ODPOWIEDZ
22 y/o
For good luck!
191 cm
studiuje medycynę potajemnie inwestując na giełdach
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

6 | outfit

Tydzień był dość męczący, wypełniony studiami i nauką, która piętrzyła się coraz bardziej, ale prawdziwy ciężar siedział mu na duszy i nie miał nic wspólnego z medycyną. To był brak Nicholasa, brak jego głosu, ciepła i rozbrajającego uśmiechu, a Reeve czuł tę tęsknotę niemal w kościach.
Trzymał się jednak myśli, że już niedługo się zobaczą i spędzą ze sobą trochę czasu, zamieniając długie godziny wysyłanych wiadomości, na realne spotkanie twarzą w twarz. Reeve co chwila zerkał na ekran, niepewny czy to wszystko dzieje się naprawdę, czy śni wyjątkowo piękny sen, bo jeśli tak, to nie chciał się z niego już budzić. Wszystko to sprawiło, że spał bardzo mało i próbując zmusić organizm do jakiegoś funkcjonowania wlewał w swoje zmęczone ciało hektolitrami kofeiny i energetykami doskonale wiedząc, że Nicholas by tego nie pochwalał, ale musiał sobie radzić, by zachować trzeźwość umysłu.
W końcu nadszedł dzień spotkania i wieczorem podjechał pod dom Nicka, czując w żołądku niepokojący ucisk. Był zdenerwowany, choć nie do końca potrafił nazwać źródło tego napięcia. Ubrał się staranniej niż zazwyczaj, wybierając rzeczy, które podkreślały jego sylwetkę w sposób, który sam uznał za zbyt śmiały, a potem przez całą drogę musiał wyciszać własne, coraz bardziej natrętne myśli. Czuł się głupio i niepewnie. Zakładał, że posiedzą razem kilka godzin, a po północy, chcąc uniknąć narzucania się, po prostu wsiądzie w samochód i wróci do siebie, ale cholera, z każdym kolejnym spotkaniem coraz trudniej było mu trzymać te myśli na wodzy, gdy Nicholas był tak blisko. Przeczesał dłonią włosy, wziął głęboki oddech i zapukał, a kiedy drzwi stanęły otworem, jednak nie wszedł od razu, bo zanim przekroczył próg, zatrzymał się na chwilę, czując, że musi to w końcu z siebie wyrzucić.
Słuchaj, Nicholas… przepraszam – zaczął, a w jego głosie pobrzmiewała nuta zawstydzenia. – Wiem, że to kolejna wizyta u ciebie. Chciałbym, żebyśmy w końcu mogli posiedzieć u mnie, ale… sytuacja w domu jest teraz bardziej skomplikowana, niż przypuszczałem. Nie chcę cię w to mieszać, zwłaszcza teraz, kiedy dopiero wszystko jest takie świeże - zawiesił głos, unikając na moment kontaktu wzrokowego. Czuł się obnażony przez samą konieczność tłumaczenia się z prywatnych spraw, które najchętniej zostawiłby za własnymi drzwiami. - Po prostu… doceniam, że masz do tego tyle cierpliwości – dodał już ciszej, wchodząc do środka. – Nie chciałbym, żebyś pomyślał, że uważam to za pewnik. U ciebie zawsze jest jakoś spokojniej, ale obiecuję, że jak tylko wyprostuję to, co dzieje się u mnie, będę chciał, żebyś wreszcie zjawił się u mnie. - Spojrzał na niego uważnie, szukając w oczach Nicholasa zrozumienia.
Nicholas Swanson
20 y/o
For good luck!
185 cm
Youtuber Wszędzie, gdzie jest komputer
Awatar użytkownika
„Nie zaczynam problemów. Ja tylko kończę to, co inni zaczynają źle.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

005. Wszystko, co zostaje za drzwiami | Outfit
Przez większą część dnia udawałem, że wcale nie czekam na to spotkanie. Robiłem dokładnie to, co zwykle, kiedy nie chciałem przyznać przed samym sobą, że na czymś mi zależy. Odpisałem na kilka komentarzy i przejrzałem statystyki ostatniego filmu. A nawet nagrałem fragment materiału, który i tak później pewnie usunę, bo brzmiałem w nim dość sztucznie. Co jakiś czas poprawiałem coś w mieszkaniu, chociaż nie było czego w nim poprawia, bo ostatnio z siostrą zrobiliśmy gruntowne porządki.
