ODPOWIEDZ
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

#9
Zabierał się do tego jak do…
A to przecież tylko jeden telefon; jedna, niezobowiązująca propozycja. Mogła się zgodzić, mogła nie. Mogła w ogóle od niego nie odebrać. Z tym że Percy tak naprawdę wcale nie wiedział, co miał jej powiedzieć. I wcale nie chciał się tłumaczyć. Jego słowa powinny brzmieć mniej więcej tak: hej, wybacz, że nie odzywałem się przez kilkanaście lat, ale znasz mnie… tak już mam. Jestem, później znikam i znowu wracam. Zwykle, kiedy czegoś potrzebuję. Pieprzony egoista. Zamiast tego rzucił tylko luźnym kłamstwem, które zahaczało o przypadkowe przypomnienie sobie o niej, bo to było totalnie w jego stylu, a ona o tym wiedziała. Pomyślał, że skoro zgodziła się na spotkanie, chyba nawet za bardzo się też nie zmieniła. Ale o tym musiał się przekonać na własnej skórze.

Dostał adres i przybliżoną godzinę, o której mógł się pojawić. Jechał prosto z kancelarii, tak było najprościej – nie wracać do domu, wysłać jedynie Gigi sms-a, że będzie późno. Bez zagłębiania się w zbędne szczegóły.
Na siedzeniu pasażera leżała butelka taniego alkoholu à la wino. Dokładnie tego samego, którym upijali się kiedy oboje mieli po dwadzieścia parę lat, a Gardner nie wiedzieć czemu uznał, że kupno tych szczyn będzie perfekcyjnym zwieńczeniem jego nagłego powrotu do jej życia.
Zapukał trzy razy w drzwi wejściowe, rozglądając się dookoła. York Mills to to nie było, ale Evina Swanson nie była też adwokatem zarabiającym kupę szmalu na karnych sprawach. Obecnie wiedział o niej tyle, co nic. Że mieszkała w Toronto, że zajmowała się zabójstwami, że żyła. Nie dopytywał czy sama, czy z kimś, czy powinien spodziewać się gromadki bachorów latających po jej domu, czy może stada kotów… J e s z c z e nie dopytywał.
Gdy otworzyła mu drzwi, wpuszczając do środka, uniósł w górę brwi i trzymaną w dłoni butelkę.
Pamiętasz? — Spojrzał na nią podejrzliwie. — Musisz.
W sam raz na powitanie, zamiast „dobrze cię widzieć, świetnie wyglądasz”, za które pewnie dostałby w twarz siarczystym „dobra, wchodź, nie pierdol”.

Evina J. Swanson
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie spodziewała się tego telefonu. Minęło zdecydowanie zbyt wiele lat, ale wyglądało na to, że jednak musiała być dalej w pamięci Percy'ego. Przynajmniej na tyle, aby coś mu nagle o niej przypomniało.
Nie łudziła się ani przez chwilę, że zwrócił się do niej wiedziony nostalgią. Musiało być coś, czego od niej chciał. Nie miała jednak żadnego problemu z jego interesownością, bo pewnie sama też wykorzystałaby ich znajomość, gdyby tylko zaszła taka potrzeba.
Zaakceptowała jednak jego gładkie kłamstwo. Oczywiste, ale dosyć miłe. Odwdzięczyła mu się adresem i zaproponowanym terminem spotkania. Chociaż kogo oszukiwała? W tym momencie mogła go przyjąć w dowolnej chwili. Wciąż powoli wracała do siebie i miała zdecydowanie utrudnione poruszanie się.
W domu była sama. Zaylee dostała jakieś wezwanie, z którego nie mogła zrezygnować. Zresztą Swanson nie chciała jej przetrzymywać cały czas przy sobie. Koronerka już i tak wystarczająco się poświęciła, dbając o nią wzorowo od czasu, gdy została postrzelona przez swojego niedoszłego zabójcę.
