27 y/o
Welkom in Canada
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

klimacik | klimacik | klimacik | klimacik



White party u Bylthów było na pewno wydarzeniem sezonu i oznaczało definitywny rozkwit wiosny w Toronto. Przyjęcie organizowane od kilku lat przez matkę Petera, Barbarę, było okazją do tego, żeby pokazać śmietance towarzyskiej swoje summer ready body w najnowszych kreacjach od Valentino czy Gucciego. Co roku pojawiało się kilka nowych twarzy, które otrzymywały zaproszenie, ale większość osób stanowiła stała ekipa bogatych ludzi mieszkających przy Kingsway oraz ich potomków. Tak samo w tym roku, wszyscy pięknie ubrani, pachnący i przystojni, popijali specjany drink wymyślony na tę okazję na bazie tequilli, albo raczyli się prosecoo lub szampanem. Nowostką w tym roku były stanowiska z burgerami, smażonymi owocami morza oraz hotdogami, mające dawać wrażenie "luźnej" imprezy. Większość modelek nie tykała jednak jedzenia, a z kolei ich bogaci partnerzy spoglądali tęsknie na jedzenie, wiedząc jednak, że dostaną po rękach, jeżeli wsadzą do ust jeszcze jeden powód dla któego te zaczną lament pod tytułem "chcesz się zabić na zawał?! przecież to cholesterol na talerzyku".
William, podobnie jak jego rodzice, należeli do stałych gości, natomiast Wendy dołączyła do tego grona dopiero przed kilkoma laty, kiedy Peter musiał przyznać się matce, z kim tak jeździ na te wszystkie wypady za miasto. Barbara zresztą była przekonana bardzo długo, że syn wciska jej kit, że to tylko jego przyjaciółka, ale kiedy poznała Wendy, odrazu ją polubiła, ale zrozumiała dlaczego to jest tylko przyjaciółka. Nie mówiła tego nigdy synkowi, ale dobrze wiedziała, że z kimś tak gadatliwym jej syn nie wytrzymałby więcej niż ten tydzień rocznie, który razem spędzają gdzieś pod namiotem albo na łódce.
Dzisiejszego dnia Peter po raz pierwszy od dawna, nie był jednak pewny czy Wendy przyjdzie na imprezkę. Okropnie się ostatnio pokłócili i od dnia w którym zostawił ją zapłakaną w jej mieszkaniu nie mieli okazji porozmawiać. Wbrew temu co powiedział mu Lucas, też nie napisał do niej żadnych smsów, tzn nie wysłał ich, bo napisał kilka, ale wszystkie pokasował zanim nacisnął "wyślij". LZresztą, cała ta pogawędka z Lucasem na temat jego problematycznych uczuć względem przyjaciółki sprawiła, że nawet nie był do końca pewny czy to dobry pomysł, by ząłatwiać to jakimś smsem. Poza tym, była też kwestia Kristin, która słodko uwieszona na jego ramieniu, sprawiała wrażenie idealnej dziewczyny i sam był w szoku jak fajnie się z nią bawił. Gadali ze znajomymi przechwalajac się planami na wakacje, a Kristin była wyjątkowo zabawna i wyglądała tak ślicznie w bieli...
Peter zajęty rozmową nie widział, kiedy William i Wendy w końcu pojawili się na imprezie, ale zauważyła ich Barbara. Matka Petera i Millie złapała parę, kiedy ci już mieli w dłoniach pierwsze drineczki. Ucałowała powietrze przy twarzy obojga i trzyma Williama za nadgarstek.
- Och William, jak wspaniale wyglądasz, tak się cieszę, że znalazłeś moment pomiędzy wszystkimi sprawami w któe jesteś zaangażowany. Twoi rodzice tak Cię chwalili. Ale przyznaj, czy miałeś coś do czynienia w tej głośnej sprawie Amber i Johnnego Deepa? Już wiesz kto będzie grał cię w dokumencie na Netflixie? - zagadała do mężczyzny i chwilę później przeniosła wzrok na Wendy. - Kochana, dobrze, że już wyzdrowiałaś, wyglądasz czarująco. Co prawda zabrakło cię na naszych zakupach. Chodziłyśmy z Millie i Kristin po butikach przynajmniej kilka godzin, a Twoja opinia byłaby tak potrzebna, bo dziewczęta bardzo krytykowały mój wybór bluzeczki, chociaż może to dobrze, bo w koncu zdecydowałam się na Diora- wygładza rękawy eleganckiej sukni i unosi lekko dłon pokazując okolice basenu. - Ale pewnie jesteś ciekawa, gdzie podział się Peter. Wydaje mi się, ze widziałam go z Kristin gdzieś przy basenie. Kristin też ma piękną sukienkę, mam nadzieję, że mój syn jak tylk opatrzy na nią w bieli to nie żałuje swojej decyzji. - mówi dwuznacznie, obserwując to Williama to znów Wendy.


