32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
197 cm
robi dyplom pomiędzy pracami
Awatar użytkownika
come as you are
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

019.
Czekając na nich grzecznie przed barem, bawił się opatrunkiem na swoim zszytym palcu, opierając plecami o ścianę niedaleko wejścia. Po części domyślał się, że zamieszanie w jego głowie wynika z przymusowej przerwy od fizycznej aktywności, dopóki nie pozbędzie się szwów. Po części dlatego, że nadal czekał na odpowiedź ze szkoły, do której aplikował, po porzuceniu wieloletniej kariery kucharskiej i.. Zamiast marudzić, powinien być wdzięczny, że mógł sobie na to pozwolić, prawda? Lata pracoholizmu na coś się przydały i nie musiał się pożyczać, by być w stanie zapłacić za dyplom. Z kwestią utrzymania się przez czas trwania szkoły dogadał się z własną matką, bardziej bezproblemowo, niż się tego spodziewał.
Spotkania towarzyskie naprawdę nie były czymś, w czym się odnajdował. Podobno był całkiem niezły w rozmawianiu z ludźmi? Generalnie lubiany z tego co wiedział, uchodził za otwartego, szczerego do bólu, faceta z którym można było rozmawiać o wszystkim.. Mógł się z tym zgodzić, bo nawet jeśli to była tylko maska, którą zakładał, to wciąż część jego osobowości, prawda? Nawet jeśli należała do takich, które musiał sobie później trochę odchorować. To konkretne spotkanie było cholernie ważne, a nerwy, które czuł, mieszały się z odrobiną ekscytacji. Cieszył się, bo dziewczyna, którą się interesował chciała, by poznał jej najlepszego przyjaciela, co, w jego mniemaniu, znaczyło, że może rzeczywiście brała pod uwagę ich jako możliwość. Cool! Bardzo cool. Z drugiej strony wiedział, że jeśli ten najlepszy przyjaciel go nie polubi, to nawet nie było o czym gadać z dalszymi próbami stworzenia czegoś nowego i o tym też wiedział. Gdybanie jeszcze nigdy nie wyszło mu na dobre, ale to nie tak, że w pełni panował nad swoimi myślami, okay? Zależało mu. Myślał zbyt wiele. Przez głupi palec za mało się ruszał.
...bogowie, był prawie pewny, że przyjaciel August - Alex - będzie tak samo żywy, jak ona. Wiedział też o historii między nimi, wszystko to, co Winters powiedziała mu w ramach ich top secret rozmów. Naprawdę był odrobinę zazdrosny, o faceta, którego nawet jeszcze nie znał? Nie miał ani powodu, ani prawa do tego, żeby być zazdrosnym; nie byli rzeczą z August, nawet jeśli wymienili ze sobą kilka miłych pocałunków. Ale. Ważna osoba w jej życiu i były kochanek, pierwsza miłość, w dodatku zabawny jak ona, bez ciężkiego charakteru i despresso espresso prosto z zimnej, północnej Europy? Yeah no.
Get a grip, Matheo.


Alex
sweetness
Ostatnio zmieniony ndz cze 14, 2026 8:37 am przez Matheo Bachmann, łącznie zmieniany 1 raz.
LemonSpice
none
27 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

who knows how we'll end the night
just don't hang your hopes on me


Dobra, to jest to. Dzień sądu ostatecznego. August była już na dwóch randewuz z Matheo i, no cóż, wydawał jej się mega kolesiem. W dodatku ta jego cała persona niedźwiedzia, który tak naprawdę zamieniał się w mięciutkiego misia, kiedy przychodziło do otwierania się o swoich uczuciach, bardzo szybko urzekła jej empatyczne serduszko. Nie miała jednak większego doświadczenia w tych całych sprawach randkowych, sercowych i ogólnie w sytuacjach typu... czy ja właśnie zaczynam coś czuć, czy to tylko kawusia i moje delulu? Jedynym uziemieniem i głosem rozsądku, jaki znała, był jej najlepszy przyjaciel - Ducky. Więc czym prędzej, kiedy po spotkaniu z Theo minęło kilka dni, a ona tak na dobrą sprawę skapnęła się, że przecież umówiła się z niedźwiedziem i no ten… kompletnie zapomniała poinformować o tym Alexa, wyciągnęła telefon i szybko posłała mu wiadomość z informacją, że ma się zjawić.
Dustie✨
DUCKY!! TWIST MY DICK AND CALL ME A CINNAMON ROLL!!!
SPIN, DZISIAJ 20:00! POZNASZ TAKIEGO CHLOPAKA, Z KTORYM BYLAM NA RANDEWU, PLIS, DZIEKUJE
Obrazek
Wiadomość...
Przebrała się szybko, a podczas ogarniania wypiła jakieś dwie lampki wina. Tak na odwagę, o. Stresowała się ciapkę tym całym przedsięwzięciem, bo nigdy czegoś takiego nie robiła!!! To nie było zwykłe wyjście. To było oficjalne przedstawienie potencjalnego czegoś-czegoś najlepszemu przyjacielowi... dlatego jak pognala w kierunku miejsca spotkania to serce waliło jej niczym młot.

Jakieś czterdzieści minut później zobaczyła Theo opartego o ścianę. Pomimo wielu ludzi znajdujących się dookoła, naprawdę trudno było go przeoczyć. Był wielki. Like. WIELKI wielki. Uśmiechnęła się szeroko i podeszła do niego, od razu stając na palcach, żeby przytulić go na przywitanie. - Cześć! Alex chyba będzie niedługo, więc chodźmy do środka i napijmy się! - rzuciła uradowana. Chwyciła go za rękę i pociągnęła do wejścia. Dostali numerek stolika, który został im przydzielony, kartę na gry, z których mogli korzystać przez szybki tap, i po chwili usiedli przy stoliku, gdzie kelnerka od razu wzięła od nich zamówienia na napoje. - Jeszcze shoty, tak, poprosimy shoty! Baby Guinness najlepiej, o! - dodała z szerokim uśmiechem. Podstukiwała butkiem pod stołem, nie mogąc do końca usiedzieć w miejscu. Kiedy kelnerka odeszła przygotować ich drinki, August spojrzała na Theo i przekrzywiła lekko głowę. - Jak tam minął ci tydzień? Co się stało? - zapytała, zerkając na jego rękę. Zmarszczyła nos, a po chwili uniosła wzrok i dosłownie mogłaby przysiąc, że atmosfera się zmieniła. Nie wiedziała, jak to wytłumaczyć, ale poczuła to w kościach. A L E X. Odwróciła się i rzeczywiście ujrzała swojego przyjaciela. Bez żadnego dodatkowego słowa zerwała się na nogi, uniosła dłonie i pobiegła w jego kierunku. Dosłownie wpadła w niego z impetem, przytulając go mocno. - Ducky!! Cinnamon roll - mruknęła mu do ucha, wtulając się w niego jeszcze mocniej. Dała mu może sekundę na złapanie oddechu. Może. Po czym chwyciła go za nadgarstek i pociągnęła w kierunku Theo oraz ich stolika. - Theo, Alex. Alex, Theo - powiedziała dumnie, zerkając od jednego do drugiego, - No już, już… przywitajcie się, rozsiądźmy się i mówcie, jaka zajebista jestem. - Usiadła zadowolona, a w tym samym czasie kelnerka przyniosła dosłownie tęczę drinków, które August zamówiła, łącznie z shotami. Chwyciła kieliszek z Baby Guinnessem i uniosła go do góry. - Cheers?! - zapytała, ale nie czekając nawet na ich reakcję, chlusnęła zawartość kieliszka do gardła... Bo swoją drogą… jakby nie było widać… Troszkę bardzo się s t r e s o w a ł a.