Dojście do drzwi, gdy rozległ się dźwięk pukania było pewnym wyzwaniem, ale jednak jakoś mu otworzyła mimo czarnego kocura, który kręcił się pod nogami zainteresowany tym gdzie też jego pani postanowiła pójść.
Niby minęło tyle lat, a miała wrażenie, że niewiele się zmienił. Wciąż to samo spojrzenie, takie same manieryzmy oraz butelka taniego wina w dłoni. Dokładnie to jakim upijali się za młodu, aby oddać się tym wszystkim młodzieńczym przyjemnościom.
- Pamiętam. Choć po nim pewnie nie powinnam - odparła żartobliwie i przesunęła się w drzwiach, aby mu zrobić miejsce. - Wejdź i się rozgość. Pójdę po kieliszki.
Może wyraziła się zbyt optymistycznie, ale starała się ostatnio coraz więcej chodzić. Wciąż opierając się na prostej lasce, aby nie opierać zbyt wiele ciężaru na operowanej nodze. Dalej nie wróciła w pełni do sprawności, a niekiedy wciąż dokuczał jej spory ból przy próbie zrobienia kroku.

Percival Gardner
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Ona chyba też dużo się nie zmieniła. Wyglądała tak samo, jak zapamiętał, nie licząc zmarszczek, ale oboje mieli już swoje lata. Kiedyś potrafili wyobrażać sobie swoją przyszłość, zwłaszcza po kolejnej butelce wina; zgadywać, co będą konkretnie robić, gdzie mieszkać i z kim. Percy o wiele się nie pomylił, może z wyjątkiem małżeństwa z Gigi, która była od niego o czternaście lat młodsza. Jeszcze nie wiedział, że pani detektyw mogła pochwalić się prawie takim samym wynikiem.
Już miał wejść dalej, rozgościć się, lecz dopiero gdy omiótł wzrokiem jej sylwetkę zdał sobie sprawę z tego, że stała o lasce. Nie pamiętał, żeby podczas krótkiej rozmowy telefonicznej wspominała coś o jakimkolwiek wypadku. Ściągnął brwi, wracając spojrzeniem do twarzy znajomej.
Kota się spodziewałem, ale tego…? — powiedział szczerze zdziwiony, wskazując podbródkiem na nogę Eviny.
Teraz przynajmniej wyjaśniła się kwestia tego, że na propozycję wyjścia na miasto stwierdziła, że lepiej byłoby, gdyby do niej wpadł. Nie lubił się narzucać, zwłaszcza po tylu latach braku kontaktu, ale skoro sama zapraszała…
Zdjął tylko płaszcz i ruszył dalej, w głąb mieszkania, zerkając na nią co chwila z pytaniem w oczach. Pomóc jej, nie pomóc? Doskonale jednak wiedział, że gdyby Evina Swanson potrzebowała pomocy, sama by mu o tym powiedziała.
Rozejrzał się dookoła, gdy stanął przy kuchennym blacie.
No, to co się stało? — spytał. — Wiesz, z nogą.
Nie był aż takim bucem, żeby na wstępie zacząć z grubej rury. O ile nie wyrzuci go po pół godzinie rozmowy, była szansa, że mógł później ruszyć temat zabójstwa, ale najpierw zamierzał dowiedzieć się, co działo się u niej. Nie widzieli się w końcu od dwudziestu paru lat i choć sam Percy swoją opowieść najchętniej streściłby do pracowniczych sukcesów, przeczuwał, że Ev mogłaby go czymś zaskoczyć.
Na pierwszy rzut oka nie zauważył szczegółów, które wskazywałyby na to, że z kimś mieszkała, choć Gardner był czasem jak typowy facet. Zauważał dopiero wtedy, kiedy podsunęło mu się coś pod nos.

