30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Weszła do restauracji i wtedy zobaczyła go z inną.
Mimowolnie cała się spięła, kilka razy zamrugała oczyma. Laska się do niego kleiła. Zarzucała dłonie na ramiona, cały czas się przesuwała, a on nie protestował. Ani wtedy gdy jej ojciec rozmawiał z nią, ani teraz kiedy rozmawiał z rudą. Stanęła specjalnie za rośliną, czekając, aż zaprotestuje. Nic nie zrobił. Kręciła włosami, wachlowała rzęsami i była z nim totalnie zauroczona. Może tego właśnie Ethan chciał od życia.
Wyszła i wróciła głodna do biura.
Z pustym żołądkiem była jeszcze bardziej okropna, apodyktyczna i wręcz zirytowana. Chodziła po własnym biurze w jedną, i w drugą stronę. Pracownicy jedynie z ostrożnością patrzyli się w jej stronę. Nikt nie odważył się wejść. Marshall aż krzyczała na prawo i lewo. Trzymajcie się z daleka. Wystarczyła jedna postać, by sięgnęła po telefon. Wrócił. Powinien się tłumaczyć. Jasne, ile mogła zwlekać z odpowiedzią? Nie tak dawno była w szpitalu, dalej była słabsza, dopiero się regenerowała.
Cherry
Zapraszam do mojego biura.
Wiadomość...
Spuściła rolety przed. Pracownicy szeptali. Czy to koniec ich dyrektora finansowego? Tak zaczynały się zwolnienia. Błędy, które były tak wielkie, że aż nie do przebaczenia. Jakiś z pracowników zawiesił na nim smutne spojrzenie i życzył powodzenia z tą wiedźmą. Stała za własnym biurkiem, czekając, aż drzwi się zamkną.
To co masz mi do powiedzenia, co? — warknęła niemalże od razu. Nawet nie musiał czekać, by dowiedzieć się oto, co chodziło dokładnie jej po głowie — jesteś po mojej stronie?! — uniosła wysoko do góry obie brwi i tuptała. Czekała na reakcje — to chyba żart. — nawet nie zdążył, bo ona już śmiała się głośno. Irytacja sięgnęła nieba. Przez ułamek sekundy skrzywiła się. Blizna dalej mocno ją bolała.
Nie wierzę, że próbowałam Ci zaufać — pokręciła głową na samą siebie i po chwili już zaczęła atakować — dlaczego pozwalałeś tej rudej tak ślinić się na twój widok, co? — nie podeszła do niego. Znała reguły. Im bardziej trzyma go na odległość, tym później zmięknie — to jest ten cały plan? — uniosła ku górze brwi — Cherry jesteś moja, ale będę ruchał inne — specjalnie udała jego ton i strzeliła oczyma — jak idziesz z laską do hotelu, to nie używaj firmowej firmy — jeszcze nie zdążyła sprawdzić, czy wynajął pokój. Na pewno to zrobi. Może jeszcze przy nim.

Not mine yet
30 y/o
Watermelon sugar high
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To miało być zwykłe spotkanie biznesowe. Lunch, podczas którego Ethan miał przekonać jednego z inwestorów do nowego pomysłu biznesowego i pozyskać nowe środki. Jakież więc było jego zdziwienie, kiedy zamiast starszego pana na miejsce przyszła jego córka. Ładna, inteligentna i skłonna do flirtu. Dała mu szansę zaprezentować swój pomysł, nie stroniąc przy tym od zawadiackich uśmiechów, rozbawionego tonu i delikatnych muśnięć jego ramienia. A on miał zamiar dobić targu.
Po powrocie do biura nie odczuwał zbliżających się kłopotów, dopóki nie usłyszał dźwięku wibracji w telefonie zwiastującego wiadomość. Ściągnął brwi, przez chwilę patrząc w ekran, po czym podniósł się z miejsca i skierował swoje kroki do gabinetu Cherry. Po drodze widział skupione na nim spojrzenia, słyszał szepty, a życzenie powodzenia zasiało w nim jeszcze większe ziarno niepokoju. Zasłonięte u niej rolety nie świadczyły o niczym dobrym. Co też złego zrobił?
Zdążył zamknąć za sobą drzwi, kiedy usłyszał warknięcie. Aż przystanął w miejscu, podnosząc na nią trochę zdezorientowane spojrzenie. Stała za biurkiem ze zirytowaniem wymalowanym na jej twarzy aż zbyt wyraźnie, co wzbudziło w nim większą ostrożność. Przez chwilę po prostu słuchał jej rozczarowanego głosu pomieszanego z rozgoryczeniem, zastanawiając się, co takiego zrobił, doprowadzając ją do takiego stanu.
Jestem - przytaknął pewnym siebie głosem, marszcząc przy tym brwi, bo jeszcze nie znał dokładnych zarzutów. Dopiero na wspomnienie rudowłosej dziewczyny zrozumiał, co kryło się za jej zdenerwowaniem. Na chwilę zacisnął mocniej szczęki, czekając, aż skończy, na słowa ruchać inne i hotel prychając i kręcąc z dezaprobatą głową. Cherry Marshall najwyraźniej była zazdrosna.
Wiesz, kto to był? - zapytał, starając się panować nad emocjami. Nie mógł pozwolić jej na bezpodstawne ataki. - To była córka Halloway’a - jednego z największych inwestorów tej firmy, czego komu jak komu, ale ciemnowłosej nie trzeba było tłumaczyć. Chyba. - Przyszła na spotkanie w jego zastępstwie i rozmawialiśmy o moim nowym pomyśle na inwestycję. Powinnaś się cieszyć, że działam na korzyść firmy - zauważył, przekrzywiając nieco głowę. Cieszył się z jej powrotu do biura po operacji, i że wracała do zdrowia, ale nie rozumiał, czemu skreślała go tak od razu za coś, czego NIE zrobił.

