25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
Let me hold you close
Fly this night above the rising moon
Crazy ovеr you, you, baby
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Erika miała rację w kwestii związanej z przenośną konsolą zwaną switchem - Eric ogólnie długo dywagował nad zabraniem tejże konsoli i gdy był przekonany, że warto ją zostawić, to ostatecznie spakował ją do plecaka - pewnie ani razu jej (konsoli) nie odpali, bo nie będzie miał czasu, ALE zawsze będzie mógł pożyczyć ją chociażby podczas podróży. Posiadał na switcha między innymi takie gry jak Super Maro Bros, Star Wars i Pokemony. Ogólnie miał wrażenie, że switcha ostatni raz odpalił…jakoś w styczniu.
Słysząc o mcflurry, oczy mu się zaświeciły i koniec końców zajechali do mcdrive’a, gdzie Stones zamówił sobie ten lodowy deser o smaku pistacjowym, bo szczerze? To był jego ULUBIONY, odkąd spróbował go zaraz po premierze. Doskonale pamiętał znajomych, którzy tak się zachwycali nowym - wtedy - mcflurry i w sumie to przez nich postanowił spróbować, bo gdyby nie hype, to by odpuścił.Poczekał, aż każda z dziewczyn przedstawi swoje zamówienie, zapłacił - powiedział, że następnym razem one mu coś ogarną z maka lub innej fast foodowej knajpy. Albo po prostu kupią mu piwo - bo tym także nie pogardzi.
Żeby nie było, że Eric się wyłamał - bo gdzieżby śmiał?! - on także opowiedział kilka historii z czasów studiów m.in. o projekcie na zajęcia z programowania, który miał wyjść TAK SUPER, a ostatecznie wyszedł… mocno średni, zaspaniu na egzamin przez to, że wyłączył budzik i poszedł dalej spać oraz pranku jaki zrobił jednemu ziomkowi, polegającym na włączeniu na yt ekranu z niby aktualizacją systemu, zmianie języka na tajski, orientacji ekranu.

- Ciebie też miło poznać. - w końcu stwierdził z uśmiechem w kierunku Maddie, po tym, jak uścisnął jej dłoń i sam przedstawił siebie oraz Sher. Niby troszkę się pospieszył, gdy nazywał Maddie dziewczyną Alexa, ale na swoje usprawiedliwienie miał to, że nie uważał, by Hall zabrał ją, gdyby była WYŁĄCZNIE przyjaciółką. Tak samo przecież było w przypadku Stonesa - zabrał Sher, ponieważ od pewnego czasu ich etap relacji wskoczył o poziom wyżej.
Gdy przyjechała Duffy z Jasonem i Lilian, Eric pomachał w ich stronę, a słysząc o zimnym piciu, walnął się ręką w czoło i czym prędzej szybkim krokiem podążył do swojego samochodu (Hondy) aby wziąć dwie siatki z napojami i czteropakami. Wszystko zaniósł do kuchni, a piwka umieścił w lodówce, przy okazji wziął jeden czteropak, by gdy ponownie znalazł się obok ogniska, wręczyć puszkę Alexowi, Sher, Jasonowi (z którym w międzyczasie się przywitał) i Duffy.
- Sorry, że nie zimne, ale jakby co, to w lodówce coś tam się chłodzi. - powiedział zgodnie z prawdą, pozostawiając przyjaciółce decyzję, czy chce wypić to, co otrzymała, czy jednak wolała coś chłodniejszego - aczkolwiek jeżeli chodziło o drugą wersję, i tak należało poczekać, skoro dopiero co schował wszystko do lodówki. Sobie nie wziął, ponieważ planował brać łyka (albo nawet kilka łyków) od Sher.
- Nie tylko pierwsza klasa, ale nawet pierwsza klasa PREMIUM. - odparł z uśmiechem, wyciągając telefon i robiąc pamiątkowe zdjęcie dzieła stworzonego przez Alexa. A potem porobił też kilka fotek tak na pamiątkę - bo dokumentacja zdjęciowa to przecież ważna rzecz, szczególnie z wyjazdów/wypadów, a on specjalnie jeszcze robił przegląd plików, by mu zaraz nie wyskoczył komunikat o tym, aby zwolnił miejsce.
- A przestań, nie masz za co przepraszać. - machął ręką, bo tego typu niespodzianki zdaniem Erica na luzie mogły mieć miejsce. Poza tym uważał, że ten wypad był bardzo dobrym momentem na zapoznanie z ekipą.
- O, to faktycznie fajnie, że się udało. Jak się witaliśmy, nie widziałem niczego niepokojącego, więc na razie chyba jest git. - dodał od siebie, rozumiejąc obawy Alexa - bo bądź co bądź, sam miał nadzieję, że Sher złapie dobry kontakt z ekipą i będzie czuła się przy nich swobodnie. Jeśli komuś na drugiej osobie zależy, naturalnym jest, że chce, aby została dobrze przyjęta przez ludzi, którzy są dla niego ważni. Eric zerknął przelotnie na Sher, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Skinął głową, potwierdzając, iż bagaże Alexa (i Madds) znajdowały się w bagażniku, który otworzył pilotem - dobrze, że stał w jego zasięgu (znaczy, i tak musiał zrobić kilka kroków, by kluczyk odnalazł autko) i wykonał to, za co odpowiadał wciśnięty przycisk.
- Popilnujemy i dzięki Alex, wy też do siebie pasujecie. - zdążył jeszcze rzucić, zanim Hall poszedł po swoje rzeczy. Objął Sher w pasie i cmoknął ją w czoło.
- Ale żeśmy misję dostali. - rzucił żartobliwie, choć zaraz poszedł po leżące obok drewienka, by je dorzucić, a potem znów stanął obok Sher.
Zdawało mu się, że słyszy coś o komarach, ale nic nie odpowiedział, bo nie usłyszał, o co dokładnie chodziło - ale swoją drogą NIE wziął nic, bo… zapomniał. Jakby miało się okazać, że nikt nie wziął, to zostawała wycieczka do sklepu.
Nagle dostrzegł Alexa z okna i do jego uszu dotarło kolejne polecenie.
- EJ ALE MY Z JASONEM MAMY SWOJE KIJKI! A PICIE JUŻ DOSTAŁA! - odkrzyknął, nie mogąc się powstrzymać, by tego nie palnąć, lecz zaraz potem zaslutował i poszedł w kierunku lasu, aby poszukać badyli, nadających się do tego, aby nabić na nie kiełbaski i chlebki - oczywiście wyciągnął rękę w kierunku Sher, by w razie co poszła z nim, ale decyzję pozostawił jej samej, tj. mogła albo iść z nim i Jasonem, albo zostać i pilnować ognia.
- Obyśmy się nie zgubili, bo będzie słabo. A tak w ogóle, jak żyjesz? - spytał nagle Eric Jasona, chcąc upewnić się, że u przyjaciela wszystko w porządku. Ostatnio nie mieli zbyt wielu okazji do spokojnej rozmowy, a krótkie wymiany wiadomości nigdy nie mówiły całej prawdy o tym, co działo się u drugiej osoby. Po chwili jego uwagę przykuło jednak coś zupełnie innego.
- Patrz! To wygląda jak nora. Ciekawe, czy jakiś zwierz tu sobie pomieszkuje. - rzucił, wskazując niewielki otwór w ziemi przy kępie trawy. Odruchowo zrobił kilka kroków w jego stronę i przyjrzał się znalezisku z zaciekawieniem. Nie był specjalistą od leśnych stworzeń, ale wyglądało na to, że faktycznie mogło należeć do jakiegoś mieszkańca okolicy.
Nie było łatwo, ale koniec końców połamali kilka gałęzi - trzeba było je wykorzystać, bo na ziemi leżały głównie suche, cienkie patyki.
Po powrocie, Eric poszedł do pokoju, ponieważ w plecaku miał scyzoryk, który planował wykorzystać do ostrzenia kijków, a Jasonowi zgarnął nóż z kuchni. Chyba, że sam to będzie robił to nóż i tak na pewno się do czegoś przyda, więc po prostu sobie leżał gdzieś obok kiełbasek.
Także usiadł sobie na wolnym krześle ze scyzorykiem w jednej, a kijkiem w drugiej ręce i zabrał się do pracy. Powolnymi, pewnymi ruchami przejeżdżał ostrzem po końcówce badyla od dołu do góry, raz za razem ścinając cienkie wiórki drewna. Po kilku chwilach kij stopniowo nabierał kształtu porządnego szpikulca.
- Piwo się chłodzi. - odpowiedział Gabie, nie odrywając wzroku od swojego dzieła.Na pytanie o pianki zawahał się jednak na moment i przerwał struganie, jakby próbował sobie przypomnieć, gdzie ostatnio je widział.
- Powinny być w kuchni razem z żelkami. - odparł w końcu, po czym wrócił do pracy. Gdy uznał, że kijek jest już gotowy, odłożył go obok i wziął się za kolejny i kolejny, i kolejny, a kiedy już wszystkie miały ostre końcówki, wstał z miejsca by wziąć dwie kiełbaski (jedną planował zagrzać dla Sher) i chlebek, a następnie stanął obok ogniska.
- To kto chce, niech bierze kijek w dłoń i grzeje, co tam chce. - rzucił do ekipy, dając zielone światło na sięganie po produkty, nadające się do grzania nad (lub w) ogień.
- Wziąłem Ci jedną. - powiedział do Sher, ale oczywiście jeśli ona sama chciała, to też miała prawo, by sobie podgrzać, a on po prostu najwyżej zje dwie. Żaden problem.

