-
na chwilę?
na trochę dłużej jednak.
w toronto miał zabawić chwilę, może miesiąc, żeby zbadać to miasto i ruszyć dalej, ale okazało się, że jest tu więcej do okrycia niż się spodziewał.
więcej ludzi, więcej zdjęć, więcej emocji, od których ciężko jest mu uciec.nieobecnośćniewątki 18+takzaimkitaktyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Bo tam gdzie ona z jednej strony miała jego i tę chwilę szaleństwa w jego ramionach, to jak na nią patrzyły te jego zielone oczy, i to jak jego usta układały się w sei bellissima, to jak jego palce sunęły po jej gorącej skórze z uwielbieniem, a z drugiej... to przecież była jej rodzina. Mąż, córka i tych dwóch chłopców, którzy biegali po ogrodzie z piłką. Bowen nie miał takich wyborów. On po prostu mógł sobie pozwolić w to wejść, niczego nie ryzykując, no może jedynie ten związek z Aurelią, który i tak nie był za poważny. A przynajmniej z jego punktu widzenia.
Chociaż wciąż patrzył na Lię tymi oczami zauroczonego szczeniaka, wciąż lgnął do niej i traktował ją trochę jak księżniczkę, którą ona przy nim była przecież zawsze.
Mniej było w niej ognia niż w jej matce, więcej tej słodyczy. Ogień, czy słodycz, ciężki wybór.
I dzisiaj na boisku też pokazywała przed ojcem tą swoją słodką stronę, a Maria pokazała, że wychowała się na barcelońskim podwórku, ale to nawet dobrze, bo Bowen wychował się na sycylijskim, w Palermo, gdzie słońce grzało karki i piekło policzki, a pomarańcze smakowały wybornie, latem. Gdzie ulice kurzyły się, kiedy kopali tam piłkę z chłopakami i krzyczeli w głos.
Donnie zawsze był ciekawy świata, i kiedy już Palermo nie miało przed nim tajemnic, to wyruszył dalej. Wiele tych piłek przekopał w swoim życiu, w różnych zakątkach świata. A później trafił do Toronto i kiedy on myślał, że to tylko chwilka, że zaraz ruszy dalej, to jednak...
Zatrzymał się na dłużej, ale przecież nie spodziewał się nigdy, że któregoś dnia, wyląduje w takim ładnym ogródku ze swoją dziewczyną, z jej mamą, która do tego zawróci mu w głowie. I będzie szła do niego jeden na jeden z piłką przy nodze.
Nigdy by się czegoś takiego nie spodziewał.
A tego, że dostał w łeb tym bardziej. Maria powaliła go już wcześniej, w tym klubie, w pokoju numer trzynaście rozłożyła na łopatki, a teraz jeszcze doprawiła to wszystko... piłką. Na chwilę go nawet zamroczyło, Aurelia coś nad nim panikowała, ale Bowen już się podniósł do siadu i tylko powiódł spojrzeniem za Panią Perez.
Powalająca. I jak on miał być w nią nie zapatrzony? Nie zauroczony, do tego stopnia, że kiedy wszyscy krzątali się pod jej dyktando, to on tylko patrzył. Zakochany szczeniak.
Nie za bardzo łapał to co się działo dookoła, bo jeszcze trochę kręciło mu się w głowie, jeszcze zbierał myśli, kiedy Maria rozstawiała wszystkich po kątach.
- Ale kopniak... Zawrócił mi w głowie - rzucił kręcąc głową i zbierając się z ziemi, wytrzepał się trochę z piasku, ale nie zauważył wcale, że krew mu puściła, chociaż na słowa Marii zaraz sięgnął do nosa, rozmazał tylko krew na policzku, po czym ścisnął oba płatki nosa - ogarnę to - mruknął przez nos i skierował się do kuchni. Koszulkę też już miał brudną, a na kuchennym blacie, koło zlewu, zrobił kilka kropek. Jedną ręką przyciskał ręcznik do nosa odchylając do tyłu głowę, drugą wytarł krew z blatu, a zaraz starał się wyczyścić swoją koszulkę, na marne, więc w pierwszej chwili nie zauważył, że Maria do niego dołączyła. Dopiero kiedy usłyszał trzaśnięcie drzwi od lodówki, to się odwrócił, usiadł na jakimś wysokim stołku przy kuchennej wyspie. A kiedy Pani Perez do niego podeszła, to utkwił w niej zielone spojrzenie, którym zaraz zezował, kiedy sięgnęła do jego czoła. Trzymał, tak jak mu kazała, a drugą ręką wciąż papierowy ręcznik, i jak on teraz miał do niej sięgnąć? Kiedy stała tak blisko...
