27 y/o
For good luck!
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Teenage Dirtbags.

Nie dało się nazwać ich inaczej. Ta piosenka dosłownie wieńczyła ich przyjaźń. Byli nie tylko partners in crime, ale właśnie dirtbags. Uciekanie z lekcji w ciągu dnia, bo nie chciało im się oglądać mordy pani Karstown? Deal. Nie trzeba było namawiać. Mieli ochotę w nocy zaatakować wycieraczkę sąsiadki, która ganiała ich ze swoim psem? Deal. Kara za niesprzątanie po swoim pupilu. August potrzebowała osoby towarzyszącej na bal dla rodziny z okazji kolejnej rocznicy świętowania armii? Alex był tam. Wycieczki wakacyjne z rodziną? Rycząca August, przytulająca i całująca przeogromne buciory ojca, błagająca, że Alex musi przecież jechać z nimi na kamping. Bo jak to tak? Bez niego? Done. Byli jak yin i yang. Dopełniali się w tej cholernie nudnej codzienności, a sam fakt, że dom dziecka, w którym znajdował się Alex, był w tej samej okolicy co jej dom na przedmieściach, sprawiał, że gwiazdki uśmiechnęły się do nich i wrzuciły ich prosto na siebie. Nie wyobrażała sobie życia bez niego. Był jej prawą ręką, rozumem, którego jej brakowało przy najgłupszych pomysłach, najwygodniejszą poduszką, w którą potrzebowała się wypłakać, gdy grupa popularnych dziewczyn nazwała ją weird.

I mean... yeah. Dirtbags. They didn’t know what they were missing.

Siedząc i wpatrując się w niego, wybuchnęła śmiechem. - Damn, no troszeczkę Piotrusia mi tutaj przypomniałeś, ale to warknięcie to już Aslan... - zbliżyła się do niego, mrużąc oczy. - Gdzie się tego nauczyłeś? To było nawet hot, Alex. - Zaczęła wachlować się dla pokazu, o, no, aktoreczka z Broadwayu po prostu. Z każdym kolejnym słowem przytakiwała mu i uśmiechała się coraz mocniej. - Takkk! Ale nie zapomnij punktu, gdzie Kevin przylazł nawalony i zaczął kraść ci cheetosy, krzycząc... - Odkaszlnęła. - Ekhm... my precioussss... - Spróbowała udawać Golluma, ale wybuchnęła śmiechem, o mało się nie osmarkując, aż chrumknęła. - To było piękne... - Zaśmiała się jeszcze i uniosła wzrok, wpatrując się w niego. - Wiesz... w sumie moglibyśmy zrobić jeszcze taką bazę. Nie raz spałeś u mnie w pokoju... może zrobimy taki fort u mnie? Ukradniemy pościel od Kevina, co ty na to? - Zrobiła smutną, podkówkową minkę. - Plis, plis, priti plis? - Po kilku dłuższych chwilach, kiedy już wiedziała, ze dotarło do Alexa, o czym mówiła, tylko przewróciła oczami. - Goddamit, Hall! Nie wiem, czy tu będę jeszcze okej! Nie wiem, czy wrócę... - Chwyciła jego buzię w obie dłonie i spojrzała na niego poważniej. - Więc będziesz wrażliwy i będziesz rozrywany, Ducky. I skończ z tym nie, nie, nie. - Wystawiła język. - Słuchaj mnie, jestem starsza! - O tak, ta karta. I UNO. Uśmiechnęła się zawadiacko. - I’m a delulu to your solulu. - Pokiwała główką, zadowolona z siebie. No tak, jak już Winters coś sobie wymyśli, to tak musi być...

Mrugnęła kilkukrotnie oczami i spojrzała na niego, przykrywając usta. Przez moment tkwiła tak w bezruchu, po czym wyrzuciła z siebie, - Nie... - Parsknęła pod nosem. - Czy ty właśnie rzuciłeś dad joke!? - Kliknęła językiem o podniebienie, wydobywając z siebie, - Tsk, tsk, tsk... Ducky... dwa lata mnie nie było, a twoje poczucie humoru spadło tak nisko jak moje gacie, gdy siadam rano na kibelku? - Zaśmiała się jeszcze kilka razy, a po chwili pacnęła go mocno w ramię za tę zniewagę wobec jej zajebistego pomysłu. Phi. Rozkminiając kwestię gumek, ku jej zdziwieniu, on już miał jedną przy sobie. Podekscytowanie i dziwne uczucie gorąca przeszło przez jej ciało. - Już masz jedną? - Kaszęlnęła, stukając się kilka razy w klatkę. Pierwszy raz chyba nie wiedziała, co powiedzieć. No bo co powiedzieć na coś, o czym myślała, że ma wszystko poukładane w głowie? - Um... to znaczy dobrze. To znaczy... - Zerknęła na niebo na moment, zanim znowu zwróciła spojrzenie na niego. - Cool. That’s rad. - Kiwnęła głową z respektem. No dobra, ale zawstydzenie zawstydzeniem. Najważniejsze, że się, do jasnej petronelki, zgodził. Like hallelujah. Buziaki latały, a jego cera wydawała się jej ustom cholernie miękka. Przyjemna. Hm. Weird. Anyways... - Ah, weź, mówię prawdę, wiesz, że nie kłamię, Hall. - Rzuciła, puszczając przelotnego buziaczka w jego kierunku, zanim ruszyła w stronę dachu, by chwilę później nie odwalić kolejnej maniany, prawie nie spierdalając z niego. Dosłownie jakiś epizod Jackassa. No ale hey ho, żyła, miała się dobrze i była ze swoim najlepszym przyjacielem. Nie wiedziała, że coś mogło się nagle zmienić, no nie? Welp... żyła w b ł ę d z i e.

Wróciła grzecznie z powrotem do niego, no bo o co to wielkie halo? Położyła głowę na jego udach i wzięła głęboki wdech, po czym zmrużyła oczy i rzuciła, - Prędzej cię do niego zaciągnę, Ducky... - Wysunęła język, dumna ze swojej błyskotliwej odpowiedzi. Leżąc teraz na plecach i wpatrując się w jego brązowe tęczówki, w których mogłaby przysiąc odbijał się księżyc, ciepły, delikatny uśmiech spowijał jej twarz, a ona mogłaby też przysiąc, że policzki zaczynają się czerwienić. - Powiem ci, jaką będę miała sukienkę. - Uśmiechnęła się do niego. - Potrzebujesz garnituru? Kevin zostawił dla ciebie... w razie czego... - Wiedziała, że nie miał przecież pieniędzy, a tak naprawdę walczył o przetrwanie każdego dnia, kiedy tam mieszkał. Jak tylko mogła, chciała mu pomóc, chociaż wiedziała, że w teorii mogła poprosić rodziców, żeby go adoptowali... ale samolubnie nie chciała, by był jej bratem. Czuła wyrzuty sumienia, a w pewnych momentach myślała, że może los ukarał ją właśnie tym za to, że odbierała Alexowi szczęście i poczucie prawdziwej rodziny.