ducky niedźwiedź
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

DUCKY!! TWIST MY DICK AND CALL ME A CINNAMON ROLL!!!
SPIN, DZISIAJ 20:00! POZNASZ TAKIEGO CHLOPAKA, Z KTORYM BYLAM NA RANDEWU, PLIS, DZIEKUJE


Sami widzicie - po takiej rozpaczliwej, błagającej o pomoc wiadomości nie mógł odmówić. Serio, Alex gapił się w ekran telefonu przez dobre dwie minuty, próbując przetworzyć, co tym razem siedziało w szalonej głowie August Winters, po czym po prostu przewrócił oczami i rzucił telefon na łóżko. Teoretycznie powinien być w drodze na trening, torbę już miał spakowaną, dresy na sobie, ale z August zawsze było tak samo – jeden jej tekst, jedno durne "plis" i wszystkie plany Alexa szły się jebać. Miał do niej taką słabość, że to było wręcz żałosne. No, ale z jakiegoś powodu była jego przyjaciółką na dobre i na złe, tak? Amen. Raz mógł odpuścić wyciskanie na ławce, żeby zrobić jej tę przyjemność i sprawdzić, co za typ zaczynał się obok niej kręcić.

Równiutko o dwudziestej znalazł się pod SPINem - wszedł do środka i powoli zaczął przebijać się przez tłum w poszukiwaniu wariatki w towarzystwie jakiegoś nieznajomego typka, którego miał zobaczyć pierwszy raz na oczy. Cool, cool, cool, cool. Cool. No i potem to już nie było cool, bo nagle ktoś w niego z impetem wpadł. Już zamierzał się unieść i wkurwić, kiedy poczuł znajomy zapach perfum August - aha, a więc to ona prawie w niego wleciała, a on odruchowo ją złapał. A WIĘC TO TAK. NO DOBRZE. No i sobie tkwili w niedźwiedzim uścisku przez moment, przez co Alex miał chwilę, aby zerknąć nad głową Dust w stronę jej towarzysza, który wyglądał, jakby uciekł z laboratorium dla superżołnierzy, bo był po prostu wielkim chłopem, lol. Ducky!! Cinnamon roll. Przekręcił oczami, ale uśmiechnął się pod nosem na to tajne hasło. Srinamon sroll, ale dla August wszystko, tak? Nic nie odpowiedział, po prostu pozwolił pociągnąć się za nadgarstek do stolika. Rzucił przelotne spojrzenie na Winters i aż uniósł do góry jedną brew. Boże, ale ona się stresowała, jak nie ona normalnie. Pewnie jej zależało na tym meetingu. No i cóż, jemu też by pewnie zależało, żeby ewentualnie spotkanie Maddie i August przebiegło bez żadnych komplikacji, aleee... to jeszcze nie był ten moment, przecież on nawet nie zabrał Mads na żadną randkę. Upsi.

Theo, Alex. Alex, Theo. - Siema - rzucił, po czym wyciągnął dłoń w stronę Theo, żeby się należycie przywitać. A więc tak nazywał się ten superżołnierz. Theo. No spoko. Po chwili Alex usiadł na krześle i od razu sięgnął po jeden z shotów, które stały na stoliku. - Baby Guinness na wejście? Ostro lecisz, Dust - parsknął. No już, już… przywitajcie się, rozsiądźmy się i mówcie, jaka zajebista jestem. Skoro tak... nachylił się konspiracyjnie w stronę Theo. - Po trzecim takim zaczyna opowiadać o tym, jak kiedyś prawie podpaliła kuchnię, próbując zrobić tosty, więc Theo, uważaj na siebie - rzucił pierwsze koty za płoty, yay! Trącił Winters ramieniem. - Cheers, Winters! I Theo - uniósł do góry shota i wypił go jednym haustem, od razu czując przyjemne drapanie w gardle. Nie stresował się, co ma być, to będzie, YOLO, oby tylko superżołnierz nie okazał się jakimś simpem, nudziarzem bez dystansu albo innym wariatem. A jak dotrzyma im dziś kroku, to może nawet otrzyma od Alexa oficjalne błogosławieństwo, who knows? Na razie jednak Alex zamierzał się po prostu rozsiąść, pić drineczki i rozmyślać, czy ten wielkolud w ogóle wiedział, w co się wpakował, randkując z kimś takim jak August Winters, well, well, well...

