Nie byli zwykłymi znajomymi. Dominic zdawał sobie z tego sprawę aż za bardzo. Od początku traktował ją inaczej, biorąc pod swoje skrzydła nie tylko w pracy jako mentor, ale i prywatnie stając się jej przyjacielem. Bo Skye szybko dołączyła do ich paczki, naturalnie stając się nieodłączną jej częścią. Blondyn nie mógł więc zareagować inaczej, jak przyjechać po nią, kiedy wyraźnie tego potrzebowała. I podświadomie wiedział też, że gdyby nie miał po drodze albo miał zupełnie inne plany, skończyłoby się to tak samo.
Jej pytanie, z pozoru proste, wydało mu się przekraczać granice, które przed innymi wytyczył. Gdyby to pytanie zadał ktokolwiek inny, najpewniej zbyłby to jakimś żartobliwym tekstem albo po prostu spłycił tę wypowiedź do minimum. Jednak to Skye poruszyła tę jego czułą strunę ze swoją rozbrajającą ciekawością i spojrzeniem, pod wpływem którego miękł. Nie miał powodów, żeby nie być wobec niej szczerym. —
Dwa razy. A przynajmniej tak mi się wydaje. Próbowałem też związków, ale ostatni z nich skończył się dość… wybuchowo - skrzywił się nieznacznie na wspomnienie dziewczyny, z którą mimo chęci w ogóle się nie dogadywał. -
Wbrew pozorom nie jestem typem osoby, która lubi się wszędzie pokazywać. Czasem wystarczy mi kanapa, film i dobre jedzenie - wyjaśnił, wzruszając przy tym ramionami. Był prostym facetem. Niewiele potrzebował do pełni szczęścia, choć przywołany właśnie obraz mógł całkowicie psuć jego reputację.
—
Wiem, jak Logan wkręci się w jeden temat to nie ma zmiłuj - kącik jego ust drgnął nieco ku górze, choć nie miało to nic wspólnego z uśmiechem. I jego odpowiedź nie dotyczyła wyłącznie gry, na którą obecnie się napalił, ale i każdego tematu, z którego Skye niewiele rozumiała albo niewiele ją to interesowało, przez co dziewczyna mogła czuć się odrobinę nie na miejscu. Dominic pilnował, żeby nie była pomijana. I Logan też, kiedy blondyn przechodził na temat pracy z ciemnowłosą, o czym mogliby przecież rozmawiać godzinami. Tę dynamikę między całą trójką trzeba było wyważyć.
—
Dokładnie tak było - zawtórował jej śmiechem, miło zaskoczony tym, jak dobrze znała jego rodziców. Co prawda, zdążyła już dość dobrze poznać ich podczas tych kilku spotkań, ale nie spodziewał się, że tak bezbłędnie ich rozszyfruje. Może dlatego, że w relacji Reyesów nie było nic skomplikowanego? Oni stanowili wyjątek - ich związek był prosty, czysty, oparty na szacunku i pełen miłości. Kiedy na nich patrzył, w głębi siebie chciał dla siebie tego samego. Z drugiej strony wiedział jednak, że nie bez powodu oni byli wyjątkiem. —
Zwłaszcza, że Helene dała pomysł, ale to Anthony był jego wykonawcą. Jeszcze próbowali mnie w to wciągnąć, ale od razu im powiedziałem, że ja tu jestem tylko tanią siłą roboczą — zaśmiał się. Uwielbiał ich, takimi jacy byli. I dokładnie wiedział, co się za tym wszystkim kryło, bo tak naprawdę nie potrafili się długo kłócić. I nigdy nie widział ich kłócących się na poważnie. —
Och, Ty moją szefową? To byłoby interesujące. I całkiem prawdopodobne, bo przecież lubisz się rządzić - rzucił mimochodem, uważając to za oczywistą oczywistość. W końcu rządziła się nawet jedzeniem na jego talerzu, podkradając mu to i owo bez cienia skruchy. -
I co takiego bym dla Ciebie robił? - zagadnął niewinnie, podobnie jak ona próbując zachować powagę, choć było to ciężkie do wykonania, gdy dostrzegł jej rozbawiony uśmiech. Przedstawiona przez kobietę wizja wcale mu nie przeszkadzała - chciał dla niej jak najlepiej nawet, jeśli miałoby to być kosztem jego samego.
Na jej pełne wdzięczności spojrzenie uśmiechnął się tylko bez słowa, nie czując potrzeby, by w jakikolwiek sposób to komentować. Według niego nie miała za co mu dziękować, bo to było dla niego czymś naturalnym. Bynajmniej nie oczekiwał również podziękowań za jedzenie, do którego oboje mieli słabość. W innych okolicznościach może nie zdecydowałby się na posiłek o tak późnej porze, ale dla niej mógł zrobić wyjątek. A nie było nic lepszego na pocieszenie, niż żołądek pełen dobroci. Jeśli mógł jej pomóc, to chociaż w ten sposób.
—
Daj spokój, Słońce. To nic takiego - zauważył, zupełnie bagatelizując swój gest. Bo to nie było nic wielkiego, przynajmniej w jego odczuciu. Na jej następne pytanie natomiast z trudem powstrzymał się przed parsknięciem śmiechem. —
Daj mi chwilę, niedługo dojedziemy - zapewnił z rozbawieniem w głosie. —
Staram się, jak mogę, ale wolałbym nie zarobić dziś mandatu - rzucił żartobliwie, skręcając w kolejną ulicę. —
Chyba, że chcesz za niego zapłacić - dodał zaraz, posyłając jej łobuzerski uśmiech, kiedy na moment przeniósł spojrzenie z drogi na Skye. —
Chociaż, jeśli o Ciebie chodzi, wystarczyłoby, żebyś ładnie zaczarowała pana policjanta i przez wzgląd na Ciebie z pewnością by nam odpuścił - zauważył z lekkim uśmiechem. Miał pewność, że jeśli przyszłoby co do czego, to trzepot jej rzęs i ten jej figlarny uśmiech z pewnością stopiłby serce każdego mundurowego. Coś o tym wiedział. Cholera, nawet nie podejrzewała, jaką miał do niej słabość.
Po chwili skręcił w niepozorną ulicę zakończoną ślepym zaułkiem. Przystanął na środku niewielkiego okręgu, z widokiem na
panoramę Toronto. Gdy zgasił silnik, przez chwilę napawał się rozświetlonym w oddali miastem. —
Jesteśmy na miejscu - oznajmił ostatecznie, po czym odwrócił się do Skye z łagodnym uśmiechem. —
Wieczór jest ciepły, chodźmy na zewnątrz — zaproponował i pomógł jej zabrać torby z jedzeniem, żeby po chwili usadowić się wygodnie na masce swojego samochodu. —
Nie bój się, wskakuj — rzucił beztrosko, widząc jej niepewną minę i rozłożył na masce torby z jedzeniem, z których zaczął wyciągać okragłe pojemniki. Skye zawsze obawiała się zrobić rysę na jego Mustangu, ale on już nie raz mówił jej, że samochód to rzecz nabyta. Poza tym, stąd panorama miasta była jeszcze ładniejsza. —
Daj, otworzę Ci - wyciągnął rękę po piwo, które ciemnowłosa nadal trzymała w ręce, żeby po chwili z uśmiechem wręczyć jej otwarte. -
Jeżeli ten ramen nie trafi w Twój gust to będę bardzo zawiedziony Twoimi kubkami smakowymi - zmarszczył brwi, spoglądając na nią łobuzersko, zanim w końcu zabrał się za swoją porcję.
sunshine