William N. Patel Wendy Gardner
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

015
o u t f i t


Uwielbiaaaaała imprezy, naprawdę! I nie była jakoś szczególnie wybredna w tej kwestii, ale nie czarujmy się — bogackie white party akurat nie trafiało w jej gusta, bo sama wychowywała się z dala od takiego środowiska i łatwiej było się jej odnaleźć na randomowej domówce w małej kawalerce niż na wystawnym eleganckim przyjęciu. W dodatku tak zupełnie szczerze — białe ciuchy? Dla Wendy to przepis na katastrofę! A jednak odkąd Peter i Barbara zaczęli ją zapraszać po prostu pojawiała się i próbowała nie sprowadzić na nikogo kłopotów.
Tym razem jednak było inaczej, bo od pamiętnych odwiedzin Petera, nad ranem w jej mieszkaniu, naprawdę nie zamierzała się pojawiać na przyjęciu. Emocje wzięły górę, a po wszystkim czuła się jak zrugane dziecko, które tylko myśli o zabawie i być może wtedy odpaliła się nieco za bardzo, ale chyba nie spodziewała się, że tak ją zabolą słowa Petera. Była przekonana, że akurat on akceptuje ją w pełni i lubi ją taką jaka jest, a tu się nagle wyskakuje jej z tekstem, że powinna coś zmienić żeby być szczęśliwa i urządza jej sceny zazdrości nie wiadomo o co. Zgłupiała i nie potrafiła sobie poradzić z tym rozczarowaniem, a tym samym nie planowała pojawiać się na imprezie. Strasznie ją wpienił i pewnie gdyby nie fakt, że William też się tam wybierał to prawdopodobnie by nie poszła, ale że zgadali się zupełnie przypadkiem i Wendy opowiedziała mu o wszystkim, co jej powiedział Peter: o tym jak jej pocisnął że skacze z kwiatka na kwiatek, że powinnam pomyśleć o stałości, że pstro jej w głowie — trochę koloryzowała pod wpływem emocji — to postanowiła przyjść właśnie z nim i emanować swoją beztroską i wolnością lub ewentualnie udawać przeszczęśliwa w ramionach swojego przyjaciela Williama, choć wcale udawać by nie musiała, bo zawsze razem świetnie się bawili. Taka gra aktorska to nie gra, ale na imprezę weszła bez żadnych większych oczekiwań, po prostu wcisnęła się w białą kiecke, która nie była z żadnego domu mody tylko jakiegoś podrzędnego sklepu i przeceny, no bo po co się wykosztowywać jeśli prawda była taka, że na bank ją czymś ubrudzi.
Weszli na imprezę cali na biało i choć czuła nieprzyjemny ucisk w podbrzuszu to postanowiła to zignorować. Jeszcze dobrze się nie rozgościli, a już wyrosła tuż przed nimi Barbara i kiedy zwracała się do Williama Wendy porwała z tacki kieliszek szampana przy okazji zerkając na przyjaciela czy też by chciał, to mu zgarnie. Od razu upiła łyka, a słysząc słowa skierowane do niej rozpromieniła się uroczo. — Dziękuję. Czuję się już znacznie lepiej! — przytaknęła, choć ta choroba to było jedno wielkie kłamstwo którym wykręcała się od spotkania z Peterem po powrocie z Mediolanu, w dodatku kłamstwo na którym Peter i tak prawie ja przyłapał. — Och naprawdę?! — odparła radośnie chwaląc się od razu bez namysłu — Za sześć dolarów na promocji wyrwałam! — i to dosłownie wyrwała komuś ją z rąk, ale nie mogła przepuścić takiej okazji. Pośród tych wszystkich drogich kreacji pewnie nie powinna się tym chwalić, ale jej nie ruszały takie rzeczy. Słysząc o wyprawie po sklepach uniosla delikatnie brwi i machnęłą ręką, że to przesada, że wcale jej nie potrzebowały na zakupach. — Kristin na pewno ma świetne oko do kreacji, jest taaaaka wspaniała! — wyznała uroczo się uśmiechając tak, że wcale nie było słychać jakie to wymuszone, no a przynajmniej Basia tego na bank nie wyłapała, a William cóż… znał ją już dość dobrze by wiedzieć że wyższy ton i ten chichot nie wróży nic dobrego. I to nie tak że nie lubiła Kristin, bo biedaczka niczym sobie nie zawiniła, po prostu Wendy była wciąż zła na Petera, a świadomość że zamierza się jej oświadczyć zżerała ja od środka i zwyczajnie nie potrafiła się powstrzymać. Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że prawie udławiła się tym szampanem słysząc o pięknej sukience Kristin, bieli i wzmiance o decyzji… czyli że co? Że klamka zapadła? Niby wiedziała, że to możliwe a i tak w pierwszym szoku Willa za rękę złapała, by się nie wywrócić z wrażenia. Że są już po? Że jak, że co? Aż się zaczęła za nimi rozglądać jakby chciała dopatrzyć na dłoni dziewczyny wielki pierścień z wielgachnym diamentem.

