Ale przecież on był wielkim Galenem Wyattem. Nauczony był tego, że na jego widok kobietom miękły nogi, a faceci mu zazdrościli. Każdy chciał być nim, bo przecież on miał wszystko, co tylko dusza zapragnie.
Pierwsze strony gazet, piękne kobiety, szybkie samochody, nazwisko, i te złote szklanki, czy diamentowe spinki do mankietów. Nigdy nie musiał sobie niczego odmawiać, dlatego to, kiedy ktoś mu odmawiał było dziwne.
To, że świat nie kręcił się wokół niego, bo przecież zawsze się kręcił. Galen miał, to co chciał.
A jak jej chciał, to ona go odepchnęła.
A jak chciał ją zaprosić do Francji, to zrobił to tak pokracznie i nieumiejętnie, że się przez to pokłócili. Chociaż nie, oni po prostu sobie coś wyrzucili i to był koniec, bo ona już mu nie odpisała. A Galen siedział w swoim biurze, kręcił się w prezesowskim fotelu i zastanawiał czemu.
Nieprzystosowany do normalnego życie Galen Wyatt i jego rzędy identycznych koszul.
Odwrócił się do niej wraz z jej kolejnymi słowami.
Bo Galen często chciał dobrze, myślał, że tak będzie, kiedy zapytał ją o Williama, bo ona mu wtedy odpowie, że tak, szczerze i że potrzebuje kasy, a Galen Wyatt jak ten
złoty książę będzie mógł jej powiedzieć, że przecież on jej ją da. I teraz też myślał, że dobrze zrobił ściągając ją z tego gniewnego spojrzenia Audrey, ale znowu źle.
Galen się gubił, błądził jak dziecko we mgle. Chciał dobrze, a wychodziło jak zwykle, źle. A najgorsze w tym wszystkim było to, że on wcale nie umiał się z tego wytłumaczyć, powiedzieć jej, że nie chciał jej poniżyć. Przecież nigdy nie chciał, bo Galen taki nie był, on zbijał piątki z ochroniarzem w lobby i rozmawiał ze swoimi sekretarkami o tym gdzie podają dobrą kawę. Nosił skrzynki z pomarańczami na jarmarku bożonarodzeniowym i... prawił komplementy ludziom w nocnym autobusie. Pod maską bogatego dupka siedział przecież zupełnie inny człowiek.
Tylko, że mało kto chciał poznać prawdziwego Galena Wyatta, a jemu się wydawało, że ona chciała, ale może tylko mu się wydawało? Jak zawsze przecież.
-
Nie są takie same... - rzucił tylko i finalnie wybrał którąś, te koszule niby identyczne, ale jednak różne, tak jak Galen różnił się od innych bogaczy. A wszyscy zawsze go wkładali do jednego worka.
Tak jak on Majkę, kiedy mówił o tych szklankach? Nie wyczuła zupełnie jego intencji, bo to przecież nie o to chodziło, żeby wytknąć jej to, że była biedna, tylko, że... nie liczyły się szklanki, pieniądze, koszula, bo liczyło się to, że oni przez chwilę złapali wspólny język.
A teraz go stracili. Jak zderzenie dwóch światów, gdzie oni już nie mogli siedzieć na blacie i robić tostów, bo przecież ona tutaj była kelnerką, a on właścicielem tej całej willi.
Ale co z tego?
-
To teraz od pieniędzy będzie uzależnione to jak ze sobą rozmawiamy? Jak ich nie miałem i brakowało mi na kawę czy batona, a potem na bilet, to dało się normalnie - a teraz już się nie dało, i chociaż Galen wiedział, że to on zepsuł wszystko tymi smsami, to przecież się do tego nie przyzna...
Powinien?
Przeprosić?
A kiedy teraz to ona doskoczyła do niego, z tym, że
nic nie wyniosła na ustach, to utkwił w niej niebieskie spojrzenie. No przecież wiedział, że nie. Nabrał powietrze w płuca, aż klatka piersiowa uniosła mu się, a zaraz opadła, bo w pierwszej chwili chciał jej zapytać czemu okradła Willa, ale przecież chyba wiedział czemu, miała brata w więzieniu, powiedziała mu o tym.