Kiedy usłyszałem pukanie do drzwi, to poczułem dziwne uderzenie w klatce piersiowej. Nie było mocne, ale wystarczyło, żebym przez sekundę stał nieruchomo w korytarzu. Potem przeczesałem dłonią włosy i otworzyłem drzwi.
Zobaczyłem go w progu i przez moment cała reszta przestała mieć znaczenie. Chciałem powiedzieć do niego coś lekkiego. Jakieś zdanie w w stylu, że wygląda, jakby przesadził z tym staraniem się. Miałem też przygotowane kilka głupich tekstów, bo to zawsze było prostsze niż przyznać, że naprawdę za nim tęskniłem. Nie zdążyłem jednak użyć żadnego z nich.
Usłyszałem swoje imię i od razu coś we mnie się napięło, ponieważ sposób, w jaki zaczął mówić, był zbyt poważny, żebym mógł schować się za żartem. Stałem przy drzwiach i patrzyłem na niego uważnie i starałem się mu nie przerywać. Nie zawsze mi to wychodziło. Zwykle jednak wchodziłem komuś w słowo, zwłaszcza jeśli sytuacja robiła się niewygodna. Tym razem zmusiłem się do milczenia i słuchałem.
Im dłużej mówił, tym bardziej czułem, jak znika ze mnie to pierwsze, głupie napięcie związane z tym, czy dobrze wyglądam i czy mieszkanie jest w porządku oraz tym czy powinienem go od razu pocałować, czy poczekać kilka minut, żeby nie wyjść na desperata.
Nie lubiłem, kiedy ludzie przepraszali mnie za rzeczy, za które nie powinni. Być może dlatego, że sam przepraszałem rzadko i zwykle dopiero wtedy, kiedy już naprawdę nie dało się udawać, że nie miałem za co. Odchrząknąłem cicho i przesunąłem się, robiąc mu miejsce.
- Wejdź - powiedziałem najpierw, bo to było łatwiejsze niż cała reszta. - Nie będziemy prowadzić takiej rozmowy w progu, bo jeszcze sąsiedzi pomyślą, że jestem typem człowieka, którego ktoś musi przepraszać przed wejściem do mieszkania. A ja mam już wystarczająco złą reputację.
Zamknąłem za nami drzwi i przez chwilę stałem tyłem do nich, z dłonią opartą na klamce. Potrzebowałem krótkiej chwili, żeby nie odpowiedzieć za szybko. Gdybym zrobił to od razu, pewnie powiedziałbym coś zbyt ostrego albo zbyt głupiego. A nie chciałem. Zwłaszcza jemu. Odwróciłem się tylko powoli i spojrzałem na niego.
- Nie myślę tak - powiedziałem ciszej. - Nie myślę, że uważasz to za pewnik. - Podszedłem bliżej i zatrzymałem się na tyle blisko niego, żebym nie musiał podnosić głosu. - To znaczy... dobra, może przez sekundę pomyślałem, że jeśli jeszcze raz zaproszę cię tutaj, to powinienem założyć jakiś program lojalnościowy. Dziesiąta wizyta gratis, kubek z moją twarzą, takie rzeczy - dodałem, próbując się lekko uśmiechnąć, ale szybko spoważniałem. - Ale nie jestem zły. I nie masz mnie za co przepraszać.
Nie wiedziałem, co dokładnie działo się u niego w domu. Wiedziałem tylko tyle, ile chciał mi powiedzieć, a ja z jakiegoś powodu nie naciskałem tak bardzo, jak zwykle. Sam nienawidziłem, kiedy ktoś próbował otwierać drzwi, które trzymałem zamknięte. Westchnąłem i wsunąłem dłonie do kieszeni spodni.
- Słuchaj, ja... rozumiem bardziej, niż pewnie powinienem - przyznałem. - Nie będę udawał, że mój dom był jakimś dramatycznym horrorem, bo nie był. Miałem dach nad głową, jedzenie, sprzęt, kasę od babci i całą tę resztę, przez którą ludzie zwykle mówią, że nie masz prawa narzekać. Ale to nie znaczy, że wszystko było proste. Czasem dom jest po prostu miejscem, z którego chcesz wyjść, nawet jeśli nie umiesz dokładnie wyjaśnić dlaczego.
Na chwilę uciekłem wzrokiem w bok, bo zabrzmiało to zbyt szczerze. Nie lubiłem tego momentu, w którym słowa przestawały być bezpieczne. Kiedy mówiłem coś i od razu czułem, że odsłaniam więcej, niż planowałem. - Więc jeśli u ciebie jest skomplikowanie, to jest skomplikowanie - powiedziałem po chwili. - Nie będę robił z tego przesłuchania. Nie jestem twoim terapeutą, dzięki Bogu, bo byłbym w tym tragiczny. Ale nie chcę też, żebyś myślał, że musisz mnie trzymać z daleka tylko dlatego, że coś jest trudne.