Evina J. Swanson
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak cudownie było snuć marzenia o przyszłości, gdy miało się po te dwadzieścia kilka lat. Wciąż jakby dziecinne sny, ale jednak okraszone nieco większą ilością realizmu. Może nawet przez moment zastanawiała się czy nie spędzą razem życia chociaż nie oczekiwała zbyt wiele po ich związku. Jak widać nie pomyliła się skoro nie widzieli się już od tylu lat i każde z nich zapewne ułożyło sobie to życie zupełnie inaczej. Na pewno zaś bez siebie.
Wiedziała, że Percy'emu nie umknie widok laski, którą trzymała w dłoni. Nie lubiła z niej korzystać, ale bywała do tego zmuszona. Zwłaszcza, gdy faktycznie zmęczone rehabilitacją kolano dawało jej się we znaki. Oczywiście Swanson była rozsądną kobietą i nigdy nie połączyłaby leków przeciwbólowych z alkoholem... Dlatego ich nie wzięła i słusznie jak widać skoro Gardner przyniósł ze sobą wino.
- A, to. Długa historia, ale przynajmniej wiem jak to być zniedołężniałą babcią - odpowiedziała, starając się jakoś przysłonić humorem własną tragedię.
Żartowanie z tej sytuacji pomagało jej nie zwariować. Zdążyła się już niejako oswoić z myślą o swoich własnych ograniczeniach, ale wciąż potrafiły one wywołać prawdziwą frustrację. Zwłaszcza dla kogoś kto starał się zawsze być tak niezależny jak Evina. Nie lubiła polegać na innych, a teraz niejako była do tego zmuszona.
Poruszała się po kuchni w poszukiwaniu kieliszków do wina i normalnie pewnie sięgnęłaby także po korkociąg do szuflady, gdyby nie to, że Percival zdecydował się na ich studencki trunek rozlewany do zakręcanych butelek. Przynajmniej to oszczędziło jej zachodu, bo mogła po prostu odkręcić tego siekacza i nalać go do stojących na blacie szkieł. Rzecz jasna mogła przy tym liczyć na zainteresowanie drzemiącej na kuchennym parapecie szkockiej zwisłouchej kotki, która na chwilę uniosła łeb.
- Jak mówiłam długa historia - odpowiedziała, przesuwając po blacie jeden z kieliszków w jego stronę. - Facet, którego wsadziłam praktycznie na początku kariery wyszedł z pierdla i chciał mnie dorwać. Przestrzelił mi kolano.
Starała się mówić o tym tak bezemocjonalnie jak tylko mogła. Zupełnie jakby nie otarła się wtedy o śmierć. Zupełnie jakby nie przeleżała w szpitalu tygodni i nie zadręczała się tym, że to jej narzeczona odstrzeliła prześladowcy łeb, pozbawiając jej szansy na to by zakończyła wszystko na własnych warunkach.
Na myśl o tym wszystkim aż musiała bezceremonialnie opróżnić jednym haustem połowę zawartości kieliszka. Palący w gardło alkohol pomógł przywrócić ją do rzeczywistości i skupić spojrzenie bladoniebieskich oczu na postaci prawnika.
- A u ciebie co się działo, że postanowiłeś mnie odwiedzić? - zapytała wprost, nie chcąc zbyt długo tańczyć wokół tematu.
Wiedziała, że najlepiej oboje przeszliby od razu do rzeczy. Potem mogli dokończyć butelkę wina i porozmawiać o tym, co się działo w ich życiu bardziej prywatnie.

Percival Gardner
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Kiedyś złapałby za telefon, wystukał sms-a i wysłał go bez wahania, wiedząc, że jeśli nie urokiem osobistym, skusi ją butelką taniego wina – żeby spotkać się choćby w środku nocy. Kiedyś wszedłby do jej akademikowego pokoju jak do siebie. Bywał cholernie przekonujący i nawet ktoś tak asertywny jak Evina Swanson czasami ulegał jego wpływom.