Peter Blythe William N. Patel
Ostatnio zmieniony czw maja 28, 2026 6:59 am przez Wendy Gardner, łącznie zmieniany 1 raz.
Winnie the Pooh ( dc: winniethepooh91 )
34 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Biały nie był moim ulubionym kolorem, szczególnie w miejscach gdzie do jedzenia podawano hamburgery. Kto, kurwa, o zdrowych zmysłach serwuje pełne brudzących sosów przekąski w miejscu, gdzie każdy jest odziany w białe szmaty? Przecież to jakiś absurd. Już otwieram usta, żeby podzielić się z Wendy swoją myślą, ale zanim zdążę to zrobić wyrasta przed nami sprawczyni całego tego zamieszania, Barbara Blythe. Uśmiecham się lekko, na powitanie wymieniamy krótkie całusy w powietrzu, a potem, zgodnie z zasadami świata bogaczy, raczę panią domu komplementem - Barb, świetnie wyglądasz, fantastyczna sukienka, leży doskonale. Fenomenalny wystrój, a te przekąski, po prostu palce lizać - dla potwierdzenia nawet cmokam w dwa złączone palce tej dłoni, której akurat nie ściska Barbara. Potem szybko odbieram od Wendy szampana, z cichym dziękuję na ustach i od razu upijam niewielki łyk. Smakuje wybornie, bąbelki dosłownie rozpływają się na języku i nieznacznie łaskoczą podniebienie, dobrze, że jednak przyszliśmy, choćby dla tego szampana. Bo w istocie ani ja ani Wendy nie mieliśmy ochoty tu być. Ona - z wiadomych powodów, ja - bo w ostatnim czasie niespecjalnie mi się układało. Po mojej kłótni z Madoxem chodzę ciągle wkurwiony, irytuje mnie dosłownie kurwa wszystko, a jakby było mało, to po tym czego dowiedziałem się od Charlotte, jestem dodatkowo wyjątkowo smutny. Więc jeśli ani Gardner, ani ja tak naprawdę nie mieliśmy ochoty na żadne białe przyjęcia to przecież logiczne, że ostatecznie musieliśmy pojawić się tutaj razem. Barbara coś tam mi nawija bez sensu o sprawie z Hollywoodu i Netflixie, w pierwszej chwili posyłam Wendy krótkie spojrzenie mówiące mniej więcej co ona pierdoli, ale szybko wracam do obserwowania pani Blythe, kiwam głową, bo jak każdy wie, w dobrym tonie było przytakiwać gospodyni, szczególnie podczas pierwszej rozmowy. Pochylam się nieznacznie w jej stronę, jakbym zaraz miał sprzedać jakąś soczystą ploteczkę - Niech to zostanie między nami, ale podobno Jacob Elordi, on jest teraz na topie, poza tym wszyscy mi mówią, że wyglądamy identycznie - prezentuję jej swój prawy i lewy profil, żeby mogła się lepiej przyjrzeć. Oczywiście ni chuja nikt tak nigdy nie powiedział, jednak jestem ciekaw, czy zachowa się równie elegancko by przytaknąć swoim gościom. Teoretycznie wypadało, szczególnie przy pierwszym kontakcie. Chowam uśmiech w kieliszku szampana i dzięki Bogu, Barb zwraca się do mojej partnerki, więc przysłuchuję się wymianie zdań między kobietami. Kiedy Wendy z sobie podobną lekkością chwali się ceną kreacji to parskam w kieliszek, ale udaję, że to bąbelki. Moje szmaty też mam z lumpa, tylko wmawiam wszystkim, że to Gucci, ewentualnie Chanel. Gdzieś ponad ramieniem Barbary miga mi Peach i Galen, udający się razem w ustronne miejsce i w zasadzie obserwuję ich dopóki nie znikną z horyzontu. Ciekawe. Powracam do towarzystwa dwóch pięknych pań dopiero w momencie, kiedy jedna wspomina o Peterze, a druga mocniej łapie mnie za rękę. Zaciskam palce na dłoni Wendy, przyciągając ją do siebie jeszcze bliżej, jakby jednak miała upaść z wrażenia. Wymieniamy się krótkim spojrzeniem, chociaż to moje ostatecznie ucieka do Barbary - Decyzji? Czyli słowo już się rzekło? Czy to dzisiejsze przyjęcie ma jakieś drugie dno, Barb? - dopytuję, chociaż tak po prawdzie nie jestem pewien czy chcemy wiedzieć czy ten spęd zaraz się nie okaże imprezą narzeczeńską Petera i Kristin.