Tydzień bez niego był dziwnie długi. Głupi telefon, wiadomości i zdjęcia mi nie wystarczały. Mogłem pisać przez pół nocy, wysyłać mu zaczepki i udawać, że wszystko jest normalne, ale prawda była taka, że brakowało mi tego, że mogłem po prostu spojrzeć na niego i przestać na chwilę udawać, że wszystko mam pod kontrolą.
Zrobiłem jeszcze jeden krok i ostrożnie wyciągnąłem rękę. Dotknąłem palcami materiału jego koszuli. Nie chciałem go ciągnąć na siłę, ale chciałem mieć go bliżej siebie. - Tęskniłem za tobą - powiedziałem w końcu. - I wkurza mnie to, bo brzmię teraz jak ktoś, kto przez tydzień siedział przy oknie i wypatrywał samochodu, a przecież absolutnie tego nie robiłem - dodałem ciszej. - No dobra. Może raz. Albo trzy razy. Ale to nie jest ważne.
Uśmiechnąłem się krótko, a potem znowu spoważniałem. - Ważne jest to, że jesteś dzisiaj tutaj. I że ja chcę, żebyś tu był. - Przesunąłem dłoń wyżej i poprawiłem lekko materiał przy jego ramieniu, chociaż nie wymagał poprawiania. Najzwyczajniej potrzebowałem pretekstu, żeby zrobić coś z rękami.
- A co do tego, że kiedyś przyjdę do ciebie... przyjdę - powiedziałem. - Kiedy będziesz gotowy. Nie wtedy, kiedy uznasz, że już wypada, albo że musisz mi coś udowodnić. Tylko wtedy, kiedy naprawdę będziesz chciał mnie tam wpuścić. Nawet jeśli będzie niezręcznie. - Przechyliłem lekko głowę. - Tylko nie rób ze mnie kogoś, kogo trzeba chronić przed wszystkim. Jasne? Bo ja mogę wyglądać, jakbym rozwalał sobie życie dla sportu, ale nie jestem aż tak delikatny.
To była tylko częściowa prawda, ale wystarczająca na ten moment. Przez chwilę milczałem, a potem parsknąłem cicho pod nosem, bo nagle przypomniałem sobie o czymś bardzo ważnym. - I jeszcze jedno. Jeśli znowu żyjesz na energetykach i kawie, to oficjalnie informuję, że dzisiaj nie dostaniesz ode mnie ani jednego. Mam wodę, coś do jedzenia i chyba herbatę, której nikt normalny nie pije, ale udamy, że jest zdrowa.
Odsunąłem się odrobinę, ale nie całkiem. Nie chciałem stracić tej bliskości od razu. - Możemy obejrzeć coś głupiego, albo pograć. A jeśli jesteś zmęczony, to możemy po prostu posiedzieć w ciszy. Nie musisz też uciekać po północy tylko dlatego, że uznasz, że się narzucasz.
Wypowiedziałem ostatnie zdanie trochę ostrożniej, bo nie wiedziałem, czy powinienem je mówić. A jednak chciałem. I to bardziej niż planowałem. - Możesz zostać dłużej - dodałem ciszej. - Nawet na noc, jeśli będziesz chciał. Bez żadnej presji. Po prostu... nie mam nic przeciwko temu.
Zawstydziłem się dopiero po chwili, kiedy zrozumiałem, jak bardzo odsłoniłem się w tej jednej propozycji. Opuściłem wzrok na sekundę, a potem zmusiłem się, żeby znowu na niego spojrzeć. - Cholera, ale jestem dziś dojrzały emocjonalnie - powiedziałem, próbując ratować się słabszym uśmiechem. - Ktoś powinien mi dać medal albo przynajmniej pizzę.
Potem jednak przestałem żartować. Podniosłem dłoń i ostrożnie dotknąłem jego policzka. - Przestań mnie przepraszać za to, że chcesz tu być - powiedziałem cicho. - Ja też chcę, żebyś tu był.
Nachyliłem się i musnąłem ustami kącik jego ust. Potem zostałem blisko, z czołem niemal opartym o jego czoło, i przez moment pozwoliłem sobie po prostu oddychać spokojniej. - A teraz chodź - szepnąłem. - Zanim zacznę mówić jeszcze więcej rzeczy, których potem będę się wstydził.