Teraz stojąc w kuchni starej przyjaciółki, a może lepiej: byłej dziewczyny, czuł się dosyć… nieswojo. Sam do końca nie wiedział czy to była kwestia czasu, czy może jednak tego, że wpakował jej się na chatę (z planem lekkiego wykorzystania ich znajomości) w niezbyt sprzyjającym dla niej okresie. Może by się o tym dowiedział, gdyby najpierw się upewnił, że jego nagła wizyta nie będzie problemem. Może…
No tak. Nie dość, że kulawa, to zaraz pięćdziesiątka na karku. — Westchnął teatralnie, nie mogąc powstrzymać się przed uszczypliwością, zupełnie jak za dawnych czasów. Ale! Żeby nie było, to ona pierwsza nazwała się zniedołężniałą babcią. — Żartuję, dobrze wyglądasz — sprostował chwilę później, wcale nie próbując być miłym. Naprawdę tak uważał.
Oparł się bokiem o kuchenny blat, łapiąc za kieliszek, który mu podsunęła. Już miał się napić, już podnosił szkło do ust, lecz zawisło w bezruchu, gdy podzieliła się z nim powodem swojego tymczasowego kalectwa.
„Facet, którego wsadziłam praktycznie na początku kariery, wyszedł z pierdla i chciał mnie dorwać. Przestrzelił mi kolano”.
Zrobił zdziwioną minę, taką niezbyt wyrazistą, ale jednak. Spodziewał się innej odpowiedzi, raczej czegoś w stylu: wypiłam za dużo wina i spadłam ze schodów. Wyznała to zresztą tak zobojętniałym tonem, że parsknął nagle krótkim śmiechem.
Rozumiem, że to taki typowy dzień z życia detektywa? — Upił wreszcie łyk tego sikacza, którego ze sobą przywiózł. I momentalnie pożałował swojej decyzji. — Kurwa… — Wykrzywił się, biorąc kolejny łyk. Smakował gorzej niż pamiętał. — Nie dodałaś, że wsadziłaś go z powrotem do pierdla. — Zauważył, przyglądając się jej nieco uważniej.
Nie dała mu jednak dużo czasu na zastanawianie się czy przypadkiem nie potrzebowała pomocy. Rzeczowe pytanie Eviny odrobinę wybiło go z rytmu. Podświadomie miała rację… nie przyjechałby do niej po dwudziestu latach bez żadnego konkretnego motywu.
Znaczy się do brzegu… no dobra. Mam jedną świeższą sprawę, która się rozwija w mgnieniu oka. Niespecjalnie na korzyść mojego klienta. Dyrektor Manulife Financial oskarżony o morderstwo swojej pracownicy. Wychodzi coraz więcej kwiatków. Media siedzą nam na ogonie, a ci z federalnych za długo przy tym grzebią. Generalnie wszystko mi tu śmierdzi. — Przerwał na kilka sekund, obserwując jej reakcję. — Idealny temat dla pani detektyw z wydziału zabójstw.
Na ustach Gardnera zamajaczył zawadiacki uśmieszek.

Evina J. Swanson
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pozwalała mu na naprawdę wiele z powodu sympatii, którą względem niego czuła. Gardner mógł się cieszyć jej wyjątkowymi względami, co kiedyś z pewnością skrupulatnie wykorzystywał. Być może mógłby to zrobić także teraz z podobnym skutkiem.
Może i miała teraz swoje życie. Takie, które nie znajdowało się w rozsypce, a było ułożone. Trudno byłoby o to, aby jej sprawy prywatne były nieuporządkowane skoro związała się z cholerną pedantką. Gdyby nie to... Może powitałaby Percy'ego z nieco większym entuzjazmem i to spotkanie wyglądałoby inaczej.
- Tobie też do niej coraz bliżej, staruszku - przypomniała mu, bo może i był o te kilka lat młodszy, ale nieuchronnie zbliżał się do tej magicznej liczby.
Czy nie znajdował się obecnie na półmetku? Trudno było jej określić. Miała wrażenie, że ten czas leciał zdecydowanie zbyt szybko. Nie mogła jednak nic na to poradzić. Podobnie jak na wiele innych rzeczy, ale w tym przypadku przynajmniej nie zaczynało się w niej odzywać nieprzyjemne poczucie bezsilności. W końcu takie było życie.
