-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Była sobie jednak w stanie wyobrazić, że czasami chciał być kimś innym. Że kiedy każdy Twój ruch śledziła masa ludzi, obserwowali, oceniali i oskarżali, to aż chciało się, żeby ktoś polubił go bez tego wszystkiego. A przede wszystkim bez pieniędzy, które pewnie nie jednej kobiecie potrafiły zarzucić w głowie. I jasne, Galen często ich używał, kiedy chciał kogoś poderwać — w końcu na niej też to praktykował tymi drogimi prezentami — ale może teraz, kiedy chciał znaleźć prawdziwą miłość, wolał postawić na tą ubogą wersje siebie? Może chciał, żeby ta cała Nelly poznała go takiego, jakim był w środku, bez tej całej złotej otoczki. Tylko wyjebał się z rowerka. Wrócił do starych nawyków i szybkich samochodów szybciej, niż mogło mu się wydawać. Nawet miała go spytać, jak skończyła się ta cała historia, ale wtedy zeszli na temat podpisów jego ojca na które skinęła głową, a potem jeszcze zaręczyny. Prychnęła, gdy wspomniał, że spodziewałby się bardziej czegoś na plaży, skoro był to Meksyk.
— Pierwsza próba była na plaży — prychnęła, zaglądając akurat na kolejne nazwiska i rozsiadając się wygodnie na krześle. — Ale odmówiłam — może nie powinna tego mówić? Pokazywać Galenowi, że coś tam jednak miała wątpliwości? Bo przecież one wcale nie były spowodowane tym, że nie kochała Madoxa, wręcz przeciwnie: kochała go aż za bardzo. Do tego stopnia, że po prostu bała się o jego życie i że jeśli weźmie ten pierścionek, to będą mieć jeszcze więcej problemów. I może coś w tym było? Bo w tym czasie te wszystkie problemy to faktycznie im się nawarstwiły. Chociaż akurat pierścionek chyba nic do tego nie miał. Przewróciła oczami, kiedy Galen stwierdził, że pierścionek był paskudny i nawet się zaśmiała.
— Od razu kurwa paskudny — prychnęła, sama mu się na moment przyglądając, bujając przy okazji lekko na krześle. — Jak dla mnie jest zajebisty. Wiesz, sentymentalny — w końcu podniosła na niego spojrzenie, wbiła ciemne oczy w jego twarz i może patrzyła w nie trochę za długo. — Bo widzisz Galen, czasami wcale nie chodzi o kasę ani o jakieś setki diamentów, które można wsadzić do środka. Jak uczucie jest prawdziwe, to nawet pierścionek kurwa z gałązki będzie się liczyć — a przynajmniej Pilar wychodziła z takiego założenia. Nigdy nie była materialistką, nie przekładała cudzych uczuć na to, ile miał w portfelu, nawet kiedy Galen dał jej złotą kolię, to przecież pierwsze co zrobiła, to ją sprzedała i dała na dzieciaki. Już po tym mógł wiedzieć, że Stewart akurat nigdy nie urabiały te wszystkie błyskotki. Chociaż urabiały ją inne rzeczy, dlatego kiedy Wyatt wspomniał, że nie tylko pierścionek dostałaby od niego ładniejsze ale i seks zajebisty, to znowu na niego spojrzała wymownie i jeszcze bardziej zabujała się na stołku.
— No nie wiem — zacmokała i w końcu wstała z miejsca, żeby podejść do niego po telefon. Stanęła blisko i złapała go w palce, nawet na moment się nie odsuwając od Wyatta. — Akurat Madox zajebiście się pieprzy — wycedziła spokojnie, z lekkim uśmiechem, wyciągając spomiędzy dłoni Galena komórkę. Powiedziała to zbyt dosadnie? W końcu on nie używał takich brzydkich słów. Ale jak inaczej miała powiedzieć, że się zajebiscie kocha? No to też ale temu zdanie brakowało temperamentu, bo to co Noriega potrafił z nią robić… kurwa, aż na samą myśl robiło się jej ciepło. Nawet nie zauważyła, kiedy mimowolnie przygryzła dolną wargę.