Reeve LeBlanc
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
22 y/o
For good luck!
191 cm
studiuje medycynę potajemnie inwestując na giełdach
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Reeve stał w przedpokoju i przez co mimowolnie poprawił kołnierz koszuli, choć wcale nie było musiał. Obserwował Nicholasa z napięciem, z trudem utrzymując dłonie nieruchomo, by nie zdradzić swojego zdenerwowania. Skupił wzrok na twarzy chłopaka, próbując wyczytać z niej, czy jego tłumaczenie było wystarczająco przekonujące. Niepewnie przestąpił z nogi na nogę, czekając na jakikolwiek sygnał, który pozwoliłby mu wreszcie odetchnąć.
Dzięki, naprawdę doceniam, że nie robisz z tego wielkiego problemu – powiedział cicho, czując, jak napięcie powoli odpuszcza, gdy znalazł się bezpiecznej przestrzeni mieszkania chłopaka. Przez chwilę poprawiał mankiety, próbując opanować drżenie dłoni, które wciąż wyczuwał. Reeve poczuł, jak na dźwięk żartu o programie lojalnościowym w jego klatce piersiowej rozluźnia się jakiś mocno zaciśnięty supeł. Spojrzał prosto w oczy Nicholasa, lekko przechylając głowę, jakby chciał upewnić się, że to szczere zapewnienie, a nie tylko próba poprawienia mu humoru.
Program lojalnościowy z twoją twarzą na kubku? – zaśmiał się krótko, naturalnie. – Chyba bym go nawet nie używał, tylko trzymał gdzieś w bezpiecznym miejscu. - Czuł od niego znajomy zapach, który uspokajał go bardziej niż wszystkie wypite energetyki razem wzięte.
Dzięki – powiedział znacznie poważniejszym tonem, patrząc na niego z wdzięcznością. – Naprawdę nie wiesz, jak bardzo mi ulżyło, że tak do tego podchodzisz.
Po tych słowach uszła z niego reszta napięcia. Świadomość, że Nicholas tak dobrze go rozumie, obudziła w nim ogromną wdzięczność i poczucie ulgi. Przysunął się odrobinę bliżej, instynktownie kładąc dłoń na ramieniu chłopaka.
Dokładnie tak to u mnie teraz wygląda – odezwał się cicho, wpatrując się w niego z uwagą. – Czasami najtrudniej znieść sytuacje, które dla kogoś z boku wydają się zupełnie normalne. Dziękuję, że po prostu to łapiesz i nie każesz mi się z niczego tłumaczyć.
Przyglądał się przez chwilę, jak Nicholas unika jego wzroku, i przez moment sam poczuł się lekko wytrącony z równowagi. Odruchowo zacisnął dłoń na jego ramieniu, a potem powoli ją cofnął, dając mu odrobinę przestrzeni.
Nie myślałem, że chcesz mnie przesłuchiwać – odparł z lekkim uśmiechem, choć w jego oczach wciąż było widać powagę. – I cieszę się, że nie jesteś moim terapeutą, bo przy tobie wolałbym być kimś innym niż pacjentem. - Wziął głęboki oddech, czując, że ta szczerość, choć trudna, wcale ich nie oddala, a wręcz przeciwnie. – Nie chcę cię trzymać z daleka, naprawdę – dodał ciszej, patrząc na niego z ulgą. – Po prostu muszę trochę ogarnąć chaos, zanim wpuszczę cię do mojego świata, żebyś nie musiał się w tym wszystkim potykać.
Ta bliskość była dla niego ważniejsza niż cokolwiek innego, a w obecności chłopaka wszelkie problemy wydawały się mniej przytłaczające. Całe siedem dni czekania na ten wieczór w końcu przestały mieć znaczenie, bo teraz najważniejsza była tylko ta konkretna chwila.
Gdy palce Nicholasa dotknęły jego ubrania, bez wahania zrobił ten ostatni krok w jego stronę, uśmiechnął się szczerze, a zmęczenie, które jeszcze przed chwilą w nim tkwiło, wyparowało. Złapał go delikatnie za dłoń, która wcześniej spoczywała na jego koszuli i przytrzymał w swojej.
Wiesz, że siedziałem w samochodzie, patrząc na twój dom, zanim w ogóle odważyłem się zapukać? – przyznał cicho, nie spuszczając z niego wzroku. – Nie musisz się tłumaczyć, bo ja czułem się dokładnie tak samo przez te wszystkie dni. Tęskniłem tak bardzo, że momentami miałem wrażenie, jakby ten czas w ogóle nie płynął – dodał, patrząc prosto w jego oczy. – To była najdłuższa przerwa w moim życiu – kontynuował, nie odrywając od niego wzroku.
