ODPOWIEDZ
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

046.
They looked like class,
until they started talking.

trigger warning
przekleństwa
- Nie no kurwa... Nie lubię takich imprez, zawsze jest szampan, a mnie po nim napierdala łeb i ostatnio wiesz co tam zjadłem... - aż się skrzywił - wątróbkę - odruch wymiotny nim wzdrygnął. Kiedy tłumaczył Williamowi przez telefon dlaczego nie pójdzie z nim na kolejną imprezę dla bogoli - na co ty? Na szarfach? U mnie w klubie też czasem tańczą na szarfach... Wieża z szampana. Tort? Koncert... - westchnął ciężko, kiedy Patel wymieniał mu wszystkie atrakcje, które miały się pojawić na imprezie.
Trzy godziny później siedzieli już w BMW Madoxa słuchając sobie techno w drodze na... Imprezę dla bogaczy.
Obaj w smokingach, William z pięknie zawiązaną pod szyją muchą, a Madox z rozpierdoloną.
- Nie umiem tego zawiązać - szarpnął muchę, która wisiała mu na szyi. A kiedy wysiedli, to William mu ją ładnie zawiązał pod szyją, więc już do klubu weszli odpierdoleni jak milion dolarów... Chociaż Madox potknął się o własne nogi i prawie wyjebał, ale jednak udało mu się złapać równowagę.
Zakręcili się gdzieś pomiędzy tymi odstawionymi gośćmi i w końcu stanęli koło wieży z kieliszków szampana, a Madox od razu zadarł głowę do góry.
- Muszę dzisiaj zobaczyć jak to kurwa napełniają... Bo jak ostatnio byłem na imprezach gdzie takie coś było, to jedną wieżę wyjebałem, a drugi raz podpaliłem włosy Cherry i musieliśmy jechać na pogotowie. Więc nie odpierdalaj William, bo ja dzisiaj nigdzie nie jadę - poklepał kumpla po ramieniu, kiedy opróżniali już pod drugim kieliszku szampana. Bo chociaż jutro Noriega pewnie będzie zdychać, no to jednak był za darmo. Madox rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu jakiś znajomych twarzy. Może właśnie Marshall, bo ona lubiła takie spędy. Ale w sumie nikt nie rzucił mu się w oczy, oprócz...
- O kurwa patrz Letexier, zastępca komendanta, tylko do niego nie podbijaj William... - dwie minuty później, stali już ze Scottem, a William podawał mu kieliszek z szampanem i witał się z nim jak z kumplem. No bo się znali, to fakt, może nawet kolegowali? Chociaż z Madoxem to by było za dużo powiedziane. Kojarzyli się z komisariatu, gdzie Noriega był stałym bywalcem, bo przecież on ostatnio u komendanta Eliota to bywał co drugi dzień. Ale czy się lubili? Ciężko stwierdzić, bo jakby nie patrzeć, to stali trochę po przeciwnych stronach barykady, i chyba nawet to, że Madox ostatnio obracał Pilar na biurku Letexiera, kiedy tamten był na jakimś urlopie, nie robiło z nich kolegów. Ale... to też nie znaczyło, że nie mógł z nim zbić piątki.
- Cześć Letexier - chociaż czy na takich imprezach wita się zbijaniem piątki? Jak się jest podrzędnym gangusem, to wszędzie się tak wita. Chociaż William to witał się po prostu uściśnięciem dłoni.
Ale William to zawsze z ich duetu robił... dałna z siebie robił, więc Madox tylko wywrócił oczami. Ale zanim zdążyli się wymienić jakimiś ploteczkami ze świata policyjno-prawniczo-klubowego, to gdzieś za ich plecami pierdolnęło konfetti, jakby z armaty, bo strzeliło od sufitu we wszystkie strony, nawet w szampana im nawpadało, a zaraz z tego miejsca na szarfie spuściła się kuso ubrana tancerka i zaczęła śpiewać Lane del Rey. A może to była Lana?
Madox to i tak nie był jakimś fanem, więc tylko zerknął w tamtym kierunku i wywalił tego swojego szampana razem z konfetti, którym zaraz pluł.
- Ja pierdole, co tam pływało - zdjął kilka jakiś foliowych gwiazdek z języka.

William N. Patel-Noriega Scott Letexier
42 y/o
Welkom in Canada
185 cm
Zastępca komendanta Toronto Police Service Headquarters
Awatar użytkownika
Hard-boiled detective, cop and policeman
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiKe/bab
typ narracjiTypiczny
czas narracjiKażdy
postać
autor

Scott pojawił się na tej imprezie dokładnie tak, jak można by się spodziewać po kimś na jego stanowisku - nie dlatego, że miał na to ochotę, tylko dlatego, że czasem obecność była obowiązkiem. Garnitur leżał na nim idealnie, każdy detal dopięty, jakby to nie był wieczór pełen taniego blichtru, tylko oficjalna gala, na której ktoś faktycznie zwraca uwagę na standardy. Magnes na cipki włożony miał do kieszeni marynarki, kelnerce zawsze można było założyć worek na głowę, więc co mogło pójść nie tak?
Stał z boku przez dłuższą chwilę, obserwując ludzi. Znał ten typ wydarzeń - za dużo pieniędzy, za mało klasy i zdecydowanie za dużo alkoholu. Przesuwał spojrzeniem po twarzach, wyłapując znajome nazwiska, wpływy, powiązania i zmarszczki. To był dla niego bardziej teren pracy niż rozrywki, bo jakiej to rozrywki można szukać w towarzystwie takich tłuków?
Sięgnął po kieliszek szampana tylko po to, żeby mieć czym zająć rękę. Nawet nie spróbował. Już sam zapach wystarczył, żeby przypomnieć mu, dlaczego unika takich trunków. Preferował whisky, ewentualnie denaturat z braku laku.
