ODPOWIEDZ
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pierwsze tygodnie i miesiące związku były zawsze cudowne. Pełne nadziei, miłości, romantyzmu i planów. Motylki w brzuchu nieustannie trzepotały skrzydełkami, a ciała nie potrafiły się oderwać od siebie nawzajem. Hormony buzowały. Wszystko było pełne żywych kolorów. Wszystko było lepsze i piękniejsze. Ale potem przychodziła pierwsza kłótnia. Pierwszy zawód. Pierwsza złamana obietnica. Pierwszy łzy. Skye miała za sobą kilka nieudanych związków i już doskonale znała ten schemat- kolejność zawsze była ta sama. Każdy związek zaczynał i kończył się tak samo - obietnicami bez pokrycia. Pustymi słowami rzuconymi na wiatr. Nagle ten sam zakochany mężczyzna, który podobno świata poza nią nie widział, dostrzegał jednak sporo innych widoków, w których nie było miejsca na nią. Nagle ten mężczyzna nie był już taki skory i chętny do stawiania kolejnych kroków na wyższy poziom związku. Nie był taki chętny i odważny do spędzenia z nią reszty życia.
Brunetka jednak za każdym razem wierzyła, że teraz będzie inaczej. Wierzyła w miłość i oddanie. Była niepoprawną romantyczką, co skutkowało wieloma razy złamanym serce, które wchodząc w kolejny związek było już coraz bardziej naruszone. Miała jednak nadzieję, że Logan to naprawdę ten jedyny. Był pod wieloma względami wyjątkowy i cholernie dobrym, empatycznym człowiekiem. Dawno nie spotkała nikogo o tak wielkim sercu, skorym do pomocy innym. Z czasem jednak zaczęła odnosić wrażenie, że Logan zrobiłby wszystko dla innych, tylko nie dla niej. Nie oczekiwała od niego , aby porzucił swoje życie na rzecz jej, ale chętniej się spotykał z kolegami, aniżeli z nią. Skończyły się randki, a wspólnie spędzany czas odbywał się zawsze tak samo - na kanapie przed telewizorem. Nawet nie poruszała już rozmów o wspólnej przyszłości, bo widziała, że szybko się z nich wykręca.
Dzisiaj mieli pierwszą kłótnię. Dotychczas zdarzały się im drobne sprzeczki łagodzone pocałunkami i kończące się w łóżku. Jednak tym razem było inaczej. Atmosfery była gęstsza, cięższa. Nie dało się jej załagodzić czułymi gestami. Chyba żadne z nich nie miało na nie ochoty, bo gdy Skye wybiegła z mieszkania chłopaka, nawet nie próbował jej zatrzymać w żaden sposób. Ruszyła przed siebie nie myśląc, gdzie tak naprawdę idzie. Pozwoliła, aby nogi same ją niosły. W pewnym momencie okolica wydawała się jej znajoma, więc niewiele myśląc wyjęła telefon.
Skye
Heeeej
W skali od 1 do 10, jak jest duże prawdopodobieństwo, że właśnie krążysz po okolicy Greektown?
I oczywiście masz wolny wieczór
Nie udało się usunąć wiadomości
Olej moje wiadomości Dom, nieaktualne. Miłego wieczoru!
Wiadomość...
Wysłała wiadomości zanim w ogóle przemyślała ich ewentualne konsekwencje. Próbowała je skasować, ale było już na to za późno. Mężczyźni mieszkali w niedalekiej odległości od siebie, a perspektywa, że Dominic jest niedaleko, wzbudziła w niej nieodpartą chęć spotkania się z nim. Był przyjacielem Logana i na pierwszy rzut oka wydawał jej się… płytki, zbyt zapatrzony w czubek własnego nosa. Ale los chciał, że wylądowali w jednej firmie i Reyes okazał się cholernie dojrzały, inteligentny i sympatyczny. Wziął ją pod swoje skrzydła, wspierał w pracy i dzięki niemu wdrożenie na stanowisko przebiegło szybko, sprawnie i w bardzo miłej atmosferze. Lubiła z nim rozmawiać, a jego obecność zawsze wyzwalała w niej pewien spokój. Może dlatego instynktownie jej palce wystukały jego numer, a nogi zaprowadziły pod jego dom?


