-
Nic tak nie rozwiązuje problemu jak prawy na wątrobę
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiSierra/Leonetyp narracjiDemokracja bezpośredniaczas narracjiWłaściwypostaćautor
- Nie, wszystko gra - odpowiedział spokojnie. - Złapałem się na tym, że od kilku minut ignoruję to, co dzieje się wokół mnie. Nie zdarza mi się to często - dodał z lekkim uśmiechem na twarzy.
Normalnie w takich miejscach zawsze kontrolował otoczenie. Kto wchodzi, kto siedzi obok, kto za głośno patrzy. Stary odruch po latach popularności, walk, dziwnych ludzi i zwykłego przyzwyczajenia do trzymania wszystkiego pod kontrolą. Tymczasem przy Ophelii łapał się na tym, że zwyczajnie odpływał w rozmowę.
Na jej komentarz o drinku prychnął cicho pod nosem.
- Wiesz, ilu moich kolegów po fachu wkurwiłby taki tekst? - uniósł brew z udawaną powagą. -Ale mi to nie przeszkadza. Mogę być i słodki, póki ci to odpowiada - rzucił z rozbawieniem i zaśmiał się cicho.
Sięgnął po szklankę, upił niewielki łyk whisky i oparł się wygodniej, nie spuszczając z niej wzroku.
- Ale chyba działa w obie strony - poruszył wymownie brwiami i uśmiechnął się w pewien zawadiacki sposób, który dotąd mu się nie zdarzał. Faktem było natomiast to, że flirt z Ophelią wszedł już na zupełnie inny poziom i tak jak wcześniej były to raczej pojedyncze niedopowiedzenia czy sugestię, tak teraz otwarcie wyrażał swoje zainteresowanie nią. Ale czy można było mu się dziwić? Była naprawdę wyjątkowa i to już pomijając cały ten kontekst ogórków kiszonych.
Przez moment obracał szkło między palcami, jakby dobierał słowa.
- Jak cię pierwszy raz zobaczyłem, to pomyślałem raczej: "dobra, ładna dziewczyna z ogórkami kiszonymi i poplamiona koszulką” - i może wcale ten obraz nie był daleki od prawdy. - A teraz siedzę tutaj i okazuje się, że jesteś dużo bardziej niebezpieczna ode mnie - zaśmiał się cicho, ale zaraz spojrzał na nią z tajemniczym uśmiechem na ustach. - Powinienem się bać, czy ekscytować? - było to rzecz jasna pytanie retoryczne i kolejna próba flirtu z jego strony, która chyba szła mu coraz sprawniej.
Przez chwilę patrzył jej prosto w oczy, po czym lekko przechylił głowę.
- Zazwyczaj dobrze czytam ludzi, a z tobą... - krótka pauza. - mam mały problem - przyznał. - Ale jednocześnie jestem ciekaw, jak bardzo się w to wciągnę i jak daleko chcesz mnie dopuścić - oparł łokieć o blat i nachylił się odrobinę bliżej. - I po ilu drinkach rozwiązuje ci się język - zakończył żartem, chichocząc cicho oraz znów przenosząc wzrok na klientów, tym razem z innego miejsca w lokalu. Ale tylko na moment, by zebrać myśli.
Jego spojrzenie zjechało na moment niżej - na jej usta - po czym zaraz wróciło do oczu, jakby celowo chciał dać jej zauważyć ten krótki moment zawahania.
- Niby powiedziałaś mi o sobie coś, ale jednak dalej mam wrażenie, że spontaniczne głupie pomysły nie kłócą się u ciebie ze starannie zaplanowanym grafikiem - przyznał, a zaraz potem dodał. - I niby to tylko zwykłe spotkanie przy drinku - zrobił pauzę i przygryzł delikatnie wargę. - A jednak mam wrażenie, że flirtujemy ze sobą od dobrych kilkudziesięciu minut. Mylę się? - uniósł lekko brew ciekawy tego, czy jego bezpośredniość pozwoli im zrobić kolejny krok ku rozwoju relacji, czy też przystopuje wszystko, bo być może mylnie odczytał część słów Attwood.
Sięgnął po drinka i znów upił niewielki łyk, cały czas obserwując jej reakcję z tym coraz mniej ukrywanym zainteresowaniem, które przestawało być już tylko zwykłym flirtem dla zabicia czasu.