Kiedy usłyszał znajome nazwisko, odwrócił głowę minimalnie - akurat w momencie, gdy Madox rzucał jego nazwiskiem z tą swoją charakterystyczną subtelnością godną Karriona na chacie maplehearts.
Nie ruszył się z miejsca. To oni przyszli do niego. Uścisk dłoni Williama przyjął bez zawahania - pewny, krótki, konkretny. Zupełnie inny świat niż piątka Madoxa, którą Scott zignorował. Dwóch Noriegów to było zdecydowanie za dużo, coś jak z braćmi Golec.
- Nadal próbujesz utrzymać go w pionie? - przeniósł wzrok na Madoxa. - Widzę, że standardy wejścia na imprezy się obniżyły - rzucił chłodno. I wtedy właśnie jebnęło konfetti.
Scott nawet nie drgnął. Jedynie powoli spojrzał na swój kieliszek, do którego wpadło kilka błyszczących kawałków plastiku, a potem na Madoxa, który zaczął właśnie pluć gwiazdkami jakby był jakimś pokemonem i używał ataku Swift.
Letexier pokiwał przecząco głową i westchnął cicho, zdając sobie sprawę, że to był dopiero początek tego cyrku. Miał jednak nadzieję, że pojawią się tutaj chociaż jakieś karły, którymi będzie można zagrać w kręgle. Takich rozrywek mu brakowało, no bo ile można testować granatniki w gabinecie na komisariacie? To też się z czasem nudzi.
Uniósł wzrok na scenę, obserwując tancerkę zsuwającą się na szarfie. Miał wątpliwości, czy była to Lana Del Rey, ale też chuja się znał na muzyce, więc mogło tak być. Kiedy zeszła i na jej miejsce wszedł kolejny zespół, ten od razu już rozpoznał. To był Sandu Ciorba, legenda rumuńskiego disco. Obok też stała jakaś lasia, nie kojarzył jej. Jakaś Shakira czy jak ona się tam wabiła. To od razu przykuło uwagę Scotta, który w zaciszu domowym bardzo często słuchał dalibomby.
Poprawił mankiet, nadal trzymając kieliszek, którego nie tknął. Stresował się. Co jeśli Sandu podejdzie do niego, albo rzuci mu swój akordeon? Musiał być na to gotowy. Oczywiście od razu wraz z wejściem legendy zaczął wybrzmiewać ten banger: alelejlelejlejla. Kolumbijka zaczęła wywijać brzuchem (całe szczęście, że nie była ulana), a średnio urodziwe studentki-tancerki z Holandii wtórowały jej w tym. Wixa zaczęła się na całego.
Spojrzeniem wrócił do Madoxa, którego kojarzył jedynie z pobytów na komisariacie, bo a to podpierdolił komuś opony z opla corsy, a to bawił się w roleplaye z wynajętym karłem i kazał się nazywać Księciuniem, podczas gdy niskorosłego nazywał Toudi, a to innym razem można go było wynająć jako tego murzyna co niesie trumnę i odpierdala jakiś taneczny szajs. Niewiele brakowało, a chłop dostałby już swój komplet kluczy i gabinet, tak często bywał w kwaterze policji.
- Co tu robicie? - spytał wprost, będąc ciekaw, jakież to koleje losu ich tu sprowadziły. W końcu nie były to dożynki 1997 w Calgary, żeby się ich tu spodziewać.

William N. Patel-Noriega Madox A. Noriega
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Opowiadam Madoxowi, że na tej imprezie będzie wieża z szampana, konfetti, tort, same gwiazdy, a jak się dobrze zakręcimy to nawet dziwki, koks i tajski boks i tak po prawdzie nawet nie muszę go namawiać. Już mam uskuteczniać swoją stałą gadkę pod tytułem jako twój adwokat radzę ci załatwić fure kokainy i hawajskie koszule, ale Noriega się odzywa zanim ja zdążę, że okej, w sumie to może iść. I faktycznie niewiele później siedzimy w jego aucie i słuchamy techno w drodze na miejsce, a kiedy wysiadamy na parkingu przed rezydencją za dwa miliony to od razu łapię za tą nieszczęsną muszkę, która błąka mu się pod szyją jak pijany chłop we mgle - Dawaj to - zawiązuję mu ją - Dopóki jesteś moim mężem to masz wyglądać jak milion dolarów, a nie funt kłaków kurwa - wiadomo. O naszym ślubie to wiedzieli już chyba wszyscy, bo łaziłem i każdemu pokazywałem nagranie, na którym mówimy sobie tak w kaplicy w Vegas, porobieni w trzy dupy, a mistrzem ceremonii jest Shrek. Poza tym każdy mężczyzna powinien umieć przepychać rury, wiązać muchę i sięgać na najwyższą półkę w kuchni, więc jak Noriega chce po naszym rozwodzie wziąć sobie kolejną żonę to niech się lepiej tego nauczy, nigdy nie wiesz kiedy się przyda. Jak był dodatkowo trochę ładniejszy od diabła to tylko dodatkowy atut. Zerkam na niego z uniesionymi brwiami - Z jaką Cherry? Marshall? Co ty właściwie robiłeś z Cherry na imprezie dla bogoli? - pytam, szczerze zdziwiony, bo chyba przespałem ten moment kiedy się razem bujali, albo byłem akurat w cugu i nie wszystko do mnie docierało - Słuchaj jakbyś mi spalił włosy to ja nie wiem co bym ci zrobił - byłem aktualnie na etapie zapuszczania, doszedłem już prawie do idealnej długości, więc chyba bym się autentycznie popłakał. Ja co prawda miałem nie pić, ale specjalnie przed tym przyjęciem skonsultowałem się ze swoim lekarzem i po półgodzinnym truciu dupy w końcu przyznał, że jedna lampka szampana nie powinna mi zaszkodzić. Dlatego właśnie kończę