the jealous one
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ethan Hartley

Nie potrafiła zrozumieć jego zdezorientowania. Na własne oczy widziała, jak ją zdradził. Kurwa, jeszcze nie byli razem, a on dawał losowej lasce uwiesić się na swoim ramieniu, spoglądać głęboko w oczy. Cały czas przez jej głowę przechodziło jedno pytanie: co by się stało, gdyby nie byli w miejscu publicznym? Miała oczy, a głowa potrafiła sprawnie tworzyć niezbyt przemiłe wizje. Ich razem przewracającym się w piekielnie drogim apartamencie z widokiem na całe pierdolone Toronto. Podobnym do tym jej. Może tym właśnie dla niego była? Zdobyczą, którą miał zdobyć.
Córka Halloway'a? — spytała cicho, lekko wywrócona tym, co właśnie usłyszała. Nie tego się spodziewała. Znała ją za dzieciaka. Widocznie młoda będzie wdrażana do rodzinnego biznesu. Tyle że w ogóle złość jej nie przeszła.
A co to zmienia? — przechyliła głowę z uniesioną jedną brwią. Wkurzona Cherry nie znała żadnych hamulców, potrafiła je pokonywać, wciskając praktycznie na maksa pedał gazu — wiesz, nie tylko ty lubisz się dzielić — warknęła, spoglądając mu prosto w oczy. Nienawidziła. Mogli niczego sobie nie obiecywać, bała się ujawnienia własnych uczuć. Jak to tak? Charity Marshall była tak słaba? Tak pokornie oddawała komuś serce po raz drugi? Po ilu spotkaniach? Nie mogła pozwolić sobie na jakiekolwiek wątpliwości, a Ethan stał się dla niej jedną, wielką, chodzącą, czerwoną flagą.
Na własne oczy widziałam, jak pozwalasz się jej do siebie ślinić — a podobno ona miała należeć do niego są takie rzeczy, na które nie jestem w stanie sobie pozwolić, a to była jedna z nich — mruknęła, marszcząc przy tym delikatnie brwi. Złość z niej nie schodziła. Zacisnęła mocno palce na krawędzi blatu. Uziemienie. Głęboki oddech. Musiała się opanować, zanim do reszty odleci.
Działasz na korzyść firmy? — zaśmiała się głośno — nie bądź śmieszny — dodała po opanowaniu śmiechu. Zmierzyła go niesamowicie chłodnym spojrzeniem. Jakiekolwiek racjonalne myślenie wydawało się odpłynąć, a sama Cherry działała na najwyższych obrotach. Ktoś wciskał mocno pedał gazu i nie miał zamiaru się zatrzymać nawet na moment — po prostu chciałeś ją wyruchać, dlatego pozwoliłeś sobie na te maślane oczkao ile już tego nie zrobił, przeszło jej przez myśl. Przecież niczemu nie zaprzeczył. Skoro działał na korzyść firmy, to na ile był w stanie sobie pozwolić?
30 y/o
Watermelon sugar high
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdrada. To nie wpisywało się w słownik Ethana. A przynajmniej nie w przypadku kobiet. Zdawał sobie sprawę z tego, jak działał na płeć piękną i jak ta konkretna dama otwarta była na flirt, ale według niego nie zrobił nic, czego miałby żałować. Działał na tyle, na ile pozwalało mu sumienie i ewentualne korzyści względem firmy, dla której starał się jak najlepiej wykonywać swoją pracę. W rzeczywistości nie robił tego dla Northland Power, tylko dla niej. Nic dziwnego, że jej oskarżenia wydały mu się wyssane z palca i wywołały w nim pewną urazę.
Właściwie nic nie powinno zmieniać, bo to tylko biznes - skwitował rozdrażnionym tonem, który sugerował, że jej wymysły uważał za niedorzeczne. - Bez względu na to, czy na lunchu pojawił się Holloway, czy Audrey - wzruszył ramieniem, kręcąc przy tym głową z niedowierzaniem.
Ach, tak? - uniósł wysoko brwi, słysząc, jak w tym momencie Cherry niemal jawnie przyznała się do swojej zazdrości. Wyglądało na to, że nie była tolerancyjna względem innych kobiet. — Co chcesz przez to powiedzieć? - zapytał, spoglądając na nią znacząco, z oczekiwaniem na odpowiedź. Niezmiernie ciekaw był interpretacji jej słów, bo sam zinterpretował je w jeden konkretny sposób - chciała, żeby należał do niej. A może ciemnowłosa znowu postanowi się od tego wykręcić? Wcale by się nie zdziwił, ale tym razem nie zamierzał już zamiatać niczego pod dywan.
Wreszcie pokazywała emocje, których od niej oczekiwał. Uczucia, które wskazywały na to, że nie był jej obojętny i że pragnęła jego uwagi. Całej. Słyszał to zarówno w jej głosie, które ulegało delikatnym załamaniom sugerującym urazę, co próbowała ukryć za pomocą tony chłodu, jak i widział w napięciu rysującym kontury jej twarzy o wiele bardziej wyraźnie.
Skrzywił się, słysząc jej śmiech, po czym podszedł do jej biurka.
