34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Galen nigdy nie był najlepszy w kontaktach międzyludzkich, obracał się w środowisku bogaczy, gdzie ludzie ponad szczerość stawiali sztuczne uśmiechy i ładne kłamstwa. Dlatego on, w momencie, w którym relacje opierali na szczerości, to w to szedł.
Z różnym skutkiem jak widać, bo może to co miało być szczerym pytaniem, to ją dotknęło. Chociaż nie takie miał przecież zamiary.
To jej przepraszam odrobinę go zdziwiło, i to nie tak, że Galen nie umiał przeprosić... Chociaż może nie umiał? Kiedy on tak naprawdę to robił? Jak był Galenem Wyattem i to jemu wszyscy dookoła nadskakiwali. Uniósł jedną brew.
- Co? Za... - zaczął i chyba naprawdę miał jej pytać za co go przepraszała, ale Majka zaraz sama go ubiegła, a on wbił niebieskie spojrzenie w jej śliczne, brązowe oczy. Za to, że byłam narwana i źle cię oceniłam. Wszyscy źle go oceniali. Z góry zakładali, że Galen Wyatt jest taki, jak malują go brukowce, albo taki, jak inni bogacze. Albo taki, na jakiego sam się swego czasu kreował - bogaty dupek.
A teraz ten bogaty dupek aż nabrał powietrze w płuca, kiedy błękitne tęczówki przesunęły się po jej twarzy.
- To ja... - powie to? Przeprosi ją? Przyzna się do błędu? Może rzeczywiście w drodze na ten bankiet Galena Wyatta zgarnęli kosmici i zrobili mu pranie mózgu? Albo w jego głowie zagnieździł się jakiś egzotyczny robak, który zmieniał jego charakter? Dziwne - przepraszam - powiedział to niesamowite, tylko jeszcze żeby nie rzucać słów na wiatr musiał dodać za co. I tu już zaczynały się schody, bo najbardziej w stylu Galena było - za to, że źle mnie zrozumiałaś. Tylko jak to brzmiało? Niebieskie spojrzenie zaszło mgłą, kiedy Galen naprawdę w swojej głowie starał się to jakoś odpowiednio ułożyć, podejść do tego z empatią, taką ludzką, a nie ułomną, jak tą, którą przecież posiadał - za to, że na ciebie naskoczyłem - chyba dobrze to zabrzmiało? Aż Galen sam się zdziwił, wypuścił powietrze z płuc. Ta cała gonitwa myśli sprawiła, że on nawet nie zakodował momentu, kiedy Maya złapała go za rękę, ale teraz spuścił na moment spojrzenie na jej dłoń, palce zaciśnięte na tej jego, a zaraz znowu podnosił je na jej oczy.
- Jaką zasadę? - zapytał od razu, już to ostatnio słyszał. Od Peach, związek na pokaz, z zasadami. Jeśli Maya mu wypali z czymś podobnym... Ale przecież, no nie, to zupełnie coś innego. Ich... relacja opierała się na szczerości, a nie na udawaniu. Słuchał Majki, a im więcej mówiła, tym jego brew unosiła się wyżej, bo przecież... - ale jak kogoś lubisz, to chcesz mu pomóc, i moje pieniądze mogą...- zaczął, ale widział jej spojrzenie, a kiedy mocniej zacisnęła palce na jego ręce, to już nie kontynuował. Z jednej strony rozumiał to, że miała za dużą dumę, bo akurat Galen to też miał i nigdy nikogo nie umiał prosić o pomoc. Ale z drugiej zupełnie nie mógł tego pojąć, skoro mógł jej pomóc, mógł jej dać pieniądze, dać, nie pożyczyć, to przecież... kto by tego nie przyjął?
No ona właśnie.
Przechylił na bok głową przyglądając jej się.
- Dobrze... Ale jeśli następnym razem będziesz miała wpakować się w kłopoty, to najpierw przyjdź do mnie. I... nie wiem jak to wtedy załatwimy, ale Majka nie rób już rzeczy, których będziesz potem żałowała - nie wiedział czy zabrzmiało to dobrze, czy źle? Ale intencje miał szczere i właściwie, mogła to widzieć w jego niebieskich oczach, których nawet na moment od niej nie oderwał.