Przyjaciel. Tylko przyjaciel
smerffi
Dogadamy się
29 y/o
Mark your calendar for Canada Day
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Dominic znał całkiem inną definicję związku. Dla niego relacja z drugą osobą wiązała się z ogromem zobowiązań, zacieśniania więzów i poznawania swoich słabości. Podczas częstych spotkań, w bardzo szybkim czasie, niemal czuł zaciskający się sznurek na szyi, w pewnym momencie nie pozwalający już oddychać. Wtedy nadchodził czas na odwrót.
Nigdy nie rozumiał, czemu ludzie sobie to robili. Czemu świadomie rezygnowali ze swojej przestrzeni i narażali się na ból, który prędzej czy później przychodził zawsze, stając się początkiem końca. Czemu naiwnie szukali ideału, który nie istniał. Nie potrafił tego pojąć, zwłaszcza, kiedy patrzył na Logana i jego marzycielskie podejście do każdej dziewczyny, która wydawała mu się tą jedyną, tym razem naprawdę.
Skye była inna. Przy bliższym poznaniu, przede wszystkim w pracy, w której spędzali ze sobą naprawdę dużo czasu, tylko zyskiwała w oczach Dominica. I rzeczywiście była materiałem na kogoś więcej, niż kilkumiesięczny związek. Była urocza, zabawna, a przede wszystkim bardzo empatyczna i wrażliwa. Blondyn chciał, żeby kumplowi wreszcie się udało, bo miał niesamowite szczęście, że na nią trafił. Pewnie uważał tak po części dlatego, że wcześniej z żadną inną dziewczyną Logana nie nawiązał bliższej relacji, więc zależało mu na szczęściu ich obojga. Jednocześnie nie spodziewał się, że stanie się tak istotnym łącznikiem między tą dwójką.
Tego wieczoru siedział do późna na przedmieściach u rodziców. Po montażu szafki z tatą i pogawędce w salonie w końcu wsiadł do auta i ruszył w noc w dobrze mu znaną stronę, który zwykł nazwać domem, kiedy do jego uszu dotarł dźwięk wiadomości. W pierwszej chwili postanowił ją zignorować, ale po chwili telefon leżący na fotelu obok znowu się rozświetlił. I po raz kolejny zadźwięczało powiadomienie. I kolejne. Ze ściągniętymi brwiami sięgnął po telefon, by zaraz pospiesznie odczytać wiadomości, mimowolnie odczuwając coraz większy niepokój.
Dominic
Mam wolny wieczór
I niedługo będę na miejscu
Gdzie jesteś?
Wiadomość...
Odpisał szybko bez większego namysłu, po czym przyspieszył, zastanawiając się, co się stało. Nie bez powodu Skye pisała do niego o tej porze, znajdując się w dzielnicy zamieszkania zarówno Logana, jak i jego. Co takiego Haynes odjebał?

gorgeous friend
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skye nie była oderwana od rzeczywistości i zdawała sobie sprawę, że związek to ogrom pracy wkładanej w to, aby relacja między dwojgiem ludzi funkcjonowała jak dobrze naoliwiona maszyna. Żyjąc razem to nie tylko kwiatki i motylki, ale także sztuka kompromisu. Jak być razem, a jednocześnie nie zatracić własnego ja. Murray wiedziała o tym, ale wciąż uczyła się tej trudnej lekcji. A może po prostu nie natrafiła jeszcze na odpowiednią osobę, z którą te zajęcia byłyby o wiele łatwiejsze i przyjemniejsze? Byłyby pełne dyskusji, ale bez łez i ucieczek z mieszkania…
Na razie jednak brunetka wierzyła jeszcze, że uda jej się wszystko wypracować z Loganem. Był wyjątkowym mężczyzną z sercem na dłoni. Takim, którego chce się mieć w swoim życiu. Jednak miała wrażenie, że ich drogi zaczynają się rozjeżdżać. Dawniej sądziła , że kroczą tą samą ścieżką, ale coraz więcej było sytuacji, które jej pokazywały, że wcale tak nie jest. Dzisiejsza noc była świetnym tego przykładem, gdy Hayes został w mieszkaniu, a ona… A Skye była pod budynkiem, gdzie mieszkał jego przyjaciel. W sumie to już ich przyjaciel.

Skye
Hmm…
Tak jakby doszłam właśnie pod Twój dom
Wiadomość...


Odpisała mu słysząc wręcz bicie własnego serca. Lubiła rozmawiać z Dominicem. Lubiła spędzać z nim czas. Mieli podobne poczucie humoru, a jednak czuła pewien… niepokój, gdy przyznawała mu się właśnie, że to pod jego domem teraz wylądowała. Nie była w stanie określić źródła tego uczucia. Strach przed reakcją? Wstyd? Niepokój? Odrzuciła wszelkie rozmyślania w tym temacie i po prostu krążyła wokół w oczekiwaniu aż podjedzie.
