-
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkisątyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ale to nie ważne, bo są teraz ważniejsze rzeczy jak na przykład to, że Picz ma założyć onlyfansa, tylko ona wcale nie chce, nawet jak Galen chce jej zapłacić bańkę za jedną fotkę, pewnie z tych wolnych dwunastu milionów swoją droga, wpisałby to w budżet, jako drobne wydatki.
- Ale to walniesz takie bez twarzy, można bez twarzy, czy trzeba z twarzą? I tylko my będziemy wiedzieć - zerknął jeszcze na Corrinę, czy można bez twarzy, czy nie, ale Picz i tak nie chce. No szkoda.
Zgodziła się jednak na sesyjkę, ale to pewnie Riri jej robi i ją ustawia i ujęcia robią niektóre naprawdę gorące, a William i Galen się patrzą jak te dwa zboki. Ale tak to już jest w świecie show biznesu, białych kołnierzyków i obrzydliwie ogromnych pieniędzy.
- A może mi wyślesz te fotki Peach? - spróbował jeszcze Wyatt, ciekawe po co mu były, pewnie do jego folderu.
Później William wymyśla zadanie dla Galena, no i może trzeźwy Wyatt to jeszcze by się nie zgodził bo on ma przecież dużo psychicznych byłych, ale pijany mówi.
- Dobra... - sięgnął po telefon i przesunął palcem po wyświetlaczu, wybrał Cherry, jeden sygnał, drugi, trzeci, nie odebrała, bo pewnie się posuwała właśnie z Evanem, albo Madoxem, albo jakimś innym przypadkowym facetem, bo przecież tak mówiła ostatnio Galenowi. Potem prawie wybrał jakąś Cindy, ale się zastanowił, bo to ta wielbicielka latexu. No dobra ona nie. Barbie też nie, Leona nie, Marcie nie. Meena nie, AstXXX też nie, Galen w ogóle nie pamiętał jak ona dokładnie miała na imię. MILF nie...
Jezu ile tego jest?
W końcu zawiesił palec nad Pilar. I tak w sumie miał się do niej odezwać. Wybrał numer. Jeden sygnał... Drugi.
Chyba nie odbierze.
Ale odebrała, a Galen od razu.
- Powiedz mi lepiej co masz na sobie, bo nie mogę przestać o tym myśleć... - najpierw cisza w telefonie, a Galen dalej - jestem już twa... - nie dokończył, bo zaraz ktoś ryknął do słuchawki.
- Co kurwa? - i to na pewno nie był głos Pilar. Wyatt spojrzał na Patela wielkimi oczami - zaraz będziesz miał kurwa twardą pizdę pod okiem Wyatt... - Galen znowu zerknął na telefon.
- To chyba pomyłka... - coś zaczął.
- Jaka kurwa pomyłka? Czyj numer wybrałeś? - odezwał się znowu głos w telefonie. Głos, który pewnie zresztą William i Picz kojarzyli. A Galen to wcale nie.
- To jest... Cherry? Dodzwoniłem się do Cherry? - Galen spalił jana.
- Jakiej kurwa Cherry? Gdzie Cherry, a gdzie Pilar? Co ty... - nie dokończył, bo Galen zrobił jakieś sz kszy kszy i przesunął palcami po telefonie.
- Zakłócenia, wjeżdżam do tunelu, nic nie słyszę - jeszcze z słuchawki padło jakieś zajebie cię, a Wyatt się rozłączył. I te niebieskie oczy wbił w Willa - no i co teraz? Zadzwoń tam i powiedz mu, żeby mnie nie zabijał - i dał mu ten telefon, bo to przecież William wymyślił nie? Co prawda Galen to pewnie nie wiedział, że ten Madox od Pilar, to jest też ten Madox kumpel Williama, chociaż... kto ma kurde w Toronto na imię Madox? Jakiś psychol chyba tylko.