drugą, a potem wymieniam pusty kieliszek na pełny. Przesuwam spojrzeniem na zastępcę komendanta, kiedy Madox tak subtelnie mnie informuje, że jest o tam - O to dawaj, przywitamy się - dla mnie norma, zresztą już za moment stajemy przy Scottcie i wymieniamy krótki, ale konkretny uścisk dłoni. Potem wciskam mu w łapę kieliszek szampana - Siema Scott, co tam? Paka pełna? To wpadnę na dniach na poszukiwanie potencjalnych klientów - to brzmiało trochę jakbym miał w planach handel ludźmi, ale byłem prawnikiem to wiadomo o co chodzi. Na pewno był tam jakiś dobry chłopak co mało pił i mówił dzień dobry na klatce, którego można było wyratować z opresji. Rozwody już mi się znudziły. Nawet nie komentuję tego, że próbuję utrzymać Madoxa w pionie, bo prawda była taka, że myśmy się dopiero rozgrzewali, a kto kogo będzie musiał stąd wyprowadzić to się jeszcze okaże - No, to samo pomyślałem jak zobaczyłem jego - i ruchem głowy wskazuję na Jeffa, tego samego, którego Peach Pepper o mało nie poślubiła w reality show, tego samego, który miał być moim klientem, ale jednak moralność wzięła górę i tego samego, którego wkopałem w milionowe straty, hehs. Nasze spojrzenia się krzyżują i macha do nas jedną ręką, ale ja udaję, że tego nie widzę. To znaczy jeszcze przez chwilę się na niego gapie, a potem odwracam ostentacyjnie głowę udając, że oglądam wieże z szampana. Strzela konfetti, ja zaś mrużę oczy, zaglądając do swojego kieliszka, ale szkoda mi wylać, więc wypijam resztę na strzała i nawet przełykam te foliowe gwiazdki, chuj, najwyżej wysram i tak mieliśmy wszyscy tyle mikroplastiku w organizmach, że to już nie zaszkodzi - To jest Lana del Ray? - dziwię się. Uwielbiam Lane del Ray, więc oglądam występ aż do ostatniej nutki, po czym głośno go oklaskuję i krzyczę, że jeszcze jeden. Niestety Lana żegna się z tłumem posyłając w eter całuski, a na jej miejsce wchodzą kolejne gwiazdy - rumuńskie bożyszcze i Shakira. W sumie lubię Shakire, niezłego bellydensa odwala na tej scenie - Ale jazda, twoja ulubiona gwiazdka - rzucam do Madoxa szturchając go łokciem w bok. Scott chyba też lubił, bo nie umyka mi jak się nagle cały aż spina, co więcej poprawia mankiety - Ty chyba też lubisz Shakire, co? - śmieję się. Przez chwilę oglądamy występ, jest całkiem niezły, wpada w ucho, ale jak Letexier pyta co tu robimy to znowu wbijam w niego spojrzenie - Przyszliśmy się pokazać na salonach, a ty niby co tu robisz? - wszyscy zapewne mieliśmy podobne pobudki. To znaczy, w sumie chuj wie, większość pewnie była tutaj żeby robić biznesy, my z Madoxem przyszliśmy się za darmo najebać - Dostałem zaproszenie z osobą towarzyszącą, a nie wozi się drewna do lasu. W sensie dziewczyny już są, więc wziąłem Madoxa - proste, z Madoxem zawsze był najlepiej spędzony czas, nie ważne gdzie ani co robiliśmy. Opuszczam wzrok na wciąż pełny kieliszek w dłoni Scotta, a moje brwi biegną ku górze - A ty co, kurwa? Pijesz czy oszukujesz? Bo ja chcę wznieść toast - kiwam łbem - Za przestępców panowie, bez nich nie mielibyśmy co robić - unoszę kieliszek w geście toastu, po czym wale szampana na hejnał, puste szkło odkładając gdzieś na blat. Od razu wymieniam je na pełne - Oho, chyba wpadłeś komuś w oko, Scott, ale teraz się nie odwracajcie bo ta laska ciągle się na ciebie lampi - rzucam półszeptem znad kieliszka, zezując na tamtą dziewczynę.

Madox A. Noriega Scott Letexier
twoja stara
???
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Nie to, że dziwki, koks i tajski boks, mieli w Emptiness na porządku dziennym, no ale niech będzie, że to przekonało Madoxa, chociaż on dziwki to sobie odpuszczał, ale koksu... i to jeszcze takiego nie za jego pieniądze, tego by sobie nie odmówił. No i jakiegoś mordobicia też.
- A musisz wszystkim mówić, że jestem twoim mężem? - Madox jeszcze pyta Williama, bo ostatnio nawet baba w warzywniaku na dole, pod ich kamienicą, mu gratulacje składała - wszyscy się na mnie dziwnie patrzą, jakby chcieli zapytać, który z nas zapina, a który jest zapinany... - no ale nikt nie zapytał, bo wszyscy się Madoxa trochę bali. Ale to dobrze, bo jeszcze by mu odpierdoliło, on jest przecież trochę un poco loco.
Jak już sobie stoją przy wieży z szampanem i popijają bąbelki, a Will pyta, co Madox robił z Cherry Marshall, to Noriega strzelił oczami. Co prawda to był krótki związek, ale dość burzliwy, bo Charity na przykład rozpierdoliła Madoxowi całą kolekcję figurek Pokemon z porcelany. FIGUREK POKEMON.
- No kiedyś ją posuwałem, i ona na tej imprezie chyba liczyła, że będzie mi mogła chociaż gałę opierdolić, wiesz jak to bogaczki - Madox wzruszył ramionami - ale ja już wtedy byłem z Pilar, a ja wiesz... brzydzę się zdradą - tak mu nagadał. Ale już o włosach nic nie mówi, bo jemu i tak William najlepiej wyglądał jak się poznali i był łysy jak kolano.