Ophelia Attwood
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Czyli zapominasz przy mnie o całym świecie - stwierdziła z zadowolonym uśmiechem.
Jej ton był lekki i żartobliwy. Nie miała tak wybujałego ego, aby rzucać podobne komentarze jak najbardziej poważnie i jej rozmówca mógł być tego jak najbardziej świadomy. W końcu już nie takie egzemplarze kobiet widywała. Takie, które były święcie przekonane o tym, że są w stanie zwrócić w głowie każdemu mężczyźnie. Często mylnie, bo nabierali się na to jedynie ci najmniej rozgarnięci.
- Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, ale ty nie jesteś taki jak inni - odpowiedziała, będąc całkowicie pewną tych słów.
Zdawała się wiedzieć na ile mogła sobie z nim pozwolić. Nie był kimś kto wziąłby te słowa do siebie i odebrał jako obrazę. Był dobrym człowiekiem. To się czuło, gdy tylko poświęciło mu się odrobinę uwagi. Miał w sobie jakąś taką energię, która sprawiała, że czuła się przy nim całkowicie rozluźniona i nie musiała się kompletnie niczym przejmować.
- Czuję, że zdecydowanie działa w obie strony - przyznała, bo zdecydowanie znajdujące się między nimi wzajemne zainteresowanie z każdą kolejną chwilą wydawało się jedynie nasilać.
Najwyraźniej całkiem dobrze szło im badanie gruntu, aby stwierdzić czy to wszystko było na pewno obustronne. Chyba teraz nie mieli, co do tego wątpliwości. Nie było potrzeby, aby mówić szyframi czy owijać w bawełnę. Mogli ze sobą flirtować coraz śmielej z każdym mijającym momentem.
Na chwilę zajęła się swoim drinkiem, wysłuchując tego, co miał do powiedzenia na jej temat bokser. Nie mogła przy tym powstrzymać uśmiechu, który zawitał na jej twarzy. Naprawdę nie spodziewała się tak szybko podobnych wyznań. Karrion był albo naprawdę wylewny albo whisky rozwiązywała mu język szybciej niż mogłaby się tego spodziewać.
- A ja pomyślałam, że jesteś mężczyzną o rzeźbie greckiego herosa i byłabym idiotką, gdybym nie spróbowała się z tobą umówić - dorzuciła od siebie skoro już zdobywali się na podobne słowa. - Także jak widzisz od samego początku miałam niecne plany.
Była z siebie naprawdę zadowolona, że posłuchała tego instynktu. W końcu inaczej przepuściłaby okazję na to, aby zawrzeć ciekawą znajomość z diabelnie przystojnym facetem, który wydawał się być nią niemniej zainteresowany. Może i momentami wydawało się, że byli swoimi przeciwieństwami, ale czy właśnie yin i yang nie tworzyły idealnej harmonii?
Przeciągnęła językiem po dolnej wardze, zbierając z niej zabłąkaną kroplę pitego drinka. Podłapała natychmiast jego spojrzenie i to jak pochylał się nad stołem w jej stronę. Przekrzywiła delikatnie głowę, uznając to wszystko za pewne wyzwanie i wyjątkowo ciekawą grę.
- Co gdybym ci powiedziała, że z każdą chwilą chcę cię dopuścić jeszcze bliżej? - odpowiedziała pytaniem, nie chcąc jeszcze mu dawać konkretów, bo sama musiała się zastanowić jak daleko chciała się posunąć.
Przez moment chciała wykonać bardziej zdecydowany ruch i całkowicie wyciągnąć się ponad stolikiem, aby zniwelować odległość, która dzieliła ją od jego warg. Tylko, że w momencie, gdy uniósł swojego drinka, wiedziała już, że przegapiła dogodny do tego moment.
- Wiem po prostu, kiedy mam coś konkretnego do zrobienia, a kiedy mogę sobie odpuścić i pozwolić sobie na pewne przyjemności - potwierdziła z pewnym uśmiechem. - Może nie jestem dziewczyną, która byłaby w stanie od razu wsiąść z tobą w samolot i pojechać na tydzień do Paryża, ale możemy wyrwać się gdzieś za miasto tak długo jak nie będzie mi to kolidowało z pracą.
