Reeve stał w przedpokoju i przez co mimowolnie poprawił kołnierz koszuli, choć wcale nie było musiał. Obserwował Nicholasa z napięciem, z trudem utrzymując dłonie nieruchomo, by nie zdradzić swojego zdenerwowania. Skupił wzrok na twarzy chłopaka, próbując wyczytać z niej, czy jego tłumaczenie było wystarczająco przekonujące. Niepewnie przestąpił z nogi na nogę, czekając na jakikolwiek sygnał, który pozwoliłby mu wreszcie odetchnąć.
–
Dzięki, naprawdę doceniam, że nie robisz z tego wielkiego problemu – powiedział cicho, czując, jak napięcie powoli odpuszcza, gdy znalazł się bezpiecznej przestrzeni mieszkania chłopaka. Przez chwilę poprawiał mankiety, próbując opanować drżenie dłoni, które wciąż wyczuwał. Reeve poczuł, jak na dźwięk żartu o programie lojalnościowym w jego klatce piersiowej rozluźnia się jakiś mocno zaciśnięty supeł. Spojrzał prosto w oczy Nicholasa, lekko przechylając głowę, jakby chciał upewnić się, że to szczere zapewnienie, a nie tylko próba poprawienia mu humoru.
–
Program lojalnościowy z twoją twarzą na kubku? – zaśmiał się krótko, naturalnie. –
Chyba bym go nawet nie używał, tylko trzymał gdzieś w bezpiecznym miejscu. - Czuł od niego znajomy zapach, który uspokajał go bardziej niż wszystkie wypite energetyki razem wzięte.
–
Dzięki – powiedział znacznie poważniejszym tonem, patrząc na niego z wdzięcznością. –
Naprawdę nie wiesz, jak bardzo mi ulżyło, że tak do tego podchodzisz.
Po tych słowach uszła z niego reszta napięcia. Świadomość, że Nicholas tak dobrze go rozumie, obudziła w nim ogromną wdzięczność i poczucie ulgi. Przysunął się odrobinę bliżej, instynktownie kładąc dłoń na ramieniu chłopaka.
–
Dokładnie tak to u mnie teraz wygląda – odezwał się cicho, wpatrując się w niego z uwagą. –
Czasami najtrudniej znieść sytuacje, które dla kogoś z boku wydają się zupełnie normalne. Dziękuję, że po prostu to łapiesz i nie każesz mi się z niczego tłumaczyć.
Przyglądał się przez chwilę, jak Nicholas unika jego wzroku, i przez moment sam poczuł się lekko wytrącony z równowagi. Odruchowo zacisnął dłoń na jego ramieniu, a potem powoli ją cofnął, dając mu odrobinę przestrzeni.
–
Nie myślałem, że chcesz mnie przesłuchiwać – odparł z lekkim uśmiechem, choć w jego oczach wciąż było widać powagę. –
I cieszę się, że nie jesteś moim terapeutą, bo przy tobie wolałbym być kimś innym niż pacjentem. - Wziął głęboki oddech, czując, że ta szczerość, choć trudna, wcale ich nie oddala, a wręcz przeciwnie. –
Nie chcę cię trzymać z daleka, naprawdę – dodał ciszej, patrząc na niego z ulgą. –
Po prostu muszę trochę ogarnąć chaos, zanim wpuszczę cię do mojego świata, żebyś nie musiał się w tym wszystkim potykać.
Ta bliskość była dla niego ważniejsza niż cokolwiek innego, a w obecności chłopaka wszelkie problemy wydawały się mniej przytłaczające. Całe siedem dni czekania na ten wieczór w końcu przestały mieć znaczenie, bo teraz najważniejsza była tylko ta konkretna chwila.
Gdy palce Nicholasa dotknęły jego ubrania, bez wahania zrobił ten ostatni krok w jego stronę, uśmiechnął się szczerze, a zmęczenie, które jeszcze przed chwilą w nim tkwiło, wyparowało. Złapał go delikatnie za dłoń, która wcześniej spoczywała na jego koszuli i przytrzymał w swojej.
–
Wiesz, że siedziałem w samochodzie, patrząc na twój dom, zanim w ogóle odważyłem się zapukać? – przyznał cicho, nie spuszczając z niego wzroku. –
Nie musisz się tłumaczyć, bo ja czułem się dokładnie tak samo przez te wszystkie dni. Tęskniłem tak bardzo, że momentami miałem wrażenie, jakby ten czas w ogóle nie płynął – dodał, patrząc prosto w jego oczy. –
To była najdłuższa przerwa w moim życiu – kontynuował, nie odrywając od niego wzroku.