Jednak kiedy się zjawił, pierwsze co padło z jej ust to. - Błagam Cię, tylko nie mów, że właśnie przerwałam Ci randkę z jakąś seksowną, cycatą i napaloną blondynką, bo się załamię- powiedziała siadając i patrząc na niego wyczekująco. Chyba ze wszystkich tłumionych emocji, to obawa, że właśnie zmarnował dla niej swój wieczór była największa. Nie chciała, by jej problemy stawały się jego problemami. Doceniała jego wsparcie i obecność w swoim życiu, ale jej celem nie było go obarczać nieporozumieniami, które zaczęła coraz częściej miewać z Loganem. Tylko rzecz w tym, że kiedy było jej źle, to Dominic w jakiś magiczny sposób potrafił zawsze na nowo wywołać uśmiech na jej twarzy. - Nie dość, że ja bym się wtedy spaliła ze wstydu, to jeszcze Ty pewnie byś się zemścił na mnie dodatkowymi, najgorszymi zadaniami w pracy- posłała mu lekki uśmiech chcąc nieco wprowadzić luźniejszą atmosferę, żeby go nie przytłoczyć od razu swoimi łzami, które mógł zaschnięte dostrzec na jej policzkach. - Ale poza tym to… dziękuję- dodała jednak po chwili, bo przecież bez względu na to, jak się potoczy ten wieczór - czy będzie mogła mu się wyżalić czy zaraz wyrzuci ją z tego auta, to jednak przyjechał. Był tutaj. Dla niej.


Dominic Reyes
smerffi
Dogadamy się
29 y/o
Mark your calendar for Canada Day
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Tak jakby doszłam właśnie pod Twój dom. Przyspieszone bicie serca niemal zagłuszało dźwięk silnika, sprawiając, że Dominic nie potrafił uspokoić własnych myśli. Sam fakt, że napisała do niego, wywołał w nim niepokój, który teraz sięgał rozmiarów całego Toronto. Nie mógł pozbyć się myśli, że coś musiało się stać. I że potrzebowała go. Inaczej by się przecież nie odezwała.
Dominic
Daj mi 10 minut
Wiadomość...
Wystukał szybko, spychając gdzieś w głębiny świadomości myśl, że nie powinien pisać smsów w trakcie jazdy. W tym momencie zupełnie nie przejmował się konsekwencjami, chcąc jak najszybciej znaleźć się na miejscu.
Czekała na niego na chodniku. Już w pierwszej chwili zauważył zmęczenie na jej twarzy i pozbawione blasku spojrzenie, które mówiło więcej, niż by tego chciała. Nawet nieznaczne uniesienie kącików ust nie było w stanie ukryć jej przygnębienia. Podobnie, jak lekko brzmiące słowa, kiedy zajęła miejsce w fotelu obok. Przez chwilę przyglądał się jej uważniej, starając się nie pokazać po sobie wciąż odczuwanego podskórnie zmartwienia, ostatecznie w odpowiedzi uśmiechnął się kącikiem ust.
Przecież napisałem Ci, że mam wolny wieczór - pokręcił głową z niewielkim rozbawieniem. Po tak niepokojących wiadomościach miał przeczucie, że nawet wspomniana napalona blondynka drastycznie spadłaby z jego listy priorytetów. - Wracam właśnie od rodziców. Pomagałem tacie składać szafę i strasznie się z nią zeszło - przyznał lekkim tonem, jakby wcale nie dostrzegał na jej policzkach zaschniętych łez. Zależało mu na tym, by czuła się w jego towarzystwie komfortowo mimo wiszącej w powietrzu dozy niezręczności, którą Skye ewidentnie próbowała zniwelować za pomocą swobody w głosie. Postanowił się do niej dostosować. — Żeby tak się stało, musiałbym najpierw zacząć chodzić na randki - uniósł znacząco brew, uśmiechając się kącikiem ust w nieco łobuzerskim geście. Randki świadczyły o trochę poważniejszym podejściu do relacji z kobietami, kojarzyły mu się z poszukiwaniami tego czegoś, a on w tej chwili zbyt intensywnie zajmował się pracą, by myśleć o czymkolwiek innym. Na razie dobrze było mu, tak jak było. Z przelotnymi znajomościami zawieranymi w barze czy klubie. — No, chyba, że bardzo chcesz się w pracy wykazać, to mógłbym kilka dodatkowych zadań Ci zorganizować - dodał zaraz zaczepnie, trochę się z nią drocząc. Musiał przyznać przed samym sobą, że lubił ją drażnić, wiedząc, że niemal zawsze ochoczo się temu poddawała. Teraz blondyn miał w tym dodatkowy cel - rozluźnić nieco atmosferę mimo, że w jego głowie nadal kołatały się niewypowiedziane na głos trapiące go pytania. Na to miał przyjść czas za chwilę.