Shereen Winfield
Erika Lindberg
Alexander Hall
Gabriela R. Blais
Maddie Lennox
Duffy Summers
Jason Choi
Erza B. Fernandes
Lilian Davenport
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Już wcześniej Eric zapowiedział jej, że będzie zabierał ze sobą switcha, co okazało się być niezwykle dobrym posunięciem, bo przynajmniej dzięki temu Shereen mogla sobie pograć w Pokemony i Mario, gdy jej się nudziło w czasie drogi. Dlatego też to Lindberg siedziała obok kierowcy, aby go jakoś zabawiać rozmową, obowiązkowym karaoke lub podawaniem precelków, które kupiła w jakimś sklepie, aby wyposażyć się na tę niezapomnianą podróż.
Nie ominęła ich rzecz jasna wizyta w Maku, a skoro już tam byli to jednak warto było z tego skorzystać. Chociażby zamawiając burgera z Crispy Chickenem, bo uwielbiała chrupiącego kurczaka.

Informacja, że Hall przeżył jakoś swoją trasę nie brzmiała szczególnie optymistycznie, ale mogła się domyślić, że przede wszystkim dojechali w jednym kawałku, a damskie towarzystwo nie doprowadziło go do wjechania na kolizję czołową z ciężarówką.
- To najważniejsze - skwitowała, klepiąc go jeszcze po ramieniu nim przeszła do dziewcząt.

Nie dbała kompletnie o to, że została nieco przemoczona przez Gabrielę. W końcu to była jedynie woda, która wyschnie raz dwa. Z trudem też ugryzła się w język, aby nie rzucić do koleżanki tekstem o tym, że jest przez nią mokra, ale tak dwuznaczne żarty opowiadane przy ledwie poznanej dziewczynie mogłyby nie zostać tak dobrze odebrane.
- Było całkiem dobrze Drogi puste, spokój. Sher się trochę nudziło, ale zajęliśmy ją konsolą do gier jakby była dzieciakiem - rzuciła lekko żartobliwie, bo naprawdę to wyglądało trochę jakby byli rodzicami wymyślającymi dla dziecka zajęcie na podróż i to najmniejszą linią oporu.
Wkrótce też byli całkowicie w komplecie, bo dojechały ostatnie sztuki wraz z przybyciem Duffy, której całe szczęście Eric zdążył już wcisnąć picie w jej dłoń i nie musieli się przejmować tym, że dziewczyna umrze z pragnienia. Wyglądało na to, że powoli zaczynało się rozwiązywać coraz więcej różnych kwestii... Chociaż pojawiła się jedna wyjątkowo ważna kwestia: czy ktoś w ogóle pomyślał o komarach i o tym, że trzeba się będzie przed nimi zabezpieczyć?
Ktoś musiał zdecydowanie popilnować ogniska, kiedy tak się robiło i przygotować już odpowiednie produkty spożywcze, które miały trafić nad płomienie, aby zostać upieczonymi. Lindberg postanowiła, że będzie tą, która zadba o ich jedzonko i o to, aby faktycznie ogień nie zaczął się rozprzestrzeniać nie tam, gdzie trzeba skoro Alex zadbał o rozpalenie tak ogromnego ognicha.