Peach J. Pepper William N. Patel-Noriega
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
/ja zt
Peach J. Pepper Galen L. Wyatt
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Siedzi sobie w tym jacuzzi i się okazuje, że Galen ma dużo lepsze zadanie. Chociaż, gdyby ona miała zadzwonić do byłego i robić z nim seks telefon, to teraz nie wie do kogo by zadzwoniła. Do Charliego na pewno nie, bo prędzej by powiedziała, że już ten OF założy. Do Clyde'a mogłaby zadzwonić, chociaż w sumie niby zablokowała jego telefon. Ale jak tak sobie przypomniała, jakie on miał boskie ciało no to nawet by nie było tak ciężko robić seks telefon. Tyle tylko, że jak byli w związku to mu nie robiła takich telefonów, a teraz by zrobiła jak jej serce złamał na milion kawałeczków?? Nie no dobra, to może do Vincenta? Ten to by sie dopiero zdziwił jakby dostał od niej telefon. Myśli dalej i koniec końców uznała, że zadzwoniłaby do swojego chłopa z Bali, bo z nim zawsze miała dobry vibik.
Bąbelki jej łaskoczą szyję bo tak się zanurzyła trochę bardziej i już była gotowa wysłuchać seks telefonu w wykonaniu seksi Galena, aż jej się gorąco zaczęło robić, a tu nagle z drugiej strony wcale nie ta Pilar, tylko kto?? Aż podskoczyła słysząc głos Madoxa.
- Ojacie - mówi cicho zasłaniajac usta, bo tego się nie spodziewała. Kiedy ten na niego się wydarł, to aż ją ciary przeszły, bo nigdy nie słysząła, żeby Madox tak się wydzierał. To znaczy okay, słyszała - ale w klubie jak kiedyś zezgonowała i ją ulokował w swoim gabinecie i myślał, że śpi, a akurat się przebudziła i słyszała jak darł się na jakiegoś Garry'ego. Ale nigdy do kogoś kogo znała i kto był jej tak bliski jak Wyatt! Również patrzy błagalnie na Williama, żeby jakoś to załagodził, bo ona jednak coś tak czuje, że wcale to się nie skończy dobrze. W kościach czuła. Niby Billy coś tam napisał i mówi, że załatwił, ale Peach nie była przekonana.
Nagle wjeżdzają kolejne wyzwania i Peach pijana już wstaje z jacuzzi i ciągnie za sobą Galena, ten też ledwo nogi stawia prosto, więc nic dziwnego, że jak wbili na chatę to oboje zapomnieli chyba o tym całym wyzwaniu. Tzn Peach zapomniała i się zatrzymała w salonie i się rozgląda tak nie do końca wiedząc co ma zrobić.
- Na Twoim miejscu bym zadzwoniła po ochroniarzy, Madox brzmiał na mega wkurwionego. On jest nieobliczalny, wiesz? - zmarszczyła się pomimo botoksu, bo już jej puszczał i opiera się o kanapę za kilka tysięcy. Z tych jej włosów kapie, i ten mokry kostium zostawi pewnie jakieś plamy na materiale, ale trudno się mówi. Złapała włosy w kucyk i zaczęła wyciskać wodę na ziemię - Nie zdziwiłabym się, gdyby coś odjebał. Może pożyczę ci moich? Nazwyają się Pinki i Mózg, są straszni i chyba Madox się ich trochę boi - zaśmiała się lekko, bo jej się wydawało, że to dzięki tym dwóm osiłkom udało jej się wyjść z jego mieszkania z milionami w torbach. Teraz jednak znów traci ten wątek, bo Galen w końcu nie ma na szyji swojej Corrinki. I dzięki temu odrazu jej wróciło to, że patrzy się na niego przeciągle jakby dawała mu jakieś znaki, że on jej się podoba. - Galeeen, a po co my tu przyszliśmy? - pyta w końcu bo coś jej świta, że mieli iść do jakiejś szafy, ale po co mieli tam iść???
Galen L. Wyatt
-
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkisątyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ja pierdole - i chyba Galen Wyatt pierwszy raz w życiu użył takich słów. No może trzeci, bo raz jak mu Peach narzygała na dywan za trzydzieści tysięcy, a miała czternaście lat. A drugi raz, to jak William pijany i zjarany spadł z dachu, o w tej willi właśnie, do basenu, ale się nie połamał.