Pozwolił sobie na głęboki wydech, jakby w tej chwili wyrzucił z siebie wszystkie nerwy ostatnich dni.
–
Cieszę się, że tak mówisz – odparł, przykrywając własną dłonią palce Nicholasa, które wciąż poprawiały materiał jego koszuli. Został w tej samej odległości, nie próbując się odsuwać ani przyciągać go mocniej, a tylko delektując się tym momentem. Ta prosta wymiana gestów mówiła więcej niż jakiekolwiek zapewnienia, więc przez moment po prostu stali w ciszy, ciesząc się swoją obecnością.
–
Po prostu chcę, żebyś u mnie czuł się tak samo dobrze, jak ja czuję się u ciebie, bez stresu – dodał, lekko ściskając jego dłoń. –
Obiecuję, że jak tylko poukładam u siebie podstawowe rzeczy, to będziesz pierwszą osobą, którą tam zaproszę.
Czuł, że to zapewnienie było dla nich obu niezwykle ważne, więc na chwilę zamilkł, pozwalając tym słowom zawisnąć w powietrzu.
–
Masz rację, mój organizm prawdopodobnie składa się teraz głównie z kofeiny – przyznał, kręcąc głową z samokrytyką. –
Zgadzam się na herbatę, ale słabą, a skoro tak o mnie dbasz, to chyba muszę uznać, że jestem w dobrych rękach – dodał żartobliwym, ale ciepłym tonem.
Odetchnął z ulgą, bo perspektywa zajęcia czymś rąk wydawała mu się idealna na ten moment.
–
Skoro tak, to chętnie dam się ograć w cokolwiek, co masz pod ręką – powiedział, poprawiając szybko włosy, które zdążyły się potargać. –
Pokazuj co masz, tylko ostrzegam, że po takiej ilości kofeiny mój refleks może być dość… nieprzewidywalny – dodał rozbawiony i gotowy, by wreszcie przestać myśleć o czymkolwiek poza obecnością Nicholasa. Przez moment nie wiedział, co odpowiedzieć, więc po prostu mu się. To zaproszenie znaczyło dla niego więcej niż tysiąc innych słów.
–
Naprawdę? – zapytał cicho, wpatrując się w niego z niedowierzaniem i nie czekając na odpowiedź, zrobił krok w jego stronę, że byli bardzo blisko. –
Skoro tak, to chyba nie mam żadnego powodu, żeby wychodzić – odparł ze szczerym uśmiechem, czując, że ten wieczór będzie najlepszym, co mogło go spotkać w tym tygodniu.
Widząc wyraźne zmieszanie na twarzy chłopaka, złapał go lekko za ramię, delikatnie potrząsając, jakby chciał go zapewnić, że ta szczerość wcale go nie przeraża.
–
Medal to może nie, ale pizzę załatwimy bez problemu – odparł, wciąż wpatrując się w niego z ciepłem, którego nie potrafił ukryć.
Wstrzymał oddech, gdy poczuł palce Nicka na swojej twarzy i odruchowo przymknął na moment oczy. Ten prosty gest sprawił, że w jego piersi coś drgnęło, a niepokój, wyparował.
–
Dobra, koniec przepraszania – powiedział równie cicho, opierając się delikatnie o jego dłoń. Czuł się w tej chwili bezpiecznie, jakby reszta świata ze swoimi problemami przestała istnieć. Krótkie muśnięcie wargami w kącikach ust sprawiło, że na moment przestał oddychać, a przez głowę przemknęło mu tylko krótkie: „wreszcie”.
Ruszył za nim bez dyskusji, ale postanowił nie odpuszczać tak łatwo i ddy tylko znaleźli się w zasięgu światła lampy, zatrzymał się na chwilę i spojrzał na niego z błyskiem w oku.
-
Nie myśl, że tak łatwo się wywiniesz z tych rzeczy, o których nie chcesz mówić – rzucił z uśmiechem, i w jego głosie było słychać zainteresowanie. –
Z chęcią posłucham o wszystkich. - Puścił do niego oko, drocząc się z nim otwarcie. -
A co do tego całusa... Muszę ci powiedzieć, że chyba trochę wyszedłeś z wprawy, bo szczerze mówiąc, był wyjątkowo słaby.
Wybuchnął śmiechem i zadowolony z siebie ruszył w stronę fotela, gotowy na rozgrywki.
Nicholas Swanson