Na chwilę umilkła i postanowiła, wychylić głębszy haust drinka, który faktycznie po czasie mocniej uderzał i rozgrzewał ją od środka niczym kominek w jesienny wieczór.
- Co do flirtu... Mam wrażenie, że nawet dłużej.
Karrion Stifler
-
Nic tak nie rozwiązuje problemu jak prawy na wątrobę
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiSierra/Leonetyp narracjiDemokracja bezpośredniaczas narracjiWłaściwypostaćautor
Powoli odstawił szklankę na blat i oparł przedramiona o stół, pochylając się minimalnie w jej stronę. Tym razem już nawet nie próbował udawać, że to zwykły flirt dla zabawy. Coś między nimi wyraźnie się zagęszczało.
- Wierzę - odparł pewnie i spokojnie, nie zamierzając poddawać w wątpliwość jej słów.
Przez moment przyglądał się Ophelii bez słowa. Jej spojrzenie, uśmiech, sposób w jaki oblizała wcześniej dolną wargę, wszystko to siedziało mu teraz w głowie zdecydowanie bardziej i znacznie bardziej zwracał na to swoją uwagę. Było to trochę niebezpieczne, bo Karrion zwykle trzymał dystans. Szczególnie na początku. Znał siebie i znał ludzi. Wiedział, jak łatwo można było pomylić chwilową chemię z czymś więcej. A mimo to przy Ophelii łapał się na tym, że kompletnie nie chce zwalniać.
- Mów mi Herkules - rzucił z rozbawieniem i nawet zaśmiał się cicho, bo rzecz jasna nie oczekiwał od Attwood tego, by tak się do niego zwracała.
Sięgnął po drinka, ale zamiast od razu się napić, przez chwilę obracał szkło między palcami.
- Właśnie to mnie w tobie rozwala - przyznał po chwili spokojniej. - Potrafisz flirtować tak, że człowiek nawet nie czuje momentu, kiedy zaczyna się wkręcać - na moment jego spojrzenie znów uciekło na jej usta. Zbyt długo jak na zwykły kontakt wzrokowy. Następnie powrócił do jej oczu.
- To od dawna nie jest już zwykłe spotkanie - przyznał wprost, nie spodziewając się po samym sobie takiej otwartości. Z reguły był zdystansowany i długo musiał się wkręcać, by w końcu coś kliknęło. Z Ophelią było inaczej - miał wrażenie, jakby znali się już od kilku lat, tak swobodnie płynęli z jednego tematu rozmowy w drugi. A, że była przy tym też atrakcyjną dla oka kobietą? Kolejny profit.
Zaśmiał się pod nosem, jakby właśnie złapał samego siebie na czymś absurdalnym.
- Ironią jest to, że powinienem podziękować Ali Agcy za zrobienie chujowego kebaba - rzucił i przechylił lekko głowę. - Problemy żołądkowe doprowadziły do tego, że byłbym rozczarowany, gdybyś za chwilę stwierdziła "muszę już iść". Niezły plotwist - przyznał spokojnie.
Przez chwilę między nimi znów zawisła ta specyficzna cisza. Karrion przesunął kciukiem po szkle swojej whisky i uśmiechnął się minimalnie.
- Czy ten flirt trwa już na tyle długo, żeby mógł cię pocałować, czy to jeszcze nie ten etap? - wypalił nagle, zdając sobie sprawę z tego, że mógł być zbyt bezpośredni i że mogło to być pokłosie wypitego alkoholu, jednak w rzeczywistości był bardzo świadom tego, co właśnie powiedział.
- A co do wyjazdu... bardzo chętnie - powrócił na moment do luźno rzuconego przez nią tematu, tworząc z niego coś na wzór deklaracji. - Chętnie spędziłbym z tobą dzień... i wieczór - przygryzł delikatnie dolną wargę. - ... i noc - dodał już ciszej, jednak w dalszym ciągu słyszalnie dla Attwood.
Zaraz spojrzał na swoją szklankę, w której szukał winowajcy tej bezpośredniości, jednak doskonale zdawał sobie sprawę, że była ona jedynie mechanizmem wprawiającym w ruch to, o czym myślał już od jakiegoś czasu.