Wyruchać… - aż parsknął śmiechem, będąc kompletnie zdegustowany jej słowami, zatrzymując się tuż przed blatem, który stanowił dla nich granicę - to zamierzałem ją jedynie na pieniądze, które nie byłyby tak potrzebne, gdyby przez ostatnie wydarzenia nie spadły nam trochę akcje - stwierdził, zaciskając mocno szczęki i starając się ukryć rosnącą w nim irytację. Fakt był taki, że ostatni skandal i chwilowa nieobecność Cherry wywołała pewne zachwianie, a inwestorzy nie lubili zmian. — Poza tym nawet, gdybym chciał od niej czegoś więcej to przecież w żaden sposób się nie określiłaś. Czy coś w międzyczasie uległo zmianie? - zapytał, opierając dłonie o blat i pochylając się nieco w jej kierunku. Czekał na jej odpowiedź, napięcie w barkach tuszując za pomocą nieco aroganckiego uśmiechu.

sweet jealousy
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

problem

Sama nie wiedziała, czego dokładnie by chciała. Oczami wyobraźni jako mała dziewczynka widziała siebie w przepięknej, księżniczkowatej sukience, ale jako dorosła wolała czarne, eleganckie sukienki. Bycie na szczycie, uzależnienie od pracy wychodziło jej lepiej. Przed Galenem mało kiedy otwierała serce na innych ludzi, za to on doszczętnie zniszczył jej serce. Nie była w stanie zaufać mężczyznom. Wystarczyły kolejne słowa, by znów gorzko się zaśmiała.
Hollowayowi też pozwoliłbyś, żeby się ślinił się na twój widok i dotykał Cię po udach?! — nie spodziewała się po samej sobie uniesienia głosu. Wpatrywała się w Ethana wściekłym wzrokiem. Gdyby miała w oczach lasery, właśnie by zniknął — wow, Hartley — aż mu zaklaskała — nie wiedziałam, że muszę konkurować z każdym — co to w ogóle za słowo? Kon-ku-ro-wać? Charity była w stanie zrobić to przed inwestorami, przed ludźmi gwarantującymi jej spore pieniądze, ale nigdy nie robiła tego o faceta. Zachowywała się księżniczkowato. Wiedziała, kiedy zarzucić włosami do tyłu, kiedy powachlować rzęsami, a gdy potrzebny był słodki uśmiech. Nigdy nie goniła za facetem, zwłaszcza takim pozwalającym innym kobietom uwieszenia się na jej ramieniu.
Tak — strzeliła oczyma — nie ciągnij mnie za słowa — warknęła podirytowana. Przyznanie się do zazdrości nie wchodziło w jakąkolwiek grę, prędzej spotka się z jej chłodem, kolejną ścianą, niż jakimkolwiek wyznaniem — następnym razem mam uklęknąć przed inwestorem, żeby dostać to, czego chcę? — i po paru sekundach dodała — tego byś chciał? — uniosła wysoko brwi, czekając na jego reakcję. Zegar tykał gdzieś głośno, irytując ją jeszcze bardziej. Czas to pieniądz. Nie powinna marnować na niego czasu, ale widząc jego kroki w jej stronę, cała się zmroziła.
Odsuń się od biurka — warknęła Charity. Śmiech lekko wytrącił ją z równowagi. Mogłaby się teraz zatrzymać, zastanowić się nad tym, co jej powiedział, ale nie miała zamiaru. Raz nakręcona, nie mogła się zatrzymać — masz zamiar mi to wypominać? — nieobecność, spadek aukcji — trochę? — dosłownie zabolało ją to — co rozmawiałeś może z moim rodzeństwem i też będziesz kazał mi się zbuntować? — no tak, przecież kumplował się z Charlim. Pewnie i z Caspianem, może i z Corą. Ostatnie spotkanie rodzinne zakończyło się chodzącą katastrofą, a jego przedziwny pakt z jej bliźniakiem dalej powodował u niej skręt żołądka.
Odsuń się — syknęła Charity, a finalnie sama odsunęła się od biurka. Stanęła przy wielkich oknach, pokazującym piękną panoramę na całe Toronto, błękitne, bezchmurne niebo i gdzieś w oddali widać było błyszczące jezioro Ontario. Widok ją uspokajał. Za każdym możliwym razem. Teraz tak nie było. Pokręciła głową — nic nie uległo zmianie. Widocznie to — pokazała palcem na niego oraz na nią — jeśli w czasie czekania na mnie lecisz na pierwszą, lepszą typiarę. Masz przepiękny uśmiech, jesteś czarujący, ale to... prawie jak zdrada[/], ale tego już nie zdążyła dodać. Jedynie mocno nabrała powietrza, mocno zaciskając pięści. Ethan działał na nią jak prawdziwa płachta na byka. Nigdy nie wiedziała, czy bardziej chciała zatkać mu usta, czy wcisnąć mu pięść prosto w twarz.
30 y/o
Watermelon sugar high
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez kilka sekund patrzył się na nią z lekko rozchylonymi wargami, analizując jej gorzki śmiech i następujące po nim słowa, nie potrafiąc uznać wprost, czy ona właśnie żartowała czy naprawdę mówiła poważnie. Uderzała w jego dumę, wymyślając teorię o pociągu do facetów, ale to muszę konkurować z każdym zwróciło jego szczególną uwagę, sprawiając, że pokręcił głową.