Eh...

Przejechała wierzchem dłoni po kąciku oka, bo nagle zrobiło się jakoś wilgotno, po czym uśmiechnęła się i odpowiedziała... - Auto stoi u nas w garażu. Gdybyśmy chcieli je zwinąć, ojciec i tak jest na wyjeździe, więc nikt go nie używa, a Kevin już w Stanach. - W sumie nie miała jeszcze zaplanowanego, gdzie mogliby to zrobić. Pewnie dopiero wymyśliłaby coś kilka dni wcześniej, na szybko, bo lubiła spontaniczne, naturalne decyzje, a ta wymagała planu. Ważąc na ich status... Zmrużyła oczy, gdy poczuła, jak jego palec musnął jej nos. Zerknęła na niego po chwili. Słysząc to co leżało mu na serduchu, podniosła się, siadając obok niego. Nie mogła pozwolić, żeby tak myślał... więc zrobiła coś o wiele głupszego. - Nic nie spierdolisz, Hall. - Spojrzała mu prosto w oczy. - Mogę ci obiecać na wszystko, że się w tobie nie zakocham, okej? - Wysunęła dłoń w kierunku jego policzka. Przełknęła ślinę i bardzo powoli zbliżyła swoją twarz do jego, upewniając się, czy się nie wycofa. Będąc już wystarczająco blisko, przechyliła delikatnie głowę i złożyła na jego ustach długi, powolny... czuły pocałunek. Ciepło, którego jeszcze wcześniej nie doświadczyła, przeszło przez jej klatkę piersiową, powodując, że serce zaczęło bić mocniej. Musnęła jeszcze kilkukrotnie krótko jego usta i odsunęła się od niego, czując, jak jej twarz zaczyna czerwienieć. Podobało jej się to. Za bardzo. Przełknęła znowu ślinę i wymusiła szeroki uśmiech. - Widzisz? Jest zupełnie tak samo, Ducky. - Wstała i odwróciła się szybko, podchodząc na dachu po swój telefon. Musiała się rozkojarzyć, zrobić coś, by już nie myśleć o tym, jak przyjemnie smakowały jego usta. Mogłaby nawet przysiąc, że poczuła delikatnie te pieprzone ciasteczka, które będą jej śmiercią.

Oh fuck...

Gdyby tylko Alex wiedział, że cały czas miałam skrzyżowane palce za plecami. Mówiła to do siebie w myślach, szukając piosenki, którą puściła na tyle głośno, żeby słyszeli tylko oni, ale nie na tyle, żeby przeszkadzać ludziom. Odwróciła się do niego, robiąc jakiś dziwny improptu taniec, mając nadzieję, że przypomni sobie tę piosenkę, którą kiedyś śpiewała z głośnikami podpierdolonymi bratu po drugiej stronie okien, gdzie Alex kiblował za pobicie się z innym śmierdzielem, który właśnie obrażał August i mówił, że podkochiwała się w Alexie, co ona mocno wypierała... no ale Alex jak to Alex, nie pozwolił, by się z niej naśmiewali, więc bah - grubas wylądował ze śliwą. Więc co zrobiła Winters? Stanęła za oknem, napierdalając z blasta Patti Smith, Because the Night, śpiewając jakże romantyczną piosenkę z dedykacją dla Alexa... a potem? Wylądowała na dywaniku i kiblowała z nim do końca tygodnia. - Can’t hurt you nowww... because the night belongs to loverssss... - Otwierała buzię, robiąc jakże wybitny lipsync, wykonując figury tanecznopodobne z pamięci. W końcu byli tu na dachu w cholerę wiele razy, więc była pewna, że będzie pamiętała cały układ. Zaczęła powoli podchodzić w kierunku Alexa, a potem chciała się teatralnie odwrócić i wszystko byłoby idealnie, gdyby nie to, że... no... te jebane ciastka. Zapomniała o ciastkach. Chrupnęło pod jej nogą, łamiąc się i powodując, że omsknęła jej się noga. Poleciała na plecy, zjeżdżając w dół dachu. - Ahhh...!!!! - Krzyknęła, chwytając go za kostkę i ciągnąc go w dół za sobą, ale jak się zorientowała, co robi, to puściła go i sama zsunęła się jescze niżej, a po chwili trzymała się dłońmi krawędzi dachu, zwisając z niego. A co najlepsze? Zamiast krzyczeć o pomoc, wiedziała, że on zaraz jej pomoże, chyba, nie? Więc tylko starała się tak bardzo nie zaśmiać, bo that was some Lion King type shit. - Hall... - wydusiła. - Tylko nie bądź Skazą...
It was only a kiss...
It was only a kiss...
𝓶𝔂 𝓯𝓲𝓻𝓼𝓽
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Before you met me
Yeah, I was alright, but things were kinda heavy
You brought me to life, now every February
Yeah, you'll be my valentine, valentine


Teenage Dirtbags brzmiało zajebiście, ale według Alexa bardziej pasowało określenie Teenage Dream. On, Alexander Hall, przeżywał swój pierdolony Teenage Dream z August Winters.

Jednak zanim to się stało, życie w ogóle go nie rozpieszczało. Matka zapiła się na śmierć, ojciec nieznany, kilkanaście lat spędzonych w bidulu - to wszystko wystarczało, żeby był tylko kolejnym dzieciakiem z problemami, z którym nie mógł poradzić sobie żaden wychowawca. Notoryczne bójki na korytarzach, ucieczki w środku nocy i niezliczone skargi? Tak, to znowu ten Alexander Hall, ten beznadziejny przypadek, który na pewno najpierw skończy w poprawczaku, a później w więzieniu. Słyszał to tyle razy, że sam zaczął w to wierzyć. To on był tym dzieciakiem, który na każde zadane pytanie odpowiadał milczeniem lub środkowym palcem i niszczył wszystko, czego się dotknął.

Ot, chłopak znikąd, który zmierzał donikąd.

