-
Hard-boiled detective, cop and policeman
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiKe/babtyp narracjiTypicznyczas narracjiKażdypostaćautor
A mimo to tamtego wieczoru siedział za kierownicą swojego Camaro, zaparkowanego niedaleko Balzac's Coffee Roastery, i przez chwilę po prostu patrzył przez przednią szybę na rozświetlone wnętrze kawiarni.
Westchnął cicho pod nosem. Sam nie wiedział, czy bardziej irytuje go to, że dał się namówić, czy to, że w ostatnich miesiącach samotność zaczęła doskwierać mu bardziej, niż chciałby przed sobą przyznać. Jeszcze kilka lat temu nie miałby czasu nawet myśleć o podobnych rzeczach - była przecież przy nim żona. Teraz wracał do pustego mieszkania późną nocą napierdolony jak messerschmidt, jadł kolacje w ciszy i coraz częściej łapał się na tym, że niczego już od życia nie oczekuje, tylko wegetuje.
Poprawił mankiet ciemnej koszuli, po czym wysiadł z auta. Wyglądał schludnie i zbyt poważnie jak na zwykłe spotkanie przy kawie - ciemny płaszcz, lekko zmęczone spojrzenie i postura człowieka przyzwyczajonego bardziej do wydawania rozkazów niż flirtowania.
Wnętrze kawiarni przywitało go ciepłym światłem i zapachem świeżo mielonej kawy. Scott przesunął spojrzeniem po kilku stolikach, automatycznie analizując otoczenie. Dopiero po chwili zorientował się, że wygląda przez to bardziej jak gliniarz na obserwacji niż facet, który przyszedł na randkę
Kącik jego ust drgnął minimalnie. Znajomy podał mu tylko jedno imię - Charlotte Kovalski oraz jej zdjęcie, by mógł ją rozpoznać. Poza tym? Żadnych szczegółów.
Scott rozpiął płaszcz i podszedł bliżej wolnych stolików przy oknie, po czym zatrzymał się, zauważając przy jednym z nich kobietę ze zdjęcia.
- Charlotte? - odezwał się spokojnym, niskim głosem, a gdy podszedł bliżej, upewnił się, że była to ona. Wyglądała jeszcze lepiej niż na zdjęciu, a już wtedy mu się spodobała, więc było to jedno z milszych zaskoczeń w ostatnim czasie. - Scott. Scott Letexier - przywitał się i wyciągnął w jej kierunku dłoń, by mieć już za sobą te wstępne konwenanse.
Usiadł naprzeciw brunetki i przez chwilę siedział w ciszy, nie wiedząc, czy ta już coś zamówiła, czy czekała na niego. Nie bardzo też wiedział, jak rozmowę w ogóle zacząć, bo była to jego pierwsza "randka po znajomości", a nawet i przy tych nie uważał się za flirciarza pokroju Stifmeistera.
Charlotte Kovalski
-
She loved like a storm. Loud, messy, and destructive enough to ruin everything around her, including herself.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Uwielbiała randkować.
Poznawanie nowych ludzi, interesujące rozmowy, potajemne spojrzenia pełne zainteresowania. To wszystko było dla niej. Tylko że pierwszy raz nie cieszyła się z miejsca, w którym się znalazła. Nie była w stanie nawet odpowiedzieć sobie dlaczego. Poprawka, wiedziała, ale przyznanie się do tego złamałoby ją całkowicie. William. Musiała o nim zapomnieć, dlatego wrzucenie się w wir randek było racjonalne. Spoglądała na zegarek w oczekiwaniu na faceta, z którym umówiła ją przyjaciółka. Podobno był porządny, dobry i był wdowcem. To ostatnie jej w ogóle nie przekonywało.
— Charlotte Kovalski, ale wystarczy Lotte — uścisnęła mu mocno rękę, raz jeszcze lustrując go wzrokiem. Wystarczyło krótkie przymknięcie oczu, a już pojawiał się William pierdolony Patel. Niezobowiązujący kutas mógłby podziałać na nią leczniczo — miło Cię poznać — usiadła z powrotem na krześle, pozwalając zapaść ciszy. Czyżby trafił się jej mruk? Spojrzała kątem oka na kelnera i poruszyła delikatnie głową. Przywitał się z nimi, podał im menu, a po kilku chwilach odszedł.