Dustie
theo
32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
197 cm
robi dyplom pomiędzy pracami
Awatar użytkownika
come as you are
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Żałosny był z niego wielkolud z taką idiotyczną słabością do tak uroczej, drobnej istoty, hm? Żaden tam superżołnierz, daleko mu było. Naiwne serce przeskoczyło uderzenie, rysy twarzy nieco złagodniały, kiedy uśmiechał się w jej stronę, gdy tylko ją dostrzegł. Eh i do tego wyglądała absolutnie fantastycznie jak zawsze, bo przecież nie mogło być inaczej, nie? Mruknął "hey" gdy go przytuliła na powitanie, podnosząc ją lekko, szturchnął nosem jej szyję jak duży kot. Nawet był grzeczny i nie ukradł dla siebie całusa, okay?
O panie, ta noc będzie testem, niby wiedział to wcześniej, ale dopiero kiedy August pociągnęła go do środka i zamówiła im shoty, dotarło do niego jakim nudziarzem w istocie był. Już pomijając, że raczej nie pił alkoholu, pomijając, że rzadko wychodził do ludzi i jego baseline był raczej milczący i obserwujący.. Dupa z niego była w towarzystwie, okay? Spędzanie czasu z ziomkami po zmianie w gastro było niewymagające, tak samo jak spotykanie się z jego kuzynostwem raz na ruski rok, kiedy leciał do Europy. Z drugiej strony lubił myśleć o sobie jako kimś, kto łatwo się nie poddawał, tak? No tak. Dobra, kurwa, jedyną drogą była ta do przodu, na pohybel.
- Ostatnia zmiana w kuchni, przegrałem z mandoliną. - wzruszył lekko ramionami zerkając przelotnie na swoją dłoń, bo w sumie nie było o czym gadać. Dziura w knykciu i sałatka z dodatkiem człowieka, którą trzeba było wyrzucić. Opsie. - Oh, ale przy okazji złożyłem papiery do szkoły. Stwierdziłem, że rekrutacja strażacka będzie trwała na tyle długo, że powinienem zdążyć zrobić dyplom z paramedycyny, zwłaszcza, że EMT już mam, więc szybciej pójdzie.. - sam sobie przerwał, machnął ręką, upijając kilka łyków swojego piwa. W teorii miał w planie trzymać się piwa jako jedynego trunku tego wieczoru, ale wyraźnie plany miały się zmienić. - Ale to nuda, powiedz mi lepiej jak się bawisz jako właścicielka nowego biznesu? - zagadał, szczerząc się w lekkim uśmiechu. Tak, miał w planach odwiedzić ją w pracy też, ale brakowało mu na razie godzin w dobie. Pomiędzy ostatnimi zmianami w kuchni, podczas których szkolił swoje zastępstwo, rozmawianiem z HR straży i aplikacją do medycznej szkoły, miał wrażenie, że czasami brakowało mu momentu na oddech.. Ale to nic. Przyzwyczajony był. Jego matka tak czy siak zawracała mu dupę mówiąc, że ją zaniedbuje, więc będzie musiał zrobić czas, żeby gdzieś ją wyciągnąć tak czy siak.
Zamrugał szybko, prostując się w czymś w stylu alarmu, kiedy zerwała się na nogi i pognała między ludzi, by zaraz wpaść w ramiona jakiemuś chłopakowi.. Ah. Tak. To musiał być ten najlepszy kumpel slash ex kochanek slash who the fuck knows what. "Ducky"? Huh? Zmarszczył lekko brwi, ale zaraz przywołał do porządku mięśnie na swojej twarzy i ramiona, każąc im wychillować, zanim podniósł się z miejsca, ot, żeby nie wyjść na dupka bez kultury. Przyglądał się ich krótkiej interakcji, próbując odgonić od siebie idiotyczne, chłodne, nikomu niepotrzebne zazdrosne myśli, okay? Sama August mu powiedziała, że nie miał być o co zazdrosny, tak? No tak. Powinien się słuchać i dać sobie spokój. Odetchnął krótko, jak przed zaczęciem kolejnej serii na siłowni, żeby się ogarnąć. Właśnie tak.
Theo, Alex. Alex, Theo. Uścisnął jego dłoń, skinął głową, rzucając krótkie "Hei", zanim znów zajął swoje miejsce. Opierając się o tył krzesła, przesunął spojrzeniem między Winters, a Alexem, dochodząc w duchu do wniosku, że w życiu nie miał takiej relacji i pewnie dlatego jej nie rozumiał. Jego koleżanki zwykle okazywały się mieć inne motywy, a wszyscy przyjaciele w jego życiu byli facetami. Wow, może jednak rzeczywiście toxic masculinity jego ojca otarło się o niego trochę za bardzo. Uniósł lekko brwi na tackę pełną drinków i.. Miał tyle pytań, że o panie. - Okay, jestem pełen pytań. - zanim którekolwiek zadał, Alex przechylił się w jego stronę, zapowiadając opowieść o paleniu kuchni, na co Theo lekko parsknął, wyszczerzając się w uśmiechu do August. - Czekam z niecierpliwością na tą historię. Pół życia byłem kucharzem, swoją drogą. Ale najpierw.. Dusty? Ducky? - zagadnął, pytające spojrzenie przesunęło się z August na Alexa. Od shotów tak czy siak nie mógł uciec, nie? - Skål. - zgodził się, wychylając shota jednym haustem, krzywiąc się zaraz, kiedy odkładał kieliszek ze stuknięciem. - Ah, gross. - nie miał pojęcia co to było, ale generalnie nie przepadał za mocniejszymi alkoholami, więc... No, nic dziwnego, że wcale mu się nie podobało. Potrząsnął głową jak mokry pies, przepijając lekarstwo piwem. Nie, żeby polecał w prawdziwym życiu, tak.

Alexander Hall
august winters
LemonSpice
none
27 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Kto by pomyślał, że poznawanie ze sobą dwóch ludzi może być tak stresujące? No nikt. A tym bardziej nie August Winters, która dosłownie telepała się w środku z rozemocjonowania. Ale to był już taki pikuś, bo teraz skupiła się na kontuzjowanej łapce Matheo i starała się wyłapywać to, co do niej mówił, pomimo ciepełka rozchodzącego się po całym jej ciele po tych dwóch lampkach winka wypitych wcześniej w domu. Oh my lord. FOCUS, AUGUST. Mrugnęła kilka razy i pokiwała głową. - Skupić się nie mogłeś? Myślałeś o mnie, przyznaj się - parsknęła pod nosem, ale swoją drogą cieszyła się, że nic mu się tak naprawdę nie stało. Po zamówieniu drineczków uśmiechnęła się szeroko na wieść o jego nowej drodze życia. - Jestem pewna, że wszystko pójdzie po twojej myśli, Theo! - odparła wesoło, po czym dodała, - Ludzie w Toronto będą czuli się bezpieczniej, wiedząc, że ktoś taki jak ty będzie looking out for them. - Puściła mu oczko i uśmiechnęła się delikatnie. - A kawiarenka? Wszystko idzie zajebiście, ale ohh… Ducky! - I zniknęła w czeluściach baru, rzucając się swojemu przyjacielowi w ramiona i przytulając go mocniutko.

Podchodząc z nim do stolika, przedstawiła ich sobie z prędkością światła, zanim chlusnęła babyGuinnessa do gardła, po czym chwyciła kolejny kieliszek, żeby tym razem napić się razem z nimi. - Ty to nazywasz ostro? Nie pamiętasz polskiego festiwalu parę lat temu w restauracji Polonez? - złapała się za głowę, mrużąc oczy. - Holy fuck, ja wciąż pamiętam, jak rzucali ogórkami, nalewali litry wódki i krzyczeli kurwhhha! - Parsknęła pod nosem, rozsiadając się wygodnie na krześle. - Cheers! - Wychyliła kolejnego shota, po czym przetarła usta przedramieniem i uniosła brew. - To było dawno i nieprawda! - zaśmiała się i spojrzała na Theo. - Nie słuchaj go. On za dużo o mnie wie… - Zmrużyła oczy, patrząc na Alexa. - Vice versa. Dokładnie wiem o każdej najmniejszej bliźnie na jego ciele - parsknęła śmiechem i pomachała do kelnerki, pokazując, że chce więcej.