Przynajmniej dopóki los nie postawił na jego drodze August Winters. Pojawiła się w jego życiu wtedy, gdy najbardziej tego potrzebował. Podnosił się wtedy z ziemi, po tym jak został popchnięty przez Karricka, już zaciskał pięści, szykując się do bójki, a ona po prostu weszła pomiędzy Alexa a tego męczydupę. No a co było później, każdy już wie. Jaja Karricka pofrunęły do nieba, a Alex po raz pierwszy poczuł to dziwaczne uczucie, które sprawiło, że zrobiło mu się nieswojo. Ktoś, zupełnie bezinteresownie, stanął po jego stronie? L O L ? Nie wiedział, jak zareagować na fakt, że August Winters dostrzegła w nim kogoś więcej niż tylko chłopaka z marginesu. No i z czasem... zmienił się dla niej. Jakby co to nie było tak, że z dnia na dzień stał się wzorowym uczniem, co to, to nie. Dalej uciekali z lekcji i pakowali się w kłopoty, ale po raz pierwszy te wybryki miały jakiś sens, bo nie robił ich już solo. Winters stała się jego prywatnym światełkiem w tunelu, który do tej pory wydawał mu się ślepym zaułkiem, a on stał się dla niej ramieniem do wypłakania, gdy wredne baby ze szkoły nazywały ją weirdosem (potem musiały dealować z jaszczurkami w strojach na WF, buahaha, nie przyznał się do tego August, ale miał wrażenie, że się domyśliła, że to on).

Damn, no troszeczkę Piotrusia mi tutaj przypomniałeś, ale to warknięcie to już Aslan... Gdzie się tego nauczyłeś? To było nawet hot, Alex. Parsknął śmiechem i dźgnął ją palcem w bok, z uśmiechem na ryju od ucha do ucha. - No bo ja w ogóle jestem super hot - przyznał zupełnie nieskromnie, posyłając jej zawadiackie spojrzenie. No i kiedy Dustie na dodatek powachlowała się dłonią, to ten... no... poczuł się jeszcze bardziej pewny siebie i puścił jej perskie oczko, mimo że gdzieś w środeczku czuł, że to niewinne droczenie się wcale nie było takie niewinne, bo jakby zrobiło mu się bardziej gorąco? Mimo że wcześniej kurde nieraz robili takie DZIWNE rzeczy, ale dzisiaj, po tej dwuletniej przerwie, kiedy oboje mieli już prawie osiemnaście lat, toooo... TO NIC, PRAWDA? Dobrze, że Winters akurat zaczęła odgrywać Golluma, przez co zaczął tarzać się po dachu ze śmiechu. - Tak, to było piękne, cholera, nie wytrzymam - chichotał dalej, bo August akurat teraz musiała zachrumkać jak świnka i nie mógł tego odusłyszeć, no i się śmiał i śmiał, aż po policzkach zaczęły płynąć mu łzy. No i gdy się już uspokoił, otarł pojedynczą łzę z policzka, wyprostował się i zmierzwił dłonią włosy przyjaciółki. - Nie musisz mnie namawiać. Ty, ja, baza - wskazał palcem najpierw na siebie, potem na nią, a na koniec na okno prowadzące do jej pokoju. A potem się zaczerwienił, bo mogło wyjść z tego niezłe misunderstanding, kolejne w ich przypadku. - Baza z poduszek i koców - sprostował na wszelki wypadek, żeby nie było, że chciał ją tam... kurde no wiadomo co, zbałamucić czy co. Słuchaj mnie, bo jestem starsza. - August Winters, ostrzegam cię - uniósł do góry palec i zmrużył oczy. Mieli urodziny w tym samym miesiącu, więc różnica była niewielka, maciupeńka, praktycznie nieistniejąca, a ona i tak uwielbiała to wyciągać, no co za ropucha. - Delulu srolulu - mruknął pod nosem i pokazał jej język, ale nie zamierzał się już dłużej kłócić, bo August była bardziej uparta jak osioł niż on, a to był nie lada wyczyn. No i nie chciał spędzić tego wieczoru na kłótni o wyklejanki, naklejki i albumy. Chciał wyciągnąć z tego spotkania każdą sekundę, bo niby Dustie twierdziła, że zostanie na całe lato, ale bał się, że znowu będzie musiała nagle wyjechać. A tego nie chciał.

So let's go all the way tonight
No regrets, just love
Yeah, we can dance until we die
You and I will be young forever


Przekręcił oczami na kolejne słowa August. No weź, giiirl. - Widzisz, co się ze mną stało? Zostawiłaś mnie i przez ciebie zapomniałem, jak to jest być cool - wytłumaczył. Rozwiązanie było tylko jedno. - Musisz obiecać, że do mnie wrócisz - dodał, niby dalej żartując, ale z drugiej strony... trochę nie. Nie chciał, żeby znowu go zostawiła. Znaczy - chciał, żeby była zdrowa, to nie podlegało dyskusji, jednak... życie bez niej u boku było koszmarem. Po prostu odzywał się w nim jego wewnętrzny egoista, bo bez Dustie życie nie miało kolorów. Nawet zignorował to pacnięcie w ramię, zerknął na nią z powrotem dopiero, gdy kaszlnęła kilka razy, zapewne z szoku, że Alex był przygotowany. Już teraz. W sumie on też był zdziwiony, bo nigdy nie miał pracy domowej na czas, a tu proszę, udało mu się coś załatwić bez zbędnego wysiłku. - Cool, cool, cool - powiedział szybko, kładąc rękę na jej plecach, gdyby chciała sobie jeszcze pokaszleć. A przelotnego buziaka złapał w locie i przyłożył go sobie do policzka, zupełnie jakby August naprawdę go pocałowała. No i chwilę później, gdy się tak zachwiała na krawędzi dachu, to sobie pomyślał, że jednak wolałby takiego prawdziwego buziaka przed jej śmiercią. Totalnie random myśl, słowo daję.

Prędzej cię do niego zaciągnę, Ducky
. Że niby jego, że do grobu? Taka była z niej przyjaciółeczka, aha. - Oboje trafimy do piekła i będziemy dźgać Lucyfera widłami - rzucił pod nosem, znów się nad nią nachylając, skoro i tak leżała wygodnie na jego udach. Cóż, jemu też było wygodnie w tej pozycji, poza tym miał ją na wyciągnięcie ręki i mógł ją w każdej chwili przytu... Powiem ci, jaką będę miała sukienkę. - A nie możesz pokazać? - spytał, zanim zdążył ugryźć się w język. No co? No serio chciał zobaczyć. Mogłaby na przykład ściągnąć te ubrania i wskoczyć w sukienkę. Na pewno już ją miała, nie? Dziewczyny kupowały takie rzeczy z wyprzedzeniem. Tak słyszał. - Kupili mi garniak na zakończenie roku szkolnego, ale go nie założyłem i poszedłem w dresie. No ale dla ciebie go założę. No i podziękuj Kevinowi ode mnie, naprawdę doceniam. Haha, przynajmniej tym razem nie musi mnie ratować - odparł ze śmiechem na propozycję August dotyczącą pożyczenia garnituru. Ile to razy pożyczał od Kevina spodnie, koszulkę albo buty? Nie mógł zliczyć.

