Nie to, że dziwki, koks i tajski boks, mieli w Emptiness na porządku dziennym, no ale niech będzie, że to przekonało Madoxa, chociaż on dziwki to sobie odpuszczał, ale koksu... i to jeszcze takiego nie za jego pieniądze, tego by sobie nie odmówił. No i jakiegoś mordobicia też.
-
A musisz wszystkim mówić, że jestem twoim mężem? - Madox jeszcze pyta Williama, bo ostatnio nawet baba w warzywniaku na dole, pod ich kamienicą, mu gratulacje składała -
wszyscy się na mnie dziwnie patrzą, jakby chcieli zapytać, który z nas zapina, a który jest zapinany... - no ale nikt nie zapytał, bo wszyscy się Madoxa trochę bali. Ale to dobrze, bo jeszcze by mu odpierdoliło, on jest przecież trochę
un poco loco.
Jak już sobie stoją przy wieży z szampanem i popijają bąbelki, a Will pyta, co Madox robił z Cherry Marshall, to Noriega strzelił oczami. Co prawda to był krótki związek, ale dość burzliwy, bo Charity na przykład rozpierdoliła Madoxowi całą kolekcję figurek Pokemon z porcelany. FIGUREK POKEMON.
-
No kiedyś ją posuwałem, i ona na tej imprezie chyba liczyła, że będzie mi mogła chociaż gałę opierdolić, wiesz jak to bogaczki - Madox wzruszył ramionami -
ale ja już wtedy byłem z Pilar, a ja wiesz... brzydzę się zdradą - tak mu nagadał. Ale już o włosach nic nie mówi, bo jemu i tak William najlepiej wyglądał jak się poznali i był łysy jak kolano.
Potem Madox bardzo dyskretnie informuje Williama, że tam stoi Scott Letexier, zastępca komendanta, drąc się na całą pizdę, żeby go kumpel usłyszał, a przy okazji sam Scott i jeszcze ze sto pięć osób w zasięgu pięciu metrów.
William chce do niego podejść, a Noriega jeszcze go łapie za łokieć.
-
Pojebało cię, zobacz jak on na nas patrzy, jakby chciał... - nie dokończył, ale patrzył na nich, jakby chciał z nimi jechać do Vegas i wziąć podwójny ślub, albo ich stąd wyprosić. Ale to nie jego impreza, więc nie mógł ich wyprosić, ha!
No i chuj już stoją koło niego, wymieniają uprzejmości. Madox nawet chciał się przywitać, a kiedy Scott zignorował jego piąteczkę, to za bardzo się nie przejął, udał, że wcale nie chciał przybijać piątki, tylko sięgał po jakąś przystawkę, a tam... kurwa. Ta pierdolona wątróbka, no ale co teraz miał zrobić? Wyrzucić ją? Z miną pełną odrazy wsadził sobie przekąskę do ust i ze łzami w oczach... przełknął ją.
Zaraz coś tam gadają bogate buce, że standardy imprezy się obniżyły, ale Madox nie wie, bo on na takie imprezki nie chodzi przecież. Czasem... Raz poszedł i spotkał Cherry, a teraz z Williamem, ale fakt, tam mieli większą wieżę z szampana. Czyli STANDARDY SIĘ OBNIŻYŁY.
Nawet Noriega kiwa głową, że tak, tak, si. Ale motłoch.
A wtedy William pokazuje im jakiegoś kolesia, Madox to go w ogóle nie zna, ale pochyla się do Patela.
-
A co to za cwel? - bo mordę miał jak cwel, ale... kiedy im pomachał, to Madox OCZYWIŚCIE odmachuje, bo on przecież zawsze to robi. Taki jest ziomek nie.
Potem w sufit wali konfetti, Madox się nim krztusi, jak jakiś kot kłaki, wypluwa te gwiazdki, a Lana zawodzi summertime sadness i jest to bardzo sadness, bo akurat Madox nie lubi, ale jak na scenę wchodzi Shakira, to o kurwa, aż mu oczy zabłyszczały. Złapał Williama za ramię i go szarpie.
-
O kurwa Shakira! Idę tam - no i już się nawet ruszył z miejsca -
myślicie, że jak dobrze zagadam to opierdoli mi gałę - mówi Madox, który brzydzi się zdradą, ale to jest Shakira, to Pilar by mu pewnie wybaczyła... A może nie?
No ale nie było dane mu sprawdzić, bo Shakira zrobiła na koniec szpagat, powysyłała im sto buziaków i zniknęła, bo pędziła swoim odrzutowcem żeby zagrać koncert w Pcimiu Dolnym ze Skolimem. To chyba gdzieś w Kolumbii. Madox to jest zresztą ciemny z geografii.
Scott się pyta co oni tutaj robią, a Madox robi wielkie oczy, no bo chyba widać, że walą szampaksa, a nie tańczą kankana na przykład, ale zaraz William mu wyjaśnia, po co tutaj przyleźli i Noriega tylko strzelił oczami. Jezus kurwa, żeby tylko Patel nie chciał pokazywać filmików z ich ślubu, bo on wszystkim to pokazuje. No ale zaraz nawija coś, że panienki tu są, a Madox to przecież jest zawsze zajebistym skrzydłowym, bo jest... no taki latynoski do juan, że laski same majtki ściągają przez głowę. Nawet miał powiedzieć Willowi, że już jest chyba pora wyrwać jakieś suki, ale Madox to tak kozaczy tylko, a prawda jest taka, że by tego nie zrobił, bo by go Pilar zajebała.
Noriega też spojrzał na tego szampana Scotta, ale zaraz wziął sobie pełny kieliszek, tylko zanim William powiedział za co piją, to on już go wychylił, to wziął drugi. Takie imprezy bogoli to jednak pod względem dostępności szampana były najlepsze.
-
To moje zdrowie - jeszcze podsumował ten toast Patelka i też walnął na hejnał. Madox też chciał wznieść toast, że za wymiar sprawiedliwości, który jest do dupy i dzięki niemu on też ma robotę, ale William mówi o tej lasce co się gapi na Scotta, więc Madox od razu się tam odwraca i robi obczajkę, a tam...
Jakaś kulturystka, co bary miała szerokie jak Karrion, a biodra wąskie jak William, do tego gęba uwieńczona tak zrobionymi ustami, że pewnie gdyby się topiła, to trzymały by ją na powierzchni. Ubrana w obcisłą, różową kieckę, która podkreślała jej... mięśnie. Włosy tlenione na piękny blond w kolorze sraczki. Trzepota długimi rzęsami i puszcza do Letexiera oczko.
A Madox co?
Oczywiście, że jej pomachał i nawet jej pokazuje, że sobie może stanąć między nim, a zastępcą komendanta, skinieniem głowy. Ale jeszcze zanim ta wyszykowana lafirynda do nich podeszła, to Madox się pochylił do Letexiera -
tylko sprawdź czy chuja nie ma, bo ostatnio mnie tak zrobili w chińskiej łaźni - rzucił. Ale
lala już staje między nimi i odzywa się cieńkim głosikiem, to chyba nie ma, bo akurat masażystka Madoxa mówiła basem. Mógł się po tym skapnąć.
-
Co tam Panowie? Który wolny? - wali prosto z mostu i patrzy na Scotta, chociaż laska ma trochę zeza i wygląda, jakby na Williama.
William N. Patel-Noriega Scott Letexier