- Ty też dobrze wyglądasz. Życie adwokata ci służy jak mniemam - stwierdziła, przesuwając jeszcze uważnym spojrzeniem po jego sylwetce.
Nie oceniała. Dokonywała obserwacji. Percy faktycznie wyglądał niezwykle dobrze jak na faceta w swoim wieku. Na pewno też prezentował się nieco lepiej niż ona sama, biorąc pod uwagę, że wciąż jej dokuczała dosyć poważna kontuzja.
Była przygotowana na jego zdziwienie. W końcu nie było rady, aby taka rewelacja nie zrobiła na nim jakiegokolwiek wrażenia. Ile osób mogło powiedzieć to samo, co ona? Raczej przebywanie na celowniku szalonego mordercy i prześladowcy nie znajdowało się na listach popularnych zajęć.
- Zgaduję, że chyba trzeba się z czymś takim liczyć w tym zawodzie - odparła, bo od początku zdawała sobie sprawę, że idąc w taką karierę nie decyduje się na spokojne życie.
Wciąż miała wino w kieliszku. Nie interesowało jej to, że w tym momencie narzucała sobie o wiele większe tempo niż powinna. O takich sprawach nie mówiło się na trzeźwo. Zresztą, z czymkolwiek Gardner do niej przyszedł to wysłucha go odpowiednio niezależnie od tego ile promili będzie radośnie krążyło w jej krwi. Zatem bez wahania dopiła resztkę trunku.
- Trochę bezsensowne jest wsadzanie trupa do pierdla - odparła, wzruszając ramionami w próbie pozbycia się tego całego obrazu sprzed oczu.
Nie chciała myśleć o tym skurwysynie. Wolała się skupić na tym, że miała dobre choć tanie wino niosące w sobie ładunek nostalgii oraz towarzystwo, które kiedyś sprawiało jej największą przyjemność.
Wiedziała, że bez powodu Percival nie zjawiłby się u jej drzwi. Nie była też kobietą, która lubiła tańczyć wokół tematu. Wolała od razu przechodzić do sedna sprawy i wiedzieć na czym stoi.
Uzupełniła sobie deficyt wina w kieliszku i zaprosiła go do salonu, gdzie mogła się zdecydowanie dużo wygodniej rozsiąść tak, aby ułożyć jakoś wygodnie z nogą pod kątem, który nie sprawi jej wyjątkowo dużo bólu.
- Oczywiście twój klient jest niewinny, co? - mruknęła, ale wiedziała, że nie powinna na niego naciskać. - Jakie kwiatki ci tu wychodzą? I czego właściwie byś ode mnie oczekiwał?
W tej chwili nie miała zbyt wielu możliwości, ale na pewno dysponowała odpowiednią dawką wolnego czasu i zrobiłaby wszystko byle tylko dostarczyć sobie jakiegoś kreatywnego zajęcia. Była złakniona nowych spraw pomimo burdelu na głowie i otarcia się o śmierć.

Percival Gardner
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

„Trochę bezsensowne jest wsadzanie trupa do pierdla”.
Pokiwał głową, rozumiejąc już, dlaczego o tym nie wspomniała. Ciekawość podsuwała mu zadanie pytania: zabiłaś go? Ale zdawkowość odpowiedzi i ton jej głosu podpowiadały, że lepiej było nie ciągnąć tematu. Przynajmniej nie w tamtym momencie.
„Oczywiście twój klient jest niewinny, co?”.
W tym rzecz… że nie do końca — sprostował, upijając łyk wina. Coraz lepiej wychodziło mu utrzymywanie normalnej a nie wykrzywionej miny na posmak tego sikacza.
Przypomniał sobie spotkanie w kancelarii. Hexley trochę się wysypał, aczkolwiek wciąż było to zbyt mało, żeby cokolwiek zdziałać. Wiedzieli jedynie, że według niego ktoś wrabiał go w morderstwo.