Oj, dostrzegł to przejechanie palcem po kąciku oka, no i jakoś tak jego dłoń też tam powędrowała, automatycznie, nawet o tym nie pomyślał, po prostu samo się stało. Zetknęli się palcami, spojrzeli sobie w oczy, na chwilę zatrzymali się w tej pozycji i... nic. Alex odsunął rękę i odwrócił wzrok, z powrotem zerknął w niebo. Co tu się ten...? Uch, nie chciał się nad tym zastanawiać. Auto! Samochód. Tak. Mogli zwinąć pojazd Wintersów, tak. - Coś mnie tam pouczyli, więc... baza czy przejażdżka? - spojrzał na nią, siląc się na uśmiech. W jego oczach znowu zatańczyły wesołe, łobuzerskie iskierki, mimo że serce waliło mu jak młotem, bo totalnie nie ogarniał swoich uczuć w tej sytuacji. A fakt, że Dustie zmrużyła oczy i usiadła obok niego, jakoś nie napawał go zbyt dużym optymizmem, bo miał dziwne przeczucie, że zaraz coś się odpierdoli. Nic nie spierdolisz, Hall. Mogę ci obiecać na wszystko, że się w tobie nie zakocham, okej? Już miał coś odpowiedzieć, ale go zatkało, zwłaszcza, że przysunęła dłoń do jego policzka, przełknęła ślinę i zaczęła powoli zbliżać swoją cudowną buzię w kierunku tej jego i... przymknął oczy, gdy złączyła ich usta w czułym, powolnym pocałunku. O chuj. Cotusięodpierdało. Intuicja go nie zawiodła, August Winters była szalona, postradała zmysły i... dobrze całowała. Tak dobrze, że zapragnął więcej. Serce najpierw mu stanęło, a potem zaczęło walić jak młotem, gdy mimowolnie przysunął się bliżej niej i położył rękę na jej udzie, pogłębiając pocałunek. Musnęła jego usta jeszcze kilka razy, on odwzajemniał każde z tych muśnięć, kiedy nagle... odsunęła się, jak gdyby nigdy nic, mimo że Alex najchętniej by kontynuował. A ona zostawiła go takiego, takiego O, samego sobie, w szoku i oszołomieniu. Jakby co to całował się już kilka razy z różnymi dziewczynami, ale nigdy z August Winters, która uśmiechnęła się teraz do niego szeroko z rumianymi policzkami, przez co wlepiał w nią wzrok jak cielę w malowane wrota. Kurwa. - Dustie... - zaczął, chcąc jakkolwiek odpowiedzieć na jej słowa i czyny, ale ona już, wstała, odwróciła się, włączyła piosenkę, zaczęła tańczyć, can’t hurt you now, because the night belongs to lovers i znikła. Chwila, co? Znikła? Kurwa, wszystko zaczęło dziać się tak szybko! Omsknęła jej się noga, padła na plecy i zaczęła niebezpiecznie zjeżdżać w kierunku krawędzi dachu, po chwili August wrzasnęła, chwyciła Alexa za kostkę, pociągnęła go w dół, przez co jakaś ostra, wystająca krawędź dachówki rozdarła mu rękaw koszulki, no i gdy tylko Dustie ogarnęła, że w ten sposób oboje spadną, po prostu go puściła, zjechała jeszcze niżej, zsunęła się z dachu i cudem złapała się krawędzi. KURWA, AUGUST WINTERS, TY I TE TWOJE POCAŁUNKI I POTAŃCÓWKI NA DACHÓWKACH! Musiał działać szybko, tak? Nie chciał, żeby mama Winters zajebała go za zamordowanie córki (mimo że spodziewał się, że upadek z takiej wysokości raczej by jej nie zabił, prędzej połamałaby sobie wszystkie kończyny). Zerwał się na równe nogi i dopadł do niej w ułamku sekundy - złapał ją za nadgarstki, jeszcze zanim zdążyła wypowiedzieć jego nazwisko. Krew odpłynęła mu z twarzy, zupełnie olał rozdarty rękaw i pieczenie na ramieniu. Raczej nie przypominał teraz hot Aslana, bo w oczach miał panikę pomieszaną z determinacją. Zaparł się nogami i używając całej siły, jaką miał, szarpnął ją w górę, wciągając nad krawędź.

Gdy tylko poczuł, że August jest bezpieczna, nie odsunął się. Zaciągnął ją na środek dachu i praktycznie przygniótł własnym ciałem do dachówek, oddychając ciężko nie tyle co z wysiłku, co z szalejących emocji. - Ty jesteś jakaś nienormalna, lekkomyślna, delulu srulu, kurwa - warknął w jej stronę z początku, zaraz jednak wziął trzy głębokie wdechy i się trochę ogarnął. Oparł czoło o jej czoło i westchnął ciężko. - I jeszcze mnie puściłaś jak debil - dodał z niedowierzaniem. Przez moment słyszał tylko ich dwa, szalejące oddechy i tę cholerną piosenkę, która wciąż grała w tle, jakby przed chwilą wcale nie o mało co nie doszło do tragedii. Kiedy się z niej sturlał i położył obok, adrenalina powoli zaczęła z niego schodzić. Jezus Maria. Boże Przenajświętszy. Święty Papieżu, ratuj mnie. No i gdy tylko Alex przymknął oczy, żeby na chwilę odsapnąć, to od razu przypomniał mu się smak ust przyjaciółki, no oczywiście, że nie mógł mieć chwili spokoju od tych natrętnych myśli. Mieli do pogadania. - Do pokoju. Już - mruknął, podnosząc się do siadu. Nie dał jej czasu na protesty. Złapał ją mocno za rękę, żeby znowu się nie wypierdoliła, i poprowadził w stronę otwartego okna. Przeleźli przez otwór, a gdy znaleźli się w ciemnym pokoju, Alex od razu zamknął okno, żeby jej już nie kusiło, mimo że było mu w chuj duszno. To chyba od emocji, Boże Święty. Wydawało mu się, że zapadła między nimi ciężka cisza, o ile August znowu nie zaczęła paplać jakichś głupot. - Myślisz, że jak wywiniesz orła z dachu, to zapomnę o tym, co zrobiłaś minutę wcześniej? - palnął, rozkładając ramiona i wlepiając w nią wzrok. Wkurzył się, no... bo... - Tak kiepsko całuję, że od razu musiałaś popełnić samobójstwo?! - dodał głośnym szeptem, po czym podszedł do drzwi prowadzących na korytarz, żeby sprawdzić, czy są zamknięte. Były zamknięte, ale na wszelki wypadek zasunął zasuwkę, mimo że pani Winters nie raz i nie dwa prosiła, aby tego nie robili, no ale Alex tyle emocji dzisiaj przeżył, że gniew matki August też da radę unieść, w końcu był tylko biednym pielgrzymem w pielgrzymce swojego życia (XD).

