Oczywiście, że Madox wymyślał to na poczekaniu, odnośnie tego funduszu i wsparcia, bo kiedy tak po prostu powiedziałby, że chce dać Almie jakieś pieniądze, to pewnie odbiłby się od ściany. Latynosi byli dumni, a oni coś o tym wiedzieli. A taki fundusz, który przecież istniał po to, żeby pomagać w takich przypadkach, to brzmiało lepiej, niż zwykłe
weźcie ode mnie kasę. Kiedy Pilar go wsparła, to nawet się do niej uśmiechnął. Poklepał ją po ramieniu, i może rzeczywiście udałoby im się namówić Almę, żeby przyjęła pomoc, ale wtedy pojawił się Emilio, a chwilę później Madox już gonił
kogoś, kto malował im samochód.
Biorąc pod uwagę te pogróżki, które ostatnio dostawali, tą pomalowaną ścianę w klubie i zdjęcia, to nie musiał być nawet ktoś powiązany z Luciano.
Ale zaraz okazało się, że jednak tak, kiedy Madox przyprowadził dziewczynę pod dom, a Alma od razu ją rozpoznała. Madox aż wywrócił oczami, bo jeśli to rzeczywiście by byli ludzie, którzy pytali o Luciano, ci od Luny, to Ana miała by o wiele bardziej przejebane.
-
Z kim zadarła cariño, zdajesz sobie sprawę z kim zadarłaś? - Madox zrobił jakąś groźną minę, ale dziewczyna popatrzyła na niego krzywo. Może gangusy jednak nie mówią do swoich kobiet
cariño i to go zdradziło? Albo to, że on jeszcze po drodze zakręcił się koło Emilio, żeby zbić z nim piątkę i rzucić, że dobrze się spisał?
Tutaj chyba jednak Noriega nic nie ugra, nawet z tymi swoimi groźnymi minami. To już Pilar robiła większe wrażenie, kiedy tak pouczała Anę, ale chyba tylko Madox patrzył na nią jak zaczarowany, bo dziewczyna już grzebała w telefonie.
-
Ej... - Madox pstryknął Anie przed twarzą -
moja dziewczyna coś się ciebie zapytała, więc ku... - zawiesił się, bo jednak obok był Emilio i Alma i jeszcze babka -
więc grzecznie odpowiedz - skończył, a dziewczyna zaczęła o tych gościach. Jeden z wąsem i w kapeluszu, a drugi gruby... ze śmieszną ksywką.
Madox podrapał się po policzku, przecież on zna od chuja grubasów i jeszcze ten kapelusz i wąs...
-
El Zorro, ten w kapeluszu miał taką ksywkę? - zapytał zaraz, a Ana spojrzała na niego sponad telefonu.
-
Nie wiem... Bo to gruby miał coś śmiesznego czekaj... - zapstrykała kilka razy jakby to miało jej pomóc -
Taco Bell, coś takiego, wiesz kojarzyło się z żarciem - popatrzyła na Madoxa, ale nie kojarzył nikogo takiego. No ale przecież się dowie, wystarczyło popytać tu i tam, i dowiedzieć się czy Zorro nie kręcił się z Taco. Może nawet jeszcze pociągnąłby Anę za język, ale ona już pokazywała mu co czat napisał na temat czyszczenia sprayu z karoserii, i oczywiście było tam pytanie czy to drogie auto i sugestia, że lepiej je oddać do detailingu, jeśli tak.
-
No to co, to ja je oddam do czyszczenia i wystawię ci rachunek - rzucił spoglądając z góry na dziewczynę.
-
Ale ja nie mam pieniędzy - jęknęła zaraz.
-
Przecież pracujesz w barze - zauważył od razu Madox, bo akurat w wyłapywaniu takich drobnostek on był dobry.
-
Ale ty wiesz ile zarabiają na barze? A ja mam na utrzymaniu siostrę... - zaczęła, ale przecież Madox coś o tym wiedział, chociaż u niego w klubie i tak w porównaniu do innych miejsc pieniądze były niezłe. Jeszcze zerknął na Almę, czy ta młoda znowu nie wciskała mu jakiegoś kitu, ale pokiwała głową.
-
Dobra, no to spróbuj tą wodą z mydłem, póki to jeszcze tak nie zaschło... - tak zaaferowali się tym samochodem, on, Ana, Alma i nawet mały Emilio, który posadził babcie na ganku, że nikt nie zauważył, że ona znowu
zaczepiała Pilar. Alma też w pierwszej chwili nie zwróciła uwagi, że Stewart wypowiedziała jej imię, bo akurat się wtrąciła, że może trzeba to potraktować jakimś zmywaczem, a Madox kręcił głową opierając się o samochód.
I dopiero kiedy staruszka uniosła głos, to wszyscy spojrzeli w jej kierunku, Noriega od razu ruszył się z miejsca, tylko, że Alma też i zaraz się skrzywiła.
