No i dla samego Madoxa też nie było to w sumie nic wyjątkowego, bo on pewnie nie zliczyłby na palcach obu rąk, nóg nawet, ile razy podobne rzeczy odwalały się w klubie. Noże. Butelki, a czasem to przecież spluwy, wycelowane w niego.
Strzelił oczami na to, że chyba go popierdoliło, bo akurat on w tym towarzystwie to przecież był najnormalniejszy. William w jednym trepku, w jednej skarpecie, siedzi na kanapie i cieszy się, że wie jak się nazywa i że mieszka na górze. Chociaż może Madox też się powinien cieszyć, że to pamiętał?
A Pilar z tym nożem. Wymachuje nim, a przecież ona nawet pomidora nie potrafiła pokroić.
Przesunął palcami po twarzy, ale zaraz... no przecież, wyrwał się do niej, zamykając jej usta w pocałunku. Romantycznym.
Leczącym z zapomnienia może?
Tylko, że on zaowocował też tym... kopniakiem prosto w krocze, co sprawiło, że Madox momentalnie się odsunął i złapał... no za jaja. A z płuc wypuścił ciężko powietrze. Nawet się nie przejął za bardzo tym, że dostał w twarz, bo często dostawał, właściwie ostatnio mniej, ale za czasów swojej świetności, to raz w tygodniu co najmniej zarobił plaskacza.
Kiedy znowu się na niego zamachnęła, to przygotował się, żeby jednak złapać ją za rękę, ale ona złapała jego i szarpnęła do siebie. Przyparł ją do ściany, całując zachłannie, a kiedy oplotła go nogami to już zaciskał palce na jej udach, mocno, do tych pierdolonych siniaków, które zawsze jej robił. Mruknął prosto w jej pełne, gorące usta. Chyba jednak go pamiętała, Madox czuł to, kiedy naparł na nią mocniej i poczuł na torsie serce, które szalało jej w piersi, zupełnie tak, jak to jego. Może gdyby nie William, to by się od niej nie oderwał, i gdyby nie to...
- Kopniak bolał bardziej - skrzywił się, chociaż kiedy dotknęła śladu pod okiem, to też przymknął powiekę, a zaraz sięgał do niej ręką, kiedy uderzyła głową w ścianę - kurwa Pilar, uważaj, bo drugi raz już nie zaryzykuje - zaryzykowałby jeszcze sto następnych razy, ale zaraz postawił ją na ziemi i sam też się obejrzał na Williama, kiedy o niego zapytała. Nie wiedziała, że to jego mąż? Nie musiała chyba wiedzieć? Ale Patel wiedział - przyszedł tutaj podpisać papiery rozwodowe, ale stracił pamięć... I ty też straciłaś - spojrzał najpierw na jedno, potem na drugie, a zaraz sięgnął po ten lód owinięty w szmatkę, żeby jednak przyłożyć go sobie... do krocza - trafiłaś... oba - rzucił i wylądował koło Williama na kanapie klepiąc go po kolanie - a ty co Patelek? Przypomniało ci się coś więcej? Założysz spodnie, czy tak jedziesz do szpitala? - wiadomo, że tam William miał jakieś spodnie, ale dla Madoxa te krótkie szorty to nie były tak naprawdę spodnie - Pilar poradzisz sobie? - bo pewnie by jej pomógł. Williama też nawet poklepał po główce pac pac. A zaraz pospieszył ich oboje - no szybciutko - rzucił i klepnął Willa w plecy, za mocno chyba, bo ten znowu prawie się spierdolił z kanapy, ale Noriega go przytrzymał. Pokręcił głową zerkając na Pilar - jak będziemy kiedyś mieć dziecko, to trzeba zabezpieczyć porządnie ten dom, bo jest niebezpieczny. Chociaż może już wcale nie będziemy mieć - zdjął worek z lodem ze swoich spodni i w końcu wstał - no dawajcie, bo szampan jest otwarty, a w lodówce ciasto - czyli musieli szybko odhaczyć szpital. No musieli, bo jednak zaniki pamięci to nie jest jakiś błahy powód. Ściągnął kurtkę Pilar z wieszaka, a do Williama wystawił swoją. Tylko ciekawe czy on chciał spodnie, bo tak to Madox musiał mu przynieść, bo przecież swoich mu nie da, to znaczy tych z tyłka. Może byli najlepszymi przyjaciółmi, ale jednak... no lepiej jakby obaj pojechali do szpitala w spodniach.
pastel