Po chwili odwróciła się z powrotem do nich. - Dobra, dokańczając - odkaszlnęła. - Zajebiście mi się prowadzi moją kawiarenko kwiaciarnie, ale jestem jakieś sześćset dolców stratna. - Podrapała się po głowie i wzruszyła ramionami. - Kto by pomyślał, że rozdawanie kawek i ciast za darmo klientom może równać się z minusem w zyskach? - parsknęła pod nosem. - Ale to już na tyle o mnie! - Spojrzała na Alexa. - Wiesz, że Theo będzie strażakiem? Takim hot, Chicago Fire kinda hot, meow. - Wysunęła pazurki i udała, że drapnęła go w powietrzu. Po chwili wstała, zarzuciła nogę na krzesło, kompletnie nie przejmując się tym, czy przypadkiem nie będzie świeciła dupskiem, i podwinęła swoją spódniczkę ku górze. - Zrobiłam go świeżutko jak dowiedziałam się o remisji!! - pokazała tatuaż Matheo, bo Ducky już o nim wiedział. - Namówiłam skubanego na wyklejenie naszego albumu przyjaźni, jak byłam na kolejnej hospitalizacji w Stanach, więc jak wróciłam i on faktycznie to zrobił, to walnęłam sobie takiego o permanentnego stickera. - Zaśmiała się. Muzyka, alkohol i emocje, które teraz nią miotały, odkrywały jeszcze bardziej crazy wersję Winters niż ta, którą pokazała na pierwszych spotkaniach. Usiadła po chwili na tyłeczku i upiła jeszcze jednego shocika. - Eh, głodna jestem. - Spojrzała na nich obu. - Dobra, dwie prawdy i jedno kłamstwo. Go, go, go!

ducky
niedźwiedź
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pierwsze szoty za nimi, zajebiście, zaraz zrobi się luźniej. Ah, gross. Zerknął na Theo i zmarszczył brwi na krótki moment - zgodził się na wyjście do klubu w wiadomym celu, mimo że nie lubił alkoholu? Musiał bardzo lubić August, że zgodził się na coś takiego. W sumie, Alex akurat doszedł do wniosku, że dla August mógłby iść nawet na wolontariat dla seniorów, gdyby tam chciała przedstawić mu Theo, więc trochę wczuwał się w sytuację, no. Dusty? Ducky? - Ducky i Dust? - powtórzył po Theo, po czym zerknął na August. Kiedy to się zaczęło, cholera? Miał wrażenie, że była jego Dust od zawsze. - Kurczę, stary, długa historia, zaczęło się chyba od karmienia kaczek nad Ontario, co nie, Dust? To było już tak dawno, że nie pamiętam - zaśmiał się pod nosem. Nie kłamał. August Winters była nierozerwalną częścią jego życia, tak samo jak oddychanie, no i przeżył z nią wiele niesamowitych chwil, w tym karmienie kaczek nad Ontario. A jak powszechnie wiadomo, karmienie kaczek nad Ontario ma bardzo duże znaczenie w każdej relacji.

Wychylił jeszcze jednego shota w momencie, gdy Theo sięgnął po piwo i tak przy okazji sobie pomyślał, że każdy miał prawo mieć swoje upodobania, nie? No i nie byłby sobą, gdyby nie zwrócił na to uwagi. - Nie musisz pić szotów, jak nie masz ochoty, wiesz o tym, prawda? - spytał, unosząc do góry jedną brew. Co jak co, ale mieli tu mieć mały safe place, tak? A że Alex był spostrzegawczy, to nie zamierzał tego zignorować, o. Z drugiej strony nowy kolega August też mógł wykazać się asertywnością, nikt tutaj nie zamierzał go pogryźć. - Chryste, dalej mam traumę na widok kiszonych ogórków - rzucił pod nosem, gdy Winters zaczęła opowiadać o Polonezie. Doskonale pamiętał te hektolitry wódki, latające ogórki i August tańczącą w miejscu polkę na stole. Alex też zatańczył, jakby kogoś to interesowało (XD). To było jakieś dwa tygodnie po tym, jak Dust wróciła ze Stanów, więc chcieli uczcić jej powrót dobrym żarełkiem i alkoholem, a że skończyło się pod stołem, to kto by się tym przejmował? Byli młodzi i głupi, o! No i apropos bycia młodym i głupim... Dokładnie wiem o każdej najmniejszej bliźnie na jego ciele. Parsknął na kolejne słowa August pod nosem, zaraz jednak zerknął przelotnie na Theo, jakby chciał wybadać jego reakcję - kurczę, jeszcze nie wiedział, czy superżołnierz należał do tych wyluzowanych typów, czy może wręcz przeciwnie, nie miał dystansu za grosz i później będzie mieć pretensje do August o ten tekst? We will see. Najważniejsze, żeby nic nie odjebał, dopóki Alex był w pobliżu, bo nie miałby żadnych skrupułów przed... no, wiecie czym. - Oj, baza wiedzy nie została zaktualizowana - zażartował, nie spuszczając wzroku z... (nie)chłopaka August? Nie wiedział, czy dopiero zaczęli randkować, czy może byli już parą, no i zaczynał żałować, że nie wypytał o to przyjaciółki wcześniej? No, anyway, Alex posiadał kilka nowych blizn, o których Winters nie miała pojęcia - no i lepiej dla niej, żeby tak zostało. Nie chciał wplątywać jej w tamte sprawy - tak samo jak ona zatajała przed nim swoje samopoczucie w chorobie, tak samo on nie powiedział jej o nielegalnych walkach, bo nie chciał, żeby oglądała go takiego... zakrwawionego i poobijanego.

No i cyk, znów zmiana tematu. Kto by pomyślał, że rozdawanie kawek i ciast za darmo klientom może równać się z minusem w zyskach? Poklepał przyjaciółkę po ramieniu, żeby dodać jej trochę otuchy. - Słuchaj, ale masz najszczęśliwszych klientów w Toronto, laska - skwitował, uśmiechając się do niej szeroko. Sam ograbił ją z kilku(nastu) ciastek, więc prawdopodobnie trochę przysporzył się do tych strat, no ale z drugiej strony, sporo jej pomógł przy otwarciu, więc należała mu się jakaś zapłata? Poza tym specjalnie dla niej WZIĄŁ WOLNE, a to już COŚ znaczyło. - Odkujesz się - dodał, po czym sięgnął po kolejnego shota i wychylił go jednocześnie z Winters, jakby byli zsynchronizowani robocikami. Wiesz, że Theo będzie strażakiem? Oho, czyli to był jeden z tych golden boys. Alex nie chciał przyszywać nikomu żadnej łatki, ale chęć bycia strażakiem musiała świadczyć o jakiejś tam szlachetności i wierze w wyższe dobro, co nie? No a Alex nie uważał się za zbytnio szlachetnego, ups. Gdyby August wiedziała o... A, nieważne. Mieli po prostu spędzić miły wieczór w swoim towarzystwie, bez żadnych dramek. - No, Theo, szykuj się na to, że August będzie cię teraz wzywać do każdego spalonego tosta, żeby podziwiać cię w mundurze - parsknął śmiechem, po czym uniósł ręce do góry w obronnym geście, gdy August wstała i zarzuciła nogę na krzesło, a po chwili nawet przytrzymał jej spódniczkę, żeby jej się nie podwinęła do góry na oczach wszystkich, bo był zajebistym przyjacielem, koniec, kropka. - WOWOWOW, DUST, tak przy wszystkich?! - rzucił ze śmiechem, zerkając na tatuaż, bo owszem, znał go już na pamięć, ale miło było spojrzeć na tę kaczkę ponownie, dobra? Poza tym tatuaż był genialny, co tu dużo mówić.