— Nic nie zamawiałam jeszcze... — zagadnęła, próbując przełamać ciszę — kawa i ciastko? Będziesz zły, jak zamówię sobie kawowego drinka? Miałam ciężki dzień w pracy — powrót do rzeczywistości po kanaryjskich przygodach taki się właśnie wydawał. Pod każdym względem miała go dosyć. Reset w Toronto był idealną opcją, by odchamić się całkowicie.
— Idziesz później na jakieś spotkanie? — zagadnęła, wskazując głową na jego strój. Wyglądał, jak poważny biznesmen. Przecież nie przypuszczałaby, że znajomi umówią ją z gliniarzem, chociaż nazwisko Letexier coś jej mówiło.
-
Hard-boiled detective, cop and policeman
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiKe/babtyp narracjiTypicznyczas narracjiKażdypostaćautor
Uniósł wzrok dopiero, gdy wspomniała o drinku, a wtedy kącik jego ust drgnął lekko w czymś przypominającym rozbawienie.
- Po dniu, po którym człowiek ma ochotę rzucić laptopem przez okno? - oparł przedramię o stolik. - Nie widzę argumentów przeciw - dodał. Sam nawet nie zauważył, że napięcie, z którym wszedł do kawiarni, zaczęło powoli schodzić. Może przez sposób, w jaki mówiła? Może przez to, że nie próbowała na siłę robić z tej randki przesłodzonego przedstawienia?
Kiedy zapytała o spotkanie, spojrzał krótko na swój płaszcz, jakby dopiero teraz przypomniał sobie, jak wygląda.
- Aż tak źle? - rzucił z wyraźną ironią. - Pierwszy raz biorę udział w takim spotkaniu... i nie bardzo wiedziałem, jak się ubrać - dodał.
Kelner pojawił się ponownie przy stoliku i Scott zamknął menu.
- Czarna kawa. Podwójne espresso - rzekł spokojnie tuż po Charlotte, gdy ta złożyła swoje zamówienie.
Kelner odszedł, a Letexier przez moment obserwował brunetkę w ciszy, tym razem już nie tak chłodno jak wcześniej. Scott oparł się wygodniej o krzesło.
- I uprzedzam - dodał po chwili niższym tonem. - Jestem fatalny w randki. Jeśli więc liczysz na błyskotliwego uwodziciela, który recytuje cytaty z filmów i czaruje pół kawiarni uśmiechem… to niestety nie tutaj - przyznał otwarcie, nie siląc się na bycie kimś, kim nie jest. Jego flirt polegał bardziej na braku flirtu - naturalnym rozwoju relacji, jak to miało miejsce chociażby z Cynthią, której nie podrywał do momentu, w którym naprawdę nie dostrzegł szansy na coś więcej.
Tym razem uśmiechnął się już wyraźniej. Nadal oszczędnie, ale pierwszy raz wyglądało to naturalnie.
- Więc... czym się zajmujesz, Lotte? - zaczął bezpiecznie, chcąc poznać trochę osobę, z którą przyszło mu dziś randkować.
Charlotte Kovalski
-
She loved like a storm. Loud, messy, and destructive enough to ruin everything around her, including herself.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
— No właśnie taki — zaśmiała się uroczo, delikatnie kręcąc głową. Nie chodziło jej w ogóle o pracę, a o jednego faceta, który nie mógł za Chiny wyjść z jej głowy. Może właśnie z kimś takim jak Scott powinna ułożyć sobie życie? Brzmiałoby to co najmniej obraźliwie, ale wyglądał jej na stosunkowo nudnego człowieka. Taki typ, który zrozumiałby jej chęć czytania książek, podróżowania... pytanie tylko, czy jak ona potrafił odpalić wrotki, kiedy było to potrzebne? — dziękuję, obym po jednym nie gadała głupot — nie będzie. Jeden drink przy polskich korzeniach mógł co najwyżej połaskotać delikatnie jej żołądek. Zresztą nie spodziewała się kociołka panoramixa po kawiarni, raczej coś co po prostu smakowało alkoholem.
— No nie... — pokręciła głową — nie oto mi chodziło — źle nie wyglądał, prędzej nazwałaby jego wygląd oficjalnym — wyglądasz bardzo oficjalnie, jak na zwyczajną randkę w ciemno — spodziewała się koszuli, skórzanej kurtki, czegoś bardziej frywolnego... Albo koszuli hawajskiej z kapeluszem na głowie — jakbyś miał wziąć walizkę i ruszyć wprost do korpo — najbardziej trafne określenie. Ewentualnie mógł się nie przebierać po powrocie z pracy. Albo znalazła jeszcze lepsze. Rozmowa o pracę.