Usłyszawszy jej podziękowania, pokręcił przecząco głową. — Żaden problem - rzucił z przekonaniem, pozwalając przez kilka sekund opaść słowom w ciszę. Nie musiała mu dziękować, robił to z własnej woli. O czym nie zamierzał jej mówić. - To wybieramy się dokądś konkretnie? - zapytał po chwili, spoglądając na ciemnowłosą, ale zanim zdążyła odpowiedzieć, już wyjechał na drogę, kierując się tam, gdzie miały ponieść ich koła. Nie miał nic przeciwko temu, żeby zmarnować dziś trochę paliwa.

the highest priority
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Starała się wyglądać i brzmieć naturalnie, wręcz swobodnie. Jednak czy było to możliwe, kiedy przed chwilą pokłóciła się z ukochanym, a teraz stała pod domem jego przyjaciela czekając aż po nią przyjedzie? Chociaż z drugiej strony obecność Dominica była w pewien sposób uspokajająca, a wiadomość do niego pisała instynktownie.- Wiem, ale… Ale i tak miałam obawy, że Ci przeszkodziłam w czymś- w pierwszym odruchu chciała powiedzieć, że pewnie i tak by rzucił te plany, aby jej pomóc, bo taki był w jej oczach - zawsze skory do pomocy bliskim. To łączyło jego i Logana, ale rzecz w tym, że ten drugi nie potrafił zrezygnować z innych na rzecz własnej dziewczyny. Natomiast na pierwszego mogła polegać znacznie częściej niż na własnego partnera, więc dlatego do głowy najpierw jej przyszło, że Reyes gotowy byłby i tym razem jej pomóc. Wiedziała jednak, że jest to niezwykle zgubne założenie, dlatego zanim powiedziała coś, co mogłaby żałować potem, w porę się ugryzła w język.
- No tak, bo randki to zło - przeszła w nabijanie się z niego przewracając przy tym oczami, bo zdążyła już poznać jego podejście do życia w tej kwestii. A przede wszystkim przestała już zwracać na imiona dziewczyn, z którymi się czasami pojawiał na imprezach, bo wiedziała, że długo u jego boku nie zagrzeją miejsca. Nie wiedziała kogo jej było bardziej szkoda - jego, że odmawia sobie szansy na miłość czy może tych biednych kobiet, które nie mają szansy poznać bliżej tego cudownego mężczyzny. Mimo, że sama z nim nigdy nie była w związku, to jednak wszystkie znaki na niebie mówiły jej, że byłby momentami wręcz idealny.
Jednak rzecz w tym, że ona już była w związku, a on żadnej głębszej relacji nie szukał, prawda? Więc powinna się skupić w myślach i w rzeczywistości tylko i wyłącznie na przyjaźni ich łączącej, którą bardzo ceniła. Tak samo jak państwa Reyes. - A co w ogóle słychać u rodziców?- zagadnęła zerkając na niego dłużej, szczerze zainteresowana, jak się miewają. Dominic zaprosił kilka razy ją i Logana do siebie na obiad, gdy akurat byli w okolicy, więc miała tą okazję ich poznać i z miejsca zapałała do nich sympatią. - Oczywiście mając na względzie tylko i wyłącznie mój rozwój zawodowy, prawda?- spytała retorycznie, bo wiedziała już dobrze, że się z niej zgrywa. Na całe szczęście uwielbiała współpracę z nim, więc na dodatkowe nadgodziny nie będzie narzekać.
Tak jak i na wspólny wieczór w jego towarzystwie. Odwróciła głowę na bok i utkwiła wzrok podziwiając mijające witryny zza szyby auta. Przez chwilę milczała, gdy zadał jej pytanie. Niby proste, ale prosta nie była na nie odpowiedź. Co powinna mu powiedzieć? A co chciała powiedzieć? Czego w ogóle chciała od życia? Od związku? W końcu wzięła głęboki wdech i zerknęła na niego niespokojnie, jakby bała się jego odmowy. - A możemy po prostu pojeździć?- spytała niepewnie i ponownie odwróciła głowę. - W sumie nie mam w tym momencie miejsca, gdzie chciałabym pojechać. Twoje podgrzewane fotele są całkiem przyjemne- na koniec uśmiechnęła się delikatnie posyłając mu spojrzenie kątem oka. Chciała ponownie zażartować, przywrócić rozmowę na niezobowiązujące tory. A może wbrew pozorom potrzebowała się wygadać? Sama jeszcze nie wiedziała, co ta noc przyniesie.


