przekleństwa i małolaty się bawią
Pilar rzeczywiście wiedziała co robi, bo chociaż obok miał Rosę z tym głębokim dekoltem i sukienką ledwo zasłaniającą tyłek, to on przecież cały czas się zastanawiał jak ciało Stewart, które niepodważalnie reagowało na niego, przyjęłoby to, kiedy wsunąłby palce pod materiał tej cienkiej koszulki, na jej piersi, których nie ograniczał już wcale koronkowy stanik.
Kurwa.
Za dużo już wypił, stąd te myśli. Bo przecież nie od tego pocałunku. Przecież co to było jakieś całowanie, nic nie znaczyło... Nie?
-
A jak pieprzysz kogoś palcami, to też się nie liczy? - oczywiście, że Madox jeszcze dowalił, i znowu dyskusja rozgorzała, najbardziej udzielała się Carmen, która uznała, że nic się nie liczy oprócz normalnego
chuja w cipie, takimi słowami to określiła. Ale wtedy jej przyjaciółka, Lucita zdzieliła ją w ten blond łeb.
-
Ale ty głupia jesteś Carmenita! Wszyscy wiemy, że dla ciebie nic się nie liczy, bo jak komuś obciągasz, albo robi ci dobrze ręką, to potem udajesz przed Brentem, że go nie zdradziłaś... Po co ci taki chłop na odległość? - kilka osób parsknęło śmiechem, a Carmen oddała przyjaciółce.
-
Zamknij się wywłoko, ja kocham Brenta - znowu ktoś parsknął śmiechem, a Alfredo wtrącił -
dobrze, że jakiegoś Brenta tak w chuja robi, a nie któregoś z nas - Carmen posłała mu mordercze spojrzenie.
Madox z Roberto zgodzili się jednak, że dla nich wszystko się liczy, nawet sobie zbili piątkę, Alfredo też chciał, ale prawie się wyjebał o butelkę i nastąpiły jakieś roszady w kółeczku, ale też... w ruch poszła kolejna flaszka, tym razem pełna, z Aguardiente.
Ale zaraz już butelkę kręciła Lucita, a jej przyjaciółka podsuwała jej zadanie dla Rosy, której swoją drogą obie nie lubiły. Więc chciały jej zrobić na złość.
I zrobiły, bo Rosa nie mogła dać telefonu Marie, ale tym dwóm wariatkom Carmen i Lucicie na pewno by go nie oddała. O chłopakach nie myślała wcale, bo oni przecież zaraz by się sprzedali...
Liczyła, że Pilar tego nie zrobi? Nie lubiła się w końcu z Madoxem zawsze sobie dogryzali, a te dzisiejsze przeciągłe spojrzenia... Ach Rosa sobie je pewnie ujebała. Padło na Stewart. Jakby serio liczyła na jakąś solidarność jajników.
Noriega akurat w momencie, w którym Pilar przeglądała kontakty zgadał się o czymś z Roberto, chociaż jego spojrzenie i tak uciekało na Stewart. Pewnie dlatego, że grzebała w telefonie Rosy, on nigdy tego nie robił. Ufał jej? A może miał to gdzieś? Dzisiaj już chyba tak, chociaż kiedy Pilar podniosła na niego spojrzenie, a potem na Rosę, a potem na telefon i jakby momentalnie zbladła, to uniósł jedną brew. Nie obchodziło go to, a jednak... był ciekawy co tam znalazła. A na pewno nie podejrzewał tego, co faktycznie tam było. Bo przecież... on był wierny Rosie. Zawsze.
A ona przygruchała sobie jakiś pierdolonych dwunastu apostołów, albo więcej biorąc pod uwagę Tio i te wszystkie mamusie. Przecież jakby Madox się o tym dowiedział, to by się wściekł, on zawsze był jakiś
narwany, i może nawet tu już nie chodziło by o to, że to byłaby zazdrość, bo przecież on już podjął decyzję o zerwaniu z Rosą. Tylko... jak można komuś robić coś takiego? Oszukiwać tyle czasu?
Zawiesił ciemne tęczówki na twarzy Pilar, może później ją zapyta co tam znalazła, zwłaszcza, że Alfredo już rzucił to
ale grubo, chociaż chyba nie widział tych zdjęć, tylko tego smsa, bo pewnie zaraz by wypaplał.
