-
Don't bend; don't water it down; don't try to make it logical; don't edit your own soul according to the fashion.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie powiem, to byłoby bardzo intrygujące. — skwitowała z lekkim uśmieszkiem, co mogło wydawać się nieco złowieszcze. Tak naprawdę nie była jednak pewna, czy to byłby to dobry ruch. O ile w wielu przypadkach pewnie byłaby za karą śmierci, tak tutaj uważałaby to za przesadę. Z drugiej strony miałaby wtedy cholernie dobry artykuł ze zdjęciami, które mogłyby uchodzić za historyczne. Dość ciężki dylemat. Na szczęście w rzeczywistości nie musiała się go obawiać.
Hwang nie bała się obnosić ze swoją opinią czy stroną, natomiast na takich wydarzeniach zdecydowanie wolała pełnić funkcję obserwatora. Pasowało to idealnie do jej pracy, która polegała głównie na dokumentacji i śledzeniu wydarzenia, a także przekazanie go szerszej publice. Dzięki temu brała udział, ale na swój własny, osobliwy sposób.
— Teoretycznie jestem zagraniczną reporterką. — zauważyła słusznie, koncentrując się chwilowo na kolejnym zdjęciu. Pochodziła przecież z Wielkiej Brytanii, ale wiele lat żyła już w Kanadzie. — Ale jakby przyszło mi żyć w takich Stanach Zjednoczonych to chyba bym umarła z przebodźcowania. — co za dużo, to niezdrowo. Tam ciągle się coś działo. Tam sprawy były też dużo bardziej niebezpieczne. Zajęłaby się tematem pewnej wyspy, to mogłaby pewnego dnia po prostu przepaść bez śladu albo strzelić samobója, mówiąc dzień wcześniej że ma się świetnie. Szczerze powiedziawszy to w Kanadzie udało jej się trafić w sedno. Było spokojnie, a jak już się coś działo, to z przytupem, ale bez przesady. Idealnie. Nic więcej jej nie było potrzebne.
Choć twarz Harley nie pokazywała absolutnie niczego poza pełnym skupieniem, w duchu była tak uradowana jak nigdy. Minęło sporo czasu, odkąd mogła udokumentować coś tak nieprawdopodobnego. Jej uwaga była rozproszona, przez co z początku nawet nie zauważyła, że jej towarzyszka była akurat nagabywana przez jegomościa z tłumu. Zajęła się fotografowaniem policjantów, którzy występowali w stronę tłumu, nie stojąc już tylko w miejscu. Gdy odwróciła się w kierunku Eriki, zdążyła natomiast wyłapać, o co chodziło. Obrzuciła spojrzeniem skrzynkę, by po chwili podnieść wzrok na koleżankę. Może nawet trochę jej współczuła w tamtym momencie.
— Widać, że starsi żyją chwilą. A potem płaczą, że nie ma z tego nagrań czy zdjęć i ktoś im nie wierzy na słowo. — aż westchnęła, zwalniając na tyle by zrobić ujęcie z ową skrzynką na tle szarżujących protestujących. — Spokojnie, zadbam o to by nie było widać twojej twarzy. — obiecała szczerze, ustawiając aparat. Była świadoma, że nie każdy chciałby być zapamiętany przez grono czytelników jako podawacz zgniłych warzyw.
Erika Lindberg
-
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Miałabyś wtedy materiał życia - przyznała,, ale z drugiej strony na pewno materiał byłby mocno cenzurowany.
To już nie były te czasy, gdy można było wszędzie wrzucać kontrowersyjne i brutalne treści bez większego zastanowienia. Na pewno dziewczyna musiałaby dobierać ujęcia tak, aby były jak najbardziej wstrząsające, ale przy tym nie sprawiałyby, że jej reportaż spadnie z rowerka.
Mogły mieć swoje własne przekonania i opinie, ale gdy znajdowały się w pracy to musiały starać się zachować obiektywizm najbardziej jak tylko były w stanie. Choć z drugiej strony człowiek miał też poczucie pewnego moralnego obowiązku, aby wskazywać to, co było niewłaściwe, aby jakoś pokierować ludźmi, ale... No cóż, każdy miał własne poczucie moralności oraz pewne wartości jakimi się kierował w życiu.