Odsunęła się w końcu od niego i odwróciła w stronę stołu, gdzie leżały wszystkie papiery. Zrobiła kilka zdjęć z daleka, a potem każdemu znalezisku z osobna, żeby mieć pewność, że wszystko będzie jasne i przejrzyste i że przypadkiem niczego nie przegapiła, przy okazji słuchając, jak Galen zagaduje o tej durnej zabawie, którą wymyślił William. Aż zacisnęła mocniej palce na jego telefonie i może by coś powiedziała na ten temat, ale wtedy Wyatt powiedział, że brakowało mu ich rozmów.
— Mi też — rzuciła spokojnie i nawet przekręciła na moment głowę w jego kierunku. Bo prawda jest taka, że Pilar lubiła Galena. Tak szczerze, po ludzku. Lubiła go jako człowieka i spędzanie z nim czasu naprawdę było dla niej czymś przyjemnym. Oczywiście wtedy, kiedy nie odpierdalał. — Możemy czasami wyskoczyć na kurczaczki — mruknęła, uśmiechając się pod nosem i cyknęła jeszcze dwa zdjęcia, chociaż doskonale wiedziała, że te ich spotkania raczej nie dojdą do skutku. Madox może i dzisiaj finalnie nie robił jej za dużo problemów, żeby tu dzisiaj poszła, ale przecież Stewart doskonale wiedziała, jaki zazdrosny był. Ale może Galen też znowu po prostu zajmie się swoim życiem i nie będzie się domagać? A może faktycznie by im się udało kiedyś jeszcze spotkać? Nawet miała coś jeszcze o tym zagadać, ale wtedy padły słowa, których Pilar kompletnie się nie spodziewała. Aż zatrzymała się w połowie z tym pieprzonym telefonem i wbiła spojrzenie w Wyatta.
— Co? — rzuciła zaskoczona. Serce zabiło jej jakoś mocniej i od razu próbowała sobie odwzorować oś czasu. Bo przecież kiedy widzieli się z Galenem po Medellin, on był jeszcze zaręczony z Cherry. A to znaczyłoby, że jeszcze po świętach i sylwestrze Madox by… nie no, przecież to było niemożliwe. Pokręciła głową. — Co ty odpierdalasz, Galen? — cisnęła telefon na biurko i całym ciałem odwróciła się w jego stronę, krzyżując ręce na piersiach. — To znowu jakieś kolejne durne zabawy? Znowu chcesz nasz skłócić? — i po raz pierwszy tego dnia spojrzała na niego z faktycznym żalem w oczach. To ona mu kurwa wybaczyła tą cała akcja z telefonem, przyszła, rozmawiała z nim, chciała się z nim ustawić na pieprzone kurczaki, a on kłamał jej w żywe oczy — Madoxa nic nie łączyło z Cherry — powiedziała z przekonaniem, chociaż gdzieś tam z tyłu głowy jej nadmierny natłok myśli już powoli zakręcał się w spirale i fiksował na tym wszystkim, co właśnie wyleciało z usta Wyatta.
Galen L. Wyatt
-
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkisątyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Liczył, że u Pilar też może jednak to nie jest to?
Może odrobinę. Może gdyby mu powiedziała, że coś jest nie tak, to by to wykorzystał?
Możliwe. Przecież to był Galen, który zawsze dostawał to co chciał. Od dawna już nie. Już wiele razy przekonał się na własnej skórze, że czego jak czego, ale uczuć nie można kupić.
Uśmiechnął się, kiedy powiedziała, że dla niej jej pierścionek zaręczynowy jest zajebisty i sentymentalny - nie wiedziałem, że Pilar Stewart jest sentymentalna, prezentu ode mnie się pozbyłaś - wytknął jej tą kolię. A też mogła mieć przecież piękną pamiątkę po Galenie Wyattcie i tym jak... pojechali sobie razem do burdelu. Niby Galen wiedział, że miłości nie da się kupić i nie definiuje jej wcale pierścionek z diamentem, a jednak... - to słuchaj tego, jak oświadczałem się Cherry to w miejsce diamentu, który wydłubał jakiś złodziej, kazałem wstawić kamień księżycowy, i wygrawerować w środku konstelację łabędzia, o której jej opowiadałem na pierwszej randce, to jest sentymentalne - bo Galen to akurat taki był, sentymentalny. I na przykład to, że Cherry uwielbiała patrzeć w gwiazdy zawsze przewijało się w ich relacji, on by jej pewnie nawet gwiazdę z nieba kupił.