Shereen Winfield
Eric Stones
Alexander Hall
Gabriela R. Blais
Maddie Lennox
Duffy Summers
Jason Choi
Erza B. Fernandes
Lilian Davenport
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
32 y/o
For good luck!
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
No one does it better than me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

Czyli wychodziło jednak na to, że te komary ich zeżrą. No, przynajmniej będą mieć ładne epitafia na swoich nagrobkach. Już się nie mógł doczekać.
- Wiesz, że wbrew pozorom wcale niewiele się u mnie ostatnio działo? Tylko jedna szalona sąsiadka, ale nawet z nią sprawa sie jakoś rozwiązała. A i musiałem Gabs ostatnio ratować, ale to też ciekawsza historia, taka do opowiedzenia na spokojnie - odpowiedział jeszcze na szybko Ericowi. Czyli nic się nie działo ale jednak trochę się działo. Klasyka. - Uważaj na tę dziurę. Na pewno nie pchaj tam żadnych kijków - wyszczerzył się nieco głupio. Tak, mentalności pięciolatka nie szło się nigdy całkowicie wyzbyć.
Ooo, on już by pokazał Gabs jak się robi porządną Miss Mokrego Podkoszulka. Zanim jednak mógł nawet o tym pomyśleć, dostał dosłownym zimnym prysznicem na twarz. Nieco zaskoczony, potrzebował sekundy by pojąć co się właściwie stało. Woda serio nie należała do najcieplejszych, dobrze jednak że ogółem pogoda była ciepła. Jakaś zemsta na pewno się za to należała, nie było opcji, aby przepuścił to płazem. Ale nie teraz. Wrzucenie jej do jeziora było jakąś opcją, ale co to by była za zemsta, biorąc pod uwagę, że i tak Gaba była już mokra? Nie, będzie musiał się popisać czymś innym. A wyglądało na to, że będzie miał trochę okazji, skoro mieli mieszkać przez czas wyjazdu razem.
- Zero finezji, Blais! Zero out of ten, koszmarna technika. Definitywnie będzie ci potrzebna lekcja jak to się robi - zaśmiał się, potrząsając głową, aby strząsnąć nadmiar wody z włosów. - Nawet małżeństwo w separacji czasem do siebie wraca - wzruszył ramionami. Czyli mieli ustalone. Zajebiście.
W międzyczasie od strony domku dobiegło polecenie Alexa, ale jak się okazało, Eric wszystkim się już zajął. Prawdziwy handyman, nie ma co. Jason zapisał sobie w pamięci, żeby później Stonesowi podziękować, tymczasem ruszył w ślady Gaby, uznając, że jednak dobrze by było przebrać się w coś suchego. Może i ubranie wyschłoby na nim dość szybko, ale chyba też wolał zmienić ciuchy na coś wygodniejszego. No i uszczelnić swoją jedyną zbroję przed komarami.
Bez większego trudu złapał zarówno swoje bagaże jak i Gabrieli. Miał nadzieję, że został jeszcze jakiś fajny pokój, pozwolił dziewczynie wybrać, mając nadzieję, że trafi na najlepszy z pozostałych.
- Powinnaś mi się dać przenieść przez próg, wiesz o tym? - zażartował, kiedy już dotarł do lokum, które mieli wspólnie zajmować. Wyglądało bardzo spoko. Choi rzucił swoje torby przy jednym z łóżek, wynalazł jakieś suche, wygodne ubranie i zrzucił z siebie to mokre. Zaraz potem dołączył do ludzi przy ognisku, po drodze zahaczając o kuchnię i także zgarniając sobie jedno piwo. Nawet jeśli nie było jeszcze zimne, jakoś da radę.
- Bardzo ładne kijki, Eric. Chociaż nie umywają się do naszych - zażartował jeszcze, nawiązując do jego wcześniejszych słów i dosiadając się do towarzystwa. - No to skoro już prawie wszyscy się tu zebrali, proponuję jakiś toast, co wy na to? Za udany wyjazd za miasto z najlepszą ekipą ever? - uniósł swoją puszkę z piwem. Był naprawdę podekscytowany tym wyjazdem. Czekało go tutaj wiele pierwszych razów - pierwsze takie prawdziwe ognisko z pieczeniem kiełbas i pianek, pierwsze spacery po szlakach, oby tylko nie pierwsze pogryzienie przez jakieś dzikie zwierzę.