Potem Madox bardzo dyskretnie informuje Williama, że tam stoi Scott Letexier, zastępca komendanta, drąc się na całą pizdę, żeby go kumpel usłyszał, a przy okazji sam Scott i jeszcze ze sto pięć osób w zasięgu pięciu metrów.
William chce do niego podejść, a Noriega jeszcze go łapie za łokieć.
- Pojebało cię, zobacz jak on na nas patrzy, jakby chciał... - nie dokończył, ale patrzył na nich, jakby chciał z nimi jechać do Vegas i wziąć podwójny ślub, albo ich stąd wyprosić. Ale to nie jego impreza, więc nie mógł ich wyprosić, ha!
No i chuj już stoją koło niego, wymieniają uprzejmości. Madox nawet chciał się przywitać, a kiedy Scott zignorował jego piąteczkę, to za bardzo się nie przejął, udał, że wcale nie chciał przybijać piątki, tylko sięgał po jakąś przystawkę, a tam... kurwa. Ta pierdolona wątróbka, no ale co teraz miał zrobić? Wyrzucić ją? Z miną pełną odrazy wsadził sobie przekąskę do ust i ze łzami w oczach... przełknął ją.
Zaraz coś tam gadają bogate buce, że standardy imprezy się obniżyły, ale Madox nie wie, bo on na takie imprezki nie chodzi przecież. Czasem... Raz poszedł i spotkał Cherry, a teraz z Williamem, ale fakt, tam mieli większą wieżę z szampana. Czyli STANDARDY SIĘ OBNIŻYŁY.
Nawet Noriega kiwa głową, że tak, tak, si. Ale motłoch.
A wtedy William pokazuje im jakiegoś kolesia, Madox to go w ogóle nie zna, ale pochyla się do Patela.
- A co to za cwel? - bo mordę miał jak cwel, ale... kiedy im pomachał, to Madox OCZYWIŚCIE odmachuje, bo on przecież zawsze to robi. Taki jest ziomek nie.
Potem w sufit wali konfetti, Madox się nim krztusi, jak jakiś kot kłaki, wypluwa te gwiazdki, a Lana zawodzi summertime sadness i jest to bardzo sadness, bo akurat Madox nie lubi, ale jak na scenę wchodzi Shakira, to o kurwa, aż mu oczy zabłyszczały. Złapał Williama za ramię i go szarpie.
- O kurwa Shakira! Idę tam - no i już się nawet ruszył z miejsca - myślicie, że jak dobrze zagadam to opierdoli mi gałę - mówi Madox, który brzydzi się zdradą, ale to jest Shakira, to Pilar by mu pewnie wybaczyła... A może nie?
No ale nie było dane mu sprawdzić, bo Shakira zrobiła na koniec szpagat, powysyłała im sto buziaków i zniknęła, bo pędziła swoim odrzutowcem żeby zagrać koncert w Pcimiu Dolnym ze Skolimem. To chyba gdzieś w Kolumbii. Madox to jest zresztą ciemny z geografii.
Scott się pyta co oni tutaj robią, a Madox robi wielkie oczy, no bo chyba widać, że walą szampaksa, a nie tańczą kankana na przykład, ale zaraz William mu wyjaśnia, po co tutaj przyleźli i Noriega tylko strzelił oczami. Jezus kurwa, żeby tylko Patel nie chciał pokazywać filmików z ich ślubu, bo on wszystkim to pokazuje. No ale zaraz nawija coś, że panienki tu są, a Madox to przecież jest zawsze zajebistym skrzydłowym, bo jest... no taki latynoski do juan, że laski same majtki ściągają przez głowę. Nawet miał powiedzieć Willowi, że już jest chyba pora wyrwać jakieś suki, ale Madox to tak kozaczy tylko, a prawda jest taka, że by tego nie zrobił, bo by go Pilar zajebała.
Noriega też spojrzał na tego szampana Scotta, ale zaraz wziął sobie pełny kieliszek, tylko zanim William powiedział za co piją, to on już go wychylił, to wziął drugi. Takie imprezy bogoli to jednak pod względem dostępności szampana były najlepsze.
- To moje zdrowie - jeszcze podsumował ten toast Patelka i też walnął na hejnał. Madox też chciał wznieść toast, że za wymiar sprawiedliwości, który jest do dupy i dzięki niemu on też ma robotę, ale William mówi o tej lasce co się gapi na Scotta, więc Madox od razu się tam odwraca i robi obczajkę, a tam...
Jakaś kulturystka, co bary miała szerokie jak Karrion, a biodra wąskie jak William, do tego gęba uwieńczona tak zrobionymi ustami, że pewnie gdyby się topiła, to trzymały by ją na powierzchni. Ubrana w obcisłą, różową kieckę, która podkreślała jej... mięśnie. Włosy tlenione na piękny blond w kolorze sraczki. Trzepota długimi rzęsami i puszcza do Letexiera oczko.
A Madox co?
Oczywiście, że jej pomachał i nawet jej pokazuje, że sobie może stanąć między nim, a zastępcą komendanta, skinieniem głowy. Ale jeszcze zanim ta wyszykowana lafirynda do nich podeszła, to Madox się pochylił do Letexiera - tylko sprawdź czy chuja nie ma, bo ostatnio mnie tak zrobili w chińskiej łaźni - rzucił. Ale lala już staje między nimi i odzywa się cieńkim głosikiem, to chyba nie ma, bo akurat masażystka Madoxa mówiła basem. Mógł się po tym skapnąć.
- Co tam Panowie? Który wolny? - wali prosto z mostu i patrzy na Scotta, chociaż laska ma trochę zeza i wygląda, jakby na Williama.