Dominic Reyes
smerffi
Dogadamy się
29 y/o
Mark your calendar for Canada Day
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Decyzja o przyjechaniu po nią nie podlegała dyskusji. Nie mógłby zostawić jej samej, kiedy czekała na jego wsparcie. Nie musiał mówić o tym na głos, ale miał nadzieję, że przez swoje dotychczasowe postępowanie względem niej wiedziała, że kto jak kto, ale ona zawsze mogła na niego liczyć. Możliwe, że to właśnie skłoniło ją do napisania do niego.
Naprawdę w niczym mi nie przeszkadzasz - zapewnił łagodnym tonem. Czuł całym sobą, że to nie były tylko puste słowa. W ciągu tych ostatnich miesięcy zbliżyli się do siebie na tyle, że naprawdę nie miał nic przeciwko jej narzekaniu na cały świat, kiedy coś nie szło po jej myśli, albo kiedy chciała się pochwalić nawet tymi najmniej istotnymi sprawami. Cieszyło go, gdy zaglądała do niego w trakcie pracy bez względu na nawał, albo kiedy wieczorem widział od niej wiadomość. Wychodził z założenia, że był dla niej bez względu na to, kiedy i dlaczego go potrzebowała. Wiedział, że jak każda kobieta potrzebowała uwagi. Widział też, że Logan nie zawsze był w stanie ją jej poświęcić. Dlatego potrzebowała przyjaciela.
Randki pochłaniają zbyt wiele energii i czasu, których nie mam - wzruszył lekko ramionami, zupełnie nic sobie nie robiąc z jej nieco zaczepnego tonu. Nie miał zamiaru marnować czasu na coś, co i tak pewnie nie miało przyszłości. — Wolę być sam - dodał jeszcze całkiem beztrosko, jakby to było dla niego najprostsze rozwiązanie. Angażowanie się w związki wiązało się z emocjami, których nie miał szczególnej ochoty zgłębiać. Wolał więc pozostawić sprawy takimi, jakie były. — I przychodzić sobie od czasu do czasu do Was na piwko i pograć z Loganem na playstation. - Niczego więcej do szczęścia nie było mu potrzeba. A przynajmniej tak sobie od długiego czasu wmawiał.
A, wszystko dobrze, dziękuję. Tata dziś trochę narzekał na tę szafkę, którą sobie mama umyśliła. Nie dość, że miała mnóstwo śrubek, które wcale nie chciały wchodzić w wydrążone dziurki to postawienie jej w tym wąskim korytarzu na górze było nie lada wyczynem. Żebyś słyszała, jak się śmiesznie sprzeczali - streścił z rozbawieniem, przypominając sobie dzisiejszy wieczór. Skye na pewno była świadkiem chociaż jednej takiej sprzeczki. I trzeba było przyznać, że nikt, jak oni, nie potrafili kłócić się tak, że ostatecznie wszyscy wybuchali śmiechem, po chwili zapominając o całej sprawie. Nie znał innej pary, która nawet w chwilach nerwów potrafiła się tak bardzo kochać. — Prawda, dążymy do Twojego awansu. Chociaż nie wiem, czy podoba mi się wizja wygryzienia mnie ze swojej posady - skrzywił się nieznacznie w udawanym wahaniu, ale wstępujący na jego twarz zawadiacki uśmiech zaraz potem, całkowicie go zdradził. W rzeczywistości chciał dla niej jak najlepiej i życzył jej rychłego odniesienia sukcesu. Miała talent, a on nie potrafiłby z nią rywalizować.