Chciał.
A kiedy Maria zrobiła krok do tyłu, to on zahaczył ją nogą zatrzymując przy sobie. Trampkiem o jej łydkę.
- Poczekaj... - odłożył na blat obok zakrwawiony papier i może zatamował krwawienie, ale twarz miał całą wymazaną i koszulkę też - chciałaś mi nabić guza, czy jednak poprzestawiać jakieś klepki, żebym przestał o tobie myśleć? Bo jeśli tak, to nic to nie dało... Jest jeszcze gorzej - sięgnął do niej ręką, jego palce przesunęły się po jej przedramieniu - spotkaj się ze mną jeszcze raz, Aurelia i twój mąż nie będą o niczym wiedzieć - chyba jednak ten cios sprawił tylko tyle, że Donnie postanowił nie odpuszczać. Nie tak łatwo - ostatni raz, Mario - zielone spojrzenie utkwił w jej pięknych, ciemnych oczach. I czekał... aż mu to obieca.
Nie zraziła go ta piłka, ani nawet to co powiedziała mu wcześniej, bo Donnie miał w sobie coś takiego, że rzadko się poddawał, szedł na przód, i brał życie garściami, tego nauczyło go Palermo, a może ta tułaczka po świecie? I to, i to pewnie.
promettimi questo Mario ✿˚ ༘ ⋆。♡˚
-
Le gusta que la miren cuando ella baila sola.
Le gusta más la casa que no pasen las horas.
Le gusta Barcelona.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ona miała do stracenia absolutnie wszystko.
Całe swoje życie.
Wtedy w kuchni, gdy wybuchła ze złości jej myśli krążyły wokół jej relacji z Aurelią. To nie była kwestia Rafaela, bo z mężem miała swoje do wyjaśnienia już od dawna, a on sam jako pierwszy znalazł ukojenie w ramionach innej i szukał go raz po raz w coraz to nowszych. I to nie tak, że o męża nie dbała, ale teraz jej głównym zmartwieniem była Aurelia. Gdyby dowiedziała co wtedy zrobili… przecież Maria straciłaby jej zaufanie bezpowrotnie. Jego bezczelna beztroska i zuchwałość budziły w niej wściekłość, a choć sama była sobie winna to i tak musiała znaleźć upust dla tej złości. To, że odnalazła go akurat w zbyt mocnym kopnięciu było całkowicie przypadkowe, bo nie planowała go dosłownie powalić.
Strzelić kilka bramek? Owszem!
Wygrać na boisku? Z całą pewnością.
Sprawy potoczyły się inaczej, ale może to i dobrze. Domowy chaos dobrze jej zrobił, szybko poczuła się jak w swoim żywiole rozwiązując kolejne problemy i rozstawiając wszystkich po kątach. Emocje powoli opadały zarówno te na podwórku, ale też te kłębiące się w niej odkąd zobaczyła Donniego w swoim domu. Początkowy strach i poczucie winy zaczęły ustępować zupełnie nowej odsłonie… odsłonie pewnej siebie, dojrzałej kobiety, która przed momentem zaprowadziła porządek na podwórku wśród dzieci i męża, a teraz z tym samym spokojem zamierzała ogarnąć chaos w kuchni.
Donnie był chaosem.
Kto by pomyślał, że ten jeden kopniak który jemu jeszcze bardziej zawrócił w głowie, tak jej pomoże? A jednak teraz przestała strzępić nerwy. Jego upartość i zuchwałość nawet ją nieco rozbawiły i choć głośno by tego nie przyznała, to też schlebiało jej jego zainteresowanie. Przez krótką chwilę, kiedy byli w kuchni sami odsunęła na bok strach.