William N. Patel-Noriega Scott Letexier
42 y/o
Welkom in Canada
185 cm
Zastępca komendanta Toronto Police Service Headquarters
Awatar użytkownika
Hard-boiled detective, cop and policeman
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiKe/bab
typ narracjiTypiczny
czas narracjiKażdy
postać
autor

Skocik słuchał tego całego pierdolenia o małżeństwach, goleniu gał i zdradzie z miną człowieka, który zaczynał rozumieć, dlaczego niektórzy policjanci po dwudziestu latach służby hodują gołębie albo strzelają sobie w łeb. Każde kolejne zdanie Madoxa i Williama brzmiało jak materiał dowodowy do osobnej sprawy karnej, która koniec końców skończyłaby się wysłaniem ich do Tworek.
Kiedy Madox tak beznamiętnie rzucił, że posuwał Cherry, Scott powoli uniósł wzrok znad kieliszka.
- Fascynujące - skwitował sucho.
Potem William wspomniał o włosach i przez krótką chwilę Scott naprawdę próbował sobie wyobrazić Patela bez tej jego fryzury. Niestety mózg automatycznie podsunął mu obraz łysiejącego prawnika w hawajskiej koszuli i z jakiegoś powodu było to bardziej przerażające niż kilka odcinków Na Wspólnej, które widział.
Letexier obserwował całą tę tragedię w absolutnej ciszy. To, jak Madox wkłada sobie do ust wątróbkę z miną człowieka godzącego się z własną śmiercią, jak przełyka ją niemal ze łzami w oczach i jak wygląda, jakby właśnie popuścił w gacie podczas swojej solówki na trąbce w szkolnej orkiestrze.
- To chyba pierwszy raz, kiedy widzę u ciebie refleksję - skomentował.
Potem William wskazał jakiegoś faceta gdzieś w tłumie, a Scott odruchowo spojrzał w tamtym kierunku. Kojarzył typa. Jeff. Reality show. Jakieś dramy. Pozwy. Typowy pasożyt telewizyjny. Madox zapytał, co to za cwel, a zastępca komendanta nawet nie zdążył odpowiedzieć, bo Noriega już mu odmachał. Gliniarz spojrzał tylko z obrzydzeniem najpierw na jednego, potem na drugiego i pokiwał głową zdegustowany tym wszystkim. On chciał, żeby podszedł do nich Sandu Ciorba, a nie jakiś przygłup, który bierze udział w tym programie "you are not the father" i zaczyna jakiś paralityczny taniec, kiedy usłyszy wyrok.
Letexier zamknął oczy na sekundę.
- Oczywiście musiałeś mu odmachać - mruknął bardziej do siebie niż do nich, trawiąc to możliwie jak najłagodniej.
Brunet spojrzał na Williama, który z kolei wypił szampana-konfetti i tak stał w kompletnej ciszy analizując, co tu się odkurwia. Letexier znów pokiwał głową i spojrzał w górę, jakby kierował niemą modlitwę do jakiegoś boga.
- Niech ta kometa już pierdolnie... - westchnął zrezygnowany.
Ale najwyraźniej nie był to nawet najdziwniejszy element wieczoru, bo zaraz na scenie pojawiła się rzekoma Lana Del Rey. Scott jej nie kojarzył, Madox wyglądał jakby miał umrzeć z nudów, a William klaskał jak zdowniona foka po rzuceniu jej piłki. Na szczęście pojawił się Sandu Ciorba i wtedy Scott pierwszy raz tego wieczoru autentycznie zainteresował się występem.
Wyprostował się minimalnie, wzrok momentalnie poleciał ku scenie, a kiedy obok Sandu pojawiła się Shakira, Letexier bardzo szybko poprawił mankiet koszuli, jakby chciał ukryć fakt, że właśnie rozpoznał pierwsze nuty Dalibomby szybciej niż hymn Kanady.
- To dopiero muzyka - mruknął pod nosem, kiedy Ciorba śpiewał "ajajajaj".
Sandu wydarł się do mikrofonu, akordeon zawył, Shakira zaczęła wywijać biodrami, a połowa sali momentalnie oszalała. Jakiś starszy biznesmen próbował tańczyć, ale wyglądało to bardziej jak atak rwy kulszowej. Ktoś mało co nie przewrócił fontanny z czekoladą, która była po drugiej stronie. Jedna z tancerek poślizgnęła się na konfetti i prawie spadła prosto na DJ-a.
A Madox? Madox natychmiast zapragnął iść do Shakiry zapytać, czy zrobi mu gałę. Scott bardzo powoli odwrócił ku niemu głowę.
- Noriega - zaczął tonem człowieka zmęczonego życiem. - Ty kurwa jesteś bezczelny - rzucił. Nie żeby Shak od rozstania z Pique nie robiła sobie wiatraków z kutasów, ale no ociosać mongoła z kefiru Madoxowi? Powinna mieć trochę klasy.
Na szczęście Shakira zniknęła chwilę później, wysyłając tłumowi buziaki i schodząc ze sceny razem z Sandu. Na zejście tego drugiego Letexier zareagował widocznym smutkiem na twarzy, ponieważ naprawdę liczył, że artysta rzuci akordeonem w tłum (może nawet w Madoxa) i tym samym policjant będzie mieć jakąś pamiątkę z tego występu.
Kiedy Scott spytał, co tu robią, William zaczął coś tłumaczyć o salonach, osobach towarzyszących i nie wożeniu drewna do lasu, przez co brunet przez chwilę autentycznie nie był pewien, czy mówi o imprezie, podrywaniu kobiet czy handlu drewnem opałowym. Z nimi bowiem wszystko było możliwe.
Potem jednak padł toast za przestępców. Scott spojrzał najpierw na kieliszek w swojej dłoni, potem na nich.
- Nie powinienem tego robić, ale chuj - rzucił niczym lektor chłopaków z baraków i wychylił całą zawartość kieliszka. Poczuł mieszankę szampana i brokatu, na co skrzywił się, bo nie lubił ani jednego, ani drugiego smaku. - Czuję się jakbym zrobił laskę księżniczce Twilight Sparkle - nie wiedział, czy oglądali kiedyś My Little Pony, ale była szansa, więc zastosował takie poetyckie porównanie.
