—
W którym momencie powiedziałem, że zrobiłbym to za wszelką cenę? - uniósł wysoko brwi, nie kryjąc zdumienia wymieszanego z drwiną. —
To, że staram się o jak najlepszy dla firmy deal wcale nie oznacza, że zamierzam dawać za nią swoją dupę - skwitował urażony, przewracając przy tym oczami. Tak naprawdę gówno obchodziła go ta firma, której nie zamierzał się poświęcać tak, jak robiła to Cherry. Starał się tylko i wyłącznie ze względu na urzędującą tam panią prezes, ale przecież nie planował jej o tym mówić. I tak już wystarczająco wychodził na desperata.
Prychnął lekceważąco na jej tłumaczenia. —
Proszę Cię, nie rób ze mnie idioty - pokręcił głową z niedowierzaniem. -
Dopiero co sama powiedziałaś, że też nie lubisz się dzielić - zlustrował ją wzrokiem. Nie przesłyszał się. -
Jesteś zazdrosna. Wkurza Cię to, że poświęcałem uwagę innej kobiecie zamiast Tobie - zarzucił jej, coraz bardziej zirytowany sposobem, w jaki wciąż uparcie wszystkiego się wypierała mimo, że było to widoczne jak na dłoni. -
Tylko wiesz, co jest w tym wszystkim najgorsze? - dodał, zanim była w stanie cokolwiek odpowiedzieć. -
Sama byś takiej sytuacji nie wykorzystała. Wolisz chować głowę w piasek, zamiast dopuścić do siebie myśl, że mogłabyś się znaleźć na jej miejscu. - Naprawdę nie rozumiał, jak ogromną musiała nosić w sobie dumę, że nie potrafiła tak po prostu przyznać się do emocji, nad którym wyraźnie traciła kontrolę, podczas gdy on praktycznie całkowicie się przed nią obnażył z własnych.
A już na pewno, kiedy po wzmiance o niej i inwestorze nie potrafił zachować opanowania w pełni. —
To coś innego. Coś znacznie gorszego, niż pozwolenie drugiej osobie na niewinny flirt - stwierdził, czując mimowolny ucisk w żołądku, gdy ciemnowłosa przypomniała mu, że na nic się nie umawiali. Dla niego to była diametralna różnica. A on nie chciał jej oddawać. Nikomu. Klub i niezobowiązujący kutas sprawiły, że najpierw uniósł wysoko brwi, by w następnej chwili pokiwać głową z udawaną aprobatą. —
Skoro tak twierdzisz to proszę bardzo, znajdź kogoś, kto doceni Cię taką jaka jesteś. Na pewno zrobi to jakiś przypadkowy kutas - zauważył, wzruszając przy tym ramionami, bo był więcej niż pewien, że ten scenariusz nie ma szans się udać -
a przynajmniej do momentu, aż zdobędzie, czego będzie chciał - skwitował, a jego twarz wykrzywił grymas. -
Wydawało mi się, że jesteś ponad to. - Że potrzebowała czegoś więcej, niż niezobowiązującego kutasa, który pozwoliłby poczuć się wyjątkową… na chwilę. Przez chwilę się wahał, zanim dodał: -
Ale wiedz, że wtedy moją propozycję możesz uznać za nieaktualną. Mówiłem Ci, że poczekam. Ale nie będę robił tego wiecznie. - Każdy miał swoje granice. Nawet, jeśli ciążyły nad nim inne zobowiązania. W tym momencie coraz bardziej czuł ciężar umowy zawartej ze swoimi rodzicami i obawę, czy miało to dla niego nadal sens, gdyby nie mógł mieć Cherry w stu procentach dla siebie. Musiał postawić przed nią limit.
—
Wieczne posłuszeństwo wobec ojca też nie stawia Cię w dobrej pozycji - bezwiednie przygryzł wargę, nieco tonując swoją wypowiedź. Przytakiwanie ojcu wcale nie udowadniało o jej sile. Kto wie, może gdyby się przed nim postawiła, Marshall dostrzegłby w niej coś więcej niż tylko posłuszną kobietę?
Zniwelowanie dystansu odrobinę złagodziło napięcie w jego mięśniach i ciśnienie we krwi, które podniosła mu ta niekoniecznie przyjemna wymiana zdań z Cherry. Będąc przy niej tak blisko, wędrując spojrzeniem po jej wargach i łabędziej szyi, wolałby robić teraz coś innego, niż rozmawiać. Wiedział, że stanięcie przy niej będzie niebezpieczne, niemniej wcale go to nie zraziło.
—
Nie chcesz, a jednak ciągle się spierasz, że tamta noc była jednorazowa - z jego ust niepostrzeżenie wymsknęło się nieco zmęczone westchnienie. —
Jak masz mnie poznać, skoro spłycasz tę relację do minimum, nawet nie pozwalając mi się do siebie zbliżyć? - zapytał ciszej, wpatrując się w jej piękną twarz, której rysy teraz nagle stały się znacznie łagodniejsze. -
I wcale nie mówię tu o przestrzeni między nami - uzupełnił, bez namysłu ujmując ją za brodę i zmusił ją, by spojrzała mu w oczy, drugą dłonią kładąc na jej talii. Nie potrafił być przy niej i nie poczuć jej skóry pod swymi palcami.
—
Czyli co, miałem jej powiedzieć, żeby odwróciła wzrok? Że jestem zajęty? Że nie mogę przestać myśleć o kimś innym? Co według Ciebie powinienem zrobić, hm? - mruknął, zbliżając do niej swoją twarz na tyle, by pozwolić jego gorącemu oddechowi odbić się na jej ustach. Wbrew pozorom czy temu, co widziała podczas lunchu, w jego myślach naprawdę pozostawała tylko i wyłącznie ona. I zamierzał ją w tym upewnić.
Na jej pytanie zagryzł na chwilę wargę, czując, że to zbyt drażliwy temat na ten moment. Nie chciał sobie ani wyobrażać jej z kimkolwiek, ani zastanawiać się, co by w tej sytuacji zrobił. Mimowolnie zacisnął mocniej dłoń na jej talii, starając się opanować wzbierające w nim emocje.
—
Nie ma znaczenia, co bym pomyślał - odpowiedział ostatecznie, siląc się na spokój. -
Przecież na nic się nie umawialiśmy. Możesz robić, co Ci się żywnie podoba, prawda? - uniósł wyżej brew, specjalnie używając słów, których jeszcze chwilę temu sama użyła. -
Z tym, że mówiłaś też, że jesteś moja - stwierdził zaraz, spoglądając jej w brązowe oczy, po chwili znów schodząc wzrokiem niżej, na jej pełne wargi. -
A ja liczę na to, że nie rzucasz słów na wiatr - wyszeptał, zbliżając się do niej ustami, by podrażnić jej własne. Dzieliły ich już tylko milimetry.
Cherry Marshall