Towarzystwo Madoxa raczej lubiło, bo on zawsze się ze wszystkimi witał, zagadał. Za Rosą za to chyba nie przepadał nikt, no chyba, że akurat siedział tu któryś z jej kochasiów?
Madox przez moment zagapił się na Ticiano, kiedy wyrwał Pilar telefon, a zaraz zaczęli się dochodzić, nie słyszał za dobrze, bo dookoła było głośno, zaraz zresztą dostał butelkę z guaro i upił kilka sporych łyków. Alkohol już nieźle szumiał mu w głowie. I zagłuszał chyba te pytania co Pilar znalazła w telefonie Rosy, bo coś musiała, przecież widział jej spojrzenie. Ale teraz... Mieli się przecież bawić.
Butelka wskazała Marie, Roberto podpowiadał jej
całowanie, Madox rzucił coś, że
wyzwanie, a Carmen, że
obciąganie, po czym parsknęła śmiechem. A Marie oczywiście wzięła
prawdę, to też nie zdziwiło Madoxa, chociaż kiedy Rosa rzuciła to pytanie
czy Marie podkochiwała się kiedyś w kimkolwiek z paczki, a zielone spojrzenie Marie padło na niego, a ona zaraz spaliła buraka, to był trochę zaskoczony. Na dużo sobie pozwalał względem Marie, ale on naprawdę traktował ją jak siostrę, przyjaciółkę, chociaż przecież często jej słodził, powtarzał jaka jest śliczna... Mógł jej zawrócić w głowie, ale nie specjalnie, nie na umyślnie.
-
Ja... To znaczy... - zaczęła kręcić Marie, a Rosa patrzyła na nią mrużąc oczy, a zaraz rzuciła -
gadaj! - ale to za to wkurzyło Carmen, która dopiero była nawalona i zaraz poprawiła się na miejscu nazywając Rosę
wredną małpą. Lucita się zaśmiała, i obie z Carmen popatrzyły na Marie.
-
No dawaj Marie, to żaden wstyd, każdy się tutaj w kimś podkochiwał... Ja w Carmen - powiedziała Lucita, a Carmen zaraz jej odpowiedziała
ja w tobie też i objęły się ramionami ściskając. Carmen i Lucita rzeczywiście zawsze trzymały się razem, od podstawówki, najlepsze przyjaciółki. I to chyba zachęciło pijaniutką Marie, żeby ona też wyznała swoją prawdę, że podkochiwała się w swoim przyjacielu.
-
No w Madoxie... - rzuciła i zasłoniła się rękami, ale zaraz podniosła głowę -
ale to było kiedyś, zanim się zeszliście z Rosą! - dodała piskliwym głosem. Madox może się tego nie spodziewał, ale zaraz mrugnął do Marie jednym okiem tak na pokrzepienie. Rosa za to już wywracała oczami, a zaraz warknęła
suka i może jeszcze chciała coś dodać, ale znowu odpaliła się Carmen.
-
Zamknij się Rosalinda! Przecież powiedziała, że zanim się zeszliście - pokręciła głową, a zaraz Lucita przemieściła się na kolanach po piaski w kierunku Noriegi -
zresztą kto się nie podkochiwał w Madoxie? Zobacz tylko na tą twarz... - i złapała go za podbródek, żeby mu pokręcić głową. Alfredo wtrącił, że on się nie podkochiwał, ktoś tam parsknął śmiechem, Madox też, a zaraz obok nich lądowała już Carmen, prawie mu na kolanach, bo tak się zatoczyła -
ja się podkochiwałam - rzuciła, a Lucita dodała, że ona też i już po chwili zbijały sobie piąteczkę przed Noriegą. Madox zawsze miał powodzenie, więc za specjalnie go to nie dziwiło. Chociaż już miał urwać temat, a jednak Carmen jeszcze wskazała na Rosę.
-
A on wybrał ją - pokazała jaki ma z tego powodu odruch wymiotny, Lucita zaśmiała się głośno, a Rosa się wściekła i zaraz wyrwała się do Carmen, wylądowały w piachu i dołączyła do nich Lucita. Zaraz oczywiście poszło
Madox zabierz swoją dziewczynę!.
-
To już nie jest moja dziewczyna - odpowiedział od razu, i w sumie jakoś tak się złożyło, że on odciągnął Carmen. Roberto Lucitę, a Rosę... Tio. No tak.