Peter Blythe Wendy Gardner
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
27 y/o
Welkom in Canada
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Peter dostrzegł kogo zagaduje jego matula zbyt późno, by zareagować. Po pierwsze był po drugiej stronie basenu. Po drugie wymiana zdań wyglądała z boku tak jakby już trwała jakaś chwilę. Co zdążyła obwieścić Wendy i Willowi Barbara? Czy powinien się obawiać, słysząc jej donośny śmiech? Znal ją na tyle dobrze, by wiedzieć, że im głośniej zaśmiewa się Barbara tym większe krzywdy może wyrządzić.
Nie wiedział do końca co się z nim stało, ale kiedy rozpoznał w brunetce na ramieniu Wiliama Wendy, odruchowo chciał ruszyć w jej kierunku, bo tam też wyrywało się jego serce. I chwilę zajęło mu zorientowanie się, że nie może takiego mieć odruchu, bo przecież rozstali się w wielkiej kłótni. Z jego strony nie było już nic z takich nastrojów, ale z ich dwójki to ona to gorzej przecież przeżyła. Więc nawet jeżeli by przeprosił swoich znajomych i przecisnął się przez tłum, by dotrzeć do nieszczęsnego trójkąta zagłady, to co by wtedy powiedział? Przywitałby się jakby nigdy nic? Przecież nie będzie udawał, że nic się nie stało, bo to nie byłoby fair wobec Wendy. Nie był na tyle odważny, by sprawdzić jak jego słowa na nią zadziałają, i został na miejscu. Spogląda w tamtą stronę- Williama widział tylko plecy, ale Wendy widział profil. Wendy wyglądała na zadowoloną, ale nie był na tyle naiwny, by sądzić, że cieszy się na to, że tu jest. Ale jakaś iskierka w nim się obudziła, że skoro Wendy jednak tu się pojawiła, to może chce żeby z nią porozmawiał? Właściwie to odrazu ją o tym pomyślał, to chciał to zrobić - zabrać ją gdzieś na stronę i spróbować wyjaśnić nieporozumienie. Natomiast kiedy jego przemyślenia w końcu były pozytywne, to wszystko musiało się zniszczyć, bo Kristin dostrzegła jego rozkojarzenie i nim zdążył to ukryć, to zorientowała się gdzie patrzy takim tęsknym wzrokiem i nagle to ona się z kolei zdystansowała. Odrazu się odsuwa i staje tak, lekko tyłem jakby była wielce obrażona. Nic dziwnego, skoro ostatnio kilkukrotnie kłócili się o to, że Peter więcej czasu poświęca swojej przyjaciółce niż jej, albo że ona nie chce z nim mieszkać, albo że nawet nie ma pomiędzy nimi bliskości, albo oto że przyszedł pijany na jej firmowe wydarzenie. Akurat to ostatnie było wynikiem kilku słabych punktów. Po pierwsze był to niefortunnie ten sam dzień kiedy rano poszedł oglądać ich mieszkanie, spotkał Wendy wypuszczającą Matthew, strasznie mu sue to nie spodobało i praktycznie urządził jej jakąś scene zazdrości, ona zaczęła płakać i wyrzuciła go z domu. Później spędził u kumpla cały dzień gdzie pili sobie piwka i whisk i próbował zrozumieć swoje uczucia, niestety w tym wszystkim zupełnie zapomniał, że na ten sam dzień była zaplanowała impreza firmowa Kristin, no i przyszedł na nią bez humoru ale za to ziejąc jak alkoholik. Jeszcze Kristin oskarżyła go później o to, że przez to jego zachowanie, znów nie dostanie awansu no i kolejna kłótnia gotowa. Ogólnie Kristin zarzucała Peterowi, że wszystko w jego życiu się kręci wokół Wendy, a później Wendy mu zarzucała, że on się niepotrzebnie nią interesuje, a co on miał z tym zrobić, skoro tylko to go interesowało???
Próbuje się dostosować do rad i porad ludzkich, ale ciężko mu na prawdę wychodzi. Jedyne co wie, to że nie może teraz za dużo pić, bo to irytuje wszystkich.
Barbara natomiast zupełnie nie zdając sobie sprawy z poziomu skomplikowania sytuacji na froncie Wendy-Peter świergocze w najlepsze:
- Och nic nie mogę wam kochaniutcy zdradzać, bo nie chce im zabierać Spotlight, poza tym pewnie Peter sam będzie chciał wam powiedzieć, szczególnie Tobie Wendy, wiesz jak on zawsze wszystko musi pięć razy z Tobą obgadać. Och chyba to teraz, John skarbie - i wyciąga rękę ponad tłum i leci do swojego mężusia, który właśnie rozpoczyna swój toast. Na początku mówił pięknie o tym jak się cieszy z tego, że wszyscy jego przyjaciele się tu zgromadzili, powiedział kilka żartów i już wszyscy myśleli, że to koniec, a ten nagle z Barbara uwieszona na jego ramieniu oświadcza: -A najbardziej cieszę się, że niedługo wszyscy spotkamy się na ślubie mojego najstarszego syna Petera, zapraszam was wszystkich! I jak powiedział tak sobie chlapnął. Barbara też już klaszcze zadowolona, Peter zaś cały sparaliżowany patrzy na Kristin która chyba czeka aż ten teraz w końcu jej pierścień wręczy. Jego znajomi (bardziej jej znajomi) tak kątem oka oceniają, że pewnie nie będzie żadnego padania na kolana, ale kto tam wie? Peter się tylko krzywo uśmiecha i mówi Kristin na ucho, żeby porozmawiali gdzieś indziej. Ona skinęła głową i się tak uśmiecha szeroko, że to mogło wyglądać dwuznacznie. Peter i Kristin sobie zeszli gdzieś w ustronne miejsce, mzoe w to które Galen i Picz już zwolnili, a idąc w tamtym kierunku Peter w końcu odnalazł gdzieś w tłumie spojrzenie Wendy i widać w jego oczach, że mu nagle się świat zatrzymał. Niestety od tego cuda się nie wydarzają, a skłócone osoby nie przestają się na siebie boczyć.