-
Ale ja jestem właśnie takim człowiekiem Majka, takim który rozróżnia te wszystkie koszule i takim, który bryluje w takim towarzystwie i takim, który nosi drogie lakierki i ma sto sportowych samochodów - wypuścił ciężko powietrze, tak, że zatrzymało się na jej policzkach -
i jeśli chcesz mnie naprawdę poznać i polubić, to musisz się z tym liczyć, że taki jest mój świat po prostu i to, że ja czasem chciałbym... zachłysnąć się twoim, zupełnie innym, z nocnymi autobusami i batonami, nie znaczy, że... - znowu nabrał ciężko powietrze, bo znowu Galenowi wydawało się, że wszyscy ludzie dookoła chcą go zmieniać na siłę.
Jaki Galen Wyatt musiał być beznadziejny, że nie dało się go zaakceptować takim jakim był.
Teraz to on cofnął się do tyłu.
-
Ja tobie też... Nawet moja narzeczona nie wiedziała tego, co ci powiedziałem - bo u nich przyszło to jakoś tak naturalnie. Przecież dobrze im się rozmawiało, otwierało przed sobą, a teraz...?
-
Do jakich pieniędzy? Ja chciałem tylko wiedzieć czy okradłaś mojego przyjaciela, tyle... A pieniądze to jest.. - zrobił pół kroku do przodu wbijając w nią to intensywnie niebieskie spojrzenie -
pieniądze nie dadzą szczęścia, ani przyjaźni, ani miłości... Nic nie dają - Galen coś o tym wiedział. Jeden z najbogatszych ludzi w Kanadzie, a taki nieszczęśliwy. Może jeden z najnieszczęśliwszych też?
Odwrócił się za nią, kiedy ruszyła po koszulę, a zaraz on też wyrwał się w jej kierunku, a potem chciał jej wyrwać tę koszulę, trochę nie wyczuł, a ona mocno zacisnęła palce na materiale i koszula się po prostu rozerwała. Dźwięk rwanego materiału przerwał ciszę, która między nimi zapanowała.
-
Zostaw kurwa tą koszulę... - Galen Wyatt, który mówi
to słowo? Za dużo emocji?
-
Mój świat to są pieniądze i reguły, i zasady, i porządek - wyliczał jej znowu łapiąc jej ciemne, przenikliwe spojrzenie -
a twój to jest chaos, szaleństwo i plamy... I brud, ale taki, który cieszy, a nie sprawia, że płaczesz nad rozlanym szampanem, jak ta... Jak jej było... Audrey - no tak, Galen Wyatt i jego panienki, których imienia on nawet nie pamięta -
i ty mnie teraz wypierdalasz ze swojego, bo co? Bo mam pieniądze? - o nie, drugie brzydkie słowo. Przecież trzeba to gdzieś zapisać. Bo Galen Wyatt tak nie mówił. A dzisiaj mówił. I dzisiaj sięgnął nawet do jej ręki, żeby wyjąć z niej tą porwaną już koszulę i znowu walnąć ją na podłogę -
a ty mnie tak oceniłaś, bo... zjebałem, tymi smsami? - nie, nie możliwe. TRZY. TRZY brzydkie słowa wypowiedzianej jednego wieczora przez TEGO Galena Wyatta -
ale to w ogóle nie o to mi chodziło, bo mnie... - no nie jak on teraz powie jeszcze coś brzydkiego, to chyba trzeba dzwonić do jego terapeuty... -
pierdoli czy ty jesteś biedna, czy bogata - powiedział... A to jeszcze nie był koniec -
bo ja cię po prostu... polubiłem - no to chyba byłoby na tyle. Ale i tak niezły wynik, w całym swoim życiu Galen chyba jeszcze tak dużo nie przeklinał, i to wcale nie po francusku, bo po francusku mu się zdarzało.
Maya Parker