Chociaż na kolejne słowa Pilar uśmiechnął się delikatnie, wbił w nią spojrzenie, ale zaraz przewrócił tymi niebieskimi ślepiami - ale nie wiesz jak... się pieprzy Galen Wyatt, może lepiej? - inaczej to na pewno. Chociaż Galen to też akurat ze swoim uzależnieniem od seksu to był w tym... po prostu dobry. Żadna z jego kobiet nigdy nie narzekała.
Chociaż widział w spojrzeniu Pilar i tym jak przygryzła dolną wargę, że chyba sama myśl o jej narzeczonym działała na jej wyobraźnię. Może to o to chodziło? Może dlatego zdradziła go też Cherry?
I znowu wróciły do niego te myśli, że Marshall zdradzała go z narzeczonym Pilar. Dziwne to było, ale przecież Peach nie mogła by go okłamać, a zresztą Galen doskonale wiedział, że Charity kiedyś była związana z Madoxem i teraz już wszystko się składało.
- Sto lat nie jadłem kurczaków - bo chyba po raz ostatni wtedy, kiedy Pilar przyniosła mu je do szpitala. Prawda jest taka, że Galen to też jednak miał takie swoje dziwactwa, jak na przykład to, że na kurczaki już by nie poszedł z kimś innym niż Stewart chyba... A na pewno by się już nad nimi tak nie zwierzał z kimś innym.
Może dlatego przyszły mu też do głowy te kolejne rewelacje, może Pilar też powinna wiedzieć?
Tylko zaraz okazało się, że ona mu wcale nie wierzyła, a Galen aż wywrócił oczami - też nie mogłem w to uwierzyć, i dowiedziałem się dużo później... - wbił niebieskie spojrzenie w jej oczy - Pilar ja nigdy was nie chciałem skłócić, z tym telefonem też nie - musiał to podkreślić, bo taka była prawda, że może Galen dawał Stewart sygnały, że była w jego typie i gdyby dała mu tylko drogę wolną, to on by spróbował, raz jeszcze. Ale też Galen nie był jakimś niszczycielem związków, nie czuł satysfakcji ze skłócania par, po prostu się z nią podzielił tym, co się dowiedział - chodzili kiedyś ze sobą, nie wiem kiedy, bo nigdy w to nie wnikałem. Bo myślałem, że Cherry jest mi wierna, a potem okazało się, że jednak nie, i to do tego robiła to za moimi plecami ze swoim byłym - prychnął kręcąc głową. Bo takiego czegoś nie spodziewałby się po Marshall, ale z drugiej strony on ją bardzo idealizował, kiedy byli razem, a teraz... dopiero przejrzał na oczy. A zwłaszcza, że Cherry powiedziała mu też przy ostatnim spotkaniu, że... jak to leciało? - Cherry lubiła niezobowiązujące kutasy, jakoś tak to określiła, więc może to było tylko to... pieprzenie? Ja już się nie dowiem, bo z Marshall nie utrzymuję kontaktu - a zresztą co by jej miał powiedzieć? Dlaczego wszystkie kobiety, które darzył głębszym uczuciem poleciały na Madoxa Noriegę?
Zabawne to było, że oni nawzajem czuli w sobie jakąś taką rywalizację, jeden był zazdrosny o drugiego, a przecież byli tak kompletnie różni. Zupełnie inni.
Pilar Stewart
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
— To bardzo romantyczne — skinęła głową, przyglądając mu się. — Pasuje do ciebie — nawet posłała mu delikatny uśmiech. Bo faktycznie Galen Wyatt chyba pomimo swojego zamiłowania do kobiet, był w tym wszystkim romantyczny. Nawet sposób w jaki mówił czy się poruszał dodawał temu wszystkiemu klasy. Pilar taka nie była. Razem z Madoxem uważali za szczyt romantyzmu najbardziej pojebane rzeczy, jak chociażby jedno łamało komuś nos za tą drugą osobę, ale konstelacja księżycowa? No nie była dla nich. Tak samo jak dla Galenowi i Pilar nie było dane przetestować się w łóżku. Zaśmiała się lekko na jego uwagę, że może Galen Wyatt pieprzy się lepiej i lekko pokręciła głową.