- A skąd wy wszyscy znacie tego Madoxa? To jakiś psychol? - zapytał i na pewno Peach mówi, że tak, że się z nim pokłóciła, a William pewnie, że nie, że spoko ziomek, bo oni się wtedy jeszcze przyjaźnili. Ale ogólnie wychodzi na to, że Madox - właściciel Emptiness, z którym Cherry miała romans, to ten sam Madox, który teraz jest narzeczonym Pilar i jeszcze byłym mężem i najlepszym przyjacielem (jeszcze chwilę) Williama, który w zasadzie Patelowi zawsze ze wszystkim pomagał i uratował mu życie, jak tamten przedawkował prochy. Nawet Galen mu nigdy nie uratował.
Więc poprosił Willa, żeby to odwołał.
A wtedy przychodzi ten sms od Pilar Stewart i oczywiście, że Galen już wiedział, że jest wściekła, ale jak on ma to odwołać?
Nic jej nie napisał w końcu, bo skoro Patel to załatwił, to Galen postanowił przeczekać kilka dni i dopiero się odezwać do Pilar. Najwyżej jej wyśle jakiś bukiet przeprosinowy, czy kosz czekolad.
William mówi, że wszystko załatwione, więc Galen machnął ręką, że spoko, zresztą on już znowu gada z Peach J. Pepper .
- A ile mam ci przelać? - bo wiadomo, że z Galenem jeśli chodzi o pieniądze to krótka piłka, mówisz mu zrób przelew, a on robi i tylko pyta ile.
Ale nie zdążyli o tym pogadać, bo William już dał im zadanie, więc Galen i Peach zbierają się z wanny i idą do tej bajecznej posiadłości Wyattów. Nawet pewnie nie słyszeli jak William krzyczy, że jedzie do domu, bo jednak willa Wyattów to była wielkości jakiegoś hotelu. Pewnie z czterdzieści pokoi na jednym piętrze.
Idą sobie tym korytarzem jak w zamku, gdzie po obu stronach wiszą obrazy i złote kinkiety.
- Co ty Peach? Myślisz, że on serio się tak wkurzył? Przecież to tylko żart... - prawda jest taka, że jakby postawić Galena Wyatta i Madoxa Noriega obok siebie, to byli jak ogień i lód, zupełnie różni, ale... Galen też bywał zazdrosny i też w obronie Pilar dał w twarz Selleyowi.
Więc coś... ich łączyło.
Niebieskie spojrzenie Galena prześlizgnęło się po sylwetce Peach, kiedy oparła się o tą drogą kanapę i Wyatt nawet przez moment nie myślał o żadnych plamach, tylko chyba o tym, żeby ją na tą kanapę położyć i...
- Co? Przecież on nawet nie wie gdzie ja mieszkam, nie musisz się zresztą bać Peach… Ja cię obronię - przysunął się do Piczyz bliżej i się oparł gdzieś obok niej na kanapie odciskając na niej też mokry tyłek. Szkoda tylko, że Galen to sobie wcale nie wyobrażał Madoxa chyba. I miał z nim pewnie jakieś zerowe szanse, po jednej lekcji boksu z Pilar, gdzie zamiast trenować to... inne rzeczy robili.
- No nie wiem Peach… może wytestować na przykład tą kanapę? - i puścił jej niebieskie perskie oko, a już tak blisko się podsunął do niej, że biodrami się stykają, a Galen oparł rękę na udzie Peach. Bo fakty są takie, że on przecież cały czas na to czekał, aż się znowu będą całować - chyba, że chcesz zobaczyć sypialnię? - tu już jej chyba dobitnie sugerował, po co oni tutaj przyszli. Już chyba w bardziej otwarte karty się grać nie dało. I to już wszystko zależało od Picz.
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Tak czy siak wędrowanie po tej willi Wyattów bardzo ją zmęczyło, ale nie na tyle, aby olać sytuacje z agresywnym Madoxem.