Pozwolił sobie na głęboki wydech, jakby w tej chwili wyrzucił z siebie wszystkie nerwy ostatnich dni.
Cieszę się, że tak mówisz – odparł, przykrywając własną dłonią palce Nicholasa, które wciąż poprawiały materiał jego koszuli. Został w tej samej odległości, nie próbując się odsuwać ani przyciągać go mocniej, a tylko delektując się tym momentem. Ta prosta wymiana gestów mówiła więcej niż jakiekolwiek zapewnienia, więc przez moment po prostu stali w ciszy, ciesząc się swoją obecnością.
Po prostu chcę, żebyś u mnie czuł się tak samo dobrze, jak ja czuję się u ciebie, bez stresu – dodał, lekko ściskając jego dłoń. – Obiecuję, że jak tylko poukładam u siebie podstawowe rzeczy, to będziesz pierwszą osobą, którą tam zaproszę.
Czuł, że to zapewnienie było dla nich obu niezwykle ważne, więc na chwilę zamilkł, pozwalając tym słowom zawisnąć w powietrzu.
Masz rację, mój organizm prawdopodobnie składa się teraz głównie z kofeiny – przyznał, kręcąc głową z samokrytyką. – Zgadzam się na herbatę, ale słabą, a skoro tak o mnie dbasz, to chyba muszę uznać, że jestem w dobrych rękach – dodał żartobliwym, ale ciepłym tonem.
Odetchnął z ulgą, bo perspektywa zajęcia czymś rąk wydawała mu się idealna na ten moment.
Skoro tak, to chętnie dam się ograć w cokolwiek, co masz pod ręką – powiedział, poprawiając szybko włosy, które zdążyły się potargać. – Pokazuj co masz, tylko ostrzegam, że po takiej ilości kofeiny mój refleks może być dość… nieprzewidywalny – dodał rozbawiony i gotowy, by wreszcie przestać myśleć o czymkolwiek poza obecnością Nicholasa. Przez moment nie wiedział, co odpowiedzieć, więc po prostu mu się. To zaproszenie znaczyło dla niego więcej niż tysiąc innych słów.
Naprawdę? – zapytał cicho, wpatrując się w niego z niedowierzaniem i nie czekając na odpowiedź, zrobił krok w jego stronę, że byli bardzo blisko. – Skoro tak, to chyba nie mam żadnego powodu, żeby wychodzić – odparł ze szczerym uśmiechem, czując, że ten wieczór będzie najlepszym, co mogło go spotkać w tym tygodniu.
Widząc wyraźne zmieszanie na twarzy chłopaka, złapał go lekko za ramię, delikatnie potrząsając, jakby chciał go zapewnić, że ta szczerość wcale go nie przeraża.
Medal to może nie, ale pizzę załatwimy bez problemu – odparł, wciąż wpatrując się w niego z ciepłem, którego nie potrafił ukryć.
Wstrzymał oddech, gdy poczuł palce Nicka na swojej twarzy i odruchowo przymknął na moment oczy. Ten prosty gest sprawił, że w jego piersi coś drgnęło, a niepokój, wyparował.
Dobra, koniec przepraszania – powiedział równie cicho, opierając się delikatnie o jego dłoń. Czuł się w tej chwili bezpiecznie, jakby reszta świata ze swoimi problemami przestała istnieć. Krótkie muśnięcie wargami w kącikach ust sprawiło, że na moment przestał oddychać, a przez głowę przemknęło mu tylko krótkie: „wreszcie”.
Ruszył za nim bez dyskusji, ale postanowił nie odpuszczać tak łatwo i ddy tylko znaleźli się w zasięgu światła lampy, zatrzymał się na chwilę i spojrzał na niego z błyskiem w oku.
- Nie myśl, że tak łatwo się wywiniesz z tych rzeczy, o których nie chcesz mówić – rzucił z uśmiechem, i w jego głosie było słychać zainteresowanie. – Z chęcią posłucham o wszystkich. - Puścił do niego oko, drocząc się z nim otwarcie. - A co do tego całusa... Muszę ci powiedzieć, że chyba trochę wyszedłeś z wprawy, bo szczerze mówiąc, był wyjątkowo słaby.
Wybuchnął śmiechem i zadowolony z siebie ruszył w stronę fotela, gotowy na rozgrywki.
Nicholas Swanson
ODPOWIEDZ

Wróć do „#19”