Zastanawiał się, czy ona zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo przyciąga uwagę, nawet tutaj, siedząc przy stoliku. Była w niej jakaś taka elegancja, która kontrastowała z tym luźnym klimatem. Kiedy wspomniała o paczce cukru, Noe uniósł brew w teatralnym geście zaskoczenia, opierając się mocniej o oparcie krzesła.
—
Tylko od czasu do czasu? — zapytał, w jego głosie pobrzmiewała lekka nuta rozbawienia, choć patrzył na nią z wyraźnym zainteresowaniem. —
Cóż, to chyba najlepsza oferta, jaką dzisiaj usłyszałem. Biorę to w ciemno, pod warunkiem, że kawa będzie chociaż w połowie tak dobra, jak zapowiada ten widok. - Przerwał na moment, przenosząc wzrok na kelnera, który kręcił się nieopodal, a potem znowu wrócił do niej. —
Przereklamowani? — powtórzył z lekkim uśmiechem, przyglądając się jej z jeszcze większą uwagą. —
Całkowicie się z tobą zgadzam. Normalność to najkrótsza droga do nudy, a przynajmniej tak sobie tłumaczę wszystkie moje błędy. Jeśli bycie normalnym oznacza robienie zawsze tego, co wypada, to chyba oboje mamy szczęście, że trafiliśmy na siebie.
Ukrył swoje lekkie zmieszanie pod wpływem jej wzroku i zaczął bawić się rogiem od karty menu. Opis koncertowych zmagań wywołał w nim szczery uśmiech.
—
Wytrzymałość psychiczna to trafne porównanie — skomentował, zostawiając w spokoju menu i wpatrując się w nią z nowym rodzajem zainteresowania. —
W sumie racja, większość ludzi opisuje muzykę, a nikt nie wspomina o łokciach wbijanych w żebra i walce o każdy centymetr kwadratowy podłogi.
Przesunął wzrokiem po tarasie, patrząc na ludzi przy innych stolikach. Zastanawiał się, czy ona teraz też ich obserwuje w ten sposób, szukając tych momentów, o których przed chwilą wspomniała.
—
W sumie to ciekawe podejście — dodał po chwili. —
Ja zwykle muszę przegadać z kimś kilka godzin, żeby wyciągnąć z niego coś prawdziwego, a ty potrzebujesz tylko dobrego światła i odpowiedniego momentu.
Noe przyglądał się jej twarzy, zauważając, że przestała wiercić się na krześle. Wyglądała na kogoś, kto w końcu poczuł się swobodnie w rozmowie. Czuł, że ta rozmowa robi się dla niego ważna. Przestał myśleć o tym, czy zaraz przyjdzie kelner i czy espresso rzeczywiście będzie warte tych pieniędzy. Pomyślał, że dawno nie miał okazji pogadać z kimś tak wesoło, niezobowiązująco. Czuł, że ta nić porozumienia, która się między nimi wytworzyła, to coś, czego w ogóle nie planował, gdy siadali przy tym stoliku.
To, co powiedziała, wydawało mu się wyjątkowo trafne. Przypomniał sobie wszystkie rozmowy z ludźmi podczas stażu, którzy na początku spotkania byli spięci i pilnowali każdego słowa, a pękali dopiero w momencie, gdy rozmowa zbaczała na boczny tor, w stronę czegoś mniej ważnego. Dopiero wtedy mówili coś naprawdę osobistego. Noe uśmiechnął się, czując, że to stwierdzenie trafia w sedno. Odchylił się lekko w stronę oparcia, splatając palce dłoni przed sobą.
—
Czyli w zasadzie oboje polujemy na te same błędy w systemie — rzucił, nie odrywając od niej wzroku. —
Ty masz do tego aparat, ja dyktafon, ale przyznaj, zdarza ci się czasem żałować, że nie da się niektórych rzeczy cofnąć i zrobić poprawki w tak jak na zdjęciu? Bo ja w swoich tekstach mam ten luksus, że mogę skasować zdanie i napisać je od nowa, żeby brzmiało lepiej.
Ponownie otworzył kartę idąc w jej ślady, tym razem zdecydowany na zamówinienie, przecież po tu przyszli.
-
No dobrze, skoro już tu jesteśmy i ryzykujemy utratę fortuny, to musimy chociaż wybrać coś, co będzie smakować tak, jakby serio było zbierane przez mnichów. Zdecydowałaś się na coś? Czy nadal studiujesz to menu z taką powagą, jakbyś szukała w nim ukrytego przekazu? - Spojrzał na nią uważnie, badając jej wyraz twarzy. Zauważył, że jej oczy błyszczą z rozbawienia, ale i coś na kształ niepokoju. Miał w głowie jej słowa, że zaczyna pracę, więc domyślił się, iż nie będzie jej stać na zapłacenie za nich, ale też nie był draniem i od początku planował wziąć na siebie rachunek. —
Dobra, nie męczmy się już tym czytaniem. Skoro ja płacę, zamawiam dwie najbardziej przekombinowane kawy z karty. Przynajmniej będziemy mieli o czym opowiadać, jak już przyjdzie rachunek, ale jeden warunek, ty wybierasz ciastko.
Zauważył, jak jej twarz się zmienia, a wzrok wędruje w stronę papierowej karty. Wyraźnie wycofała się z tematu, który wolała pominąć. Poczuł wyrzuty sumienia, że zadał to pytanie, choć nie wiedział, w co trafi. W jednej chwili zrobiło mu się żal, że zepsuł atmosferę, którą zbudowali przez ostatnie kilkanaście minut. Przesunął dłonią po blacie stołu, nie patrząc na nią bezpośrednio, by nie czuła na sobie jego badawczego wzroku.
—
Rozumiem — odpowiedział w końcu krótko. —
Studia to tylko papier - zamilkł, dając jej czas na powrót do rozmowy i zaczął bezmyślnie studiować listę kaw, jakby to był najważniejszy tekst, jaki czytał. —
A co do sali bankietowej, to rozumiem ten ból. Dorosłość ma swoje minusy, a opłacanie rachunków jest zdecydowanie na szczycie listy - zaśmiał się krótko, ale zaraz spoważniał słysząc jej pytanie.
Jego pewność siebie na moment zniknęła, nie spodziewał się, że tak szybko role się odwrócą i to on będzie musiał odpowiadać na jej pytania. Oparł się wygodniej o oparcie krzesła i popatrzył na ocean, jakby szukał tam odpowiedzi. Nie chciał zaczynać nowej, w dodatku obiecującej znajomości od kłamstw, bo prędzej czy później prawda i tak wyjdzie na jaw.
—
Dobre pytanie. — pochwalił ją po dłuższej chwili, próbując grać na zwłokę. —
Chyba po prostu nie lubię, kiedy role się odwracają — zaśmiał się krótko, ale tym razem w jego głosie było słychać szczere zakłopotanie. —
Skoro już bawimy się w szczerość, muszę przyznać, że trochę cię oszukałem — powiedział cicho, nie spuszczając z niej wzroku. —
Technicznie rzecz biorąc, nie pracuję jako dziennikarz. Mam inne zobowiązania, które zajmują mi większość czasu, ale szczerze? Zamierzam to zmienić. Utknąłem w miejscu, w którym nie chcę być i planuję jak najszybciej wrócić do tego, co naprawdę ma dla mnie znaczenie. Ale tak, mam papierek na dziennikarstwo - zakończył, uśmiechając się delikatnie. Zrobił krótką pauzę, sprawdzając jej reakcję.
Charly Hayes