Właśnie wtedy William rzucił, że jakaś kobieta cały czas się na Scotta gapi. Madox oczywiście odwrócił się od razu, jak typowe dziecko, które na widok przycisku "nie wciskać" pierwsze co zrobi, to go wciśnie. Scott jeszcze nawet nie zdążył tego zrobić.
- Nie odwracajcie się tak gwałtownie, do chuja - zdążył wycedzić przez zęby, jednak było już za późno. Madox machał do tej ogrzycy, jakby zapraszał ją na wspólny seans Rekinado. Letexier spojrzał w tamtym kierunku i przez krótką chwilę zastanawiał się, czy to na pewno kobieta, czy może jakiś efekt spapranego eksperymentu CIA, FBI albo NBA. Bary miała szersze chyba nawet od Karriona, usta napompowane przypominające te balony, z których formowało się zwierzątka na festynach i sukienkę tak obcisłą, że gdyby miała jaja, to oba jądra ulewałyby się na boki tworząc słynne "oczy ważki".
Scott bardzo wolno zamknął oczy, słysząc tekst o chińskiej łaźni.
- Noriega… istnieje dokładnie zero sytuacji, w których powinieneś zaczynać zdanie od "ostatnio mnie tak zrobili w chińskiej łaźni" - odparł i mimowolnie wyobraził sobie to, co Madox mu prezentował. Mało brakowało, żeby nie zrobił Bonusa BGC i się nie zrzygał.
Troglodytka stanęła między nimi i zatrzepotała rzęsami. Scott spojrzał na nią tuż po zadaniu przez nią pytania. Potem na Williama, a na koniec na Madoxa.
- Ja szybki - odparł bezwarunkowo, czego zaraz pożałował, bo mogła to potraktować jak zaproszenie do szybkiego numerku. - Jestem transseksualną queer satanistką, spotykam się tylko z aspołecznymi panseksualnymi onu/jenu uga buga cha cha dalibomba ce ce gagica bomba - wytłumaczył końcówkę nawet trochę podśpiewując jak Sandu, po czym położył dłoń na plecach Madoxa i delikatnie pchnął go w kierunku ogrzycy. - Ale ten przystojniak mówił, że wyglądasz jak Shakira i był ciekaw czy... - zatrzymał się, nie chcąc być nietaktowny. - Czy zatańczysz z nim tango milonga? - nie ma to jak wpierdolić Madoxa na minę. Niemniej jednak on jedyny był kompetentny do tego zadania, plus Pilar na pewno nie będzie zła na niego za to, no bo gdzie Pilarcia do takiej troglodytki.
Letexier spojrzał na Williama, potem znów na Madoxa i jego partnerkę taneczną. Od razu sięgnął po kieliszek szampana od przechodzącego kelnera i wychylił go duszkiem.
- Szkoda tego 2Paca, nie? - zaczął temat z dupy, spoglądając na Patela, by możliwie jak najefektywniej dać do zrozumienia tej niewiaście, że jeśli poluje tu na kogoś, to na tyle chory psychicznie jest tylko Madox z ich trójki.

Madox A. Noriega William N. Patel-Noriega
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- No ale jesteś moim mężem - wzruszam ramionami, a potem mu zaczynam tłumaczyć, że to jest właściwie coś na zasadzie happeningu na rzecz społeczności lgbt+, no bo co? Jak powiedziałem tej babie z warzywniaka to ona na początku oburzona, że jak to tak chłop ze chłopem, że jesteśmy sodomici i będziemy się smażyć w piekle, a ja na to, że tak? A kto w takim razie pomagał ostatnio jej wnieść dostawę ziemniaków? No Madox. A kto napisał wniosek o dofinansowanie lokalnego biznesu i to całkiem za friko? Ja. A jak jej pracownica spadła z drabinki i skręciła kolano to kto ją od razu zawiózł na pogotowie? I to w tempie ekspresowym? Oczywiście, że Madox. A kto zaś wtedy został i handlował dalej w oczekiwaniu aż szefowa dotrze na miejsce? No przecież, że ja. Potem chwilę pomyślała i cóż, zawsze byliśmy dla niej mili i pomocni, więc chyba nie mogła nie przyznać mi racji. Dzięki temu społeczność gejów w naszej okolicy zyskała plus jeden do szacunku a świat stał się troszeczkę mniej nienawistnym miejscem - Ale dobra, jak ci to przeszkadza to już nie powiem nikomu - i tak już wszyscy wiedzieli, to teraz to tam chuj, mogę trzymać mordę na kłódkę. W każdym razie Madox opowiada co robił na imprezie z Cherry, a ja podobnie jak on wzruszam ramionami - Bogaczki - bo faktycznie coś o tym wiem, bardziej pojebane były chyba tylko narkomanki po mefedronie i dziwki, ale tylko jeśli odpowiednio zapłaciłeś. Obydwoje ze Scottem w kompletnej ciszy obserwujemy jak Madox raczy się wątróbką, co najmniej jakby to był dzisiejszy gwóźdź programu, ale już za moment dostrzegam Jeffa i jak mnie małżonek pyta co to za cwel to pochylam się nieznacznie w stronę jego oraz zastępcy komendanta, żeby tylko oni mnie słyszeli - No Jeff, ten od tych zdjęć, wiesz których - powinien wiedzieć bo to on ze mną się wkradał w nocy do jego magazynów żeby porobić fotki, które potem sprzedałem prasie, żeby mu narobić koło dupy za szkody dla środowiska - A oglądaliście to nowe Love is blind Kanada? Ty rozumiesz, że Peach PRAWIE tam za niego wyszła? Pojebane - kręcę głową, że kompletnie pojebane, prawie jak lato z radiem - Weź nie machaj do niego bo jeszcze tu przylezie i będzie trzeba z nim gadać - wywracam oczami, bo o ile Scott był na przykład świetnym rozmówcą, takim