- Dla nas żart, ale on ma inne poczucie humoru, no wiesz, on jest latino. Gorąca krew, te sprawy- chociaż jak tak patrzyła na Galena to też chyba on miał gorącą krew, bo tak od niego biło gorąco, że aż się ręką musiała powachlować. Niby cały wieczór się patrzy na Galena bez koszulki, ale jak przyszli do światła w pomieszczeniu, to odrazu jakoś tak lepiej wyglądał niż zakryty wodą, albo łapami Corriny.
- Ojej, na prawdę? - uśmiecha się do niego słodziutko - Nie wiedziałam, że taki jesteś rycerski, chociaż po tych mięśniach to widać, że byś miał dużo siły - tak go kokietuje i nawet go dotknęła w ramię i tak lekko ściska muskuły. - Chociaż, jak mnie wyratowałeś spod ołtarza, to już pokazałeś jaki jesteś rycerski - przypomniała sobie, zresztą to była bardzo romantyczna sytuacja, że on tak się pojawił znikąd i jej uświadomił, co jest w życiu ważne. Chyba jeszcze długo Peach będzie wdzięczna mu, bo tak to by nie siedziała tutaj z nim w jacuzzi, tylko u Jeffa na chacie i by musiała cały czas tylko z tamtym gadać.
No pijana była na tyle, że głupie pytania zadaje, nic dziwnego, że on mówi, że kanapę będąa testować, chociaż kiedy tak się przysunął i jej rękę położył na udzie to zaraz się na niego patrzy znów tym samym wzrokiem swoim i kładzie rękę trochę za nim, żeby się jeszcze zbliżyć.
- No nie wiem bejb, jak myślisz po co tu przyszłam? - pyta go lekko rozbawiona spoglądając to w te oczy, to znów na jego usta i znów na oczy, a serce to jej zaraz wyfrunie z piersi, bo tak bije mocno. Już sobie wyobraża, że w końcu jej wieloletnie marzenie, żeby się przelizać z Galenem się ziści. Nawet jak miała szesnaście lat i go podrywała kiedy wrócił rano z imprezki a ona akurat zeszła po sok do kuchni kiedy spała u jego siostry nie była tak blisko tego, jak teraz. - Mam tylko nadzieję, że Corrinka się nie obrazi- zastanawia się głośno, chociaż niby jej Galen mówił, że się nie spotykają i ona też jej w łazience mówiła, że jej się jakiś inny chłop podoba.
Galen L. Wyatt
-
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkisątyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- O w sumie latynoski są bardzo gorące - nie o tym wcale gadali, ale Galen musiał wtrącić, bo on miał słabość do Latynosek, albo w ogóle do egzotycznej urody? Do... urody?
Do kobiet chyba w ogóle miał słabość.
I kiedy Peach tak na niego patrzyła tymi dużymi, pięknymi oczami, to wiadomo, że on jakoś tak się bardziej wyprostował, przeczesał palcami wilgotne włosy i nawet te gacie od Prady poprawił, żeby lepiej mu było widać mięśnie na brzuchu.
- Dla ciebie Peach to... wszystko bym zrobił. Biłbym się o ciebie... z Madoxem - pijany Galen to lubił sobie tak pogadać. Pofantazjować. W ogóle Wyatt przecież miał naturalny dar do tego, żeby mówić to, co kobiety po prostu chciały usłyszeć. A Picz chyba coś takiego chciała, kiedy tak sunęła palcami bo jego bicku. Galen jeszcze spiął mięśnie zakładając rękę na rękę, żeby mogła je lepiej wyczuć - no i co, teraz, z perspektywy czasu, to nie żałujesz pewnie, że nie wzięłaś tego ślubu z Jeffem, nie? - oczywiście musiał zapytać, bo liczył, że nie. Galen nie żałował, że jej przeszkodził, może trochę tylko, że nie poszedł w to bardziej. Bo wtedy już dawno może by się całowali, a nie robili takie podchody.
Chociaż... Wyatt przecież lubił podchody. Gry wstępne.