Podszedł do Dustie i złapał ją za ramiona, żeby nigdzie mu nie uciekła - w pokoju było ciemno, jedyne światło wpadało z ulicy, rzucając długie cienie na ściany, ale Alex nie potrzebował lampki, żeby widzieć jej twarz. - Ustalmy jedno, jeśli to był twój sposób na ucieczkę przed moją reakcją, to był on, kurwa, wyjątkowo drastyczny - rzucił do niej, odgarniając zbłąkany kosmyk z jej twarzy. No i co on miał teraz z nią zrobić, do chuja? Halo? S.O.S.? Co się teraz robiło, jak było się z dziewczyną sam na sam w pokoju i miało się do niej wąty? - Ej, ale to w końcu dobrze czy kiepsko całuję? - powiedział nagle, żeby rozładować między nimi tę ciężką atmosferę... no i zaśmiał się. No i zerknął przelotnie na jej usta. I jakoś tak się przysunął się odrobinę bliżej. I oparł dłoń na jej biodrze. I przestał się śmiać...

And I'ma get your heart racing in my skin-tight jeans
Be your teenage dream tonight
Let you put your hands on me, in my skin-tight jeans
Be your teenage dream tonight
𝖉𝖚𝖘𝖙𝖎𝖊 ✨
27 y/o
For good luck!
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

I’ll take the pain
to remain in your atmosphere…


Był tylko przyjacielem. Tylko? Aż jej przyjacielem. Plasował się na samym szczycie hierarchii… łańcucha biologicznego czy jakkolwiek dało się to nazwać. Był on. Ona. A August dosłownie stawiała go ponad sobą, dlatego też nie chciała, żeby odwiedzał ją w jakikolwiek sposób, kiedy była hospitalizowana. Miał pamiętać ją taką jak teraz. Śmiejącą się do oporu, z okruszkami ciastek na koszulce. Chrumkającą, parskającą pod nosem, przewracającą oczami tak mocno, że głowa ją od tego bolała. Taką, która nie znała jeszcze krawędzi pomiędzy życiem a śmiercią. Taką, która rzekomej Kostusze wysuwała środkowy palec i świeciła nagim dupskiem, krzycząc, że może ją pocałować. Nie chciała, żeby pamiętał ją w żaden inny sposób. Dla wspomnień takich jak te, wygrawerowanych w jej sercu i pamięci, udało jej się przetrwać te długie dwa lata, które wtedy, w ich młodzieńczych życiach, były ekwiwalentem dekad. Długich. Cholernych dekad.

Zmarszczyła nos, czując, jak mierzwi jej włosy po ich przekomicznym wspomnieniu budowania bazy… z poduszek i koców. Tylko… tak rzecz jasna. Zmrużyła oczy, skanując go spojrzeniem, którym dosłownie go odstrzeliwała, tym samym, którym on przed chwilą ją pobłogosławił. - Ale przed czym ty mnie ciągle tak ostrzegasz, Ducky! - rzuciła, parskając śmiechem. - Gdybym zbierała dolara za każdym razem, gdy mi to mówisz, to… too… - spojrzała na swoje palce, udając, że liczy po kolei. - To mogłabym sobie postawić zajebiste all inclusive wakacje, o! - Prychnęła, po czym wysunęła dłoń, próbując szybko złapać jego język, kiedy wystawił go w jej kierunku. - Don’t even try me, mista! - rzuciła z ciężkim akcentem, po czym wybuchnęła śmiechem. - Sam jesteś delulu, phi! - machnęła ręką. - Nie da się z tobą nawet nic ustalić. - Chwilę później była już po prostu appalled. Zszokowana do szpiku kości sucharami, którymi jej przyjaciel w nią rzucał. Normalnie taka susza, że aż ją spragniało. Spojrzała na niego, a po chwili znowu na niego, gdy zadał jej TO pytanie. Nie umiała kłamać. Nie jego. Białe kłamstewka, kiedy krzyżowała palce za plecami, wtedy nie zaliczała tego do prawdziwych kłamstw, ale to? Jak mogła obiecać mu, że wróci, skoro jechała tam, nie wiedząc, co tak naprawdę się z nią stanie? Ostatnim razem nie była pewna, czy w ogóle uda jej się celebrować tę osiemnastkę, a teraz musiała znowu wyjechać. Wzięła głęboki oddech. - Nic ci nie obiecuję! - prychnęła pod nosem. - Nie ma naklejek, nie ma obietnic, o! - Tym razem to ona wysunęła język w jego kierunku, a po chwili uśmiechnęła się cwaniacko. No pięknie. Teraz to miała go już w swoich niecnych łapskach. Nie było odwrotu. Będzie musiał nauczyć się tych BABSKICH skillów. Bez żadnych wymówek i zbędnych ceregieli.

Poza tym, że doprowadzał ją do przewrotów oczami częściej, niż była w stanie zliczyć gwiazdy na niebie, i wywoływał w niej niekontrolowane wybuchy śmiechu, wydobywał też z niej te ciepłe uczucia, których jeszcze tak dobrze nie znała. Przykładem było to, jak właśnie złapał buziaka, którego wysłała mu w locie, i przyłożył go do policzka, wyglądając przy tym cholernie uroczo. August łapała się na tym, że przyglądała mu się o wiele bardziej niż dotychczas. Byli tacy sami jak dwa lata temu, a jednak bardziej dojrzali. Rysy twarzy im spoważniały, wydoroślały. On wyrósł, zrobił się bardziej męski. Ona nabrała krągłych kształtów, choć wzrostem tkwiła jeszcze gdzieś sprzed tych dwóch lat. Dorobiła się blizny i pozbyła się trądziku, który towarzyszył jej od trzynastego roku życia.... Był naprawdę przystojny. Zerknęła na jego usta. Na te dołeczki, kiedy się uśmiechał. Na zmarszczki przy oczach, kiedy wycierał łzy podczas wybuchu śmiechu. Ah. Focus, Winters. Rzuciła sobie w myślach i parsknęła pod nosem. - Dobra, zrobimy sobie z niego naszego zwierzaczka - przytaknęła przejęta, po czym zerknęła na niego. - Pokażę dopiero w dniu balu. Nie mogę tak o zaspoilerować ci mojej kreacji - spojrzała na niego całkiem poważnie. - Oczekuję, wiesz, dramatycznego wzdychania. Ducky, masz mi dać cały romantyczny teatrzyk. Wiesz, łezka ma lecieć, masz na mnie patrzeć, jakbym była najpiękniejszą kobietą na świecie… możesz nawet ukraść kwiatki z ogrodu pani Carson. Ma zajebiste różyczki. Deal?