A jednak kiedy zarzekał się, że Audrey była nudna, to już się uśmiechnął, już wywrócił oczami - nie zauważyłem - rzucił odnośnie nóg Audrey, które wyglądały jakby je Michał Anioł dłutem haratał, zauważył. Ale co miały jej bajeczne nogi do tego, że zamienili ze sobą podczas tego bankietu może kilka sensownych zdań? A potem ona opowiadała mu głównie o zakupach w Mediolanie. Może gdyby te nogi oglądał z innej perspektywy? Nawet zastanowił się nad tym przez moment, ale kiedy wyczuł, o dziwo, w głosie Mayi to, że się z niego zgrywała, to znowu przewrócił ślepiami - no i świetnie, też coś wymyślę dla Audrey, może jej powiem, że z takimi nogami powinna teraz pozować do Vogue'a? W tej chwili właśnie - znowu się uśmiechnął. Zdecydowanie wolałby połazić po tym domu z Majką, albo gdzieś z nią stąd zniknąć, niż kolejne nudne godziny spędzać przy Audrey. Odprowadził ją spojrzeniem już wciągając na kark koszulę, którą sobie wybrał, a kiedy rzuciła to czy na pewno nie potrzebuje pomocy, to już zaczął - właściwie... - tylko, że nie zdążył nic więcej powiedzieć bo Maya już zniknęła za drzwiami. A Galen wziął się za zapinanie koszuli. I kiedy już uporał się z guzikami, to usłyszał to poruszenie na korytarzu. Tylko zarzucił na siebie marynarkę, a muchę włożył do kieszeni i wyszedł z garderoby, dosłownie kilka kroków za Majką.
Claudia się speszyła, spuściła spojrzenie, bo chyba się tu jego nie spodziewała. Na pewno nie, chociaż jej spojrzenie przesunęło się po tej rozwiązanej muszce Wyatta, po jego wciąż nie dopiętej pod szyją koszuli.
- Claudia... - zaczął Galen i stanął za Majką. Przez chwilę chciał ją po prostu wyrzucić, mógł to zrobić i pewnie wystarczyło jego jedno słowo, żeby to Claudia już nigdy nie wystąpiła w roli kelnerki na takich imprezach, ale... musiał chyba wziąć poprawkę na to co powiedziała mu Maya. Chociaż odrobinę - właśnie miałem cię znaleźć. Na dole biegają dzieci, wpadły w twoją kelnerkę - nie chciał, żeby wiedziała, że znali się z Majką, nie wiedział też czy Claudia jest tutaj jakąś przełożoną kelnerek, ale założył, że tak - ktoś powinien ich przypilnować, a Maya... tak mówiłaś, że masz na imię? - zerknął na Parker, bo pewnie ją o to zapytał - bardzo ładnie się zachowała i zaprała mi koszulę, to jest Gucci Claudia, delikatny materiał, na pewno zostałaby plama, a ja nawet nie wiem czyje to dzieci - wzruszył ramionami, jakby Galen się przejmował tą koszulą, po której przeszedł i którą porwali. Ale Claudia chyba się przejęła, zrobiła jakąś wystraszoną minę, tylko Galen kontynuował - i za tą świetną postawę i reakcję, uratowanie mojej koszuli, chciałbym wam dorzucić od siebie premię, do podziału. A następnym razem dopilnuj, żeby Maya obsługiwała moje imprezy - może chociaż tyle mógł dla niej zrobić? No bo skoro nie chciała od niego pieniędzy, ale premię przecież mogła przyjąć - dopilnuj, żeby Pani Maya... - Pani Maya? Serio? - dostała odpowiednią premię - jeszcze popatrzył na Claudię, która pokiwała głową, że rozumie, jeszcze spojrzała na Majkę jakoś krzywo, ale Galen też to zauważył, zaraz kiwnął ręką - no to chyba... - zaczął i chciał powiedzieć, że chyba muszą wracać do pracy? Ale Claudia go ubiegła.
- Tak, tak już idziemy - i nawet złapała Majkę pod ramię ciągnąć ją w kierunku schodów, znowu chciała jej suszyć głowę, że to nie wypada? No tylko, że Galen też chyba nie chciał już na to pozwolić, bo zaraz odchrząknął - a, Pani Mayu jeszcze mucha... Zawsze mam problem z wiązaniem - zawiesił w palcach swoją muszkę. Wyatt umiał ją zawiązać bez najmniejszego problemu, ale Claudia nie musiała o tym wiedzieć - mogę liczyć na pomoc? A ty Claudia wracaj już na dół i zrób coś z tymi dzieciakami - dodał z grzecznym uśmiechem, ale tak naprawdę to wiadomo, że dał Claudii niewdzięczne zadanie z tymi dziećmi, a Majkę zatrzymał jeszcze specjalnie.

Maya Parker
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
Welkom in Canada
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
Oh, and your sweet and pretty face
Is such an ugly word for something so beautiful
Oh, that every time I look inside
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie spodziewała się od niego przeprosin, bo nie znała go dobrze, ale wydawał się osobą, która była wyjątkowo dobra w słowa, raczej stronił od bezpośredniego przyznawania się do winy. A tu proszę, przyjemnie się zaskoczyła, bo jeszcze dodał, za co tak naprawdę ją przepraszał. Doceniła to, szczerze. Może dlatego idąc korytarzem, delikatnie się uśmiechała. Szkoda tylko, że po drodze spotkała Claudie i wszystko zawodowo poszło się jebać.