Kiedy zahaczył ja noga o łydkę przyciągając ku sobie, na ułamek sekundy straciła równowagę. Nie odsunęła się jednak, a zamiast tego oparła dłoń na jego udzie, by się nie wywrócić. Nie wycofała się, nie odsunęła. Dłoń też pozostawiła na miejscu, bo przecież teraz i tak nie był w stanie dostrzec tego gestu z ogrodu. Przyglądała się mu, kiedy mówił… kiedy prosił i gdy czekał na odpowiedź.
Ostatni raz, Mario.
Zaśmiała się lekko i pokiwała głową z niedowierzaniem.
— Ostatni raz? — powtórzyła cicho przesuwając lekko dłoń prowokująco w górę uda spoglądając w te jego zielone rozbiegane ślepia. — Donnie… nie wiem o czym mówisz, będziemy się teraz widywać… dość często — zaczęła, bo czy nie obśmiał się gdy wspomniała o zerwaniu? — Przecież będziesz regularnie odwiedzał Aurelię, prawda? Może wpadniesz czasem na rodzinny obiad — dodała wbijając w niego wzrok pełen rozbawienia. — Obiecuję, że nie będę kopać zbyt mocno następnym razem — zapewniła nagle odrywając dłoń od jego nogi, bo skoro on mógł być tak bezczelnie pewny siebie, to czemu ona nie miała zagrać w tę grę? — A teraz obiecuję naprawić wyrządzone szkody, ale musisz dać mi swoją koszulkę — oznajmiła wycofując się o krok i zerkając znacząco na plamy, jakie pozostawiła po sobie krew. — No zdejmuj póki krew jest świeża — ponagliła, a gdy faktycznie zajął się jej ściągnięciem ona z nieskrywaną satysfakcją obserwowała każdy jego ruch gdy unosił materiał do góry odsłaniając swoje wyrzeźbione ciało. Po wszystkim wzięła od niego koszulkę, przewróciła na lewą stronę i odwróciła się do zlewu, by zalać plamy lodowatą wodą wypłukując krew. Po wszystkim rozłożyła materiał na blacie i zasypała go solą kuchenną. Z szuflady wyciągnęła suchą ścierkę i ją też namoczyła w zimnej wodzie ponownie obracając się w jego stronę.
Podeszła bliżej.
Zbyt blisko.
Bez uprzedzenia zaczęła ścierać zaschniętą krew z jego twarzy powolnymi i precyzyjnymi ruchami. Nie mówiła nic. Co zresztą miałaby powiedzieć? Złożyć obietnicę, której spełnić nie mogła, a już na pewno nie powinna? Bez sensu… Milczała więc ścierając resztki krwi z jego policzka i okolic nosa, by na koniec trochę jakby od niechcenia przesunąć kciukiem po jego dolnej wardze… uśmiechając się lekko na samo wspomnienie tego jak smakowały.
Co jej zostało, jeśli nie wspomnienia?
Tyle mogła zachować w pamięci…
…i to by było na tyle, bo dokładnie w tym momencie od kuchni wtargnęła Aurelia.
To był nienaganny refleks, szybki ruch. Wcisnęła mokrą ścierkę w ręce Donniego odsuwając się o krok i zerkając w stronę córki. — Będzie żył, jest cały twój — obwieściła ciepło słodko się przy tym uśmiechając. — A ty następnym razem nie odchylaj głowy do tyłu, zawsze tylko w przód i zimny okład na kark — poleciła zerkając jeszcze raz na półnagiego Bowena, po czym znów zwróciła się do Lii. — Kochanie daj mu z szafy jakąś koszulkę, bo musieliśmy zaprać plamy — wyjaśniła, ale na szczęście w korytarzu mieli sporo uniwersalnych koszulek jeśli nie z meczów chłopaków to jakieś koncertowe też. Nie były przypisane do nikogo, bo akurat w tych to każdy czasem chodził. Nawet Maria.
Widząc jak córka podchodzi do chłopaka Maria taktownie się wycofała, w końcu i tak nie dałaby mu żadnej odpowiedzi, a prawdę mówiąc i tak nie zamierzała… bo jak on to sobie wyobrażał?
Jej pragnienia przegrywały w starciu z córką.
Musiała odpuścić.
Te prometo verte seguido, Donnie, solo ven de visita. ₊˚⊹ᰔ