Gabriela R. Blais Alexander Hall Eric Stones Duffy Summers Lilian Davenport Erika Lindberg Shereen Winfield Maddie Lennox
Solhy
Posty z AI
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Cieszyła się, że tutaj była, serio! Chociaż Ci ludzie dookoła jej nie znali byli naprawdę mili i traktowali ją jakby od dawna była częścią grupy. I musiała przyznać, że to uczucie było...fajne? Tak, to chyba odpowiednie słowo. I kurde, to towarzystwo zdecydowanie mocno różniło się od tego, w którym zazwyczaj Mads się obracała. Między tymi ludźmi tutaj była jakaś więź, którą każdy ślepy by zauważył, czuli się w swoim towarzystwie bardzo komfortowo i nawet jeśli między nimi padały jakieś zaczepne słowa były to tylko żarty i każdy z nich zdawał sobie z tego sprawę. Czuła się bardzo komfortowo chociaż w dalszym ciągu była odrobinę zagubiona co starała się bardzo mocno ukryć. Nie przywykła, nie widziała nigdy, że ludzie mogą być przyjaciółmi bez wbijania sobie szpil i udowadniania kto z nich jest lepszy. Tutaj liczyły się prawdziwe relacje, a nie te udawane jak w przypadku przyjaciół Mads. W jej towarzystwie liczył się tylko status, drogi alkohol, najlepsze kluby i używki, które miały zapewnić dobrą zabawę. Przyjechali tutaj niespełna kilka godzin temu, a blondynka czuła się zdecydowanie lepiej w towarzystwie obcych dla niej ludzi niż wśród swoich. I te myśli właśnie ją przerażały.
Stała w czyimś towarzystwie, prowadziła miłe rozmowy, ale swoim spojrzeniem uciekała do postaci Alexa, na którego patrzyła teraz inaczej. Na ustach Lennox błąkał się szczery i wesoły uśmiech, wiedziała, że ciemnowłosy wśród przyjaciół zachowuje się inaczej, ale nie wiedziała, że aż tak. Był uśmiechnięty, beztroski i taki jakiś wolny. Boże... I ta nowa wersja jego też ją nieźle kręciła. Zachowywał się trochę jak [d]daddy[/i] całego wyjazdu i nie omieszkała parsknąć pod nosem do swoich własnych myśli.
- Przynajmniej to dziecko nie wymaga co pięciominutowego postoju na siku czy coś takiego. - odpowiedziała na słowa Eriki i zachichotała cicho. Pewna nie była czy tak serio wyglądają podróże z dzieckiem bo swojego nie miała, ale tak zakładała, przynajmniej tak to wszystko wygląda w tych wszystkich filmach.
W stroju motocyklowym robiło jej się coraz bardziej gorąco, nie była tak szalona jak Gabs (kłamstwo, była i nawet mogłaby się rozebrać razem z nią, ale bielizna, którą miała na sobie nie pozwalała na pokazanie jej innym. Nie wstydziła się bo Mads mało co się wstydzi, ale obawiała się, że Alex rzuci się na nią zanim dolecą do ich sypialni, haha) całe szczęście Hall był szybszy, zgarnął z bagażnika ich wspólną walizkę i pociągnął Mads za sobą.
- Boże, co tak agresywnie. - mruknęła rozbawiona kiedy ten chwycił ją za nadgarstek i pociągnął za sobą do pokoju. Kilka chwil i byli już sami, Mads uniosła lewą dłoń w górę i chwyciła za gumkę rozpuszczając swoje włosy, a następnie przeczesała je własnymi palcami. Odwróciła się przodem do Alexandra i spojrzała na jego klatę i zamek, który utknął gdzieś w połowie. Pokręciła z niedowierzaniem głową i zbliżyła się w jego stronę. Oparła dłonie na jego klatce piersiowej i spojrzała na jego twarz.
- Nie, jest naprawdę fajnie. Są mili, otwarci i kurde...naprawdę jesteście zgraną paczką przyjaciół. Taką rodem z tych seriali dla nastolatków. - na jej twarzy malował się delikatny uśmiech, a w oczach pojawiło się dziwnego rodzaju ciepło. Zagryzła delikatnie swoją dolną wargę, przez sekundę przemknęła jej przez głowę pewna myśl, ale zanim dokładnie się nad tym zastanowiła słowa wypadły z jej ust.
- Wspominałeś im coś o mnie? - przesunęła dłonie na jego klatce piersiowej i w swoje opuszki chwyciła zimny metal suwaka na jego kurtce. Odetchnęła cicho i zanim zaczęła się z nim siłować końcem języka oblizała dolną wargę.
- Eric nazwał mnie Twoją dziewczyną. - wyrzuciła z siebie niemalże z prędkością światła, w jej głosie dało się wyczuć jakieś napięcie. Nie rozmawiali o tym, nie poruszali tego tematu, aż nagle jego przyjaciel nazwał ją dziewczyną Alexa. Trochę się pogubiła, nie wiedziała co o tym myśleć dlatego nawet nie podniosła na niego swojego wzroku.
I kiedy chciała zacząć walkę z tym cholernym zamkiem Alex niczym dziecko z robakami w dupie ruszył w stronę okna, otworzył je i zaczął się wydzierać tak głośno, że Mads nie mogła zahamować cichego śmiechu. Chłopak był tak beztroski, głośny i widząc go takiego Lennox poczuła jak po jej sercu rozlewa się ciepło, to przyjemne i specyficzne.
- Zachowujesz się jak daddy tego wyjazdu, nie wiedziałam, że umiesz aż tak ogarniać. Jestem podekscytowana, że poznam Cię z trochę innej strony. - a takim sobie wyznaniem rzuciła kiedy w końcu znów stanał przed nią i nie wiercił.
Na jego kolejne słowa wywróciła tylko oczami rozbawiona i tak jak prosił zaczęła pomagać mu z tym zamkiem, trochę się musiała namęczyć, ale w końcu puścił, a ona uniosła swoje dłonie na jego klatkę i przesunęła je na ramiona tym samym sprawiając, że ubranie spadło.
- I chyba mnie to kręci, Daddy. - szepnęła i swoimi ustami musnęła jego, delikatnie i dość szybko. Odwróciła się na pięcie i zdecydowała się pozbyć własnego ubrania, bez pomocy Alexa bo była dużą dziewczynką i sobie radziła, tak.
Za chwilę była już w bieliźnie, z walizki, którą otworzyła wyciągnęła jakąś koszulkę na ramiączkach i czarne spodnie dresowe oraz trampki, to był plus takiego wyjazdu, same dresy, za duże bluzy (które oczywiście będzie kraść Alexowi) zero makijażu i całkowity luz. Czuła się...wolna.
- Dawaj, dawaj, nie będę tutaj stać cały dzień i czekać aż się ogarniesz. Głodna jestem. - poganiała go w momencie kiedy już sama się ogarnęła i usiadła na łóżku czekając aż jaśnie pan się ubierze.
Z otwartego wciąż okna dochodziły dźwięki rozmów, śmiechów, ogniska i jakiejś cicho lecącej muzyki. Powietrze pachniało drewnem, dymem i drzewami. I tak szczerze? To był przepis na najlepszy wyjazd.
Alexander Hall Gabriela R. Blais Shereen Winfield Jason Choi Eric Stones Erika Lindberg Duffy Summers Lilian Davenport
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jezioro. Ognisko. Zupełnie wypizdowo i w większości nieznajomi ludzie. Nie narzekała. Lubiła takie spontaniczne wyjazdy — spontaniczne, bo w majowym bingo nie brała pod uwagę wypadu do domku nad jeziorem i kilku nocy spędzonych w towarzystwie komarów. Pakowanie zajęło jej dwa dni, miała rozpisaną listę na której znalazł się również spray przeciw komarom. Nie pojechałaby w takie miejsce bez zabezpieczenia przed robakami, których się brzydziła — i między innymi dlatego nie mogłaby mieszkać na stałe na wsi. Wolała szum samochodów i powietrze zanieczyszczone spalinami. Oczywiście, że nieco się stresowała — odrobinę towarzystwem, ale głównie tym czy znajdzie kogoś na zastępstwo w pracy. Dzięki dobrej woli ojca, który obiecał zająć się salą na czas jej nieobecności, miała spokojną głowę. Musiała być tylko pod telefonem.
Wydawało jej się, że zdążyła poznać imiona wszystkich zebranych i z niektórymi z nich udało jej się nawet zamienić kilka słów — sprayem na komary też się pochwaliła, gdzieś między krótkim przytuleniem Jasona na powitanie i słowami Eriki na temat konsoli do gier, którą zajęli Shereen w aucie, jakby faktycznie była dzieckiem. Oczywiście zdążyła napomknąć, że wkurzył ją jeden z poziomów w Mario, a sama konsola okazała się rozczarowująca bo w trakcie gry się rozładowała. Sytuację uratował kabel od ładowarki i McDonald. Naprawdę nie potrzebowała zbyt wiele do szczęścia i zabicia nudy.
Słysząc prośbę o przypilnowanie ogniska, oczywiście się do niej dostosowała — choć trzymała się nieco na dystans. Nie chciała śmierdzieć dymem. Propozycja z pójściem do lasu za poszukiwaniem kijków dużo bardziej przypadła jej do gustu. Podejrzewała że gdzieś musiały być te metalowe, ale nie zamierzała psuć Ericowi planów — jeśli chciał zostać mistrzem survivalu, nie chciała mu w tym przeszkadzać. Mogła zapoznać się z tutejszym krajobrazem i nawet podała mu jakiegoś badyla, który jej zdaniem mógł się nadać — spoiler, zupełnie się nie nadawał więc musieli go wyrzucić. Shereen mistrzynią survivalu by nie została. Zwłaszcza, że panikowała za każdym razem gdy zupełnym przypadkiem wchodziła w pajęczynę. Po dwóch razach i paranoicznym otrzepywaniu, puściła przodem męską część towarzystwa, obstawiając tyły ekspedycji. Nienawidziła robactwa. Lasy były przyjemne, dopóki nie zaczynały się gąszcze. Gdyby zignorowała te pająki i podświadomą obawę przed kleszczami, mogłaby nawet uznać, że spacer był przyjemny. Zwłaszcza moment w którym natrafili na wykopaną norkę, która mogła należeć do lisa, albo innego zwierzęcia. Żałowała tylko tego, że nie udało jej się zobaczyć mieszkańca tego domku.
Po powrocie do grupy, poszła najpierw do domu. Musiała przeczesać włosy żeby sprawdzić czy między pasma nie wplątał się żaden nieproszony gość. Planowała się też przebrać, ale dresów nie założyła — zmieniła po prostu krótkie spodenki na długie i zarzuciła na ramiona lekką bluzę. Do ogniska wróciła już przebrana, ze sprayem na komary w lewej dłoni i piwem w prawej, bo Eric wcisnął jej jakieś po drodze. Usiadła na jednym z wystających pieńków, w pobliżu Erica — traktowała go jak bezpieczną strefę.
— Toastu oczywiście się nie odmawia, więc bierzcie po puszce i pijemy. Ale najpierw weźcie spray na komary — chociaż jeśli wszyscy zaczną pić to te biedne komary same zaraz będą najebane, ale kto by się tym przejmował?
Spryskała się jako pierwsza, odchodząc gdzieś na bok, żeby nikomu nie smrodzić pod nosem aromatyczną mieszanką duszących ziół (gdyby była komarem też by uciekała). W następnej kolejności podała buteleczkę pierwszej osobie po prawo (wybierzcie sobie sami komu) i wróciła na poprzednie miejsce. Teraz mogła otworzyć spokojnie piwo bez obawy o komary.
— Wiedziałam, że weźmiesz też dla mnie, dlatego nie brałam. Dzięki — zwróciła się do Erica z uroczym uśmiechem. Nie była zdziwiona, bo Stones nawet jak kupował coś do jedzenia, to zawsze brał ją pod uwagę.
— Godność? Ale tylko za kiełbasę czy za chipsy paprykowe też? — skierowała pytanie do Gabrieli, rozważając podzielenie się z nią tą kiełbasą, jeśli tylko dobrze się przypiecze, bo sama nie była AŻ TAK głodna, żeby zjeść całą.
Blueberry/Kasia
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
27 y/o
Welkom in Canada
168 cm
Aktorka w branży dla dorosłych
Awatar użytkownika
Hot summer, a hot hot summer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracji- przeszły
postać
autor