- Myślę, że chciałaś ze mną... - zawiesił głos i też jeszcze podsuwa się do niej bliżej, tak, że jego ciepły oddech już muska jej skórę na ramieniu, wciąż wilgotną od wody, która spływała z nich kropelkami mocząc drogi dywan - porozmawiać? - no chyba nie chciała rozmawiać, biorąc pod uwagę to jak ich do siebie ciągnęło. Chociaż kiedy Peach wspomniała o Corrinie, to Galen się trochę odsunął wywrócił tymi swoimi niebieskimi ślepiami - a co ty Peach myślisz, że ją z nią kręcę? - zapytał a zaraz jego palce przesunęły się po wilgotnej skórze na jej udzie - nie jej liga - chociaż prawda jest taka, że Galen to nie miał za bardzo wygórowanych wymagań. No ale on też nie umiał budować relacji, bo co to za relacja, która opierała się wyłącznie na seksie? Chociaż jego z Peach przecież się na tym nie opierała.
Ale Galen niezaprzeczalnie do tego dążył.
- Jeszcze ci tego nie mówiłem... ale wyglądasz dzisiaj zjawiskowo, jesteś taka gorąca... Pilar... to znaczy Peach - co on w ogóle powiedział? Chyba za dużo myślał dzisiaj o Pilar rzeczywiście. Tylko czy to teraz nie zepsuje całego klimatu? Całej tej ich randki, która robiła się coraz bardziej gorąca. To już zależy od Peach, jak przetrawi tą pomyłkę, pijanego Galena.
Peach 𐙚 ˚
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Nie, z perspektywy czasu niee... zawiesza myśl, niepewna, czy jest sens wchodzić w szczegóły i pewnie gdyby nie była pijana, to by nie mówiła nic więcej, tylko dała im szanse na jakiś słodki koniec, ale była pijana i nawet nie wie kiedy mówi - szczególnie, że później jak obejrzałam odcinki i to co mówił na wywiadach, to dowiedziałam się, że powiedział, że mu się nawet nie podobałam - przyznała smutno, od razu widać, że jej jest przykro z tego powodu, bo nie podejrzewała, że ktoś kto jej się oświadczył i poznał jej rodziców, tak na prawdę był rasistą. Odsuneła rękę od niego i zażenowana przetarła ręką po czole odsuwając mokre włosy z czoła. - To byłoby chyba najkrótsze małżeństwo świata, nawet krótsze niż to Kim albo Britney
Aż ją dreszcz przechodzi, jak Galen tak sugeruje, że mogliby tylko rozmawiać, może on tak specjalnie robi, żeby to ona go pierwsza pocałowała? Nawet dobrze mu to idzie, bo Peach chwila moment i by się na niego rzuciła. Gdyby nie to, co sie stało chwilę potem.
Piczi się tu wdzięczy do Galena, oczy robi słodkie i już jej jest coraz goręcej. Może i troche jak śliwka w kompot trafiła z tym wspominaniem Corrinki, ale Galen najwyraźniej zupełnie nie wie jak to wygląda z jej strony, bo drame chce chyba urządzać o tę Corrinę, którą sam sobie zaprosił. Bądź co bądź to dość przedziwna sytuacja, że ona tu się dla niego szykuje pół dnia, i od kilku tygodni łazi z nim na siłkę, wymieniają jakieś seksi smski, a ten jak już może sobie postawić wszystko na jedną kartę, to jednak wybiera gierkę w jakieś ustawianie obiekty do zazdrości przyprowadza. Peach wzrusza ramieniem, jakby jednak nie chciała dalej gadać o Corrinie i wstrzymuje oddech, bo Galen jej tu wreszcie chce powiedzieć wyznanie... ale no chyba jednak nie jej. Momentalnie się cały nastrój ulatnia, no normalnie ją zatkało. Patrzy na niego z niedowierzaniem i nagle parska śmiechem i wstaje z tej kanapy mówiąc pod nosem: - Wow - i nic więcej, bo na prawdę co tu innego jest do powiedzenia? Podeszła sobie do jakiegoś lusterka i poprawia sobie stanik od kostiumu, już ją wcześniej uwierał, ale myślała, że Galen jej go ściągnie, ale teraz to już się nie zapowiadało na to, więc musiała coś z tym zrobić. Sprawdza jak wygląda, wciąż jednak hot, mimo tego, że mniej hot niż Pilar, któa siedziała w głowie Galena. Dla pewności się obróciła i jeszcze spojrzała na swój tyłek i dopiero później rzuca jakieś tam krótkie spojrzenie na Galena, co został na kanapie sam. Jak to jest, że jest jedynym facetem, który potrafi tak ranić jednocześnie wciąż pozostając w jej głowie kimś, kogo nie może znienawidzić? Czy ona ma na jego punkcie jakąś obsesje??? Gdzieś tam za nim wyczaiła, że leży jej sukienka, więc sobie idzie po nią nieśpiesznie.