-
Mamo! - zawołała i w pierwszej kolejności Madox i Ana doskoczyli do niej i pomogli jej wejść po schodkach. Emilio zaraz chował się za matką ewidentnie wystraszony. A Madox rzeczywiście sięgnął po telefon wykręcając numer alarmowy.
-
Ana weź go... - rzucił do dziewczyny wskazując chłopaczka głową. I rzeczywiście Ana złapała dzieciaka za rękę i pociągnęła go do domu, Alma już zanosiła się łzami, a babcia wyglądała coraz gorzej, więc kiedy tylko dyspozytorka się odezwała, to Noriega od razu jej nawijał, że to chyba zawał, że kobieta jest starsza, że wygląda to źle, zaraz wyskoczył na podjazd, żeby podać adres, numer domu, a potem jeszcze dodał, żeby się pospieszyli.
I kiedy wrócił na ganek to babcia jeszcze raz spojrzała na Pilar.
-
Sofia czemu ty to zrobiłaś? - powiedziała jakoś tak dramatycznie, a zaraz osunęła się z siedzenia i straciła przytomność.
I chociaż Madox chciał znowu pytać o co chodzi z tą Sofią, to w tej chwili nie było na to czasu, bo już musieli układać babkę na ziemi, a potem Madox pochylał się nad nią. Nie oddychała, a jeśli tak, to bardzo słabo, ale nie chciał tego mówić przy Almie, która płakała już tak głośno, że na ganek wyszła też jakaś sąsiadka. Noriega tylko zerknął na Pilar.
-
Pilar weź ją do domu - spojrzał w oczy swojej narzeczonej, a sam zaraz przystąpił do reanimacji. Jak kurwa tak dalej pójdzie, to Madox chyba dostanie jakiś order za ratowanie starych bab, jakąś odznakę od burmistrza Toronto. Bo przecież ostatnio już ratował Bridget, i jeszcze ta baba co ją przeprowadził przez pasy, no i ta z warzywniaka, której oni wiecznie pomagali z Willem.
Trzydzieści uciśnięć i dwa wdechy, z wyczuciem. Zaraz na ganku pojawiła się też sąsiadka, a Madox po krótce wyjaśnił jej, że to chyba zawał, ale już wezwali pogotowie.
Akcja trwała kilka minut, wszyscy robili co mogli, a karetka przyjechała naprawdę szybko i wtedy znowu z domu wyszła Ana i Alma, podbiegł do nich też Emilio. Ana zgłosiła się, że to ona pojedzie z babcią do szpitala, bo jest sąsiadką, ale sanitariusze stwierdzili, że może tylko rodzina, więc oczywiście wtrącił się Madox.
-
Ale ona opiekuje się babcią, jest jej najbliższa, a jej synowa jest w zaawansowanej ciąży... - w końcu sanitariusze się zgodzili. Ana pojechała z babcią, ale nie wyglądało to za dobrze, oni jednak zrobili co mogli. Madox zmachał się przy tej akcji, a teraz już kucał przy Emilio, który płakał i pytał, czy babcia umrze, gdy karetka odjeżdżała. Alma załamana przytrzymywała się Pilar.
No nie był to za wesoły obrazek.
-
Coś ty, w szpitalu na pewno jej pomogą - rzucił Madox do chłopaka, ale nie był wcale tego pewny, bo staruszka nie oddychała, ale on więcej nie mógł zrobić -
chodź trzeba pomóc mamie... - zaczął, ale Emilio zaraz wyrwał się do matki, żeby się w nią wtulić, Alma też przytuliła go do siebie mocno. A Madox stanął za Pilar, sięgnął do niej ręką, teraz to już musieli im jakoś pomóc, przecież tak tego nie zostawią.
Sąsiadka, która dołączyła do nich podczas akcji reanimacyjnej, pomogła Almie wejść do środka i cały czas tłumaczyła, żeby się nie martwiła, żeby była spokojna ze względu na dziecko. Weszli za nią do domu. Alma usiadła zrezygnowana przy kuchennym stole, a sąsiadka zaczęła robić jej jakieś zioła na uspokojenie. Emilio nie wiedział co ze sobą zrobić, więc Madox przesunął jeszcze palcami po ramieniu Pilar, a zaraz znowu podszedł do chłopaczka.
-
Emilio wiesz co... przynieś telefon mamy, bo pewnie ma numer Any, żebym mógł do niej zadzwonić, co myślisz? - w zasadzie mógł o to zapytać Almę, ale chciał znaleźć jakieś zajęcie dla dzieciaka. Emilio zaraz krzyknął, że
na pewno ma! I pobiegł na ważną misję w poszukiwaniu telefonu mamy. A Madox zaraz stanął za plecami Pilar, nie za bardzo wiedział jak się w takiej sytuacji odnaleźć, on lepiej wiedział jak reagować, działać, a nie... pocieszać. W tym zawsze lepsza była jego narzeczona.
Ahora tenemos que ayudarlos ִֶָ. ..𓂃 ࣪ ִֶָ🪽་༘࿐