Ophelia Attwood
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Powietrze jakby poruszyło się między nimi, dając im wyraźnie odczuć, że coś było na rzeczy. Było to jednak niezwykle przyjemne uczucie, z którym żadne z nich nie zamierzało walczyć ani się wycofywać.
Nagle zaczęły się liczyć wszelkie drobne gesty, które uważnie obserwowali. Attwood przez jakiś czas skupiała się głównie na jego oczach, starając się odgadnąć kryjące się za nimi emocje oraz odgadnąć gdzie dokładnie skierowane było jego spojrzenie, które uparcie pozostawało w niej utkwione.
- Wiesz, że jego spotkał smętny los z powodu jego własnej żony? Tego bym ci nie życzyła - podsunęła, chcąc jeszcze nieco pomysłem nazywania mężczyzny od jakiegoś konkretnego herosa. - W sumie jakby o tym pomyśleć to wielu skończyło marnie... Może lepiej, że jesteś bokserem, a nie antycznym bohaterem.
Może i chwała była mniejsza, ale za to nie groziły mu nadnaturalne dziwy. Chociaż takie pocieszenie mógł znaleźć w tym wszystkim.
- Czyli mówisz, że wpadłeś w moje sidła i nawet nie wiesz kiedy? Chyba muszę być naprawdę dobra - stwierdziła, wciąż nie mogąc sobie odmówić drobnego żartu.
Z drugiej strony mogłaby przysiąc, że to właśnie Karrion zaczął jako pierwszy w momencie, że zaproponował wtedy w sklepie zapłacenie za jej zakupy. To był ten punkt, który pozwolił jej na złożenie kontrpropozycji w postaci wspólnego posiłku lub drinka. Dlatego na pewno wykłócałaby się w kwestii tego czy była tu inicjatorką.
- Zgadza się. To raczej randka - potwierdziła, uśmiechając się ze względu na to, że zaczynali nazywać różne rzeczy po imieniu, odchodząc coraz bardziej od zwyczajnego przyjacielskiego spotkania, które miałoby pomóc im jedynie w wybadaniu gruntu.
Nie unikała bezpośredniości. Wydawało jej się również, że akurat ktoś taki jak Karrion będzie w stanie ją w pełni docenić. Ile to randek okazało się być w jej życiu totalnym niewypałem? Tutaj jednak zwyczajne wyjście zaczynało coraz bardziej krystalizować się jako niezwykle udana randka. Cud na miarę Kany Galilejskiej. Może im też ktoś przemieni wodę w wino.
- Lubię plottwisty, ale ten zdecydowanie do mnie nie przemawia - odpowiedziała, chcąc upewnić go w tym, że nie zamierzała nigdzie uciekać. - Już największym zwrotem akcji wydawało się nasze pierwsze spotkanie i fakt, że coś z niego zaczyna wynikać. Coś konkretniejszego.
Zapomniała już jakiś czas temu o tym, że ma drinka za bardzo skupiona na tym, że miała przed sobą niezwykle atrakcyjnego i chętnego do rozwijania tej znajomości mężczyznę. Od dawna nikt nie patrzył na nią w ten sposób jak Stifler. Na tę chwilę nawet nie mogła sobie przypomnieć kiedy przechodziła przez coś podobnego.
- Myślę, że tak. Sami dyktujemy to tempo - odparła, uśmiechając się z zadowoleniem, gdy tylko Karrion przyznał się do tego, że myślał dokładnie o tym samym o czym ona jeszcze chwilę temu.
Wyjątkowe uczucie zadowolenia zaczęło się rozlewać w jej piersi, gdy tylko usłyszała o tym, że jakikolwiek wyjazd wchodził w grę. Od dłuższego czasu miała ochotę na to, aby chociaż na chwilę wyrwać się za miasto, a teraz wychodził na to, że chyba znalazła do tego odpowiedniego kompana.
- Cóż, ta noc jest jeszcze przed nami, więc jak najbardziej moglibyśmy ją spędzić razem... Nawet bez wyjazdu - stwierdziła niezwykle bezpośrednio, ale nie zamierzała udawać cnotki.