Nie przekręcaj moich słów - rzucił ostrzegawczym tonem. - Z tego, co pamiętam, niejednokrotnie udowodniłem Ci, że nie interesują mnie faceci. Ani puste laski, które nie mają do zaoferowania nic oprócz własnego tyłka - dodał zaraz, przekrzywiając głowę na bok. Nie zamierzał ciągnąć tematu związanego z płcią męską, bo Cherry dobrze wiedziała, jak jako kobieta na niego działała, zarówno podczas kolacji, kiedy wpatrywał się tylko w nią, jak i później, gdy pożądanie wzięło nad nim górę. Już wtedy zdawał sobie sprawę, jak bardzo skomplikowana była, tylko podsycając w nim niezrozumiałe emocje. Chciał jej więcej i wcale tego nie ukrywał. — Nie masz powodów do obaw, bo zdeklasowałaś całą konkurencję - przyznał w końcu wprost. - Ale wiesz co? Gdybym wiedział, że tylko tyle trzeba, żebyś w końcu pokazała swoje emocje, zrobiłbym to wcześniej - i zapewne z jeszcze większą premedytacją i wczuciem, bo mimo wściekłości buzującej w jej oczach, nadal podobały mu się te złowrogie ogniki. Kiedy się złościła, wyglądała wyjątkowo słodko.
Ale Cherry też próbowała wytrącić go z równowagi. Mimowolnie wyobraził sobie ją klęczącą przed inwestorem i wydał z siebie złowrogi pomruk. — Nie igraj sobie ze mną w ten sposób - upomniał ją, zaciskając mocniej pięści. Kto wie, co w emocjach mogłoby strzelić jej do głowy, a on był niemal tak samo cięty na zdrady, jak ona. — Nie zrobiłem nic, co naruszyłoby moją obietnicę, więc Tobie radzę robić to samo - powiedział z wolna przez zaciśnięte zęby, zmniejszając dystans między nimi na tyle, na ile pozwoliło mu biurko. Na razie tylko to ją chroniło przed jego bliskością. I jego też, bo chciał wyklarować sytuację, zanim emocje znów przejmą nad nim stery. Pytanie tylko, jak bardzo Charity postanowi przetestować granice jego cierpliwości.
Nie, bo na pewne sprawy i tak nie miałaś żadnego wpływu - zaoponował, bynajmniej nie zamierzając jej wypominać chwilowych wahań w firmie. Bez względu na to, czy chciałaby stać po stronie Cory czy nie, akcje i tak poszybowałyby w dół. Czym innym była sprawa przeszczepu. — Ale to prawda, nie jesteś niczyją marionetką. Mogłabyś zacząć w końcu myśleć o sobie i tym, co jest dobre dla Ciebie, a nie dla ojca, który, cokolwiek byś dla niego zrobiła, i tak tego nie doceni - zarzucił jej bez owijania w bawełnę. Nie poznał Christophera wcześniej, ale wystarczyła mu ta krótka wizyta w szpitalu, żeby zrozumiał, że Marshall nawet mimo takiego poświęcenia w ogóle jej nie szanował. To nie było fair.
Jej odsunięcie się od biurka było wymowne. Przez chwilę obserwował ją bez ruchu, widząc, jak zaciska pięści i nabiera głębiej powietrza, ostatecznie bezwiednie powtarzając po niej te same odruchy.
Na nikogo nie lecę - zaprzeczył z pobrzmiewającą w głosie irytacją, po czym wyprostował się. - Wiesz, zaczynam mieć wrażenie, że szukasz pretekstu, żeby się ze mną pokłócić i po prostu wyprzeć to, co do mnie czujesz - stwierdził, a w tonie jego głosu po raz pierwszy pojawiła się zgorzkniałość. Wolnym krokiem zaczął obchodzić biurko, jakby się nad czymś zastanawiał. — A może tego właśnie chcesz? - rzucił zaczepnie, przesuwając palcami po blacie biurka, podnosząc spojrzenie na ciemnowłosą. - Jednorazowych przygód, poświęcenia dla firmy przy jednoczesnym zabezpieczeniu, że będziesz miała dokąd przyjść, kiedy znudzi Ci się dotychczasowe życie albo kiedy zatęsknisz za wszystkim tym, co obiecałem Ci dać? - mówiąc to, stanął przed nią, w ten sposób zagradzając jej drogę ucieczki i narażając się na kuszący zapach jej perfum. Za nią była już tylko ściana szklana.

miss know it better
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ethan Hartley

Strzeliła oczyma. Przekręcanie słów przychodziło jej wręcz z dziecięcą łatwością. Cokolwiek Hartley by jej powiedział, była gotowa walczyć o własną racje. Taka była. Nigdy się nie poddawała, nawet gdy dyskusja wydawała się być wręcz irracjonalna. Cholera, zdawała sobie z tego sprawę, ale nie chciała dać mu wygrać. Wolała podkreślać raz za razem, kto ma rację i to wręcz dosadnie. Widziała na własne oczy, na co sobie pozwolił. Miał na nią czekać, a jednocześnie obracał inną.
Przekręcać? — uniosła wysoko jedną ze swoich brwi — podobno zrobiłbyś wszystko, by ubić targu. To są twoje słowa, a nie moje — uśmiechnęła się fałszywie, unosząc jeden z kącików ust. Jej spojrzenie było ostre, jakby próbowała przebić go od środka. Cokolwiek by mu teraz nie powiedziała, zakręciła się fala wściekłości. Chociaż był w stanie ją zatrzymać.
Zdeklasowałaś całą konkurencję. Prychnęła w pierwszej chwili, ale serce zabiło jej szybciej. Wiedziała jedno. Wpierw musiał jej to pokazać, odrzucić inne, a przynajmniej ich zaloty. Zamiast tego dostała przepiękny pokaz uśmiechów, które dawał też jej. Cherry potrzebowała stabilności, to właśnie jej poszukiwała. Powiedział, że na nią poczeka, ale szczerze nie była tego tak pewna.