Nie sądzę, że faktycznie zabił tą kobietę, ale przyznał, że nie wszystkie jego interesy są legalne. Wiesz, to światowa firma, wcale mnie to nie dziwi. Na początku myślałem, że bredzi, bo facet był turbo zestresowany. Powtarzał, że ktoś chce go udupić, że go zabiją… Mogłoby się wydawać, że to typowa próba zrzucenia z siebie winy… — przerwał na chwilę, znów racząc się alkoholem. Przechylił resztkę zawartości kieliszka i złapał za butelkę. Dolał sobie i Evinie. — Potem dodał, że „przecież nie odda im całego majątku”, że „to miała być tylko jedna inwestycja, parę ustawionych akcji”. Niezbyt chce współpracować — mruknął. — Normalnie bym w tym nie grzebał, ale Hexley to gruba ryba. Muszę wiedzieć co to za ludzie. Muszę wygrać tą sprawę. — Posłał znajomej zawzięte spojrzenie. Uznał za zbędne mówić, że chodziło o kupę szmalu i wizerunek jego kancelarii.
Westchnął, przez parę sekund zawieszając wzrok na śpiącej kotce. Dobre pytanie – czego właściwie od niej oczekiwał?
Szczerze? Nie wiem. — Wzruszył ramionami. — Wiem z kolei, że nie widzieliśmy się dwadzieścia lat i wiem też, że to chamskie przychodzić z czymś takim, jakbyśmy utrzymywali ze sobą kontakt, ale… znasz mnie. — Uśmiechnął się cwanie. — Słyszałem, że jesteś dobra. Nawet bardzo. Jestem pewny, że udałoby ci się dotrzeć tam, gdzie mi niekoniecznie. No i miałbym u ciebie dług.

Evina J. Swanson
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie musieli zbytnio rozwijać tej kwestii. Nie zabiła go, ale chciała to zrobić. Problem w tym, że została uprzedzona przez Zaylee i musiała się z tym jakoś pogodzić chociaż było to wszystko cholernie trudne. Czuła się tak jakby zostało jej bezpowrotnie odebrane coś wyjątkowo istotnego. W końcu tak było. Nie zabije tego człowieka drugi raz, a przecież sprawa ta była między nimi.
- Wyjaśnij, Gardner, bo z tego co wiem nie da się kogoś nie do konca zabić - rzuciła dosyć cierpko. - Nie kręciłbyś tak, gdyby chodziło o usiłowanie albo o nieumyślne spowodowanie śmierci.
Zaintrygował ją. To musiała akurat przyznać. W zasadzie to obecnie znajdowała się w takim położeniu, że nawet jeśli nie miałby czegoś wielce interesującego to na poważnie rozważyłaby przyjęcie jego oferty. W końcu praktycznie umierała z nudów. Z drugiej strony lepiej tak niż jakby miała zginąć od kulki zarobionej w łeb.
- Bogaty facet kręci jakieś nielegalne interesy. Szok i niedowierzanie - mruknęła, komentując jego monolog.
Siedząc na wolnym zdecydowanie zrobiła się bardziej marudna i nieprzyjemna w obyciu. Percy jednak nie miał zbyt dobrego porównania z tym jak zachowywała się w zwyczajnych okolicznościach na przestrzeni ostatnich dwóch dekad od ostatniego spotkania.
Wino, które pili było okropnym sikaczem, który był nastawiony na upicie biednych studentów (oraz bezdomnych) jak najtańszym kosztem. Wydawało jej się, że trunek trąci spirytusem i siarką, ale może to była jej wyobraźnia. Jakby nie patrzeć skoro miała wrażenie, że z tym przymusowym urlopem jest jak w piekle to może mózg podsyłał jej dodatkowe wrażenia sensoryczne?
- To co mi teraz mówisz brzmi bardziej jak sprawa przestępczości zorganizowanej, a nie jakieś morderstwo... Nie masz jakiegoś kumpla w tamtejszym wydziale? - zapytała, bo możliwe, że w takim wypadku udałoby mu się wskórać coś więcej, gdyby tylko zbadał pewne powiązania między konkretnymi ludźmi lub organizacjami.