Spojrzała na niego, śmiejąc się pod nosem. - Czekaj… poszedłeś na zakończenie roku w dresie?! - rzuciła przejęta. - Goddammit, i mnie tam nie było? - przejechała dłonią po twarzy, po czym westchnęła. - Jesteś badass, Ducky - spojrzała na niego i dodała ciszej, - Proud of you… - A chwilę później poczuła prąd przeszywający całe jej ciało, kiedy jego palce dotknęły jej dłoni. Skierowała spojrzenie w jego oczy, czując, że nagle zapomniała, jak się oddycha. - Um.- Szybko odsunęła dłoń i zerknęła w niebo, po czym tak po prostu odpowiedziała, - Cokolwiek, Alex - rzuciła, usadawiając się obok niego, po czym dodała, - Byle z tobą. - Bo taka była prawda. To, co robili, nie miało dla niej żadnego znaczenia. Najważniejsze było to, że mieli okazję spędzić ze sobą trochę czasu. Że mogli nadrobić stracone chwile, dni, godziny. No i chciała mu pokazać, że jeden głupi, nic nieznaczący pocałunek niczego nie zmieni. Że przecież był to tylko układ, pakt, kolejny pierwszy raz do odhaczenia. No biggie, right? Tylko że to było coś huge. Coś, co kompletnie ścięło ją z nóg. Coś, co wywróciło jej serce wraz z innymi narządami do góry nogami. Fikołki, akrobacje, wszystko. Dosłownie wszystko. Nie pojmowała tego. Nie potrafiła. Musiała ewakuować się na chwilę, zaczerpnąć powietrza, które i tak wypełniało ich płuca, ale teraz, siedząc tak blisko niego, z ustami oddalonymi o milimetry, nie mogła złapać tchu. Zapominała. Wstała, odwracając się i ignorując, że ją wołał.

Dustie, who? Nie znam takiej.

No i karma, a raczej ciastko, dosłownie plasnęło ją w twarz a razcej w podeszwę chwilę później, bo z dachu jej domu stworzyła się ślizgawka i August Winters zaprezentowała sobą dosłowny popis życia, zjeżdżając w dół, prosto do piekła własnego zażenowania. Pocałowała swojego przyjaciela, którego darzyła głębokimi uczuciami, a teraz bah! Zrobiłaś już wszystko, co mogłaś na tym parzywym świecie, arrivederci! Trzymając się dachówek ostatkami sił, jeszcze udało jej się wyrzucić jakiś komentarz o Królu Lwie, jednak nie musiała czekać długo, bo poczuła ścisk na nadgarstkach, a chwilę później z ogromną siłą poleciała jakby do góry, upadając plecami na powierzchnię dachu. - Au… - wyrzuciła z siebie, stękając, czując, jakby powietrze wyleciało z niej siłą przez uderzenie. Leżała pod nim, ściśnięta ciężarem jego ciała, czując nieprzyjemne uczucie dachówek wbijających się w plecy. Zmarszczyła nos i brwi, wpatrując się w niego spod byka, wyraźnie niezadowolona z faktu, że rzucał w nią tyloma ooo… wyzwiskami. - Wypraszam sobie, co ty mi tu teraz chuchasz i dmuchasz… - wysunęła język, mrużąc oczy. - Za kogo ty się masz, Alex? Za złego wilka? Well, mój dom jest zbudowany z cegiełek, więc good fucking luck ze zburzeniem go - prychnęła pod nosem, przyglądając się mu. A po chwili poczuła, jak oparł czoło o jej czoło. Wzięła głęboki oddech i ciężko wypuściła powietrze, dosłownie czując, jak cała adrenalina... nie tylko po prawie upadku, ale i po pocałunku.... powoli z niej schodzi. - Nie chciałam, żeby coś ci się stało - rzuciła naburmuszona. Phi. To było oczywiste. Rzucali się za sobą w ogień, pomagali sobie, dawali się wkopać w największe bagno, byle tylko być razem, więc to było po prostu w jej krwi. Mogłaby to nawet nazwać wyuczonym przez lata instynktem, by looking out for him. Był dla niej najważniejszą osobą w życiu od bardzo dawna. Osobą, którą sama sobie wybrała. Jedynym dobrem na tej fałszywej ziemi. Gdy z niej się sturlał, ciężar opadł z jej serca (XD) dosłownie i w przenośni, HAH. Zerknęła szybko na niego, żeby upewnić się, że nie patrzy. Potem przyłożyła opuszki palców do swoich ust, żeby naprawdę upewnić się, czy faktycznie przed chwilą to zrobiła. Pocałowała go. No i cholera, właśnie tak było. Nie wiedziała, czy będzie potrafiła jakoś zasnąć dzisiejszego wieczoru. Tym bardziej jeżeli faktycznie jakimś cudem będą leżeli pod tą bazą koców i poduszek… tylko leżeli, rzecz jasna.

A po chwili pan poważny rzucił w nią rozkazem. What in the actual…?! - Nie zdążyła nawet dokończyć tej myśli, bo pociągnął ją za sobą, dosłownie prowadząc ją przez okno do jej pokoju, jakby przeskrobała coś niczym jakiś gówniarz. Jejku, co to za wielkie halo?! Przecież nic się nie stało, no nie? Stanęła na środku pokoju, słuchając go i wpatrując się w niego jak zbity pies, który właśnie dostał opierdol za to, że osikał świeżo wyprany dywan. Tylko że jednocześnie kompletnie ignorowała to, co mówił, bo zauważyła, że przez nią podarł rękaw koszuli. Zmrużyła oczy, przyglądając się jego ramieniu. - Nic ci się nie stało? - zapytała. Ale on coś tam pierdzielił o całowaniu. Że kiepsko? Że chciała popełnić samobójstwo? Nie! Wcale tak nie było! Ale nie będzie mu tego przecież mówiła. Chciała, żeby się trochę pomęczył. Żeby może faktycznie pomyślał, że źle całował, chociaż robił to wybitnie dobrze. Czuć było, że miał wprawę. Ale Alex jak to Alex, musiał teraz robić za bad copa i udowodnić jej, że zjebała. No bo tak trochę było. Ale po co się do tego przyznawać, eh? W dalszym ciągu stała tam z głową spuszczoną w dół, mając ogromną ochotę wygarnąć mu, jak w ogóle mógł się tak do niej odzywać! Mało co nie stracił na własnych oczach swojej przyjaciółki, która de facto była gotowa poświęcić się dla niego rycerskim gestem, dosłownie jakiś King Arthur type shit, a on nic! Nie podziękował, nie ucałował dłoni, chociaż w myślach August już zdążyła wyobrazić sobie, jak klękał przed nią ubrany niczym jakiś rycerz… a nie. Mrugnęła kilkakrotnie, starając się wyobrazić go raczej w stroju dwornego giermka. O tak. Rajstopki. To byłoby dla Alexa większym upokorzeniem. Tak. Giermek Alex klękałby przed nią, a ona wysuwałaby z gracją dłoń, zgadzając się, żeby ucałował ją w geście podziękowania. No po prostu szło się rozpłynąć w tych marzeniach, w tych fantazjach, dokładnie tam, na miejscu. Wróciła do rzeczywistości dopiero wtedy, gdy poczuła, jak układa dłonie na jej ramionach. Zerknęła na palce zaciskające się na jej skórze i uniosła wzrok na jego twarz, słuchając tego, co miał jej do powiedzenia… i troszkę się zmieszała??? Zawstydziła nawet?! Jaka ucieczka?! Co on sobie wyobrażał?Przecież nigdzie nie uciekała! Shit. Nie mogła teraz skrzyżować palców.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
I know... it’s gonna hurt me when you go..