Nie pokazuję żadnych emocji — warknęła, kręcąc głową — daj spokój — i szybko dodała — dbam o dobre imię Northland Power i tylko tyle — tak to sobie tłumaczyła. Ethan Hartley nie był dla niej ważną osobą. Nic do niego nie czuła. Chodziło o dobro korporacji, o renomę. Jakby spadły akcje, gdyby wyszło na jaw, że dyrektor finansowy zawiera interesy na piękne oczy? Na przystojną twarzyczkę? Nie mogła sobie na to pozwolić.
Tak samo jak na widzenie go z inna.
Co? — na jej twarzy wymalował się piękny uśmiech triumfu — przeszkadzałoby Ci to? — przekręciła delikatnie głowę. Oto właśnie jej chodziło, żeby Ethan cierpiał, by poczuł to co ona — przecież się na nim nie umawialiśmy. Może powinnam robić do niego maślane oczka jeszcze? — nie uklęknęłaby drugi raz przed mężczyzną. Na pewno nie na jednorazowy numerek. Potrzebowała do tego czasu, zaufania i prawdziwych emocji. Niezbudowanych w trakcie intensywnej relacji chciała w końcu zaznać spokoju — radzisz mi? — prychnęła głośno — już daj spokój — i już dodawała — sam podkreślałeś, że tu niczego nie ma — jeszcze nie było, choć zegar tykał, a sama Charity czuła niemalże jak temperatura między nimi zaczyna wręcz wrzeć — mogę robić, co mi się żywnie podoba — zwłaszcza że miała bardzo dobrą przyjaciółkę — równie dobrze mogę pójść do klubu i znaleźć sobie niezobowiązującego kutasa, tak jak kazała mi to zrobić Cora — ciekawiło ją, czy po tych słowach Ethan nie żałował podarowania Corze podwyżki. Może powinna poukładać odrobinę mądrości w głowie własnej siostry. Wtedy wiedziałaby, że igrała z ogniem. Miała przed sobą idealnego mężczyznę. Rozumiejącego, wspierającego, a jednak między nimi zawsze istniała iskra, której nie chciała zatrzymywać.
Ty też nie potrafisz zrozumieć.... — mruknęła ciszej. Słowa Ethana zrobiły na niej wrażenie. Owszem, nie chciała być marionetką, pragnęła mieć wpływ na własne życie, ale... — całe życie pracuję, żeby być prezeską — nie mogła poddać się chwilowym trudnościom. O ironio, jak ona nazywała dawstwo narządów. Aż chwyciła się za brzuch, czując delikatny ścisk blizny — nie mogę pozwolić sobie na to, żeby i to mi zabrano — wyszeptała prawie wręcz niesłyszalnie. Studiowała, pracowała na niższych szczeblach, a jednak w jednej chwili mogło zostać jej to zabrane. Prawie jak za dotknięciem magicznej różdżki.
Zdążyła się uspokoić, kiedy nie czuła frywolnych, uzależniajacych perfum.
Już nie rób tak pięknych oczu — strzeliła oczyma — zrobiłeś to — leciał na inną — wyprzeć to, co do Ciebie czuję? — parsknęła śmiechem, kręcąc głową — żartujesz sobie — albo sama Cherry z siebie okłamując się. Nabrała kolejnego głębokiego oddechu, widząc jego ruch. Znów się do niej zbliżał. Ta bariera raz, za razem wykańczała ją.
A może tego właśnie chcesz? Przechyliła głowę, czekając na kolejny jego atak. Dotknęło ją to, co powiedział. Przygodne życie, obietnica... Nie chciała go zwodzić, a jednocześnie... widziała go z inną. Mimo że zaprzeczał, bała się, że jego uczucia były ulokowane w totalnie innej kobiecie. Raz to poczuła, drugi raz nie mogła sobie na to pozwolić.
Nie chcę... — zaczęła cicho, unosząc powoli wzrok do jego zielonych tęczówek — jednorazowych przygód — ani nie chciała oczekiwać na obietnicę. Tylko było to bardziej skomplikowane niż Ethan sam myślał — ale ja Ciebie Hartley nie znam — nabrała głębokiego oddechu. Dla niej działo się to za szybko — ile to miesięcy minęło? — wzrokiem uciekła na panoramę Toronto — trzy? — może nawet mniej. Szczerze nie była tego pewna — nie rozumiem, czego ode mnie oczekujesz — teraz, wcześniej. Sama też nie wiedziała, czego od niego chciała — nie oddam się tak łatwo, nie kiedy pozwalasz innym za chwytanie Cię za bark i wachlowanie rzęsami — czyżby punkt dla Cherry? We własnej głowie na pewno. Zdążyła się opanować, uspokoić, a przede wszystkim mówić bez jakiejkolwiek złości, czy jadu.
A gdybym ja tak zachowała się przy inwestorze? — spytała wprost, nie mogąc już niczego stracić — to co byś kurna pomyślał? — na pewno nie byłby zadowolony. Ludzie dużo potrafili sobie wyobrazić, a ona nie chciała widzieć połamanego serca córki ich inwestora. Nie wchodziło to w grę.