Czuła z nim wyjątkową chemię, więc nie widziała powodów, aby nie pójść z nim do łóżka już na pierwszej randce. Nie robiła tego zbyt często, ale zdecydowanie Karrion potrafił tak zaintrygować kobietę, że ta była skłonna zaciągnąć go do siebie już po jednym wspólnym kebabie i ledwie co wysączonym drinku. Po prostu miał w sobie to coś, co sprawiało, że chciała w to brnąć jeszcze dalej z każdym mijającym momentem. Wiedziała też, że z pewnością nie będzie tego żałować.
Karrion Stifler
-
Nic tak nie rozwiązuje problemu jak prawy na wątrobę
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiSierra/Leonetyp narracjiDemokracja bezpośredniaczas narracjiWłaściwypostaćautor
- To zabrzmiało bardzo jak propozycja, której ciężko odmówić - powiedział ciszej niż wcześniej. Nie było w tym jednak nachalności. Bardziej szczerość człowieka, który przestał już udawać przed samym sobą, że chodzi wyłącznie o flirt przy drinku. Czuł do niej pociąg, to było oczywiste, ale problem polegał na tym, że im dalej w las, tym bardziej fascynowała go jako osoba. I to mogło być niebezpieczne, biorąc pod uwagę, że dawno się nikim tak nie zainteresował.
Sięgnął po whisky, ale zamiast się napić, przez chwilę tylko obracał szklankę między palcami.
- Normalnie powiedziałbym sobie "dobra, Karrion, zbastuj trochę". To pierwsza randka - pokręcił lekko głową, jakby kompletnie nie wierząc własnym myślom. - Tylko, że nie chcę tego robić - przyznał otwarcie, uśmiechając się lekko.
Oparł się wygodniej, ale wzroku nadal od niej nie odrywał.
- Poza tym... nie widzę w tym nic złego - przyznał spokojnie. - W najgorszym przypadku spędzimy razem naprawdę dobrą noc, bez dramatów - uśmiechnął się nieco szerzej. - A w najlepszym? Może się okazać, że to nie jest tylko chemia wywołana przez wspólną sympatię do kebaba - zachichotał lekko.
Przez chwilę między nimi znów zawisła cisza. Karrion miał wrażenie, że wystarczyłby jeden ruch w którąkolwiek stronę, a wieczór skręciłby już całkowicie w konkretnym kierunku. Ophelia również zdawała się doskonale o tym wiedzieć.
- Dawno nie siedziało mi się z kimś tak dobrze - przyznał otwarcie. Zaśmiał się cicho pod nosem, będąc zaskoczonym swoją zbyt dużą otwartością, ale jednocześnie nie widząc w tym czegoś złego. Ot po prostu Stifler stał się nieco bardziej wylewny. Był już chyba za stary na grę w podchody.
Uniósł szklankę i upił niewielki łyk whisky, po czym odstawił ją powoli na blat.
- Problem polega na tym, Ophelio.... - wymówił jej imię spokojnie, niższym tonem niż wcześniej. - ... że ja już naprawdę jestem podekscytowany, jak się skończy ten wieczór - nachylił się bliżej niej i przez chwilę patrzył jej prosto w oczy, jakby chciał sprawdzić, co zrobią z tym dalej. Potem bardzo powoli wyciągnął rękę przez stolik i przesunął opuszkami palców po grzbiecie jej dłoni. Ledwie zauważalnie, ale wystarczająco, by zasugerować jej swoją potrzebę fizyczności.
Stifler znów przysunął się bliżej, tym razem w jednym celu - by delikatnie musnąć wargi Attwood swoimi, zgodnie ze wcześniejszymi słowami, że to odpowiednia pora na pocałunek. Te zbliżenie było jednak niewystarczające dla niego, dlatego też zanim przerwał akt, pogłębił go nieznacznie, ciekaw nie tylko smaku jej warg, ale też gibkości języka, którego na moment pobudził do działania.
Zadowolony i ze zwycięskim uśmiechem na ustach powrócił na swoje miejsce ukontentowany.
- Przekonałem cię, czy potrzebujesz jeszcze jednej próbki? - rzucił rozbawiony, prowokując ją do tego, by tym razem to ona wpiła się w jego usta. W najgorszym wypadku, przyzna po prostu, że było to wystarczające. Bo przecież Stifler nie brał pod uwagę opcji nr 3, w której Ophelia stwierdzi, że ani pocałunek jej nie przekonał, ani też nie potrzebuje powtórki.