Wendy Gardner William N. Patel
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W przypadku Wendy nie miało znaczenia jakie żarcie było podawane, ani nawet jakie napoje serwowali. Prawdę mówiąc mogłoby tego w ogóle nie być, a ona i tak w bieli pewnie zostałaby obsrana przez ptaka i to żeby było zabawniej — pod dachem, bo takie miała szczęście! Kusiła więc los paradując w tej sukience, ale po iluś wpadkach człowiek wypracowuje sobie pewien mechanizm obronny i ona naprawdę już się tym nie przejmowała od wielu, wielu lat. Prędzej Peter się będzie za nią wstydził, jak zacznie paradować z wielką plamą na ubraniu niż ona się tym przejmie. Ona przy swoim trybie yolo i z darmową subskrypcją na szampana roznoszonego przez całkiem przystojnych kelnerów chyba nie miała się czym przejmować, prawda? Przynajmniej tak naiwnie sądziła, że właśnie w ten sposób przetrwa imprezę u boku Williama, gdzie ramię w ramię będą się wspierać, a potem ulotnią jakby nigdy nic i powrócą do tych swoich nieszczęsnych dołków, w jakie wpadli w ostatnim czasie… albo urządzą sobie after party życia, nigdy nie wiadomo gdzie ich poniesie.
Gardner średnio się kontrolowała i tajna agentka byłaby z niej marna, więc widząc spojrzenie Williama pt. co ona pierdoli parsknęła niekontrolowanie śmiechem i szybko zbliżyła kieliszek szampana do ust udając, że to bąbelki ją tak rozbawiły. Słysząc o podobieństwie do Jacoba Elordi Wendy odruchowo odchyliła się nieco do tyłu, jakby chciała zmierzyć spojrzeniem sylwetkę Williama, a dokładniej jego pośladki i dodać coś w stylu: chyba od dupy strony, ale widziała, że przy Barbarze nie wypada, więc tylko przytaknęła niczym znawczyni tyłka Jacoba, że jakieś podobieństwo na pewno by znaleźli i dalej rozglądała się niby po ludziach, ale tak naprawdę szukała Petera z Kristin. I w końcu widzi ich, ale niefortunnie zbiega się to ze słowami wypowiedzianymi przez Barbarę i chwilową utratą gruntu pod nogami Wendy. Dobrze, że miała obok siebie Williama, bo na pewno zaliczyłaby już glebę, a teraz tylko czuła się jakby leżała na ziemi. Niech ją jeszcze kopią i będzie prawie tak jak sobie wyobrażała dzisiejsze spotkanie. — No tego to akurat ze mną nie omawiał szczegółowo — wydukała bardziej do siebie, bo Barb już uciekała do męża przedzierając się przez tłum, a ona dalej kurczowo trzymając się Williama jeszcze bardziej tą rękę jego zagarnęła obejmując prawie zawieszając się na niej niczym jakiś leniwiec na gałęzi i obserwowała ludzi, kątem oka zerkając na Petera i Krstin. — Will, co się dzieje — wymruczała nerwowo ładnie próbując się uśmiechać, co by nie wyjść na wariatkę, ale głowa to chodziła raz tu, raz tam. — Serio myślisz, że ta impreza ma dzisiaj jakieś drugie dno? — niech nawet nie żartuje, gdyby wiedziała to na pewno by nie przyszła. — Przecież ja nie mogę tu być — jakby teraz wyszła w trakcie toastu, to by był przypał. — Widziałeś jak mnie zmierzyła, co to w ogóle było — skomentowała i dałaby sobie rękę uciąć, że Kristin popatrzyła na nią w najbardziej paskudny wywyższający sposób ever, a taka słodka zawsze była! — Co tu jest grane u licha? — i na odpowiedź nie musiała zbyt wiele czekać, bo nagle papcio Blythe wygadał już wszystko, a Wendy w sekundę krew z twarzy odpłynęła sprawiając, że zrobiła się biała prawie jak ta jej kreacja. I kątem oka widziała, jak rozmawiają między sobą i się ładnie uśmiechają, a potem nagle schodzą na bok. — I co, to tyle? Czemu nie ukląkł? Czy są już po? Jak myślisz Will? — wcale się jej oczy nie zwilżyły, w c a l e. Sięgnęła po kolejnego szampana i wypiła go na raz tak szybko, że zdążyła temu samemu kelnerowi odstawić puste szkło i zgarnąć kolejne. I wtedy dostrzegła Petera przechodzącego nieopodal, a z jej ust wydało się ciche — r a t u n k u — wyszeptane do Willa. Ophelia niby sugerowała jej, że powinna porozmawiać z Peterem i wyśpiewać mu co czuje oraz dodać co myśli o zaręczynach, ale Gardner w poważne deklaracje nie potrafiła więc o wiele łatwiej wychodziła jej ucieczka, a przecież dzisiaj miała emanować swoją wolnością i tego jaka jest super szczęśliwa z tego jaka jest niepoważna, a wszystko to na przekór Peterowi, który wyglądał jakby świat się mu walił, a przecież powinien być szczęśliwy. Więc tak… potrzebowała pomocy przyjaciela, bo trochę ją Barbara z rytmu wybiła. Później będzie współczuć Williamowi jej własnego zachowania na które został skazany.

