdrowo myślącym człowiekiem. Jednak tego Nico nie musiał od niej wiedzieć.
Niemal zachłysnęła się powietrzem, gdy podchwycił temat i nawiązał do anegdoty o jej koleżankach. Na moment rozchyliła usta, jakby chciała coś odpowiedzieć, ale szybko je zamknęła i delikatnie się uśmiechnęła. Dopiero dalsze słowa chłopaka sprawiły, że poczuła się swobodniej. W końcu krótko, acz szczerze się zaśmiała.
Nie. Nie gadam z Randallem od jakichś trzech lat. Rzeczywiście próbował się ze mną umówić i nasza relacja po prostu zakończyła się w tym momencie. Jestem duża, Nico. Teraz potrafię o siebie zadbać — powiedziała z zadziwiającą lekkością. Nie wiedziała jednak, czy próbowała to udowodnić jemu, czy sobie, bo wciąż wątpiła we własną samodzielność. W końcu Dolores zawzięcie stała nad każdą jej decyzją.
Mimo wszystko Nico rozczulił Lilian. Miło było słyszeć, że mimo upływu tylu lat i mimo okoliczności, w jakich się rozstali, wciąż czuł się w obowiązku, aby ją bronić. To było miłe, jednocześnie trochę niekomfortowe. Zwłaszcza teraz, gdy atmosfera sprzyjała wspomnieniom do tego stopnia, że znowu powróciła myślami do tamtego wieczoru, kiedy po raz pierwszy się pocałowali.
I... nie chciałam łapać z koleżankami chłopaków. — Naprawdę, naprawdę potrzebowała mu to powiedzieć. Miała ochotę powiedzieć więcej: że nigdy się do tego nie nadawała; że ani z nim, ani po nim nic jej nie wyszło; że problem od początku leżał wyłącznie w niej. Słowa jednak zatrzymały się gdzieś w gardle. Przełknęła wszystko z goryczą i znowu się uśmiechnęła, ale tym razem z domieszką fałszu.
A na ciebie czeka ktoś w Vancouver? — zapytała po chwili, starając się, aby zabrzmiało to możliwie neutralnie, choć ciekawość od razu przebiła się w głosie Lilian.
Sama nie wiedziała, co wolałaby usłyszeć. Nico zasługiwał na kogoś wyjątkowego. Na kogoś, kto naprawdę by o niego dbał w każdym możliwym znaczeniu tego słowa. Z drugiej strony nie potrafiła całkiem się od niego odciąć. Gdzieś w środku wciąż czuła, że nie zapomniała do końca; że coś z tamtych uczuć wciąż się w niej tliło.

Nico Rosenhall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Pola
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”