Ophelia Attwood
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Miała być propozycją nie do odrzucenia. Chyba muszę się bardziej postarać - odpowiedziała, kręcąc głową z udawanym zawodem.
Oboje czuli się naprawdę świetnie z tym, że nie musieli już bawić się w zachowywanie jakichkolwiek pozorów. Było to coś, co było im w tym momencie kompletnie niepotrzebne do czegokolwiek. Jedynie ich to drażniło i powstrzymywało od w miarę naturalnego rozwoju tej dziwnej lecz niezwykle przyjemnej relacji.
- Tak długo jak obojgu nam to wszystko odpowiada to nie widzę powodów, żeby sobie nagle bastować - stwierdziła prosto. - Nie ma, co marnować czasu, gdy wiele pierwszych randek jest równocześnie tymi ostatnimi... Chociaż czuję, że tutaj jest dosyć spora szansa na drugą.
Zwykle nie dokonywała tak szybko podobnych założeń, ale skoro tak przyjemnie było jej spędzać czas ze Stiflerem i najwyraźniej wszystko, co czuła po swojej stronie było odwzajemnione to szanse na to, że spotkają się ponownie były wyjątkowo wysokie. Niemniej należało jak najlepiej z tego wszystkiego korzystać póki jeszcze mogła. Nigdy nie było wiadomo jak długo podobny stan będzie się utrzymywać.
- Czy zniszczę to wszystko jak wyznam, że nie kocham aż tak bardzo kebabów? - zapytała figlarnie, rozbawiona jego stwierdzeniem. - Chociaż na pewno je teraz bardzo doceniam.
W końcu, gdyby nie kebaby to nie siedziałaby teraz w tym niezwykle gustownym lokalu naprzeciw mężczyzny, który podobał jej się coraz bardziej. Miał na pewno w sobie wyjątkowy magnetyzm, któremu się oddawała coraz mocniej z każdą mijającą chwilą. Na pewno nie chciała z tego rezygnować.
Sama również była podekscytowana tym wieczorem i ciekawa tego dokąd ich zaprowadzi. Odpowiedź jednak klarowała się i zarysowywała coraz wyraźniej, a Attwood nie miała powodów do tego, aby narzekać na dotychczasowy rozwój wydarzeń.
Przesunięcie palcami po wierzchu jej dłoni było tak delikatne, że przez moment zastanawiała się czy go sobie nie uroiła. Poczuła delikatny dreszcz na karku i zapragnęła złapać go za rękę, aby móc lepiej poczuć ciepło bijące od jego ciała. Nie mogła jednak się zbytnio uskarżać na brak kontaktu fizycznego, gdy pochylił się w jej stronę, aby po raz pierwszy tego wieczoru musnąć jej usta swoimi.
Kontakt wydawał się przez chwilę krótki i niewinny, ale dosyć szybko Karrion pogłębił pocałunek, na który Ophelia odpowiedziała ochoczo, układając dłoń na jego karku, który zadrapała delikatnie paznokciami. Tego właśnie potrzebowała. Czuła jak jego język wsunął się pomiędzy jej wargi, a delikatny zarost delikatnie drapał jej skórę w wyjątkowo przyjemny sposób. W tym momencie była bardziej niż przekonana, że to był właśnie ten mężczyzna, którego potrzebowała chociażby na jeden wieczór.
Uśmiechnęła się z zadowoleniem, gdy tylko zapytał czy jej to wystarczyło. Żeby ją przekonać? Owszem. Jednak jej samej było zdecydowanie mało. Dlatego też podniosła się ze swojego krzesła i podeszła bliżej do Stiflera, aby ująć jego twarz w dłonie i pochylić się nad nim. Bez trudu odnalazła jego wargi, na których pozostał przyjemny posmak whisky. Musiała skosztować go raz jeszcze przed tym jak udzieli mu konkretnej odpowiedzi.
- Mogę nam wziąć po jeszcze jednym drinku... Chyba, że chcesz przenieść się w miejsce, gdzie będziemy mieć więcej prywatności - zaoferowała i myślała, że to powinno mu wystarczyć jako potwierdzenie, że przekonał ją, ale chętnie skosztowałaby jeszcze.
Karrion Stifler