Peter Blythe William N. Patel
Winnie the Pooh ( dc: winniethepooh91 )
34 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Barbara właściwie nie zdradza nam za wiele oprócz zasiania ziarna niepokoju. To znaczy ten niepokój miał głównie towarzyszyć Wendy, bo to ona czuła coś więcej do swojego przyjaciela. Nie chcę jej dodatkowo martwić, ale jak dla mnie to wystarczyło, że Barb w ogóle poruszyła temat by wiedzieć, że tak, ta impreza ma drugie dno. Zresztą na potwierdzenie wcale nie musimy czekać, bo pani Blythe już zmierza do swojego małżonka i chwilę później dzielą się z nami dobrą nowiną, czym prędzej wypijam szampana i odkładam pusty kieliszek, żeby w razie czego mieć wolne ręce, gdyby Gardner jednak padła z wrażenia, szczególnie, że czuję jak już się na mnie wiesza. Podtrzymuję ją jedną ręką w pasie - Spokojnie - rzucam jej do ucha. Obserwuję Petera i Kristin i muszę przyznać, że - No to nie wyglądało jak najlepsze zaręczyny w życiu - dalej szepczę, pochylając się jej nad uchem, tak żeby nikt przypadkiem nas nie usłyszał. Widzę zaszklony wzrok przyjaciółki, a jako, że jestem przecież w chuj spostrzegawczy to łapię także krótkie spojrzenie jej niedoszłego umiłowanego - Chodź, dowiemy się o co chodzi - zerkam jeszcze raz w jej oczy - Tylko musisz być w chuj cicho, obydwoje musimy być jak jebani ninja, niezauważalni, a jak nas przyłapią to udawaj, że przyszliśmy się poobściskiwać - wiadomo, że ja to jestem ciekawski i plotkarz jakich mało, nic nie umknie mojemu gumowemu uchu, a tym bardziej sokolemu oku, w szczególności żadne soczyste informacje, a przecież wszyscy widzieliśmy, że to nie wyglądało jak typowe zaręczyny, nawet jeśli tłum bił brawo i każdy już ostrzył obcasy na balety na parkiecie podczas wesela stulecia. Poza tym w tym wszystkim chodziło przecież o Wendy, prawda? Łapię ją mocno za rękę, żebyśmy się czasem nie rozdzielili gdzieś pośród świętujących gości i prowadzę ją w stronę tego ustronnego miejsca, gdzie znika każda para po kolei - najpierw Peach z Galenem, a teraz Peter ze swoją przyszłą żoną. Skręcamy za ten wielki oleander, który od lat zdobi ogród rezydencji Blythe'ów i już prawie mam zza niego wychodzić, ale cofam się w porę, bo widzę ich nieopodal - Są tam, cicho, słyszysz coś? - mówię tak cicho, że sens moich słów może wyczytać głównie z ruchu warg. Wytężam słuch, ale wielkie gówno, szmer tłumu zagłusza słowa narzeczonych, więc pokazuję Wendy, że ma się nie odzywać, wspierając jeden palec na ustach, a potem macham głową, że musimy podejść bliżej. Przemykamy cichcem za kolejnego krzaka, później za tą monumentalną, marmurową rzeźbę, która króluje w ogrodzie, przedstawia chyba Zeusa z jedną ze swoich kochanic, albo innego greckiego boga. A stąd już bardzo wyraźnie słychać o czym rozmawiają.

Wendy Gardner Peter Blythe
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
27 y/o
Welkom in Canada
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Kiedy Peter i Kristin poszli w odosobnione miejsce, zupełnie nie mieli pojęcia, że ktoś może chcieć ich podsłuchować. Kristin z początku tylko oglądała się po tym zagajniku w poszukiwaniu ukrytej kamery czy telefonu na statywie, który uwieczni moment zaręczyn i pewnie zastanawiała się, czy to na prawdę jest miejsce w którym Peter chce jej się oświadczyć? Było pięknie, to prawda, miała lśniącą piękną sukienkę i włosy zrobione top.
Pierwszej części rozmowy nie mogli usłyszeć, ale może widzieli to jak Peter trzymał Kristin blisko ujmując ją w łokciach, jak ona spoglądała na niego i na zmianę mówiła coś kiwając głową, albo kręcąc. Jak otarła jedną łezkę, która popłynęła jej po policzku.
-Och Peter, ja czuje dokladnie to samo - powiedziała na tyle głośno, że każdy, kto stał w okolicy rzeźby mógł to usłyszeć, mimo że mówili dość cicho - Od dawna wiedziałam, tak się cieszę, że ty też
Peter zaś przytulił ją i mówi jej coś niezrozumiałego na ucho, ale może usłyszeli kilka haseł o przyszłości, o ich rodzinach, o przyjaźni. Cokolwiek jednak usłyszeli, nie składało się na żadną pełną wypowiedź, ale chyba musieliby ich wcześniej podłączyć do jakiś mikrofonów, żeby ich słyszeć.
- Mam nadzieję, że to jednak lepsze od pierścionka - powiedział nieco głośniej, a Kristin zaśmiała się krótko i znów oceira łezkę. Postali jeszcze chwilę aż w końcu William i Wendy mogli usłyszeć lekkie poruszenie.
- Będę w domu - to powiedziała na odchodne Kristin i może jeżeli się wychylali zza krzaków, to mogli nawet zobaczyć jakie przeciągłe spojrzenie mu posłała i jak powoli jej ręka wysuwa się z ręki Petera, a później już tylko słyszą stukocik obcasów i cisza.
Peter za to przez moment jeszcze stoi w zagajniku i wypuszcza powietrze, jakby coś bardzo ciężkiego właśnie zrobił. To była dla niego ciężka rozmowa, bo nie tak planował to zrobić, ale skoro tylko to się stało, to jakiś ciężar spadł mu z serca. Może dobrze, że ojciec tak wyskoczył z taką deklaracją, to go bardziej zmotywowało od czegkolwiek innego. Peter oparł się o wysokie krzesło i wyciąga telefon z kieszeni, wybiera jakiś numer i dzwoni.
I nagle z torebki Wendy wydobywa się głośny sygnał przychodzącego połączenia. Peter zdziwiony odsuwa telefon od ucha i patrzy prosto w kierunku rzeźby i krzaku zza której wydobywa się ten sygnał. Idzie powoli w jego kierunku jeszcze trzymając włączone połączenie do Wendy. Ona nie odbiera, ale jej telefon dzwoni i dzwoni.
- Czy ktoś tam jest? - nie wierzy, że to może być prawda, ale trochę zażenowany pyta: Wendy?
I wcale nie mówi do telefonu, tylko do dwójki ludzi, którzy się chowają za rzeźbą Wenus.