niezbyt wylewnym, tak Jeff na sto procent zaraz by zaczął nas zamęczać jakąś swoją turbo nudną gadką o finansach i biznesie, a to jest naprawdę ostatnią rzeczą, o której mam ochotę teraz słuchać. Tylko już za moment na scenę wkracza Shakira i Madox aż się wyrywa, żeby do niej iść - No dobra, to ja czekam tutaj jak coś, ale jakbyś za długo nie wracał to uznam, że plan zakończył się powodzeniem - unoszę kciuk w górę, niestety zanim Noriega się zdąży przecisnąć choćby kawałek to Shakira już robi szpagat i schodzi ze sceny. My sobie walimy szampanika wznosząc toasty i nawet Scott się przyłącza i przez chwilę jest całkiem miło. Za wymiar sprawiedliwości, który jest do dupy też bym się chętnie napił, bo dzięki temu ja też miałem co robić, a szukanie dziur w systemie było nie tylko pracą, ale także pasją. Tylko już zaraz ta laska się wgapia w Letexiera tak intensywnie, że pewnie aż to czuje w karku, takim charakterystycznym mrowieniem, a jak mówię, żeby się nie odwracali teraz to Madox się oczywiście odwraca. To samo było na wycieczce w Mediolanie jak do restauracji, w której jedliśmy pizzę wszedł Ridge Forester z Mody na sukces. Też mu mówiłem teraz się nie odwracaj, ale to jest chyba Ridge, a on co? Oczywiście się odwrócił. Tu akurat muszę poprzeć Scotta, ale już za późno na angielskie wyjście bo dziewczyna właśnie staje między nami. Mierzę ją spojrzeniem, ale póki co się nie odzywam, nawet jeśli z jej napompowanych ust pada bezpośrednie pytanie. Udaję, że piję szampana. W sumie to nie muszę udawać, po prostu walę kolejne łyki - Szybki, tak? - powtarza kulturystka i chociaż w pierwszej chwili wygląda jakby ta odpowiedź trochę zbiła ją z tropu, to ostatecznie wykrzywia swoje napompowane usteczka w coś, co pewnie miało być uwodzicielskim uśmiechem, szczególnie, że towarzyszy mu zalotne oczko - Ja też wolę od razu przechodzić do rzeczy, dogadamy się - mówi i nawet kiedy Scott próbuje ją dalej zbywać, to nie daje za wygraną - To świetnie się składa bo ja jestem aspołecznym panseksualnym onu/jenu uga buga cha cha dalibomba ce ce gagica bomba i spotykam się tylko z transseksualnymi queer satanistkami - powtarza po nim. Letexier próbuje wepchnąć w jej ramiona Madoxa, na co ona tak mierzy go wzrokiem i wcale nie wygląda na zadowoloną - Shakira? Ja wolę Sandu Ciorbe, o, to jest prawdziwy artysta, a nie jakaś lala z gołym brzuchem, ale dobra, możemy zatańczyć, chodź - już go chce łapać za rękę i ciągnąć na parkiet, ale opieram dłoń na ramieniu Noriegi, żeby go jednak zatrzymać - Ej, halo, ale mojego męża to ty zostaw, dobra? - miałem już nikomu nie mówić, że jesteśmy małżeństwem, ale chyba w takiej sytuacji mi wybaczy? - My jesteśmy tu razem, a ja jestem w chuj zazdrosny o niego - tłumaczę, po czym obydwoje z Madoxem pokazujemy jej swoje ręce, a raczej chodzi o palce, a dokładniej o pierścienie, które są symbolem, który nas połączył w kaplicy w hotelu Don Juan w Las Vegas. Dziewczyna wydaje się trochę zmartwiona, ale jak Scott wspomina o tym 2pacu to ona dosłownie w sekundę podłapuje temat, a co więcej mówi dokładnie to co i mnie przechodzi przez myśl - 2paca? A słyszałeś, że to była sprawka P.Diddy'ego? - rzuca, znowu wbijając spojrzenie w policjanta, tylko tym razem to ja dołączam się do rozmowy - No kurwa, raczej, tak samo jak Michael Jackson i jeszcze ta taka czarna piosenkarka - nie mogę sobie przypomnieć, więc pstrykam kilka razy palcami, jakby to miało w jakikolwiek sposób pomóc, jednak z pomocą znowu przychodzi mi nowa koleżanka - Aaliyah! - krzyczy, a ja kiwam energicznie głową - Nooo, dokładnie, ona - stoimy już z tą kulturystką obok siebie i prowadzimy bardzo żywą dyskusję, więc sięgam po kolejne dwie lampki szampana, jedną oferując swojej rozmówczyni, z drugiej popijam łyka - A śledziłeś sprawę? - pyta się mnie, na co macham jedną ręką - No kurwa, stara, ja jestem prawnikiem, OCZYWIŚCIE że śledziłem sprawę, śledzenie spraw to moje hobby - dobrze, że Scott nawinął o tym 2pacu, to teraz sobie możemy porozmawiać przez kolejne godziny o wszystkich teoriach spiskowych wokół Hollywoodu, a przecież to był dosłownie temat rzeka! Ona mi opowiada o Justinie Bieberze, że został sprzedany branży a ja jej o powiązaniach Epsteina. Na scenie seniorski zespół pieśni i tańca Toronto, a wokół nas znowu robi się trochę tłoczno, ale nie ma co się dziwić, skoro to była impreza na setki osób - No a ty jako prawnik to byś się zgodził na bronienie takiego Diddy'ego? - pyta mnie nagle, ale od razu kręcę głową - Akurat Diddy'ego w życiu, za żadne pieniądze, moim zdaniem jest winny i powinien dostać adekwatny wyrok, ale mnie zawsze wkurwiała jakoś sama jego morda - mówię i popijam łyka szampana, zaś nasza koleżanka patrzy to na Madoxa to na Scotta - No a wy chłopaki? Sprawiedliwość czy pieniądze? Bronilibyście Diddy'ego gdybyście byli prawnikami?