Zamówiła dla siebie long island iced coffee, po czym krótko odprowadziła wzrokiem kelnera. Kiedyś uwielbiała ciszę, ale teraz czegoś w niej brakowało. Kogoś kto zacząłby jej narzekać, lub ekscytować się pierdołami. Albo opowieści o kolejnej teorii spiskowej.
— Spokojnie, ja też chyba zapomniałam — uniosła słabo kąciki ust — po prostu porozmawiajmy i miło spędźmy czas, co? — na nic nie musieli się nastawiać. Relacje ludzkie były skomplikowane, a Scott chyba podobnie jak ona znajdował się w kompletnie innym świecie — reszta przyjdzie sama — stwierdziła, delikatnie potakując głową. Po ile randkach zapomina się o zakochaniu? Albo czy da się wyleczyć z niego, gdy obiekt westchnień mieszkał na przeciwko Ciebie? Długo się nad tym zastanawiała, aż Scott zadał jej pytanie.
— Jestem adwokatką — od razu przypomniała sobie żarty o studentach prawa. Jedyne o czym byli w stanie mówić, to o własnym kierunku studiów. Zabawne, że pierwszy poruszony temat przez nich dotyczył właśnie tego — w szczególności interesuje mnie prawo karne i to przede wszystkim w nie najbardziej inwestuję mój czas — w myślach modliła się, by nie spotkała się z jakimś kryminalistą — lubisz policję? — spytała dość ostrożnie, bo mogłaby wiele żali na nich wylać, ale wiedziała już, że był to temat dość drażliwy dla wielu osób.
-
Hard-boiled detective, cop and policeman
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiKe/babtyp narracjiTypicznyczas narracjiKażdypostaćautor
- To zależy którego dnia zapytasz - odpowiedział spokojnie. - W dobre dni powiedziałbym, że są potrzebni. W złe… że część z nich nigdy nie powinna dostać odznaki - kącik jego ust drgnął lekko.
- Dlaczego pytasz? - odbił piłeczkę. - Masz z nimi złe doświadczenia czy po prostu jesteś jedną z tych osób, które zawodowo lubią się z policją gryźć? - spytał spokojnie.
Dopiero wtedy kelner wrócił z ich zamówieniem. Scott podziękował krótkim skinieniem głowy i przysunął filiżankę bliżej siebie.
Kiedy usłyszał o prawie karnym, uniósł lekko brew.
- Prawo karne? - powtórzył z wyraźnym zainteresowaniem. - Czyli jednak druga opcja: lubisz chaos - wziął pierwszy łyk espresso tuż po tym, jak wsypał łyżeczkę cukru do środka. - Albo ludzi, którzy ten chaos tworzą - dodał po chwili spokojniej. - Większość osób po kilku miesiącach pracy przy takich sprawach ma ochotę się przebranżowić... albo wyjechać na Kamczatkę - zażartował.
Teraz zaczynał rozumieć, dlaczego nazwisko coś mu mówiło. Kojarzył Kovalski z kilku sal sądowych i paru artykułów, choć wcześniej nie połączył twarzy ze zdjęcia z konkretną osobą, wszak od dawna nie pracował już jako detektyw. I może właśnie dlatego parsknął cicho pod nosem, bardziej do siebie niż do niej.
- No to pięknie - mruknął. - Nasz wspólny znajomy naprawdę uznał, że to świetny pomysł - uniósł spojrzenie z filiżanki prosto na nią. - Jestem zastępcą komendanta policji w Toronto - dał jej sekundę na przetworzenie tej informacji. - Istnieje spora szansa, że zawodowo powinniśmy się wzajemnie irytować - stwierdził z wyraźnie większym rozluźnieniem niż wcześniej. - Ty próbujesz znaleźć błędy w robocie ludzi takich jak ja, a ja później słucham o nich na odprawach. Romantyczne - rzucił z ironią w głosie.
Charlotte najwidoczniej w żaden sposób nie zapoznała się z jego postacią. Mimo, że znała jego imię i nazwisko oraz miała jego zdjęcie, nie pokusiła się, by wklepać kilka liter w wyszukiwarkę i zaskoczyć się wynikiem. Z jednej strony mógł pociągnąć grę i nie wyjawiać jej, jak wysoką pozycję zajmuje w hierarchii Toronto, ale też chciał być wobec niej w porządku.
