— Jezu… — jęknęła, starając się iść prosto. Musiała rozchodzić ból mięśni.
Dopadła zamka, a później klamki i ledwo myśląc co właściwie robi, pociągnęła za nią. Oto miała przed sobą… jakąś dziewczynę. Gdyby nie była tak zaspana (a raczej niewyspana), pomyślałaby dwa razy zanim otworzyłaby drzwi. Po pierwsze, starała się być czujna, zwykle zerkała przez wizjer i oceniała sytuację. Po drugie, znała zbyt wielu podejrzanych ludzi, żeby tego nie robić. Oparła się o te drzwi, przytrzymując ramieniem o klamkę i zlustrowała nieznajomą zdezorientowanym wzrokiem spod przymrużonych powiek, od twarzy po samą siatkę z zakupami.
— No… to ja.
Najwyraźniej wciąż nie myślała. Mogła powiedzieć, że to pomyłka. Odchrząknęła, bo miała zachrypnięty głos. Im dłużej na nią patrzyła, tym bardziej nie wiedziała, kim była.
— Nowa sąsiadka? — Wtedy przypomniała sobie słowa jednego gościa, któremu wisiała trochę hajsu. — Czekaj, wiem, jesteś od Charliego — wtrąciła, pstrykając palcami. — To już nieaktualne, wszystko mu oddałam, także spoko — wyrzuciła z siebie na jednym tchu, słodko się przy tym uśmiechając. Aż za słodko. Gadała bzdury, bo niczego mu jeszcze nie oddała, ale trzeba było się jakoś ratować, więc… powoli zaczęła zamykać drzwi”.