Namówiłam skubanego na wyklejenie naszego albumu przyjaźni... Przekręcił oczami. - Czego się nie robi dla przyjaciół, co nie? - rzekł w stronę Theo i przekręcił oczami jeszcze raz, w myślach normalnie widząc słówko "WOMEN" przelatujące mu nad głową. - Chcesz tosty? - spytał, zaciskając usta, żeby nie parsknąć śmiechem, bo w głowie już miał ripostę dotyczącą tych tostów, że tutaj przynajmniej potrafili ich nie spalić, ale już się domyślał, gdzie by oberwał, gdyby powiedziałby to na głos. Dobra, dwie prawdy i jedno kłamstwo. Go, go, go! - Dobra, dobra, zaczynam! Spędziłem noc w areszcie, nigdy nie dostałem mandatu, mam pieprzyk na pośladku - wyliczył, po czym zaczął się zastanawiać, czy August wiedziała, że nie miał pieprzyka na żadnym z pośladków? Zrobił pokerową minę i zerknął najpierw na Dust, a potem na Theo, dając im szansę na odgadnięcie kłamstwa, bo chyba na tym właśnie polegała ta gra, nie? LET'S GO!

dust
theo
32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
197 cm
robi dyplom pomiędzy pracami
Awatar użytkownika
come as you are
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czyli znali się od mistycznego zawsze , tak jak Theo znał swojego krawaciarza. Gdyby miał opowiedzieć skąd go właściwie znał, musiałby się mocno zastanowić, a koniec końców pewnie zapytać matkę, bo sam nie pamiętał. Uczyła go? Byli sąsiadami? Dzieciaki, które miały zbyt dużo hajsu? Meh, nie pamiętał, ale słuchając tej dwójki, wiedział na pewno, że byli do siebie bardzo podobni, w przeciwieństwie do Theo i Charliego. Szanował lojalność, tak czy siak, nawet jeżeli nie do końca łapał całą tą damsko-męską przyjaźń, wcale nie musiał. - Czyli znacie się od zawsze, czaję, czaję. - pokiwał lekko głową, zaraz parsknął krótko, gdy Alex pozwolił mu nie pić szotów. Aw. Kochany.
- Chciałem spróbować czym się trujecie. - nazwijmy to zboczeniem zawodowym z kuchni. Niby wiedział, że nie był fanem mocnych trunków, ale mimo wszystko zanim zaczął kręcić nosem, musiał spróbować, nie? Może kiedyś trafi na mieszankę tak przyjemną, że w ogóle nie będzie czuć wódą czy co tam w środku było zmieszane? Może. Upijając swoje piwo, uniósł brwi, by zaraz wydać z siebie parę podekscytowanych mruknięć, zajarany, że ma swoje pięć groszy do dodania w temacie polskich imprez.
- Mój kuzyn się ożenił z Polką.. Cieszę się, że byłem uberem dla gości, bo ilość polewanego alkoholu była przerażająca. Oh, ale jedzenie było super. - przyznał, wyszczerzając się w uśmiechu, a przy okazji złapał jedną z korkowych podkładek, ot, żeby mieć co obracać w palcach. Wiedział, że nie dotrzyma im kroku w piciu, więc nie miał co się spinać, nie? A zająć czymś dłonie musiał, żeby nie przebierać nogami pod stołem jak skończony nerwus, którym w gruncie rzeczy był.
Dokładnie wiem o każdej najmniejszej bliźnie na jego ciele. Uniósł lekko brwi, zerkając na August, potem na Alexa, by w końcu parsknąć śmiechem, zaraz zaciskając usta w wąską linię. Panie drogi, właśnie dlatego zwykle mówił z góry, że był najgorszą osobą na trzymania sekretów czy innych białych kłamstw. Wiedział o ich małym układzie sprzed lat i, zwłaszcza, kiedy facet obok dodał, że miała nieaktualną bazę, nie mógł powstrzymać głupiego śmiechu. - Bo wiesz, nasza panna Winters ma świetne poczucie humoru. Powiedziała mi skąd zna każdą bliznę na twoim ciele, a zaraz potem stwierdziła, że muszę cię poznać. - i bawiło go to niesamowicie, okay? Nie miał zamiaru się wygadać o drugiej części tego sekretu, ale przyznanie, że wie, dawało mu wymówkę z czego tak rży.

Też był winny zjedzenia kilku ciastek za darmo i musiał ugryźć się w język, żeby nie wyskoczyć z prostą propozycją kupienia czegoś.. Jakiegoś kwiatka za kilka stówek? Nie poczułby nawet tego wydatku, ale z drugiej strony szastanie hajsem naprawdę nie było w jego stylu. Zwłaszcza w większym gronie, a już na pewno nie miał zamiaru się tak obnażać z faktem, że jest honorowym nepo baby. Nikt nie lubił nepo babies. Zamiast tego wyszczerzył się do Alexa, gdy ten wspomniał o paleniu tostów. - Nie musi, wystarczy powiedzieć.. - zerknął na blondynkę z szelmowskim uśmiechem, zanim lekko wzruszył ramionami, znów przenosząc spojrzenie na nowego kolegę. - Poza tym, to potrwa. - rozłożył lekko ramiona, postanawiając zatrzymać dla siebie fakt, że nudził się w kuchni tak bardzo, że aż wrócił do szkoły. Tak czy siak, uratowała go August, pokazując mu swoje nogi. To znaczy tatuaż. Oba. I znów nie wiedział, czy to kwestia jej dramatycznego rozmachu, czy bardziej reakcja Alexa, ale znów się roześmiał, kiwając głową. - Uroczy. Tatuaż i Alex-przyzwoitka. - rzucił w swoim rozbawieniu, bo powiedzmy sobie szczerze; siedziała między dwoma dużymi facetami, obydwoje sprawiali wrażenie, że nie pierdolili się w tańcu, więc.. Śmiał wątpić, że była w stu procentach bezpieczna. Nawet jeśli jego spojrzenie przesunęło się leniwie po odsłoniętej skórze, gdyby ktoś sobie pozwalał na zbyt wiele, nie wątpił, że obydwoje z Alexem przegoniliby natręta raz-dwa.

August dogadałaby się z jego kochanym kuzynostwem, tym Norweskim, bo podobnie jak oni, lubiła się bawić. I Theo mógł to szanować, po prostu.. Eh, może był najzwyczajniej zbyt trzeźwy i musiał ich trochę podgonić? Albo może nie był fanem grupowych gierek i w swojej introwertycznej naturze preferował się przyglądać rozgrywkom z boku, albo na coś się przydawać w tle, zamiast brać w czymkolwiek udział.. Czego się nie robi dla przyjaciół, co nie? O to, właśnie to. Pokiwał gorliwie głową, wychylając zaraz resztę swojego piwa. - Too, wy zacznijcie, a ja pójdę po tosty i dolewkę. - postukał palcem w szkło, ciesząc się całkiem na wymówkę przespacerowania do baru. Najpierw przyglądnął się przez moment Alexowi, marszcząc lekko brwi i próbując wymyślić, czy wygląda jak typ, który wylądowałby w areszcie.. W sumie.. Może? I czy można było wylądować w areszcie i nic nie zapłacić? Hmm.. - One of these things is not like the others~ - zanucił, stwierdzając, że skoro nic o nim nie wiedział, to postawi na logikę. Areszt i mandat były sobie znacznie bliższe niż pieprzyk na dupie? - Pieprzyk nie pasuje do reszty, więc stawiam, że to kłamstwo. - dodał, opierając dłoń na stoliku ze stuknięciem, podnosząc swoje szanowne cztery litery, żeby iść po te tosty. - Powiecie mi zaraz, czy miałem rację. - mrugnął go Winters, robiąc zaraz w tył zwrot i zostawiając ich przy stoliku samych, żeby upolować sobie więcej piwa... I tosty. Czy cokolwiek sprzedawali w tym barze; koniec końców pewnie i tak wróci z masą rzeczy...