Wendy & Billy
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Strasznie chora sytuacja! Wendy naprawdę już mocno żałowała, że w ogóle wydała te sześć dolarów na białą kieckę, tylko po to by zapamiętana była jako kreacja z nocy która złamała jej serce. Ona naprawde już sobie pomału kalkulowała wszystko w ostatnich dniach, że Peter się chce oświadczyć kristin, że ona jest zbyt niepoważna na jego poważne życie, no i że jak minie odpowiednia ilość czasu to może nawet się z nim pogodzi i wszystko będzie jak kiedyś. Ta jasne. Gardner była naiwna, to fakt. Nawinie też przypuszczała, że jakoś przełkną ten wieczór i będzie z głowy, ale to co się właśnie odprawiło na jej oczach było ponad jej siły. Nie rozumiała, czy się zaręczyli czy nie, ale jeśli tak to William miał rację — nie wyglądało to najlepiej, dlatego starała się uśmiechać jak gdyby nigdy nic, ale wiadomo, że z beznadziejnym skutkiem. Mimo wszystko daje się pociągnąć Wiliamowi, bo nagle wizja podsłuchania z jednej strony była bardzo interesująca, a z drugiej to strach ją obleciał, bo bała się, że usłyszy jakieś głębokie wyznanie miłości. Już wolałaby być obgadana z góry na dół, bo tego też się spodziewała po spojrzeniu jakie posłała jej Kristin, ale szybko zdała sobie sprawę, ze życie Petera Blythe nie kręci się wokół niej tylko wokół statecznej przyszłości, więc pewnie słowo o niej tam nawet nie padnie, za to zachwyty nad pierścionkiem i nadchodzącym ślubem pewnie już tak. Niby więc podążała za Wiliamem, ale nieco się ociągała jakby bała się co ją tam czeka. I spojrzała Williamowi w oczy nagle niespodziewanie rozbawiona, co do sytuacji w ogóle nie pasowało. — Czego ty ode mnie wymagasz? Ja i nijnja, błaaaagam — lepiej niech od razu się obściskują bo to skazane jest na niepowodzenie. Przynajmniej jak narobi hałasu to będzie, że nie patrzą pod nogi bo się obściskują, a nie dlatego, ze marny z niej ninja.
Spoiler
Obrazek
Mimo wszystko przytaknęła nieco weselsza choć przez sekundę i złapała go za rękę przemieszczając się pośród tłumów do miejsca, gdzie ukrył się Peter z Kristin. — Nic nie słyszę — szepnęła i przemyka jakimś cudem cicho bliżej. I poklepała Williama po ramieniu na znak, że teraz już słyszy tylko… co? Przecież to nie miało dla niej ładu i składu. Chociaż. Kurwa, oświadczył się jej na bank. Krstin się cieszyła, łzy szczęścia chyba obcierała, jeśli dobrze zdążyła zauważyć jak się nieco wychyliła. No i z trudem się z nim rozstała, wystarczyło spojrzeć jak tą rękę przeciągała długo. Pewnie ciężko było się jej rozstać z Peterem, a musiał zostać dłużej na imprezie. Nie no, dla niej sprawa była oczywista. Szczególnie po tym zapewnieniu, że będzie w domu. Nosem cicho pociągnęła, choć przecież się hamowała i odwróciła się do Williama bo się zwyczajnie w świecie chciała ukryć… a skoro miała przed sobą przyjaciela to już się prawie tam w niego wtuliła, aż nagle z jej torebki dobiegł dźwięk.
Spoiler
Dźwięk, który ustawiła sobie na kontakt do Petera po Mediolanie, bo jakoś tak się jej kojarzyło z tą całą rozmową z unfackable i Mediolanem, no dla żartu to miało być i zwykle tego nie słyszał, bo jak był z nią to wiadomo, że nie dzwonił do niej. Idealnie, a teraz?
Boże jaka w t o p a !!!
W pośpiechu grzebała ręką w torebce próbując wyłączyć dzwonek, a gdy się jej to udało to zaraz sobie przypomniała słowa Williama, że jak ich przyłapią to ma udawać, że się obściskują i w panice mu ręce na szyje zarzuciła nie bardzo wiedząc co robić… no bo ona i William się nigdy nie obściskują.