- Tu jestem zwykłym Scottem Letexierem. Nie zmieniaj podejścia do mnie tylko dlatego, że rządzę połową gliniarzy w tym mieście - uśmiechnął się lekko, chcąc dać jej do zrozumienia, że nie oczekuje z jej strony zmiany nastawienia przez swoją rangę. Nauczony doświadczeniem wolał ją uprzedzić, bo wielokrotnie spotkał się już z podobnymi zachowaniami: gdy tylko wychodziło na jaw, kim jest, gadka od razu się zmieniała. On chciał, by Charlotte była przede wszystkim sobą, wszak jest tu na randce ze Scottem, nie z vicekomendantem.
Upił łyk kawy i znów spojrzał na Kovalski.
- Swoją drogą... świetna robota przy sprawie Larssona - wypalił nagle, przypominając sobie jedną ze spraw, które ostatnio zakończyły się zwycięstwem obrony nad prokuraturą. - Mieliśmy solidny materiał dowodowy, a i tak przepchnęliście niższy wyrok - dodał. - Urobiłaś sędziego na śliczne oczy? - zachichotał lekko, siląc się bardziej na żart niż na jakieś pretensje w jej kierunku. - Skuteczna jesteś - przyznał i przymknął lekko oczy, prostując się na krześle oraz znów sącząc kawę.
Charlotte Kovalski
-
She loved like a storm. Loud, messy, and destructive enough to ruin everything around her, including herself.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Odpowiedź na jego pytania przyszła sama. W końcu przyznała, że jest prawniczką. Dla niej zdanie o policji rzadko zależało od dnia. Doszukiwała się ich błędów, nietrzymania się procedur, a nawet bezpodstawnych uprzedzeń, czy zatrzymać. Skrupulatnie ich analizowała, by znaleźć nawet najmniejszy błąd. Uważała to za własną świętość. Jasne, policjanci byli czasami potrzebni. Dzięki nim panował względny spokój, ale gdyby nie zajmowanie się bezbronnymi ludźmi, mieliby zdecydowanie lepsze zdanie na mieście.
— Wolę ludzi, którzy tworzą chaos — przyznała całkiem szczerze, unosząc kącik ust do góry. Jednego z nich próbowała właśnie wyrzucić ze swojej głowy. Czym Scott różnił się od Williama? Albo inaczej w czym był lepszy? Wyższy, przystojniejszy, pytanie brzmiało, czy był wykształcony? Albo czy jej psy byłyby w stanie go zaakceptować? Doszukiwała się cały czas dziury w całości. Uniosła drinka, upijając z niego małego łyka — cóż, trzeba mieć twardą psychikę. Zwłaszcza gdy chodzi o gwałty, czy morderstwa — przyznała całkiem szczerze. Momentami naprawdę miała ochotę się wynieść. Ostatnio zrobiła to nie ze względów zawodowych... a rodzinnych, lub sercowych? Sama nie była pewna poprawnej odpowiedzi.
No to pięknie. Oh, czyżby właśnie znalazła pierwszy minus? Wyprostowała się cała, czekając na spuszczoną przez ich wspólnego znajomego bombę i... zaśmiała się. Policjant. Nie byle jaki, a sam zastępca komendanta policji. Przechyliła głowę z uniesioną brwią. Nie tego spodziewała się, ale czy zmieni to jej nastawienie? Miała drinka, przystojniaka, a czasem jak historia jej pokazała można bratać się z wrogiem.
— Cóż... — zaczęła, zakładając sobie niesforny kosmyk włosów za ucho — czyli istnieje szansa, że zostanę twoim koszmarem. Nawet gdy nie będziesz chciał o mnie usłyszeć, to stanie się to samo — uśmiechnęła się szeroko, rozsiadając się wygodnie. Szczerze nie obchodzili ją gliniarze, dopóki nie dostawała na nich materiałów. Czekała cierpliwie, by wbić szpileczkę. Scott miał to szczęście, że przestał zeznawać, zanim ona pojawiła się w sądzie. Mogłaby go chętnie przesłuchać.