30 y/o
Watermelon sugar high
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W którym momencie powiedziałem, że zrobiłbym to za wszelką cenę? - uniósł wysoko brwi, nie kryjąc zdumienia wymieszanego z drwiną. — To, że staram się o jak najlepszy dla firmy deal wcale nie oznacza, że zamierzam dawać za nią swoją dupę - skwitował urażony, przewracając przy tym oczami. Tak naprawdę gówno obchodziła go ta firma, której nie zamierzał się poświęcać tak, jak robiła to Cherry. Starał się tylko i wyłącznie ze względu na urzędującą tam panią prezes, ale przecież nie planował jej o tym mówić. I tak już wystarczająco wychodził na desperata.
Prychnął lekceważąco na jej tłumaczenia. — Proszę Cię, nie rób ze mnie idioty - pokręcił głową z niedowierzaniem. - Dopiero co sama powiedziałaś, że też nie lubisz się dzielić - zlustrował ją wzrokiem. Nie przesłyszał się. - Jesteś zazdrosna. Wkurza Cię to, że poświęcałem uwagę innej kobiecie zamiast Tobie - zarzucił jej, coraz bardziej zirytowany sposobem, w jaki wciąż uparcie wszystkiego się wypierała mimo, że było to widoczne jak na dłoni. - Tylko wiesz, co jest w tym wszystkim najgorsze? - dodał, zanim była w stanie cokolwiek odpowiedzieć. - Sama byś takiej sytuacji nie wykorzystała. Wolisz chować głowę w piasek, zamiast dopuścić do siebie myśl, że mogłabyś się znaleźć na jej miejscu. - Naprawdę nie rozumiał, jak ogromną musiała nosić w sobie dumę, że nie potrafiła tak po prostu przyznać się do emocji, nad którym wyraźnie traciła kontrolę, podczas gdy on praktycznie całkowicie się przed nią obnażył z własnych.
A już na pewno, kiedy po wzmiance o niej i inwestorze nie potrafił zachować opanowania w pełni. — To coś innego. Coś znacznie gorszego, niż pozwolenie drugiej osobie na niewinny flirt - stwierdził, czując mimowolny ucisk w żołądku, gdy ciemnowłosa przypomniała mu, że na nic się nie umawiali. Dla niego to była diametralna różnica. A on nie chciał jej oddawać. Nikomu. Klub i niezobowiązujący kutas sprawiły, że najpierw uniósł wysoko brwi, by w następnej chwili pokiwać głową z udawaną aprobatą. — Skoro tak twierdzisz to proszę bardzo, znajdź kogoś, kto doceni Cię taką jaka jesteś. Na pewno zrobi to jakiś przypadkowy kutas - zauważył, wzruszając przy tym ramionami, bo był więcej niż pewien, że ten scenariusz nie ma szans się udać - a przynajmniej do momentu, aż zdobędzie, czego będzie chciał - skwitował, a jego twarz wykrzywił grymas. - Wydawało mi się, że jesteś ponad to. - Że potrzebowała czegoś więcej, niż niezobowiązującego kutasa, który pozwoliłby poczuć się wyjątkową… na chwilę. Przez chwilę się wahał, zanim dodał: - Ale wiedz, że wtedy moją propozycję możesz uznać za nieaktualną. Mówiłem Ci, że poczekam. Ale nie będę robił tego wiecznie. - Każdy miał swoje granice. Nawet, jeśli ciążyły nad nim inne zobowiązania. W tym momencie coraz bardziej czuł ciężar umowy zawartej ze swoimi rodzicami i obawę, czy miało to dla niego nadal sens, gdyby nie mógł mieć Cherry w stu procentach dla siebie. Musiał postawić przed nią limit.
Wieczne posłuszeństwo wobec ojca też nie stawia Cię w dobrej pozycji - bezwiednie przygryzł wargę, nieco tonując swoją wypowiedź. Przytakiwanie ojcu wcale nie udowadniało o jej sile. Kto wie, może gdyby się przed nim postawiła, Marshall dostrzegłby w niej coś więcej niż tylko posłuszną kobietę?
Zniwelowanie dystansu odrobinę złagodziło napięcie w jego mięśniach i ciśnienie we krwi, które podniosła mu ta niekoniecznie przyjemna wymiana zdań z Cherry. Będąc przy niej tak blisko, wędrując spojrzeniem po jej wargach i łabędziej szyi, wolałby robić teraz coś innego, niż rozmawiać. Wiedział, że stanięcie przy niej będzie niebezpieczne, niemniej wcale go to nie zraziło.
Nie chcesz, a jednak ciągle się spierasz, że tamta noc była jednorazowa - z jego ust niepostrzeżenie wymsknęło się nieco zmęczone westchnienie. — Jak masz mnie poznać, skoro spłycasz tę relację do minimum, nawet nie pozwalając mi się do siebie zbliżyć? - zapytał ciszej, wpatrując się w jej piękną twarz, której rysy teraz nagle stały się znacznie łagodniejsze. - I wcale nie mówię tu o przestrzeni między nami - uzupełnił, bez namysłu ujmując ją za brodę i zmusił ją, by spojrzała mu w oczy, drugą dłonią kładąc na jej talii. Nie potrafił być przy niej i nie poczuć jej skóry pod swymi palcami.
Czyli co, miałem jej powiedzieć, żeby odwróciła wzrok? Że jestem zajęty? Że nie mogę przestać myśleć o kimś innym? Co według Ciebie powinienem zrobić, hm? - mruknął, zbliżając do niej swoją twarz na tyle, by pozwolić jego gorącemu oddechowi odbić się na jej ustach. Wbrew pozorom czy temu, co widziała podczas lunchu, w jego myślach naprawdę pozostawała tylko i wyłącznie ona. I zamierzał ją w tym upewnić.