— Może — wzruszyła ramionami, nawet na moment nie spuszczając z niego spojrzenia. — Ale tego się już nie dowiemy. Trzeba było korzystać wt… — wtedy. Kiedy? Kiedy oni mieli z tego skorzystać? Jak oddała mu jednak kluczyki i każde poszło w swoją stronę? Nie, bo przecież Galen dał wtedy Cherry. Czy może na stali treningowej, kiedy go odepchnęła? Też nie, bo w życiu Pilar był już Madox. Prawda była taka, że niestety ich historie minęły się w najgorszych możliwych momentach i nie mieli nigdy takiego okna, w którym żadne z nich nie miałoby zobowiązań ani uczuć wobec nikogo innego. Może w jakiejś innej, alternatywnej rzeczywistości.
I może właśnie w jednej z nich Madox faktycznie zdradziłby ją z Cherry, bo przecież w tej nie mógł? Nie zrobiłby jej tego? Szczególnie, że wtedy byli już po świętach i po tych całym poważnych rozmowach, gdzie zdecydowali, że przecież spróbują. Wiedziała, jak Noriega brzydził się zdradą, jak obsesyjnie podchodził do tego, że ona chociażby się c a ł o w a ł a z Galenem, a sam wskakiwałby do łóżka Marshall? Chociaż do łóżka to raczej za dużo pewnie powiedziane. Dlatego Stewart naskoczyła na Wyatta — bo nie była w stanie uwierzyć, że Madox faktycznie mógł to zrobić. No tylko Galen wydawał się dość mocno… pewny swego.
— Ale skąd ty to wiesz? — spytała, wciąż kręcąc głową i gromiąc go wzrokiem. — Przyznała ci się? — kolejne pytanie opuściło jej usta, w głowa chociaż nie wierzyła w te brednie, automatycznie zaczęła powątpiewać. W końcu na sylwestra była ta cała akcja z Cherry w szpitalu od fajerwerk, które razem odpalali, faktycznie się z nią wtedy widział… i takim sposobem zaczęła się fiksacja, jeszcze jak Galen wspomniał o niezobowiązujących kutasach, to już w ogóle nagle nie mogła się wcale skupić na matce. No to zmienili temat. Tak go kurwa zmienili, że Pilar…
— Wiesz co, chyba czas się już zbierać — rzuciła jakaś zrezygnowana i było widać po jej twarzy, że myślami jest w kompletnie innym już miejscu. Zabrała się za zbieranie papierów. — Jakbyś tylko mógł mi wysłać te zdjęcia — mruknęła pod nosem, przebierając kartki i składając je do kupy, a potem odstawiła teczkę na miejsce i na końcu jeszcze księgę, gdzieś po drodze przez przypadek wpadając na Galena, ale finalnie udało im się wszystko posprzątać.
— Odwiozę cie do firmy — rzuciła, gdy już wyszli z budynku i skierowali się na parking. Kiedy tylko znalazła się w aucie, złapała za telefon i sprawdziła wiadomości od Noriegi, tylko problem był taki, że nie był tam żadnych. Spróbowała zadzwonić — nie odbierał. Raz, drugi, trzeci. — Dobra, zapnij pasy, bo to będzie szybka jazda — nie mogła przecież zostawić Galena, kiedy tak jej pomogł, musiała go podrzucić chociaż pod budynek Northex. I faktycznie, może trochę nagięła przepisy, ale po pięciu minutach już parkowała przy głównym wejściu. Facet z ochrony nawet chciał ją przegonić, ale kiedy zobaczył prezesa w środku, od razu się odsunął. Pilar natomiast odwróciła się do Wyatta.
— Dziękuje — wypaliła nagle, bo wcześniej jakoś nie było okazji. — Nie musiałeś tego wszystkiego dzisiaj dla mnie zrobić, a jednak zrobiłeś. Dziękuję — uśmiechnęła się delikatnie, opierając głowę o zagłówek fotela. Naprawdę była mu wdzięczna. I może trochę tęskniła za tym, jak spędzali czas? Miło było mieć Galena z boku, nawet jeśli czasami ich rozmowy zbaczały na nieodpowiednie tory. I tak było warto.