Ściągnęła mocno brwi do siebie, słysząc, jak przełożona wszystkich kelnerek wyzywa ją od złodziejek. Nawet nie dała jej dojść do głosu, a przecież gdyby tylko na to pozwoliła, Maya spokojnie wyjaśniłaby kobiecie, że to wcale nie tak, że chodziła i rozlewała ludziom szampany na koszulki, jak to przedstawiła Audrey, tylko naprawdę był to przypadek, a sam Galen chciał, żeby przyszła zaprać mu koszulkę. W życiu sama by tu nie myszkowała, wiedząc, że może za to stracić całą dniówkę. A tu nie dość, że Claudia chciała ją wyrzucić, to jeszcze upewnić się, że nie znajdzie pracy nigdzie w branży. Parker złapała więcej powietrza w płuca, gotowa się kłócić, ale wtedy gdzieś za jej plecami wybrzmiał już dobrze znany jej głos.
Po spojrzeniu, jakie Claudia przeniosła pierwsze na nią, a potem na niego, Maya widziała już tysiąc nieodpowiednich myśli, jakie krążyli w głowie jej przełożonej. Świetnie, teraz nie dość, że była złodziejką, to jeszcze uwodzicielką biznesmenów. Już w głowie słyszała te wszystkie ploty, jakie zaraz pójdą dookoła. Chociaż kiedy Wyatt zaczął nawijać i udawać, że wcale nie znał jej dobrze, bo ledwo zapamiętał jej imię, Parker spojrzała na niego z wdzięcznością.
— Tak, Maya — skinęła grzecznie głową, chowając dłonie za plecami i stanęła wyprostowana na baczność. A to wcale nie było łatwe, bo kiedy Wyatt opowiadał Claudii o Gucci i tym, jaki to był delikatny i zajebisty materiał, Paker naprawdę musiała się spiąć cała w sobie, by się nie zaśmiać albo nie przewrócić oczami. — bardzo delikatny — podpięła się więc pod jego słowa, kiwając głową. — dostałam nawet specjalne rękawiczki do czyszczenia, żeby przypadkiem jej nie uszkodzić — za bardzo poleciała? Ale przecież to było g-u-c-c-i to może i prało się je w złotych rękawicach. Claudia sama nie wiedziała już w co wierzyć, ale słowo szefa było przecież najważniejsze w tym wszystkim, więc tylko skinęła głową. Tak samo w przypadku premii, o której wspomniał Galen.
— Oczywiście Panie Wyatt! — poprawiła mundurek, kiwając głową tak mocno, że aż kilka kosmyków wypadło jej z kucyka. — wszystkiego osobiście dopilnuje — dodała i już łapała Parkerza przedramię, żeby ściągnąć ją na dół i pewnie tam dać jej osobną reprymendę już bez świadków, tylko Galen znowu przyszedł jej na ratunek.
— Mucha? — spytała, kompletnie zbita z tropu, patrząc na niego wielkimi, piwnymi oczami. — a tak, mucha — strzeliła się w czoło i odchrząknęła. — Naturalnie, już idę Panie Wyatt — tym razem to ona pokiwała mocno głową, trochę prześmiewczo, trochę żeby ponabijać się z Claudii, która rzuciła jej jeszcze podejrzliwie spojrzenie, ale co ona mogła na to poradzić? Taki już miała charakter. Pozawalała sobie na żarty, kiedy zupełnie nie było na nie miejsca. Wskazała Panu Wyattowi jeden z pokoi, dokładnie ten z którego przed chwilą wyszli, a kiedy zniknęli za drzwiami, to przewróciła oczami.
— Zajebiście, teraz będą gadać że próbowałam uwieść Galena Wyatta — prychnęła, kręcąc głowią, mówiąc o tym, jakby to faktycznie było takie złe. — a Claudia, widziałeś jej minę? Cała się zrobiła czerwona, jak wyszedłeś w tej rozpiętej koszuli — klepnęła się po policzkach, pokazując miejsca, w których przełożona złapała rumieńce. A potem złapał muchę z dłoni Wyatta. — a to musisz sobie sam zapiąć, bo ja nie mam pojęcia, jak się tego używa — prychnęła i pierwsze zakręciła ją sobie na palcu tak mocno, że poleciała po chwili gdzieś w eter pokoju, a potem, kiedy Maya już z nią wróciła przed Galena, wspięła się na palach i zarzuciła mu ją na szyję. — no chyba, że mnie nauczysz — spróbowała sama, ale oczywiście jej nie wyszło. Zrobiła tylko wielki supeł, skupiając się przy tym z mocno przygryzioną wargą, który ledwo udało jej się rozwiązać.
— Są w tym domu jakieś fajne miejsca? — zagadała, kiedy Galen próbował pomóc jej z wiązaniem. — no wiesz takie, gdzie nie wiem, chowałeś się jako dziecko albo jakieś twoje ulubione, gdzie lubiłeś po prostu siedzieć? — bo skoro oboje już tu byli, znowu kompletnie przypadkowo, znowu w tym pokoju, to może mogli z tego zrobić jakiś pożytek? Może Maya mogła ulotnić się na kilkanaście minut i poznać jakiś niewielki rąbek bogatego życia Galena Wyatta. O ile oczywiście on chciał jej go pokazać, bo na dole wciąż czekała Audrey.

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”