Na jej pytanie zagryzł na chwilę wargę, czując, że to zbyt drażliwy temat na ten moment. Nie chciał sobie ani wyobrażać jej z kimkolwiek, ani zastanawiać się, co by w tej sytuacji zrobił. Mimowolnie zacisnął mocniej dłoń na jej talii, starając się opanować wzbierające w nim emocje.
Nie ma znaczenia, co bym pomyślał - odpowiedział ostatecznie, siląc się na spokój. - Przecież na nic się nie umawialiśmy. Możesz robić, co Ci się żywnie podoba, prawda? - uniósł wyżej brew, specjalnie używając słów, których jeszcze chwilę temu sama użyła. - Z tym, że mówiłaś też, że jesteś moja - stwierdził zaraz, spoglądając jej w brązowe oczy, po chwili znów schodząc wzrokiem niżej, na jej pełne wargi. - A ja liczę na to, że nie rzucasz słów na wiatr - wyszeptał, zbliżając się do niej ustami, by podrażnić jej własne. Dzieliły ich już tylko milimetry.

Cherry Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Zamilknęła przez moment. Tylko działam na korzyść firmy. Dalej odbijało się w jej głowie. Nie wiedziała, co siedziało mu w głowie, ani w jaki sposób powinna to ugryźć. Nabrała mocnego oddechu do płuc, by móc wszystko sobie uporządkować.
Dosłownie przed chwilą — warknęła przez zęby. Dobra mina do złej gry. Pamiętała jego słowa, ale nadinterpretacja poszybowała o wiele za daleko, by mogła się zatrzymać. — twoim jedynym celem jest posiadanie dupy firmy — prychnęła, kręcąc głową. Kto by ją zechciał? Cały czas wyrażającą głośno własne zdanie. Tupiącą nogą na prawo i lewo. Nie mogła powstrzymać się od gniewnego zmarszczenia brwi. Ich relacja była na tyle skomplikowana, że wszystko była w stanie mu wyrzucić z siebie.
Cisza trwała dłużej. Miał rację. Nawet sama Cherry zgadzała się z nim. To były jej słowa, jej własna zazdrość o mężczyznę, którego praktycznie nie znała. Zaciągnęła mocno powietrze do ust, a usta ułożyły się jej we wąską linię. Cokolwiek by teraz powiedziała, nie miałoby do jakiegokolwiek znaczenia. Nie wykorzystałaby sytuacji, wolała go unikać, zamiast ponownie zostać zranioną. Brak słów obnażył ją nie tyle co na zewnątrz, co w samym środku. Serce biło jej niezwykle szybko, nie mając zamiaru nawet przez sekundę się zatrzymać. Hartley był inny niż mężczyźni, których zdążyła kiedyś poznać. Mogła czuć się przy nim bezpiecznie, a zamiast tego wolała go odsuwać od siebie.
Za niewinnym filtrem idą uczucia, za to seks może być pusty — stwierdziła, próbując na nowo wrócić do dawnego rezonu. Znała jednego kobieciarza, podrywającego wszystko, co miało cycki. Raz jej powiedział, że inna go unieszczęśliwiła i teraz jakakolwiek forma interakcji z kobietą budziła w niej strach. Choć coraz bardziej obawiała się stracenia Ethana, za to rozsądek cały czas podpowiadał jej jedno, potrzebowali czasu. Kolejne gorzkie słowa przypominały lodowaty prysznic. Wbrew pozorom Charity uwielbiała zobowiązania, jasność w relacji i poczucie bezpieczeństwa. Jak dotąd wybory jej były stosunkowo wątpliwe. W żołądku poczuła ścisk. Pierwszy raz ktoś w jej życiu, poza ojcem, zaczął stawiać jej warunki. Nabrała głęboko powietrza do płuc, odliczając każdą możliwą sekundę. To wszystko miało w sobie coraz mniej sensu.
Ile razy on postanowi ją jeszcze wypunktować. Bezwiedne posłuszeństwo wobec ojca, faktycznie nie miało w sobie nic rozsądnego. Była dorosłą kobietą, prezeską międzynarodowej korporacji, a jedyne czego pragnęła, to usłyszenie kilku miłych słów od ojca. Zamiast cokolwiek powiedzieć, odwróciła wzrok, nie mogąc spojrzeć mu prosto w oczy.
Nawet gdy stał blisko niej, nie mogła na niego patrzeć. Bała się. Spłycasz relację do minimum. Irytowało ją, że miał rację. Próbowała to zrobić. W końcu był jej podwładnym, a ona była szefową. Co by powiedzieli inni ludzie? Nie chciała jednorazowych przygód, ale gdy ktoś próbował oferować jej coś innego, nie potrafiła tego odwzajemnić, ani nawet odpowiedzieć. Zamiast tego wpatrywała się w czubki czarnych szpilek, a przynajmniej do momentu, gdy ujął jej brodę. Zadrżała cała, czując na nowo intensywny zapach perfum, ciepło ciała, rozluźniające jej ciało. Niewiele się znali, ale starał się i próbował ją zrozumieć na wielu płaszczyznach.
Po prostu być oficjalny i bardziej oschły — wydukała cicho, czując, jak bariery rozpadają się wewnątrz niej. Jedną z dłoni ułożyła tuż pod jego sercem, czując jak powoli bije. Czarował ją. Nie miało znaczenia, a ona była jego. Charity zawsze dopełniała umów, dopinała je na ostatni guzik, a teraz... rozsypała się pod wpływem jego warg. Delikatnie odsunęła go dłońmi od siebie.