I tak też było; każdy rodzaj tosta w menu, przekąski i trochę słodyczy, bo nie byłby sobą, gdyby nie przyniósł słodyczy. - Sorreh, kelnerzy zabiegani, więc powiedziałem, że poczekam i sam nam przyniosę. - na coś się w końcu ta kulinarna szkoła przydawała... No, to i posiadanie dużych łap do balansowania wszystkiego tak, żeby nie wyjebać się na głupi ryj. - Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy. - rzucił i zamiast zająć swoje miejsce, poszedł grzecznie oddać tackę, którą pożyczył z baru, zanim usiadł na dupie z bezgłośnym westchnieniem. Trochę licząc na to, że kolejka go ominie, bo przyniósł jedzenie, okay?

august winters
Alexander Hall
LemonSpice
none
27 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ajjj, tak. Moment, w którym na całe życie przylgnęły do nich te jakże kreatywne przezwiska, był jedyny w swoim rodzaju i… była to zdecydowanie zbyt długa historia, żeby teraz o tym opowiadać. Lekko podpita August tylko przejechała wzrokiem od jednego do drugiego i przytaknęła głową na słowa Alexa. - Tak, dokładnie… karmienie kaczek, ucieczka… takie tam - machnęła ręką i uśmiechnęła się do Theo, po czym chwyciła kolejnego shota i wychyliła go w tym samym momencie co Ducky. Dlaczego tak się stresowała? Czuła się tak, jakby Hall robił za jej swatkę czy cholera wie co, ale no… zależało jej na jego opinii. Mogła spotykać się z różnymi chłopakami albo dziewczynami, mogła bawić się, flirtować, poznawać ludzi, ale to jednak opinia najlepszego przyjaciela znaczyła dla niej najwięcej. On był jedynym pewnikiem w jej życiu i chyba nie poradziłaby sobie z myślą, że nie lubiłby kogoś, z kim ona chciała się bliżej poznać albo zwyczajnie zakumplować.

Goddamitt.

Wykrzywiła buzię w grymasie, gdy alkohol spływał po jej gardle, a potem usłyszała kolejne słowa Alexa skierowane do Matheo. Szybko przejeżdżała tęczówkami od jednego do drugiego, ale po chwili ucieszyła się, że oboje wymienili zdania w miarę przyjazny sposób i kontynuowali wymianę doświadczeń związanych z Polską. - Musimy tam wrócić, Ducky - odparła, zajarana samym faktem i wizją, że znowu mogliby odpierdalać manianę w polonezie. Winters, jak to Winters, nie wiedziała, kiedy się przymknąć, więc kiedy rzuciła tekstem o bliźnie, no dosłownie ją wpięło. Nie przez to, co powiedział Alex, bo fair enough… ostatni raz, kiedy widziała go calutkiego golutkiego, był… no. No właśnie. Ale przez to, co powiedział Theo. Położyła dłoń na jego kuflu piwa, przysunęła go do siebie i kopnęła go w piszczel pod stołem, posyłając mu mordercze spojrzenie, zanim wypiła dosłownie całą resztkę piwa. What in the actual fuck? - pomyślała. Przecież Alex się domyśli, o co chodziło! Przeszło jej przez głowę, ale nie powiedziała tego na głos. Miała nadzieję, że Bachmann będzie potrafił sam sobie wytłumaczyć w głowie, co ona właśnie myślała, wyłącznie po spojrzeniu, którym w tamtym momencie go obdarzała.

Po chwili, gdy zorientowała się, że może zachowywała się trochę awks, yikes, wybuchnęła sztucznym śmiechem i spojrzała na Alexa, kładąc rękę na jego ramieniu. - Takie tam, wiesz. Flexowałam się, że mam przyjaciela, który trenuje boks - uniosła brew i uśmiechnęła się nonszalancko. W stylu... widzisz, what a fucking good friend am I? A momentalnie później zeszła na temat tej kafejki i tego, jak cholernie kiepsko szło jej w kwestii budżetowania. Na szczęście przyjaciel pocieszył ją faktem, że może faktycznie miała teraz najszczęśliwszych klientów na świecie, więc próbowała się tym faktem uszczęśliwić. Alkohol lał się i lał, a jedzonka brakowało. Z tego tatuażu, swoją drogą, była cholernie dumna, a oni jakby znowu zgrali się w duo, bo czuła, jak Hall ratował ją przed możliwym ucierpieniem wizerunku, o który i tak zbytnio nie dbała. Zerknęła na Matheo z nadzieją, że nie uważał, że była too much w tamtym momencie. Szybko usiadła, poprawiając spódniczkę, i przytaknęła głową, słysząc, że poszedł po jedzenie. - Dzięki, Theo - posłała mu uśmiech, a gdy wstał, zakryła twarz dłońmi, odsunęła jeden palec i zerknęła na Alexa. - I jak? Co sądzisz? - zapytała przerażona. - Ośmieszam się, co nie? Czy jestem too much, Ducky? Powiedz mi!- Odsunęła ręce i przysunęła się krzesłem do Duckiego, stykając się z nim kolanami. - Dobra… na bank spędziłeś noc w areszcie, bo pamiętam, że pomagałam cię z niego wyciągać. Chyba że było jeszcze więcej takich przypadków… - prychnęła pod nosem, marszcząc brwi i mrużąc oczy, przyglądając mu się uważnie. - Cholera, pływasz zawsze w bokserkach, jak wchodzę ci do łazienki pogadać, to mnie wyganiasz… a jak wtedy uprawialiśmy seks, to chyba nie przyglądałam się, czy masz pieprzyki na pośladku… lub… tak? Oh my. - Przejechała dłonią po twarzy.

Kilka minut później Matheo wrócił, a August poczekała, aż znowu nagle zniknął i wrócił z powrotem. - Our saviour! Mogłabym cię pocałować! - odparła uśmiechnięta i tak, bez pytania, wsunęła się bokiem na jego kolana, po czym dała mu buziaka w policzek. - Dobra, kłamstwo to mandat! Nie pamiętam, czy przypadkiem nie dostałeś mandatu przy areszcie! - Nachyliła się po frytki i wrzuciła je sobie do ust. - Dobra, mów, bo zaraz zdechnę. Go, go, go, dawaj, jela - rzuciła, prychając pod nosem, po czym nachyliła się po kolejne piwo Theo i upiła łyka. Swoją drogą, nawet miękko się na nim siedziało. - Jeszcze ja rzucę moje teraz! - pacnęła kuflem o stolik. - Zrobiłam kolesiowi w szpitalu dobrze ręką, nie przepadam za kotami, kochałam się kiedyś w moim przyjacielu. - Odwróciła się tylko, dając Theo ponure spojrzenie, żeby zobaczył, że sobie u niej nagrabił, ale nie ruszyła się z niego jeszcze. Tak na serio to bała się, że wyjdzie to później z jego ust. Może przypadkowo, może nie. A jak lepiej wyznać przyjacielowi, że kiedyś się w nim kochało za gówniarza, jeśli nie teraz, przy piwku i barowych przekąskach… no nie?
NO… NIE?!?!?!
Oh, for fuck’s sake.