𝒹𝓊𝒸𝓀𝓎𐦖
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Did I tell that I miss you?

No i właśnie dlatego, że był jej przyjacielem, nie naciskał. Nie bombardował jej pytaniami i rozumiał, że niektórych tematów nie chciała jeszcze z nim poruszyć. Dawał jej przestrzeń, bo nawet jeśli August była uparta i nie chciała pokazywać mu swoich słabości, akceptował to. Nie wiedział tylko jak jej przekazać, że chciałby być z nią nie tylko w tych dobrych, ale też złych chwilach, po prostu na dobre i na złe, nie tylko w śmiechu, ale też w bólu i strachu. Cholera, mieli dopiero siedemnaście - August od jakiejś godziny osiemnaście - lat, nic więc dziwnego, że nie wiedzieli jeszcze, jak radzić sobie z tymi trudniejszymi emocjami, bo dopiero się tego uczyli. A przecież Dustie zawsze była przy Alexie w jego gorszych momentach, na przykład kiedy urywał się z lekcji i siedział na jakimś zimnym parapecie na tyłach szkoły, gapiąc się w ścianę z takim dołem, że nawet Rey Black omijała go szerokim łukiem. Nie chciał wtedy nikogo widzieć i warczał na każdego, a Dustie po prostu przychodziła. Bez zbędnego pierdolenia siadała obok, wyciągała jedną słuchawkę, wpychała mu ją do ucha i puszczała Elvisa Presleya na zmianę z Michaelem Jacksonem, pokój ich duszom, a potem otwierali paczkę M&M’s i po prostu siedzieli, dopóki mu nie przeszło. See? Wystarczyło siedzieć razem w ciszy i wpierdalać czekoladowe drażetki, dlatego Winters mogła być słaba, zmęczona i nieruszająca się z łóżka od tygodni, Alex po prostu chciałby być obok. Chciałby słuchać z nią muzyki i jeść słodycze. Tyle i aż tyle.

A teraz mierzyli się wzrokiem, jak dwa koty przed rzuceniem się do ataku... No i Dustie pierwsza wyprowadziła atak - "Ale przed czym ty mnie ciągle tak ostrzegasz, Ducky!". Ona jeszcze miała czelność pytać?! - Gdybyś dostawała dolara za każde moje ostrzeżenie, to nie kupowałabyś wakacji, tylko od razu prywatną wyspę, bo jesteś niereformowalna - odparował, po czym szybko schował język, bo już widział jej czające się palce, ha, spryciula mała, ale Alex był sprytniejszy i zacisnął usta w wąską kreskę, marszcząc przy tym brwi. Przekręcił oczami, gdy prychnęła, ale w duchu naprawdę uwielbiał się z nią przekomarzać, ich rozmowy zawsze były takie żywe, dynamiczne i... takie ich. - Zresztą, z takimi wakacjami all inclusive w twoim wykonaniu pewnie po dwóch dniach by nas stamtąd wyrzucili, bo kłóciłabyś się z obsługą, że mają za mało rodzajów żelków w barze - dodał, śmiejąc się pod nosem i łapiąc jej rękę w locie, gdy nią machnęła. Ścisnął na moment jej palce. - Dobra, mista delulu kończy audiencję, jestem young and beautiful, a ty jesteś stara, o - parsknął, po czym puścił jej dłoń, można by rzec, w idealnym momencie, bo wydawało mu się, że na jego prośbę odrobinę zesztywniała? A więc jednak prosił o zbyt dużo? Bo z jakiego innego powodu brała taki głęboki wdech? Nic ci nie obiecuję! Nie ma naklejek, nie ma obietnic! Westchnął ciężko. A więc prosił o dużo. Nie wiedziała, czy wróci i znów obróciła wszystko w żart, ale nie był na nią zły - jak mógłby być? Musiałby być jakiś niedojebany, żeby złościć się o coś takiego. - Ile naklejek kosztuje ta obietnica, hę? - rzucił w końcu, udając wielce zrezygnowanego, normalnie powinni mu dać Oscara za grę aktorską, sypać mu płatki róż pod nogi i w ogóle. A tak na poważnie, to August Winters jak zwykle załatwiła go na szaro. Wredna, stara manipulantka. Kochana małpa.

No i to był ten moment, gdy Alex zarejestrował, że coś się między nimi zmieniło, ale za Chiny nie potrafił powiedzieć, co dokładnie. Widział kątem oka, że Dustie przyglądała mu się baczniej niż zwykle i chociaż udawał, że go to nie ruszało, to w środku czuł dziwne... napięcie, którego wcześniej nie było. Nie rozumiał tej całej zmiany - przecież on był sobą, a Dustie była... też sobą. Może odrobinę zmienili się fizycznie, ale dlaczego w takim razie Winters rumieniła się co drugie słowo, a on zapominał języka w gębie? Czy powinien to zwalić na buzujące w nich nastoletnie hormony? Jezu, to brzmiało bardzo lamersko, jakby był jakimś kujonem albo innym geniuszem. Nie mogli po prostu... yyy... zbudować bazy i ułożyć lego, jak kiedyś? Kurwa, dorosłe życie było w chuj skomplikowane. A potem otworzył szeroko oczy na kolejny monolog blondyny, tym razem taki o dramatycznym wzdychaniu, i aż go zmroziło, no jak Boga kocham, aż się wzdrygnął. - Dramatyczne wzdychanie? Winters, ty naprawdę masz za dużo wolnego czasu i naoglądałaś się romansideł - mruknął, kręcąc głową, choć w duchu już wiedział, że zrobi dokładnie tak, jak prosiła. No, może bez tej łezki, bo jego duma miała pewne granice, ale wzrok? Pewnie nawet nie będzie musiał udawać, że jest totalnie zachwycony jej kreacją, fryzurą i, cholera, całą nią i w ogóle wszystkim. - Pani Carson mnie zatłucze pogrzebaczem, jak zobaczy, że wyrywam jej te pierdolone kwiatki. Te róże to jej całe życie, zaraz po kotach i nienawidzeniu wszystkich w promieniu kilometra - dodał, po czym nachylił się w jej stronę i uniósł brwi, udając, że bardzo ciężko zastanawia się nad tym dealem. - Dobra, umowa stoi. Ukradnę ci te różyczki, ale jak nas złapią i będziemy musieli odpracowywać to u niej w ogrodzie przez całe wakacje, to ty będziesz wyrywać chwasty, a ja będę tylko dramatycznie wzdychał, tak jak chciałaś - oznajmił i wzruszył ramionami ze śmiechem. Wymyślił rozwiązanie idealne, ot co.