-
Ojej Roska chyba chłopak cię rzucił... jak się z tym czujesz... suko? - oczywiście odezwała się Carmen, aż Madox musiał jej zasłonić usta ręką, ale go uśliniła. Rosalinda za to popatrzyła wściekle po wszystkich, a później jeszcze na Madoxa, odwróciła się na pięcie i wyrwał przed siebie. Ticiano jeszcze chciał ją zatrzymać łapiąc za rękę, ale mu się wyrwała i zniknęła.
Marie chciała iść za nią, ale przytrzymał ją Roberto, a do tego jeszcze odezwał się Noriega -
daj spokój Marie - zrobiło się niezłe zamieszanie, które Alfredo zaraz skwitował -
jedna pierdolnięta mniej... - Lucita i Carmen parsknęły śmiechem. Aż Madox też się uśmiechnął. Bo w zasadzie to... ulżyło mu. Rosa była pierdolnięta, w najgorszym tego słowa znaczeniu, szkoda tylko, że on to zauważył dopiero dzisiaj. Że żeby do tego dojść, to musiał zaliczyć ten pocałunek z Pilar, który kurwa wszystko nagle zmienił.
Wypierdolił do góry nogami.
Zaraz jednak dziewczyny, które usiadły obok Noriegi stwierdziły, że grają dalej i jak bez Rosy to nawet lepiej. Marie też pokiwała głową, ale zaraz się zawstydziła, że to zrobiła i Roberto tłumaczył jej coś na uszko. Słodko razem wyglądali. Alfredo zaoferował się, że on kręci, skoro Rosalinda poszła. A zakręcił tak mocno, że butelka obróciła się chyba trzy razy i padło na Lucitę. Carmen rzuciła
o kurwa, Madox, że
farciara, a Lucita wyrwała się do góry klękając na piasku.
-
Całowanie! - zawołała entuzjastycznie, przez towarzystwo przeszło
uuuu, a Alfredo zaraz się odezwał -
to ze mną - już się przysunął do Lucity, ale pokazała mu faka. Carmen parsknęła -
tylko nie z kim chce, dawaj coś trudniejszego! - zawołała, a Alfredo się rozejrzał -
no to... całujesz osobę po... lewej? - rzucił, bo po prawej to akurat miała Marie i Roberto, którzy przytulali się do siebie, a po lewej... Carmen, która zaraz się wyrwała -
dwie po lewej - rzuciła swoją propozycją ciągnąc Madoxa za koszulkę. Oczywiście towarzystwo podłapało, Alfredo już zrzędził, że
farciarz. A dziewczyny przysunęły się do Madoxa z obu stron, no bo skoro on już nie był z Rosą, to chyba mógł? A zresztą on pierwszy wyrywał się na to całowanie. No to jak teraz miał odmówić? I po co?
Zaraz we trójkę klęknęli na piasku i już rzeczywiście mieli się całować, tylko Carmen wtedy zrobiła się jakaś blada, wstała szybko z ziemi i chwiejnym krokiem oddaliła się od kółeczka, ale że wszyscy odwrócili się w jej kierunku i zapadła cisza, to zaraz usłyszeli jak rzyga.
-
No ładnie Madox... - rzucił Alfredo, śmiejąc się, ale Lucita pokręciła głową -
ja pierdole, czy ktoś mnie wreszcie pocałuje? - wzniosła ręce do nieba, i Madox nawet chciał szarpnął się do niej, ale zatrzymała go opierając mu rękę na torsie -
ale we troje... Fajnie będzie - rzuciła. Alfredo oczywiście zaoferował się, że z nim, ale Madox nie chciał i zaraz rzucił, że no są kumplami, ale nie aż tak, więc w końcu padło na to, żeby Lucita wybrała sama. Do kółeczka dołączyła już Carmen gotowa do pocałunków, ale wszyscy jednogłośnie stwierdzili, że musi odczekać karniaka, czyli trzy kolejki. Carmen westchnęła ciężko, ale zaraz sama wytypowała... Pilar.
A Lucita pokiwała tylko głową -
chodź Pilar - już wyciągała do niej rękę, tylko ciekawe czy znowu nie powstrzyma jej Tio. A gdzie on właściwie był?
No i zresztą czy Stewart się na to zgodzi, bo Madox i Lucita byli chętni. Noriega nawet zawiesił ciemne spojrzenie na pięknych, czekoladowych oczach Pilar z jakimś takim wyzywającym uśmieszkiem na twarzy.
Eso es una mierda, lo siento 𓍢ִ໋
͙֒✧˚ ༘ ⋆。˚♡