Mruknęła do siebie w zamyśleniu. Starała się sobie jakoś to przetworzyć. Być może szukała też w pamięci czy słyszała kiedyś cokolwiek na temat Hexleya. Na razie nie potrafiła sobie niczego przypomnieć. Bawiła się wyłącznie w sprawy zabójstw. To było coś, co wykraczało poza jej zainteresowania, a także możliwości patrząc na to w jakim stanie aktualnie się znajdowała.
- Nie widzieliśmy się dwadzieścia lat, ale znasz mnie... - odparła w podobnym tonie. - Uwielbiam dobre sprawy i nie odmawiam przyjaciołom... No, ale na co właściwie liczysz? Nie wiem na ile będę mogła ci się przydać.
Potrzebowała konkretów, aby wiedziała w co właściwie miałaby się wkręcić. Chociaż z tego, co mówił jej Gardner wynikało, że sam do końca nie wie, co było na rzeczy...

Percival Gardner
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

„Nie kręciłbyś tak, gdyby chodziło o usiłowanie albo o nieumyślne spowodowanie śmierci”.
Ściągnął brwi. Czyżby mu nie wierzyła? Gardnerowi zależało istotnie na wybronieniu klienta, ale im dłużej o tym rozmawiali, tym bardziej dochodził do wniosku, że chyba nie chodziło już tylko o wygraną sprawę. Pakował się w gówno na światową skalę, a żeby tego było mało, miał jeszcze pod nadzorem Charlotte.
Polecił sobie jednak wysłuchać jej do końca. Nie przerywać, nie dorzucać swoich trzech centów – na to przyjdzie czas. Słysząc kolejne mruknięcie Eviny chrząknął jedynie i pomyślał, że z tym mrukliwym tonem przypominała mu samego siebie, kiedy ktoś próbował przekonać go do własnego zdania.
„To co mi teraz mówisz brzmi bardziej jak sprawa przestępczości zorganizowanej, a nie jakieś morderstwo… Nie masz jakiegoś kumpla w tamtejszym wydziale?”.
Aż sam mruknął. Wiedział, że miała nieco racji. Tyle, że według niego to wszystko nie trzymało się kupy.
Przez dłuższą chwilę nic nie mówił, wpatrując się w trzymany w dłoni kieliszek, którym powoli zataczał kółka.
Nie wiemy czy gość nie kłamie. Brzmiał nawet przekonująco, ale to w gruncie rzeczy nic trudnego, udawać ofiarę — powiedział wreszcie, wciąż na nią nie patrząc. — Powiązania z tą kobietąalbo ich brakraczej wykluczają motyw, natomiast nie ma konkretnego alibi.
Sytuacja była skomplikowana i z jego perspektywy wcale nie chodziło tylko o zorganizowaną przestępczość. W tamtym momencie miał lekki mętlik w głowie.
Jedyną pewną jest popełnione morderstwo, przez Hexleya lub kogoś innego. A ty, zdaje się, zajmujesz się zabójstwami, tak czy nie? — stwierdził z lekką uszczypliwością w głosie, gdy w końcu na nią spojrzał. — Od tego zacznijmy. Chcę żebyś się temu przyjrzała. Ja mam ci mówić, Swanson, co powinien zrobić detektyw przy sprawie morderstwa? — Trochę się z nią droczył, trochę nie.
Odłożył szkło na blat i założył ręce na piersi.
Ale jeśli czujesz, że to nie twoja bajka… oczywiście zrozumiem.
Patrzył na nią wyczekująco, podświadomie licząc, że się zgodzi. Przychodząc tam miał nadzieję, że zostało w niej coś z dawnej Ev. Tej, która zgodziłaby się bez wahania.