Nie był to pięciogwiazdkowy hotel all inclusive nad brzegiem morza/oceanu z palmami. Zamiast drinków z palemką browar i ognisko z kiełbasą i piankami. Pomijając te drobne niedogodności, zapowiadała się przednia zabawa i raczej tak szybko spać nie pójdą. Zdecydowanie za rzadko miewał takie wypadu, ale w dorosłym życiu ciężko tak wszystkich razem zgrać w jeden termin, by pasowało każdemu.
Gdy została poratowana piciem, mogła na spokojnie oddajać po siedzeniu za kierownicą tyle czasu jako jedyna. Za to koszty paliwa się fajnie rozłożyły na każdego uczestnika, który odważył się z nią podróżować, jako że była raczej niedzielnym kierowcą. I bynajmniej nie jeździła do kościoła, bo te omijała szerokim łukiem.
- Miło cię wreszcie poznać Maddie, Lex bardzo wiele dobrego o tobie opowiadał. Nie mogliśmy się doczekać, aż wreszcie poznamy cię osobiście - zwróciła się do Maddie, żeby nie wyjść na nie kulturalną. Byle jak, ale jakoś się trzeba było zachowywać i nie przynieść mamie wstydu. Nie żeby mamę w ogóle to obchodziło. - Pozostaje życzyć ci wytrwałości w tym związku.
Ognisko trzaskało, wszyscy mieli co robić i było już fajnie. Nie zawsze trzeba mieć all inclusive wypady, żeby świetnie się bawić. Najważniejsze było towarzystwo, a reszta się jakoś sama ułoży.
W zasadzie Duffy po przywitaniu się z Maddie zajęła się sama sobą i swoim browarkiem. Taka chwilowa refleksja nad sensem istnienia i świata. Tak przynajmniej byłoby fanie móc kontemplować, ale ona się po prosu wyłączyła. Nie było to jakieś zen czy nirwana, a zwykłe odcięcie się od otoczenia z browarem w ręce.
- A są ziemniaczki? - Zapytała z opóźnienie, jak padła komenda o jedzeniu.