Jej milczenie wydało się Dominicowi dość wymowne. Podobnie, jak niepokój czający się w jej głosie i wzroku, kiedy na moment przeniosła na niego spojrzenie. — Jasne, nie ma sprawy - odparł z pełną swobodą. - Czyli jesteś zdana na mnie. I moje fotele - uśmiechnął się przelotnie w jej stronę, zanim na dobre ruszył w miasto. Przez chwilę jechali w ciszy, a towarzyszyła im jedynie cicha muzyka radia w tle. — Jesteś może głodna? - zapytał, bo coś nagle przyszło mu do głowy. Nie czekając na odpowiedź, skręcił w kolejną ulicę, by po chwili zaparkować przy jednej z jego ulubionych knajp na Kensington Market. — Poczekaj chwilę, skoczę po coś i zaraz wracam. - Po chwili rzeczywiście wrócił z dwoma opakowaniami jedzenia na wynos i butelką ulubionego piwa Skye, które wręczył jej z szerokim uśmiechem. — Proszę bardzo, Słońce - spojrzał na nią, nawet nie biorąc pod uwagę faktu, że mu odmówi. Dla niego było to naturalne, żeby o nią zadbać tak, jak potrafił. Cokolwiek się stało, chciał, by poczuła się jak najlepiej. Po chwili ruszył z miejsca, już dobrze wiedząc, jaki obrać kierunek.

sunshine
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przemilczała jego potwierdzenie, że w niczym mu nie przeszkadza. Uśmiechnęła się jednak z wdzięcznością zatrzymując wzrok na nim o parę sekund dłużej niż wypadało, gdy chodziło o zwykłych znajomych. Coś ją w tej całej sytuacji chwyciło za serce. Jego ciepły, przyjazny głos? Potwierdzenie, że nie musiał zmieniać dla niej swoich planów? A może to, że był tutaj? Nie pytał, nie odmawiał, niczego nie żądał w zamian po prostu będąc przy niej, kiedy tego potrzebowała najbardziej. To było tylko tyle, ale aż tyle. Tym bardziej, że miała poczucie, że to nie jest ostatni raz, kiedy będzie mogła na niego liczyć.
Wciąż się w niego wpatrywała, kiedy rozmawiali o randkach. Jego odpowiedź jej nie zaskoczyła, więc lekko znudzona tym przewróciła oczami. Lecz uśmiechnęła się na koniec, by ponownie obdarzyć go łagodnym uśmiechem. - A byłeś kiedyś zakochany? Byłeś zakochany i w związku, żeby twierdzić, że wolisz być sam niż mieć to?- spytała łagodnym tonem, bo to nie były oskarżenia z jej strony, a zwykła ciekawość. Dodatkowo twierdziła, że Dominic jako singiel się marnuje. Tyle w nim było potencjału!
- Logan też to na pewno lubi- rzuciła już z wyraźnie mniejszym entuzjazmem. - Znaczy nie zrozum mnie źle, też lubię jak spędzamy razem czas. Ale w PlayStation jestem fatalna- poprawiła się od razu, na koniec wyjaśniając o co dokładnie jej chodziło. Lubiła ten ich czas spędzany we trójkę mając wrażenie, że potrafili znaleźć w takich momentach odpowiednią równowagę i nikt nie był pomijany. Nawet kiedy chłopaki grali na konsoli.
Natomiast kiedy Reyes opowiadał o rodzicach, uśmiech nie schodził jej z twarzy. Byli cudowni i wspierający. Zazdrościła mu ich , bo niestety jej właśni nie akceptowali jej ścieżki kariery. - Widzę to oczami wyobraźni, jak pewnie Twoja mama Was instruowała jak dokładnie macie wszystko zrobić i niech zgadnę - Twój tata nawet jej zasugerował, że może dać jej wkrętarkę i zamienią się rolami?- uniosła znacząco brew, by zaraz się roześmiać. Helene potrafił odpowiednio ustawić swoich mężczyzn. Może Skye powinna się zgłosić do niej na jakieś lekcje? Lecz przede wszystkim wychowała syna na cudownego człowieka, o czym Murray nie omieszkała jej wspomnieć. - Oh z Twojej posady? Spokojnie, ja Cię przeskoczę i znajdę się znacznie wyżej. Jeszcze będzie tak, że to Ty będziesz wykonywał zadania zlecone przeze mnie- rzuciła z poważną miną, jakby serio tak przewidywała ich przyszłość. Nie wytrzymała jednak długo, bo zaraz jej kąciki ust zaczęły drzeć zdradzając , że to był tylko żart. Wiedziała, że z ich dwójki, to blondyn osiągnie znacznie więcej, ale nie - nie była zazdrosna. Wręcz przeciwnie - była dumna z niego.