- No tak, ale wiesz o co mi chodzi - mruknęła w odpowiedzi, bo czym innym było zwyczajne pracowanie w lokalnej gazecie kraju, w którym się nie urodziło, a czym innym pracowanie jako zagraniczny korespondent dla jakiejś większej agencji.
W przeciwieństwie do Harley, Erika raczej nie spełniała się w swojej gazetowej profesji. Przecież ona tylko edytowała teksty, dbając o to, aby wybrzmiały odpowiednio i ładnie się prezentowały. Zamiast tego wolałaby się spełniać w dubbingu czy jako standuperka... Może jeszcze faktycznie w przyszłości podcast jej otworzy nieco szerzej drzwi do świata showbiznesu?
- Czyli co? Nie chciałabyś pisać artykułów o gościach z Florydy? - zapytała, kierując myśli w zupełnie inne rejony niż te wszystkie skandale oraz grube przekręty według Amerykanów.
Harley wyglądała jakby trafiła na plac zabaw, gdzie mogła nareszcie się wyszaleć za wszystkie czasy, a jej koleżanka z redakcji miała o wiele większego pecha i nie wydawała się już tak uradowana.
Wszystko za sprawą skrzynki z warzywami, która trafiła w jej ręce całkiem niespodziewanie. Dlaczego to właśnie ją musiały spotykać takie rzeczy? Musiała być naprawdę w jakiś sposób przeklęta skoro ze wszystkich dostępnych ludzi mężczyzna obrał sobie akurat ją do tego, aby zwerbować ją do pomocy w szturmie na funkcjonariuszy. Przynajmniej nie był to szturm na Kapitol.
- Wszystko mi jedno. Serio - zapewniła ją, bo nie widziała potrze by w tym, aby Hwang starała się szczególnie ze względu na nią.
Przynajmniej było tak do czasu, gdy ludzie nie zaczęli masowo korzystać z jej skrzyneczki i obrzucać coraz agresywniej nacierających policjantów. Jeden z nich znalazł się niebezpiecznie blisko Lindberg, unosząc trzymaną dotychczas u boku pałkę.
Harley Hwang
-
Don't bend; don't water it down; don't try to make it logical; don't edit your own soul according to the fashion.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
— Na pewno. Dla samej gazety to byłby materiał stulecia. — mimo ograniczeń czy pewnych blokad Harley i tak można było uznać za kontrowersyjną czy odważną. Miała specyficzny pogląd na prezentowanie rzeczywistości w jak najbardziej prawdziwym, często niezbyt korzystnym świetle. Mogła mieć przez to spore kłopoty, zwłaszcza w dobie obecnych mediów. W Toronto Sun niechętnie podporządkowywała się pod narzucone wytyczne, natomiast przy ważnych tematach była skłonna nawet zaryzykować własną posadą. Wielu natomiast myślało, że nie byłaby w stanie tego zrobić.
Może dlatego, że do Hwang przylgnęła łatka pod tytułem „mam wszystko gdzieś”. Nie miała problemu z neutralnością, wytykaniem wad czy pozytywów bez względu na sytuację. Dawało to złudne wrażenie, że nie obchodziła ją powszechnie przyjęta moralność, faworyzacja i podobne aspekty. Prawda była jednak inna. I to właśnie pierwsze słowo w poprzednim zdaniu przedstawiało to, na czym zazwyczaj najbardziej jej zależało.
— Czaję. — mruknęła szybko w odpowiedzi, dalej ustawiając obiektyw pod różnymi kątami i uwieczniając kolejne sceny. Mogło jej to nie robić aż tak wielkiej różnicy, ale była świadoma, co jej towarzyszka miała na myśli.
Gdyby Harley była w pozycji Eriki, pewnie również czułaby niedosyt. Edytowanie czy poprawki tekstu to nie to samo co jego tworzenie od podstaw. Podcast był zdecydowanie lepszym wyborem jeśli chodziło o przedstawianie własnej opinii. Gdyby Hwang dostała zaproszenie na jedną sesję, również nie pogardziłaby szansą na taką surową wypowiedź. Możliwe, że byłaby ona nawet atrakcyjniejsza niż artykuł, który przechodził przez miliony poprawek.