Madox A. Noriega Scott Letexier
twoja stara
???
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox tak słucha Williama i w sumie musiał się z nim zgodzić, że no jednak ostatnio więcej osób mu mówi dzień dobry na klatce, bo się go mniej boją.
- Dobra, to możesz czasem mówić, ale jak pokazujesz filmik to tylko ten, co stoję z lepszego profilu - jeszcze pouczył Willa. A potem już gadają o bogaczkach, Patel się zgadza, że są pojebane, a Scott się wtrąca, że fascynujące - E, nuda, kto nie posuwał Cherry - wzruszył ramionami, bo to akurat nie było nic wyjątkowego, a przynajmniej według Noriegi. Większe wrażenie na nim zrobiła ta wątróbka, nawet prawie go cofnęło, odruch wymiotny nim wstrząsnął, aż musiał zamknąć oczy i wyglądało to, jakby miał się porzygać, zejść, albo popłakać, wszystko na raz najprawdopodobniej.
Potem patrzą DYSKRETNIE na Jeffa, Madox wcale nie dyskretnie, William ostentacyjnie się odwraca, a Scott jakby mu coś śmierdziało i Noriega nawet sprawdził sobie buta, czy w nic nie wlazł przytrzymując się Willa, ale nie.
- No wiem które... - rzucił odnośnie tych zdjęć, a zaraz patrzy na Letexiera - a ty co kurwa taki niekulturalny? W policji nie uczą kulturki? - znowu spojrzał na Patelka i robi wielki oczy - co ty? Ja nie gadam z Peach, ale weź taki cwel - aż pokręcił głową, ale tak czy siak pomachał, bo jego w kolumbijskiej dziczy nauczyli, że się macha. Ale zaraz Scott mówi o tej komecie, a na scenę wchodzi Shakira. I teraz Madox to zastępcę komendanta walnął w ramię.
- No kometa, kometa, rakieta, nawet bym powiedział - wiadomo, że Madox mówi o Shakirze, ale Scott chyba też, nie? A zaraz o nim i Madox się wyszczerzył - a myślisz, że lubi bezczelnych? - bo on myślał, że tak. Już nawet wlazł w tłum, ale tam ten dziad, albo miał atak, albo tańczył brekdensa, ciężko stwierdzić. Tak czy siak Shakira znika, Sandu mówi, że jeszcze wróci i też robi szpagat.
Wiec zostaje im napić się szampana, wznieść jakiś toast, chociaż kiedy Scott powiedział o robieniu laski tej Twilight Sparkle, to Madox się dyskretnie pochyla do Williama - ej a co to za księżniczka? - bo pseudonim brzmi trochę jak jakieś tancerki z jego klubu, ale tam to są księżniczki bez lasek raczej.
Może jeszcze by sobie pogadali o chińskiej łaźni, ale już Madox pomachał do dziewczyny, a ona staje miedzy nimi i się okazuje, że jest bardzo bezpośrednia. Ale Scott też i Madox już nawet miał mówić, żeby sobie wzięli pokój, skoro tak do siebie pasują. Ale wtedy Letexier mówi, że Madox może z jego nową dziewczyną zatańczyć. No i dobra, wiadomo, że Noriega to nie jest jakimś bucem z kijem w dupie.
- Okej, to dawaj - już się oferuje, ale wtedy William się wtrącił, że nie, nie, nie, bo przecież to jego mąż. No i z jednej strony szkoda, bo przecież z Madoxa jest zajebisty tancerz, a z drugiej no to okej, bo kulturystka nie jest w jego typie właściwie. Tylko ma fajne muskuły, ale to bardziej, że kiedyś Madox też chciałby mieć takiego bicka na przykład, bo teraz miał trochę mniejszy. Zaraz jednak objął Willa ramieniem.
- No tak, mój piękny mąż, zazdrośnik - no i w sumie na jakieś piękne inaczej niewiasty to był dobry sposób - ale jakby Shakira pytała to jestem wolny - jeszcze Williamowi wyszeptał.
Potem Scott nawija temat 2paca, a Madox sobie wali szampana, bo on w te teorie spiskowe nie wierzy, chociaż 2paca szkoda wiadomo, dobry chłopak był. I dopiero jak laska pyta, czy on by bronił Diddy'ego, to Madox kręci głową.
- E ja to za głupi jestem na prawnika, to jest mój adwokat - powiedział szczerze, jak było, a zaraz Willa poklepał po ramieniu. No i oni tutaj gadu gadu, a po drugiej stronie Scotta staje jakaś laska z metr trzydzieści w obcasach. I na początku nikt jej nie zauważył, bo taka była niska. A nagle ona odchrząkuje.
- A słyszeliście, że Eminem to android? On teraz ciągle w czapce chodzi, zauważyliście? Bo podobno tam chowa panele słoneczne - mówi, a wszyscy na nią spuszczają spojrzenie, bo taka mała jest, a Madox się zastanawia czy pełnoletnia, ale laska zaraz wali szampana i tym pustym kieliszkiem tak machnęła, że Scottowi kropelki szampaksa wylądowały... na spodniach, bo ona mu sięga może do pasa. No i zaraz mała mówi, że mu to wytrze, a kulturystka, że ona, a Madox zaciska rękę na ramieniu Williama, żeby go może odciągnąć na bok... bo się tu zaraz pobiją o Letexiera. No chyba, że on jakoś uratuje w tym momencie sytuację?

Scott Letexier William N. Patel-Noriega
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”