Przestanę Cię unikać — zaczęła, dalej patrząc mu w oczy. Niemalże czuła jak głos grzęźnie w gardle — pójdźmy na randkę, ale nie zbliżaj się tak blisko do mnie. Sama chcę się przekonaćczy masz rację, dodała już we własnych myślach. Zdążyła już zatęsknić za jego dotykiem, ale zanim pozwoli samej sobie się rozpaść pod jego wpływem. Potrafił ją skusić, mogła patrzeć mu jedynie na usta.

Of course, you're always right
30 y/o
Watermelon sugar high
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Posiadanie dupy firmy - powtórzył za nią, ściągając nieco brwi. - Proszę, nie określaj siebie tak brzydko - zwrócił jej uwagę, nieznacznie się krzywiąc. Nie podobały mu się wulgaryzmy, których używali w trakcie tej konfrontacji. Była stanowczo zbyt ładna, by z jej ust padały tak nieprzyzwoite słowa. Miał nadzieję znów ich nie usłyszeć, inaczej nie powstrzyma się przed kolejną uwagą.
Nieprawda. Zarówno za flirtem, jak i za seksem idą potrzeby, uczucia nie zawsze mają z tym coś wspólnego - zaprzeczył, kompletnie się z nią nie zgadzając. Niewinny flirt do niczego nie musiał prowadzić, seks był już swoistym wyrazem cielesności, wbrew pozorom w trakcie niego człowiek stawał się najbardziej bezbronny, polegając na zaufaniu do drugiej osoby. Ethana już od dawna nie interesowały przypadkowe znajomości. Jasne, mógł flirtować tylko i wyłącznie po to, żeby połechtać ego płci pięknej, ale żeby pójść z kimś do łóżka, musiał czuć to coś. Cherry bez wątpienia to miała. I to zatrzymywało go przy niej o wiele skuteczniej niż obietnica złożona rodzicom czy ambicje, że postara się dorównać Michaelowi.
Co nie oznaczało, że chciał postawić ją przed faktem dokonanym. Sama wyjawiła mu, że nie raz ojciec próbował ją zeswatać, więc uznał, że im częściej tak się działo, tym częściej będzie próbowała się przed tym bronić. A Hartley’owi zależało na tym, żeby wybrała go świadomie. Jednocześnie była tak skomplikowaną kobietą, że wciąż nie wiedział, jak ją podejść, by w końcu otwarcie przyznała się do tego, co względem niego czuła.
Jeśli tego właśnie chcesz - jego ciepły oddech ponownie otulił jej skórę. A więc oficjalny i oschły. Bez względu na to, co mówiła, zdecydowanie kierowała nią zazdrość i potrzeba posiadania go pod pantoflem. A on zdecydowanie nie potrafił się jej oprzeć.
Kiedy nieznacznie się od niego odsunęła, przeniósł dłoń z brody na szyję i spojrzał na ciemnowłosą uważniej, mając dziwne przeczucie, że zaraz ponownie wykona unik i znowu niczego mu nie ułatwi, choć będąc przy niej, czując bijące od niej ciepło i zapach perfum, zapominał o całym świecie i pragnął jej jeszcze bardziej. Jego obawy jednak były tylko chwilowe, bo w cieplejszych tonach brązu dostrzegł łagodność i coś, czego sam do końca nie potrafił nazwać. Przestanę Cię unikać, zadźwięczało mu w uszach, sprawiając, że nieznacznie drgnęła mu powieka. Znów go zaskoczyła, ale w ten dobry sposób. Przez chwilę nic nie mówił, starając się przyswoić zasłyszane informacje,
Randka z prawdziwego zdarzenia - mruknął z nieznacznym namysłem, jakby właśnie próbował sobie to ułożyć w głowie. - Dobrze, to się da zrobić. Tylko nie jestem pewien jednego - urwał na ułamek sekundy, spoglądając na nią z błyskiem w oku - nie wiem, czy będę w stanie trzymać się od Ciebie z dala przez cały ten czas - westchnął mimowolnie, po czym kąciki jego ust uniosły się pod wpływem nieco niebezpiecznego uśmiechu. Na dowód swoich słów kciukiem przesunął po delikatnej skórze jej szyi, na moment przenosząc wzrok z jej twarzy właśnie w tamto miejsce, by sprawdzić jej reakcję. Czy była tego całkowicie pewna?
Przez jego głowę przebiegła mu niepokorna myśl, by pochylić się i ustami wyznaczyć drogę od jej ramienia, aż po płatek ucha. Była tak kusząca, że ciężko było mu się powstrzymać, dlatego schylił się, żeby naznaczyć jej skórę choć jednym, czułym pocałunkiem, przy którym zatrzymał się odrobinę dłużej, chcąc zapamiętać jej smak. Z jego ust wydobyło się przeciągłe westchnięcie, kiedy ostatecznie uniósł głowę z powrotem i pokręcił nią niezadowolony. — Wisienki to zdecydowanie moja ulubiona odmiana słodyczy - i największa słabość, dopowiedział sobie w myślach, kiedy przez jego usta przemknął łobuzerski uśmiech. Dobrze wiedział, że sam siebie doprowadzał do granic możliwości, ale musiał uszanować jej decyzję.
Czyli co powiesz na najbliższą sobotę? - uniósł wyżej brew. Musiał kuć żelazo póki gorące, w głowie już zaczynając układać plan.


the sweetest of them all
ODPOWIEDZ

Wróć do „Northland Power”