Evina J. Swanson
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sceptycyzm na dobre był już zakorzeniony w jej naturze. Widziała już zbyt wiele w swoim życiu, aby wiedzieć, że nic tak naprawdę nie działo się bez powodu, a ludzie często ukrywali to czy owo, bo posiadali swoje własne intencje. Po prostu gdzieś podskórnie przeczuwała, że sprawa jest bardziej skomplikowana niż mogło się to w tej chwili wydawać.
Może w czasach, gdy się ze sobą umawiali nie było to jeszcze na tyle wyraźne, ale Evina raczej nie była kimś kto stosował szczególnie sporo słów, gdy nie było takiej potrzeby. Miała za to wypracowany przez lata system mruknięć, które bardzo często przekazywały w zwięzły sposób wszystko, co w danym momencie kłębiło jej się w głowie.
Na razie sama nie wiedziała, co powinna myśleć o całej tej sprawie, ale jeśli naprawdę chodziło tutaj o coś większego w co miały być zamieszane osoby prowadzące nieprawe interesy to zdecydowanie mogłyby mu się przydać kontakty w wydziale przestępczości zorganizowanej. Oni najlepiej zdawali sobie sprawę z tego, co działo się w mieście. Mieli informacje o tym, co kto robił oraz znali wszelkie powiązania istniejące w półświatku. Problem polegał jednak na tym, że często brakowało im konkretnych dowodów, które byłyby w stanie obciążyć poszczególne osoby. Z pewnością nie mogłaby znajdować się na ich miejscu. Nienawidziła czuć, że ma związane ręce.
- No na razie masz tylko ładną bajeczkę swojego klienta... - przytaknęła, bo akurat z tym musieli się zgodzić. - Niby ktoś chce go udupić, ale nie wiesz nawet kto i za co... Nie brzmi to zbyt optymistycznie.
Oboje doskonale wiedzieli, że klienci kłamiący swoim prawnikom byli zjawiskiem niezwykle częstym. Często właśnie tym sobie szkodzili, bo adwokat nie mógł przygotować odpowiedniej obrony i dawał się zaskoczyć kolejnym faktom wychodzącym na sali sądowej. Tutaj również Hexley mógł uprawiać ładne powieściopisarstwo.
- To jakie ma to niekonkretne alibi? - dopytała, z trudem powstrzymując się od zadania kolejnych pytań, które miały jej rozjaśnić sytuację i powiedzieć gdzie w danym czasie znajdował się podejrzany.
Prychnęła jedynie krótko nad kieliszkiem wina, gdy tylko Percy zapytał czy powinien jej powiedzieć jak powinna wykonywać swoją pracę. Znajdowała się w zawodzie na tyle długo, aby doskonale zdawać sobie sprawę z tego jak prowadziło się śledztwa w sprawie zabójstw. Wiedziała, co robić, ale nie znaczyło to, że wiedziała jakie właściwie oczekiwania żywił wobec niej Gardner.
- Nie wiem czy zauważyłeś, ale obecnie mam lekko ograniczone możliwości - odparła nieco uszczypliwym tonem. - Jestem na zwolnieniu. Noga nakurwia mnie niemiłosiernie i dostaję opierdol od swojej kobiety jak tylko próbuję wejść na piętro własnego domu, więc raczej hasającej po mieście mnie nie uraczysz w najbliższym czasie...
Przechyliła kieliszek wina, wlewając w gardło od razu całą jego zawartość. Piekło jak skurwysyn, a siarczany posmak zdawał się ją przeżerać z każdym kolejnym łykiem, ale starała się tym za bardzo nie przejmować.
- Dostarcz mi wszelkie papiery jakie masz. Zerknę na to w wolnej chwili - powiedziała w końcu, odkładając puste naczynie na stół i spojrzawszy na adwokata uśmiechnęła się nieco zadziornie. - Jak widzisz mam sporo wolnego czasu.
Na tyle sporo, że mogła bez problemu studiować nowy przypadek, gdy jej kobieta znajdowała się w swoim ukochanym prosektorium.

Percival Gardner
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#33”