— Nie. Oni zgarniają całą uwagę, moje nazwisko przeszłoby bez echa. — może i brzmiało to dość wyniośle, ale była w tym momencie zwyczajnie szczera. Jako fotoreporter ważnym było, by jej nazwisko również zostało zapamiętane. A Florida Man? Tutaj pamiętało się tylko o słynnym tytule i absurdalnym czynie. Autor, a nawet sam Pan Floryda i jego prawdziwe nazwisko dość szybko znikały z pamięci ludzi.
— Dobra. — mruknęła w odpowiedzi. Widziała natomiast, że jej koleżanka niekoniecznie była zadowolona z takiego obrotu spraw. Być może, gdy skończy się amunicja, wsadzi jej w ręce coś innego, by nie stała się ponownie ofiarą tłumu. Nie spodziewała się natomiast, że może stać się kolejnym celem stróżów prawa.
Najpierw uchwyciła zdjęcie, na którym policjant jedynie pogroził pałką Erice i ludziom wokół, choć wyglądał na takiego, który bez wahania by ją uderzył, gdyby wykonała kolejny krok naprzód.
— Hej, hej, uwaga... — rzuciła donośnym głosem w stronę policjanta, ale tłum już zdążył zinterpretować poczynania policjanta i zgodnie uznać je za zachętę do szerzenia większego chaosu. Jedna kobieta w średnim wieku wybrała jednego pomidora i stojąc przed policjantem, dosłownie cisnęła mu warzywem (owocem?) prosto w głowę. Obroniła go co prawda tarcza, ale raczej nie skłoni go to do pokojowości. Harley śledziła wszystko przez obiektyw aparatu, robiąc kolejne świetne zdjęcie, natomiast celowo przysunęła się do koleżanki, by w razie potrzeby odsunąć ją od szarżującego policjanta.
Erika Lindberg
-
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Zapisałabyś się na pewno w historii. Gazeta też by się wybiła - przyznała jeszcze, bo takie Toronto Sun raczej nie było jakąś międzynarodową sensacją na miarę Timesa, Guardiana czy tworów Reutersa.
Tak kontrowersyjny materiał jednak na pewno zwróciłby uwagę świata w ich kierunku, a dodatkowo nagłośniłby odpowiednia całą tę sprawę, co przysłużyłoby się jedynie strajkującym, bo dotychczas ich działania były jedynie znane małemu gronu w sąsiedztwie Toronto.
Jeśli chodziło o wypuszczane na świat materiały to Erika mogła jedynie pomóc z redagowaniem tekstu i dbaniem o to, aby miał on na pewno odpowiedni wydźwięk. Poza poprawianiem literówek, dodawała też swoje własne uwagi oraz sugestie do autorów, bo nie chciała ich cenzurować, a jedynie upewniać się czy wiedzą jak zostanie odebrany przez innych taki, a nie inny dobór słów. Wszystko miało znaczenie, a czasami skorzystanie z jednego na pozór niewinnego wyrazu mogło nadać zupełnie inny ton wypowiedzi reportera niż miał w intencji.
Rozmowa coraz bardziej zaczynała schodzić na drugi plan, ale ciężko było, aby zadziało się inaczej w momencie, gdy wokół działo się tyle interesujących rzeczy. Wokół panował coraz większy chaos: krzyki, rzucane były zgniłe warzywa, a policja wkraczała do coraz bardziej zdecydowanej akcji. Tego się na pewno nie spodziewała po tym nijakim z założenia marszu.
- Fakt. Przyciągają zdecydowanie uwagę swoimi szaleństwami - przytaknęła, bo pewnie sama byłaby zbyt zaaferowana tym, co zrobił owy mężczyzna z Florydy, aby zwrócić uwagę na to kto był właściwie autorem artykułu tratującego o tym przedziwnym wydarzeniu.
Nie dziwiła się temu, że Hwang pragnęła dla siebie konkretnej chwały. Zasługiwała na nią podobnie jak każdy, kto tylko odwalał kawał dobrej roboty, a akurat Harley właśnie do takich ludzi należała.
Mogła stać się częścią tej dziwnej przemysłowej rewolucji. W końcu strajkujący walczyli w słusznej sprawie, ale naprawdę nie sądziła by powinna się w to mieszać skoro przybyły tutaj jedynie po to, aby wszystko dokumentować. Tylko, że trudno było wykpić się z noszenia tej skrzynki, a policjant, który wyrósł przed nią najwyraźniej był głuchy na jej krzyk mówiący, że jest z prasy. Z zapasem amunicji stała się jedynie kolejną protestującą.