Dobro, którym emanował musiało do niego wrócić ze zdwojoną siłą. W końcu nie każdy przyjaciel przyjechałby teraz, by wozić ją bez celu po mieście i jeszcze na to nie narzekając ani nie oczekując żadnych wyjaśnień. - Jak dla mnie, brzmi super- przyznała rozsiadając się wygodniej w fotelu i posyłając mu ponownie spojrzenie pełne wdzięczności. Była gotowa wpatrywać się w niego znacznie dłużej, ale poczuła dziwny ucisk w żołądku - tak nie wypada. To był jej przyjaciel. Przyjaciel Logana - jej faceta. Były granice, których nie powinna przekraczać. Dlatego odwróciła ponownie spojrzenie, by utkwić je w szybie przed siebie. Na sekundę się zamyśliła, więc zanim zdążyła przemyśleć jego pytanie i na nie odpowiedzieć, już zniknął jej z pola widzenia. Na widok napoju i jedzenia poczuła przyjemne ciepło rozchodzące się po jej ciele. Była wzruszona. Po ludzku wzruszona jego wsparciem nie do opisania. Trzymając wszystko na kolanach wpatrywała się myśląc o tym, że ma szczęście mając takiego przyjaciela. - Dziękuję- w końcu się odezwała powracając do niego spojrzeniem. Jej głos był lekko łamiący, ale kontrolowała sytuację. - Mam Cię teraz karmić czy gdzieś się zaraz zatrzymamy? - spytała żartując lekko dla rozluźnienia atmosfery, a raczej samej siebie.


the best one
smerffi
Dogadamy się
29 y/o
Mark your calendar for Canada Day
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie byli zwykłymi znajomymi. Dominic zdawał sobie z tego sprawę aż za bardzo. Od początku traktował ją inaczej, biorąc pod swoje skrzydła nie tylko w pracy jako mentor, ale i prywatnie stając się jej przyjacielem. Bo Skye szybko dołączyła do ich paczki, naturalnie stając się nieodłączną jej częścią. Blondyn nie mógł więc zareagować inaczej, jak przyjechać po nią, kiedy wyraźnie tego potrzebowała. I podświadomie wiedział też, że gdyby nie miał po drodze albo miał zupełnie inne plany, skończyłoby się to tak samo.
Jej pytanie, z pozoru proste, wydało mu się przekraczać granice, które przed innymi wytyczył. Gdyby to pytanie zadał ktokolwiek inny, najpewniej zbyłby to jakimś żartobliwym tekstem albo po prostu spłycił tę wypowiedź do minimum. Jednak to Skye poruszyła tę jego czułą strunę ze swoją rozbrajającą ciekawością i spojrzeniem, pod wpływem którego miękł. Nie miał powodów, żeby nie być wobec niej szczerym. — Dwa razy. A przynajmniej tak mi się wydaje. Próbowałem też związków, ale ostatni z nich skończył się dość… wybuchowo - skrzywił się nieznacznie na wspomnienie dziewczyny, z którą mimo chęci w ogóle się nie dogadywał. - Wbrew pozorom nie jestem typem osoby, która lubi się wszędzie pokazywać. Czasem wystarczy mi kanapa, film i dobre jedzenie - wyjaśnił, wzruszając przy tym ramionami. Był prostym facetem. Niewiele potrzebował do pełni szczęścia, choć przywołany właśnie obraz mógł całkowicie psuć jego reputację.
Wiem, jak Logan wkręci się w jeden temat to nie ma zmiłuj - kącik jego ust drgnął nieco ku górze, choć nie miało to nic wspólnego z uśmiechem. I jego odpowiedź nie dotyczyła wyłącznie gry, na którą obecnie się napalił, ale i każdego tematu, z którego Skye niewiele rozumiała albo niewiele ją to interesowało, przez co dziewczyna mogła czuć się odrobinę nie na miejscu. Dominic pilnował, żeby nie była pomijana. I Logan też, kiedy blondyn przechodził na temat pracy z ciemnowłosą, o czym mogliby przecież rozmawiać godzinami. Tę dynamikę między całą trójką trzeba było wyważyć.
