Tydzień był dość męczący, wypełniony studiami i nauką, która piętrzyła się coraz bardziej, ale prawdziwy ciężar siedział mu na duszy i nie miał nic wspólnego z medycyną. To był brak Nicholasa, brak jego głosu, ciepła i rozbrajającego uśmiechu, a Reeve czuł tę tęsknotę niemal w kościach.
Trzymał się jednak myśli, że już niedługo się zobaczą i spędzą ze sobą trochę czasu, zamieniając długie godziny wysyłanych wiadomości, na realne spotkanie twarzą w twarz. Reeve co chwila zerkał na ekran, niepewny czy to wszystko dzieje się naprawdę, czy śni wyjątkowo piękny sen, bo jeśli tak, to nie chciał się z niego już budzić. Wszystko to sprawiło, że spał bardzo mało i próbując zmusić organizm do jakiegoś funkcjonowania wlewał w swoje zmęczone ciało hektolitrami kofeiny i energetykami doskonale wiedząc, że Nicholas by tego nie pochwalał, ale musiał sobie radzić, by zachować trzeźwość umysłu.
W końcu nadszedł dzień spotkania i wieczorem podjechał pod dom Nicka, czując w żołądku niepokojący ucisk. Był zdenerwowany, choć nie do końca potrafił nazwać źródło tego napięcia. Ubrał się staranniej niż zazwyczaj, wybierając rzeczy, które podkreślały jego sylwetkę w sposób, który sam uznał za zbyt śmiały, a potem przez całą drogę musiał wyciszać własne, coraz bardziej natrętne myśli. Czuł się głupio i niepewnie. Zakładał, że posiedzą razem kilka godzin, a po północy, chcąc uniknąć narzucania się, po prostu wsiądzie w samochód i wróci do siebie, ale cholera, z każdym kolejnym spotkaniem coraz trudniej było mu trzymać te myśli na wodzy, gdy Nicholas był tak blisko. Przeczesał dłonią włosy, wziął głęboki oddech i zapukał, a kiedy drzwi stanęły otworem, jednak nie wszedł od razu, bo zanim przekroczył próg, zatrzymał się na chwilę, czując, że musi to w końcu z siebie wyrzucić.
– Słuchaj, Nicholas… przepraszam – zaczął, a w jego głosie pobrzmiewała nuta zawstydzenia. – Wiem, że to kolejna wizyta u ciebie. Chciałbym, żebyśmy w końcu mogli posiedzieć u mnie, ale… sytuacja w domu jest teraz bardziej skomplikowana, niż przypuszczałem. Nie chcę cię w to mieszać, zwłaszcza teraz, kiedy dopiero wszystko jest takie świeże - zawiesił głos, unikając na moment kontaktu wzrokowego. Czuł się obnażony przez samą konieczność tłumaczenia się z prywatnych spraw, które najchętniej zostawiłby za własnymi drzwiami. - Po prostu… doceniam, że masz do tego tyle cierpliwości – dodał już ciszej, wchodząc do środka. – Nie chciałbym, żebyś pomyślał, że uważam to za pewnik. U ciebie zawsze jest jakoś spokojniej, ale obiecuję, że jak tylko wyprostuję to, co dzieje się u mnie, będę chciał, żebyś wreszcie zjawił się u mnie. - Spojrzał na niego uważnie, szukając w oczach Nicholasa zrozumienia.
Nicholas Swanson