William N. Patel Peter Blythe
Winnie the Pooh ( dc: winniethepooh91 )
34 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Te enigmatyczne strzępki rozmów i gesty wyrwane z kontekstu w ogóle nic mi nie mówią. To równie dobrze mogły być łzy smutku i wzruszenia, próbuję dojrzeć czy Kristin ma na palcu pierścionek, ale najpierw widok zasłania mi Peter, a potem jakieś zarośla. Jeszcze bardziej wytężam słuch, chociaż kolejne słowa także nie przynoszą zbyt wiele wyjaśnień, ani nawet to pożegnanie - skąpe w czułości aczkolwiek romantycznie przeciągłe. Nic z tego nie kumam, więc zerkam na Wendy i wzruszam ramionami. A potem z wnętrza jej torebki dobiega do nas wszystkich głośny dźwięk telefonu. Przypał. Macham na nią rękami, żeby szybciej go wyjmowała, szczególnie, że Peter jest już coraz bliżej, a w końcu nawet odzywa się w naszą stronę. I co teraz? Szczerze nie podejrzewałem, że coś może pójść nie tak, więc kiedy Gardner się na mnie wiesza, zarzucając mi ramiona na szyję to w pierwszej chwili posyłam jej zdziwione spojrzenie, w drugiej klepię się po czole i macham głową w kierunku chłopaka, co ma znaczyć mniej więcej - oszalałaś?! Idź z nim pogadaj. Może to był dobry moment, skoro i tak doskonale wiedział, że tu jest? Łapię ją gdzieś w talii i próbuję wypchnąć zza rzeźby, ale Wendy, jak to Wendy, potyka się o własne nogi (a może to ten dowcipny, marmurowy bożek podłożył jej swoją?) i już za moment obydwoje wypadamy zza pomnika, z tych niewielkich zarośli, wprost pod nogi Petera. Ja na trawie (Boże, tak ciężko sprać zielone plamy z białej koszuli) wciąż z dłońmi wspartymi w okolicach dziewczęcych bioder, natomiast Gardner na mnie (trochę bolało jak zajebaliśmy o ziemię), wciąż z ramionami zaplecionymi na moim karku. Jednak najgorsze w tym wszystkim jest to, że w tym momencie nasze twarze znajdują się tak blisko siebie, usta od pocałunku dzielą dosłownie milimetry i chociaż na początku robi mi się gorąco (chociaż nie jestem pewien czy to ta niespodziewana bliskość przyjaciółki czy raczej fakt, że właśnie zostaliśmy przyłapani na podsłuchiwaniu), natomiast w głowie pojawia się takie mmmmm, to już za moment zamienia się w fuuuu, bo to dosłownie jakbym zaraz miał się całować z siostrą. Unoszę spojrzenie na Petera, zaś ręce odkładam na grunt, żeby przestać obmacywać przyjaciółkę. Co prawda jakieś siedem minut temu sam powiedziałem w razie wpadki udawaj, że się obściskujemy, ale teraz miałem wrażenie, że to jakieś strasznie głupie - My sobie właśnie przyszliśmy pooglądać tą piękną rzeźbę - wytłumaczenie, które właśnie pada z moich ust wydaje się jeszcze głupsze, po prostu skrajnie durne - Czy to Herkules? - w tym momencie sam sobie sprzedaję mentalnego strzała na czoło, bo oto wspinam się na wyżyny własnego zidiocenia. Brawo.

Wendy Gardner Peter Blythe
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
27 y/o
Welkom in Canada
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Peter trochę obawiał się stawiać kolejne kroki, ale nie dlatego, że rozpoznawał dzwonek jako piosenkę, która chyba mogła ustawić właśnie tylko jego Wendy, ale dlatego, że kiedy ona nie odbierała, to zaczął coraz wyraźniej słyszeć jakąś szamotaninę zza rzeźby ogrodowej i wyobraźnia podpowiadała mu bardzo sugestywne wizje w których Wendy właśnie starała się szybko sukienkę spowrtoem włożyć po jakiś szalonych harcach w ogrodzie. Nie chciałby tego chyba widzieć, ale jednocześnie nie mógł nie zrobić tych kilku ostatnich kroków. I niestety, kiedy wyjrzał zza rzeźby dostrzegł właśnie Wendy rozłożoną na swoim hipisowskim przyjacielu Williamie.
Patela znał, no jakże mógłby nie znać, skoro oboje kręcili się wokół Wendy już dobre kilka lat. Był przystojnym prawnikiem, którego zawsze wszędzie było wiele. Jeżeli akurat nie prowadził szalonego melanżu, to jego uśmiech pojawiał się w dziennikach zaraz obok kolejnych peanów na temat wygranych spraw sądowych. Był również prawnikiem Galena, więc często Peter miał wrażenie, że to William wie więcej o przyjacielu niż on sam. Może o Wendy też wiedział więcej, skoro udało mu się ją namówić na szybki numerek w krzakach?
Powiedzieć, że jego brwi powędrowały ku górze to nie powiedzieć wiele. Jego brwi zniknęły pod grzywką, kiedy wytrzeszcza wzrok na kotłującą się na ziemi parę. Dla nich to już chyba będzie bardziej green party a nie white party. Peter naciska czerwoną słuchawkę w telefonie i chociaż ikoniczna muzyczka przestaje grać, usłyszał równie ikoniczną próbę tłumaczenia ze strony Williama. Stara się otrząsnąc i mruga szybko, a brwi wracają na swoje miejsce.
- Nie to... - zawahał się, przenosząc spojrzenie na Wendy, która wciąż na Williamie w końcu chyba sie na niego obróciła. Nie wie, czy po nim widać, ale chciałby teraz zadać jej telepatycznie pytanie o to, czy wciąż się na siebie gniewają i czy mogą przestać i czy ona tak serio z tym Williamem? - Wenus. Słuchajcie, przepraszam, nie chcę wam przeszkadzać. Używajcie sobie mojego ogrodu... śmiało - ocknął się z chwilowego zawieszenia podczas którego zaczął podejrzewać, że kiedy on zgrywał niezdecydowaną ofiarę losu, bo miał uczucia do dwóch dziewcząt na raz, William zdążył mu zakosić pomysł na poderwanie przyjaciółki i jeszcze zdobyć Wendy w budzącym podziw tempie. No właśnie, gdyby jeszcze tu leżał Matthew, to Peter wiedziałby co ma powiedzieć, natomiast na widok kogoś zupełnie innego, tym bardziej chłopa, którego się nie spodziewał, aż go momentalnie zatkało. Wsuwa telefon do kieszeni i chce się wycofać, ale tak go korci, że jednak opiera się ręką o postument rzeźby.
- Ja tylko.. Wendy jak będziesz miała czas, możemy później porozmawiać?
Bo przecież miał jakiś powód, zeby do niej dzwonić, prawda??

Wendy & William
ODPOWIEDZ

Wróć do „#6”