Alexander Hall Eric Stones Erika Lindberg Maddie Lennox Shereen Winfield Jason Choi Gabriela R. Blais Lilian Davenport
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Spoiler
Obrazek
PODSUMOWANIE - TURA 2
gratulacja!
Kronika Biwakowa: Tura II, czyli walka o godność i ziemniaczki

Wszystko zaczęło się od Gabrieli, która zafundowała zebranym striptiz dla ubogich, po czym uznała, że tradycyjne powitania są dla mięczaków i potraktowała Jasona strumieniem lodowatej wody ze szlaucha. Jason, ociekając wodą i godnością (ocena techniki Gabs: 0/10), poprzysiągł słodką zemstę, ale jako dżentelmen i mąż w "separacji" grzecznie zaniósł jej torby do wspólnego apartamentu. W tym samym czasie Erika dzielnie zniosła wodę na swoim ubraniu, po czym mianowała się oficjalną Strażniczką Ognia, by nikt nie puścił tego lasu z dymem.

Gdy na dole trwał logistyczny chaos, na piętrze domku ważyły się losy ludzkości. Alex ewakuował się z walizką, zabierając ze sobą Maddie pod pretekstem awarii zaciętego suwaka. Maddie, siłując się z suwakiem, zrzuciła na Alexa bombę, że Eric nazwał ją jego dziewczyną. Jeszcze nie wiemy, co na to Alex.

Tymczasem na dole Eric udowodnił, dlaczego nosił tytuł Króla Wyjazdu. Rozdał piwa, zrobił pamiątkowe zdjęcie ogniska na Instagrama, po czym zabrał Jasona i Shereen do lasu na poszukiwanie badyli, mimo że Jason ulotnił się szybciej niż się pojawił. Podczas spaceru Shereen stoczyła dramatyczną, paranoiczną walkę z dwiema leśnymi pajęczynami, nic więc dziwnego, że to właśnie ona wzięła ze sobą spray na komary i zaczęła oferować go każdemu przy ognisku. Jednocześnie Gabriela zdążyła już ogłosić, że za jedzenie sprzeda resztki swojej nieistniejącej godności.

Całe to zamieszanie, z bezpiecznej odległości i w stanie głębokiego zen, obserwowała Duffy. Po tym, jak na dzień dobry zasiała w głowie Maddie ziarno niepokoju tekstem "Pozostaje życzyć ci wytrwałości w tym związku", odcięła się na moment od towarzystwa z browarem w ręku. Wróciła do rzeczywistości dopiero na dźwięk słowa "jedzenie", rzucając w eter najważniejsze pytanie wieczoru. "A są ziemniaczki?".

ALE TO JESZCZE NIE KONIEC.

Nagle z najbliższych krzaków dobiega podejrzane SZU-SZU-SZU. Coś tam łazi. Może to wściekła wiewiórka, może bezdomny jeż, a może gigantyczny pająk mutant? Otóż nie! Z gęstwiny wyłania się uroczy (i zapewne potwornie głodny) wiejski kot, który wyczuł zapach kiełbasek.

Osoba, która napisze swój post jako TRZECIA w kolejce, zostaje oficjalnie wybrana przez los i to właśnie na jej kolana wskoczy kociak.

Rozpoczynamy III turę. Czas na napisanie posta macie do niedzieli, 07.07.2026.

xoxo, Isiek
:aw:

Spoiler
Obrazek
Prowadzący:
Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kurde, dużo się działo, ale Alex był w swoim żywiole, czyli wszędzie. Znaczy… starał się być wszędzie, bo na razie to zamknął się w pokoju z Maddie, żeby w spokoju się przebrali. Popilnujemy i dzięki Alex, wy też do siebie pasujecie - słowa Eryczka wciąż brzmiały mu w uszach, bo miło było odejść od ogniska z myślą, że Eric to jednak tak jakby błogosławił jego związek z Maddie. No i to był dokładnie ten moment, gdy Alex uświadomił sobie, że jebać stres i pierdolić konsekwencje, zamierzał bawić się fantastycznie i tyle, elo. Był w towarzystwie przyjaciół i… yyy… Maddie, więc nie musiał się przejmować absolutnie niczym. Domek, jezioro, chill, rock&roll i kiełbasa pierwsza klasa, joł. EJ ALE MY Z JASONEM MAMY SWOJE KIJKI! A PICIE JUŻ DOSTAŁA! - ten wrzask z dołu z kolei usłyszał, gdy już odszedł od okna. Przewrócił tylko oczami, parsknął krótkim śmiechem i odwrócił się z powrotem do Maddie, żeby w końcu się nim zajęła. A raczej jego suwakiem.

No i korzystając z okazji, że został z Lennox sam na sam… Nie, jest naprawdę fajnie. Są mili, otwarci i kurde...naprawdę jesteście zgraną paczką przyjaciół. Taką rodem z tych seriali dla nastolatków. Gdy to usłyszał, odetchnął z ulgą - pierwsze koty za płoty, zajebiście. - Mówisz? Jak z serialu? - zaśmiał się pod nosem. Wyobraźnia natychmiast podsunęła mu naprawdę dziwne seriale dla młodzieży, pełne dram i dziwnych zwrotów akcji, ale uznał, że woli się w to nie zagłębiać. Objął ją mocno w talii, gdy ułożyła dłonie na jego torsie i zaczęła siłować się z suwakiem jego kombinezonu. - Cieszę się, że ci się podoba - dodał już ciszej, kątem oka obserwując jej starania z opornym zamkiem. Jakby co, wcale jej nie poganiał. Był wyjątkowo grzeczny i cierpliwy, przynajmniej dopóki Maddie nie zadała tego pytania. Wspominałeś im coś o mnie? Uch. Wspominał im coś o niej…? No… yyy… Zaczął się zastanawiać, jaka odpowiedź będzie poprawna w słowniku kobiety, ale postanowił po prostu powiedzieć jej prawdę. - No… pamiętasz, jak byliśmy na Hawajach? - zaczął, przybierając najbardziej profesjonalną, pokerową twarz, na jaką było go stać. - No to... chciałem wysłać im zdjęcie z Psem, ale przez przypadek wysłałem to z tobą - wytłumaczył bez mrugnięcia okiem, uważnie obserwując jej reakcję. - No i powiedziałem im, że nazywasz się Maddie i jesteś super, a że zabiorę cię dziś ze sobą, to wiedziała tylko Gabs - dokończył, przygotowując się wewnętrznie na każdą możliwą reakcję. Serio, był gotowy na wszystko.