Galen L. Wyatt
-
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkisątyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Oczywiście, że Galen pomimo tego swojego podejścia do... seksu, to był też romantykiem, bo jednak kiedy się zakochał, to zupełnie inaczej do tego podchodził. Cherry przecież nie zdradzał, a mógł... Modelki zawsze miały do niego słabość, nawet kiedy był zaręczony.
Ale on wtedy nawet z Pilar nie zdradził Charity, czego chyba żałował najbardziej.
Bo może by im nie wyszło? Ale przynajmniej teraz mogliby się wypowiadać na temat tego kto pieprzył się lepiej. Ale była też taka możliwość, że przecież Galen Wyatt te wszystkie romantyczne gesty teraz celowałby w Stewart, i dał jej ładniejszy pierścionek, z konstelacją, czy czymś tam.
Nic nie powiedział, chociaż miał gdzieś w głowie to pytanie... Kiedy? Wtedy, gdy on był jeszcze z Cherry?
Jakby się z tym oboje czuli, gdyby Galen zdradził z nią swoją narzeczoną? To była chemia, niezaprzeczalna, ale Wyatt też chyba taki nie był. On tylko żałował, że nie wykorzystał lepiej tej szansy na sali treningowej. Ale to dlatego, że wierzył, że Pilar wtedy miała wątpliwości, że całowała go tak, jakby nie do końca jednak była taka... zakochana?
Teraz chyba była.
Kiedy tak go dopytywała skąd on wiedział o tej zdradzie Cherry.
- Powiedziała mi o tym jej przyjaciółka, ufam jej - Galen wciąż był pewny swego, wciąż wierzył w to co powiedziała mu Peach. Co prawda Peach i Cherry się nie przyjaźniły, wywodziły się z jednego środowiska, ale Wyatt nigdy nie widział, żeby one się aż tak trzymały razem. Co innego on z Pepper, oni przyjaźnili się od lat, dlatego on ufał, że Peach powiedziała mu prawdę. Na pewno.
- W porządku, ale Pilar… nie byliście wtedy zaręczeni, a ja uznałem, że powinnaś wiedzieć - bo to chyba nie tak wcale, że Galen jej chciał tymi informacjami dowalić. Galen to często nie chciał źle, myślał, że tak będzie dobrze, a mącił... Po prostu mącił. I teraz też widział w twarzy Stewart, że może nie powinien się odzywać? Ale czemu? Żeby żyła w takiej nieświadomości jak on, zanim się dowiedział? - Wyślę - od razu nawet wziął telefon i zaczął jej te zdjęcia przerzucać, więc pewnie kiedy wrócili do samochodu to miała też dużo powiadomień od niego - mogę... - zaczął, bo mógł w sumie zadzwonić po transport, ale już kierowali się do Jaguara, a kiedy wsiedli to Galen, o dziwo, bez żadnego problemu, zapiął pas. Oczywiście, że jej zapytał czy coś jest nie tak, kiedy Stewart oznajmiła, że to będzie szybka jazda, ale Pilar machnęła na to ręką, a on już nie drążył. Rzeczywiście przejechali przez miasto wyjątkowo szybko, a potem Galen miał się od razu zebrać do wyjścia, ale na to jej dziękuję, zatrzymał się w fotelu i odwrócił w jej kierunku.
- Wiesz, że dla ciebie... dużo bym zrobił Pilar - wszystko? To chciał jej powiedzieć? Pojechał z nią do burdelu w Quebec, chociaż nigdy nie brał udziału w takich akcjach, poszedł na kolację do Seeleya… Wiele by dla niej zrobił. Wciąż. - Jeśli jeszcze będziesz potrzebowała... jakieś pomocy, to się odezwij, a ja też spróbuję się czegoś dowiedzieć - jeszcze się do niej uśmiechnął rękę opierając na klamce - i wybacz, że tak to wyszło, po prostu co złego, to nie ja, okej? - jeszcze niebieskie spojrzenie zatrzymało się na jej pięknych, ciemnych oczach - trzymaj się Pilar - pożegnał się i wysiadł.
Galen nawet nieświadomie zawsze... mieszał. Ale przecież on naprawdę wszystko by dla niej zrobił, tylko teraz już może... w innym życiu.