Dokładnie tak było - zawtórował jej śmiechem, miło zaskoczony tym, jak dobrze znała jego rodziców. Co prawda, zdążyła już dość dobrze poznać ich podczas tych kilku spotkań, ale nie spodziewał się, że tak bezbłędnie ich rozszyfruje. Może dlatego, że w relacji Reyesów nie było nic skomplikowanego? Oni stanowili wyjątek - ich związek był prosty, czysty, oparty na szacunku i pełen miłości. Kiedy na nich patrzył, w głębi siebie chciał dla siebie tego samego. Z drugiej strony wiedział jednak, że nie bez powodu oni byli wyjątkiem. — Zwłaszcza, że Helene dała pomysł, ale to Anthony był jego wykonawcą. Jeszcze próbowali mnie w to wciągnąć, ale od razu im powiedziałem, że ja tu jestem tylko tanią siłą roboczą — zaśmiał się. Uwielbiał ich, takimi jacy byli. I dokładnie wiedział, co się za tym wszystkim kryło, bo tak naprawdę nie potrafili się długo kłócić. I nigdy nie widział ich kłócących się na poważnie. — Och, Ty moją szefową? To byłoby interesujące. I całkiem prawdopodobne, bo przecież lubisz się rządzić - rzucił mimochodem, uważając to za oczywistą oczywistość. W końcu rządziła się nawet jedzeniem na jego talerzu, podkradając mu to i owo bez cienia skruchy. - I co takiego bym dla Ciebie robił? - zagadnął niewinnie, podobnie jak ona próbując zachować powagę, choć było to ciężkie do wykonania, gdy dostrzegł jej rozbawiony uśmiech. Przedstawiona przez kobietę wizja wcale mu nie przeszkadzała - chciał dla niej jak najlepiej nawet, jeśli miałoby to być kosztem jego samego.
Na jej pełne wdzięczności spojrzenie uśmiechnął się tylko bez słowa, nie czując potrzeby, by w jakikolwiek sposób to komentować. Według niego nie miała za co mu dziękować, bo to było dla niego czymś naturalnym. Bynajmniej nie oczekiwał również podziękowań za jedzenie, do którego oboje mieli słabość. W innych okolicznościach może nie zdecydowałby się na posiłek o tak późnej porze, ale dla niej mógł zrobić wyjątek. A nie było nic lepszego na pocieszenie, niż żołądek pełen dobroci. Jeśli mógł jej pomóc, to chociaż w ten sposób.
Daj spokój, Słońce. To nic takiego - zauważył, zupełnie bagatelizując swój gest. Bo to nie było nic wielkiego, przynajmniej w jego odczuciu. Na jej następne pytanie natomiast z trudem powstrzymał się przed parsknięciem śmiechem. — Daj mi chwilę, niedługo dojedziemy - zapewnił z rozbawieniem w głosie. — Staram się, jak mogę, ale wolałbym nie zarobić dziś mandatu - rzucił żartobliwie, skręcając w kolejną ulicę. — Chyba, że chcesz za niego zapłacić - dodał zaraz, posyłając jej łobuzerski uśmiech, kiedy na moment przeniósł spojrzenie z drogi na Skye. — Chociaż, jeśli o Ciebie chodzi, wystarczyłoby, żebyś ładnie zaczarowała pana policjanta i przez wzgląd na Ciebie z pewnością by nam odpuścił - zauważył z lekkim uśmiechem. Miał pewność, że jeśli przyszłoby co do czego, to trzepot jej rzęs i ten jej figlarny uśmiech z pewnością stopiłby serce każdego mundurowego. Coś o tym wiedział. Cholera, nawet nie podejrzewała, jaką miał do niej słabość.
Po chwili skręcił w niepozorną ulicę zakończoną ślepym zaułkiem. Przystanął na środku niewielkiego okręgu, z widokiem na panoramę Toronto. Gdy zgasił silnik, przez chwilę napawał się rozświetlonym w oddali miastem. — Jesteśmy na miejscu - oznajmił ostatecznie, po czym odwrócił się do Skye z łagodnym uśmiechem. — Wieczór jest ciepły, chodźmy na zewnątrz — zaproponował i pomógł jej zabrać torby z jedzeniem, żeby po chwili usadowić się wygodnie na masce swojego samochodu. — Nie bój się, wskakuj — rzucił beztrosko, widząc jej niepewną minę i rozłożył na masce torby z jedzeniem, z których zaczął wyciągać okragłe pojemniki. Skye zawsze obawiała się zrobić rysę na jego Mustangu, ale on już nie raz mówił jej, że samochód to rzecz nabyta. Poza tym, stąd panorama miasta była jeszcze ładniejsza. — Daj, otworzę Ci - wyciągnął rękę po piwo, które ciemnowłosa nadal trzymała w ręce, żeby po chwili z uśmiechem wręczyć jej otwarte. - Jeżeli ten ramen nie trafi w Twój gust to będę bardzo zawiedziony Twoimi kubkami smakowymi - zmarszczył brwi, spoglądając na nią łobuzersko, zanim w końcu zabrał się za swoją porcję.

sunshine
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”