Guzik prawda. Nie był gotowy na kolejne zdanie Maddie. Eric nazwał mnie twoją dziewczyną. Double uch. Eric, chłopie, dlaczego ty mi to zrobiłeś? Alexa chyba na moment zatkało, bo najpierw otworzył usta, zaraz potem je zamknął, a chwilę później otworzył je znowu, gorączkowo szukając właściwych słów. No i je znalazł. - I jak się z tym czujesz? - spytał w końcu bardzo dyplomatycznie. Zrobił przy tym tak poważną minę i zaczął tak powoli kiwać głową, że wyglądał jak rasowy polityk w trakcie debaty. Ewentualnie psychiatra.

Najwyraźniej jednak nazwanie Maddie dziewczyną Alexa nie było dla niej końcem świata, bo blondyna nagle wydała się dziwnie rozbawiona. Tak rozbawiona, że nazwała go DADDYM. TEGO. WYJAZDU. I jeszcze dodała, że ją to kręci… Po czym dała mu całusa. Kurde bele. Diabeł, nie dziewczyna. Z tego wszystkiego Alex nawet nie zauważył, w którym momencie zdołała ostatecznie rozpiąć ten nieszczęsny suwak. - Kręci cię to, taaaak? - przeciągnął ostatnie słowo, mrużąc niebezpiecznie oczy, gdy Maddie zdjęła swój kombinezon, zostawiając go z tyłu. - Dobrze wiesz, że musimy zaraz schodzić, i perfidnie to wykorzystujesz, ale spoko, ubieraj się sama, skoro tak świetnie sobie radzisz - skwitował, puszczając jej perskie oczko. Sam również szybko pozbył się ubrania i tak samo jak większość ekipy na dole, wskoczył w luźny i wygodny szary dres. Gdy Maddie zaczęła go poganiać, bo była głodna, tylko pokazał jej język, zupełnie się nie przejmując. No i kiedy byli już w pełni przebrani i gotowi do wyjścia, dał jej jeszcze jednego buziaka, po czym opuścili pokój i skierowali się na dół.

Przy ognisku pojawili się jako ostatni, ale - na szczęście - nikt nie zamierzał robić z tego afery. CHYBA. Trafili idealnie na toast, jednak perfidnie przerwała go Sheeren z tym swoim sprayem. Alex bez słowa przejął od niej aerozol i najpierw spryskał Maddie, od stóp do głów. - A teraz ty mnie - rzucił, po czym rozłożył szeroko ręce, żeby spryskała go po prostu wszędzie, okej. Z komarami nie było żartów, a nie miał zamiaru spędzić nocy na drapaniu się po plecach. Po toaście przytargał z tarasu dwa kolejne krzesła - jedno dla siebie, drugie dla Maddie - po czym wcisnął Lennox w rękę piwo, którym wcześniej poczęstował go Eric. Sam szybko sięgnął po kolejne dla siebie, bo gdzieś z boku na pewno leżało ich więcej. - Za udany wyjazd za miasto z najlepszą ekipą ever - zawtórował Jasonowi i uniósł piwerko w górę. No i przy okazji obczaił sobie to i owo, a mianowicie jak sobie radziła ekipa, gdy go nie było, no i Eric z Sheeren przepięknie przypilnowali ogniska (bo nie wiedział, że to Eryczka została Strażniczką Ogniska), a Eric to nawet stworzył własnymi rękami kijki do kiełbasek dla każdego. Po prostu wow. - Uuu, zajebiste kijeczki wystrugałeś, Eryczek - rzucił, sięgając po jeden z wolnych kijków i nadziewając na niego trzy kiełbaski, jedną dla Maddie i dwie dla siebie, bo głód powoli dawał o sobie znać. - Komuś jeszcze przygrzać kiełbaskę? - spytał wszem i wobec, upijając łyk piwa. Uczynny był z niego chłopak, pomocny taki, dzień dobry na korytarzu mówił.

Jeju, jak cudownie. Totalna chillera, utopia, zapach dymu, pieczonego mięsa i alkohol w dłoni. Czyste szczęście... Nagle w krzakach nieopodal ogniska coś zaczęło szeleścić. - Ej, słyszycie to? - spytał i wytężył wzrok w stronę krzaczorów, ale niczego dziwnego nie zauważył.

Eric Stones Jason Choi Erika Lindberg Duffy Summers Gabriela R. Blais Maddie Lennox Shereen Winfield
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
Let me hold you close
Fly this night above the rising moon
Crazy ovеr you, you, baby
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Ogólnie Eric ucieszył się, że Shereen udała się z nim w podróż poszukiwawczą – i nawet sama znalazła jakiś badyl, który ogólnie chętnie by zabrał, lecz kiełbaska raczej by się nie utrzymała… chlebek może prędzej, ale to musiałaby być BARDZO mała kromka (albo nawet pół kromki z samego początku bochenka). Tak czy inaczej posłał w kierunku swojej dziewczyny uśmiech, a zaraz potem gałązka wylądowała z powrotem na ziemi. Poza norką, znaleźli też jakieś ruiny, przy których zrobili sobie foteczkę, a Sheree to w ogóle sesję zdjęciową Eric zrobił taką, że Vouge lub jakakolwiek inna gazeta powinna ją upublicznić. Nieważne, że z fajkiem, który dostała od Erica (bo zachciało mu się palić i przy okazji podzielił się dymem w iście studencki sposób, a potem jakoś tak wyszło, że i Sher dostała papieroska; rzecz jasna obydwa papierosy zostały porządnie zgaszone, więc żaden pożar NIE powinien mieć miejsca).
A potem wrócili z kijkami i przed wyjęciem scyzoryka, założył bluzę i dłuższe spodnie dresowe
- Jak chcesz, to przed snem Cię dokładnie obejrzę i sprawdzę, czy nie masz na sobie żadnego… pasażera na gapę. - zaproponował Sher, bo przecież sama sobie np. pleców nie sprawdzi.
- Dzięki Alex. - podziękował rzecz jasna, za pochwalenie wykonanych przez niego kijków - z których w sumie sam też był dumny.