- A więc Pilar, tak? No troche Ci współczuje, bo Madox się z nią już zaręczył, ale może jakoś ci się uda rozbić ten związek i namówić, żeby jednak Cię wybrała - mówi taka niby nieprzejęta, ale po prostu chyba jest w zbyt wielkim szoku, żeby dać po sobie poznać jak to ją zabolało. Peaches chyba jednego czego bardziej nie lubi od kłamstwa to jest to, że ktoś jej daje do zrozumienia, że jest niewystarczająca albo number two. I przecież Galen jej mówił nie raz, że uważa inaczej, a jednak jak się upił to nagle wyszło szydło z wora i wszystkie poprzednie wyznania jakoś tak były mniej ważne niż to co powiedział teraz. W końcu złapała tę sukienkę i się w nią ubiera, troche lipa że nie ma tu jakiegoś ręcznika, ale na szczęście noc jest ciepła. Zastanawia się w międzyczasie, czy może nie powinna iść z tym do łazienki, ale chyba jest już zbyt zmęczona, zresztą to już zupełnie nie ma znaczenia!
- Ale to ma w sumie sens, zresztą teraz już jest wszystko jasne - aż ją oświeciło, że to dlatego Galen nie szuka prawdziwego związku, bo się kocha wciąż w swojej byłej. A ona cały czas myślała, że to Cherry jest jakąś jej nemesis, kiedy okazuje się, że wcale nie! Że to Pilar, narzeczona Madoxa jest tą nemesis! No dziwne dość, bo jeszcze jak Madoxa jakoś rozumiała, bo podobno ona była policjantką, więc miała twardy charakter (jak podejrzewała, bo jej nie zna przecież!!), tak Galena nie do końca rozumiała. Może on na prawdę szuka sobie jakiejś dziewczyny, która będzie jego zupełnym przeciwieństwem? Może faktycznie są zbyt do siebie podobni? W końcu jednak uznała, że nie będzie w mokrym kostiumie siedzieć, więc jak się już ubrała w kiece to jeszcze ściągnęła te majtki mokre i tak stoi z nimi w ręku troche smutna. Nawet jej się nie chce dramy znów rozkręcać, tylko tak mówi: - Ja nie wiem jak ty to robisz, nawet nie jestem na ciebie zła
chłopak pilar
-
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkisątyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Jak ty się mu możesz nie podobać Peach? Jak ty jesteś taka piękna... - powiedział i kiwa głową, że tak jest. Nawet sięgnął ręką do tego smagłego policzka Piczyz, żeby jakieś kosmyki z niego odgarnąć, przesunąć palcami po miękkiej skórze. Już się tak nachylił do niej, ale jeszcze chciał podkręcić trochę atmosferę mówiąc jaka jest gorąca, tylko wtedy co?
No zamiast Peach, to on mówi Pilar.
Sam nie wiedział skąd mu się tu wzięła w ogóle Stewart, bo on przecież już dawno o niej nie myślał, po tym jak mu kosza dała. Ale dzisiaj jakieś takie wspomnienia odżyły, wróciły i mieszały mu bardzo w głowie. Ale to przecież nie tak, że Galen wciąż był zakochany w Pilar. A może był, bo ona jako jedyna na świecie mu odmówiła?
A jednak sięgnął ręką do Peach, bo przecież widział jej minę.