ten co hopefully ma pieprzyk na tyłku
ten co sobie nagrabił
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cholera jasna, Alex dawno nie spędzał wieczoru w barze ze znajomymi. Tak w sumie odkąd udało mu się zdobyć Maddie, bywał w takich miejscach coraz rzadziej, chyba że akurat miał ochotę trochę powkurzać swoją kochaną blondynę. No ale dzisiejszy wieczór należał do August! Musimy tam wrócić, Ducky. No, Hall dobrej imprezy nigdy nie odmawiał, zwłaszcza jeśli w grę wchodziło odpierdalanie maniany i tańczenie na stołach. - As you wish. Dołączysz, Theo? - zwrócił się do nowego kolegi przyjaciółki, przenosząc na niego zaciekawione spojrzenie. Chciał być miły, safe place, te sprawy, tiruriru, taczka żwiru, prawda? No i pewnie by tak było, gdyby chwilę później nie zrobiło się naprawdę interesująco.

Bo wiesz, nasza panna Winters ma świetne poczucie humoru. Powiedziała mi skąd zna każdą bliznę na twoim ciele, a zaraz potem stwierdziła, że muszę cię poznać. Że przepraszam bardzo, co, Theo, mamroczesz tam sobie? Alex zamarł na ułamek sekundy, po czym uniósł do góry jedną brew, a na jego twarzy odmalowało się przepiękne "What the hell?". Zerknął na August, unosząc brwi jeszcze wyżej, i podejrzliwie zmrużył oczy. W tym samym momencie stoliczek dziwnie się zatrząsł - zupełnie tak, jakby ktoś pod spodem sprzedał komuś solidnego kopa w piszczel. Boże, jak dobrze, że Dust przyjaźniła się z kimś takim jak on. Miała po prostu szczęście, bo nie zamierzał robić dramy. - Ach, tak? Ciekawe - mruknął i pokiwał głową, po czym - kompletnie nie wiedząc, jak to inaczej skomentować - sięgnął po kolejnego szota i skrzywił się przepotężnie, bo szot należał do tych kwaśnych. Takie tam, wiesz. Flexowałam się, że mam przyjaciela, który trenuje boks. Słysząc to, Alex aż parsknął cicho pod nosem. Jasne, boks. Mhm. Nonszalancki uśmieszek Dust, którym próbowała teraz załagodzić sytuację, tylko utwierdził go w przekonaniu, że coś było na rzeczy. A tym czymś był fakt, że Winters miała niewyparzony język. - Mhm, mhm, dobrze, Dust, dobrze - rzucił rozbawiony, celowo przeciągając słowa. Nie dał po sobie poznać, że coś mu tu śmierdziało, ale w pamięci zapisał sobie, żeby jeszcze ją o to podpytać w wolnej chwili, bo nie lubił niedopowiedzeń i wolał mieć wszystko jasno wyłożone na stół, czarne na białym. No i miał jeszcze wiarę w przyjaciółkę, że potrafiła PRYWATNE SPRAWY zachować dla SIEBIE, nie zamierzał sobie dopowiadać zdradzania sekretów jak Julia z Love is Blind, biedny Kamil.

Gdy chwilę później zaprezentowała wszystkim swój słynny tatuaż z kaczką, Theo skwitował to krótkim tekstem. Uroczy. Tatuaż i Alex-przyzwoitka. Alex-przyzwoitka znowu parsknął śmiechem, mimo że do głowy przypałętała mu się myśl, że gdyby sam przed chwilą nie przytrzymał spódniczki przyjaciółki, Theo pewnie zrobiłby dokładnie to samo i sam zakryłby jej tyłek, żeby nikt na sali jej nie oglądał, co nie? Too, wy zacznijcie, a ja pójdę po tosty i dolewkę. Pieprzyk nie pasuje do reszty, więc stawiam, że to kłamstwo. Powiecie mi zaraz, czy miałem rację. Ding, ding, ding! Ktoś tu miał cholerną rację! Alex już otwierał usta, żeby z dumą ogłosić zwycięstwo nowego kolegi, kiedy Theo odszedł, a August natychmiast uczepiła się jego ramienia. Ośmieszam się, co nie? Czy jestem too much, Ducky? Powiedz mi! Boże, ale ona się stresowała, normalnie nie poznawał swojej Winters, co ten facet z nią zrobił? Dżiiiiz. - Dust, weź głęboki oddech - powiedział, schodząc z tonu, żeby jej nie dokładać zmartwień. Kurde, szkoda mu jej było. Poklepał ją wolną ręką po kolanie, skoro już go trąciła tym swoim. - Widzę, że się stresujesz, ale zupełnie niepotrzebnie, po prostu bądź sobą, nie masz co udawać kogoś innego. Jest super, a koleś wydaje się na razie w porządku - dodał i uśmiechnął się do niej, ale Dust, jak to Dust, nie zwalniała tempa i rozpoczęła swój monolog o areszcie i pływaniu w bokserkach i...


... a jak wtedy uprawialiśmy seks ...


Szybko rozejrzał się po barze i bezlitośnie kopnął ją pod stołem, gdy tylko to usłyszał. Dobra, jedną wzmiankę mógł jakoś przeżyć, ale kolejną? NIE BYLI TUTAJ SAMI, HELOŁ, ZIEMIA DO WINTERS. - Jezu, Dust, ciszej! - syknął. - Słuchaj, ja nie mam z tym tematem żadnego problemu, wiemy jak było, ale twój nowy facet może mieć i to całkiem spory, więc, na miłość boską, nie rozpowiadaj o naszym seksie na prawo i lewo w jego obecności, chyba że zdążyłaś go już poznać na tyle dobrze, że typ lubi takie pikantne historyjki z przeszłości - rzucił szybko nieco ciszej, bo na horyzoncie już pojawił się Theo z potężną porcją jedzenia i picia. Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy. Alex, jak gdyby nigdy nic, od razu poczęstował się ciepłym tostem, z rozbawieniem obserwując dalszy rozwój wypadków. Jeszcze przed chwilą August niemal płakała mu w ramię, pytając, czy nie jest "too much", a teraz... bez żadnego ostrzeżenia, wgramoliła się bokiem prosto na kolana Theo i sprzedała mu soczystego buziaka w policzek. Dziewczyny były po prostu niemożliwe, ale cieszył się z faktu, że MOOOŻE w końcu poznała swoją person. MOOOŻE.

Dobra, mów, bo zaraz zdechnę. A, no tak, wracamy do tematu dwóch prawd i jednego kłamstwa, no dobra, nie ma co dłużej trzymać w niepewności Theo i Dust! - Dobra, dobra, Theo wygrywa darmowego tosta, bo nie mam pieprzyka na pośladku, więc pijesz, Dust. Słabo analizowałaś moje pośladki przez te wszystkie lata - skwitował teatralnie, po czym z uśmiechem wychylił kolejnego szota.