Parsknął głośnym śmiechem na słowa Jasona, o mało co nie nadziewając się na trzymający w łapie kijek.
- Nasze są… nasze. Oryginalne i jedyne w swoim rodzaju. - odpowiedział przyjacielowi, zabawnie poruszając brwiami.
- Toast to bardzo dobry pomysł. - dodał od siebie i posłusznie poszedł po piwo - przy okazji przyniósł już prawie wszystkie czteropaki, jakie były w lodówce, i postawił je na stoliku obok kiełbasek. Potem wziął spray na komary i spryskał się nim od góry do dołu.
- Za nas moi drodzy. - rzucił, unosząc puszkę, a gdy każdy, kto chciał coś dopowiedzieć, dopowiedział, otworzył puszkę i wziął kilka łyków - chyba dopiero po nich poczuł ogarniające go rozluźnienie - a potem odstawił puszkę obok siebie. Na podziękowanie wypowiedziane przez Sher, posłał jej uśmiech i uścisnął dłoń, splatając ich palce ze sobą - bo w drugiej ręce trzymał kijek i pilnował, by NIC nie spadło, bo byłoby szkoda. O, słysząc o chipsach paprykowych, nabrał na nie ochoty, ale nie powiedział tego głośno.
- Jeżeli były na liście rzeczy do kupienia, to powinny być, aczkolwiek istnieje możliwość, że akurat o nich zapomniałem… - odpowiedział Duffy co do ziemniaczków - jeżeli były, to powinny znajdować się w kuchni.
Nagle z lasu dobiegł szelest, jakby ktoś tam łaził. Eric automatycznie wytężył słuch i przeniósł wzrok na miejsce, z którego dochodził dźwięk, odczuwając niepokój - bo przecież nikogo się nie spodziewają, a przez obejrzane horrory zaczął w swojej głowie tworzyć nieciekawe scenariusze; dlatego zabrał dłoń z uścisku i sięgnął po scyzoryk. Skinął głową w odpowiedzi na pytanie Alexa, lecz gdy nagle dostrzegł kota, odetchnął z ulgą i schował scyzoryk z powrotem do kieszeni.
- Już myślałem, że zaraz ktoś z piłą tu wyskoczy… - rzucił, biorąc porządny łyk piwa i czując zapach spalenizny. Pociągnął nosem i zauważył coś na swoim rękawie. Uniósł rękę, by przez chwilę znajdowała się na wysokości jego wzroku, a następnie głośno westchnął.
- No fajnie, normalnie miałbym to gdzieś, ale że to moja ulubiona bluza… - stwierdził ze smutkiem w głosie, podziwiając nowy dodatek w postaci wypalonej dziury. Powinien się cieszyć, że nie dotarło do skóry, bo inaczej biegłby pod zimną wodę, ale no… aż się odsunął od ogniska, by uniknąć powtórki z rozrywki.
Po kilku minutach sprawdził, czy to, co podgrzewał, nadawało się już do jedzenia, i ucieszył się, gdy tak było. Wstał, podszedł do stolika, na którym leżały sztućce, sosy – ogólny grillowy asortyment – i zdjął obie kiełbaski z kromką chleba na papierowy talerzyk. Nim wrócił na miejsce, nałożył ketchup wraz z musztardą i wziął dwa widelce - pewnie mogli jeść rękami, lecz te zaraz byłyby tłuste, a chusteczki leżały na stole. Po ponownym zajęciu miejsca zaczął konsumpcję kiełby, maczając ją w ketchupie.


Shereen Winfield
Erika Lindberg
Alexander Hall
Gabriela R. Blais
Maddie Lennox
Duffy Summers
Jason Choi
Erza B. Fernandes
Lilian Davenport
Ostatnio zmieniony ndz cze 07, 2026 1:09 am przez Eric Stones, łącznie zmieniany 1 raz.
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zadziwiające było to, że potrzebowali aż wspólnego wyjazdu, aby poznać nareszcie dziewczyny swoich kumpli, bo normalnie pewnie by ich sobie nie przedstawili. No, ale lepiej późno niż wcale. Zwłaszcza, że na ten moment zarówno Shereen jak i Maddie wydawały jej się być naprawdę przyjaznymi duszami, a co ważniejsze także takimi, z którymi mogłaby się łatwo dogadać.
- Zdecydowanie. Dziecko nie wymaga częstych postojów i umie zająć się sobą jak dasz konsolę. 12/10. Polecam posiadanie Shereen - podsumowała w końcu, nie zważając na to czy sama zainteresowana uznałaby taką reklamę za szczególnie pochlebną, ale to nic.
Pilnowanie ogniska było rzecz jasna niezwykle odpowiedzialną funkcją. Nic dziwnego, że Erika postanowiła się tym zająć, gdy inni zajmowali się szukaniem kijków, ogólnym survivalem czy też rozporządzaniem dobrami wspólnymi, które podchodziły pod kategorię produktów spożywczych, Lindberg przeglądała ostatnio zapisane na telefonie memy, bo ze zgrozą stwierdziła, że zasięg był tragiczny niczym na plaży w Chłopach nad Bałtykiem w roku 2007. Będzie musiała szukać odpowiednich miejsc, aby korzystać z internetu.
W końcu jednak wszyscy powoli zaczęli schodzić się do ogniska, a podcasterka przynajmniej starała się wyglądać na taką, która ogarnia wszystko, ale tak naprawdę to tylko sięgnęła po schłodzone piwo i aktualnie zajmowała się robieniem podkładek z krakersów i gorzkiej czekolady pod s'mores skoro już wcześniej usłyszała hasło o piankach znad ogniska.
- Za ekipę, za naszych majowych solenizantów oraz za nowe znajomości. Naprawdę miło was powitać w naszej paczce, dziewczyny - dorzuciła od siebie do toastu i uniosła puszkę piwa, aby razem z innymi wypić ich zdrowie i za pomyślność tego wyjazdu.
Potem już zaczęło się na dobre jedzenie, picie oraz typowe ognisko wśród znajomych. Erika dbała o odpowiednie podpieczenie pianek, które następnie układała na kostce czekolady zamkniętej w krakersowej kanapce. Rzecz jasna dbała o to, aby dokarmiać tymi słodkimi smakołykami siedzącą obok niej Gabi, bo to ona była główną pomysłodawczynią piankowego szaleństwa.
- Jezu, Sher. Za paprykowe chipsy sama bym się zeszmaciła - przyznała całkowicie szczerze, gdy tylko Winfield wspomniała o prawdopodobnie jednym z jej ulubionych smaków chipsów.
Nic nie mogła poradzić na to, że była prostą dziewczyną. Za serowe cheetosy sprzedałaby swoją rodzinę. Miała swoje słabości jak każdy człowiek, a jedną z najpopularniejszych słabości były... kotki?
- Czy to miauczenie? - zareagowała natychmiast, gdy tylko Hall zwrócił uwagę na dźwięki dochodzące z chynchów.

Eric Stones Jason Choi Alexander Hall Duffy Summers Gabriela R. Blais Maddie Lennox Shereen Winfield
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”