- Peach ja... - zaczął i chciał się jakoś tłumaczyć, ale ona już ruszyła do lusterka, a Galen powiódł za nią tym niebieskim spojrzeniem - ale ja już nie myślę o Pilar, nie wiem co to było Peach - bo to prawda, że on przecież do dzisiaj to nie myślał wcale o Pilar, a dzisiaj co, siedziała mu w głowie jakoś. Bo się zaręczyła? Z Madoxem, który romansował też z Cherry? Co on ma, czego nie ma Galen Wyatt?
I Galen też stracił już cały ten nastrój, bo zaczyna się zastanawiać czego jemu brakuje, że wszystkie kobiety, które mu się podobają w końcu i tak wybierają kogoś innego. Jakiegoś Madoxa.
Ale Peach by może nie wybrała? Ale co jakby wybrała jednak? Albo Williama? Galen się fiksuje trochę na tym, że najbezpieczniej to jednak było iść w te jego jednonocne przygody, jak z Corrinką. Ale jednak do Peach wstał i znowu wbija w nią te niebieskie ślepia.
- Co jest jasne? - zapytał, bo dla niego nie jest zupełnie. Bo Galen Wyatt i jego uczucia to jest jakaś czarna magia, on sobie sam z nimi nie radzi i kompletnie ich nie rozumie. Zawsze tak było, jak on potrafił z trzema laskami kręcić i którą chce, wybierał poprzez rzucanie kostką.
Galen Wyatt był może po prostu zepsuty?
Z tymi swoimi pięknymi oczami. Z tym rolexem. I sercem, które biło zbyt mocno, do zbyt wielu kobiet. Nic dziwnego, że ono kiedyś już tego nie wytrzymało.
Jeszcze spojrzał za Peach, kiedy ona powiedziała, że nawet nie jest na niego zła. Bo to dobrze, tylko, że Galen chyba był trochę zły na siebie, że tak to zepsuł. Bo zaraz pożegnał Peach i nawet ją do drzwi odprowadził, a potem kazał swojemu szoferowi ją odwieźć. Jeszcze ją po drodze trzy razy przeprosił, ale jednak już klimat cały przepadł, więc Galen wrócił sobie jak gdyby nigdy nic, nad jacuzzi i obudził Corrinkę. I pewnie by ją namówił na ten masaż tantryczny, albo obciąganie na pocieszenie, ale ktoś nagle dzwoni do drzwi.
Galen myślał, że to Peach, poszedł otworzyć, ale to nie była wcale Piczyz, tylko on od razu na przywitanie dostał w gębę, jak się zaraz okazało od tego Madoxa, z którym gadał przez telefon.
I jak to tak wszystkich dookoła dziwiło, to Galena jednak wcale nie, bo on by zrobił to samo. Bo oni może byli jak dwa przeciwieństwa, kiedy koło siebie stali, ale serca i to całe czucie mieli zdecydowanie podobne.
Madox mu kazał zadzwonić i przeprosić Pilar, więc Galen to zrobił, a potem mu się jeszcze kazał tłumaczyć, więc Wyatt powiedział, że to taka gra pijacka była z Williamem i Peach, tylko potem jeszcze dodał, że on od ostatniego spotkania z Pilar, gdzie trenowali, a potem jeździli jego samochodem po mieście, i tego pocałunku, który przerwała, to już się z nią nie widział. Dostał drugi raz w gębę, ale tym razem to już się zdenerwował i oddał. I kiedy oni się tak szarpali, że rozwalili piękny barek i szkło poleciało po podłodze, to Corrina wezwała policję. Przyjechali dość szybko i zaraz zgarniali tego całego Madoxa. A Galen został sam z Corriną, która musiała go pewnie opatrzeć i potem to już na pewno mu zrobiła tego loda na pocieszenie. Jeszcze zadzwonił do prawnika, czyli do Williama, że nie wnosi oskarżenia, bo jednak... Galen też walnął Selleya za Pilar, rozumiał to. Może nie był takim agresorem jak Noriega, ale mając w sobie pierwiastek tego rycerza na białym koniu, to biłby się o damę swojego serca. Problem w tym, że Galen nie umiał określić wcale, czego to jego serce chce.