No i my tu gadu-gadu, ale gra toczyła się dalej i teraz przyszła kolej na dwie prawdy i kłamstwo od August. Zrobiłam kolesiowi w szpitalu dobrze ręką, nie przepadam za kotami, kochałam się kiedyś w moim przyjacielu. PFFFFF, Alex nawet nie potrzebował sekundy do namysłu. Rozgryzł ją w ułamku sekundy i od razu wyrwał się do odpowiedzi, lol. - O, to proste, nigdy nie kochałaś się w swoim przyjacielu, pfff, mogłaś wymyślić coś trudniejszego - rzucił rozbawiony, po czym wgryzł się w kolejnego tosta, no i NAWET DO GŁOWY MU NIE PRZYSZŁO, ŻE POWIEDZIAŁ COŚ NIEODPOWIEDNIEGO.

dust
theo
32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
197 cm
robi dyplom pomiędzy pracami
Awatar użytkownika
come as you are
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy dołączyłby do ich szalonej zabawy w polskiej restauracji..? Może jako kierowca, gdyby August koniecznie chciała, żeby do nich dołączył..? Wiedział już po tych kilku krótkich momentach spędzonych z nimi, że nie potrafiłby im dotrzymać kroku, czując się jeszcze bardziej jak buzzkill i dziadek, niż zwykle. Był zbyt poważny i generalnie nie był fanem zatłoczonych pomieszczeń, głośnej muzyki, alkoholu, całej reszty, która zwykle wiązała się z wychodzeniem do baru ze znajomymi. Nudziarz z niego był.
Od odpowiedzi, tak czy siak, uratował go kopniak pod stołem, na który wstrzymał na moment oddech, pochylając się nad blatem, spojrzenie wbijając w blondynkę. Zamiast coś powiedzieć, uśmiechnął się tylko przez zaciśnięte usta, swoją drogą chcąc, żeby jego twarz przybrała przepraszający wyraz. Dobra, to było nie fair i wiedział to tak szybko, jak tylko skończył gadać, okay? Okay. Cierpiał więc przez chwilę w ciszy i bardzo dobrze, bo byłby wypalił po raz kolejny z tekstem, który powinien zatrzymać dla siebie, dopytując, czy Alex rzeczywiście się bawi w boks.. Nie powinien, nie? Bo w teorii August mu już o tym powiedziała..? A, do chuja pana, dlatego właśnie nie lubił białych kłamstewek i sekretów!

Mimo wszystko, nadal nie uważał, żeby Winters była "za bardzo" w niczym. Mógł nie rozumieć wielu rzeczy, ale jej wybuchowy, roztrzepany charakter dawał mu ciągle to samo przyjemne, rześkie uczucie, jakby siedział w domu przez miesiąc i w końcu wyszedł o poranku, witając się z pierwszymi promieniami słońca. Cholernie poetyckie jak dla niego, ale to był jedyny opis, jaki przychodził mu do głowy, gdyby już miał to jakoś nazwać. Nawet jeśli to słońce kopało go po piszczelach codziennie, a on sam popełniał faux pas w towarzystwie sprawiając, że pewnie nie będzie go chciała znów zaprosić gdziekolwiek do ludzi; miał zamiar się dalej starać i może nawet jakoś nauczyć panować nad własną mordą i nauczyć, kiedy trzymać ją zamkniętą. Yep, to brzmiało jak dobry pomysł, jeśli w ogóle będzie chciała się z nim dalej bujać w wolnym czasie, hm?

Domyślał się, że ta dwójka, którą zostawił przy stoliku pewnie musiała sobie pogadać przez dobrą chwilę i dlatego się nie spieszył za bardzo. Nie ważne, czy rozmawiali o tym niby-sekrecie, o którym cała ich trójka wiedziała, czy obgadywali jego absolutną sztywność i niezabawowość; chciał im dać czas, na ogarnięcie sytuacji i wymianę spostrzeżeń, taki był dobry. To i przy okazji złapać oddech, potrzebny przed kolejnym wskoczeniem na głęboką wodę towarzyskich potyczek, bah.
A kiedy wrócił, August wyraźnie zmieniła na jego zdanie, więc może i rzeczywiście miał rację, żeby dać im przeprowadzić wojenną naradę, co? Parsknął, lekko unosząc brwi, kiedy nazwała go zbawcą, a zaraz potem wskoczyła mu na kolana, obdarowując całusem w policzek. Absolutnie urocza. Nawet nie chciał zapanować nad swoją twarzą, która definitywnie straciła ostrość, a zyskała masę ciepła, kiedy obejmował ją w pasie, pozwalając, by oparła się wygodniej o jego ramię, jeśli tylko chciała. Mogła się też częstować jego piwem, bo czemu nie.. Właściwie to mógł o tym pomyśleć, cholera i kupić dwa, nie? Eh, przy następnej kolejce się poprawi. - Eyy... Nie, ale serio, zgadłem tylko dlatego, bo nie pasowało do reszty. - wzruszył lekko ramionami i mogło mieć to coś wspólnego z robieniem tych śmiesznych testów na rozpoznawanie wzorów i inne cognitive testing w przygotowaniu do swojej strażackiej rekrutacji. Przejął swoje piwo, gdy Winters odłożyła je na blat ze stuknięciem, upijając kilka łyków, zanim postanowiła zacząć kolejną rundę i.. Lekko się zakrztusił, będąc w trakcie przełykania, gdy wspomniała o zakochiwaniu się we własnym przyjacielu.. Serio? Aż tak się chciała wypuszaczać? Spojrzał na nią z zagubieniem, ale moment w którym sama na niego zerknęła w ten ponury sposób powiedział mu, że mimo tej całej gierki w siadanie na kolanach i całusy, nie był jeszcze wolny od odpracowywania swojego błedu. Fair. Tej części jej "sekretu" tak czy siak by nie powiedział, bo akurat to uznawał za prawdziwy sekret i to nie byłoby jego miejsce, by mówić coś takiego Alexowi, ale.. No, właściwie to nie dał jej powodu, by myślała inaczej prawda. Skinął lekko głową, bardziej do swoich myśli, niż do jej słów, pozwalając, by Alex wypruł pierwszy z odpowiedzią, kiedy on sam zgarniał dla siebie swojego tosta-nagrodę, składając go w pół i pochłaniając w dwóch gryzach, trawiąc jej lineup prawd i kłamstw. Doskonale wiedział które było prawdą, przynajmniej jedno z nich..
- ..proszę powiedz, że biedne pielęgniarki nie musiały sprzątać po tym kolesiu, o którym wspomniałaś? - skrzywił się lekko, po części dlatego, że niechciane obrazki z nią w roli głównej i jakimś losowym palantem nie były najprzyjemniejsze. Poza tym, mógł się tylko domyślić, że sprzątanie po niezbyt higienicznych zabawach pacjentów nie należało do najlepszych części pracy w służbie zdrowia..
LemonSpice
none
ODPOWIEDZ

Wróć do „SPIN”