— Nie mam zamiaru — komendant, zastępca, czy krawężnik. Dla niej nie miało to żadnego znaczenia. Pochodziła z bogatego domu, ale szanowała każdego, niezależnie od jego profesji — jak zauważyłeś, jestem od wkurwiania glin — i całkiem lubiła to robić. Zwłaszcza ten moment, w którym stronie przeciwnej znikają uśmiechy z twarzy. We własnej pracy nie znała dobrych policjantów, dlatego jego profesja nie wzbudzała w niej żadnego szacunku.
— Dziękuję — to kotki lubią najbardziej, czyli pochwały — własnych sekretów się nie zdradza — pokręciła głową. Ładne oczy? To musiałby ją zobaczyć na pełnoprawnej randce — nawet nie wiesz, kiedy ja Ciebie zacznę urabiać — aż zatrzepotała własnymi rzęsami — najbardziej wkurzająca osoba z adwokatów jaką znasz? Masz taką? — zagadnęła, pochylając się w jego stronę, czekając, by usłyszeć odrobinę ploteczek.
-
Hard-boiled detective, cop and policeman
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiKe/babtyp narracjiTypicznyczas narracjiKażdypostaćautor
Parsknął cicho pod nosem, gdy wspomniała o byciu jego koszmarem.
- Najlepszym pomysłem dla zmęczonego gliniarza będzie randka z kobietą, która zawodowo rozbiera jego robotę na części pierwsze - pokręcił lekko głową z rozbawieniem. - Albo nie znosi któregoś z nas, albo zajebiście do siebie pasujemy, o czym jeszcze nie wiemy. Nic pomiędzy - przyznał z rozbawieniem, bo początkowo perspektywa randki w ciemno była dla niego tak daleką perspektywą jak do mongolskich stepów z Detroit.
Upił kolejny łyk kawy, ale tym razem już nie odwrócił od niej wzroku.
- I uwierz mi, Lotte… - odezwał się spokojniej. - jeśli zaczniesz być moim koszmarem, to prawdopodobnie nawet tego nie zauważę - przyznał z krzywym, nieszczerym uśmiechem. Prawda była taka,, że Letexier od dawna źle sypiał i źle się prowadził. Zmęczenie, mary senne, przesadne rozmyślanie i doprowadzanie się do upojenia alkoholowego były czymś zwyczajnym w jego życiu.
Dopiero po chwili uśmiechnął się lekko, widząc jej teatralne trzepotanie rzęsami.
- Może skapnę się... kiedyś - rzucił z rozbawieniem.
Na następne pytanie uniósł lekko brew, zasłaniając mały uśmiech filiżanką kawy.
- Nie działa się tak na przesłuchujących. To podstawowy błąd proceduralny, mecenas Kovalski - wytknął jej błąd w rzemiośle, akcentując przy tym jej nazwisko trochę zbyt oficjalnie. - Chociaż zaczynam rozumieć, dlaczego prokuratorzy dostają przy tobie migreny - przyznał. Oparł łokieć o stolik i przesunął palcem po brzegu filiżanki.
- Mam kilku kandydatów - wznowił temat nielubianych adwokatów. - Jeden regularnie robił konferencje prasowe jeszcze zanim kończyliśmy zabezpieczać miejsce zbrodni. Druga próbowała mi kiedyś wmówić przed sądem, że świadek "emocjonalnie źle odczytał sytuację", mimo że facet został postrzelony dwa razy - uniósł brew, celowo nie podając nazwisk, by nie narazić się na jakiś wyciek informacji.
- Ale jeśli pytasz o takich naprawdę wkurzających i niebezpiecznych… to najgorsi są ci spokojni. Uprzejmi. Tacy, którzy wyglądają niewinnie, a potem w ciągu dziesięciu minut rozpieprzają całe pół roku pracy wydziału - znów spojrzał na nią znacząco. - I chyba należysz do tej grupy - stwierdził wprost. - Pytanie tylko, czy jesteś aż tak wkurzająca i niebezpieczna, że nie da się ciebie lubić? - zakończył pytaniem retorycznym i zmienił nieco pozycję, opierając się wygodniej o krzesło.
- To teraz moja kolej na plotki - stwierdził po chwili. - Powiedz mi, Lotte… ilu gliniarzom utarłaś już nosa i kogo masz następnego na celowniku? - spytał z rozbawieniem w głosie. - I czy nie myślałaś o tym, żeby przejść na jasną stronę i pracować dla prokuratury? - dodał, będąc ciekawym tego, czy miała w ogóle ofertę takiej współpracy.
Charlotte Kovalski