Czekaj… poszedłeś na zakończenie roku w dresie?! Pokiwał głową. Goddammit, i mnie tam nie było? Tym razem wymruczał ciche "mhm" pod nosem. Jesteś badass, Ducky. Znów przytaknął i zamruczał twierdząco, no w końcu go pochwaliła. Proud of you… Um. Hm. No i znów to dziwne uczucie. Zerknął na swoje buty, podczas gdy August zerknęła w niebo, ale jakoś tak poczuł potrzebę... znów przenieść na nią spojrzenie. No i Dustie patrzyła w niebo, a on przyglądał się jej zamyślonej twarzy. Dlaczego poczuł nagły strach, że zaraz ją straci? - No to baza - odpowiedział, siląc się na swobodę, skoro pozostawiała mu wolną rękę. Nie no, to wszystko było totalnie bez sensu. Ten cały strach i lęk. Przecież... siedzieli tu razem, cali i zdrowi. Dalej czuł palący dotyk jej ust na swoich - August obiecywała, że nic między nimi się nie zmieni, a jednak... chyba się zmieniło. Nie jakoś diametralnie, ale gdyby nie ten pocałunek, nie musiałaby wstać, żeby się od niego odsunąć, zaczerpnąć powietrza... i prawie spaść z dachu.

No ale nie spadła, bo Alex był obok, a prędzej rzuciłby się zombiakom na pożarcie niż pozwolił umrzeć August Winters na swojej warcie, mimo że czasem miał ochotę rzucić się zombiakom na pożarcie tylko z powodu jej słów. Jak teraz. Zmrużył oczy i przytknął palec do jej piersi, gdy gadała coś o jakichś wilkach i domkach z cegieł. - Zrozum w końcu, że gdyby coś ci się stało przeze mnie, to żadne cegły by ci nie pomogły. Sam bym ten dom rozniósł w pył - prychnął, po czym przymknął oczy, gdy ich czoła się zetknęły. Ja jebe, rollercoaster emocjonalny za darmo. Odetchnął głęboko, tak samo jak ona, razem mogliby pewnie wygrać jakiś konkurs oddychania synchronicznego... Ahh. - Czasem po prostu przestań udawać, że jesteś niezniszczalna, Dust - wymruczał. Nie chciałam, żeby coś ci się stało. Westchnął. Nawet teraz, gdy prawie zginęła, dalej martwiła się o niego. Pokręcił głową z niedowierzaniem. Wiedział, że ich przyjaźń była przyjaźnią na śmierć i życie, tak samo jak wtedy gdy pojechali na biwak i odkryli gniazdo szerszeni, no i trącali je patykiem, a ono spadło i szerszenie się wkurwiły, no a Alex chciał z nimi walczyć, to Dustie kazała mu spierdalać, bo UMRĄ, i naprawdę MOGLI UMRZEĆ, no i teraz Dustie też mogła naprawdę umrzeć, a bardziej martwiła się o to, że Alexowi podarła się koszulka niż o fakt, że mogła już od kilku minut śpiewać arie anielskie z aniołkami, bo raczej nie z diabełkami, chociaż znając Winters, trzeba byłoby się dłużej zastanowić, well... - Poza tym dopóki tu jestem, będę chuchał i dmuchał, nawet jak będziesz na mnie prychać do rana - dodał na koniec i wzruszył ramionami. Ojeju, wielki zły wilk Alex będzie chuchał na małą świnkę August. Ojojoj (XD).

Gdy znaleźli się w środku, zaczął czuć całą lawinę uczuć. Złość. Wstyd. Smutek. Lęk. Żal. Pożądanie. Co? Wait? Pożądanie? Znaczy, no, cholera, był z dziewczyną przyjaciółką sam na sam w jej pokoju, w środku nocy, no to... chyba... było... normalne? Jednak nie było to normalne, że kierował takie odczucia w stronę Dust, której nie widział dwa lata, a pierwsze co zrobił po jej powrocie do Toronto, to, kurwa, zaczął się z nią całować. Boże, dorastanie było do bani, ludzie podczas dorastania powinni być zamykani w ośrodkach zamkniętych i wypuszczani dopiero, jak już im się rozwiną emocje i uczucia, no i przede wszystkim jak zaczną zauważać, że każde działanie miało swoje konsekwencje. A ten pocałunek ewidentnie miał swoje konsekwencje. Nic ci się nie stało? Alex zmarszczył brwi, nie bardzo wiedząc, o co chodzi August, dopóki nie zobaczył, że uporczywie przyglądała się jego ramieniu. Och, a więc porwał sobie koszulkę? Niska cena jak na uratowanie przyjaciółki z uścisku śmierci. - Co? A… To? Nie, nic mi nie jest - machnął ręką. No i nagle serce mu przyspieszyło, zobaczył, że August się zawstydziła, usłyszał to krótkie "Ja nie...", zobaczył to przygryzienie dolnej wargi i... Shit, shit, shit. Ogarnij się, Alex. No ale jak mógł się uspokoić, kiedy Dustie właśnie uśmiechnęła się pod nosem, zarumieniła się jak burak, potem zerknęła na jego usta, on zerknął na te jej, mimowolnie przeniósł dłonie z jej ramion na talię, jezu, jak ten czas tak przyspieszył? Muszę się upewnić.


Hold on, hold on, we could stay here.
Once more, once lost, it was so clear


Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


I’m here, I’m yours for a moment
A moment


𝖉𝖚𝖘𝖙𝖎𝖊 ✨
27 y/o
For good luck!
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

lately i've been looking at you harder
just taking you in...


Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

yeah i'll be waiting
somewhere caught in phases...
𝒹𝓊𝒸𝓀𝓎𐦖
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”