Tłum ruszył ku jej obronie, ale funkcjonariusz dalej nie odpuszczał. Kiedy raz jeszcze chciał się na nią zamachnąć pałką, Erika zareagowała zdecydowanie zbyt instynktownie. Rzuciła mu drewnianą skrzynką prosto w twarz, a ten ryknął z bólu, gdy tylko obiekt rozbił mu nos, z którego buchnęła krew.
Momentalnie Lindberg zdała sobie sprawę z tego w jak kiepskiej sytuacji jest i postanowiła wykonać manewr przegrupowania, rzucając się w nogi póki mogła.
- Spierdalamy! - krzyknęła jeszcze w kierunku koleżanki, będąc pewną, że ten komunikat nie budził żadnych wątpliwości i był o wiele skuteczniejszy niż zwyczajne w nogi.
Naprawdę wpadły i trzeba było zacząć uciekać póki jeszcze był czas.
Harley Hwang
-
Don't bend; don't water it down; don't try to make it logical; don't edit your own soul according to the fashion.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
Taka pomoc edytorska była niezbędna, zwłaszcza dla kogoś takiego jak Hwang. Jej main focus koncentrował się przede wszystkim na fotografiach, bo w tym była najlepsza. Z samym tekstem było trochę gorzej, dlatego ceniła sobie każdą radę i wskazówkę. Być może dlatego też nawiązały wspólną nić porozumienia, gdyż z pewnością dość często komunikowały się w samej pracy. A nie samym zarobkiem człowiek żyje.
Dla Harley takie płynne wycofanie się z rozmowy i skupienie na otoczeniu nie było niczym nowym. Wielokrotnie ktoś towarzyszył jej przy pracy, przez co wiedziała, że gadka prędzej czy później się zacierała i nie było to nic złego. Z pewnością sobie jeszcze pogadają po wydarzeniu.
— Jako dodatek to w sumie byłoby świetne. — wtrąciła jeszcze, ale nie brzmiała na jakoś mocno przekonaną. Głównie przez fakt, że nie bardzo skupiała się teraz na florydzkich przygodach, tylko na eskalującym proteście. Gdyby miała czas zastanowić się nad tym lepiej, być może znalazłaby na tyle pozytywów, by faktycznie się ku temu przychylić.
Zachowanie policjanta nie było dla niej niczym dziwnym i właśnie dlatego z reguły starała się nie przesadzać ze swoim angażem w trakcie całego zamieszania. Łatwo jej jednak było mówić, bo to nie jej wciskano do rąk rzeczy, które mogły okazać się problematyczne. Zasłonienie się profesjonalnym aparatem było w pewnym sensie wybawieniem, ale co z tego, skoro ona w oczach policjanta również była nikim. Spróbowała jeszcze raz, machając nawet identyfikatorem przed jego nosem, ale nic z tego. Chłop chyba za bardzo się wczuł w defensywę, którą stosował coraz bardziej i bardziej. W pewnym momencie zaczęła się obawiać o dobrostan jej koleżanki.
Całe szczęście, że nie zdążyła uchwycić na zdjęciach jej popisu, a raczej jej samej. Miałaby dowody na to, co właśnie miało miejsce, a niekoniecznie chciała zaszkodzić Erice. Musiało jej wystarczyć ujęcie, na którym skrzynka szybuje w kierunku policjanta, który nie miał nawet jak się osłonić. Wyszło zatem na lepsze, przynajmniej po części. Gorszą częścią tego był fakt, że musiała zwiewać razem z nią, co też niezwłocznie zrobiła. Udawanie, że jej w ogóle nie zna było już raczej bezsensowne. Miała tylko nadzieję, że służby nie zaangażują się w to bardziej, szukając ich potem po kątach.
— Co do cholery... — wydyszała jeszcze w trakcie ucieczki, ale gdy już przebiły się przez największe skupisko protestu. Nawet trochę obawiała się, że któryś z policjantów rzucił się za nimi w pościg, ale na szczęście to nie tak prezentowała się rzeczywistość. Ci byli pewnie pochłonięci przez całą resztę napierającego tłumu. Gdy już jednak mogły nieco zwolnić, na jej twarzy, oprócz zmęczenia, widniał nie tylko szok. Można było powiedzieć, że była w pewien sposób zaintrygowana tym, co przed momentem zrobiła Erika.
Erika Lindberg